364 dni Belzebuba, to króciutki szocik, o tym jak zakłady niszczą, wygodne życie innych.
Napisane pod wpływem chwili i mojego obrażalskiego futrzaka.
364 dni Belzebuba, to króciutki szocik, o tym jak zakłady niszczą, wygodne życie innych.
Napisane pod wpływem chwili i mojego obrażalskiego futrzaka.
Belzebub siedział na zimnych, szarych płytkach i z uwagą przyglądał się zawartości miseczki. Zielone kuleczki i pomarańczowe paseczki pływające w brązowej ciapie, wyglądały bardzo intrygująco.
Zawinął pod siebie ogon i poruszył uszami, słysząc kroki.
– Halynaaa… – zawołał, za postacią w długim żakiecie i pończochach. – A co ty mi tu dałaś?
– Jedzenie – zawoła z pokoju kobieta, szukając w szafie spódnicy.
– Umawialiśmy się na coś innego, a nie to… – powiedział zdegustowany, wskazując futrzaną łapką na plastikową miseczkę. – Co to właściwie jest?
– Karma dla kotów. Z najwyższej półki – oświadczyła z dumą.
– Naprawdę? – cmoknął niezadowolony Belzebub. – A to zielone?
– Groszek.
– Pomarańczowe?
– Marchewka.
– Serio, Halynaaa. Dajesz mi karmę dla kotów, z groszkiem i marchewką?
– I sosikiem – dodała, nie zrażona grymasami podopiecznego.
Poprawiła kraciastą spódnicę, zerkając na zegar ścienny. Za chwilę musiała wychodzić, a Belzebub znowu miał jakiś problem.
– Nie na to się umawialiśmy. Miała być krew dziewic i najdelikatniejsze mięso. W końcu jestem Belzebub. Książę piekieł. – Łypnął na nią żółtymi oczami i wyszczerzył drobne ząbki.
Halina sięgnęła, niecierpliwie po puszkę.
– Tu jest napisane: sarenina, siedemdziesiąt procent, tłuszcz z dzika, marchew i groszek.
– Saernina? Co to w ogóle jest, ta sarenina.
Kobieta wzruszyła ramionami i odłożyła przedmiot.
– Poczytaj sobie to się dowiesz.
– Wybij sobie z głowy, że będę to jadł i jeszcze czytał – powiedział oburzony. Obrócił się od miski i ruszył w kierunku kanapy.
– Zostawię ci jakbyś zgłodniał. – Ubrała płaszcz i buty. – Ja idę do pracy, a ty bądź grzeczny.
Belzebub prychnął z łóżka, na którym ułożył się wygodnie.
Włożył łapki pod pyszczek i zwinął się w kulkę.
Tęsknił za swoim domem. Gorącem buchającym z pieców, za wrzaskami cierpiących.
Wszystko jak zwykle przez Lucjana i jego słabość do zakładów. Po jaką cholerę, założył się z Nim, o to, że Belzebub nie wytrzyma roku na ziemi pod postacią kota. Bez mocy. Bez piekielnych czarów. Bez straszenia.
Belzebub myślał, że trafił los na loterii, kiedy starsza pani, wyciągała go z szamba – dosłownie – ale nie. Musiał trafić na zatwardziałą dewotkę, której nawet imię księcia piekieł nie było straszne.
Kot westchnął. Świat schodził na psy, a ludzie już niczego się nie bali. Nic nie szanowali.
Pozostało mu jeszcze trzysta pięćdziesiąt dwa dni, a potem ten stary babsztyl zobaczy co to sarenina, bo będzie karmiona nią do końca świata.
– Tak – mruknął zadowolony i zasnął. – Tak zrobię.
Hej, a go Lucek wykiwał;). A kto wie może, się jeszcze Belzebubkowi spodoba i zostanie z Halinką:). "przyglądał się zawartości miseczki. Zielone kuleczki i pomarańczowe paseczki" – trochę jak początek piosenki dla dzieci. "-Tak – mruknął zadowolony i zasnął. – Tak zrobię." A może? " – Tak – mruknął zadowolony. – Tak zrobię. I zasnął". Pozdrawiam cichy dyżurny:)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Ubrała płaszcz i buty.
W co je ubrała? We wstążki? W kokardki? A może w bombki i łańcuch jak choinkę?
W sumnie taki płaszcz w łańcuchach i buty w lampkach – to by mogło być ciekawe.
Szorciak poza drobnymi zacięciami (jak powyższe) czytało się dość dobrze, ale miałem wrażenie, że to część jakiejś większej historii, której nie jestem świadom.
Niestety niczym mnie to nie zaskoczyło, nie dało żadnych pytań, nie otworzyło żadnych przemyśleń – słowem, przeszło bez echa. Ale to może tylko kwestia odbiorcy.
Pozdrawiam serdecznie.
ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, indioto Ty, nadal chyba nie rozumiesz
Hej, przyjemnie i szybko się czytało . Zderzenie sacrum z profanum zawsze działa. Taka mała ciekawostka: w jednym z uniwersów, które piszę, również występuje Belzebub, aczkolwiek u mnie jest on słodkim, zmutowanym psiakiem.
– Saernina? Co to w ogóle jest, ta sarenina.
czeski błąd
Sympatyczne opowiadanie 
Bardzo przyjemne opowiadanie. Myślę, że ten fragment:
Belzebub myślał, że trafił los na loterii, kiedy starsza pani, wyciągała go z szamba – dosłownie – ale nie. Musiał trafić na zatwardziałą dewotkę, której nawet imię księcia piekieł nie było straszne.
Kot westchnął. Świat schodził na psy, a ludzie już niczego się nie bali. Nic nie szanowali.
Można byłoby jeszcze trochę rozwinąć, żeby pokazać dłuższą refleksję demona nad ludzkością i zakończyć krótkim podsumowaniem planowanych mąk cielesnych na właścicielce. Czasem jak patrzę na swojego kota, wydaje mi się że miałby dużo do powiedzenia na temat tego co robimy z naszym życiem. Dzięki za tą historię i pozdrawiam!
Moje uszanowanie!
Super szort, zgrabny i z pomysłem, może prostym, ale jednak niewątpliwie klimatotwórczym. Poczułem się trochę jakbym czytał urywek z “Mistrza i Małgorzaty”, albo był świadkiem paranormalnego życia kamienic przedwojennej Warszawy. Swoją drogą, dlaczego to zawsze z kotów robią czarne charaktery (tudzież literalnych diabłów), a z psów wierne, święte duszyczki? Moim skromnym zdaniem winno być na odwrót, i opinię tę wyprowadzam z pozycji czysto obiektywnych, mimo, iż, przyznaję, jestem kociarzem.
??? BO CZY KIEDYKOLWIEK JAKIŚ KOT ZAGRYZŁ CZŁOWIEKA ???
No właśnie…
Pozdrawiam serdecznie!!!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Niby prosta historyjka, a jednak mnie wciągnęła… Oj, Halynaa, moja „kochana” teściowa.
https://www.wattpad.com/user/Pankovski
Witaj. :)
Sugestie oraz wątpliwości co do technikaliów (zawsze – tylko do przeanalizowania):
Zielone kuleczki i pomarańczowe paseczki (albo tu też przecinek, rozpoczynający wtrącenie, albo kolejny usunąć?) pływające w brązowej ciapie, wyglądały bardzo intrygująco.
Skoro to wołania, może dać wykrzykniki?:
– Halynaaa… – zawołał, (zbędny przecinek?) za postacią w długim żakiecie i pończochach. – A co ty mi tu dałaś?
– Jedzenie – zawoła z pokoju kobieta, szukając w szafie spódnicy.
Halina sięgnęła, niecierpliwie po puszkę. – zbędny przecinek?
Co to w ogóle jest, ta sarenina. – czy to nie pytanie?
– Poczytaj sobie (przecinek?) to się dowiesz.
– Wybij sobie z głowy, że będę to jadł i jeszcze czytał – powiedział oburzony. – powtórzenie?
– Zostawię ci (przecinek?) jakbyś zgłodniał.
Po jaką cholerę, założył się z Nim, o to, że Belzebub nie wytrzyma roku na ziemi pod postacią kota. – czy to nie zdanie pytające?; zaimek osobowy „nim” – małą?; dwa pierwsze przecinki zbędne?
Belzebub myślał, że trafił los na loterii, kiedy starsza pani, (zbędny przecinek?) wyciągała go z szamba – dosłownie – ale nie. Musiał trafić na zatwardziałą dewotkę, której nawet imię księcia piekieł nie było straszne. – powtórzenie?
Pozostało mu jeszcze trzysta pięćdziesiąt dwa dni, a potem ten stary babsztyl zobaczy (przecinek?) co to sarenina, bo będzie karmiona nią do końca świata.
Oj, Kochana, zrobiłaś mi dzień tym szorcikiem! Koty uwielbiam, a ten pomysł, z tym kocim bohaterem, jego prawdziwym obliczem oraz z kapryśnym usposobieniem i złośliwym knowaniem zemsty, bardzo przypadł mi do gustu! :) Dosłownie moja wyobraźnia kipi, bo zobaczyłam jej oczami TEGO obrażonego kota! :) Humor naprawdę przedni. :)
Klik podwójny (do Biblioteki i do Piórka) – niech tu może zajrzy jeszcze Ktoś bardziej obeznany z tak pomysłowymi szortami, a nuż i Jemu się spodoba (czego serdecznie Ci życzę)? :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. ;)
Pecunia non olet