Nie wymyśliłem żadnej przedmowy.
Nie wymyśliłem żadnej przedmowy.
Tomek spoglądał nerwowo na analogowy zegarek umiejscowiony w centralnej części deski rozdzielczej wysłużonego Passata. Było późno, niedługo miało zmierzchać. Mężczyzna wiedział doskonale, że jazda przez las w kompletnej ciemności to wyrok śmierci.
– Szybciej, stary rumplu – warknął do samochodu i wbił pedał gazu w podłogę.
Słońce zaczynało znikać za horyzontem, a wraz z nim powoli, ale nieuchronnie drogę zaczęła spowijać ciemność. Tomek wrócił myślami do czasów, gdy na nieboskłonie jaśniały gwiazdy, nad którymi majestatycznie górował księżyc. Wtedy działały także sztuczne źródła światła, ale i je utraciliśmy bezpowrotnie. Ile to już lat minęło? Kilka? Kilkanaście? Zabawne, jak ludzie szybko adaptują się do niewygody.
– Kurwa mać, nie zdążę… Za żadną cholerę nie zdążę – wyszeptał do siebie, w myślach przeklinając się za lekkomyślny wyjazd. – Co do…?
Na drogę wybiegło oszołomione zwierzę przypominające ogromnego jelenia pokrytego brunatną mazią. Tomek wykonał gwałtowny skręt kierownicą, jednak miał zbyt mało czasu, a w dodatku jechał stanowczo za szybko, by opanować pojazd.
Samochód z impetem uderzył w drzewo.
***
Gdy Tomek odzyskał przytomność, niezdarnym ruchem odpiął pas i z niemałym trudem wyczołgał się z pojazdu. Oczy zaszły mu krwią, ale mimo tego zdołał dostrzec niewyraźny kształt w odległości kilku metrów. Ów kształt podszedł bliżej i okazał się przystojnym mężczyzną w pstrokatym garniturze o eleganckim kroju.
Nowoprzybyły otaksował miejsce wypadku. W oczach płonęły mu ogniki, a twarz wykrzywiał paskudny grymas, który wyłącznie kurtuazyjnie można by uznać za uśmiech.
– Ja jestem Krzysztof, a ty masz teraz dwie możliwości – powiedział, barwa głosu mężczyzny była niespodziewanie słodka i kojąca. – Możesz zginąć na miejscu, czego osobiście nie pochwalam.
– A… Albo…?
– Alternatywą jest skorzystanie z prawa należności nocy.
– C… Co…?
– Spieszę wyjaśnić! – odpowiedział mężczyzna. – Przeżyjesz, ale w zamian będziesz musiał dokonać plugawego uczynku. Hej, nie umieraj mi tutaj, zanim wytłumaczę co i jak! – Po przyjacielsku klepnął Tomka w twarz.
– Mów.
– To jest właściwe podejście, podobasz mi się, kolego! Zatem ów plugawy czyn wybierzesz sam, spośród dwóch opcji. Muszę dodać, że obie czekające na ciebie alternatywy są równie oburzające, ale tylko jedna kończy się czyjąś śmiercią. – W tym miejscu zrobił teatralną pauzę. – Zatem, ceną za twoje życie jest Monika, albo cześć Ewy.
– Skąd znasz imiona…? – zaczął Tomek, ale brutalnie mu przerwano.
– To bez znaczenia! Zegar tyka, słyszysz? Tik-tak, tik-tak, tik-tak. To teraz rozejrzyj się wokoło. Słońce chowa się za linią horyzontu, a wkrótce zupełnie zniknie. Może będziesz żył wystarczająco długo, by usłyszeć kroki dochodzące z ciemności, kto wie? A może wydasz ostatnie tchnienie dosłownie kilka sekund wcześniej? Widzisz, ja mam cały czas tego świata, ty nie – zachichotał Krzysztof.
– Dobrze już, dobrze… Powiedziałeś… Powiedziałeś, że ceną jest Monika, albo część…? Ewy?
– Wszystko pokręciłeś, głuptasie! – zachichotał. – Nie część, tylko cześć. Znaczy się, dobre imię, cnota. Mówiąc nieco precyzyjniej, twoje opcje są następujące. Dobrowolnie wydasz na śmierć żonę albo pozwolisz mi zgwałcić twoją córkę – wyjaśnił. – Ach, byłbym zapomniał! Jeżeli postanowisz zrobić mnie w konia, to zginie cała wasza trójka! No, to jak będzie?
Tomek wpatrywał się w Krzysztofa, jakby oczekując, że ten wybuchnie śmiechem i powie, że jedynie żartował. Gdy jednak nic takiego nie nastąpiło, wycedził:
– Pierdol się…
– Wielka szkoda! Cóż za strata… No, ale ostatecznie, to przecież twój wybór! Skoro nie zależy ci na własnym życiu, to proszę bardzo. Mnie właściwie nie robi żadnej różnicy, czy przeżyjesz, więc śmiało. Zdychaj sobie tutaj. – Mężczyzna wzruszył ramionami i zaczął się oddalać od miejsca wypadku.
– Spłoniesz za to w piekle! – krzyknął jeszcze Tomek.
Na te słowa mężczyzna jedynie uśmiechnął się pod nosem, ale nie zwolnił kroku. Po chwili las pogrążył się w zupełnej ciemności.
***
– Nigdy się nie nauczycie, co? – skomentował człowiek w garniturze.
– Lepiej mi pomóż, człowieku, przecież mnie napadli! – wysapał Wojtek. – A tak w ogóle, co ty masz na sobie? Z cyrku się urwałeś, czy ki diabeł? – zapytał, wskazując kolorowe odzienie.
– Aj, aj, jak niegrzecznie!
– Dobra, już dobra. Nie chciałem pana urazić, ale proszę mnie zrozumieć, ja tu cierpię… – Głos mężczyzny momentalnie przeszedł w błagalne tony.
– Ależ proszę się zupełnie nie przejmować! – zachichotał. – Taki malutki, a w dodatku… ciemny człowieczek nie mógłby mnie obrazić! No, ale gdzie się podziały moje maniery? Mam na imię Krzysztof. Bardzo mi miło. – Po tych słowach skłonił się lekko i wykonał gest, jakby zdejmował z głowy niewidzialny cylinder.
– Wo… Wojtek, do usług… Kurwa! Pomożesz mi wreszcie?
– Jaki niecierpliwy! Ale niech będzie, cóż my tu mamy? – powiedział Krzysztof, po czym okrążył poszkodowanego i obejrzał dokładnie pozostawiony nieopodal nóż – Nie mam dla ciebie, drogi kolego, dobrych wiadomości. Rany wyglądają paskudnie, a patrząc po długości ostrza, zgaduję, że naruszone zostały nerwy. Najpewniej stracisz obie nogi.
– Boże…
– No, chyba że…
– Chyba, że co? – dopytywał Wojtek.
– Tak, myślę, że mogę to odkręcić. Mogę ci zaproponować skorzystanie z prawa należności nocy. – Widząc pytające spojrzenie, kontynuował: – W gruncie rzeczy, to bardzo proste. Trochę jak z zachowaniem masy. Wiesz, oddaj cesarzowi, co cesarskie i te sprawy.
– Możesz mówić jaśniej?
– Co za czasy…! – westchnął. – Niech już będzie, ja uratuję twoje nogi, a w ramach rewanżu ty dokonasz plugawego czynu. Mając na uwadze charakter twojego… przypadku, proponuję dwa warianty. Możesz uciąć męskość swojego syna… Antka, dobrze zapamiętałem? Jako alternatywę proponuję odrąbanie głowy twojemu ojcu. Siekierą. No, ale to już zrobię sam. Ostatecznie nie jestem potworem… – dumał. – To jak będzie? Dogadaliśmy się, czy wolisz stracić nogi?
– To jakiś chory żart?! – sapnął Wojtek. – Ty jesteś chory psychicznie!
Dotychczas pogodne oblicze Krzysztofa momentalnie pociemniało.
– Oj, tak nie będziemy rozmawiać – wycedził.
Niecały kwadrans później całkowita, nieprzenikniona ciemność spowiła park. Wojtek dygotał, zarówno z zimna, jak i bólu spowodowanego obumieraniem kończyn. Niespodziewanie usłyszał odgłos przywodzący na myśl chocholi śmiech. Mężczyzna w odpowiedzi usiłował splunąć, ale jedynie podrażnił gardło. Był odwodniony, a ślinianki przestały pracować.
Wojtek zaklął niezdarnie pod nosem, co wywołało jeszcze większe rozbawienie Krzysztofa. Śmiech mężczyzny zdawał się nie mieć końca, w dodatku z każdą sekundą przybierał na mocy. Gdy osiągnął apogeum, pstrokaty garnitur rozbłysnął palącym w oczy światłem.
– Co do…? – wysapał Wojtek. – Jak to w ogóle możliwe?
– Ciemno. Jasno. To tylko puste słowa, pozbawione znaczenia – odparł Krzysztof, lekceważąco machając dłonią. – Liczy się coś zupełnie innego.
– O czym ty mówisz?
– Podjąłeś złą decyzję, a to są jej konsekwencje.
Wojtek nie krzyczał, gdy jego głowa została oddzielona od reszty ciała.
***
Krzysztof, jak zawsze wystrojony w pstrokaty garnitur o eleganckim kroju, spokojnym krokiem przemierzał ulice miasta otulonego ciemnością. Istoty nocy mijały go, ale nie atakowały. Szeptały groźby, jednak puste i nieszkodliwe.
Uwagę mężczyzny przykuł stłumiony szloch dobiegający z czerwonej budki telefonicznej. Reliktu minionej epoki w takim samym stopniu, jak bezużyteczne latarnie drogowe. Krzysztof wsłuchał się w dźwięk, po czym wyszczerzył zęby w karykaturalnej imitacji uśmiechu. Podszedł bliżej, stuknął w drzwiczki i zapytał:
– Jest tam ktoś?
– Potrzebna mi pomoc…
– Od razu do interesów?! Wypadałoby najpierw się przedstawić, tego wymaga kultura osobista i etykieta.
– Przemek, mam na imię Przemek… Pomożesz mi teraz?
– Pomyślimy, pomyślimy! – odpowiedział Krzysztof. – Ale powiedz mi, proszę, dlaczego w ogóle wyłaziłeś prosto w noc? Przecież musiałeś wiedzieć, jakie istoty wyłaniają się z ciemności. I co z tobą zrobią, jak już cię wyczują.
– Owszem, wiedziałem – odpowiedział Przemek po chwili wahania, z oczu ciekł strumień łez. – Jednak czułem, że muszę to skończyć…
– Ale już nie czujesz…?
– Nie, bardzo chciałbym wrócić do domu, do rodziny – załkał. – Pomożesz mi?
– Gdybym nie mógł ci pomóc, to byśmy właśnie nie rozmawiali. Jednak teoretyczna możliwość, to jedno. A faktyczny akt, to już zupełnie inna para kaloszy. Złożę ci teraz propozycję, rozważ ją spokojnie, a następnie udziel mi odpowiedzi.
– Zzza… Zamieniam się w słuch.
– Możesz skorzystać z prawa należności nocy. Uratuję cię, ale w zamian będziesz musiał dopuścić się ohydnego występku. – Krzysztof zrobił pauzę, jakby wyczekując reakcji rozmówcy, ale jego wzrok napotkał jedynie obojętność. – W każdym razie… Prawo należności nocy, tak. Ja pomogę ci, a ty zjesz swoje nowo narodzone dziecko, albo…
– Naturalnie, zrobię to – wtrącił Przemek, w jego oczach pojawił się niepokojący błysk.
– To wspaniale! Zaraz… co ty powiedziałeś…?
– Chcesz, żebym zjadł moją Agusię, jako zapłatę za uratowanie mi życia. Zgadzam się, nie ma problemu.
– Moment, jest jeszcze druga…
– Nie ma takiej potrzeby, zjem córeczkę – odparł Przemek. W głosie mężczyzny było stanowczo zbyt dużo entuzjazmu.
– Jeżeli to jakiś podstęp… Zabiję cię i całą twoją rodzinę, rozumiesz? – groził Krzysztof.
– Oczywiście, mam to zrobić od razu, czy będę miał najpierw okazję wytłumaczyć żonie i pożegnać się z małą?
– Co jest z tobą nie tak, człowieku? – zapytał, po czym podszedł bliżej i wymierzył rozmówcy siarczystego plaskacza. Z satysfakcją spostrzegł, że nastała zupełna ciemność, a wtedy dodał: – Zaraz wszystkiego się dowiem.
Umysł Krzysztofa wypełniły migawki z życia Przemka. Ciężkie dzieciństwo, naznaczone przemocą i upokorzeniem. Pierwsza miłość, której efektem było odrzucenie i nieudana próba samobójcza. Praca w szkole zakończona skandalem i procesem. Beczki z…
Dotychczas pełen wigoru Krzysztof, momentalnie opadł z sił. Zrobił niepewnie kilka kroków w tył, po czym spuścił głowę i upadł na ziemię. Przez wiele uderzeń serca siedział bez ruchu i wpatrywał się beznamiętnie we wszechogarniającą ciemność. W jednej chwili zobojętniał na wszystko i wszystkich, jakby pękło w nim coś, czego istnienia nigdy by nie podejrzewał.
– Mam dość – wydukał i uciekło z niego życie. Tak po prostu.
Jakby w oczekiwaniu na te słowa, archaiczna lampa zamigotała, a następnie rozbłysła niewyraźnym światłem.
Tekst ma ciekawy, mroczny klimat i spójny pomysł na postać Krzysztofa, ale wymaga jeszcze solidnej redakcji. Znalazłem kilka potknięć językowych i stylistycznych. Warto też uważać na ekspozycję okrucieństwa – bywa dosłowna i traci przez to siłę sugestii.
Największy problem mam jednak z zakończeniem. Scena z Przemkiem zapowiada jakąś puentę lub przełom, ale jej sens pozostaje dla mnie nieczytelny. Nie do końca rozumiem, dlaczego to właśnie ta postać „łamie” Krzysztofa ani co dokładnie symbolizuje jego nagła śmierć i zapalenie się lampy. Czuję, że miało to być domknięcie całości, ale brakuje mi wyraźnego znaczeniowego akcentu, który spiąłby wcześniejsze epizody w jedną myśl.
https://www.wattpad.com/user/Pankovski
A w tytule nie miało być “złu”? O “złu”?

Jakby co, to wołaj.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
d.pankovski
Dziękuję za wizytę. Doceniam wszelkie uwagi, także te wygenerowane przy pomocy AI.
Tarnino
Oczywiście! Uparłem się, że opublikuję tekst od razu i mi wskoczył chochlik w tytule (plus kilka innych, które wyłapałem w treści, ale to już przeszłość…)
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Cześć, cezary_cezary
Nie interesowałem się walorami technicznymi języka. Inne kwestie zajmowały mój umysł podczas lektury. Jak to? Chłop jechał przez las w zupełnych ciemnościach? Po pierwsze: przecież Słońce jeszcze nie zaszło, a gdyby nawet, to co ze światłami samochodu? Zupełną ciemność wyobrażam sobie inaczej :-)
Pomysł na psikusa pojawił się u S. Kinga w Sklepiku z marzeniami – wygenerowało to mnóstwo problemów i pokazało, w jak zręczny sposób Stefek połączył wątki.
Kim był Krzysztof? Diabłem?
Pozdrawiam
Klik
cezary_cezary
Dziękuję za wizytę. Doceniam wszelkie uwagi, także te wygenerowane przy pomocy AI.
Mógłbyś to wyjaśnić? Czy drobna uwaga rzeczywiście okazała się na tyle dotkliwa, że poczułeś potrzebę zrekompensowania jej w ten sposób?
https://www.wattpad.com/user/Pankovski
Heskecie
Dziękuję za odwiedziny!
Przez las nie jechał w zupełnych ciemnościach, dopiero zachodziło słońce. Światła samochodu, jak i jakiekolwiek inne formy sztucznego oświetlenia, nie działają. Starałem się to wprost przekazać tutaj:
Tomek wrócił myślami do czasów, gdy jeszcze działały sztuczne źródła światła.
Natomiast po zmroku, jest już całkiem ciemno.
d.pankovski
Nic z tych rzeczy, przyjmuję wszelką krytykę z pokorą. Natomiast konstrukcja Twojego posta i wykorzystane słownictwo jest bardzo podobne do recenzji generowanych przez AI (nawet sprawdziłem to, przed skomentowaniem), stąd moja uwaga. Jeżeli się pomyliłem, a Ty poczułeś się dotknięty, to oczywiście przepraszam, bo nie taką miałem intencję.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
A co z gwiazdami? Księżycem?
Słuszna uwaga! Dodam zdanie, że ich też nie ma
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
cezary_cezary
Z ciekawości wrzuciłem zarówno swój komentarz, jak i Twój tekst do GPT.
Komentarz:
Co może sugerować udział AI (choć niczego nie dowodzi):
– bardzo uporządkowana struktura (wstęp → problem → rozwinięcie → wniosek),
– neutralny, wyważony ton, bez wyraźnych emocjonalnych odchyleń.
Co równie dobrze wskazuje na autora-człowieka:
– konkretne odniesienia do sensu zakończenia i symboliki (Przemek, Krzysztof, lampa),
– jasne, czytelne stanowisko krytyczne zamiast ogólników,
– brak typowych dla AI nadętych fraz i schematycznych powtórzeń,
– naturalny język krytyki, bez sztucznej gładkości.
Twój tekst:
Co może sprawiać wrażenie „AI-opodobne”, ale nie jest żadnym dowodem:
– powtarzalna konstrukcja scen (bohater → wypadek → propozycja → wybór → konsekwencja),
– podobny rytm dialogów Krzysztofa w kolejnych historiach,
– momentami zbyt „ładnie domknięte” frazy narracyjne.
Co nie wskazuje jednoznacznie na AI:
– tekst ma konsekwentny ton i wyraźny temat,
– pojawiają się ryzykowne i kontrowersyjne decyzje fabularne (dosłowność okrucieństwa, gwałt, dzieci), których AI zwykle unika lub łagodzi,
– występują nierówności stylistyczne i drobne potknięcia, dalekie od „modelowej” gładkości.
Mógłbym po prostu przyklasnąć, żeby pokazać, że jestem aktywnym użytkownikiem, i na tym poprzestać. To była jedynie moja subiektywna opinia, która nie oznacza, że tekst jest zły. Najgorsze jest bowiem nie kilka uwag, lecz sytuacja, w której nikt tekstu nie zauważa, to znacznie gorsze niż jakakolwiek drobna krytyka.
Pozdrawiam serdecznie :)
https://www.wattpad.com/user/Pankovski
To była jedynie moja subiektywna opinia, która nie oznacza, że tekst jest zły. Najgorsze jest bowiem nie kilka uwag, lecz sytuacja, w której nikt tekstu nie zauważa, to znacznie gorsze niż jakakolwiek drobna krytyka.
Pójdę krok dalej, osobiście zdecydowanie wolę komentarze krytyczne, bo dzięki nim mam realną informację zwrotną na przyszłość, które aspekty tekstu wymagają większej uwagi.
Także ucinając nasze małe nieporozumienie, raz jeszcze dziękuję Ci serdecznie za komentarz.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Witam Cezarze :]
Hmm nie powiem, że tekst mi się nie podobał, bo się podobał, ale miałem wrażenie pewnego dysonansu. Z początku odbierałem ten tekst jako pisany lekkim piórem, ale jednocześnie w bardzo realny sposób mroczny – mamy pobudzające wyobraźnię pseudo-postapo, a w tym spowitym ciemnością świecie między śmiertelnikami przechadza się diabeł (???), co prawda obdarzony poczuciem humoru, ale stawiający przed ofiarami sporej wagi trylematy. Bardzo do mnie ten klimat trafiał.
Natomiast samo zakończenie, w którym Krzysztof siada i umiera odebrałem jako wyraźniej bardziej komediowe, niż reszta tekstu – i to jest właśnie ten dysonans. Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem? Może czegoś nie zrozumiałem.
W każdym razie kliczek się należy
jazda przez las w kompletnej ciemności, to wyrok śmierci.
Bez przecinka moim zdaniem.
iś chory żart?!- sap
Zjadło spację i skróciło kreskę.
Dotychczas pogodne oblicze Krzysztofa, momentalnie pociemniało.
Tu też przecinek nielegalny, moim zdaniem.
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ave, Zakapiorze!
Dzięki za wizytę, rzeczowy komentarz oraz mini-łapankę (usterki naprawione)!
Natomiast samo zakończenie, w którym Krzysztof siada i umiera odebrałem jako wyraźniej bardziej komediowe, niż reszta tekstu – i to jest właśnie ten dysonans. Dlaczego siewca wyjątkowo ohydnego zła miałby umrzeć skonfrontowany ze złem? Może czegoś nie zrozumiałem.
Cóż, komediowy wydźwięk nie był zamierzony, to bardziej kwestia mojego stylu pisania (chyba). Odnośnie zakończenia, nie chcę go zbyt mocno tłumaczyć, chciałem żeby miało pewien wymiar uniwersalny. Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Niemniej, poza oczywistą kwestią nieudzielenia pomocy, czy mamy dowody na to, że Krzysztof rzeczywiście popełnił jakiekolwiek złe uczynki?
Jeśli gdzieś była sugestia, że cele Krzysztofa są inne, niż nakłanianie do złego, to mi zupełnie umknęła :( Chyba że właśnie tak końcówka miała nią być? Hmm
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Ujmę to następująco: zarówno wypowiedzi Krzysztofa, jak i opisy jego zachowań były przeze mnie dość mocno przemyślane i nie mają charakteru przypadkowego. Do rozważenia jeszcze jedna kwestia: czy on do czegoś faktycznie nakłania? Zależało mi na tym, żeby po wnikliwym przeczytaniu nie było to takie pewne.
Ale oczywiście, najwyraźniej (jak to mi się zdarza regularnie) dość mocno przekombinowałem i wyszło bez sensu i nieczytelnie. Tak to niestety bywa z eksperymentami ze słowem.
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
Dziń dybry,
Zabawne jak ludzie szybko adaptują się do niewygody.
→ Zabawne, jak ludzie szybko adaptują się do niewygody.
Po przyjacielsku klepnął Tomka w twarz.
Hm, a jak to się robi po przyjacielsku? Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.
– To jest właściwe podejście, podobasz mi się, kolego! Zatem –
kontynuował– ów plugawy czyn
Zbędne, przerywa tylko niepotrzebnie wypowiedź, tym bardziej że nie ma tam doprecyzowania kto to mówi, bo też nie ma takiej potrzeby.
zachichotał Krzysztof.
Narracja jest prowadzona co prawda w trzeciej osobie, ale nadal oczami bohatera. Więc pierwsza wzmianka imienia tajemniczego pana w garniturze występująca dopiero w didaskaliach wypada mało naturalnie i wprowadza lekki zamęt.
Tomek wpatrywał się w Krzysztofa
I tu to samo. Skąd Tomek nagle wie, jak nazywa się tajemniczy typ?
– No, chyba, że…
Jako alternatywę proponuję odrąbanie głowy twojemu ojcu. Siekierą. No, ale to już zrobię sam. Ostatecznie nie jestem potworem…
Nie jest? ;p
– Oj, tak nie będziemy
ze sobąrozmawiać – wycedził.
Niespodziewanie usłyszał odgłos przywodzący na myśl chocholi śmiech.
A jak się śmieje chochoł?
aw dodatku z każdą sekundą przybierał na mocy.
a jest zbędne, wybija z rytmiki.
Wojtek nie krzyczał, gdy jego głowa została oddzielona od reszty ciała.
Bo trudno krzyczeć z odciętą głową.
Podszedł bliżej, stuknął w drzwiczki i zapytał:
– Jest tam ktoś?
Nie widzi przez szybę, że ktoś tam jest?
Hm. Chyba nie zrozumiałam ;p
Sama otoczka, tj. niedziałające lampy i klimat mroku zainteresowały mnie bardziej niż fabuła. Chętnie bym coś poczytała w takim uniwersum.
Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)? Tego nie rozumiem.
Spodobała mi się też sama końcówka, bo mnie zaskoczyła. Ludzie potrafią być bardziej mroczni niż Mrok w czarnym garniturze we własnej postaci.
Jest sprawnie napisane, długość tekstu odpowiednia jak na taką historię (choć zachęcam Cię do stworzenia dłuższego tekstu w tym uniwersum) i zaskakujący twist na końcu, więc klik do Biblio jak najbardziej się należy.
Pozdrawiam serdecznie!
Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć
Uparłem się, że opublikuję tekst od razu
Jak się człowiek spieszy, to Terminator :)
Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)?
Pewnie prawo pierwszej nocy (o tym drugim nie słyszałam ETA: a teraz spojrzałam na tytuł
też mam już dziury w polu widzenia), ale z tego, co wiem (podobnie jak pasy cnoty) było ono wytworem zboczonej wyobraźni czasów wiktoriańskich. Nie podaję się, oczywiście, za eksperta.
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Hej, Holly!
Dzięki serdeczne za solidną porcję łapanki i rozbudowany komentarz! Większość babolków poprawiłem, a co do reszty:
Hm, a jak to się robi po przyjacielsku? Bo on go spoliczkował, to raczej nie jest możliwe, żeby zrobić to po przyjacielsku.
Naoglądałem się sporo Rodziny Soprano i wydaje mi się, że można kogoś plasnąć po przyjacielsku, z serdecznością (i groźbą).
Narracja jest prowadzona co prawda w trzeciej osobie, ale nadal oczami bohatera. Więc pierwsza wzmianka imienia tajemniczego pana w garniturze występująca dopiero w didaskaliach wypada mało naturalnie i wprowadza lekki zamęt.
Słusznie, dodałem fragment, w którym się przedstawił.
Nie jest? ;p
No właśnie nie jest… Chyba zabrakło mi warsztatu, żeby to należycie pokazać. Krzysztof uprawia grę pozorów, ale w gruncie rzeczy wcale nie jest zły.
A jak się śmieje chochoł?
Wiemy jak tańczy, pewnie śmieje się analogicznie.
Bo trudno krzyczeć z odciętą głową.
Ale w trakcie ucinania można.
Nie widzi przez szybę, że ktoś tam jest?
Panuje ciemność.
Hm. Chyba nie zrozumiałam ;p
Biorę to na klatę i przyznaję się do porażki. Chciałem pokazać różnicę między złem pozornym, a prawdziwym, co dodatkowo miała podkreślać “zabawa” zasadami światła i ubiór Krzysztofa. Najwyraźniej poległem na całej linii.
Dlaczego tu musiało być zawsze prawo należności nocy (czy tam pierwszej nocy, już nie pamiętam, jak się ta barbarzyńska reguła nazywała)? Tego nie rozumiem.
Element gry Krzysztofa.
choć zachęcam Cię do stworzenia dłuższego tekstu w tym uniwersum
Do przemyślenia.
Dziękuję raz jeszcze!
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"