- Opowiadanie: tilia - O tym, skąd wzięły się na świecie koty

O tym, skąd wzięły się na świecie koty

Lubię, gdy w głowie rodzi się jakiś obraz i gdy przeradza się po jakimś czasie w historię, której początkowo w ogóle nie brałam pod uwagę. Więc na początku były tkaczki, były pledy rzeczywistości, a później na kolana wskoczył mi kot. Też tak macie? 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

O tym, skąd wzięły się na świecie koty

Spracowane palce tkaczek niestrudzenie powtarzały wyuczone wzory zaplatania cieńszych od włosa kłosków rzeczywistości. Plotły tak jeden pled za drugim na wielkich, dębowych krosnach, a później narzucały je na siebie, aż utworzyły niknącą wysoko w górze stertę. Nawet zadzierając wysoko głowę, człowiek nie byłby w stanie zobaczyć jaki pled leży na samym jej szczycie. Stert były setki, kto wie, może nawet tysiące? Nikt ich nigdy nie zliczał, bo i po co? W pewnym momencie liczby i tak zaczęłyby tracić sens. Tkaczki więc tkały, prowadząc jeden kłosek za drugim, cicho pomrukując. Z rzadka tylko odrywały wzrok od swoich palców, podnosiły wtedy oczy z głuchym mlaśnięciem, zupełnie jakby wynurzały się spod tafli wody. Przeczesywały wzrokiem całość aktualnego wzoru, nabierały szerszej perspektywy i, jakby natchnione, od nowa zaraz wracały do porzuconych kłosków.

– Znowu wczoraj widziałam szczura – wymruczała pod nosem tkaczka, na którą wołano Fatum. – Wślizgują się między sterty i prują pledy, kilka już całkiem przez to sparciało. Nawet nie chcę myśleć, co tam się teraz może dziać.

Pomrukiwanie na chwilę ustało. Kilka bezgłośnych mlaśnięć poprzedziło zaciekawione spojrzenia wymierzone w Fatum.

– Dlaczego nie możemy ich naprawić? Jest przecież kilka ściegów ratunkowych, może udałoby się…

– Ściegi ratunkowe służą tylko i wyłącznie do naprawy pledów, które uległy uszkodzeniu na skutek błędu tkaczki. Szczurza ingerencja rzecz jasna do takowych nie należy – Fatum zmierzyła oschłym spojrzeniem siedzącą naprzeciwko Troskę.

– Ależ Fatum, nie możemy pozwolić, żeby szczury ustawicznie rozgryzały pledy! – zakrzyknęła inna, zwrócona do pozostałych plecami tkaczka. Wstając ze swojego taboretu, zatrzęsła gęstymi włosami, ale się nie odwróciła, tak więc na zebrane w okrąg tkaczki groźnie patrzyły spuszone, miedziane włosy. – To wszystko już za długo trwa… to udawanie, że nic się nie dzieje… że możemy dalej tkać, ot tak, jakby świat nie trząsł się w posadach…

– Uspokój się, Histerio. – Na ramieniu, na które spływały rude włosy, spoczęła delikatna jasna dłoń. Atencja była najmłodszą z tkaczek, więc skóra jej dłoni nadal była miękka, niezszargana eonami pracy. Pojawiła się znikąd, w którymś momencie wyszła spomiędzy stert, przeczesując kilka gładkich, okalających okrągłą buzię loków. Omiotła krąg tkaczek ciekawskim spojrzeniem i chrząknęła, tak jak się chrząka, żeby wzbudzić wiadomo co. Niedługo później zaczęła wplatać przepych i te swoje dramaty, które nijak się miały do zachowawczych średniowiecznych wzorów, nad którymi wówczas pracowały. Ni stąd, ni zowąd pojawił się barok i należało wymienić cały wzornik losów wszechświata – a przynajmniej jego ziemskiej części.

– Myślałby kto, że przez to niebo pęknie na pół i wypadnie przez nie człowiek – Panna Migotka była postacią, która nijak pasowała do pozostałych kobiet. Jej śmiech przypominał bardziej rechot żaby, a dziwne poczucie humoru wprawiało w konsternację. Zupełnie jakby Stwórca stworzył nowy awatar jakoś tak na próbę, poustawiał wszystkie parametry na skrajnych wartościach, okrasił całość głębokim, bulgoczącym głosem i tłustą, woskową skórą. I zupełnie jakby żabią twarzą. – Wprost ze szczurzego pyska!

Rozpędzone krosna miarowo stukały w tle, jak gdyby niepewne co dalej, gdy rechot Migotki konsekwentnie przybierał na sile. Sytuacja stawała się nieprzyjemnie żenująca i przez króciutką chwilę tkaczki miały zapaść się pod jej ciężarem, gdy spomiędzy najbliższych stert wypadł szczur. Obżarty kłosami rzeczywistości turlał się po nierównej podłodze, ciągnąc za sobą wyliniały skórzany ogon.

– Szczur! – wielkie jak pięści oczy Migotki pochwyciły ruch zwierzęcia. Wyrzuciła w jego stronę grubaśny palec i rzygnęła bulgoczącym śmiechem, mącąc przestrzeń jak mąci się kawę dolanym mlekiem.

– Cholera jasna, Panno Migotko! Czy może Panna zaprzestać mącenia, gdy trzeba właśnie pochwycić szczura?!

– Ale to silniejsze ode mnie! – odkrzyknęła i dalej wylewała z siebie rozedrgane fale śmiechu. A było to tak, że cząsteczki dźwięku jej rechotu prowokowały cząsteczki przestrzeni do zachowań, które normalnie w przestrzeni się nie zdarzają. Po ludzku mówiąc, czasoprzestrzeń się zamazywała i jakby odklejała od źródła, tak jak paznokieć może odkleić się od łożyska. Gdy zdarza się to w świecie ludzi czy nawet szeroko pojętego kosmosu, problem nie jest tak wielki, na jaki mógłby wyglądać. Ot, niewielka zmarszczka w czasie, która może (ale wcale nie musi!) zostać zarejestrowana jakby przespało się całe życie i olaboga jestem na łożu śmierci, kiedy to zleciało. Percepcja jednostkowa załatwia sprawę.

Natomiast jeśli zdarza się to w Tkalni Rzeczywistości, wówczas nie można udawać, że problemu nie ma. Że wszyscy na trzy cztery zamykamy oczy i czekamy, aż Panna Migotka przestanie się łaskawie śmiać.

Jeśli Tkalnia zacznie odklejać się od Źródła, Źródło rzecz jasna zostanie odklejone od wszystkich znanych nam rzeczywistości, co bezsprzecznie skutkować będzie obezwładniającą nicością, niewysłowionym poczuciem pustki, ustawicznym żalem i tęsknotą, za czymś, czego nie będzie się w stanie sprecyzować. A to oczywiście sprowokuje feerię trudnych do przewidzenia zdarzeń.

W obecnym eonie Tkalnia była tylko jeden raz blisko odklejenia się od Źródła – do czego nie doszło tylko dlatego, że Migotka miała wyjątkowo mokry i klejący katar, ale to już historia na inną opowieść.

Wracając do naszych tkaczek – trwają teraz jak zaklęte, w mglistej przestrzeni, ślepo wyciągając dłonie przed siebie, upadając na kolana, by pochwycić spasionego szczura, a Migotka rechocze dalej, aż łzy jej z oczy ciekną. Oj, jak ten szczur ją ubawił!

– Matko kochana, przestańże już rechotać, kobito! Miej litość! – Fatum rzuciła się w poprzek ustawionych w okrąg taboretów, wyciągnęła ręce nad głowę, mając nadzieję, że złapie gryzonia niczym pędzącą w światło bramki piłkę.

Cóż za raban, cóż za chaos się narodził w uporządkowanej dotąd Tkalni. Wszystkie tkaczki łapią szczurzysko, biegając jedna przez drugą, wpadając na sterty, których wierzchołki chwieją się niebezpiecznie, by po chwili runąć, zwalić się na sąsiednią i niczym domino powalić każdą inną w zasięgu. Histeria wrzeszczy, piszczy aż w uszy kłuje. A szczurzysko gna przed siebie, opite wodami ze światów wszelakich i jak ta bania turla się w oszalałym kotle zdarzeń.

I może trwałoby to już w nieskończoność, może nic więcej już nie zaczęłoby się ani nie skończyło, może ta chwila zapadłaby się jak wulkaniczny krater w czasoprzestrzeni, nie pozwalając na rozwój żadnych innych zdarzeń, gdyby nie stary kocur Muscatefeles, który właśnie wyłonił się zza nogi krosna. Kocur widział w swoich życiach już wiele, więc mało co robiło na nim wrażenie na tyle, żeby go wyprowadzić z równowagi, a więc i teraz, z pełną gracją, przeciągając łaciaty grzbiet, od niechcenia chycnął w stronę szczura, łapą nacisną na skórzany ogon i zmrużył oczka, żeby dobrze się mu przyjrzeć.

– Jesteś wyjątkowo paskudny, szczurze.

Szczur tylko czknął, wybałuszył drobne jak ziarnka groszku oczy i pękł, i został po nim tylko skórzany ogon.

Migotka zaraz rechotać przestała, bo część szczurzych flaków wylądowała na jej pucołowatej gębie. Minęła jeszcze chwila, gdy przestrzeń wróciła do swojej pierwotnej formy i znowu stała się krystaliczna, choć tkaczki jeszcze przez dni parę czuły subtelne drgania gdzieś na końcu rzęs i daleko za oczami.

– Kurde, słuchajcie, musimy zainwestować w te żywołapki.

Tkaczki odsapnęły jedynie chwilę i wróciły zamroczone do swoich krosien. Wdzięczne Muscatefelesowi, uwieczniły go we wszystkich rzeczywistościach, dlatego koty są i zawsze będą wszędzie, czczone jako bóstwa i jako strażnicy wszelakiego żywota.

Dbajcie o swoich Muscatefelesów, a one dbać o was będą.

 

***

 

– Co za pokręcony dzień… – szepnęła do siebie Migotka, gdy usiadła z powrotem na swoim taborecie. Ona jako jedyna nie tkała na krośnie, a szydełkowała nieregularne kształty. Teraz spod jej palców wyłania się gruszkowata postać ze skórzanym ogonem.

Koniec

Komentarze

smiley

Delikatny absurd i abstrakcja tworzą tu subtelny surrealistyczny klimacik,

tak pożądany przez przyduszony codziennością umysł…

zebrane w okrąg tkaczki groźnie patrzyły spuszone, miedziane włosy

Uciekły dwie literki – na co patrzyły? A może, skoro tak nimi wstrząsała,

po prostu na roztrzepane włosy…?

chycnął

A tu za dużo o jedną… Zdarza się w ferworze pisania…

No i tak! – Koty górą!

yes

Pozdrawiam.

 

Dum spiro spero. Albo coś koło tego...

Nowa Fantastyka