- Opowiadanie: cezary_cezary - Prawo należności nocy, czyli krótka rzecz o niebezpieczeństwach płynących z życia w zupełnej ciemności, alternatywie, od której cierpnie skóra na plecach, a także o złu skrytym w człowieku

Prawo należności nocy, czyli krótka rzecz o niebezpieczeństwach płynących z życia w zupełnej ciemności, alternatywie, od której cierpnie skóra na plecach, a także o złu skrytym w człowieku

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Prawo należności nocy, czyli krótka rzecz o niebezpieczeństwach płynących z życia w zupełnej ciemności, alternatywie, od której cierpnie skóra na plecach, a także o złu skrytym w człowieku

Tomek spo­glą­dał ner­wo­wo na ana­lo­go­wy ze­ga­rek umiej­sco­wio­ny w cen­tral­nej czę­ści deski roz­dziel­czej wy­słu­żo­ne­go Pas­sa­ta. Było późno, nie­dłu­go miało zmierz­chać. Męż­czy­zna wie­dział do­sko­na­le, że jazda przez las w kom­plet­nej ciem­no­ści to wyrok śmier­ci.

– Szyb­ciej, stary rum­plu – wark­nął do sa­mo­cho­du i wbił pedał gazu w pod­ło­gę.

Słoń­ce za­czy­na­ło zni­kać za ho­ry­zon­tem, a wraz z nim po­wo­li, ale nie­uchron­nie drogę za­czę­ła spo­wi­jać ciem­ność. Tomek wró­cił my­śla­mi do cza­sów, gdy na nie­bo­skło­nie ja­śnia­ły gwiaz­dy, nad któ­ry­mi ma­je­sta­tycz­nie gó­ro­wał księ­życ. Wtedy dzia­ła­ły także sztucz­ne źró­dła świa­tła, ale i je utra­ci­li­śmy bez­pow­rot­nie. Ile to już lat mi­nę­ło? Kilka? Kil­ka­na­ście? Za­baw­ne, jak lu­dzie szyb­ko ad­ap­tu­ją się do nie­wy­go­dy.

– Kurwa mać, nie zdążę… Za żadną cho­le­rę nie zdążę – wy­szep­tał do sie­bie, w my­ślach prze­kli­na­jąc się za lek­ko­myśl­ny wy­jazd. – Co do…?

Na drogę wy­bie­gło oszo­ło­mio­ne zwie­rzę przy­po­mi­na­ją­ce ogrom­ne­go je­le­nia po­kry­te­go bru­nat­ną mazią. Tomek wy­ko­nał gwał­tow­ny skręt kie­row­ni­cą, jed­nak miał zbyt mało czasu, a w do­dat­ku je­chał sta­now­czo za szyb­ko, by opa­no­wać po­jazd.

Sa­mo­chód z im­pe­tem ude­rzył w drze­wo.

 

***

Gdy Tomek od­zy­skał przy­tom­ność, nie­zdar­nym ru­chem od­piął pas i z nie­ma­łym tru­dem wy­czoł­gał się z po­jaz­du. Oczy za­szły mu krwią, ale mimo tego zdo­łał do­strzec nie­wy­raź­ny kształt w od­le­gło­ści kilku me­trów. Ów kształt pod­szedł bli­żej i oka­zał się przy­stoj­nym męż­czy­zną w pstro­ka­tym gar­ni­tu­rze o ele­ganc­kim kroju.

No­wo­przy­by­ły otak­so­wał miej­sce wy­pad­ku. W oczach pło­nę­ły mu ogni­ki, a twarz wy­krzy­wiał pa­skud­ny gry­mas, który wy­łącz­nie kur­tu­azyj­nie można by uznać za uśmiech.

– Ja jestem Krzysztof, a ty masz teraz dwie moż­li­wo­ści – po­wie­dział, barwa głosu męż­czy­zny była nie­spo­dzie­wa­nie słod­ka i ko­ją­ca. – Mo­żesz zgi­nąć na miej­scu, czego oso­bi­ście nie po­chwa­lam.

– A… Albo…?

– Al­ter­na­ty­wą jest sko­rzy­sta­nie z prawa na­leż­no­ści nocy.

– C… Co…?

– Spie­szę wy­ja­śnić! – od­po­wie­dział męż­czy­zna. – Prze­ży­jesz, ale w za­mian bę­dziesz mu­siał do­ko­nać plu­ga­we­go uczyn­ku. Hej, nie umie­raj mi tutaj, zanim wy­tłu­ma­czę co i jak! – Po przy­ja­ciel­sku klep­nął Tomka w twarz.

– Mów.

– To jest wła­ści­we po­dej­ście, po­do­basz mi się, ko­le­go! Zatem ów plu­ga­wy czyn wy­bie­rzesz sam, spo­śród dwóch opcji. Muszę dodać, że obie cze­ka­ją­ce na cie­bie al­ter­na­ty­wy są rów­nie obu­rza­ją­ce, ale tylko jedna koń­czy się czy­jąś śmier­cią. – W tym miej­scu zro­bił te­atral­ną pauzę. – Zatem, ceną za twoje życie jest Mo­ni­ka, albo cześć Ewy.

– Skąd znasz imio­na…? – za­czął Tomek, ale bru­tal­nie mu prze­rwa­no.

– To bez zna­cze­nia! Zegar tyka, sły­szysz? Tik-tak, tik-tak, tik-tak. To teraz ro­zej­rzyj się wo­ko­ło. Słoń­ce chowa się za linią ho­ry­zon­tu, a wkrót­ce zu­peł­nie znik­nie. Może bę­dziesz żył wy­star­cza­ją­co długo, by usły­szeć kroki do­cho­dzą­ce z ciem­no­ści, kto wie? A może wy­dasz ostat­nie tchnie­nie do­słow­nie kilka se­kund wcze­śniej? Wi­dzisz, ja mam cały czas tego świa­ta, ty nie – za­chi­cho­tał Krzysz­tof.

– Do­brze już, do­brze… Po­wie­dzia­łeś… Po­wie­dzia­łeś, że ceną jest Mo­ni­ka, albo część…? Ewy?

– Wszyst­ko po­krę­ci­łeś, głup­ta­sie! – za­chi­cho­tał. – Nie część, tylko cześć. Zna­czy się, dobre imię, cnota. Mó­wiąc nieco pre­cy­zyj­niej, twoje opcje są na­stę­pu­ją­ce. Do­bro­wol­nie wy­dasz na śmierć żonę albo po­zwo­lisz mi zgwał­cić twoją córkę – wy­ja­śnił. – Ach, był­bym za­po­mniał! Je­że­li po­sta­no­wisz zro­bić mnie w konia, to zgi­nie cała wasza trój­ka! No, to jak bę­dzie?

Tomek wpa­try­wał się w Krzysz­to­fa, jakby ocze­ku­jąc, że ten wy­buch­nie śmie­chem i powie, że je­dy­nie żar­to­wał. Gdy jed­nak nic ta­kie­go nie na­stą­pi­ło, wy­ce­dził:

– Pier­dol się…

– Wiel­ka szko­da! Cóż za stra­ta… No, ale osta­tecz­nie, to prze­cież twój wybór! Skoro nie za­le­ży ci na wła­snym życiu, to pro­szę bar­dzo. Mnie wła­ści­wie nie robi żad­nej róż­ni­cy, czy prze­ży­jesz, więc śmia­ło. Zdy­chaj sobie tutaj. – Męż­czy­zna wzru­szył ra­mio­na­mi i za­czął się od­da­lać od miej­sca wy­pad­ku.

– Spło­niesz za to w pie­kle! – krzyk­nął jesz­cze Tomek.

Na te słowa męż­czy­zna je­dy­nie uśmiech­nął się pod nosem, ale nie zwol­nił kroku. Po chwi­li las po­grą­żył się w zu­peł­nej ciem­no­ści.

 

***

– Nigdy się nie na­uczy­cie, co? – sko­men­to­wał czło­wiek w gar­ni­tu­rze.

– Le­piej mi pomóż, czło­wie­ku, prze­cież mnie na­pa­dli! – wy­sa­pał Woj­tek. – A tak w ogóle, co ty masz na sobie? Z cyrku się urwa­łeś, czy ki dia­beł? – za­py­tał, wska­zu­jąc ko­lo­ro­we odzie­nie.

– Aj, aj, jak nie­grzecz­nie!

– Dobra, już dobra. Nie chcia­łem pana ura­zić, ale pro­szę mnie zro­zu­mieć, ja tu cier­pię… – Głos męż­czy­zny mo­men­tal­nie prze­szedł w bła­gal­ne tony.

– Ależ pro­szę się zu­peł­nie nie przej­mo­wać! – za­chi­cho­tał. – Taki ma­lut­ki, a w do­dat­ku… ciem­ny czło­wie­czek nie mógł­by mnie ob­ra­zić! No, ale gdzie się po­dzia­ły moje ma­nie­ry? Mam na imię Krzysz­tof. Bar­dzo mi miło. – Po tych sło­wach skło­nił się lekko i wy­ko­nał gest, jakby zdej­mo­wał z głowy nie­wi­dzial­ny cy­lin­der.

– Wo… Woj­tek, do usług… Kurwa! Po­mo­żesz mi wresz­cie?

– Jaki nie­cier­pli­wy! Ale niech bę­dzie, cóż my tu mamy? – po­wie­dział Krzysz­tof, po czym okrą­żył po­szko­do­wa­ne­go i obej­rzał do­kład­nie po­zo­sta­wio­ny nie­opo­dal nóż – Nie mam dla cie­bie, drogi ko­le­go, do­brych wia­do­mo­ści. Rany wy­glą­da­ją pa­skud­nie, a pa­trząc po dłu­go­ści ostrza, zga­du­ję, że na­ru­szo­ne zo­sta­ły nerwy. Naj­pew­niej stra­cisz obie nogi.

– Boże…

– No, chyba że…

– Chyba, że co? – do­py­ty­wał Woj­tek.

– Tak, myślę, że mogę to od­krę­cić. Mogę ci za­pro­po­no­wać sko­rzy­sta­nie z prawa na­leż­no­ści nocy. – Wi­dząc py­ta­ją­ce spoj­rze­nie, kon­ty­nu­ował: – W grun­cie rze­czy, to bar­dzo pro­ste. Tro­chę jak z za­cho­wa­niem masy. Wiesz, oddaj ce­sa­rzo­wi, co ce­sar­skie i te spra­wy.

– Mo­żesz mówić ja­śniej?

– Co za czasy…! – wes­tchnął. – Niech już bę­dzie, ja ura­tu­ję twoje nogi, a w ra­mach re­wan­żu ty do­ko­nasz plu­ga­we­go czynu. Mając na uwa­dze cha­rak­ter two­je­go… przy­pad­ku, pro­po­nu­ję dwa wa­rian­ty. Mo­żesz uciąć mę­skość swo­je­go syna… Antka, do­brze za­pa­mię­ta­łem? Jako al­ter­na­ty­wę pro­po­nu­ję od­rą­ba­nie głowy two­je­mu ojcu. Sie­kie­rą. No, ale to już zro­bię sam. Osta­tecz­nie nie je­stem po­two­rem… – dumał. – To jak bę­dzie? Do­ga­da­li­śmy się, czy wo­lisz stra­cić nogi?

– To jakiś chory żart?! – sap­nął Woj­tek. – Ty je­steś chory psy­chicz­nie!

Do­tych­czas po­god­ne ob­li­cze Krzysz­to­fa mo­men­tal­nie po­ciem­nia­ło.

– Oj, tak nie bę­dzie­my roz­ma­wiać – wy­ce­dził.

Nie­ca­ły kwa­drans póź­niej cał­ko­wi­ta, nie­prze­nik­nio­na ciem­ność spo­wi­ła park. Woj­tek dy­go­tał, za­rów­no z zimna, jak i bólu spo­wo­do­wa­ne­go ob­umie­ra­niem koń­czyn. Nie­spo­dzie­wa­nie usły­szał od­głos przy­wo­dzą­cy na myśl cho­cho­li śmiech. Męż­czy­zna w od­po­wie­dzi usi­ło­wał splu­nąć, ale je­dy­nie po­draż­nił gar­dło. Był od­wod­nio­ny, a śli­nian­ki prze­sta­ły pra­co­wać.

Woj­tek za­klął nie­zdar­nie pod nosem, co wy­wo­ła­ło jesz­cze więk­sze roz­ba­wie­nie Krzysz­to­fa. Śmiech męż­czy­zny zda­wał się nie mieć końca, w do­dat­ku z każdą se­kun­dą przy­bie­rał na mocy. Gdy osią­gnął apo­geum, pstro­ka­ty gar­ni­tur roz­bły­snął pa­lą­cym w oczy świa­tłem.

– Co do…? – wy­sa­pał Woj­tek. – Jak to w ogóle moż­li­we?

– Ciem­no. Jasno. To tylko puste słowa, po­zba­wio­ne zna­cze­nia – od­parł Krzysz­tof, lek­ce­wa­żą­co ma­cha­jąc dło­nią. – Liczy się coś zu­peł­nie in­ne­go.

– O czym ty mó­wisz?

– Pod­ją­łeś złą de­cy­zję, a to są jej kon­se­kwen­cje.

Woj­tek nie krzy­czał, gdy jego głowa zo­sta­ła od­dzie­lo­na od resz­ty ciała.

 

***

Krzysz­tof, jak za­wsze wy­stro­jo­ny w pstro­ka­ty gar­ni­tur o ele­ganc­kim kroju, spo­koj­nym kro­kiem prze­mie­rzał ulice mia­sta otu­lo­ne­go ciem­no­ścią. Isto­ty nocy mi­ja­ły go, ale nie ata­ko­wa­ły. Szep­ta­ły groź­by, jed­nak puste i nie­szko­dli­we.

Uwagę męż­czy­zny przy­kuł stłu­mio­ny szloch do­bie­ga­ją­cy z czer­wo­nej budki te­le­fo­nicz­nej. Re­lik­tu mi­nio­nej epoki w takim samym stop­niu, jak bez­u­ży­tecz­ne la­tar­nie dro­go­we. Krzysz­tof wsłu­chał się w dźwięk, po czym wy­szcze­rzył zęby w ka­ry­ka­tu­ral­nej imi­ta­cji uśmie­chu. Pod­szedł bli­żej, stuk­nął w drzwicz­ki i za­py­tał:

– Jest tam ktoś?

– Po­trzeb­na mi pomoc…

– Od razu do in­te­re­sów?! Wy­pa­da­ło­by naj­pierw się przed­sta­wić, tego wy­ma­ga kul­tu­ra oso­bi­sta i ety­kie­ta.

– Prze­mek, mam na imię Prze­mek… Po­mo­żesz mi teraz?

– Po­my­śli­my, po­my­śli­my! – od­po­wie­dział Krzysz­tof. – Ale po­wiedz mi, pro­szę, dla­cze­go w ogóle wy­ła­zi­łeś pro­sto w noc? Prze­cież mu­sia­łeś wie­dzieć, jakie isto­ty wy­ła­nia­ją się z ciem­no­ści. I co z tobą zro­bią, jak już cię wy­czu­ją.

– Ow­szem, wie­dzia­łem – od­po­wie­dział Prze­mek po chwi­li wa­ha­nia, z oczu ciekł stru­mień łez. – Jed­nak czu­łem, że muszę to skoń­czyć…

– Ale już nie czu­jesz…?

– Nie, bar­dzo chciał­bym wró­cić do domu, do ro­dzi­ny – za­łkał. – Po­mo­żesz mi?

– Gdy­bym nie mógł ci pomóc, to byśmy wła­śnie nie roz­ma­wia­li. Jed­nak teo­re­tycz­na moż­li­wość, to jedno. A fak­tycz­ny akt, to już zu­peł­nie inna para ka­lo­szy. Złożę ci teraz pro­po­zy­cję, roz­waż ją spo­koj­nie, a na­stęp­nie udziel mi od­po­wie­dzi.

– Zzza… Za­mie­niam się w słuch.

– Mo­żesz sko­rzy­stać z prawa na­leż­no­ści nocy. Ura­tu­ję cię, ale w za­mian bę­dziesz mu­siał do­pu­ścić się ohyd­ne­go wy­stęp­ku. – Krzysz­tof zro­bił pauzę, jakby wy­cze­ku­jąc re­ak­cji roz­mów­cy, ale jego wzrok na­po­tkał je­dy­nie obo­jęt­ność. – W każ­dym razie… Prawo na­leż­no­ści nocy, tak. Ja po­mo­gę ci, a ty zjesz swoje nowo na­ro­dzo­ne dziec­ko, albo…

– Na­tu­ral­nie, zro­bię to – wtrą­cił Prze­mek, w jego oczach po­ja­wił się nie­po­ko­ją­cy błysk.

– To wspa­nia­le! Zaraz… co ty po­wie­dzia­łeś…?

– Chcesz, żebym zjadł moją Agu­się, jako za­pła­tę za ura­to­wa­nie mi życia. Zga­dzam się, nie ma pro­ble­mu.

– Mo­ment, jest jesz­cze druga…

– Nie ma ta­kiej po­trze­by, zjem có­recz­kę – od­parł Prze­mek. W gło­sie męż­czy­zny było sta­now­czo zbyt dużo en­tu­zja­zmu.

– Je­że­li to jakiś pod­stęp… Za­bi­ję cię i całą twoją ro­dzi­nę, ro­zu­miesz? – gro­ził Krzysz­tof.

– Oczy­wi­ście, mam to zro­bić od razu, czy będę miał naj­pierw oka­zję wy­tłu­ma­czyć żonie i po­że­gnać się z małą?

– Co jest z tobą nie tak, czło­wie­ku? – za­py­tał, po czym pod­szedł bli­żej i wy­mie­rzył roz­mów­cy siar­czy­ste­go pla­ska­cza. Z sa­tys­fak­cją spo­strzegł, że na­sta­ła zu­peł­na ciem­ność, a wtedy dodał: – Zaraz wszyst­kie­go się do­wiem.

Umysł Krzysz­to­fa wy­peł­ni­ły mi­gaw­ki z życia Prze­mka. Cięż­kie dzie­ciń­stwo, na­zna­czo­ne prze­mo­cą i upo­ko­rze­niem. Pierw­sza mi­łość, któ­rej efek­tem było od­rzu­ce­nie i nie­uda­na próba sa­mo­bój­cza. Praca w szko­le za­koń­czo­na skan­da­lem i pro­ce­sem. Becz­ki z…

Do­tych­czas pełen wi­go­ru Krzysz­tof, mo­men­tal­nie opadł z sił. Zro­bił nie­pew­nie kilka kro­ków w tył, po czym spu­ścił głowę i upadł na zie­mię. Przez wiele ude­rzeń serca sie­dział bez ruchu i wpa­try­wał się bez­na­mięt­nie we wszech­ogar­nia­ją­cą ciem­ność. W jed­nej chwi­li zo­bo­jęt­niał na wszyst­ko i wszyst­kich, jakby pękło w nim coś, czego ist­nie­nia nigdy by nie po­dej­rze­wał.

– Mam dość – wy­du­kał i ucie­kło z niego życie. Tak po pro­stu.

Jakby w ocze­ki­wa­niu na te słowa, ar­cha­icz­na lampa za­mi­go­ta­ła, a na­stęp­nie roz­bły­sła nie­wy­raź­nym świa­tłem.

Koniec

Komentarze

Tekst ma ciekawy, mroczny klimat i spójny pomysł na postać Krzysztofa, ale wymaga jeszcze solidnej redakcji. Znalazłem kilka potknięć językowych i stylistycznych. Warto też uważać na ekspozycję okrucieństwa – bywa dosłowna i traci przez to siłę sugestii.

Największy problem mam jednak z zakończeniem. Scena z Przemkiem zapowiada jakąś puentę lub przełom, ale jej sens pozostaje dla mnie nieczytelny. Nie do końca rozumiem, dlaczego to właśnie ta postać „łamie” Krzysztofa ani co dokładnie symbolizuje jego nagła śmierć i zapalenie się lampy. Czuję, że miało to być domknięcie całości, ale brakuje mi wyraźnego znaczeniowego akcentu, który spiąłby wcześniejsze epizody w jedną myśl.

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

A w tytule nie miało być “złu”? O “złu”?

Jakby co, to wołaj.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

d.pankovski

 

Dziękuję za wizytę. Doceniam wszelkie uwagi, także te wygenerowane przy pomocy AI.

 

Tarnino

 

Oczywiście! Uparłem się, że opublikuję tekst od razu i mi wskoczył chochlik w tytule (plus kilka innych, które wyłapałem w treści, ale to już przeszłość…)

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Cześć, cezary_cezary

Nie interesowałem się walorami technicznymi języka. Inne kwestie zajmowały mój umysł podczas lektury. Jak to? Chłop jechał przez las w zupełnych ciemnościach? Po pierwsze: przecież Słońce jeszcze nie zaszło, a gdyby nawet, to co ze światłami samochodu? Zupełną ciemność wyobrażam sobie inaczej :-)

Pomysł na psikusa pojawił się u S. Kinga w Sklepiku z marzeniami – wygenerowało to mnóstwo problemów i pokazało, w jak zręczny sposób Stefek połączył wątki. 

Kim był Krzysztof? Diabłem? 

Pozdrawiam

Klik

cezary_cezary

Dziękuję za wizytę. Doceniam wszelkie uwagi, także te wygenerowane przy pomocy AI.

Mógłbyś to wyjaśnić? Czy drobna uwaga rzeczywiście okazała się na tyle dotkliwa, że poczułeś potrzebę zrekompensowania jej w ten sposób?

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

Heskecie

 

Dziękuję za odwiedziny!

 

Przez las nie jechał w zupełnych ciemnościach, dopiero zachodziło słońce. Światła samochodu, jak i jakiekolwiek inne formy sztucznego oświetlenia, nie działają. Starałem się to wprost przekazać tutaj:

 

Tomek wrócił myślami do czasów, gdy jeszcze działały sztuczne źródła światła.

Natomiast po zmroku, jest już całkiem ciemno.

 

d.pankovski

 

Nic z tych rzeczy, przyjmuję wszelką krytykę z pokorą. Natomiast konstrukcja Twojego posta i wykorzystane słownictwo jest bardzo podobne do recenzji generowanych przez AI (nawet sprawdziłem to, przed skomentowaniem), stąd moja uwaga. Jeżeli się pomyliłem, a Ty poczułeś się dotknięty, to oczywiście przepraszam, bo nie taką miałem intencję.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

A co z gwiazdami? Księżycem? 

Słuszna uwaga! Dodam zdanie, że ich też nie ma

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

cezary_cezary

 

Z ciekawości wrzuciłem zarówno swój komentarz, jak i Twój tekst do GPT.

 

Komentarz:

Co może sugerować udział AI (choć niczego nie dowodzi):

– bardzo uporządkowana struktura (wstęp → problem → rozwinięcie → wniosek),

– neutralny, wyważony ton, bez wyraźnych emocjonalnych odchyleń.

 

Co równie dobrze wskazuje na autora-człowieka:

– konkretne odniesienia do sensu zakończenia i symboliki (Przemek, Krzysztof, lampa),

– jasne, czytelne stanowisko krytyczne zamiast ogólników,

– brak typowych dla AI nadętych fraz i schematycznych powtórzeń,

– naturalny język krytyki, bez sztucznej gładkości.

 

Twój tekst:

Co może sprawiać wrażenie „AI-opodobne”, ale nie jest żadnym dowodem:

– powtarzalna konstrukcja scen (bohater → wypadek → propozycja → wybór → konsekwencja),

– podobny rytm dialogów Krzysztofa w kolejnych historiach,

– momentami zbyt „ładnie domknięte” frazy narracyjne.

 

Co nie wskazuje jednoznacznie na AI:

– tekst ma konsekwentny ton i wyraźny temat,

– pojawiają się ryzykowne i kontrowersyjne decyzje fabularne (dosłowność okrucieństwa, gwałt, dzieci), których AI zwykle unika lub łagodzi,

– występują nierówności stylistyczne i drobne potknięcia, dalekie od „modelowej” gładkości.

 

Mógłbym po prostu przyklasnąć, żeby pokazać, że jestem aktywnym użytkownikiem, i na tym poprzestać. To była jedynie moja subiektywna opinia, która nie oznacza, że tekst jest zły. Najgorsze jest bowiem nie kilka uwag, lecz sytuacja, w której nikt tekstu nie zauważa, to znacznie gorsze niż jakakolwiek drobna krytyka.

 

Pozdrawiam serdecznie :)

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

To była jedynie moja subiektywna opinia, która nie oznacza, że tekst jest zły. Najgorsze jest bowiem nie kilka uwag, lecz sytuacja, w której nikt tekstu nie zauważa, to znacznie gorsze niż jakakolwiek drobna krytyka.

Pójdę krok dalej, osobiście zdecydowanie wolę komentarze krytyczne, bo dzięki nim mam realną informację zwrotną na przyszłość, które aspekty tekstu wymagają większej uwagi.

 

Także ucinając nasze małe nieporozumienie, raz jeszcze dziękuję Ci serdecznie za komentarz.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Witam Cezarze :]

 

Hmm nie powiem, że tekst mi się nie podobał, bo się podobał, ale miałem wrażenie pewnego dysonansu. Z początku odbierałem ten tekst jako pisany lekkim piórem, ale jednocześnie w bardzo realny sposób mroczny – mamy pobudzające wyobraźnię pseudo-postapo, a w tym spowitym ciemnością świecie między śmiertelnikami przechadza się diabeł (???), co prawda obdarzony poczuciem humoru, ale stawiający przed ofiarami sporej wagi trylematy. Bardzo do mnie ten klimat trafiał.

 

Natomiast samo zakończenie, w którym Krzysztof siada i umiera odebrałem jako wyraźniej bardziej komediowe, niż reszta tekstu – i to jest właśnie ten dysonans. Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem? Może czegoś nie zrozumiałem.

 

W każdym razie kliczek się należy


jazda przez las w kompletnej ciemności, to wyrok śmierci.

Bez przecinka moim zdaniem.

 

iś chory żart?!- sap

Zjadło spację i skróciło kreskę.

 

Dotychczas pogodne oblicze Krzysztofa, momentalnie pociemniało.

Tu też przecinek nielegalny, moim zdaniem.

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Ave, Zakapiorze!

 

Dzięki za wizytę, rzeczowy komentarz oraz mini-łapankę (usterki naprawione)!

 

Natomiast samo zakończenie, w którym Krzysztof siada i umiera odebrałem jako wyraźniej bardziej komediowe, niż reszta tekstu – i to jest właśnie ten dysonans. Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem? Może czegoś nie zrozumiałem.

Cóż, komediowy wydźwięk nie był zamierzony, to bardziej kwestia mojego stylu pisania (chyba). Odnośnie zakończenia, nie chcę go zbyt mocno tłumaczyć, chciałem żeby miało pewien wymiar uniwersalny. Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?

Jeśli gdzieś była sugestia, że cele Krzysztofa są inne, niż nakłanianie do złego, to mi zupełnie umknęła :( Chyba że właśnie tak końcówka miała nią być? Hmm

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Ujmę to następująco: zarówno wypowiedzi Krzysztofa, jak i opisy jego zachowań były przeze mnie dość mocno przemyślane i nie mają charakteru przypadkowego. Do rozważenia jeszcze jedna kwestia: czy on do czegoś faktycznie nakłania? Zależało mi na tym, żeby po wnikliwym przeczytaniu nie było to takie pewne.

 

Ale oczywiście, najwyraźniej (jak to mi się zdarza regularnie) dość mocno przekombinowałem i wyszło bez sensu i nieczytelnie. Tak to niestety bywa z eksperymentami ze słowem.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Dziń dybry,

 

Zabawne jak ludzie szybko adaptują się do niewygody.

→ Zabawne, jak ludzie szybko adaptują się do niewygody.

 

Po przyjacielsku klepnął Tomka w twarz.

Hm, a jak to się robi po przyjacielsku? Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.

 

– To jest właściwe podejście, podobasz mi się, kolego! Zatem – kontynuował – ów plugawy czyn

Zbędne, przerywa tylko niepotrzebnie wypowiedź, tym bardziej że nie ma tam doprecyzowania kto to mówi, bo też nie ma takiej potrzeby.

 

zachichotał Krzysztof.

Narracja jest prowadzona co prawda w trzeciej osobie, ale nadal oczami bohatera. Więc pierwsza wzmianka imienia tajemniczego pana w garniturze występująca dopiero w didaskaliach wypada mało naturalnie i wprowadza lekki zamęt.

 

Tomek wpatrywał się w Krzysztofa

I tu to samo. Skąd Tomek nagle wie, jak nazywa się tajemniczy typ?

 

– No, chyba, że…

chyba że

 

Jako alternatywę proponuję odrąbanie głowy twojemu ojcu. Siekierą. No, ale to już zrobię sam. Ostatecznie nie jestem potworem…

Nie jest? ;p

 

– Oj, tak nie będziemy ze sobą rozmawiać – wycedził.

 

Niespodziewanie usłyszał odgłos przywodzący na myśl chocholi śmiech.

A jak się śmieje chochoł?

 

a w dodatku z każdą sekundą przybierał na mocy.

a jest zbędne, wybija z rytmiki.

 

Wojtek nie krzyczał, gdy jego głowa została oddzielona od reszty ciała.

Bo trudno krzyczeć z odciętą głową.

 

Podszedł bliżej, stuknął w drzwiczki i zapytał:

– Jest tam ktoś?

Nie widzi przez szybę, że ktoś tam jest?

 

 

Hm. Chyba nie zrozumiałam ;p

Sama otoczka, tj. niedziałające lampy i klimat mroku zainteresowały mnie bardziej niż fabuła. Chętnie bym coś poczytała w takim uniwersum.

Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)? Tego nie rozumiem.

Spodobała mi się też sama końcówka, bo mnie zaskoczyła. Ludzie potrafią być bardziej mroczni niż Mrok w czarnym garniturze we własnej postaci.

Jest sprawnie napisane, długość tekstu odpowiednia jak na taką historię (choć zachęcam Cię do stworzenia dłuższego tekstu w tym uniwersum) i zaskakujący twist na końcu, więc klik do Biblio jak najbardziej się należy.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Uparłem się, że opublikuję tekst od razu

Jak się człowiek spieszy, to Terminator :)

Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)?

Pewnie prawo pierwszej nocy (o tym drugim nie słyszałam ETA: a teraz spojrzałam na tytuł blush też mam już dziury w polu widzenia), ale z tego, co wiem (podobnie jak pasy cnoty) było ono wytworem zboczonej wyobraźni czasów wiktoriańskich. Nie podaję się, oczywiście, za eksperta.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Hej, Holly!

 

Dzięki serdeczne za solidną porcję łapanki i rozbudowany komentarz! Większość babolków poprawiłem, a co do reszty:

 

Hm, a jak to się robi po przyjacielsku? Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.

Naoglądałem się sporo Rodziny Soprano i wydaje mi się, że można kogoś plasnąć po przyjacielsku, z serdecznością (i groźbą).

 

Narracja jest prowadzona co prawda w trzeciej osobie, ale nadal oczami bohatera. Więc pierwsza wzmianka imienia tajemniczego pana w garniturze występująca dopiero w didaskaliach wypada mało naturalnie i wprowadza lekki zamęt.

Słusznie, dodałem fragment, w którym się przedstawił.

 

Nie jest? ;p

No właśnie nie jest… Chyba zabrakło mi warsztatu, żeby to należycie pokazać. Krzysztof uprawia grę pozorów, ale w gruncie rzeczy wcale nie jest zły.

 

A jak się śmieje chochoł?

Wiemy jak tańczy, pewnie śmieje się analogicznie.

 

Bo trudno krzyczeć z odciętą głową.

Ale w trakcie ucinania można.

 

Nie widzi przez szybę, że ktoś tam jest?

Panuje ciemność.

 

 

Hm. Chyba nie zrozumiałam ;p

Biorę to na klatę i przyznaję się do porażki. Chciałem pokazać różnicę między złem pozornym, a prawdziwym, co dodatkowo miała podkreślać “zabawa” zasadami światła i ubiór Krzysztofa. Najwyraźniej poległem na całej linii.

 

Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)? Tego nie rozumiem.

Element gry Krzysztofa.

 

choć zachęcam Cię do stworzenia dłuższego tekstu w tym uniwersum

Do przemyślenia.

 

Dziękuję raz jeszcze!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Ave Cezar!

Kupiłeś mnie. Jest horror? Jest. Masz klimat? Masz. Sprawnie napisane, czyta się z przyjemnością. Dodatkowo przypomnieł mi się jeden, jak ja to mówię, nocny film – horror, którego akcja dzieje się właśnie w lesie. I jest ta istota. Jak jej tam było, hm? Siewca zla? Coś takiego. Twoje opowiadanie jest też b. filmowe. 

Pozdrawiam,

MZ

 

PS. Brawa za tytuł “w Twoim stylu”. 

Ave, Maćku!

 

Serdeczne dzięki za dobre słowa!

 

Dodatkowo przypomnieł mi się jeden, jak ja to mówię, nocny film – horror, którego akcja dzieje się właśnie w lesie. I jest ta istota. Jak jej tam było, hm? Siewca zla? Coś takiego.

Niestety nie kojarzę, z horrorów oglądam tylko takie, w których występują zombie.

 

PS. Brawa za tytuł “w Twoim stylu”. 

Dzięki! Chociaż tym razem wyjątkowo nie miałem weny do jego tworzenia i jest taki trochę “na siłę”.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Hej,

Uuu, ciekawe. Metaforyczne. Bardzo spodobał mi się pomysł z “usunięciem” światła, szkoda, że była to tylko wstawka, bo niezły pomysł na świat postapo. 

Najbardziej mi siadło chyba zakończenie, mam rozumieć, że to pierwszy człowiek, który przyjął propozycję? No i te beczki… Ciekawie, odrobinkę wyjaśniło kim/czym naprawdę był Krzysztof i jakie miał zamiary. Co nie zmienia faktu, że mocno tajemnicze opowiadanie, wielu kwestii jestem dalej ciekaw i zgodzę się z komentującymi, że napisanie kolejnej części może jest dobrym pomysłem. 

Lekkie pióro, jak to u Ciebie, więc w tej kwestii i ogólnie warsztatu nie mam nic do dodania.

Oczywisty klik.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Ave, Michaelu!

 

Dzięki za wizytę i garść dobrych słów!

 

mam rozumieć, że to pierwszy człowiek, który przyjął propozycję?

Tak!

 

No i te beczki…

Nawiązanie celowe.

 

Co nie zmienia faktu, że mocno tajemnicze opowiadanie, wielu kwestii jestem dalej ciekaw i zgodzę się z komentującymi, że napisanie kolejnej części może jest dobrym pomysłem.

Jakiś tam pomysł nawet mam… Pomyślimy.

 

Dzięki raz jeszcze!

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Witaj. :)

Mocno zagadkowy tekst. :) Niejasny i nie do końca pokazujący wszystko to, co skrywa. Symboliczny. :) W pierwszym momencie odebrałam Krzysztofa jako diabła. A po przeczytaniu całości oraz komentarzy zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest on przypadkiem kimś innym – uosobieniem złej natury człowieka. Dawno temu oglądałam w TVP teatr, w którym główna bohaterka dokonywała często czynów, niezgodnych z prawem, lecz wytłumaczono jej, że tak naprawdę to nie ona jest winna, lecz – jej siostrzyczka – zła kobieta, siedząca w niej, w środku, i mająca podłą naturę. ;) Odtąd bohaterka ta każde swoje dobre zachowanie podsumowywała: “To zrobiłam ja”, a niedobre: “To zrobiłam ja, siostrzyczka”. :) Tak sobie myślę, może tu Krzysztof ma być taką właśnie, “ciemną stroną” każdego napotykanego, poszkodowanego człowieka? Z Przemkiem jest inaczej. On chce/chciał skończyć. On jest inny. Ma zły charakter, w sumie myśli tylko o sobie. To szokuje nawet Krzysztofa – wydawałoby się: najstraszniejszego potwora pod słońcem. Zło pokonało zło. Może nawet ujmę to inaczej: nieopisane wręcz i bezgraniczne zło wzięło górę nad tym, co dotąd postrzegaliśmy jako straszliwe zło. W gruncie rzeczy natura człowieka pokazała tu swoje prawdziwe oblicze. Nie wiem, czy dobrze to interpretuję. :)

Co do samego pojęcia prawnego – AI mi podaje, że tzw. “prawo należności” to “gwarantowane prawem (głównie cywilnym) uprawnienie wierzyciela do otrzymania od dłużnika określonego świadczenia pieniężnego lub rzeczowego w wyznaczonym terminie, wynikające z umów lub przepisów. Wierzyciel ma prawo domagać się zapłaty, w tym odsetek, oraz zabezpieczyć roszczenie na majątku dłużnika”. :) Tu wierzycielem teoretycznie chciał być Krzysztof, ale – czy praktycznie też? :) Wątpię. Cała fabuła w moim odczuciu to taki specyficzny rachunek sumienia człowieka przy każdym, nagłym umieraniu – na ile może sobie pozwolić autentyczna natura ludzka w obliczu bezgranicznego cierpienia? Ile może poświęcić? Ile zła może dokonać? Gdzie jest dla niej nieprzekraczalna granica? :)

 

Dziękuję za oznaczenie wulgaryzmów. ;) 

Pozdrawiam serdecznie, klik. :) 

Pecunia non olet

Ja to zinterpretowałam, że Niosący Światło trochę zmienił modus operandi. Ale wymiękł po napotkaniu prawdziwego psychopaty. Trochę dziwne, że przybrał imię Krzysztof, bo to imię napakowane chrześcijańskimi odniesieniami po ostatnią kreseczkę w f.

Ale może źle interpretuję.

cierpną włosy na plecach

Hmmm. IMO, cierpnie skóra, a włosy stają dęba, jeżą się itd.

Babska logika rządzi!

Bruce

 

Dziękuję za wizytę i dobre słowa!

 

nieopisane wręcz i bezgraniczne zło wzięło górę nad tym, co dotąd postrzegaliśmy jako straszliwe zło. W gruncie rzeczy natura człowieka pokazała tu swoje prawdziwe oblicze. Nie wiem, czy dobrze to interpretuję. :)

Bardzo podoba mi się Twoja interpretacja!

 

Co do samego pojęcia prawnego – AI mi podaje, że tzw. “prawo należności” to “gwarantowane prawem (głównie cywilnym) uprawnienie wierzyciela do otrzymania od dłużnika określonego świadczenia pieniężnego lub rzeczowego w wyznaczonym terminie

AI lubi tworzyć definicje z kapelusza. Czasami mam ochotę pójść na skróty i skorzystać, ale ten badziew potrafi tworzyć "cytaty" z orzeczeń, które są wzięte z kosmosu. W nazwie "prawo należności nocy" nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości, nazwa powstała na potrzeby tekstu.

Cała fabuła w moim odczuciu to taki specyficzny rachunek sumienia człowieka przy każdym, nagłym umieraniu – na ile może sobie pozwolić autentyczna natura ludzka w obliczu bezgranicznego cierpienia? Ile może poświęcić? Ile zła może dokonać? Gdzie jest dla niej nieprzekraczalna granica? :)

Bezbłędnie trafiłaś w mój zamysł. Czapki z głów!

 

Finklo

 

Ja to zinterpretowałam, że Niosący Światło trochę zmienił modus operandi. Ale wymiękł po napotkaniu prawdziwego psychopaty

Też ciekawe rozumienie, podoba mi się.

 

Trochę dziwne, że przybrał imię Krzysztof, bo to imię napakowane chrześcijańskimi odniesieniami po ostatnią kreseczkę w f.

I tak i nie. To nie jest zła postać, ale dobra też niekoniecznie. Poza tym Krzysztof pełni w moich opowiadaniach rolę Hoida z powieści Sandersona. Jest obecny i miesza wszędzie po trochu.

 

Dziękuję, że wpadłaś i zostawiłaś komentarz.

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

W nazwie "prawo należności nocy" nie ma żadnego odniesienia do rzeczywistości, nazwa powstała na potrzeby tekstu.

 

Tak, tak, oczywiście, Ave, Cezarze!, tak to odebrałam, niemniej – świetnie wykorzystałeś samo pojęcie. :) Nawet złego zdumiało człowiecze zło… Genialne! yes

Pozdrawiam serdecznie. :)

Pecunia non olet

 

Urzędy dostały dzisiejszy urobek, to miałam chwilę czasu :D

nerwowo na analogowy zegarek umiejscowiony

Hmm.

jazda przez las w kompletnej ciemności to wyrok śmierci

Hmm.

warknął do samochodu

Dobra, to dość oczywiste, że do samochodu.

Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a wraz z nim powoli, ale nieuchronnie drogę zaczęła spowijać ciemność.

Wraz z czym? Co jeszcze spowijało? Może tak: Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a w miarę tego procesu powoli, ale nieuchronnie, drogę spowijała ciemność.

a nieboskłonie jaśniały gwiazdy, nad którymi majestatycznie górował księżyc

Jest tu pewna nieeuklidesowość…

Wtedy działały także sztuczne źródła światła, ale i je utraciliśmy bezpowrotnie

Ale że wszystkie? Świeczki też? Ooo?

wyszeptał do siebie, w myślach przeklinając się za lekkomyślny wyjazd.

Może tak: mruczał pod nosem, klnąc w myślach swój pomysł wyjazdu.

Na drogę wybiegło oszołomione zwierzę przypominające ogromnego jelenia pokrytego brunatną mazią.

Hmmmmmm. Kliniczne.

Tomek wykonał gwałtowny skręt kierownicą, jednak miał zbyt mało czasu, a w dodatku jechał stanowczo za szybko, by opanować pojazd.

To też.

niezdarnym ruchem

A gdyby to zrobił po prostu niezdarnie, to co by się strasznego stało?

mimo tego

Mimo to.

w pstrokatym garniturze o eleganckim kroju

… Joker? :D

twarz wykrzywiał paskudny grymas, który wyłącznie kurtuazyjnie można by uznać za uśmiech

Hmmmmmmmmmmmmmmmm.

powiedział, barwa głosu

A czemu przecinek, nie kropka?

barwa głosu mężczyzny była niespodziewanie słodka i kojąca

Hmmmm, słodka?

Hej, nie umieraj mi tutaj, zanim wytłumaczę co i jak! 

Hej, nie umieraj mi tutaj, dopóki nie wytłumaczę, co i jak! 

Muszę dodać, że obie czekające na ciebie alternatywy są równie oburzające, ale tylko jedna kończy się czyjąś śmiercią.

Argh. Obie możliwości. I raczej prowadzi do czyjejś śmierci, niż się nią kończy.

dosłownie kilka sekund wcześniej?

Wcześniej niż co? Niż zapadnie ciemność?

ja mam cały czas tego świata

Argh, tłumaczenie angielskiego idiomu, argh.

Jeżeli postanowisz zrobić mnie w konia

Normalnie czepiłabym się postawienia zaimka na miejscu akcentowanym, ale to akurat pasuje do faceta, to podkreślone "mnie".

to zginie cała wasza trójka!

Może lepiej: zginiecie wszyscy troje.

jedynie żartował

Nie lepiej: tylko żartował?

Na te słowa 

Zbędne.

 – zapytał, wskazując kolorowe odzienie.

To w sumie wynika z dialogu, a domyślam się, że mamy do czynienia z tym samym gagatkiem, co w poprzedniej scenie.

Nie chciałem pana urazić, ale proszę mnie zrozumieć, ja tu cierpię…

Głos mężczyzny momentalnie przeszedł w błagalne tony.

Hmmmmmmmmmmm.

gdzie się podziały moje maniery

To też jest angielskie.

drogi kolego

Rym z "poszkodowanego".

patrząc po długości ostrza, zgaduję, że naruszone zostały nerwy

A sądząc po długości ostrza, przypuszczam, że naruszone zostały nerwy.

oblicze Krzysztofa momentalnie pociemniało

To też coś angielskawo wygląda. Po polsku raczej się zachmurzyło, spochmurniało.

Wojtek dygotał, zarówno z zimna, jak i bólu spowodowanego obumieraniem kończyn.

Nie zamierzam guglać kwestii medycznych, dopóki naprawdę nie muszę, ale o ile Krzysztof mógł skłamać (chociaż marketingowiec z niego słaby), o tyle to obumieranie coś mnie nie przekonuje. Zresztą zimno też powoduje ból (o czym łatwo się przekonać). A wykrwawianie się powoduje uczucie zimna.

Niespodziewanie usłyszał odgłos przywodzący na myśl chocholi śmiech.

Hmmmmm. Jakiś szelest siana, coś takiego? Może: Nagle usłyszał szelest, jakby wyśmiewał go chochoł.

Mężczyzna w odpowiedzi usiłował splunąć, ale jedynie podrażnił gardło.

Mężczyzna nie może być z przodu, ale można go wyciąć w ogóle: W odpowiedzi usiłował splunąć, ale tylko podrażnił gardło.

Był odwodniony, a ślinianki przestały pracować.

Hmmm.

Wojtek zaklął niezdarnie pod nosem, co wywołało jeszcze większe rozbawienie Krzysztofa.

Czyli jak zaklął? Wymamrotał? Oj, kliniczne są te zdania.

Śmiech mężczyzny zdawał się nie mieć końca, w dodatku z każdą sekundą przybierał na mocy.

Przybierać mógł tylko na sile. Poza tym – hmm.

palącym w oczy

Palącym oczy.

Wojtek nie krzyczał, gdy jego głowa została oddzielona od reszty ciała.

wut

przemierzał ulice miasta otulonego ciemnością

Tyle, że otulenie jest z zewnątrz, a on się pałęta w granicach miasta.

Reliktu minionej epoki w takim samym stopniu, jak bezużyteczne latarnie drogowe.

To bycie reliktem się stopniuje? Hmm?

Przecież musiałeś wiedzieć, jakie istoty wyłaniają się z ciemności.

Ale jak to się wyłaniają? https://wsjp.pl/haslo/podglad/33734/wylaniac-sie/4478885/z-mroku 

odpowiedział Przemek po chwili wahania, z oczu ciekł strumień łez

Rozdzieliłabym na dwa zdania. Nie dam też głowy za ten strumień.

Krzysztof zrobił pauzę, jakby wyczekując reakcji rozmówcy, ale jego wzrok napotkał jedynie obojętność

…? On słucha wzrokiem? Przecież tam jest ciemno?

Ja pomogę ci

Ale krótki zaimek już nie może być akcentowany: Ja ci pomogę.

wtrącił Przemek, w jego oczach pojawił się niepokojący błysk.

To też bym rozdzieliła albo dodała jakieś "a". Konstrukcja z zaimkiem jest angielskawa.

odparł Przemek. W głosie mężczyzny było stanowczo zbyt dużo entuzjazmu.

Mmmm. Może tak: odparł Przemek z podejrzanym entuzjazmem.

Z satysfakcją spostrzegł, że nastała zupełna ciemność

Przecież on Wojtkowi świecił? A Przemkowi nie? Wut?

Dotychczas pełen wigoru Krzysztof, momentalnie opadł z sił.

Dotychczas pełen wigoru, Krzysztof momentalnie opadł z sił. Może być całkiem bez przecinka.

Jakby w oczekiwaniu na te słowa, archaiczna lampa zamigotała, a następnie rozbłysła niewyraźnym światłem.

Ale on je już wygłosił, więc może: jakby czekała tylko na te słowa.

 

Co ja właściwie przeczytałam i o co w tym chodzi? Że dziaboł łazi po świecie i składa ludziom propozycje nie do odrzucenia, to rozumiem. Że ludzie je odrzucają, to rozumiem. I że jest ciemno, a w ciemności łażą potwory, to też rozumiem.

 

Ale zakończenia nie rozumiem. Że to Krzysztof tę ciemność wytworzył w celach biznesowych, czy co? Że trafiła kosa na kamień? No, kurczę.

 

Postawiłeś mnie przy drogowskazie, a wszystkie tabliczki głoszą "tam". I co biedny czytelnik ma zrobić?

 

Światła samochodu, jak i jakiekolwiek inne formy sztucznego oświetlenia, nie działają

Tak, to powiedziałeś, tylko – dlaczego? To by świadczyło o poważnym general protection fault w samej tkance fizycznej rzeczywistości. Albo i metafizycznej. Akurat hipoteza, że to sprawka Krzysztofa, narzuca się sama, zakończenie na nią wskazuje, ale coś jest z nią jakby nie tak, i nie wiem, co właściwie.

jednocześnie w bardzo realny sposób mroczny

Mmm, treściowo może i tak, choć na mnie zrobił raczej wrażenie groteski, może dlatego, że ciemność i działalność Krzysztofa nie zostały wyraźnie połączone. W każdym razie język jest raczej prosty, wręcz kliniczny.

Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem?

https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/HorrifyingTheHorror ?

Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?

Mmmm, ktoś mi dziś przypomniał ten eksperyment myślowy: czy gdybyś mógł, bez żadnego wysiłku i bez złych następstw dla siebie, sprawić, że ktoś na antypodach nagle kopnie w kalendarz, to byś to zrobił? (Hint: to "bez złych następstw" może być bombą logiczną przy pewnych koncepcjach etyki). Facet wyraźnie z Jokerem pił i na ciuchy się mieniał, więc mamy poszlaki :D a dowody w zasadzie też, bo nie dowierzam, żeby Wojtkowi głowa odpadła sama z siebie.

Do rozważenia jeszcze jedna kwestia: czy on do czegoś faktycznie nakłania?

Obiecuje pomoc w zamian za pewną zapłatę. Strasznie ciężko mi się czyta ten Austin (a muszę jeszcze Russella dokończyć, zieew), ale – no, chyba są tu spełnione warunki nakłaniania.

Tak to niestety bywa z eksperymentami ze słowem.

Na tym polega eksperyment, że może nie wyjść.

Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.

Nie, dlaczego? Zresztą to może być ironia.

chyba że

Ano. blush

Nie jest? ;p

Ale się na potwora robi :D

Sama otoczka, tj. niedziałające lampy i klimat mroku zainteresowały mnie bardziej niż fabuła. Chętnie bym coś poczytała w takim uniwersum.

Mnie też, bo zaraz wynika masa pytań o to, skąd to się wzięło i jakie ma następstwa. I one mogłyby mieć fascynujące odpowiedzi.

Ludzie potrafią być bardziej mroczni niż Mrok w czarnym garniturze we własnej postaci.

Um. Nieszczęścia to jedno, reakcja na nie – to drugie. Zresztą: https://www.webtoons.com/en/canvas/archipelago/archipelago-chapter-7-page-91-100/viewer?title_no=835044&episode_no=77 (zjedź na dół strony, znaczy, strony komiksu).

Krzysztof uprawia grę pozorów, ale w gruncie rzeczy wcale nie jest zły.

Mmmm… polemizowałabym. Jasne, kto mu nie ulegnie, ten… zaraz… nie odchodzi jako triumfator. A nawet wcale. Ekhm. W jaki to sposób Krzysztof nie jest zły?

Wiemy jak tańczy, pewnie śmieje się analogicznie.

… O.O? Nie pamiętałam, o co z tym tańcem chodzi. Ale sobie poszukałam, i chodzi raczej o mienie świata w de: https://babaodpolskiego.pl/symboliczny-sens-chocholego-tanca-w-kontekscie-polskiej-kultury-i-historii/ 

Panuje ciemność.

Ale tylko wtedy, kiedy jest to potrzebne autorowi ^^

Chciałem pokazać różnicę między złem pozornym, a prawdziwym, co dodatkowo miała podkreślać “zabawa” zasadami światła i ubiór Krzysztofa.

I kto tu reprezentuje to zło pozorne? Bo Tomek i Wojtek reagują na propozycję uczynienia zła oburzeniem i niedowierzaniem, a reakcję Przemka można spokojnie interpretować po linii "chłopek roztropek przechytrza diabła". To Krzysztof chodzi i robi za Wolanda.

Bardzo spodobał mi się pomysł z “usunięciem” światła, szkoda, że była to tylko wstawka, bo niezły pomysł na świat postapo. 

To świetny pomysł, tylko trzeba go opracować.

mam rozumieć, że to pierwszy człowiek, który przyjął propozycję?

Tak!

No, to tym bardziej ludzkość u Ciebie jakaś święta :D Chyba że chodziło o to, jak go świat połknął, wymemłał i wypluł, i jak od tego jest walnięty, co, przepraszam bardzo, jest wymówką. Nie mówię, że sama jej czasem nie używam. Ale jest.

może tu Krzysztof ma być taką właśnie, “ciemną stroną” każdego napotykanego, poszkodowanego człowieka?

Dobra, tylko co właściwie mają ich nieszczęścia do nieszczęść, które mieliby sprowadzić na innych?

na ile może sobie pozwolić autentyczna natura ludzka w obliczu bezgranicznego cierpienia? 

Żeby takie coś dobrze napisać, potrzeba by kilku tomów powieści :D

Trochę dziwne, że przybrał imię Krzysztof, bo to imię napakowane chrześcijańskimi odniesieniami po ostatnią kreseczkę w f.

Ano, napakowane. Ale Cezary już go używał dla swoich złoli, dlaczegoś.

IMO, cierpnie skóra, a włosy stają dęba, jeżą się itd.

Tak. https://wsjp.pl/haslo/podglad/56177/cierpnac/5180401/o-ciele 

ten badziew potrafi tworzyć "cytaty" z orzeczeń, które są wzięte z kosmosu

Bo tak działa. Tak jest zbudowana. No, ludzie, no.

Poza tym Krzysztof pełni w moich opowiadaniach rolę Hoida z powieści Sandersona. Jest obecny i miesza wszędzie po trochu.

Mmmm, ale Hoid ma jakiś Plan. Nikt nie wie, jaki Plan, ale jakiś ma :D

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, dzięki za wizytę, garść uwag i wskazanie usterek. Zajmę się tematem, ale dopiero w przyszłym tygodniu, bo pierwszy raz od wielu lat nie zabrałem laptopa na urlop, a telefonem to lipa, nie poprawki wychodzi.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Sympatyczne :)

Przynoszę radość

 Ano, napakowane. Ale Cezary już go używał dla swoich złoli, dlaczegoś.

Może mu jakiś Krzysiek podpadł. Też tak czasami robię. :-)

Babska logika rządzi!

laughyes

Pecunia non olet

pierwszy raz od wielu lat nie zabrałem laptopa na urlop

Spoko. Odpoczywaj.

Też tak czasami robię. :-)

Ja miewam ochotę, ale w końcu fałszywie mi to brzmi i wycinam. Ulubiona_emotka_Baila

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Ale dużo komentarzy:). Część C_C.

 

 

Też się zastanawiam nad zakończeniem. Mamy powtarzający się propozycję, która jest odrzucana. Dodatkowo wszystko w świecie pełnym nocnych potworów, które dobrze się czują w towarzystwie Krzyśka. Więc Krzysiek to pewnie jakieś zło wcielone, które składa ludziom niemoralne propozycje… Aż trafia na typa, którego entuzjazm nawet Krzysia pokonuje. Mam wrażenie, że albo puenta jest podana na talerzu – i nie ma tu nic więcej niż to, że ludzie są podli, albo coś mi umyka :). Nadal twierdzę, że absurdy wychodzą Ci lepiej ;) 

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Serwus Cezary C,

fajne opowiadanie. Diabeł (chyba) próbuje łamać ludzi, aż trafia na kogoś gorszego od siebie – to ciekawy pomysł.

Choć opisane sprawy są lekko makabryczne, moim zdaniem nie jest to horror. I akurat uznaję to za zaletę, bo tekst zostawia czytelnika z refleksją, czego czysty horror raczej by nie zrobił.

Podoba mi się – daję umownego klika bo tekst jest już w bibliotece.

Pozdrawiam

rr

Ave Cezarze, chwała i sława!

Wybacz, że nie w pełni przeczytałem rozmowy w komentarzach powyżej. Zapewne odpowiedziałeś już parę razy na to co ja zauważę. Cóż, poradzisz sobie jakoś, nie obrażę się za skrótowość.

 

Tekst pod wieloma względami trzyma wysoki, typowy dla Ciebie sposób narracji i budowania napięcia. Często operujesz również (tak mi się wydaje) mówieniem niektórych rzeczy nie wprost. “Domyśl się czytelniku”. To ma swoje niewątpliwe zalety.

Ale w tym tekście poczułem też wady takiego zabiegu. Brakowało mi motywacji dla Krzysztofa. Przez to jego dotkliwe oświecenie niczym św. Pawła w drodze do spaczonego Damaszku, jest trochę niezrozumiałe. Nie do końca wiem, dlaczego akurat ta kropla przelała tamę okrucieństwa. A szkoda, bo to bardzo ciekawa istota ponadnaturalna. Nawet świadomość, że to raczej symbol, niż osoba z krwi i kości, odczuwam niedostyt.

I po drugie, brakuje mi puenty – jestem ciężko uzależniony od jakichś klamr kompozycyjnych i tym podobnych proszę o pomoc. Będąc jeszcze trzy linijki przed końcem, byłem przekonany, że Przemek zajmie teraz miejsce Krzysztofa. Że moce Krzycha działały tylko do momentu, aż znajdzie gorszego od siebie. Okay, wybrałeś inną drogę. Ale w niej też brakuje mi wyjaśnienia. Dlaczego Krzysztof stracił moc? Rozumiem odwołanie się do schematu “gorszy od diabła”, czy zepsucia tak wielkiego, że nawet źli się nim oburzają (co również się u Ciebie w tekstach pojawia), ale nie ma tu choćby jednej mechaniki moralnej wyjaśniającej. Bo nawet jeśli Krzysztof to wizja ludzkiego sumienia, to brak mi zależności między jego pytaniem dla umierających, spaczeniem Przemka i “zgaszeniem” Krzysztofa. Jakiejś jednej nitki, która by to gładko spięła.

Tych spraw mi zabrakło.

 

Ostatecznie to jednak tylko prawie-szorcik, z dużą dozą klimatu i niekomfortowości. Powiedziałbym, że tekst jest super, ale przyzwyczaiłeś do bardzo wysokiego poziomu, a do tego troszkę mi tu zabrakło – nie moja wina :). Niemniej, przyjemna lektura.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Bardzie

Robercie

Beeeecki

 

Dziękuję za Wasze komentarze! Cóż mogę napisać? Możliwe, że przekombinowałem, pewnie też za dużo fabuły zostało w głowie. Niemniej, mam kilka pomysłów na rozwinięcie tego "uniwersum", ale tym razem postaram się lepiej ubrać to w słowa.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Boskim i rzymskim prawem czytelnika zinterpretowałem tekst po swojemu, tak jak napisałem (nie wiem, czy trafiłem w Twoją wizję). Dla mnie przedstawiona fabuła i forma są zamknięte i nie widzę tu przekombinowania – nie ma potrzeby niczego rozwijać ani dopowiadać.

Cóż, Cezary, przeczytałam o trzech osobliwych przypadkach, ale nie mogę powiedzieć, że je zrozumiałam. I choć komentarze nieco rozjaśniły sprawę, to nie mogę powiedzieć, że to była satysfakcjonująca lektura.

Z zadowoleniem stwierdzam, że wykonanie jest bardzo porządne. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Robercie

 

Dziękuję! 

 

Zasadniczo moja wizja była następująca: Krzysztof testuje moralność “ofiar” i stawia pytanie: czy są w stanie posunąć się do ostateczności, by uratować własną skórę? Aż trafia na człowieka złego do szpiku kości, co pokazuje, że nie musimy szukać zła na zewnątrz, bo najgorsze tkwi w człowieku. Jednocześnie, wraz ze “śmiercią” Krzysztofa wraca światło, co miało (w zamyśle) podkreślić symbolikę dobra i zła.

 

Jednocześnie chciałem, żeby tekst był na tyle otwarty, by pobudzić Czytelników do własnych interpretacji, co częściowo się udało.

 

Reg

 

Dziękuję, że przeczytałaś mój skromny tekst. Dobrze, że chociaż wykonanie okazało się porządne.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Bardzo proszę, Cezary. Wiem, że lektura Twoich przyszłych opowiadań dostarczy mi jeszcze wiele przyjemności. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Krzysztof testuje moralność “ofiar” i stawia pytanie: czy są w stanie posunąć się do ostateczności, by uratować własną skórę?

OK, tylko że ofiary mu nie wierzą. Mają go (i trudno się dziwić) za świra.

Aż trafia na człowieka złego do szpiku kości, co pokazuje, że nie musimy szukać zła na zewnątrz, bo najgorsze tkwi w człowieku.

Ale co w Przemku jest takie złe? Znaczy, moralnie? “Niepokojący błysk” można interpretować jako “aha, mam pomysł, jak nabrać diaboła”, zwłaszcza, że facet mówi o dziecku w zdrobnieniu, z czułością. A zawartość jego pamięci:

Ciężkie dzieciństwo, naznaczone przemocą i upokorzeniem. Pierwsza miłość, której efektem było odrzucenie i nieudana próba samobójcza.

Można interpretować tę przemoc jako dzieło Przemka, ale “ciężkie dzieciństwo” wskazuje w drugą stronę. Próba samobójcza bez dalszego kontekstu też raczej budzi litość niż trwogę.

Praca w szkole zakończona skandalem i procesem. Beczki z…

A skoro przygotowałeś już tę litość, to i skandal łatwo zinterpretować jako niesłuszne prześladowania.

 

Dla mnie facet wygląda raczej na takiego, co sfiksował przez Okrutny Świat ™. (O, edytor potrafi wstawić znaczek “tm”! Niespodzianka…)

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Tarnino, jak już wspominałem wcześniej – ewidentnie przekombinowałem i moje założenia rozjechały się z treścią opowiadania.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Zdarza się.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Z początku myślałam, że Tomek zamierza popełnić samobójstwo, ale potem sytuacja stała się jasna. Wygląd Krzysztofa ( przypuszczam że to demon, czy też diabeł w czystej postaci) może trochę mylić, nawet kusić, ale z jego słów bije prawdziwa groza. Te propozycje, które stawia, nie są przypadkowe, pojawia się wybór między bliskimi, bo to właśnie nasze relacje i emocje są najsilniejszą kartą, którą może wykorzystać. Wszystko zależy od tego, jakie demony nosimy w sobie sami. W końcu to, co najgorsze w mroku, to nie tylko brak światła, ale to, co skrywamy w sobie. Świetnie zbudowany klimat. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Jestem przeciwnikiem interpretowania każdego słowa i sceny w opowiadaniach. Podoba mi się. Jest oniryczne i zaskakujące. 

betweenthelines

 

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

 

Te propozycje, które stawia, nie są przypadkowe

Dokładnie tak.

 

Świetnie zbudowany klimat. 

Bardzo mi miło, dziękuję!

 

Dzieliush

 

Tobie również dziękuję za wizytę. Cieszy mnie, że opowiadanie Ci się podobało.

 

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Przeczytałem z zainteresowaniem, lecz pewne zastrzeżenie do fabuły. Nie kupiłem tego, że Krzysztof, robiący tak okropne rzeczy, reaguje w taki sposób, gdy trafia na psychopatę. Być może jest w tym symbolika, której nie rozumiem, ale fabularnego wytłumaczenia nie dostrzegłem.

– Co jest z tobą nie tak, człowieku? – zapytał, po czym podszedł bliżej i wymierzył rozmówcy siarczystego plaskacza.

Co z nim jest nie tak, skoro jest, kim jest, a tak zareagował?

Nowa Fantastyka