- Opowiadanie: Bolly - Z pamiętnika przyjaciela faerie: Prawdziwy przyjaciel

Z pamiętnika przyjaciela faerie: Prawdziwy przyjaciel

Drugie z cyklu opowiadanek o wielkich problemach małych kwiatowych duszków. Czytelnicy znający “Konkurs piękności” mogą sobie podarować wstęp. Ilustracje do tekstu zostały wygenerowane za pomocą ChatGPT.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

JolkaK, Sajmon15, Użytkownicy, Użytkownicy II

Oceny

Z pamiętnika przyjaciela faerie: Prawdziwy przyjaciel

WSTĘP

 

Faerie, czyli duszki kwiatów – małe, skrzydlate stworzonka, w zależności od płci nazywane wróżkami lub elfami – należą do najbardziej nieuchwytnych magicznych istot. Znają się trochę na czarach, lecz i bez nich potrafią szybko i skutecznie ukryć się przed wścibskimi spojrzeniami ludzi. Czasem tylko ciche brzęczenie maleńkich skrzydełek lub ślady z zawieszonych w powietrzu drobin iskrzącego się pyłku zdradzają ich obecność, trzeba więc dużo szczęścia i cierpliwości, by je zobaczyć, jeśli one same nie życzą sobie być oglądane. Jeszcze trudniej jest zawrzeć z nimi znajomość, choć wytrwałym niekiedy się to udaje.

Znaleźć je można wszędzie tam, gdzie w obfitości występują kwiaty. Faerie rodzą się z nich, żywią ich nektarem, a z płatków i łodyżek sporządzają swoje ubrania, od nazw kwiatów pochodzą też zazwyczaj ich imiona.

Poszukiwania warto zacząć od zalanych słońcem obrzeży leśnych; tam właśnie spotkałem uzdolnioną muzycznie Konwalię, wesołą Stokrotkę i wrażliwego, wiecznie zatroskanego o własne zdrowie Zawilca. Wiele duszków kwiatowych mieszka również na łąkach i leżących odłogiem polach, gdzie pozwala się swobodnie kwitnąć chwastom; osobiście znam pewien malowniczy ugór, na którym wygodnie żyją poeta Bławatek oraz Maczek, największy śpioch pośród faerie. Nad pobliskim stawem, obok starego młyna, poznałem mądrego i spokojnego Nenufara. Jeżeli posiadacie, jak ja, własny ogród, w nim także mogą zamieszkać wróżki i elfy; w moim swój dom mają próżne bliźniaczki Biała i Pąsowa Róża, elegancki Tulipan oraz pracowita Malwa, która umie przyrządzać z ziół lecznicze napary na rozmaite dolegliwości. O ile na mogiłach nie brakuje świeżych kwiatów, na skrzydlaty ludek trafić można nawet na cmentarzu; w takim to niecodziennym miejscu urządziła sobie mieszkanie poważna, wiodąca samotnicze życie Chryzantema.

Jedenaście kwiatowych duszków obdarzyło mnie zaufaniem i przyjaźnią, a ja, skromny badacz czarodziejskich stworzeń, jestem szczęśliwy, mogąc nazywać się ich przyjacielem.

 

PRAWDZIWY PRZYJACIEL

 

Ciekawostka o faerie #2: Wróżki i elfy mają słabość do słodyczy. Łatwo zaskarbicie sobie ich sympatię, ofiarowując im okruszek mlecznej czekolady lub kropelkę miodu. Częstując je łakociami, należy jednak bardzo uważać, by nie przesadzić, gdyż od nadmiaru cukru mogą się rozchorować.

 

Ciekawostka o faerie #3: Skrzydełka kwiatowych duszków, sztywne, przezroczyste i żyłkowane, przypominają raczej skrzydła ważek niż motyli. Niektóre faerie posiadają ich dwie pary, inne tylko jedną, lecz nie wydaje się to wpływać znacząco na ich zdolność do lotu. Oderwane lub uszkodzone ulegają regeneracji, jednak trwa ona dość długo – w przypadku skrzydełka utraconego w całości nawet do kilku tygodni.

 

Pewnego dnia, siedząc przy biurku i porządkując swoje notatki dotyczące gryfów, spostrzegłem kątem oka, że nie domknąłem szuflady, w której trzymam słodkie przekąski. Gdy zdecydowanym ruchem dosunąłem ją, usłyszałem nagle przeraźliwy pisk, świadczący, że jakieś małe stworzenie dostało się do niej przez szparę, a ja niechcący zadałem mu ból. Otworzywszy z powrotem szufladę, ujrzałem w środku znajomego polnego elfa w ogrodniczkach z płatków czerwonego maku. Siedział pośród cukierków i czekoladowych batoników, pochlipując i trzymając się kurczowo za złamane skrzydło.

– Wielkie nieba! Maczku, przytrzasnąłem ci skrzydełko! – zawołałem w przerażeniu. – Poczekaj, zaraz zrobię ci opatrunek…

Natychmiast rzuciłem się do apteczki. Trzęsącymi się rękoma wydobyłem z niej gojący plaster z włosia jednorożca, którym starannie okleiłem uszkodzone skrzydło Maczka, usztywniając je niczym złamaną kończynę.

– No! Za tydzień powinno być jak nowe – powiedziałem. – Ale co ty właściwie robiłeś w mojej szufladzie? – dodałem zaraz, przyglądając się elfowi badawczo.

– Ja… – zaczął niepewnie – ja chciałem tylko trochę czekolady…

– Dlaczego w takim razie po prostu mnie nie poprosiłeś, tylko zakradłeś się do mojego domu jak złodziej? – odrzekłem urażony. – Mogłem ci zrobić naprawdę poważną krzywdę. Masz szczęście, że skończyło się na złamanym skrzydełku!

– To… dasz mi kostkę? Proszę…

– Kostkę?! – wykrzyknąłem, łapiąc się za głowę. – Wszyscy wiemy, że jesteś łakomczuchem, ale żeby zaraz całą kostkę?! Chcesz, żeby rozbolał cię brzuszek?

– Kiedy to wcale nie dla mnie – pospieszył z wyjaśnieniami Maczek. – Tylko dla mojego nowego najlepszego przyjaciela.

– Nowego przyjaciela? – zainteresowałem się. – Czy on także jest elfem?

Maczek pokiwał energicznie głową.

– Wprowadził się na nasze pole kilka dni temu. Ma na imię Kąkol i jest naprawdę świetny, taki odważny i śmiały! Stwierdził, że ja też muszę nabrać odwagi, i że mi w tym pomoże. Kazał mi poddać się w tym celu próbie.

– Próbie? Jakiej próbie? – zapytałem, domyślając się już, dokąd to wszystko zmierza.

– „Słyszałem – powiedział – że ludzie mają niezwykły przysmak w postaci słodkich, brązowych kostek. Wślizgnij się po cichu do domu swojego znajomego człowieka i przynieś mi jedną taką kostkę, a zaliczysz próbę odwagi”. Zrozumiałem, że chodzi mu o czekoladę. Bardzo proszę, daj mi kosteczkę, a ja udam, że zabrałem ci ją bez twojej wiedzy. Nie mogę przecież zawieść mojego najlepszego przyjaciela!

– Oj, Maczku! – odparłem smutno. – Nie widzisz, że Kąkol brzydko cię wykorzystał? Nakłonił cię do kradzieży i naraził na niebezpieczeństwo. Czy tak postępuje prawdziwy przyjaciel?

Maczek spuścił głowę.

– No… nie – bąknął, gładząc się po oklejonym plastrem skrzydełku. – Ale on na pewno miał dobre intencje. Chciał, żebym zmężniał!

– Wcale nie. Wiedział, że nie dałbym Ci całej kostki czekolady, dlatego wymyślił sobie tę „próbę”. Myślę, że powinniśmy się z nim rozmówić. Chodźmy!

Ostrożnie umieściłem duszka w przewieszonej przez ramię podręcznej torbie i wyszedłem z domu. Po krótkim spacerze dotarliśmy na pole, które, zakwitłe różnobarwnymi kwiatami, przedstawiało sobą zachwycający widok. Pośród wysokich traw i dzikich zbóż wyrastały niebieskie chabry, czerwieniły się maki, złocił dziurawiec, bielił krwawnik i licznie podnosiła drobne główki jasnopurpurowa koniczyna, atakując nos mieszanką upajających zapachów. Ciszę upalnego letniego popołudnia mąciło jedynie monotonne brzęczenie pszczół i cykanie świerszczy.

Na przecięciu wydeptanych ścieżek przystanąłem i rozejrzałem się bacznie dookoła, po czym wyjąłem Maczka z torby i posadziłem go sobie na ramieniu.

– Kąkolu, pokaż się! – zażądałem głośno.

Z początku nic się nie wydarzyło, jednak po chwili poczułem na twarzy pęd powietrza i coś uszczypnęło mnie boleśnie w ucho, czemu towarzyszył złośliwy chichot. Z przykrością stwierdziłem, że mój mały przyjaciel również roześmiał się. Zaraz potem zostałem uszczypnięty i w drugie ucho, co wywołało u Maczka nowy atak wesołości.

– Czy ciebie naprawdę to bawi? – zganiłem go. – Nieładnie śmiać się z cudzej krzywdy. A gdybyś to ty był tak szczypany, czy byłoby ci wtedy przyjemnie?

Maczek zamilkł i spuścił główkę, lecz zanim zdążył odpowiedzieć, coś szarpnęło mnie za włosy.

– Dość tego! – krzyknąłem zniecierpliwiony. – Pokaż się, ale już!

Mojemu życzeniu wnet stało się zadość i na wysokości wzroku zawisł przede mną elf odziany w strój z liści polnych chwastów i kwiatów kąkolu, o twarzy wykrzywionej bezczelnym, aroganckim uśmieszkiem.

– Proszę bardzo! – zaskrzeczał. – No? Czego chcesz ode mnie, wielkoludzie?

– Wiem, co kazałeś zrobić Maczkowi, i nie pochwalam tego – odparłem, przyglądając mu się surowo.

Kąkol spojrzał na siedzącego na moim ramieniu elfa z pogardą.

– A więc ten mały niedołęga dał się złapać? Wielka szkoda, naprawdę wielka szkoda! Będę musiał obejść się smakiem…

– Niedołęga? – jęknął Maczek. – Dlaczego mnie obrażasz? Wcześniej byłeś taki miły…

– Niektórzy potrafią znakomicie udawać, by zdobyć to, na czym im zależy – westchnąłem, po czym, wpadłszy nieoczekiwanie na pewien pomysł, rzekłem do Kąkola: – Więc chciałeś spróbować czekolady? Zaczekaj tu chwilę, a przyniosę ci trochę.

Buńczucznemu kwiatowemu duszkowi na moją propozycję aż zaświeciły się oczy.

– Tak, przynieś, przynieś, wielkoludzie! Bo inaczej powyrywam ci wszystkie włosy z głowy!

Pospiesznie zawróciłem z Maczkiem do domu. Na samym dnie szuflady ze słodyczami odnalazłem podarowaną mi kiedyś przez znajomego tabliczkę gorzkiej czekolady z chili, której nigdy nie odważyłem się spróbować, ponieważ rzeczy pikantne źle robią mi na żołądek. Teraz miała posłużyć do utarcia pewnemu złośliwemu mikrusowi nosa.

– Co tak długo? – prychnął Kąkol, widząc, że nadchodzę. – Mam nadzieję, że masz to, czego chciałem.

– Mam, a jakże – odpowiedziałem, z dumą prezentując niespodziewającemu się podstępu elfowi opakowanie z napisem „73% cocoa”, wizerunkiem ostrej papryczki i krzykliwym zapewnieniem producenta, że czekolada powstała z poszanowaniem zasad zrównoważonego rozwoju. Gdy rozerwawszy papier, odłamałem ciemnobrązową kostkę i podałem Kąkolowi, ten pochwycił ją i natychmiast wgryzł się w nią chciwie.

– Fuj, to jest gorzkie! – zawołał, krzywiąc się. – I… pali! Na pomoc! Ratunku! Wody! – Zakręciwszy się kilka razy w miejscu, pomknął w kierunku stawu Nenufara, odprowadzony moim gromkim śmiechem.

Gdy spojrzałem na Maczka, odkryłem, że przypatruje mi się dziwnie, drapiąc się po jasnej czuprynce.

– Wcześniej mówiłeś – bąknął zakłopotany – że nie należy się śmiać z czyjejś krzywdy.

– Bo zasadniczo nie należy. Ale przyznasz chyba, że Kąkol sam się o to prosił. A nie ma nic zabawniejszego niż nicpoń, który dostał za swoje.

– Więc mogę się śmiać?

– Ile dusza zapragnie!

Na te słowa mój towarzysz zaczął chichotać tak głośno i serdecznie, że o mało nie spadł mi z ramienia.

Uzgodniliśmy, że Maczek pomieszka ze mną, dopóki jego skrzydełko się nie wygoi. Po powrocie do domu wyjąłem z szuflady na blat biurka pudełko moich ulubionych czekoladek z toffi, opróżniłem je ze smakowitej zawartości i wymościłem jedwabnymi chusteczkami, sporządzając Maczkowi miękkie posłanko. Gdy go na nim położyłem, zwinął się w kłębek i z błogim wyrazem twarzy, sennym głosikiem wymamrotał:

– Dziś wreszcie zrozumiałem…

– Co takiego zrozumiałeś?

– Zrozumiałem, kto jest moim najlepszym przyjacielem.

– Staram się, Maczku. Staram się – wyszeptałem wzruszony, gładząc elfa palcem po pulchnym, różowym policzku. W odpowiedzi na tę pieszczotę duszek uśmiechnął się od ucha do ucha.

Nazajutrz dowiedzieliśmy się od Bławatka, że Kąkol, wielce oburzony tym, jak został potraktowany, wyniósł się z maczkowego ugoru.

– Niech idzie precz to małe zło! Wyznam wam, że nie lubiłem go – skwitował poczciwy elf-poeta.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Przezabawna, pomysłowa opowieść z sympatycznymi bohaterami. Ilustracje świetnie ją uzupełniły. :) Uwielbiałam zawsze polne kwiaty, kąkole także, a szczególnie lwie paszcze i ostróżki, tym milej zatem poznawałam teraz ich przygody. :) Zachęcam gorąco do stworzenia i opublikowania dłuższego opowiadania z tego uniwersum z kilkoma podobnymi (jak ta) scenkami. ;) 

Parokrotnie mignęły mi powtórzenia zaimków osobowych, np. “ich”, “mi”. :)

Pozdrawiam serdecznie, klik. :) 

Pecunia non olet

Dziękuję, bruce, i zachęcam do lektury “Konkursu piękności” z tego samego uniwersum. ;-)

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Dzięks, zerknę. :)

Pecunia non olet

Hej, przeczytałam z przyjemnością! Lekka, prowadzona w konwencji baśni, opowieść o kwiatowych duszkach, napisana jest porządnie, fabuła jest  klarowna, informacje podane na początku przydatne. Wyobrażam już sobie księgę pełną takich opowieści do poczytania dzieciom przed snem. :) 

Podobało mi się, więc idę klikać, również dlatego, że mam wrażenie, że wiesz, co robisz! :)

 

Pozdrawiam mroźnie! :)

Dziękuję!

 

Wyobrażam już sobie księgę pełną takich opowieści do poczytania dzieciom przed snem. :)

Mam tylko nadzieję, że nie zabraknie mi pomysłów. ;-)

 

mam wrażenie, że wiesz, co robisz!

:-)

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Cześć. Podtrzymuję to, co napisałem pod pierwszą odsłoną Pamiętnika. Uniwersum, które powołałeś do życia, na razie pojedynczymi, ale bardzo plastycznymi, posunięciami pędzla, aż prosi się o więcej. Tak jak napisała Jolka, jest w tym potencjał na książkę. Czekam na więcej i klikam :)

Zgadzam się z przedmówcami – mogłabym poczytać takie bajki dzieciom przed snem, chociaż morał tej jest dość dyskusyjny dla przedszkolaków. Kąkol powinien przejść przemianę (odkupienie win, warto się godzić itp) lub powinien dostać nauczkę w ramach konsekwencji swojego działania (np. Zakradł się i sam zjadł tę ostrą czekoladę czyli złośliwość i chciwość nie popłaca). Raczej nie czytam dzieciom rad, żeby się mściły i śmiały z innych.

Moim zdaniem jest w tym opowiadanku i innych ogromny potencjał na wydanie – pod warunkiem skonsultowania przekazu z jakimś pedagogiem :) 

 

No chyba, że piszesz jedynie dla siebie, wtedy to bez znaczenia :) 

Dzięki za komentarz! Sam jestem psychologiem dziecięcym i na pewno gdybym planował wydać zbiorek, dokładnie przejrzałbym wszystkie historyjki pod kątem odpowiedniości przekazu dla grupy docelowej. Ale osobiście uważam, że nie wolno wciskać dzieciom kitu, że każde zło chce i daje się poprawić. Czasem, jak w klasycznych baśniach, musi zostać ukarane.

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

To pewnie zależy od grupy wiekowej – ja bym takiego morału mojemu wrażliwemu 5 latkowi nie przeczytała, ale może już na 6 czy 7 latku nie zrobiłby wrażenia. Tak ja piszesz, wszystko na spokojnie jest do przeanalizowania, podzieliłam się moimi wątpliwościami, bo ja raczej się spotykam z innymi morałami i wydaje mi się, że taki jest „ogólny trend”, by raczej promować asertywność i szukanie porozumienia, niż zachowania odwetowe. Ale to moje zdanie oczywiście, nie musimy się zgadzać :) 

Także powodzenia w rozwijaniu świata i kolejnych historiach :) kibicuję, wbrew zastrzeżeniom, od razu ma przed oczami piękne ilustracje do tej treści. 

powodzenia :) 

Hej,

Lekkie, przyjemne. Nie czytałem poprzedniej części, ale rzeczywiście historia aż prosi się o więcej. 

Pozdrawiam i klikam.

You cannot petition the Lord with prayer!

To koniecznie zerknij do pierwszego opowiadanka z cyklu, bo brakuje mu akurat jednego klika do Biblioteki. ;-)

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Przyznaje ze mi bardzo się podobało , morał też uważam ze dla mnie ciekawy. Potencjał na wydanie tego jest ogromny :) Kliknąłbym, choć nie mogę :) (jeszcze)

Melendur88

To koniecznie zerknij do pierwszego opowiadanka z cyklu, bo brakuje mu akurat jednego klika do Biblioteki. ;-)

Już nie. :)

Pecunia non olet

Miałem na myśli “Konkurs piękności”.

Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.

Miałem na myśli “Konkurs piękności”.

Jeszcze nie ma kompletu? A, to tak, zachęcam i ja – naprawdę warto przeczytać ten tekst. yes

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka