- Opowiadanie: d.pankovski - Gra

Gra

Dyżurni:

brak

Oceny

Gra

 

Bóg i Lucyfer zasiedli przy stole,

Na przekór nocy, na przekór swej woli.

Skrzyżowali dłonie, spojrzenia splecione,

I wyszeptali: „Niech gra się rozpocznie”.

 

Śmierć zaśmiała się cicho pod nosem,

Widząc most nad czarnym chaosem.

Otchłań szeptała z głębin ponurych,

A nurt rzeki rwał sny i marmury.

 

A ja – iskra w sercu, burza we krwi,

Stałem na progu ostatnich chwil.

Między życiem a cieniem, bez tchu,

Gotów zanurzyć się w przepaści snu.

 

Gra była piękna i groźna zarazem,

Myśli wirowały w obłędzie, w transie.

Bóg podał dłoń, Lucyfer wskazał szlak,

Bym znów ze śmiercią zatańczył w takt.

 

I skoczyłem w nurt, co porywał mnie w dal,

By siebie odnaleźć pośród fal.

By wygrać raz jeszcze w śmiertelnej grze,

W tańcu na ostrzu, gdzie kończy się sens.

Koniec

Komentarze

D.pankovski, :)

to było piękne. Trzeba mieć min. 50 lat, by napisać coś tak źrałego. W tym wieku, jak mawiał mój dziadek, “już widać drugi brzeg”. Ja sam mam już prawie (nie wiem, czy mam się tym tutaj chwalić) 49 lat. :(

Pozdrawiam i dziękuję,

MZ

Nowa Fantastyka