Nie wymyśliłem żadnej przedmowy.
Nie wymyśliłem żadnej przedmowy.
Tomek spoglądał nerwowo na analogowy zegarek umiejscowiony w centralnej części deski rozdzielczej wysłużonego Passata. Było późno, niedługo miało zmierzchać. Mężczyzna wiedział doskonale, że jazda przez las w kompletnej ciemności to wyrok śmierci.
– Szybciej, stary rumplu – warknął do samochodu i wbił pedał gazu w podłogę.
Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a wraz z nim powoli, ale nieuchronnie drogę zaczęła spowijać ciemność. Tomek wrócił myślami do czasów, gdy na nieboskłonie jaśniały gwiazdy, nad którymi majestatycznie górował księżyc. Wtedy działały także sztuczne źródła światła, ale i je utraciliśmy bezpowrotnie. Ile to już lat minęło? Kilka? Kilkanaście? Zabawne, jak ludzie szybko adaptują się do niewygody.
– Kurwa mać, nie zdążę… Za żadną cholerę nie zdążę – wyszeptał do siebie, w myślach przeklinając się za lekkomyślny wyjazd. – Co do…?
Na drogę wybiegło oszołomione zwierzę przypominające ogromnego jelenia pokrytego brunatną mazią. Tomek wykonał gwałtowny skręt kierownicą, jednak miał zbyt mało czasu, a w dodatku jechał stanowczo za szybko, by opanować pojazd.
Samochód z impetem uderzył w drzewo.
***
Gdy Tomek odzyskał przytomność, niezdarnym ruchem odpiął pas i z niemałym trudem wyczołgał się z pojazdu. Oczy zaszły mu krwią, ale mimo tego zdołał dostrzec niewyraźny kształt w odległości kilku metrów. Ów kształt podszedł bliżej i okazał się przystojnym mężczyzną w pstrokatym garniturze o eleganckim kroju.
Nowoprzybyły otaksował miejsce wypadku. W oczach płonęły mu ogniki, a twarz wykrzywiał paskudny grymas, który wyłącznie kurtuazyjnie można by uznać za uśmiech.
– Ja jestem Krzysztof, a ty masz teraz dwie możliwości – powiedział, barwa głosu mężczyzny była niespodziewanie słodka i kojąca. – Możesz zginąć na miejscu, czego osobiście nie pochwalam.
– A… Albo…?
– Alternatywą jest skorzystanie z prawa należności nocy.
– C… Co…?
– Spieszę wyjaśnić! – odpowiedział mężczyzna. – Przeżyjesz, ale w zamian będziesz musiał dokonać plugawego uczynku. Hej, nie umieraj mi tutaj, zanim wytłumaczę co i jak! – Po przyjacielsku klepnął Tomka w twarz.
– Mów.
– To jest właściwe podejście, podobasz mi się, kolego! Zatem ów plugawy czyn wybierzesz sam, spośród dwóch opcji. Muszę dodać, że obie czekające na ciebie alternatywy są równie oburzające, ale tylko jedna kończy się czyjąś śmiercią. – W tym miejscu zrobił teatralną pauzę. – Zatem, ceną za twoje życie jest Monika, albo cześć Ewy.
– Skąd znasz imiona…? – zaczął Tomek, ale brutalnie mu przerwano.
– To bez znaczenia! Zegar tyka, słyszysz? Tik-tak, tik-tak, tik-tak. To teraz rozejrzyj się wokoło. Słońce chowa się za linią horyzontu, a wkrótce zupełnie zniknie. Może będziesz żył wystarczająco długo, by usłyszeć kroki dochodzące z ciemności, kto wie? A może wydasz ostatnie tchnienie dosłownie kilka sekund wcześniej? Widzisz, ja mam cały czas tego świata, ty nie – zachichotał Krzysztof.
– Dobrze już, dobrze… Powiedziałeś… Powiedziałeś, że ceną jest Monika, albo część…? Ewy?
– Wszystko pokręciłeś, głuptasie! – zachichotał. – Nie część, tylko cześć. Znaczy się, dobre imię, cnota. Mówiąc nieco precyzyjniej, twoje opcje są następujące. Dobrowolnie wydasz na śmierć żonę albo pozwolisz mi zgwałcić twoją córkę – wyjaśnił. – Ach, byłbym zapomniał! Jeżeli postanowisz zrobić mnie w konia, to zginie cała wasza trójka! No, to jak będzie?
Tomek wpatrywał się w Krzysztofa, jakby oczekując, że ten wybuchnie śmiechem i powie, że jedynie żartował. Gdy jednak nic takiego nie nastąpiło, wycedził:
– Pierdol się…
– Wielka szkoda! Cóż za strata… No, ale ostatecznie, to przecież twój wybór! Skoro nie zależy ci na własnym życiu, to proszę bardzo. Mnie właściwie nie robi żadnej różnicy, czy przeżyjesz, więc śmiało. Zdychaj sobie tutaj. – Mężczyzna wzruszył ramionami i zaczął się oddalać od miejsca wypadku.
– Spłoniesz za to w piekle! – krzyknął jeszcze Tomek.
Na te słowa mężczyzna jedynie uśmiechnął się pod nosem, ale nie zwolnił kroku. Po chwili las pogrążył się w zupełnej ciemności.
***
– Nigdy się nie nauczycie, co? – skomentował człowiek w garniturze.
– Lepiej mi pomóż, człowieku, przecież mnie napadli! – wysapał Wojtek. – A tak w ogóle, co ty masz na sobie? Z cyrku się urwałeś, czy ki diabeł? – zapytał, wskazując kolorowe odzienie.
– Aj, aj, jak niegrzecznie!
– Dobra, już dobra. Nie chciałem pana urazić, ale proszę mnie zrozumieć, ja tu cierpię… – Głos mężczyzny momentalnie przeszedł w błagalne tony.
– Ależ proszę się zupełnie nie przejmować! – zachichotał. – Taki malutki, a w dodatku… ciemny człowieczek nie mógłby mnie obrazić! No, ale gdzie się podziały moje maniery? Mam na imię Krzysztof. Bardzo mi miło. – Po tych słowach skłonił się lekko i wykonał gest, jakby zdejmował z głowy niewidzialny cylinder.
– Wo… Wojtek, do usług… Kurwa! Pomożesz mi wreszcie?
– Jaki niecierpliwy! Ale niech będzie, cóż my tu mamy? – powiedział Krzysztof, po czym okrążył poszkodowanego i obejrzał dokładnie pozostawiony nieopodal nóż – Nie mam dla ciebie, drogi kolego, dobrych wiadomości. Rany wyglądają paskudnie, a patrząc po długości ostrza, zgaduję, że naruszone zostały nerwy. Najpewniej stracisz obie nogi.
– Boże…
– No, chyba że…
– Chyba, że co? – dopytywał Wojtek.
– Tak, myślę, że mogę to odkręcić. Mogę ci zaproponować skorzystanie z prawa należności nocy. – Widząc pytające spojrzenie, kontynuował: – W gruncie rzeczy, to bardzo proste. Trochę jak z zachowaniem masy. Wiesz, oddaj cesarzowi, co cesarskie i te sprawy.
– Możesz mówić jaśniej?
– Co za czasy…! – westchnął. – Niech już będzie, ja uratuję twoje nogi, a w ramach rewanżu ty dokonasz plugawego czynu. Mając na uwadze charakter twojego… przypadku, proponuję dwa warianty. Możesz uciąć męskość swojego syna… Antka, dobrze zapamiętałem? Jako alternatywę proponuję odrąbanie głowy twojemu ojcu. Siekierą. No, ale to już zrobię sam. Ostatecznie nie jestem potworem… – dumał. – To jak będzie? Dogadaliśmy się, czy wolisz stracić nogi?
– To jakiś chory żart?! – sapnął Wojtek. – Ty jesteś chory psychicznie!
Dotychczas pogodne oblicze Krzysztofa momentalnie pociemniało.
– Oj, tak nie będziemy rozmawiać – wycedził.
Niecały kwadrans później całkowita, nieprzenikniona ciemność spowiła park. Wojtek dygotał, zarówno z zimna, jak i bólu spowodowanego obumieraniem kończyn. Niespodziewanie usłyszał odgłos przywodzący na myśl chocholi śmiech. Mężczyzna w odpowiedzi usiłował splunąć, ale jedynie podrażnił gardło. Był odwodniony, a ślinianki przestały pracować.
Wojtek zaklął niezdarnie pod nosem, co wywołało jeszcze większe rozbawienie Krzysztofa. Śmiech mężczyzny zdawał się nie mieć końca, w dodatku z każdą sekundą przybierał na mocy. Gdy osiągnął apogeum, pstrokaty garnitur rozbłysnął palącym w oczy światłem.
– Co do…? – wysapał Wojtek. – Jak to w ogóle możliwe?
– Ciemno. Jasno. To tylko puste słowa, pozbawione znaczenia – odparł Krzysztof, lekceważąco machając dłonią. – Liczy się coś zupełnie innego.
– O czym ty mówisz?
– Podjąłeś złą decyzję, a to są jej konsekwencje.
Wojtek nie krzyczał, gdy jego głowa została oddzielona od reszty ciała.
***
Krzysztof, jak zawsze wystrojony w pstrokaty garnitur o eleganckim kroju, spokojnym krokiem przemierzał ulice miasta otulonego ciemnością. Istoty nocy mijały go, ale nie atakowały. Szeptały groźby, jednak puste i nieszkodliwe.
Uwagę mężczyzny przykuł stłumiony szloch dobiegający z czerwonej budki telefonicznej. Reliktu minionej epoki w takim samym stopniu, jak bezużyteczne latarnie drogowe. Krzysztof wsłuchał się w dźwięk, po czym wyszczerzył zęby w karykaturalnej imitacji uśmiechu. Podszedł bliżej, stuknął w drzwiczki i zapytał:
– Jest tam ktoś?
– Potrzebna mi pomoc…
– Od razu do interesów?! Wypadałoby najpierw się przedstawić, tego wymaga kultura osobista i etykieta.
– Przemek, mam na imię Przemek… Pomożesz mi teraz?
– Pomyślimy, pomyślimy! – odpowiedział Krzysztof. – Ale powiedz mi, proszę, dlaczego w ogóle wyłaziłeś prosto w noc? Przecież musiałeś wiedzieć, jakie istoty wyłaniają się z ciemności. I co z tobą zrobią, jak już cię wyczują.
– Owszem, wiedziałem – odpowiedział Przemek po chwili wahania, z oczu ciekł strumień łez. – Jednak czułem, że muszę to skończyć…
– Ale już nie czujesz…?
– Nie, bardzo chciałbym wrócić do domu, do rodziny – załkał. – Pomożesz mi?
– Gdybym nie mógł ci pomóc, to byśmy właśnie nie rozmawiali. Jednak teoretyczna możliwość, to jedno. A faktyczny akt, to już zupełnie inna para kaloszy. Złożę ci teraz propozycję, rozważ ją spokojnie, a następnie udziel mi odpowiedzi.
– Zzza… Zamieniam się w słuch.
– Możesz skorzystać z prawa należności nocy. Uratuję cię, ale w zamian będziesz musiał dopuścić się ohydnego występku. – Krzysztof zrobił pauzę, jakby wyczekując reakcji rozmówcy, ale jego wzrok napotkał jedynie obojętność. – W każdym razie… Prawo należności nocy, tak. Ja pomogę ci, a ty zjesz swoje nowo narodzone dziecko, albo…
– Naturalnie, zrobię to – wtrącił Przemek, w jego oczach pojawił się niepokojący błysk.
– To wspaniale! Zaraz… co ty powiedziałeś…?
– Chcesz, żebym zjadł moją Agusię, jako zapłatę za uratowanie mi życia. Zgadzam się, nie ma problemu.
– Moment, jest jeszcze druga…
– Nie ma takiej potrzeby, zjem córeczkę – odparł Przemek. W głosie mężczyzny było stanowczo zbyt dużo entuzjazmu.
– Jeżeli to jakiś podstęp… Zabiję cię i całą twoją rodzinę, rozumiesz? – groził Krzysztof.
– Oczywiście, mam to zrobić od razu, czy będę miał najpierw okazję wytłumaczyć żonie i pożegnać się z małą?
– Co jest z tobą nie tak, człowieku? – zapytał, po czym podszedł bliżej i wymierzył rozmówcy siarczystego plaskacza. Z satysfakcją spostrzegł, że nastała zupełna ciemność, a wtedy dodał: – Zaraz wszystkiego się dowiem.
Umysł Krzysztofa wypełniły migawki z życia Przemka. Ciężkie dzieciństwo, naznaczone przemocą i upokorzeniem. Pierwsza miłość, której efektem było odrzucenie i nieudana próba samobójcza. Praca w szkole zakończona skandalem i procesem. Beczki z…
Dotychczas pełen wigoru Krzysztof, momentalnie opadł z sił. Zrobił niepewnie kilka kroków w tył, po czym spuścił głowę i upadł na ziemię. Przez wiele uderzeń serca siedział bez ruchu i wpatrywał się beznamiętnie we wszechogarniającą ciemność. W jednej chwili zobojętniał na wszystko i wszystkich, jakby pękło w nim coś, czego istnienia nigdy by nie podejrzewał.
– Mam dość – wydukał i uciekło z niego życie. Tak po prostu.
Jakby w oczekiwaniu na te słowa, archaiczna lampa zamigotała, a następnie rozbłysła niewyraźnym światłem.
Tekst ma ciekawy, mroczny klimat i spójny pomysł na postać Krzysztofa, ale wymaga jeszcze solidnej redakcji. Znalazłem kilka potknięć językowych i stylistycznych. Warto też uważać na ekspozycję okrucieństwa – bywa dosłowna i traci przez to siłę sugestii.
Największy problem mam jednak z zakończeniem. Scena z Przemkiem zapowiada jakąś puentę lub przełom, ale jej sens pozostaje dla mnie nieczytelny. Nie do końca rozumiem, dlaczego to właśnie ta postać „łamie” Krzysztofa ani co dokładnie symbolizuje jego nagła śmierć i zapalenie się lampy. Czuję, że miało to być domknięcie całości, ale brakuje mi wyraźnego znaczeniowego akcentu, który spiąłby wcześniejsze epizody w jedną myśl.
https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta
A w tytule nie miało być “złu”? O “złu”?

Jakby co, to wołaj.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
d.pankovski
Dziękuję za wizytę. Doceniam wszelkie uwagi, także te wygenerowane przy pomocy AI.
Tarnino
Oczywiście! Uparłem się, że opublikuję tekst od razu i mi wskoczył chochlik w tytule (plus kilka innych, które wyłapałem w treści, ale to już przeszłość…)
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Cześć, cezary_cezary
Nie interesowałem się walorami technicznymi języka. Inne kwestie zajmowały mój umysł podczas lektury. Jak to? Chłop jechał przez las w zupełnych ciemnościach? Po pierwsze: przecież Słońce jeszcze nie zaszło, a gdyby nawet, to co ze światłami samochodu? Zupełną ciemność wyobrażam sobie inaczej :-)
Pomysł na psikusa pojawił się u S. Kinga w Sklepiku z marzeniami – wygenerowało to mnóstwo problemów i pokazało, w jak zręczny sposób Stefek połączył wątki.
Kim był Krzysztof? Diabłem?
Pozdrawiam
Klik
cezary_cezary
Dziękuję za wizytę. Doceniam wszelkie uwagi, także te wygenerowane przy pomocy AI.
Mógłbyś to wyjaśnić? Czy drobna uwaga rzeczywiście okazała się na tyle dotkliwa, że poczułeś potrzebę zrekompensowania jej w ten sposób?
https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta
Heskecie
Dziękuję za odwiedziny!
Przez las nie jechał w zupełnych ciemnościach, dopiero zachodziło słońce. Światła samochodu, jak i jakiekolwiek inne formy sztucznego oświetlenia, nie działają. Starałem się to wprost przekazać tutaj:
Tomek wrócił myślami do czasów, gdy jeszcze działały sztuczne źródła światła.
Natomiast po zmroku, jest już całkiem ciemno.
d.pankovski
Nic z tych rzeczy, przyjmuję wszelką krytykę z pokorą. Natomiast konstrukcja Twojego posta i wykorzystane słownictwo jest bardzo podobne do recenzji generowanych przez AI (nawet sprawdziłem to, przed skomentowaniem), stąd moja uwaga. Jeżeli się pomyliłem, a Ty poczułeś się dotknięty, to oczywiście przepraszam, bo nie taką miałem intencję.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
A co z gwiazdami? Księżycem?
Słuszna uwaga! Dodam zdanie, że ich też nie ma
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
cezary_cezary
Z ciekawości wrzuciłem zarówno swój komentarz, jak i Twój tekst do GPT.
Komentarz:
Co może sugerować udział AI (choć niczego nie dowodzi):
– bardzo uporządkowana struktura (wstęp → problem → rozwinięcie → wniosek),
– neutralny, wyważony ton, bez wyraźnych emocjonalnych odchyleń.
Co równie dobrze wskazuje na autora-człowieka:
– konkretne odniesienia do sensu zakończenia i symboliki (Przemek, Krzysztof, lampa),
– jasne, czytelne stanowisko krytyczne zamiast ogólników,
– brak typowych dla AI nadętych fraz i schematycznych powtórzeń,
– naturalny język krytyki, bez sztucznej gładkości.
Twój tekst:
Co może sprawiać wrażenie „AI-opodobne”, ale nie jest żadnym dowodem:
– powtarzalna konstrukcja scen (bohater → wypadek → propozycja → wybór → konsekwencja),
– podobny rytm dialogów Krzysztofa w kolejnych historiach,
– momentami zbyt „ładnie domknięte” frazy narracyjne.
Co nie wskazuje jednoznacznie na AI:
– tekst ma konsekwentny ton i wyraźny temat,
– pojawiają się ryzykowne i kontrowersyjne decyzje fabularne (dosłowność okrucieństwa, gwałt, dzieci), których AI zwykle unika lub łagodzi,
– występują nierówności stylistyczne i drobne potknięcia, dalekie od „modelowej” gładkości.
Mógłbym po prostu przyklasnąć, żeby pokazać, że jestem aktywnym użytkownikiem, i na tym poprzestać. To była jedynie moja subiektywna opinia, która nie oznacza, że tekst jest zły. Najgorsze jest bowiem nie kilka uwag, lecz sytuacja, w której nikt tekstu nie zauważa, to znacznie gorsze niż jakakolwiek drobna krytyka.
Pozdrawiam serdecznie :)
https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta
To była jedynie moja subiektywna opinia, która nie oznacza, że tekst jest zły. Najgorsze jest bowiem nie kilka uwag, lecz sytuacja, w której nikt tekstu nie zauważa, to znacznie gorsze niż jakakolwiek drobna krytyka.
Pójdę krok dalej, osobiście zdecydowanie wolę komentarze krytyczne, bo dzięki nim mam realną informację zwrotną na przyszłość, które aspekty tekstu wymagają większej uwagi.
Także ucinając nasze małe nieporozumienie, raz jeszcze dziękuję Ci serdecznie za komentarz.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Witam Cezarze :]
Hmm nie powiem, że tekst mi się nie podobał, bo się podobał, ale miałem wrażenie pewnego dysonansu. Z początku odbierałem ten tekst jako pisany lekkim piórem, ale jednocześnie w bardzo realny sposób mroczny – mamy pobudzające wyobraźnię pseudo-postapo, a w tym spowitym ciemnością świecie między śmiertelnikami przechadza się diabeł (???), co prawda obdarzony poczuciem humoru, ale stawiający przed ofiarami sporej wagi trylematy. Bardzo do mnie ten klimat trafiał.
Natomiast samo zakończenie, w którym Krzysztof siada i umiera odebrałem jako wyraźniej bardziej komediowe, niż reszta tekstu – i to jest właśnie ten dysonans. Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem? Może czegoś nie zrozumiałem.
W każdym razie kliczek się należy
jazda przez las w kompletnej ciemności, to wyrok śmierci.
Bez przecinka moim zdaniem.
iś chory żart?!- sap
Zjadło spację i skróciło kreskę.
Dotychczas pogodne oblicze Krzysztofa, momentalnie pociemniało.
Tu też przecinek nielegalny, moim zdaniem.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ave, Zakapiorze!
Dzięki za wizytę, rzeczowy komentarz oraz mini-łapankę (usterki naprawione)!
Natomiast samo zakończenie, w którym Krzysztof siada i umiera odebrałem jako wyraźniej bardziej komediowe, niż reszta tekstu – i to jest właśnie ten dysonans. Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem? Może czegoś nie zrozumiałem.
Cóż, komediowy wydźwięk nie był zamierzony, to bardziej kwestia mojego stylu pisania (chyba). Odnośnie zakończenia, nie chcę go zbyt mocno tłumaczyć, chciałem żeby miało pewien wymiar uniwersalny. Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?
Jeśli gdzieś była sugestia, że cele Krzysztofa są inne, niż nakłanianie do złego, to mi zupełnie umknęła :( Chyba że właśnie tak końcówka miała nią być? Hmm
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ujmę to następująco: zarówno wypowiedzi Krzysztofa, jak i opisy jego zachowań były przeze mnie dość mocno przemyślane i nie mają charakteru przypadkowego. Do rozważenia jeszcze jedna kwestia: czy on do czegoś faktycznie nakłania? Zależało mi na tym, żeby po wnikliwym przeczytaniu nie było to takie pewne.
Ale oczywiście, najwyraźniej (jak to mi się zdarza regularnie) dość mocno przekombinowałem i wyszło bez sensu i nieczytelnie. Tak to niestety bywa z eksperymentami ze słowem.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Dziń dybry,
Zabawne jak ludzie szybko adaptują się do niewygody.
→ Zabawne, jak ludzie szybko adaptują się do niewygody.
Po przyjacielsku klepnął Tomka w twarz.
Hm, a jak to się robi po przyjacielsku? Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.
– To jest właściwe podejście, podobasz mi się, kolego! Zatem –
kontynuował– ów plugawy czyn
Zbędne, przerywa tylko niepotrzebnie wypowiedź, tym bardziej że nie ma tam doprecyzowania kto to mówi, bo też nie ma takiej potrzeby.
zachichotał Krzysztof.
Narracja jest prowadzona co prawda w trzeciej osobie, ale nadal oczami bohatera. Więc pierwsza wzmianka imienia tajemniczego pana w garniturze występująca dopiero w didaskaliach wypada mało naturalnie i wprowadza lekki zamęt.
Tomek wpatrywał się w Krzysztofa
I tu to samo. Skąd Tomek nagle wie, jak nazywa się tajemniczy typ?
– No, chyba, że…
Jako alternatywę proponuję odrąbanie głowy twojemu ojcu. Siekierą. No, ale to już zrobię sam. Ostatecznie nie jestem potworem…
Nie jest? ;p
– Oj, tak nie będziemy
ze sobąrozmawiać – wycedził.
Niespodziewanie usłyszał odgłos przywodzący na myśl chocholi śmiech.
A jak się śmieje chochoł?
aw dodatku z każdą sekundą przybierał na mocy.
a jest zbędne, wybija z rytmiki.
Wojtek nie krzyczał, gdy jego głowa została oddzielona od reszty ciała.
Bo trudno krzyczeć z odciętą głową.
Podszedł bliżej, stuknął w drzwiczki i zapytał:
– Jest tam ktoś?
Nie widzi przez szybę, że ktoś tam jest?
Hm. Chyba nie zrozumiałam ;p
Sama otoczka, tj. niedziałające lampy i klimat mroku zainteresowały mnie bardziej niż fabuła. Chętnie bym coś poczytała w takim uniwersum.
Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)? Tego nie rozumiem.
Spodobała mi się też sama końcówka, bo mnie zaskoczyła. Ludzie potrafią być bardziej mroczni niż Mrok w czarnym garniturze we własnej postaci.
Jest sprawnie napisane, długość tekstu odpowiednia jak na taką historię (choć zachęcam Cię do stworzenia dłuższego tekstu w tym uniwersum) i zaskakujący twist na końcu, więc klik do Biblio jak najbardziej się należy.
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Uparłem się, że opublikuję tekst od razu
Jak się człowiek spieszy, to Terminator :)
Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)?
Pewnie prawo pierwszej nocy (o tym drugim nie słyszałam ETA: a teraz spojrzałam na tytuł
też mam już dziury w polu widzenia), ale z tego, co wiem (podobnie jak pasy cnoty) było ono wytworem zboczonej wyobraźni czasów wiktoriańskich. Nie podaję się, oczywiście, za eksperta.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Hej, Holly!
Dzięki serdeczne za solidną porcję łapanki i rozbudowany komentarz! Większość babolków poprawiłem, a co do reszty:
Hm, a jak to się robi po przyjacielsku? Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.
Naoglądałem się sporo Rodziny Soprano i wydaje mi się, że można kogoś plasnąć po przyjacielsku, z serdecznością (i groźbą).
Narracja jest prowadzona co prawda w trzeciej osobie, ale nadal oczami bohatera. Więc pierwsza wzmianka imienia tajemniczego pana w garniturze występująca dopiero w didaskaliach wypada mało naturalnie i wprowadza lekki zamęt.
Słusznie, dodałem fragment, w którym się przedstawił.
Nie jest? ;p
No właśnie nie jest… Chyba zabrakło mi warsztatu, żeby to należycie pokazać. Krzysztof uprawia grę pozorów, ale w gruncie rzeczy wcale nie jest zły.
A jak się śmieje chochoł?
Wiemy jak tańczy, pewnie śmieje się analogicznie.
Bo trudno krzyczeć z odciętą głową.
Ale w trakcie ucinania można.
Nie widzi przez szybę, że ktoś tam jest?
Panuje ciemność.
Hm. Chyba nie zrozumiałam ;p
Biorę to na klatę i przyznaję się do porażki. Chciałem pokazać różnicę między złem pozornym, a prawdziwym, co dodatkowo miała podkreślać “zabawa” zasadami światła i ubiór Krzysztofa. Najwyraźniej poległem na całej linii.
Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)? Tego nie rozumiem.
Element gry Krzysztofa.
choć zachęcam Cię do stworzenia dłuższego tekstu w tym uniwersum
Do przemyślenia.
Dziękuję raz jeszcze!
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Ave Cezar!
Kupiłeś mnie. Jest horror? Jest. Masz klimat? Masz. Sprawnie napisane, czyta się z przyjemnością. Dodatkowo przypomnieł mi się jeden, jak ja to mówię, nocny film – horror, którego akcja dzieje się właśnie w lesie. I jest ta istota. Jak jej tam było, hm? Siewca zla? Coś takiego. Twoje opowiadanie jest też b. filmowe.
Pozdrawiam,
MZ
PS. Brawa za tytuł “w Twoim stylu”.
Ave, Maćku!
Serdeczne dzięki za dobre słowa!
Dodatkowo przypomnieł mi się jeden, jak ja to mówię, nocny film – horror, którego akcja dzieje się właśnie w lesie. I jest ta istota. Jak jej tam było, hm? Siewca zla? Coś takiego.
Niestety nie kojarzę, z horrorów oglądam tylko takie, w których występują zombie.
PS. Brawa za tytuł “w Twoim stylu”.
Dzięki! Chociaż tym razem wyjątkowo nie miałem weny do jego tworzenia i jest taki trochę “na siłę”.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Hej,
Uuu, ciekawe. Metaforyczne. Bardzo spodobał mi się pomysł z “usunięciem” światła, szkoda, że była to tylko wstawka, bo niezły pomysł na świat postapo.
Najbardziej mi siadło chyba zakończenie, mam rozumieć, że to pierwszy człowiek, który przyjął propozycję? No i te beczki… Ciekawie, odrobinkę wyjaśniło kim/czym naprawdę był Krzysztof i jakie miał zamiary. Co nie zmienia faktu, że mocno tajemnicze opowiadanie, wielu kwestii jestem dalej ciekaw i zgodzę się z komentującymi, że napisanie kolejnej części może jest dobrym pomysłem.
Lekkie pióro, jak to u Ciebie, więc w tej kwestii i ogólnie warsztatu nie mam nic do dodania.
Oczywisty klik.
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ave, Michaelu!
Dzięki za wizytę i garść dobrych słów!
mam rozumieć, że to pierwszy człowiek, który przyjął propozycję?
Tak!
No i te beczki…
Nawiązanie celowe.
Co nie zmienia faktu, że mocno tajemnicze opowiadanie, wielu kwestii jestem dalej ciekaw i zgodzę się z komentującymi, że napisanie kolejnej części może jest dobrym pomysłem.
Jakiś tam pomysł nawet mam… Pomyślimy.
Dzięki raz jeszcze!
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Witaj. :)
Mocno zagadkowy tekst. :) Niejasny i nie do końca pokazujący wszystko to, co skrywa. Symboliczny. :) W pierwszym momencie odebrałam Krzysztofa jako diabła. A po przeczytaniu całości oraz komentarzy zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest on przypadkiem kimś innym – uosobieniem złej natury człowieka. Dawno temu oglądałam w TVP teatr, w którym główna bohaterka dokonywała często czynów, niezgodnych z prawem, lecz wytłumaczono jej, że tak naprawdę to nie ona jest winna, lecz – jej siostrzyczka – zła kobieta, siedząca w niej, w środku, i mająca podłą naturę. ;) Odtąd bohaterka ta każde swoje dobre zachowanie podsumowywała: “To zrobiłam ja”, a niedobre: “To zrobiłam ja, siostrzyczka”. :) Tak sobie myślę, może tu Krzysztof ma być taką właśnie, “ciemną stroną” każdego napotykanego, poszkodowanego człowieka? Z Przemkiem jest inaczej. On chce/chciał skończyć. On jest inny. Ma zły charakter, w sumie myśli tylko o sobie. To szokuje nawet Krzysztofa – wydawałoby się: najstraszniejszego potwora pod słońcem. Zło pokonało zło. Może nawet ujmę to inaczej: nieopisane wręcz i bezgraniczne zło wzięło górę nad tym, co dotąd postrzegaliśmy jako straszliwe zło. W gruncie rzeczy natura człowieka pokazała tu swoje prawdziwe oblicze. Nie wiem, czy dobrze to interpretuję. :)
Co do samego pojęcia prawnego – AI mi podaje, że tzw. “prawo należności” to “gwarantowane prawem (głównie cywilnym) uprawnienie wierzyciela do otrzymania od dłużnika określonego świadczenia pieniężnego lub rzeczowego w wyznaczonym terminie, wynikające z umów lub przepisów. Wierzyciel ma prawo domagać się zapłaty, w tym odsetek, oraz zabezpieczyć roszczenie na majątku dłużnika”. :) Tu wierzycielem teoretycznie chciał być Krzysztof, ale – czy praktycznie też? :) Wątpię. Cała fabuła w moim odczuciu to taki specyficzny rachunek sumienia człowieka przy każdym, nagłym umieraniu – na ile może sobie pozwolić autentyczna natura ludzka w obliczu bezgranicznego cierpienia? Ile może poświęcić? Ile zła może dokonać? Gdzie jest dla niej nieprzekraczalna granica? :)
Dziękuję za oznaczenie wulgaryzmów. ;)
Pozdrawiam serdecznie, klik. :)
Pecunia non olet
Ja to zinterpretowałam, że Niosący Światło trochę zmienił modus operandi. Ale wymiękł po napotkaniu prawdziwego psychopaty. Trochę dziwne, że przybrał imię Krzysztof, bo to imię napakowane chrześcijańskimi odniesieniami po ostatnią kreseczkę w f.
Ale może źle interpretuję.
cierpną włosy na plecach
Hmmm. IMO, cierpnie skóra, a włosy stają dęba, jeżą się itd.
Babska logika rządzi!
Bruce
Dziękuję za wizytę i dobre słowa!
nieopisane wręcz i bezgraniczne zło wzięło górę nad tym, co dotąd postrzegaliśmy jako straszliwe zło. W gruncie rzeczy natura człowieka pokazała tu swoje prawdziwe oblicze. Nie wiem, czy dobrze to interpretuję. :)
Bardzo podoba mi się Twoja interpretacja!
Co do samego pojęcia prawnego – AI mi podaje, że tzw. “prawo należności” to “gwarantowane prawem (głównie cywilnym) uprawnienie wierzyciela do otrzymania od dłużnika określonego świadczenia pieniężnego lub rzeczowego w wyznaczonym terminie
AI lubi tworzyć definicje z kapelusza. Czasami mam ochotę pójść na skróty i skorzystać, ale ten badziew potrafi tworzyć "cytaty" z orzeczeń, które są wzięte z kosmosu. W nazwie "prawo należności nocy" nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości, nazwa powstała na potrzeby tekstu.
Cała fabuła w moim odczuciu to taki specyficzny rachunek sumienia człowieka przy każdym, nagłym umieraniu – na ile może sobie pozwolić autentyczna natura ludzka w obliczu bezgranicznego cierpienia? Ile może poświęcić? Ile zła może dokonać? Gdzie jest dla niej nieprzekraczalna granica? :)
Bezbłędnie trafiłaś w mój zamysł. Czapki z głów!
Finklo
Ja to zinterpretowałam, że Niosący Światło trochę zmienił modus operandi. Ale wymiękł po napotkaniu prawdziwego psychopaty
Też ciekawe rozumienie, podoba mi się.
Trochę dziwne, że przybrał imię Krzysztof, bo to imię napakowane chrześcijańskimi odniesieniami po ostatnią kreseczkę w f.
I tak i nie. To nie jest zła postać, ale dobra też niekoniecznie. Poza tym Krzysztof pełni w moich opowiadaniach rolę Hoida z powieści Sandersona. Jest obecny i miesza wszędzie po trochu.
Dziękuję, że wpadłaś i zostawiłaś komentarz.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
W nazwie "prawo należności nocy" nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości, nazwa powstała na potrzeby tekstu.
Tak, tak, oczywiście, Ave, Cezarze!, tak to odebrałam, niemniej – świetnie wykorzystałeś samo pojęcie. :) Nawet złego zdumiało człowiecze zło… Genialne! ![]()
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet

Urzędy dostały dzisiejszy urobek, to miałam chwilę czasu :D
nerwowo na analogowy zegarek umiejscowiony
Hmm.
jazda przez las w kompletnej ciemności to wyrok śmierci
Hmm.
warknął do samochodu
Dobra, to dość oczywiste, że do samochodu.
Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a wraz z nim powoli, ale nieuchronnie drogę zaczęła spowijać ciemność.
Wraz z czym? Co jeszcze spowijało? Może tak: Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a w miarę tego procesu powoli, ale nieuchronnie, drogę spowijała ciemność.
a nieboskłonie jaśniały gwiazdy, nad którymi majestatycznie górował księżyc
Jest tu pewna nieeuklidesowość…
Wtedy działały także sztuczne źródła światła, ale i je utraciliśmy bezpowrotnie
Ale że wszystkie? Świeczki też? Ooo?
wyszeptał do siebie, w myślach przeklinając się za lekkomyślny wyjazd.

Może tak: mruczał pod nosem, klnąc w myślach swój pomysł wyjazdu.
Na drogę wybiegło oszołomione zwierzę przypominające ogromnego jelenia pokrytego brunatną mazią.
Hmmmmmm. Kliniczne.
Tomek wykonał gwałtowny skręt kierownicą, jednak miał zbyt mało czasu, a w dodatku jechał stanowczo za szybko, by opanować pojazd.
To też.
niezdarnym ruchem
A gdyby to zrobił po prostu niezdarnie, to co by się strasznego stało?
mimo tego
Mimo to.
w pstrokatym garniturze o eleganckim kroju
… Joker? :D
twarz wykrzywiał paskudny grymas, który wyłącznie kurtuazyjnie można by uznać za uśmiech
Hmmmmmmmmmmmmmmmm.
powiedział, barwa głosu
A czemu przecinek, nie kropka?
barwa głosu mężczyzny była niespodziewanie słodka i kojąca
Hmmmm, słodka?
Hej, nie umieraj mi tutaj, zanim wytłumaczę co i jak!
Hej, nie umieraj mi tutaj, dopóki nie wytłumaczę, co i jak!
Muszę dodać, że obie czekające na ciebie alternatywy są równie oburzające, ale tylko jedna kończy się czyjąś śmiercią.
Argh. Obie możliwości. I raczej prowadzi do czyjejś śmierci, niż się nią kończy.
dosłownie kilka sekund wcześniej?
Wcześniej niż co? Niż zapadnie ciemność?
ja mam cały czas tego świata
Argh, tłumaczenie angielskiego idiomu, argh.
Jeżeli postanowisz zrobić mnie w konia
Normalnie czepiłabym się postawienia zaimka na miejscu akcentowanym, ale to akurat pasuje do faceta, to podkreślone "mnie".
to zginie cała wasza trójka!
Może lepiej: zginiecie wszyscy troje.
jedynie żartował
Nie lepiej: tylko żartował?
Na te słowa
Zbędne.
– zapytał, wskazując kolorowe odzienie.
To w sumie wynika z dialogu, a domyślam się, że mamy do czynienia z tym samym gagatkiem, co w poprzedniej scenie.
Nie chciałem pana urazić, ale proszę mnie zrozumieć, ja tu cierpię…

Głos mężczyzny momentalnie przeszedł w błagalne tony.
Hmmmmmmmmmmm.
gdzie się podziały moje maniery
To też jest angielskie.
drogi kolego
Rym z "poszkodowanego".
patrząc po długości ostrza, zgaduję, że naruszone zostały nerwy
A sądząc po długości ostrza, przypuszczam, że naruszone zostały nerwy.
oblicze Krzysztofa momentalnie pociemniało
To też coś angielskawo wygląda. Po polsku raczej się zachmurzyło, spochmurniało.
Wojtek dygotał, zarówno z zimna, jak i bólu spowodowanego obumieraniem kończyn.
Nie zamierzam guglać kwestii medycznych, dopóki naprawdę nie muszę, ale o ile Krzysztof mógł skłamać (chociaż marketingowiec z niego słaby), o tyle to obumieranie coś mnie nie przekonuje. Zresztą zimno też powoduje ból (o czym łatwo się przekonać). A wykrwawianie się powoduje uczucie zimna.
Niespodziewanie usłyszał odgłos przywodzący na myśl chocholi śmiech.
Hmmmmm. Jakiś szelest siana, coś takiego? Może: Nagle usłyszał szelest, jakby wyśmiewał go chochoł.
Mężczyzna w odpowiedzi usiłował splunąć, ale jedynie podrażnił gardło.
Mężczyzna nie może być z przodu, ale można go wyciąć w ogóle: W odpowiedzi usiłował splunąć, ale tylko podrażnił gardło.
Był odwodniony, a ślinianki przestały pracować.
Hmmm.
Wojtek zaklął niezdarnie pod nosem, co wywołało jeszcze większe rozbawienie Krzysztofa.
Czyli jak zaklął? Wymamrotał? Oj, kliniczne są te zdania.
Śmiech mężczyzny zdawał się nie mieć końca, w dodatku z każdą sekundą przybierał na mocy.
Przybierać mógł tylko na sile. Poza tym – hmm.
palącym w oczy
Palącym oczy.
Wojtek nie krzyczał, gdy jego głowa została oddzielona od reszty ciała.
wut
przemierzał ulice miasta otulonego ciemnością
Tyle, że otulenie jest z zewnątrz, a on się pałęta w granicach miasta.
Reliktu minionej epoki w takim samym stopniu, jak bezużyteczne latarnie drogowe.
To bycie reliktem się stopniuje? Hmm?
Przecież musiałeś wiedzieć, jakie istoty wyłaniają się z ciemności.
Ale jak to się wyłaniają? https://wsjp.pl/haslo/podglad/33734/wylaniac-sie/4478885/z-mroku
odpowiedział Przemek po chwili wahania, z oczu ciekł strumień łez
Rozdzieliłabym na dwa zdania. Nie dam też głowy za ten strumień.
Krzysztof zrobił pauzę, jakby wyczekując reakcji rozmówcy, ale jego wzrok napotkał jedynie obojętność
…? On słucha wzrokiem? Przecież tam jest ciemno?
Ja pomogę ci
Ale krótki zaimek już nie może być akcentowany: Ja ci pomogę.
wtrącił Przemek, w jego oczach pojawił się niepokojący błysk.
To też bym rozdzieliła albo dodała jakieś "a". Konstrukcja z zaimkiem jest angielskawa.
odparł Przemek. W głosie mężczyzny było stanowczo zbyt dużo entuzjazmu.
Mmmm. Może tak: odparł Przemek z podejrzanym entuzjazmem.
Z satysfakcją spostrzegł, że nastała zupełna ciemność
Przecież on Wojtkowi świecił? A Przemkowi nie? Wut?
Dotychczas pełen wigoru Krzysztof, momentalnie opadł z sił.
Dotychczas pełen wigoru, Krzysztof momentalnie opadł z sił. Może być całkiem bez przecinka.
Jakby w oczekiwaniu na te słowa, archaiczna lampa zamigotała, a następnie rozbłysła niewyraźnym światłem.
Ale on je już wygłosił, więc może: jakby czekała tylko na te słowa.

Co ja właściwie przeczytałam i o co w tym chodzi? Że dziaboł łazi po świecie i składa ludziom propozycje nie do odrzucenia, to rozumiem. Że ludzie je odrzucają, to rozumiem. I że jest ciemno, a w ciemności łażą potwory, to też rozumiem.
Ale zakończenia nie rozumiem. Że to Krzysztof tę ciemność wytworzył w celach biznesowych, czy co? Że trafiła kosa na kamień? No, kurczę.
Postawiłeś mnie przy drogowskazie, a wszystkie tabliczki głoszą "tam". I co biedny czytelnik ma zrobić?
Światła samochodu, jak i jakiekolwiek inne formy sztucznego oświetlenia, nie działają
Tak, to powiedziałeś, tylko – dlaczego? To by świadczyło o poważnym general protection fault w samej tkance fizycznej rzeczywistości. Albo i metafizycznej. Akurat hipoteza, że to sprawka Krzysztofa, narzuca się sama, zakończenie na nią wskazuje, ale coś jest z nią jakby nie tak, i nie wiem, co właściwie.
jednocześnie w bardzo realny sposób mroczny
Mmm, treściowo może i tak, choć na mnie zrobił raczej wrażenie groteski, może dlatego, że ciemność i działalność Krzysztofa nie zostały wyraźnie połączone. W każdym razie język jest raczej prosty, wręcz kliniczny.
Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem?
https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/HorrifyingTheHorror ?
Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?
Mmmm, ktoś mi dziś przypomniał ten eksperyment myślowy: czy gdybyś mógł, bez żadnego wysiłku i bez złych następstw dla siebie, sprawić, że ktoś na antypodach nagle kopnie w kalendarz, to byś to zrobił? (Hint: to "bez złych następstw" może być bombą logiczną przy pewnych koncepcjach etyki). Facet wyraźnie z Jokerem pił i na ciuchy się mieniał, więc mamy poszlaki :D a dowody w zasadzie też, bo nie dowierzam, żeby Wojtkowi głowa odpadła sama z siebie.
Do rozważenia jeszcze jedna kwestia: czy on do czegoś faktycznie nakłania?
Obiecuje pomoc w zamian za pewną zapłatę. Strasznie ciężko mi się czyta ten Austin (a muszę jeszcze Russella dokończyć, zieew), ale – no, chyba są tu spełnione warunki nakłaniania.
Tak to niestety bywa z eksperymentami ze słowem.
Na tym polega eksperyment, że może nie wyjść.
Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.
Nie, dlaczego? Zresztą to może być ironia.
chyba że
Ano. 
Nie jest? ;p
Ale się na potwora robi :D
Sama otoczka, tj. niedziałające lampy i klimat mroku zainteresowały mnie bardziej niż fabuła. Chętnie bym coś poczytała w takim uniwersum.
Mnie też, bo zaraz wynika masa pytań o to, skąd to się wzięło i jakie ma następstwa. I one mogłyby mieć fascynujące odpowiedzi.
Ludzie potrafią być bardziej mroczni niż Mrok w czarnym garniturze we własnej postaci.
Um. Nieszczęścia to jedno, reakcja na nie – to drugie. Zresztą: https://www.webtoons.com/en/canvas/archipelago/archipelago-chapter-7-page-91-100/viewer?title_no=835044&episode_no=77 (zjedź na dół strony, znaczy, strony komiksu).
Krzysztof uprawia grę pozorów, ale w gruncie rzeczy wcale nie jest zły.
Mmmm… polemizowałabym. Jasne, kto mu nie ulegnie, ten… zaraz… nie odchodzi jako triumfator. A nawet wcale. Ekhm. W jaki to sposób Krzysztof nie jest zły?
Wiemy jak tańczy, pewnie śmieje się analogicznie.
… O.O? Nie pamiętałam, o co z tym tańcem chodzi. Ale sobie poszukałam, i chodzi raczej o mienie świata w de: https://babaodpolskiego.pl/symboliczny-sens-chocholego-tanca-w-kontekscie-polskiej-kultury-i-historii/
Panuje ciemność.
Ale tylko wtedy, kiedy jest to potrzebne autorowi ^^
Chciałem pokazać różnicę między złem pozornym, a prawdziwym, co dodatkowo miała podkreślać “zabawa” zasadami światła i ubiór Krzysztofa.
I kto tu reprezentuje to zło pozorne? Bo Tomek i Wojtek reagują na propozycję uczynienia zła oburzeniem i niedowierzaniem, a reakcję Przemka można spokojnie interpretować po linii "chłopek roztropek przechytrza diabła". To Krzysztof chodzi i robi za Wolanda.
Bardzo spodobał mi się pomysł z “usunięciem” światła, szkoda, że była to tylko wstawka, bo niezły pomysł na świat postapo.
To świetny pomysł, tylko trzeba go opracować.
mam rozumieć, że to pierwszy człowiek, który przyjął propozycję?
Tak!
No, to tym bardziej ludzkość u Ciebie jakaś święta :D Chyba że chodziło o to, jak go świat połknął, wymemłał i wypluł, i jak od tego jest walnięty, co, przepraszam bardzo, jest wymówką. Nie mówię, że sama jej czasem nie używam. Ale jest.
może tu Krzysztof ma być taką właśnie, “ciemną stroną” każdego napotykanego, poszkodowanego człowieka?
Dobra, tylko co właściwie mają ich nieszczęścia do nieszczęść, które mieliby sprowadzić na innych?
na ile może sobie pozwolić autentyczna natura ludzka w obliczu bezgranicznego cierpienia?
Żeby takie coś dobrze napisać, potrzeba by kilku tomów powieści :D
Trochę dziwne, że przybrał imię Krzysztof, bo to imię napakowane chrześcijańskimi odniesieniami po ostatnią kreseczkę w f.
Ano, napakowane. Ale Cezary już go używał dla swoich złoli, dlaczegoś.
IMO, cierpnie skóra, a włosy stają dęba, jeżą się itd.
Tak. https://wsjp.pl/haslo/podglad/56177/cierpnac/5180401/o-ciele
ten badziew potrafi tworzyć "cytaty" z orzeczeń, które są wzięte z kosmosu
Bo tak działa. Tak jest zbudowana. No, ludzie, no.
Poza tym Krzysztof pełni w moich opowiadaniach rolę Hoida z powieści Sandersona. Jest obecny i miesza wszędzie po trochu.
Mmmm, ale Hoid ma jakiś Plan. Nikt nie wie, jaki Plan, ale jakiś ma :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, dzięki za wizytę, garść uwag i wskazanie usterek. Zajmę się tematem, ale dopiero w przyszłym tygodniu, bo pierwszy raz od wielu lat nie zabrałem laptopa na urlop, a telefonem to lipa, nie poprawki wychodzi.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Sympatyczne :)
Przynoszę radość
Ano, napakowane. Ale Cezary już go używał dla swoich złoli, dlaczegoś.
Może mu jakiś Krzysiek podpadł. Też tak czasami robię. :-)
Babska logika rządzi!

![]()
Pecunia non olet
pierwszy raz od wielu lat nie zabrałem laptopa na urlop
Spoko. Odpoczywaj.

Też tak czasami robię. :-)
Ja miewam ochotę, ale w końcu fałszywie mi to brzmi i wycinam. Ulubiona_emotka_Baila
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Ale dużo komentarzy:). Część C_C.
Też się zastanawiam nad zakończeniem. Mamy powtarzający się propozycję, która jest odrzucana. Dodatkowo wszystko w świecie pełnym nocnych potworów, które dobrze się czują w towarzystwie Krzyśka. Więc Krzysiek to pewnie jakieś zło wcielone, które składa ludziom niemoralne propozycje… Aż trafia na typa, którego entuzjazm nawet Krzysia pokonuje. Mam wrażenie, że albo puenta jest podana na talerzu – i nie ma tu nic więcej niż to, że ludzie są podli, albo coś mi umyka :). Nadal twierdzę, że absurdy wychodzą Ci lepiej ;)
Pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Serwus Cezary C,
fajne opowiadanie. Diabeł (chyba) próbuje łamać ludzi, aż trafia na kogoś gorszego od siebie – to ciekawy pomysł.
Choć opisane sprawy są lekko makabryczne, moim zdaniem nie jest to horror. I akurat uznaję to za zaletę, bo tekst zostawia czytelnika z refleksją, czego czysty horror raczej by nie zrobił.
Podoba mi się – daję umownego klika bo tekst jest już w bibliotece.
Pozdrawiam
rr
Ave Cezarze, chwała i sława!
Wybacz, że nie w pełni przeczytałem rozmowy w komentarzach powyżej. Zapewne odpowiedziałeś już parę razy na to co ja zauważę. Cóż, poradzisz sobie jakoś, nie obrażę się za skrótowość.
Tekst pod wieloma względami trzyma wysoki, typowy dla Ciebie sposób narracji i budowania napięcia. Często operujesz również (tak mi się wydaje) mówieniem niektórych rzeczy nie wprost. “Domyśl się czytelniku”. To ma swoje niewątpliwe zalety.
Ale w tym tekście poczułem też wady takiego zabiegu. Brakowało mi motywacji dla Krzysztofa. Przez to jego dotkliwe oświecenie niczym św. Pawła w drodze do spaczonego Damaszku, jest trochę niezrozumiałe. Nie do końca wiem, dlaczego akurat ta kropla przelała tamę okrucieństwa. A szkoda, bo to bardzo ciekawa istota ponadnaturalna. Nawet świadomość, że to raczej symbol, niż osoba z krwi i kości, odczuwam niedostyt.
I po drugie, brakuje mi puenty – jestem ciężko uzależniony od jakichś klamr kompozycyjnych i tym podobnych proszę o pomoc. Będąc jeszcze trzy linijki przed końcem, byłem przekonany, że Przemek zajmie teraz miejsce Krzysztofa. Że moce Krzycha działały tylko do momentu, aż znajdzie gorszego od siebie. Okay, wybrałeś inną drogę. Ale w niej też brakuje mi wyjaśnienia. Dlaczego Krzysztof stracił moc? Rozumiem odwołanie się do schematu “gorszy od diabła”, czy zepsucia tak wielkiego, że nawet źli się nim oburzają (co również się u Ciebie w tekstach pojawia), ale nie ma tu choćby jednej mechaniki moralnej wyjaśniającej. Bo nawet jeśli Krzysztof to wizja ludzkiego sumienia, to brak mi zależności między jego pytaniem dla umierających, spaczeniem Przemka i “zgaszeniem” Krzysztofa. Jakiejś jednej nitki, która by to gładko spięła.
Tych spraw mi zabrakło.
Ostatecznie to jednak tylko prawie-szorcik, z dużą dozą klimatu i niekomfortowości. Powiedziałbym, że tekst jest super, ale przyzwyczaiłeś do bardzo wysokiego poziomu, a do tego troszkę mi tu zabrakło – nie moja wina :). Niemniej, przyjemna lektura.
Pozdrawiam serdecznie!
Bardzie
Robercie
Beeeecki
Dziękuję za Wasze komentarze! Cóż mogę napisać? Możliwe, że przekombinowałem, pewnie też za dużo fabuły zostało w głowie. Niemniej, mam kilka pomysłów na rozwinięcie tego "uniwersum", ale tym razem postaram się lepiej ubrać to w słowa.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Boskim i rzymskim prawem czytelnika zinterpretowałem tekst po swojemu, tak jak napisałem (nie wiem, czy trafiłem w Twoją wizję). Dla mnie przedstawiona fabuła i forma są zamknięte i nie widzę tu przekombinowania – nie ma potrzeby niczego rozwijać ani dopowiadać.
Cóż, Cezary, przeczytałam o trzech osobliwych przypadkach, ale nie mogę powiedzieć, że je zrozumiałam. I choć komentarze nieco rozjaśniły sprawę, to nie mogę powiedzieć, że to była satysfakcjonująca lektura.
Z zadowoleniem stwierdzam, że wykonanie jest bardzo porządne. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Robercie
Dziękuję!
Zasadniczo moja wizja była następująca: Krzysztof testuje moralność “ofiar” i stawia pytanie: czy są w stanie posunąć się do ostateczności, by uratować własną skórę? Aż trafia na człowieka złego do szpiku kości, co pokazuje, że nie musimy szukać zła na zewnątrz, bo najgorsze tkwi w człowieku. Jednocześnie, wraz ze “śmiercią” Krzysztofa wraca światło, co miało (w zamyśle) podkreślić symbolikę dobra i zła.
Jednocześnie chciałem, żeby tekst był na tyle otwarty, by pobudzić Czytelników do własnych interpretacji, co częściowo się udało.
Reg
Dziękuję, że przeczytałaś mój skromny tekst. Dobrze, że chociaż wykonanie okazało się porządne.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Bardzo proszę, Cezary. Wiem, że lektura Twoich przyszłych opowiadań dostarczy mi jeszcze wiele przyjemności. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Krzysztof testuje moralność “ofiar” i stawia pytanie: czy są w stanie posunąć się do ostateczności, by uratować własną skórę?
OK, tylko że ofiary mu nie wierzą. Mają go (i trudno się dziwić) za świra.
Aż trafia na człowieka złego do szpiku kości, co pokazuje, że nie musimy szukać zła na zewnątrz, bo najgorsze tkwi w człowieku.
Ale co w Przemku jest takie złe? Znaczy, moralnie? “Niepokojący błysk” można interpretować jako “aha, mam pomysł, jak nabrać diaboła”, zwłaszcza, że facet mówi o dziecku w zdrobnieniu, z czułością. A zawartość jego pamięci:
Ciężkie dzieciństwo, naznaczone przemocą i upokorzeniem. Pierwsza miłość, której efektem było odrzucenie i nieudana próba samobójcza.
Można interpretować tę przemoc jako dzieło Przemka, ale “ciężkie dzieciństwo” wskazuje w drugą stronę. Próba samobójcza bez dalszego kontekstu też raczej budzi litość niż trwogę.
Praca w szkole zakończona skandalem i procesem. Beczki z…
A skoro przygotowałeś już tę litość, to i skandal łatwo zinterpretować jako niesłuszne prześladowania.
Dla mnie facet wygląda raczej na takiego, co sfiksował przez Okrutny Świat ™. (O, edytor potrafi wstawić znaczek “tm”! Niespodzianka…)
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Tarnino, jak już wspominałem wcześniej – ewidentnie przekombinowałem i moje założenia rozjechały się z treścią opowiadania.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Zdarza się.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Z początku myślałam, że Tomek zamierza popełnić samobójstwo, ale potem sytuacja stała się jasna. Wygląd Krzysztofa ( przypuszczam że to demon, czy też diabeł w czystej postaci) może trochę mylić, nawet kusić, ale z jego słów bije prawdziwa groza. Te propozycje, które stawia, nie są przypadkowe, pojawia się wybór między bliskimi, bo to właśnie nasze relacje i emocje są najsilniejszą kartą, którą może wykorzystać. Wszystko zależy od tego, jakie demony nosimy w sobie sami. W końcu to, co najgorsze w mroku, to nie tylko brak światła, ale to, co skrywamy w sobie. Świetnie zbudowany klimat.
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Jestem przeciwnikiem interpretowania każdego słowa i sceny w opowiadaniach. Podoba mi się. Jest oniryczne i zaskakujące.
betweenthelines
Dziękuję za odwiedziny i komentarz!
Te propozycje, które stawia, nie są przypadkowe
Dokładnie tak.
Świetnie zbudowany klimat.
Bardzo mi miło, dziękuję!
Dzieliush
Tobie również dziękuję za wizytę. Cieszy mnie, że opowiadanie Ci się podobało.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Przeczytałem z zainteresowaniem, lecz pewne zastrzeżenie do fabuły. Nie kupiłem tego, że Krzysztof, robiący tak okropne rzeczy, reaguje w taki sposób, gdy trafia na psychopatę. Być może jest w tym symbolika, której nie rozumiem, ale fabularnego wytłumaczenia nie dostrzegłem.
– Co jest z tobą nie tak, człowieku? – zapytał, po czym podszedł bliżej i wymierzył rozmówcy siarczystego plaskacza.
Co z nim jest nie tak, skoro jest, kim jest, a tak zareagował?