Kolejny, krótki fragment, opisujący drogę do Jaru.
Kolejny, krótki fragment, opisujący drogę do Jaru.
Z Naabis wyjechali nocą, dwa dni później. Szerokie, skryte w ciemnościach, puste ulice żegnały Rodgiera ponurym milczeniem. Na nic zdały się prośby i błagania. Chłopak nic nie wskórał, ojciec zdania nie zmienił. Mijali więc wysokie, murowane kupieckie kamienice, kierując się do Bramy Wschodniej. Jechali konno, tylko we dwóch, bez żadnej wojskowej asysty. Tylko on i Adalbert – najbardziej zaufany człowiek Wielkiego Namiestnika Der-Kohr. Człowiek, który uważał, że wyrządzono mu wielką krzywdę, powierzając misję pozbawiającą domu na trzy długie lata. Domu i ciepłych ramion Matyldy. Jeźdźcy całą drogę pokonali w milczeniu, nie zamieniając ze sobą ani słowa. Wartownicy powiadomieni odpowiednio wcześniej, o nic nie pytali. Podnieśli bez zbędnej zwłoki kratę a dowódca zbrojnych kiwnął tylko głową rycerzowi, gdy Adalbert wraz ze swoim więźniem mijali bramę. Wyjechali na Złoty Trakt, jedyną drogę przecinającą całe Cesarstwo, od zachodniej granicy aż po Rubieże Wschodu. Adalbert naciągnął kaptur na głowę i przyspieszył nieco, prowadząc na linie konia Rodgiera. Spojrzał jeszcze przez ramię, żegnając się z wysokimi murami, których przysięgał bronić, i przechadzającymi się po nich z pochodniami w rękach żołnierzami.
Rodgier wiedział o Jarze niezbyt wiele, tyle tylko, ile powtarzało się przy biesiadnym stole w sali jadalnej jego ojca albo w karczmach i na ulicach. Miało to być ciężkie więzienie, a raczej kopalnia o mocno zaostrzonym rygorze. Kopalnia, z której mało kto wracał żywy, a długość odbywanej kary rzadko przekraczała 3-4 lata. I to bynajmniej nie z powodu łaski sądów albo samego cesarza. Podziemne, powodujące wybuchy trujące wyziewy, osuwiska i w największym stopniu warunki pracy, szybko przerzedzały więzienne szeregi. Szczęściem dla czerpiącej z placówki największe korzyści Gildii Alchemicznej mieszkańcy Cesarstwa chętnie wypełniali powstałe luki. Adalbert kilka razy zignorował pytania młodzieńca, nie czuł się w obowiązku, aby udzielić jakichkolwiek informacji. Sam był w Jarze raptem dwa razy i to dawno temu. Jechali w milczeniu przez większość dnia. Na pierwszy postój więzień musiał czekać aż do późnego popołudnia. Nie nawykł do spędzania tyle czasu w siodle. Co innego jego opiekun. Na koniu spędził większość swego życia. Dlatego Rodgier poczuł ogromną ulgę, niemal wdzięczność, gdy rycerz zatrzymał konie i zarządził odpoczynek.
– Zostaniemy tu na noc – powiedział Adalbert zeskakując z konia. Wyciągnął z juków linę, którą skrępował chłopakowi ręce i nogi.
– To konieczne? Przecież nie ucieknę? Niby gdzie?
– Konieczne? Jesteś skazanym mordercą. To po pierwsze – odparł rycerz.
– A po drugie?
– A po drugie to się zamknij, bo cię dodatkowo zaknebluję. – Wrócił do rozbijania obozu nie zwracając już na chłopaka większej uwagi. Rozpalił ogień, zjadł lekką kolację, nabił drewnianą fajkę tytoniem wmięszanym z wonnymi ziołami i pogrążył się w myślach. Spać położył się w okolicach północy, na gołej ziemi, blisko dopalającego się ognia. Kolejny dzień także spędzili w siodle, bez żadnych niespodziewanych przygód. Trakty i lasy były bezpieczne, bandyckie grupy dawno wytępiono a groźba wielodniowej kaźni odstraszała zawiązywanie się nowych. Przed zachodem słońca stanęli przy zewnętrznej linii posterunków. Adalbert nie wiedział, że od zeszłej wiosny istnieją trzy kordony małych strażnic strzegących Jaru. Kiedy był tu ostatni raz, więzienie otaczało ledwo kilka budynków w różnej od niego odległości, z niewielką grupą strażników na rączych koniach. Idealnych do łapania zbiegów. Odkąd w kopalni odkryto cenne dla alchemików minerały i kamienie, zwłaszcza topaz, a Gildia zaczęła sypać szczerym złotem, system zabezpieczeń wzrósł wielokrotnie. Siedzący na koniu rycerz patrzył z góry na dziesiętnika, który z trudem próbował odczytać pismo Namiestnika. Po dłuższej chwili przegrał tą nierówną walkę oddając pismo Adalbertowi. W końcu obcy wiózł kolejnego łachudrę, a skąd i za co on tu trafił to już żołnierza za bardzo nie obchodziło.
– Możecie jechać panie – rzekł udając, że zapoznał się z pismem. – Dalej nie będziecie zatrzymywani, my łapiemy tych którzy jadą w drugą stronę. – Wyszczerzył jeszcze zęby na pożegnanie, jeźdźcy bez słowa pojechali dalej. Dziesiętnik miał racje, nie musieli już się przed nikim okrzykiwać, wskazano im nawet drogę do koszar i siedziby komendanta.
Adalbert poprosił o pilną rozmowę z naczelnikiem, nalegając również, aby w tym czasie jego więźnia pilnował jakiś strażnik. Kazano mu czekać niezbyt długo, po chwili prowadzono go ciemnym, wilgotnym korytarzem, oświetlonym z rzadka osadzonymi w ścianach pochodniami. Szedł w towarzystwie młodego oficera, ściskając w dłoni listy od swego pana, zastanawiając się jak ten stary lis zareaguje na ich treść. Przez dobrych kilka minut siedzący za masywnym, zawalonym papierkami stołem, komendant Jaru w milczeniu czytał listy. Bjerg Grygger nawet siedząc wyglądał na człowieka potężnie zbudowanego. Podeszły wiek wcale nie zacierał tego wrażenia. To był istny olbrzym który latami wiernej służby doczłapał się do stopnia setnika, po czym jedna wpadka strąciła go na dno. Do tego przeklętego przez bogów miejsca. Rządził w Jarze przeszło szesnaście lat. Przeczytał list kolejny raz.
– Nie bardzo to wszystko rozumiem. Wiecie mości rycerzu, że von Nassau nie jest moim zwierzchnikiem? – powiedział w końcu.
– Jar leży na ziemiach mojego, znaczy się naszego pana. Formalnie rzecz biorąc więzienie jest cesarskie, to prawda, ale…
– Tylko Najwyższy Sędzia może mnie odwołać i powołać nowego komendanta. To jest pominięcie prawa – przerwał mu Grygger. – To jest prywata!
– Mogę mówić otwarcie?
– Mówcie, tylko szybko, marnujecie mój czas. – Setnik Bjerg nalał sobie wina do kubka, wypił duszkiem i czekał co też jego gość ma do dodania. Ten nic nie powiedział. Zamiast tego sięgnął pod płaszcz po mały mieszek, który z brzękiem wylądował na stole.
– No panie rycerzu, teraz mnie nie tylko zajmujecie, ale i obrażacie. – Adalbert znowu nie odpowiedział, a na stole wylądował drugi mieszek, troszkę cięższy. Gdy komendant zerwał się na nogi, przewracając krzesło, pomiędzy papierami wylądował trzeci, z którego na stół wypadło kilka złotych monet.
– Siadajcie panie Grygger. – Adalbert nie pozwolił na ten wybuch. Komendant podniósł krzesło i usiadł z powrotem. – Widać, że umiecie negocjować. Proszę jeszcze raz spojrzeć w listy. Oferta mojego pana jest aż tak niegodna rozpatrzenia?
– Być może, być może… Zerknę jeszcze – powiedział ważąc w dłoniach sakiewki, na listy nawet nie spoglądając. – A wy w ogóle wiecie jak tu jest? Wiedzie co jest tam, na dole? Co stamtąd czasem wyłazi? – Odpiął posrebrzaną broszę w kształcie miecza skrzyżowanego z kilofem – insygnia komendanta Jaru – i rzucił ją na stół. Spadłaby na podłogę, gdyby Adalbert jej nie złapał.
– Witamy zatem w Jarze, nowy komendancie. Jutro podpiszę dokumenty, porządek w papierach musi być – powiedział Bjerg, po czym wstał i ruszył w kierunku drzwi. – Poinstruuję mojego zastępcę, oprowadzi cię jutro po kopalni i powie co i jak.
– Myślałem, że ty to zrobisz, że dasz mi kilka dni zanim oddasz stanowisko.
– Niestety nie. Wynoszę się stąd tak szybko jak to możliwe. Nienawidzę tego miejsca. Ale spokojnie, wkrótce poczujesz to samo. – Wyszedł z komnaty zostawiając rycerza lekko oszołomionego. Ten otrząsnął się po chwili, podniósł broszę komendanta, obracając ją między palcami.
– To nie możliwe, że tak łatwo dałem się w to wrobić.
Coś tam się zaczyna, ale strasznie się gubiłem w tekście. Rodgier i Adalbert opuszczają miasto. Adalbert ciągnie konia na sznurku, więc Rodgier chyba na nim jedzie? Ale nie, okazuje się, że to więzień więc… co robi? Potem obaj mają konie, więc już obaj jadą…
Potem setnik staje się komendantem… Albo jest ich tam więcej?
Pewnie ja się czepiam za bardzo, ale sprawdź :-) Poniżej kilka małych, subiektywnych uwag. Może pomoże..
– Siadajcie panie Grygger. – Komendant podniósł krzesło i usiadł z powrotem.
To sugeruje, że wypowiedział się komendant, ale przecież nie gada sam do siebie?
Człowiek, który uważał, że wyrządzono mu wielką krzywdę, powierzając mu misję pozbawiającą go domu na trzy długie lata.
mu mu mu :-)
Podnieśli bez zbędnej zwłoki kratę a dowódca zbrojnych kiwnął tylko głową rycerzowi, gdy ten, wraz ze swoim więźniem mijali bramę.
…gdy “ten”, a więc “mijał” bramę…
Podziemne, powodujące wybuchy trujące wyziewy, osuwiska i w największym stopniu warunki pracy szybko przerzedzały więzienne szeregi.
I w największym stopniu warunki pacy… czegoś tam zabrakło chyba :-)
Jechali więc w milczeniu, aż minęło południe. Na pierwszy postój więzień musiał czekać aż do późnego popołudnia.
To minęło południe, czy już późne popołudnie?
Odkąd w kopalni odkryto cenne dla alchemików minerały i kamienie, zwłaszcza topaz, a Gildia zaczęła sypać szczerym złotem, system zabezpieczeń wzrósł wielokrotnie. Z tego właśnie powodu siedzący na koniu rycerz patrzył z góry na dziesiętnika, który z trudem próbował odczytać pismo Namiestnika.
Z tego powodu? Rycerz patrzył na dziesiętnika z góry, bo w kopalni odkryto topaz?
Kazano mu czekać niezbyt długo, po chwili prowadzono go ciemnym, wilgotnym korytarzem, oświetlonym z rzadka osadzonymi w ścianach pochodniami. Szedł prowadzony przez młodego oficera
Powtórzenia. No i początek tego zdania jakoś wyjątkowo mi nie leży.
Bjerg Grygger nawet siedząc sprawiał wrażenie człowieka potężnie zbudowanego. Podeszły wiek wcale nie zacierał tego wrażenia.
Pozdrawiam!
Coś tam się zaczyna, ale strasznie się gubiłem w tekście. Rodgier i Adalbert opuszczają miasto. Adalbert ciągnie konia na sznurku, więc Rodgier chyba na nim jedzie? Ale nie, okazuje się, że to więzień więc… co robi? Potem obaj mają konie, więc już obaj jadą…
Potem setnik staje się komendantem… Albo jest ich tam więcej?
Pewnie ja się czepiam za bardzo, ale sprawdź :-) Poniżej kilka małych, subiektywnych uwag. Może pomoże..
– Siadajcie panie Grygger. – Komendant podniósł krzesło i usiadł z powrotem.
To sugeruje, że wypowiedział się komendant, ale przecież nie gada sam do siebie?
Człowiek, który uważał, że wyrządzono mu wielką krzywdę, powierzając mu misję pozbawiającą go domu na trzy długie lata.
mu mu mu :-)
Podnieśli bez zbędnej zwłoki kratę a dowódca zbrojnych kiwnął tylko głową rycerzowi, gdy ten, wraz ze swoim więźniem mijali bramę.
…gdy “ten”, a więc “mijał” bramę…
Podziemne, powodujące wybuchy trujące wyziewy, osuwiska i w największym stopniu warunki pracy szybko przerzedzały więzienne szeregi.
I w największym stopniu warunki pacy… czegoś tam zabrakło chyba :-)
Jechali więc w milczeniu, aż minęło południe. Na pierwszy postój więzień musiał czekać aż do późnego popołudnia.
To minęło południe, czy już późne popołudnie?
Odkąd w kopalni odkryto cenne dla alchemików minerały i kamienie, zwłaszcza topaz, a Gildia zaczęła sypać szczerym złotem, system zabezpieczeń wzrósł wielokrotnie. Z tego właśnie powodu siedzący na koniu rycerz patrzył z góry na dziesiętnika, który z trudem próbował odczytać pismo Namiestnika.
Z tego powodu? Rycerz patrzył na dziesiętnika z góry, bo w kopalni odkryto topaz?
Kazano mu czekać niezbyt długo, po chwili prowadzono go ciemnym, wilgotnym korytarzem, oświetlonym z rzadka osadzonymi w ścianach pochodniami. Szedł prowadzony przez młodego oficera
Powtórzenia. No i początek tego zdania jakoś wyjątkowo mi nie leży.
Bjerg Grygger nawet siedząc sprawiał wrażenie człowieka potężnie zbudowanego. Podeszły wiek wcale nie zacierał tego wrażenia.
Pozdrawiam!
Coś tam się zaczyna, ale strasznie się gubiłem w tekście. Rodgier i Adalbert opuszczają miasto. Adalbert ciągnie konia na sznurku, więc Rodgier chyba na nim jedzie? Ale nie, okazuje się, że to więzień więc… co robi? Potem obaj mają konie, więc już obaj jadą…
Potem setnik staje się komendantem… Albo jest ich tam więcej?
Pewnie ja się czepiam za bardzo, ale sprawdź :-) Poniżej kilka małych, subiektywnych uwag. Może pomoże..
– Siadajcie panie Grygger. – Komendant podniósł krzesło i usiadł z powrotem.
To sugeruje, że wypowiedział się komendant, ale przecież nie gada sam do siebie?
Człowiek, który uważał, że wyrządzono mu wielką krzywdę, powierzając mu misję pozbawiającą go domu na trzy długie lata.
mu mu mu :-)
Podnieśli bez zbędnej zwłoki kratę a dowódca zbrojnych kiwnął tylko głową rycerzowi, gdy ten, wraz ze swoim więźniem mijali bramę.
…gdy “ten”, a więc “mijał” bramę…
Podziemne, powodujące wybuchy trujące wyziewy, osuwiska i w największym stopniu warunki pracy szybko przerzedzały więzienne szeregi.
I w największym stopniu warunki pacy… czegoś tam zabrakło chyba :-)
Jechali więc w milczeniu, aż minęło południe. Na pierwszy postój więzień musiał czekać aż do późnego popołudnia.
To minęło południe, czy już późne popołudnie?
Odkąd w kopalni odkryto cenne dla alchemików minerały i kamienie, zwłaszcza topaz, a Gildia zaczęła sypać szczerym złotem, system zabezpieczeń wzrósł wielokrotnie. Z tego właśnie powodu siedzący na koniu rycerz patrzył z góry na dziesiętnika, który z trudem próbował odczytać pismo Namiestnika.
Z tego powodu? Rycerz patrzył na dziesiętnika z góry, bo w kopalni odkryto topaz?
Kazano mu czekać niezbyt długo, po chwili prowadzono go ciemnym, wilgotnym korytarzem, oświetlonym z rzadka osadzonymi w ścianach pochodniami. Szedł prowadzony przez młodego oficera
Powtórzenia. No i początek tego zdania jakoś wyjątkowo mi nie leży.
Bjerg Grygger nawet siedząc sprawiał wrażenie człowieka potężnie zbudowanego. Podeszły wiek wcale nie zacierał tego wrażenia.
Pozdrawiam!
Hej Kurojatka, dzięki za celne uwagi. Powtórzenia to moja bolączka, staram się nad tym pracować, zaraz siadam do poprawek. Jeśli chodzi o początek to wydaje mi się że jest dość oczywiste że nie jadą na jednym koniu. Pozostałe błędy dopiero teraz rzucają mi się w oczy. Jeszcze raz dzięki za pomoc!!!