Lubię, gdy w głowie rodzi się jakiś obraz i gdy przeradza się po jakimś czasie w historię, której początkowo w ogóle nie brałam pod uwagę. Więc na początku były tkaczki, były pledy rzeczywistości, a później na kolana wskoczył mi kot. Też tak macie?
Lubię, gdy w głowie rodzi się jakiś obraz i gdy przeradza się po jakimś czasie w historię, której początkowo w ogóle nie brałam pod uwagę. Więc na początku były tkaczki, były pledy rzeczywistości, a później na kolana wskoczył mi kot. Też tak macie?
Spracowane palce tkaczek niestrudzenie powtarzały wyuczone wzory zaplatania cieńszych od włosa kłosków rzeczywistości. Plotły tak jeden pled za drugim na wielkich, dębowych krosnach, a później narzucały je na siebie, aż utworzyły niknącą wysoko w górze stertę. Nawet zadzierając mocno głowę, człowiek nie byłby w stanie zobaczyć jaki pled leży na samym jej szczycie. Stert były setki, kto wie, może nawet tysiące? Nikt ich nigdy nie zliczał, bo i po co? W pewnym momencie liczby i tak zaczęłyby tracić sens. Tkaczki więc tkały, prowadząc jeden kłosek za drugim, cicho pomrukując. Z rzadka tylko odrywały wzrok od swoich palców, podnosiły wtedy oczy z głuchym mlaśnięciem, zupełnie jakby wynurzały się spod tafli wody. Przeczesywały wzrokiem całość aktualnego wzoru, nabierały szerszej perspektywy i, jakby natchnione, zaraz wracały do porzuconych kłosków.
– Znowu wczoraj widziałam szczura – wymruczała pod nosem tkaczka, na którą wołano Fatum. – Wślizgują się między sterty i prują pledy, kilka już całkiem przez to sparciało. Nawet nie chcę myśleć, co tam się teraz może dziać.
Pomrukiwanie na chwilę ustało. Kilka bezgłośnych mlaśnięć poprzedziło zaciekawione spojrzenia wymierzone w Fatum.
– Dlaczego nie możemy ich naprawić? Jest przecież kilka ściegów ratunkowych, może udałoby się…
– Ściegi ratunkowe służą tylko i wyłącznie do naprawy pledów, które uległy uszkodzeniu na skutek błędu tkaczki. Szczurza ingerencja rzecz jasna do takowych nie należy. – Fatum zmierzyła oschłym spojrzeniem siedzącą naprzeciwko Troskę.
– Ależ Fatum, nie możemy pozwolić, żeby szczury ustawicznie rozgryzały pledy! – zakrzyknęła inna, zwrócona do pozostałych plecami tkaczka. Wstając ze swojego taboretu, zatrzęsła gęstymi włosami, ale się nie odwróciła, tak więc na zebrane w okrąg tkaczki groźnie patrzyły spuszone, miedziane włosy. – To wszystko już za długo trwa… to udawanie, że nic się nie dzieje… że możemy dalej tkać, ot tak, jakby świat nie trząsł się w posadach…
– Uspokój się, Histerio. – Na ramieniu, na które spływały rude włosy, spoczęła delikatna jasna dłoń. Atencja była najmłodszą z tkaczek, więc skóra jej dłoni nadal była miękka, niezszargana eonami pracy. Pojawiła się znikąd, w którymś momencie wyszła spomiędzy stert, przeczesując kilka gładkich, okalających okrągłą buzię loków. Omiotła krąg tkaczek ciekawskim spojrzeniem i chrząknęła, tak jak się chrząka, żeby wzbudzić wiadomo co. Niedługo później zaczęła wplatać przepych i te swoje dramaty, które nijak się miały do zachowawczych średniowiecznych wzorów, nad którymi wówczas pracowały. Ni stąd, ni zowąd pojawił się barok i należało wymienić cały wzornik losów wszechświata – a przynajmniej jego ziemskiej części.
– Myślałby kto, że przez to niebo pęknie na pół i wypadnie przez nie człowiek! – Panna Migotka była postacią, która nijak pasowała do pozostałych kobiet. Jej śmiech przypominał bardziej rechot żaby, a dziwne poczucie humoru wprawiało w konsternację. Zupełnie jakby Stwórca stworzył nowy awatar jakoś tak na próbę, poustawiał wszystkie parametry na skrajnych wartościach, okrasił całość głębokim, bulgoczącym głosem i tłustą, woskową skórą. I zupełnie jakby żabią twarzą. – Wprost ze szczurzego pyska!
Rozpędzone krosna miarowo stukały w tle, jak gdyby niepewne co dalej, gdy rechot Migotki konsekwentnie przybierał na sile. Sytuacja stawała się nieprzyjemnie żenująca i przez króciutką chwilę tkaczki miały zapaść się pod jej ciężarem, gdy spomiędzy najbliższych stert wypadł szczur. Obżarty kłosami rzeczywistości turlał się po nierównej podłodze, ciągnąc za sobą wyliniały skórzany ogon.
– Szczur! – Wielkie jak pięści oczy Migotki pochwyciły ruch zwierzęcia. Wyrzuciła w jego stronę grubaśny palec i rzygnęła bulgoczącym śmiechem, mącąc przestrzeń jak mąci się kawę dolanym mlekiem.
– Cholera jasna, Panno Migotko! Czy może Panna zaprzestać mącenia, gdy trzeba właśnie pochwycić szczura?!
– Ale to silniejsze ode mnie! – odkrzyknęła i dalej wylewała z siebie rozedrgane fale śmiechu. A było to tak, że cząsteczki dźwięku jej rechotu prowokowały cząsteczki przestrzeni do zachowań, które normalnie w przestrzeni się nie zdarzają. Po ludzku mówiąc, czasoprzestrzeń się zamazywała i jakby odklejała od źródła, tak jak paznokieć może odkleić się od łożyska. Gdy zdarza się to w świecie ludzi czy nawet szeroko pojętego kosmosu, problem nie jest tak wielki, na jaki mógłby wyglądać. Ot, niewielka zmarszczka w czasie, która może (ale wcale nie musi!) zostać zarejestrowana jakby przespało się całe życie i olaboga jestem na łożu śmierci, kiedy to zleciało. Percepcja jednostkowa załatwia sprawę.
Natomiast jeśli zdarza się to w Tkalni Rzeczywistości, wówczas nie można udawać, że problemu nie ma. Że wszyscy na trzy cztery zamykamy oczy i czekamy, aż Panna Migotka łaskawie przestanie się śmiać.
Jeśli Tkalnia zacznie odklejać się od Źródła, Źródło rzecz jasna zostanie odklejone od wszystkich znanych nam rzeczywistości, co bezsprzecznie skutkować będzie obezwładniającą nicością, niewysłowionym poczuciem pustki, ustawicznym żalem i tęsknotą, za czymś, czego nie będzie się w stanie sprecyzować. A to oczywiście sprowokuje feerię trudnych do przewidzenia zdarzeń.
W obecnym eonie Tkalnia była tylko jeden raz blisko odklejenia się od Źródła – do czego nie doszło tylko dlatego, że Migotka miała wyjątkowo mokry i klejący katar, ale to już historia na inną opowieść.
Wracając do naszych tkaczek – trwają teraz jak zaklęte, w mglistej przestrzeni, ślepo wyciągając dłonie przed siebie, upadając na kolana, by pochwycić spasionego szczura, a Migotka rechocze dalej, aż łzy jej z oczu ciekną. Oj, jak ten szczur ją ubawił!
– Matko kochana, przestańże już rechotać, kobito! Miej litość! – Fatum rzuciła się w poprzek ustawionych w okrąg taboretów, wyciągnęła ręce nad głowę, mając nadzieję, że złapie gryzonia niczym pędzącą w światło bramki piłkę.
Cóż za raban, cóż za chaos się narodził w uporządkowanej dotąd Tkalni. Wszystkie tkaczki łapią szczurzysko, biegając jedna przez drugą, wpadając na sterty, których wierzchołki chwieją się niebezpiecznie, by po chwili runąć, zwalić się na sąsiednią i niczym domino powalić każdą inną w swoim zasięgu. Histeria wrzeszczy, piszczy aż w uszy kłuje. A szczurzysko gna przed siebie, opite wodami ze światów wszelakich i jak ta bania turla się w oszalałym kotle zdarzeń.
I może trwałoby to już w nieskończoność, może nic więcej już nie zaczęłoby się ani nie skończyło, może ta chwila zapadłaby się jak wulkaniczny krater w czasoprzestrzeni, nie pozwalając na rozwój żadnych innych zdarzeń, gdyby nie stary kocur Muscatefeles, który właśnie wyłonił się zza nogi krosna. Kocur widział w swoich życiach już wiele, więc mało co robiło na nim wrażenie na tyle, żeby go wyprowadzić z równowagi, a więc i teraz, z pełną gracją, przeciągając łaciaty grzbiet, od niechcenia hycnął w stronę szczura, łapą nacisną na skórzany ogon i zmrużył oczka, żeby dobrze się mu przyjrzeć.
– Jesteś wyjątkowo paskudny, szczurze.
Szczur tylko czknął, wybałuszył drobne jak ziarnka groszku oczy i pękł, i został po nim tylko skórzany ogon.
Migotka zaraz rechotać przestała, bo część szczurzych flaków wylądowała na jej pucołowatej gębie. Minęła jeszcze chwila, gdy przestrzeń wróciła do swojej pierwotnej formy i znowu stała się krystaliczna, choć tkaczki jeszcze przez dni parę czuły subtelne drgania gdzieś na końcu rzęs i daleko za oczami.
– Kurde, słuchajcie, musimy zainwestować w te żywołapki.
Tkaczki odsapnęły jedynie chwilę i wróciły zamroczone do swoich krosien. Wdzięczne Muscatefelesowi, uwieczniły go we wszystkich rzeczywistościach, dlatego koty są i zawsze będą wszędzie, czczone jako bóstwa i jako strażnicy wszelakiego żywota.
Dbajcie o swoich Muscatefelesów, a one dbać o was będą.
***
– Co za pokręcony dzień… – szepnęła do siebie Migotka, gdy usiadła z powrotem na swoim taborecie. Ona jako jedyna nie tkała na krośnie, a szydełkowała nieregularne kształty. Teraz spod jej palców wyłania się gruszkowata postać ze skórzanym ogonem.

Delikatny absurd i abstrakcja tworzą tu subtelny surrealistyczny klimacik,
tak pożądany przez przyduszony codziennością umysł…
zebrane w okrąg tkaczki groźnie patrzyły spuszone, miedziane włosy
Uciekły dwie literki – na co patrzyły? A może, skoro tak nimi wstrząsała,
po prostu na roztrzepane włosy…?
chycnął
A tu za dużo o jedną… Zdarza się w ferworze pisania…
No i tak! – Koty górą!
![]()
Pozdrawiam.
Dum spiro spero. Albo coś koło tego...
Panna Migotka… przyznaję bez bicia: wywołała u mnie pełnoprawny efekt muminkowego uniwersum, gdzie wszystko może się rozpaść, ale i tak kończy się herbatką i kotem-ratownikiem. Świetny tekst, inteligentnie zabawny i zaskakująco ciepły mimo całego kosmicznego chaosu.
https://www.wattpad.com/story/406199428-chadowy-pamiętnik
Doceniam pomysł, ale nie przekonuje mnie opisany powód pojawienia się kota.
Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.
…aż utworzyły niknącą wysoko w górze stertę. Nawet zadzierając wysoko głowę… → Masło maślane – czy coś może niknąć wysoko w dole? Czy można coś zadzierać nisko? Powtórzenie.
Proponuję: …aż utworzyły niknącą w górze stertę. Nawet zadzierając mocno głowę…
…podnosiły wtedy oczy z głuchym mlaśnięciem… → Oczy mlaskały???
…jakby natchnione, od nowa zaraz wracały do porzuconych kłosków. → One kontynuowały pracę, więc nie mogły wracać do niej od nowa.
Proponuję: …jakby natchnione, zaraz wracały do porzuconych kłosków.
– Wślizgują się między sterty i prują pledy, kilka już całkiem przez to sparciało. → Nie wydaje mi się, aby prucie tkanin powodowało ich parcenie.
Proponuję: – Wślizgują się między sterty i prują pledy, kilka już całkiem przez to zniszczyły.
Kilka bezgłośnych mlaśnięć poprzedziło zaciekawione spojrzenia wymierzone w Fatum. → Obawiam się, że mlaśnięcie nie może być bezgłośne.
– Ściegi ratunkowe służą tylko i wyłącznie do naprawy pledów, które uległy uszkodzeniu na skutek błędu tkaczki. Szczurza ingerencja rzecz jasna do takowych nie należy – Fatum zmierzyła oschłym spojrzeniem siedzącą naprzeciwko Troskę. → Brak kropki przed didaskaliami.
Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi.
Wstając ze swojego taboretu, zatrzęsła gęstymi włosami, ale się nie odwróciła, tak więc na zebrane w okrąg tkaczki groźnie patrzyły spuszone, miedziane włosy. → Czy zaimek jest konieczny?
Nie przypuszczam, by można trzęść włosami, nie poruszając przy tym głową. Czy miedziane włosy miały oczy, którymi mogły groźnie patrzeć???
Proponuję: Wstając z taboretu energicznie potrząsnęła głową, ale się nie odwróciła, tak więc zebrane w okrąg tkaczki patrzyły na rozpuszczone, miedziane włosy.
…przeczesując kilka gładkich, okalających okrągłą buzię loków. → Loki to pasma wijących się włosów, więc nie mogą być gładkie.
Proponuję: …przeczesując okalające okrągłą buzię loki.
– Myślałby kto, że przez to niebo pęknie na pół i wypadnie przez nie człowiek – Panna Migotka była… → Brak kropki po wypowiedzi.
– Szczur! – wielkie jak pięści oczy Migotki pochwyciły ruch zwierzęcia. → Didaskalia wielką literą.
…czekamy, aż Panna Migotka przestanie się łaskawie śmiać. → Czy na pewno śmiała się łaskawie? A może miało być: …czekamy, aż Panna Migotka łaskawie przestanie się śmiać.
…a Migotka rechocze dalej, aż łzy jej z oczy ciekną. → Literówka.
…runąć, zwalić się na sąsiednią i niczym domino powalić każdą… → Nie brzmi to najlepiej.
…od niechcenia chycnął w stronę szczura… → …od niechcenia hycnął w stronę szczura…
Tilio, bój się bogów!
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Hej!
@Fascynator – ależ mi dziś pięknie siadł Twój komentarz! Bardzo dziękuję, choć wiadomo – największe podziękowania dla Muscafetelesa, który w odpowienim momencie wskoczył na kolanka. Cóź byśmy bez nich poczęli?
tak więc na zebrane w okrąg tkaczki
w zamyśle to włosy patrzyły na tkaczki!
hycnął
zmienione, bez dyskusji :D
@d.pankovski – dziękuję serdecznie! To ciekawe, że wyszedł z tej opowieści taki miękki kocyk, bo z początku zapowiadało się na egzystencjalną jazdę bez trzymanki. Chyba zima i wewnętrzna potrzeba ciepełka robią swoje.
@regulatorzy – aj, aj, aj! Koty jak to koty, mają w zwyczaju lubią pojawiać się bez powodu i w najmniej spodziewanych okolicznościach. Kim jestem, ja maluczka, żeby je kwestionować?
Bardzo dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie (i za uwagi!) i przepraszam, że od wykonania mogły rozboleć zęby. Na swoją obronę powiem, że ubawiłam się przy pisaniu.
…aż utworzyły niknącą wysoko w górze stertę. Nawet zadzierając wysoko głowę… → Masło maślane – czy coś może niknąć wysoko w dole? Czy można coś zadzierać nisko? Powtórzenie.
Proponuję: …aż utworzyły niknącą w górze stertę. Nawet zadzierając mocno głowę…
Niechętnie przytaknę.
…podnosiły wtedy oczy z głuchym mlaśnięciem… → Oczy mlaskały???
Wyobrażałam sobie tkaczki z pochylonymi głowami, z twarzami jakby pochylonymi pod wodą i gdy podnosiły oczy, rozlegał się taki właśnie mlaszczący dźwięk. Nie, że mlaskały same oczy :D
– Wślizgują się między sterty i prują pledy, kilka już całkiem przez to sparciało. → Nie wydaje mi się, aby prucie tkanin powodowało ich parcenie.
Proponuję: – Wślizgują się między sterty i prują pledy, kilka już całkiem przez to zniszczyły.
Hm. Jeśli “sparciały” to taki, który “przestał być elastyczny” to jak na moje nic się nie gryzie. A i “sparciały’ to jedno z moich ulubionych słów ostatnio, zdecydowanie za mało go używamy!
Kilka bezgłośnych mlaśnięć poprzedziło zaciekawione spojrzenia wymierzone w Fatum. → Obawiam się, że mlaśnięcie nie może być bezgłośne.
A jak się językiem zrobi tak, że mlaśnie ale w sumie nie wyda żadnego konkretnego dźwięku, to jakie wtedy to są mlaśnięcia?
Wstając ze swojego taboretu, zatrzęsła gęstymi włosami, ale się nie odwróciła, tak więc na zebrane w okrąg tkaczki groźnie patrzyły spuszone, miedziane włosy. → Czy zaimek jest konieczny?
Nie przypuszczam, by można trzęść włosami, nie poruszając przy tym głową. Czy miedziane włosy miały oczy, którymi mogły groźnie patrzeć???
Proponuję: Wstając z taboretu energicznie potrząsnęła głową, ale się nie odwróciła, tak więc zebrane w okrąg tkaczki patrzyły na rozpuszczone, miedziane włosy.
Nie no, właśnie groźnie spuszone miedziane włosy miały patrzeć na tkaczki… ale chyba to brzmiało sensownie tylko dla mnie :D
…przeczesując kilka gładkich, okalających okrągłą buzię loków. → Loki to pasma wijących się włosów, więc nie mogą być gładkie.
Proponuję: …przeczesując okalające okrągłą buzię loki.
Jako posiadaczka loków właśnie zaręczam, że loki mogą być gładkie (gdy się je wypielęgnuje, poświeci dwadzieścia godzin na dzień, utuli i zaśpiewa do snu). Większość czasu faktycznie to są pirze, ale no nie demonizujmy!
…czekamy, aż Panna Migotka przestanie się łaskawie śmiać. → Czy na pewno śmiała się łaskawie? A może miało być: …czekamy, aż Panna Migotka łaskawie przestanie się śmiać.
Tak.
…od niechcenia chycnął w stronę szczura… → …od niechcenia hycnął w stronę szczura…
Tilio, bój się bogów!
Już, już! Proszę nie bić!
Dziękuję!
Tilio, wypisałam to, co kaleczyło mi oczy w czasie czytania. Będzie mi miło, jeśli choć część uwag uznasz za przydatne, bo, jak by na to nie patrzeć, to jest Twoje opowiadanie i będzie napisane słowami, które uznasz za najwłaściwsze. Powodzenia.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
regulatorzy, już to zrobiłam i jeszcze raz serdecznie za te uwagi dziękuję:)
Bardzo proszę, Tilio. Miłe są mi Twoje podziękowania. ;)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Sympatyczny pomysł opowiadania o tkaczkach – czytało się przyjemnie, choć nie pasowało mi bardzo sformułowanie “mlaśnięcie oczu”. Trochę błędów się po drodze napatoczyło, regulatorzy już dużo wynalazła, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze tekstu. Kot dobrze się spisał! :)
Pozdrawiam mroźnie! :)
Podoba mi się Twoje pisanie, masz tzw. “lekkie pióro” i czuć tu ten klimacik absurdu.
Natomiast no nie mogę powiedzieć, żeby ta historia miała zostać w mojej pamięci na dłużej, fabuła jest tu raczej szczątkowa.
Pozdrawiam
trwają teraz jak zaklęte
A czemu nagle czas teraźniejszy?
Wszystkie tkaczki łapią szczurzysko
I tu.
Teraz spod jej palców wyłania się grusz
I tu.
enixe conatus et feliciter gessi / sed extremo nihil interest / mi perendum ut omnia perdam / sed extremo nihil interest
@JolkaK – dziękuję, nad warsztatem cały czas pracuję, pomysły – wiadomo – napataczają się same nie wiadomo skąd :)
@GalicyjskiZakapior – dzięki! Przekażę komentarz Muscafetelsowi, raczej się nie ucieszy.
A z czasami to tak, że teraźniejszy lubi mi się wplatać w trakcie historii, mam poczucie, że tekst wtedy “żyje swoim życiem” :)
Przeczytałem z mieszanymi uczuciami, bo sam napisałem we wrześniu ‘25 szort ‘Parki i koty”. Po tytule spodziewałem się czegoś innego, ale nie żałuję. Brawa dla kota. :)
Ave, Tilio!
To chyba pierwszy Twój tekst, jaki miałem okazję przeczytać (ale dopuszczam myśl, że coś pokręciłem) i była to całkiem udana lektura. Doceniam delikatny absurd oraz wykorzystanie Tkaczek w nieco mniej oklepany sposób, niż to zazwyczaj w literaturze bywa. Nawiązanie do Muminków całkiem zabawne.
W zasadzie niezbyt siadła mi tylko sama końcówka i ten pękający szczur. Jakoś to mało pasowało do pozostałej części króciaka, który raczej wydawał mi się dość lekki.
Pozdrawiam serdecznie!
Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"
@Koala75 aj, te koty! Wepchają się wszędzie!!!! :)
@cezary_cezary bardzo mi miło! :)
Jakoś tak zazwyczaj samo wchodzi, ze ten absurd wszędzie wypłynie. Jak to jest?

Spracowane palce tkaczek niestrudzenie powtarzały wyuczone wzory zaplatania cieńszych od włosa kłosków rzeczywistości.
Sam obraz mi się podoba, ale przy spojrzeniu przez lupę – kłosy można splatać w wianek, na pewno nie w pled. I tkanie to nie całkiem zaplatanie.
Plotły tak jeden pled za drugim na wielkich, dębowych krosnach
O, właśnie. Krosna wyglądają tak: https://www.youtube.com/watch?v=Nu9RElhYxQE Te są małe, ale ogólna zasada się nie różni.
później narzucały je na siebie, aż utworzyły niknącą wysoko w górze stertę
Niejasne, czy tkaczki narzucały pledy na siebie same, czy na inne pledy, i co tworzyło stertę.
Nawet zadzierając mocno głowę, człowiek nie byłby w stanie zobaczyć jaki pled leży na samym jej szczycie.
Imiesłowy ( https://academicon.pl/imieslowy/ ): Nawet gdyby mocno zadarł głowę, człowiek nie byłby w stanie zobaczyć, jaki pled leży na samym jej szczycie.
Z rzadka tylko odrywały wzrok od swoich palców
Dużo lepiej byłoby: od własnych palców.
podnosiły wtedy oczy z głuchym mlaśnięciem
…?
Przeczesywały wzrokiem całość aktualnego wzoru
Hmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm.
prują pledy, kilka już całkiem przez to sparciało
https://sjp.pwn.pl/slowniki/sparcia%C5%82y.html ?
Kilka bezgłośnych mlaśnięć poprzedziło zaciekawione spojrzenia wymierzone w Fatum.
Nie spojrzenia mogą być zaciekawione, i nie dam głowy za to poprzedzanie (ono jest, ale i tak nie dam). A mlaśnięcie to odgłos, więc bezgłośne mlaśnięcie jest jak bezbarwna zieleń :)
Ściegi ratunkowe służą tylko i wyłącznie do naprawy pledów, które uległy uszkodzeniu na skutek błędu tkaczki. Szczurza ingerencja rzecz jasna do takowych nie należy.
…? Ale to chyba oczywiste? "Ingerencja" jest tu śmiesznie wysoka w tonie – tak ma być?
Ależ Fatum
Przecinek przed wołacz.
więc na zebrane w okrąg tkaczki groźnie patrzyły spuszone, miedziane włosy
Zebrane w kręgu, a włosy raczej napuszone.
Na ramieniu, na które spływały rude włosy, spoczęła delikatna jasna dłoń.
Hmmm.
kilka gładkich, okalających okrągłą buzię loków
Tylko kilka loków?
żeby wzbudzić wiadomo co
… no, nie, nie wiadomo :)
wplatać przepych i te swoje dramaty, które nijak się miały do zachowawczych średniowiecznych wzorów, nad którymi wówczas pracowały
Ale w co zaczęła je wplatać? (Średniowieczne wzory były całkiem kolorowe).
Panna Migotka była postacią, która nijak pasowała do pozostałych kobiet.
Tnij: Panna Migotka nijak nie pasowała do pozostałych kobiet.
nowy awatar
Awatar czego?
I zupełnie jakby żabią twarzą. – Wprost ze szczurzego pyska!
Hmm.
Sytuacja stawała się nieprzyjemnie żenująca
Czy mogła być żenująca przyjemnie?
wyliniały skórzany ogon
Ogon może być skórzasty, ale u żywego zwierzęcia zawiera jeszcze jakieś twory anatomiczne :)
Wielkie jak pięści oczy Migotki pochwyciły ruch zwierzęcia.
? Uchwyciły?
mącąc przestrzeń jak mąci się kawę dolanym mlekiem
Fajne, tylko nie wiem, czy pasuje do tego "rzygającego" śmiechu.
prowokowały cząsteczki przestrzeni do zachowań
To przestrzeń ma cząsteczki?
zostać zarejestrowana jakby
Zostać zarejestrowana, jakby.
Percepcja jednostkowa załatwia sprawę.
Czegoś tu nie rozumiem.
to już historia na inną opowieść.
Może po prostu: ale to już inna historia.
mglistej przestrzeni
Hmm.
nie pozwalając na rozwój żadnych innych zdarzeń
Imiesłowy nie zastępują zdań celowych: i nic więcej by się już nigdy nie zaczęło.
nie stary kocur Muscatefeles
Ale miało być o tym, skąd koty się wzięły, a ten wyraźnie już długo istnieje, tylko sobie przydreptał. XD Hume nie odróżniał powstawania od pojawiania, ale my odróżniamy.
Kocur widział w swoich życiach
Życia nie pluralizujemy, nawet w przypadku kotów.
łapą nacisną na skórzany ogon
Literówka: nacisnął.
Minęła jeszcze chwila, gdy
Minęła jeszcze chwila, a przestrzeń… Albo: zanim przestrzeń.
wróciły zamroczone do swoich krosien
Dlaczego zamroczone?
szydełkowała nieregularne kształty
Oj tam :P
Teraz spod jej palców wyłania się gruszkowata
A dlaczego tu czas jest teraźniejszy?

Kotek! ^^ I surrealizm. Sympatyczne :)
A może, skoro tak nimi wstrząsała, po prostu na roztrzepane włosy…?
O, dobra myśl.
w zamyśle to włosy patrzyły na tkaczki!
Mnie też tu trochę surrealizm zakręcił w głowie :)
Jeśli “sparciały” to taki, który “przestał być elastyczny” to jak na moje nic się nie gryzie.
Mmmm, tylko nie o to chodzi. Oj, coraz mniej mi się ten słownik podoba, jest taki nieprecyzyjny… coś, co nie jest już spójne, jak pogryziona tkanina, nie może też być elastyczne (ani sztywne). Spójrz na sparciałą gumkę – jest jedną całością, prawda? Dopóki nie próbujesz jej rozciągać. Chyba musimy odróżnić rozkład pod wpływem wilgoci i mikroorganizmów od rozpadu wywołanego przez szczury…
A jak się językiem zrobi tak, że mlaśnie ale w sumie nie wyda żadnego konkretnego dźwięku, to jakie wtedy to są mlaśnięcia?
Ale mlaśnięcie to właśnie dźwięk. Nie poruszanie językiem, tylko dźwięk.
A z czasami to tak, że teraźniejszy lubi mi się wplatać w trakcie historii, mam poczucie, że tekst wtedy “żyje swoim życiem” :)
Czasami to dobrze wypada i wprowadza specyficzną atmosferę :) a czasami nie.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.