Zobaczyłem w sklepie moje ulubione ciasteczka korzenne, pierniczki w kształcie serca i takie cienkie, że w pudełku mieści się kilkadziesiąt, a może sto. Długo ich nie było w mojej okolicy. Kupiłem i zaraz po powrocie do domu zjadłem trzy, żeby sobie przypomnieć smak. Trochę się namęczyłem usuwając zabezpieczenie przed otwarciem pudełka. Pewnie mógłbym zjeść przynajmniej połowę serc na jeden raz, ale powiedziałem głośno do stojącej w kącie starej szafy:
– Będę ćwiczył silną wolę i zjem tylko jedno serce dziennie.
Nie odpowiedziała, ale skrzypnięcie uznałem za aprobatę. Przez cały następny tydzień nie złamałem postanowienia, ale coś mnie zaniepokoiło. Mam świetną pamięć wzrokową. Po tygodniu byłem pewny, że ciasteczka mi giną. Nie liczyłem ich, ale pamiętałem, jak ułożone zostawiałem w pudełku.
– Co za licho kradnie mi ciastka? – rzuciłem pytanie w przestrzeń.
Odpowiedzi nie było. Dodałem jeszcze:
– Jak cię złapię, nogi powyrywam.
Wieczorem postawiłem pudełko z ciasteczkami na szafce stojącej przy łóżku. Położyłem się i udawałem, że śpię. Prawie zasnąłem, gdy nagle usłyszałem szelest. Przez szparę między powiekami zobaczyłem najprawdziwszego skrzata. Wyciągnął z pudełka dwa serca i pakował je do przyniesionego plecaczka, uważając, by nie połamać. Był tak zajęty, że dopiero próbował uciec, gdy już trzymałem go za kołnierz kurtki.
– Mam cię, złodzieju – powiedziałem.
Pisnął przerażony:
– Panie, nie bij! Ja nie dla siebie!
– A dla kogo?
– Dla żony. Jest w ciąży i chciała coś słodkiego. Wkrótce będziemy mieć bliźniaki. Nasz doktor tak powiedział.
Słyszałem, że skrzaty chętnie kłamią, ale temu dobrze z oczu patrzyło. Kapelusz miał spłowiały, kubraczek wytarty. Raczej mu się nie przelewało. Żal mi się go zrobiło i puściłem kołnierz. Nie próbował uciec. Powiedział:
– Żona kazała mi zaproponować tobie, że będziemy sprzątać za te ciastka, ale się bałem, bo ludzie bywają dziwni.
Nie lubiłem sprzątania i teraz, będąc sam, nie przykładałem się do tego. Pani skrzatowa pewnie to zauważyła.
– Gdzie mieszkacie? – spytałem.
– Od jesieni w twojej piwnicy. Wypłoszyliśmy już myszy. Gdybyśmy mogli zamieszkać na strychu, tam też miałbyś porządek.
Pomyślałem: Właściwie czemu nie? Na strych nie chodzę, nic tam nie mam potrzebnego, a w piwnicy mają ciemno i mało przyjemnie. Jeszcze mają mieć dzieci.
Głośno powiedziałem:
– Możecie się przenieść. Będziesz sprzątał ty, nie żona. (Wiedziałem, że będzie dopilnowany, pamiętałem, jak to było). Dostaniecie też codziennie mleko do ciasteczek i nie bój się, jeżeli będziesz czegoś potrzebował, powiedz. Teraz biegnij do żony, bo pewnie myśli, że nogi ci wyrwałem zgodnie z obietnicą.
– Dzięki – pisnął i już go nie było.
Po tygodniu miałem dom, nie do poznania, czysty, odkurzony i pachnący ziołami.
Dwa tygodnie później skrzat pojawił się z głupią miną. Widać było, że coś chce powiedzieć, ale nie ma śmiałości.
Zachęciłem go mówiąc:
– Nie każ mi się domyślać. Co się stało?
Miął kapelusz tak, że mu zabrałem i warknąłem:
– No, mów!
– Bo żona nie chce już ciastek. Mówi, że zjadłaby kiszonych ogórków, a na te serca i mleko nie może patrzeć.
Przypomniałem sobie, że tak samo było z moją w ciąży.
– Leć do piwnicy i przynieś słoik z ogórkami. Otworzę, bo sam nie dasz rady. Postawię w lodówce i bierzcie, ile trzeba.
W tydzień słoik został opustoszony, chociaż my dwaj nie tknęliśmy zawartości, a po miesiącu zostałem dziadkiem-nie-skrzatkiem. Na razie na strych nie zaglądam, a mleko wróciło do łask.
Sympatyczne :)
Po tygodniu byłem pewny,
duża litera w ciągu zdania, ma być mała czy zamiast przecinka kropka?
Nie wychwyciłem innych błędów, ale też się na nich specjalnie nie skupiałem.
Bardzo fajny, prosty szorcik w bajkowo-żartobiliwym stylu. Fajnie uchwyciłeś słowiańską legendę o skarzatach, sam sie zastanawiałem ostatnio czy takową w moją serię nie wrzucić :) Klika nie zrobię, ale zrobiłbym.
Melendur88
Cześć. :D
– Będę ćwiczył silną wolę i zjem tylko jedno serce dziennie.
Podziwiam.
Nasz doktor tak powiedział.
Czy to oznacza, że skrzaty potajemnie organizują się w większe społeczności? Piwnico-miasta? A jeśli tak, to czy to znaczy, że chodzą do pracy i odprowadzają składki na ZUS, mając nadzieję, że wspomniane w szorciku bliźniaki utrzymają ich emeryturę w przyszłości? Jeśli odprowadzają ZUS, to muszą mieć jakieś struktury państwowe… Czyżby skrzaty mają parlament, do którego wybory organizują co 4 lata? A może Skrzatostan jest państwem policyjnym, w którym Skrzacia Rada Ocalenia Narodowego nie respektuje podstawowych zapisów Karty Praw Skrzata i Obywatela??? Czy to znaczy, że skrzaty organizują się w związki zawodowe i…
Dobra, odpływam. Nie zmienia to faktu, że skrzaty ukrywają coś przed nami.
– Od jesieni w twojej piwnicy.
SŁUCHAM? A czynszu to nie płacą, co? Okupados normalnie.
Wypłoszyliśmy już myszy.
O! Sami zajmują cudze mieszkanie, a się nie podzielą z innymi potrzebującymi. Skandal!
Teraz biegnij do żony, bo pewnie myśli, że nogi ci wyrwałem zgodnie z obietnicą.
Czy skrzaci ZUS pokryłby koszty rehabilitacji, bo to wypadek podczas pracy? Może jakąś rentę rodzinną dorzuci, coś ten teges?
Mówi, że zjadłaby kiszonych ogórków
Widzę zaskakujące podobieństwo między ludźmi a skrzatami.
Na razie na strych nie zaglądam
A na strychu wszystkie ciocie, wujkowie, babcie, dziadkowie, przyjaciele rodziny… co najmniej kolejne 30 skrzatów na utrzymaniu.
Bardzo przyjemne niedzielne opowiadanko. Natomiast skrzaty w Twoim wykonaniu mają wielki potencjał. Mówię, coś na pewno ukrywają. ;)
Aż kliknę do biblioteki.
Pozdrawiam serdecznie!
ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz
Witaj, Misiu. :)
Całe szczęście, że nie potrzebowała – zamiast ogórków – innych “smakołyków”. ;)
Pozdrawiam serdecznie, klik za pomysł i za tradycyjny, ciepły przekaz. :)
Pecunia non olet
Robercie, dzięki. :)
Melendurze, nie znalazłem wskazanego błędu. Dzięki za potencjalnego klika. :)
Gryzoku, Twój komentarz pokazuje, ile możliwości ma ktoś znający społeczność skrzatów. Ja jej nie znam. Za klika jestem wdzięczny. :)
Bruce, trochę ciepła przyda się zimą. Twój klik mnie ogrzewa. :)
Sympatyczny szorcik.
Mnie też wydaje się, że młodemu tatusiowi bardzo się upiekło z zachciankami.
Jeśli skrzaty u Ciebie tak efektywnie się rozmnażają, to chętnie przygarnę parkę. ;-)
Babska logika rządzi!

Pecunia non olet
Mam świetną pamięć wzrokową, Po tygodniu byłem pewny
Może będzie dokładniej, bo wyciałęm cytat w złym miejscu;)
Melendur88
Melendurze, rzeczywiście miała być kropka. Zabawne, że nie widziałem tego przecinka, mimo nowych okularów. Zaraz poprawię chochlika. :) Dzięki.
W sumie chochlik to też skrzat…
Ależ uroczy szort. Sam chciałbym mieć takie skrzaty, co by mi w domu sprzątały. Lecę klikać!
Czy to oznacza, że skrzaty potajemnie organizują się w większe społeczności? Piwnico-miasta?
Co ty, Gryzoku, “Kingsajza” nie oglądałeś? :-D
Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.
Ode mnie również “klik”. Należy Ci się. Za ciepły przekaz. Za dobry humor (jak już ktoś powiedział, szort w sam raz na niedzielę). Za warsztat pisarski (nie mnie to oceniać, ale… jakąś tam intuicję mam). Brawo! :)
Hej Ja kojarzę tylko krasnoludka od podkradania browarów na imprezach domowych. Zawsze ich brakowało ;). Ale nieźle się dogadali ostatecznie:). Pozdrawiam
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ode mnie również “klik”.
Maćku, razem z piórkiem dostałeś uprawnienia do klikania na bibliotekę. Na górze, pod belką ze starymi dyżurnymi masz belkę biblioteczną z klawiszem “zagłosuj”.
Babska logika rządzi!
Oj! Jaka szkoda, że jako świeżak nie mogę “klik”nąć.
Przesympatyczne opowiadanko, bardzo mi się podoba. 

Mało wybredne te skrzaty, ale chyba właśnie na tym polega urok. Dzięki temu historia nie próbuje na siłę być czymś więcej niż po prostu sympatyczną opowiastką.
https://www.wattpad.com/user/Pankovski
Jak zwykle przesympatycznie :)
Dlaczemu nasz język jest taki ciężki
Finklo, chętnie bym wysłał do Ciebie parkę skrzatów, ale pojawiają się tylko wirtualnie, gdy Wena sobie zażyczy. Nie mam wpływu na rzeczywiste. Niestety, żadnego jeszcze nie spotkałem w życiu, ale mam nadzieję, a wtedy się przekonam. :)
Robercie, skrzat nie zawsze rozrabia, a chochlik… ;)
Bolly, też wolałbym rzeczywiste od fikcyjnych, niestety. :)
Maćku, cieszy pozytywna ocena od “piórkowicza”. :)
Bardzie, ten skrzat był “ustawiony” przez żonę w ciąży. ;)
Finklo, jak zawsze bezinteresownie pomagasz. :)
Berigu, miło Cię widzieć z taką opinią. Dzięki. :)
D.Pankovski, taki był mój zamiar. :)
Galicyjski, dziękuję i puchnę, widząc “jak zwykle”. :)
Właśnie dostałem miłą wiadomość, że “Dziadek” dostał się do Biblioteki. Dzięki za polecenia.
Misiu, zamieszczasz śliczne opowiadanka i choć dzieją się w znanej nam codzienności, to pełne są bajkowych postaci. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Reg, niestety, codzienność jest… Staram się ją ubarwić i uatrakcyjnić. :)