- Opowiadanie: Bartkowski.robert - Do pingwina samobójcy

Do pingwina samobójcy

Witam Was w te skute antarktycznym lodem popołudnie! Uważajcie jak chodzicie!

 

Mimo, że wiersz ten planowałem już od jakiegoś czasu, to przyznam, bieżąca aura trochę moją prace natchnęła. Co do samej treści, to, kto z Was siedzi na socialach, ten pewnie kojarzy  przedstawioną przeze mnie w sposób liryczny sytuację. Pingwin samobójca stał się w ostatnich dniach viralowy (mimo, iż czyn swój popełnił prawie dwie dekady temu!!!), zaś tworzone z nim edity fascynują i skłaniają do refleksji. I to głównie moich rówieśników! 

 

A zatem, smacznego! Czekam na Wasze opinie! 

Dyżurni:

brak

Oceny

Do pingwina samobójcy

Tkwimy na skałach, szczękamy zębami,

My, naukowcy na pewność skazani.

Badań, szacunków i reguł zwojami

Świat ten mierzymy.

Fenomen, błąd nam procesu nie splami,

Wszystko zliczymy.

 

Patrzymy czule więc, z tryumfem cichym

Forując ptakom, mrozem w stado zbitym.

Pingwin nie głupi, biologii jest miłym,

Co go dozbraja.

Ptaków orężem na lądzie straszliwym

Instynkt i zgraja.

 

Ty wtem kręcisz się, robisz zamieszanie,

Braci twych skrzeki znaczą skołowanie.

Rwiesz się z ram stada i gnasz na złamanie

Piór swych dwubarwnych.

Rzucasz kolonię, ścisk, pingwinowanie,

I byt normalnych.

 

Czemu tragicznie i coraz zajadlej

Pędzisz w śnieg, do gór, co są sto mil dalej?

Badacza pewny głos słyszę z mej prawej;

Tak się już zdarza.

Mózg ptaka w sidłach choroby jest strasznej,

Na śmierć naraża.

 

Kolejnego z lewej nosi mądralę;

Gada – splątanie, anemia, robale,

Choćby go kto cofnął przez serca żale,

Wróci, wznowi bieg.

Czysta nauka, w błahości kawale,

Dla niej jesteś ściek.

 

Nie wiem, nielocie, czy góry zdobyłeś,

Lecz, po śmierć swą idąc, naprawdę żyłeś.

Może przykład twój natchnie myśli czyjeś,

Da coś wielkiego?

Bo stópką błoniastą, życia dotknąłeś,

Chyba wiecznego.

 

Powyższy kadr, a także sama sytuacja będąca inspiracją, pochodzą z filmu dokumentalnego “Spotkania na krańcach świata” z roku 2007 w reżyserii Wernera Herzoga. 

Koniec

Komentarze

Czołem! 

O rytmie i sylabach to niech się wypowie ktoś mądrzejszy, w mojej ocenie dobrałeś odpowiednie dla klimatu, który chcesz nadać.

Ty wtem kręcisz się, robisz zamieszanie,

Tu mi zgrzyta, może jednak “się kręcisz”? Jednak “się” na końcu zdania podrzędnego zawsze wygląda źle.

 

Nie do końca łapię refleksję, którą nam dajesz, ponieważ mam wrażenie, że każda zwrotka, a nawet część wersów mają swoje osobne przemyślenie. Ale może tak miało być? W końcu podróż w pustkę to tyle pytań. Na pewno wyszło Ci oddanie prostego heroizmu, który towarzyszył całemu temu nagraniu.

 

Oczywiście czytane w głowie tym pięknym, zarówno majestatycznym, jak i lekko niepokojącym głosem :). Nawet nie wiedziałem, że ten filmik teraz odżył, ale bardzo dobrze!

 

Wpasowałeś się w klimat.

 

Pozdrawiam!

Beeeecki dziękuje bardzo za odwiedziny i pierwszy komentarz!!!heartheartheart

 

O rytmie i sylabach to niech się wypowie ktoś mądrzejszy, w mojej ocenie dobrałeś odpowiednie dla klimatu, który chcesz nadać.

O, to, to! Wyczekuję brutalnej analizy od jakiegoś fachury lub fachurki;) Co do do rymów (no i układu wersów) to jest to tzw. strofa Burnsa, którą ostatnio bardzo lubię. Wychodzi, mam wrażenie, jakoś tak moralizatorsko, średniowiecznie haha.

 

Tu mi zgrzyta, może jednak “się kręcisz”? Jednak “się” na końcu zdania podrzędnego zawsze wygląda źle.

Pamiętam że miałem z tym miejscem problem, jednak tak, jak jest teraz, pozostanie. Kwestia wizji! (i gustu autora)

 

Nie do końca łapię refleksję, którą nam dajesz, ponieważ mam wrażenie, że każda zwrotka, a nawet część wersów mają swoje osobne przemyślenie. Ale może tak miało być?

Cóż, poniekąd tak jest. Lubię sobie wiersz zaplanować, zwłaszcza pod względem zawartości strof, głównie przez ograniczone za ich sprawę miejsce. Jeśli nie wyszło klarownie, to szkoda, ale w założeniu miało być tak;

 

Strofa 1 – Motywem jest zerojedynkowość i surowość nauki. Pod jej władzą wszystko musi być wyjaśnione, a na każde pytanie trzeba znaleźć odpowiedź.

Strofa 2 – Wprowadzenie w polarny anturaż wiersza oraz wskazanie uporządkowanych zwyczajów pingwinów jako swoistego zwycięstwa nauki, odbicie biologicznej teorii w praktyce.

Strofa 3 – Fragment czysto fabularny, ale można się pobawić w motywy wyłamania z ram, nagłego buntu, czy też w ogóle nonkonformizmu. 

Strofa 4 – Też niby czysto fabularnie, ale pojawia się element anomalii i natychmiastowej reakcji nauki, która “czuję się” zagrożona i z miejsca podaje odpowiedź.

Strofa 5 – Tutaj chciałem podkreślić, jak okrutny jest materializm (w znaczeniu filozoficznym), który w tym przypadku za sprawą nauki spłaszcza wszystko właśnie do praw i dziejów materii, poniekąd okradając żywych z godności poprzez negowanie spraw wyższych. 

Strofa 6 – Tutaj, już można pisać elaborat. Ale tak w skrócie, i cytując klasyka – celem życia nie jest przeżycie:D

 

Na pewno wyszło Ci oddanie prostego heroizmu, który towarzyszył całemu temu nagraniu.

Bardzo dziękuję!

 

Oczywiście czytane w głowie tym pięknym, zarówno majestatycznym, jak i lekko niepokojącym głosem :).

Oj tak. I ten, chciałoby się rzec, staropruski akcent:D

 

Nawet nie wiedziałem, że ten filmik teraz odżył, ale bardzo dobrze!

Niesamowite, prawda? Ale, jak to mówią, w internecie nic nie ginie. I chwała mu za to! Możem jestem niepopoprawnym neoromantykiem, ale ten fragment naprawdę mnie zachwyca. Takie małe zwierzę, taki impakt…

 

Wpasowałeś się w klimat.

 

Jeszcze raz dziękuję!!! Również pozdrawiamheart

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Co do do rymów (no i układu wersów) to jest to tzw. strofa Burnsa, którą ostatnio bardzo lubię. Wychodzi, mam wrażenie, jakoś tak moralizatorsko, średniowiecznie haha.

Nieźle prezentuje refleksję dzięki krótszym wersom.

staropruski akcent:D

heart

Cóż, poniekąd tak jest. Lubię sobie wiersz zaplanować, zwłaszcza pod względem zawartości strof, głównie przez ograniczone za ich sprawę miejsce. Jeśli nie wyszło klarownie, to szkoda, ale w założeniu miało być tak;

 

Strofa 1 – Motywem jest zerojedynkowość i surowość nauki. Pod jej władzą wszystko musi być wyjaśnione, a na każde pytanie trzeba znaleźć odpowiedź.

Strofa 2 – Wprowadzenie w polarny anturaż wiersza oraz wskazanie uporządkowanych zwyczajów pingwinów jako swoistego zwycięstwa nauki, odbicie biologicznej teorii w praktyce.

Strofa 3 – Fragment czysto fabularny, ale można się pobawić w motywy wyłamania z ram, nagłego buntu, czy też w ogóle nonkonformizmu. 

Strofa 4 – Też niby czysto fabularnie, ale pojawia się element anomalii i natychmiastowej reakcji nauki, która “czuję się” zagrożona i z miejsca podaje odpowiedź.

Strofa 5 – Tutaj chciałem podkreślić, jak okrutny jest materializm (w znaczeniu filozoficznym), który w tym przypadku za sprawą nauki spłaszcza wszystko właśnie do praw i dziejów materii, poniekąd okradając żywych z godności poprzez negowanie spraw wyższych. 

Strofa 6 – Tutaj, już można pisać elaborat. Ale tak w skrócie, i cytując klasyka – celem życia nie jest przeżycie:D

To tak – faktycznie, efekt się udał. Nie mam przekonania do tego, że motyw krytyki nauki to pojawia się, to znika, troszeczkę mnie to wybijało, czy chcesz głównie o tym, czy raczej o heroizmie, życiu, przeżyciu, symbolu. Niemniej, powiodło się przekazanie tych myśli, a każdy może wyłowić swoją myśl.

 

A to wszystko przez pingwina, który postanowił sobie pobiegać laugh

Nieźle prezentuje refleksję dzięki krótszym wersom.

Też tak myślę!

 

. Nie mam przekonania do tego, że motyw krytyki nauki to pojawia się, to znika, troszeczkę mnie to wybijało, czy chcesz głównie o tym, czy raczej o heroizmie

Coś w tym jest, obmyśliłem sobie podmiot liryczny jako naukowca, który pod wpływem pingwina zaczyna kwestionować dotychczasowy światopogląd, buntuje się wewnętrznie przeciwko nauce i własnym kolegom z branży. 

 

Niemniej, powiodło się przekazanie tych myśli, a każdy może wyłowić swoją myśl.

:DDD

 

A to wszystko przez pingwina, który postanowił sobie pobiegać laugh

W sumie, może i taka była jego intencja? Los samobójczego nielota z dokumentu pozostaje w końcu zagadką…

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Hmmm. Nie przemówiło do mnie. Pewnie głównie dlatego, że nie znam filmiku, o którym wspominasz. Jeszcze zjeżyło mnie to:

My, naukowcy na pewność skazani.

No, dla mnie brzmi jak oksymoron.

Babska logika rządzi!

Hmmm. Nie przemówiło do mnie.

:((( 

 

Pewnie głównie dlatego, że nie znam filmiku, o którym wspominasz. Jeszcze zjeżyło mnie to:

https://youtu.be/JxI8D1IN5eI?si=D-EDmXUBaE1VenBT

 

Proszę bardzo, jeden z editów!

 

No, dla mnie brzmi jak oksymoron.

Czy ja wiem? Nauka dąży do pewności, toteż naukowiec jest na nią skazany, a dokładniej skazany na jej wypracowywanie. 

 

Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

A to nie jest nieustanne testowanie hipotez? Z założeniem, że łatwo hipotezę obalić, ale cholernie trudno udowodnić, że jest prawdziwa?

Babska logika rządzi!

To wszystko o czym mówisz, zmierza do stanu pewności;)

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Hmmm. Ja, może idealistycznie, postrzegam to jako nieustanną gotowość do zmiany, z “wiem, że nic nie wiem” gdzieś na spodzie.

Babska logika rządzi!

Cześć, Robercie!

O, to, to! Wyczekuję brutalnej analizy od jakiegoś fachury lub fachurki;) Co do do rymów (no i układu wersów) to jest to tzw. strofa Burnsa, którą ostatnio bardzo lubię. Wychodzi, mam wrażenie, jakoś tak moralizatorsko, średniowiecznie haha.

Ślimak przybywa na wezwanie! Tak, niewątpliwie jest to strofa Burnsa. Najpierw jednak parę słów o tematyce.

Otóż to świetnie, że Twoja wrażliwość artystyczna pozwoliła Ci zwrócić uwagę na tę historię z pingwinem i postarać się ją wykorzystać. To doskonały podkład do opowiedzenia o tym, że istotne znaczenie sceny dla świadomego odbiorcy wykracza poza jej materialistyczny opis, tak jak Tatry są czymś więcej niż zwałem wapieni i granodiorytów. Tego dotyczy zwłaszcza ostatnia zwrotka, która w mojej opinii wyszła dość dobrze. Jednak istotna treść reszty wiersza to oskarżenie rzucone przeciw nauce i naukowcom: o kwestionowanie indywidualności i godności jednostki (“dla niej jesteś ściek”), o przyjmowanie dogmatów zamiast weryfikowania hipotez (“na pewność skazani”), o oszukiwanie laików. Nawet nie mam ochoty wypowiadać się o tym w sensie merytorycznym i moralnym, ale moim zdaniem to się nie broni także artystycznie: pingwin nie dźwiga tego tematu, powstaje wrażenie, że podmiot liryczny nie przejął się naprawdę jego losem, lecz wykorzystał go jako pretekst do wylania jakichś absurdalnych żalów. Romantyczna forma, w obrębie której kwestionowanie naukowego poznania świata jest utartą pozą, trochę łagodzi to ostrze, ale tylko trochę. Zwróć uwagę dla porównania, z jaką ostrożnością pisał na podobny temat Mickiewicz:

– …dziewczyna duby smalone bredzi,

a gmin rozumowi bluźni.

– Dziewczyna czuje – odpowiadam skromnie –

a gawiedź wierzy głęboko.

Czucie i wiara silniej mówią do mnie

niż mędrca szkiełko i oko.

Który wypada lepiej i wiarygodniej – ten, co staje w obronie, czy ten, co napada?

 

Teraz w sprawie formy. Strofa Burnsa rzeczywiście nadaje bardzo ładny, staroświecki sznyt i ten efekt wyraźnie osiągnąłeś. Jednocześnie niestety powstało wiele różnych zgrzytów, których trudno uniknąć przy tak kunsztownej konstrukcji. Będę chciał zwrócić uwagę na rymy, rytm, stylistykę, dobór słów. Spójrzmy najpierw, z jaką pieczołowitością tłumaczył Burnsa Barańczak:

Ja sam nie wątpię, że żyjesz z kradzieży;

I cóż? Chudzinie też się coś należy:

Porwać ze stogu kłosek? Bądźmy szczerzy –

Żadna to zbrodnia:

Zostanie dość, bym miał bochenek świeży

Na stole co dnia.

U Ciebie rymy nie są tak zróżnicowane i nienaganne. Wiele jest gramatycznych (“zębami – zwojami”, “mierzymy – zliczymy”, te wszystkie na “-anie”…), inne bardzo niedokładne (np. “prawej – strasznej”; “dotknąłeś” nie rymuje się tu w ogóle). W polszczyźnie trudno o dobry rym poczwórny: kiedy nie jestem bardzo zdeterminowany, żeby to sklecić, zwykle lepiej zrobię, rozbijając go na dwie pary.

Co do rytmu, ewidentnie masz świadomość, że w przyjętej przez Ciebie konstrukcji dłuższe wersy żądają postaci 5+6, krótsze 5, z rymami żeńskimi. Polski jedenastozgłoskowiec 5+6 jest dość elastyczny: dopuszcza przeskoczenie przerwy średniówkowej, o ile na czwartą sylabę pada silny akcent, może też dopuszczać (choć to bardziej kontrowersyjne) męski akcent przedśredniówkowy, o ile z kolei przerwa jest bardzo silna, retoryczna. Lepiej jednak z tym nie przesadzać, nie wszystko, co ma jedenaście zgłosek, pasuje do toku 5+6. A tutaj w tekście…

Patrzymy więc czule, z tryumfem cichym

To jest 6+5. “Patrzymy czule więc”.

Ty wtem kręcisz się, robisz zamieszanie,

“Ty wtem się kręcisz” byłoby czystsze, ale można zostawić to obciążenie toku, jeśli Ci na nim zależy.

Pędzisz w śnieg, do gór, co są sto mil dalej?

Znów dość wyraźne obciążenie toku przed średniówką, bo przecież akcentuje się “do gór”, nie “do gór”. Jednak nie jestem pewien, czy “w góry” byłoby zmianą na lepsze.

Kolejnego z lewej nosi mądralę;

To jest 6+5. Z kolei słyszę po lewej mądralę

Choćby go kto cofnął, przez serca żale,

“Choćby go cofnął kto”…

Wróci, wznowi bieg.

A tutaj nagle męski rym. Jeżeli już trzeba go wsadzić w określone metrum, skraca się taki wers o sylabę, żeby zachować położenie ostatniego akcentu (a więc 5 podmienia się na 4m, nie na 5m). Tu jednak można choćby tak (abstrahując od wątpliwego sensu):

Wróci, bieg wznowi.

Czysta nauka nie stawia się wcale

Złemu losowi.

Lecz, po śmierć swą idąc, naprawdę żyłeś.

“Lecz po śmierć idąc swą”… – Albo dać “Lecz po swą śmierć” i wtedy bardzo silny akcent na czwartej sylabie pozwala przeskoczyć średniówkę.

Może przykład twój natchnie myśli czyjeś,

Tutaj obciążenie toku przed średniówką jest kompletnie niepotrzebne, “może twój przykład” to i tak naturalniejsza składnia.

Bo stópką błoniastą, życia dotknąłeś,

To jest 6+5, a stópka pingwina budzi we mnie nieokreślony lęk egzystencjalny. “Bo życia płetwą błoniastą dotknąłeś”.

 

Dalej: pomieszanie warstw języka bardzo źle wpływa na styl, czasem tylko udaje się w satyrze, ale i to wymaga dużej zręczności. Tutaj przeważa język wzniosły (“z tryumfem cichym”, “w sidłach choroby”, “lecz, po śmierć idąc swą, naprawdę żyłeś” i wiele innych), ale wkradły się przypadkowe zwroty potoczne, jak “pingwinowanie” czy “nosi mądralę”. W tak krótkim utworze wydaje mi się to rażące; warto byłoby to wyrugować, a w zamian może postarać się sięgnąć po zwroty właściwe dla stylu naukowego.

Dodatkowym, a może poważniejszym problemem jest parę wyrażeń niezrozumiałych lub użytych błędnie:

Badań, szacunków i reguł zwojami,

Świat ten mierzymy.

Ależ zwój nie służy do mierzenia, to bardzo niezręczna metafora…

Fenomen, błąd nam procesu nie splami,

Może raczej “wyniku”, to chyba lepiej oddaje sens myśli?

Forując ptakom

“Forować” znaczy “zapewniać komu niesprawiedliwą przewagę” (lub, mocno archaicznie, “wypędzać kogo”) i w ogóle nie łączy się z celownikiem.

Pingwin nie głupi, biologii jest miłym,

Może lepiej “naturze”, personifikowanie biologii wypada tu cokolwiek ekscentrycznie.

Braci twych skrzeki znaczą skołowanie.

Błędna konstrukcja, nie można powiedzieć “krzyk znaczy ból” w sensie “świadczy o bólu”.

Mózg ptaka w sidłach choroby jest strasznej,

Na śmierć naraża.

Nieszczęśliwe wyrażenie, jak już, to przecież choroba naraża go na śmierć, a nie mózg.

Gada – splątanie, anemia, robale,

Może dałbym dwukropek przed myślnikiem, żeby nikt się nie zastanawiał, skąd tu nagle jakiś gad, a może lepiej w ogóle to zmodyfikować.

Czysta nauka, w błahości kawale,

Nijak nie mogę wymyślić, skąd tu jakiś “kawał błahości” i do czego ma się odnosić.

 

Na koniec parę drobiazgów interpunkcyjnych:

Badań, szacunków i reguł zwojami,

Świat ten mierzymy.

Ptaków orężem na lądzie straszliwym,

Instynkt i zgraja.

Mierzymy świat (czym?) zwojami reguł. Instynkt i zgraja [są] (czym?) orężem ptaków. Nie oddzielamy przecinkiem grupy orzeczenia od grupy dopełnienia, również w inwersji.

gnasz na złamanie,

Piór swych dwubarwnych.

A tutaj to zwykła przydawka rzeczowna: nie powiesz chyba, że “Józio gnał na złamanie karku” też podzieliłbyś przecinkiem? Swoboda przestankowania w wierszach może być ogółem trochę większa, ale granica wersu nic nie zmienia w regułach interpunkcji.

 

Reasumując, pod pewnymi względami ambitna i ciekawa próba, ale moim skromnym zdaniem jej braki bardzo rzucają się w oczy. Mam nadzieję, że udało mi się dokonać rzetelnej analizy, z której można będzie odnieść jakiś pożytek.

Pozdrawiam,

Ślimak Zagłady

Finkla 

 

Masz na pewno słuszność, ale owe zmiane nie mogą w tym układzie trwać wiecznie. Ja zmiany w nauce widzę jako doskonalenie, właśnie dla uzyskania pewności, a nie dla zmian samych w sobie.

 

Ślimak Zagłady

 

Cześć! Dziękuje bardzo za odwiedziny i komentarz! heart

 

To doskonały podkład do opowiedzenia o tym, że istotne znaczenie sceny dla świadomego odbiorcy wykracza poza jej materialistyczny opis, tak jak Tatry są czymś więcej niż zwałem wapieni i granodiorytów.

Niezwykle trafnie zinterpretowałeś moje motywy!

 

Jednak istotna treść reszty wiersza to oskarżenie rzucone przeciw nauce i naukowcom: o kwestionowanie indywidualności i godności jednostki (“dla niej jesteś ściek”), o przyjmowanie dogmatów zamiast weryfikowania hipotez (“na pewność skazani”), o oszukiwanie laików.

To prawda, ale spokojnie, z moimi poglądami nie trzeba się zgadzać. Ba, taki stan byłby wręcz dla mnie nienaturalny! 

 

, że podmiot liryczny nie przejął się naprawdę jego losem, lecz wykorzystał go jako pretekst do wylania jakichś absurdalnych żalów.

Może masz rację, wyszło zbyt dosadnie, i przez to podmiot liryczny słabo mi się ukształtował. O jego przemianie, którą miałem z tyłu głowy, nie wspominając – po prostu jej nie widać. 

 

– …dziewczyna duby smalone bredzi,

a gmin rozumowi bluźni.

– Dziewczyna czuje – odpowiadam skromnie –

a gawiedź wierzy głęboko.

Czucie i wiara silniej mówią do mnie

niż mędrca szkiełko i oko.

Oj, do mocnej konfrontacji mnie wystawiłeś. Chyba się przed wieszczem nie obronię:DDD Zwłaszcza, że jest w mojej absolutnej topce poetów (wiem, bardzo oryginalnie). 

 

Który wypada lepiej i wiarygodniej – ten, co staje w obronie, czy ten, co napada?

Hmm, potężne pytanie, wręcz pytanie pierwotne, podyskutowałbym, ale z marszu odpowiem, że to co się broni. Wynika tak chyba już z ludzkiej natury. Ale swoje pozycje określiłbym bardziej jako kontratakcool

 

Wiele jest gramatycznych (“zębami – zwojami”, “mierzymy – zliczymy”, te wszystkie na “-anie”…), inne bardzo niedokładne (np. “prawej – strasznej”

Możne takie stosować, czy jest to błąd?

 

“dotknąłeś” nie rymuje się tu w ogóle).

To pewne, czy po prostu źle brzmi? Jeśli to pierwsze, to będę musiał jakoś to poprawić.

 

“Patrzymy czule więc”.

Czyli zmienić na tę wersję?

 

Znów dość wyraźne obciążenie toku przed średniówką, bo przecież akcentuje się “do gór”, nie “do gór”. Jednak nie jestem pewien, czy “w góry” byłoby zmianą na lepsze.

To jest ciekawa sprawa! Chciałem dać “w góry” ale uznałem, że może przed odbiorcą wyglądać to tak, jakby akcja działa się w górach, i pingwin już przez owe góry szedł. Tym “do gór” chciałem podkreślić celowość jego marszu, a także nieosiągalność celu.

 

To jest 6+5. Z kolei słyszę po lewej mądralę

Cóż, tego już nie będe zmieniał chyba. To “nosi” zbyt mi się tutaj podoba.

 

To jest 6+5, a stópka pingwina budzi we mnie nieokreślony lęk egzystencjalny.

CZEMU?crying

 

“Bo życia płetwą błoniastą dotknąłeś”.

Miałem z tym problemy natury anatomicznej, ale tutaj już wchodzi bezlitosna biologia. Płetwy nie mogą być błoniaste, plus służą ona pingwinowi do pływania (jego przekształcone skrzydła). Co zaś się tyczy marszu, to pingwin chodzi właśnie na stopach. Wiem, dziwnie to brzmi w przypadku ptaka, ale tak mi research powiedział. 

 

ale wkradły się przypadkowe zwroty potoczne, jak “pingwinowanie” czy “nosi mądralę”. W tak krótkim utworze wydaje mi się to rażące; warto byłoby to wyrugować, a w zamian może postarać się sięgnąć po zwroty właściwe dla stylu naukowego.

Cóż, teraz już za późno, plus byłaby to już zbyt duża ingerencja we wiersz. Ale dziękuje bardzo za tę uwagę! W przyszłość będe starał się być wierniejszy zasadzie decorum. 

 

Ależ zwój nie służy do mierzenia, to bardzo niezręczna metafora…

Być może, ale to mierzenie użyłem bardziej w znaczeniu sensu largo, jako określanie/pojmowanie, nie w znaczeniu linijkowym.

 

“Choćby go cofnął kto”…

O, i to zaraz zmienię!

 

Może raczej “wyniku”, to chyba lepiej oddaje sens myśli?

Sam nie wiem… Pomyślę.

 

Lecz, po śmierć swą idąc, naprawdę żyłeś.

“Lecz po śmierć idąc swą”… – Albo dać “Lecz po swą śmierć” i wtedy bardzo silny akcent na czwartej sylabie pozwala przeskoczyć średniówkę.

Może przykład twój natchnie myśli czyjeś,

Tutaj obciążenie toku przed średniówką jest kompletnie niepotrzebne, “może twój przykład” to i tak naturalniejsza składnia.

O, to pominąłem. Zastanowię się, ale moja wersja (mimo zauważaonej ułomności) ma w sobie jakąś, nie wiem, pradawność. Przeczytałem te dwa wersy z Twoją korektą, i jakoś mi nie siadły. Ich chyba nie zmienię, nie wiem, mam nauczkę na przyszłość, by to wszystko bardziej dopracowywać na bieżąco pod kątem technicznym, gdy wiersz tworzę.

 

“Forować” znaczy “zapewniać komu niesprawiedliwą przewagę” (lub, mocno archaicznie, “wypędzać kogo”) i w ogóle nie łączy się z celownikiem.

Na SJP przeczytałem, że to znaczy “popierać”. Cóż, popierać też może być niejasne, może opacznie je zrozumiałem w tym kontekście, jako popieranie obiektywne, dystansowe. 

 

Może lepiej “naturze”, personifikowanie biologii wypada tu cokolwiek ekscentrycznie.

Tu się nie zgodzę. Być “miłym naturze” wypadłoby zbyt ogólnie, a do tego wręcz, w moim odczuciu, błaho. Owa biologia tutaj nie dość, że precyzuje, plasuje sens właśnie w okolicach biologii/anatomii, wskazuje na wiodącą rolą instynktu, to jeszcze podkręca “naukowy” akcent we wierszu. Akcent, który chyba, średnio mi finalnie wyszedł.

 

nie można powiedzieć “krzyk znaczy ból” w sensie “świadczy o bólu”.

Tu mnie zaskoczyłeś:0

 

Mózg ptaka w sidłach choroby jest strasznej,

Na śmierć naraża.

Nieszczęśliwe wyrażenie, jak już, to przecież choroba naraża go na śmierć, a nie mózg.

Choroba psychiczna to nie aura wisząca nad pingiwnem, czy zły duch, tylko zmiany w mózgu, często fizyczne, obserwowalne zmiany w jego budowie, które mogą być permanente. Myślę, że można to naciągnąć (przynajmniej w poezji) i stwierdzić, że mózg naraża ptaka na śmierć. Wiem, jestem bezczelny.

 

Może dałbym dwukropek przed myślnikiem, żeby nikt się nie zastanawiał, skąd tu nagle jakiś gad, a może lepiej w ogóle to zmodyfikować.

To można takie kombinacje tworzyć? Myślałem, że ten myślnik właśnie mi zastąpił dwukropek.

 

Nijak nie mogę wymyślić, skąd tu jakiś “kawał błahości” i do czego ma się odnosić.

Nauka w swych korzeniach jest błaha, stąd ten kawał. Kwestia wizji, it’s a vision thing…angel

 

Na koniec parę drobiazgów interpunkcyjnych:

Badań, szacunków i reguł zwojami,

Świat ten mierzymy.

Ptaków orężem na lądzie straszliwym,

Instynkt i zgraja.

Mierzymy świat (czym?) zwojami reguł. Instynkt i zgraja [są] (czym?) orężem ptaków. Nie oddzielamy przecinkiem grupy orzeczenia od grupy dopełnienia, również w inwersji.

O, już poprawiam! To z piórami też.

 

Mam nadzieję, że udało mi się dokonać rzetelnej analizy, z której można będzie odnieść jakiś pożytek.

Bez wątpienia! Dziękuje Ci bardzo, że poświęciłeś na mnie czas, i zarazem bardzo mi pomogłeś!heartheartheart Do tego komentarza będę wracał w przyszłości, przy kolejnych poetyckich próbach. Dużo nowych zasad mi przedstawiłeś, o których nie miałem nawet pojęcia!

 

Pozdrawiam serdecznie!!!

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Niezwykle trafnie zinterpretowałeś moje motywy!

Dziękuję!

To prawda, ale spokojnie, z moimi poglądami nie trzeba się zgadzać. Ba, taki stan byłby wręcz dla mnie nienaturalny! (…) Ale swoje pozycje określiłbym bardziej jako kontratak

Może powinienem teraz zapytać, dlaczego czujesz się atakowany, ale nie jestem przekonany, czy taka psychologizująca rozmowa nas dokądkolwiek doprowadzi. Napiszę raczej tylko, że sam mocno boję się zmian i nieprzewidywalności, ale tym bardziej staram się doceniać racjonalny ogląd i systematyczne poznanie świata.

O jego przemianie, którą miałem z tyłu głowy, nie wspominając – po prostu jej nie widać.

Jak już wspomniałeś o przemianie, to odgaduję, co masz na myśli, ale rzeczywiście jej nie widać.

Wiele jest gramatycznych (“zębami – zwojami”, “mierzymy – zliczymy”, te wszystkie na “-anie”…), inne bardzo niedokładne (np. “prawej – strasznej”

Możne takie stosować, czy jest to błąd?

To trochę złożone pytanie. Rymy, których współbrzmienie pochodzi wyłącznie z końcówki gramatycznej, są uważane za uchybienie, mogą się trafić pojedyncze w długim poemacie. Takie, w których końcówki też są składniowo takie same, ale współbrzmienie zachodzi na rdzeń, moim zdaniem nie są wadą tekstu, aczkolwiek niektórzy uważają je za mało kunsztowne. Tak czy inaczej nie jest to zagadnienie centralne dla współczesnej poezji polskiej, w której samo rymowanie pojawia się rzadko.

To pewne, czy po prostu źle brzmi? Jeśli to pierwsze, to będę musiał jakoś to poprawić.

Pewne, ponieważ zgodność samogłoski akcentowanej jest warunkiem koniecznym dla zaistnienia rymu.

“Patrzymy czule więc”.

Czyli zmienić na tę wersję?

Tak proponowałem.

Cóż, tego już nie będę zmieniał chyba. To “nosi” zbyt mi się tutaj podoba.

To zawsze Twoja decyzja. Opisałem Ci rodzaje wersów nietypowych (obciążonych) dopuszczalnych w toku 5+6; wers 6+5 nie jest tu nietypowy, lecz obcy (błędny, łamiący rytm). Rozumiem natomiast oczywiście, że jesteś przywiązany do formy swojego utworu i w ogóle gotowe już wiersze przerabia się rzadko, więc udzielam Ci tych wskazówek też bardziej pod kątem przyszłych prób literackich.

Przy okazji: nie wiem, czy zauważyłeś mój komentarz do wersu “Wróci, wznowi bieg”.

Miałem z tym problemy natury anatomicznej, ale tutaj już wchodzi bezlitosna biologia. Płetwy nie mogą być błoniaste, plus służą ona pingwinowi do pływania (jego przekształcone skrzydła). Co zaś się tyczy marszu, to pingwin chodzi właśnie na stopach. Wiem, dziwnie to brzmi w przypadku ptaka, ale tak mi research powiedział.

Przecież jak pływa, to używa tych łapek jako tylnych płetw? Właśnie, może “łapką”. Nawet jeśli “stopa” jest określeniem najpoprawniejszym w sensie zootechnicznym (tego nie wiem, ale zakładam, że Ty sprawdzałeś), to moim zdaniem nie pasuje do języka poetyckiego w kontekście ptaka, a “stópka” jeszcze gorzej. To trudno zobiektywizować, raczej kwestia wyczucia języka.

Cóż, popierać też może być niejasne, może opacznie je zrozumiałem w tym kontekście, jako popieranie obiektywne, dystansowe.

Zaznaczam błąd w przysłówku, nie żeby się czepiać, ale skoro już rozmawiamy o poprawności językowej… Owszem, jest dokładnie odwrotnie, forowanie to popieranie bezpośrednie i nieobiektywne. I jak już wspomniałem, nie wiąże się z celownikiem, foruje się kogoś, a nie komuś.

Być “miłym naturze” wypadłoby zbyt ogólnie, a do tego wręcz, w moim odczuciu, błaho. Owa biologia tutaj nie dość, że precyzuje, plasuje sens właśnie w okolicach biologii/anatomii, wskazuje na wiodącą rolą instynktu, to jeszcze podkręca “naukowy” akcent we wierszu.

Może i racja, nie upieram się przy tym.

Choroba psychiczna to nie aura wisząca nad pingwinem, czy zły duch, tylko zmiany w mózgu, często fizyczne, obserwowalne zmiany w jego budowie, które mogą być permanentne. Myślę, że można to naciągnąć (przynajmniej w poezji) i stwierdzić, że mózg naraża ptaka na śmierć. Wiem, jestem bezczelny.

Trochę tak, bo w żaden sposób nie sugerowałem, jakoby choroba była aurą czy złym duchem. Patrzę na to pod kątem składniowo-logicznym: gdybyś to przepisał prozą “mózg tego ptaka wykazuje zmiany organiczne, naraża na śmierć”, nie mielibyśmy większych wątpliwości, że bez dopisku “co go” zdanie wypada nieszczęśliwie.

To można takie kombinacje tworzyć? Myślałem, że ten myślnik właśnie mi zastąpił dwukropek.

W zapisie dialogów tworzy się je dosyć typowo:

Babcia powiedziała:

– Chodźcie na obiad.

 

Naprawdę się cieszę, że doceniasz mój przegląd, pomimo że część uwag mogła zabrzmieć dość surowo. Ponownie, serdecznie pozdrawiam!

Napiszę raczej tylko, że sam mocno boję się zmian i nieprzewidywalności, ale tym bardziej staram się doceniać racjonalny ogląd i systematyczne poznanie świata.

Masz prawo!

 

To trochę złożone pytanie. Rymy, których współbrzmienie pochodzi wyłącznie z końcówki gramatycznej, są uważane za uchybienie, mogą się trafić pojedyncze w długim poemacie. Takie, w których końcówki też są składniowo takie same, ale współbrzmienie zachodzi na rdzeń, moim zdaniem nie są wadą tekstu, aczkolwiek niektórzy uważają je za mało kunsztowne. Tak czy inaczej nie jest to zagadnienie centralne dla współczesnej poezji polskiej, w której samo rymowanie pojawia się rzadko.

Dziękuje za wyjaśnienie!

 

Pewne, ponieważ zgodność samogłoski akcentowanej jest warunkiem koniecznym dla zaistnienia rymu.

Kurka rurka…

 

“Patrzymy czule więc”.

Czyli zmienić na tę wersję?

Tak proponowałem.

Zaraz tak zrobię!

 

Przy okazji: nie wiem, czy zauważyłeś mój komentarz do wersu “Wróci, wznowi bieg”.

Pominąłem, teraz spostrzegłem. Brzmi faktycznie lepiej, ale to byłaby zbyt duża ingerencja, która dodatkowo zmieniałaby, jak wspomniałeś, wątpliwy sens.

 

Przecież jak pływa, to używa tych łapek jako tylnych płetw? Właśnie, może “łapką”. Nawet jeśli “stopa” jest określeniem najpoprawniejszym w sensie zootechnicznym (tego nie wiem, ale zakładam, że Ty sprawdzałeś), to moim zdaniem nie pasuje do języka poetyckiego w kontekście ptaka, a “stópka” jeszcze gorzej. To trudno zobiektywizować, raczej kwestia wyczucia języka.

Może zmienie na tę łapkę. Ale to już pachnie ssakami:))

 

Zaznaczam błąd w przysłówku, nie żeby się czepiać, ale skoro już rozmawiamy o poprawności językowej…

Jaki błąd? “Opacznie”?

 

gdybyś to przepisał prozą “mózg tego ptaka wykazuje zmiany organiczne, naraża na śmierć”, nie mielibyśmy większych wątpliwości, że bez dopisku “co go” zdanie wypada nieszczęśliwie.

ugh

 

W zapisie dialogów tworzy się je dosyć typowo:

Babcia powiedziała:

– Chodźcie na obiad.

Tak, tak, ale tutaj nie myślałem o dialogu. Bardziej jako takie pauzie, coś jak;

 

Ten to dopiero wariat – pomalował psa na niebiesko. 

 

Naprawdę się cieszę, że doceniasz mój przegląd, pomimo że część uwag mogła zabrzmieć dość surowo. Ponownie, serdecznie pozdrawiam!

Nie ma najmniejszego problemu! Twoje komentarze są dla mnie bardzo edukacyjne, rozwijające. Plus uwielbiam dyskutować. Zamiast pozdrowień więc, czekam na Twoją replikę:D

 

 

 

 

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Zamiast pozdrowień więc, czekam na Twoją replikę:D

Tu już niewiele wymaga repliki, większość wątków chyba zamknęliśmy, ale dzięki!

Jaki błąd? “Opacznie”?

Tak. “Opatrzny” znaczy “ostrożny, dbały, wynikający z opatrzności” (dziś niemal wyłącznie “nieopatrzny”). “Opaczny” to “przeciwny do typowego, pożądanego, właściwego”.

Tak, tak, ale tutaj nie myślałem o dialogu. Bardziej jako takie pauzie, coś jak;

 

Ten to dopiero wariat – pomalował psa na niebiesko.

Jednak w tekście masz wypowiedź niezależną: partia “splątanie, anemia, robale, choćby go cofnął kto przez serca żale, wróci, wznowi bieg” wyraźnie należy do “mądrali z lewej”, a nie do podmiotu lirycznego.

Przy okazji, jak widzisz, nie stawiałbym tu przecinka przed “przez”. W tym przypadku istnieje odrobina swobody autorskiej, ale moim zdaniem “przez serca żale” to zwykły okolicznik przyczyny wiążący się z “cofnął”, niemający cech dopowiedzenia. Zresztą to zdanie ma już sporo przecinków i ten dodatkowy raczej utrudnia odczytanie składni.

Tak. “Opatrzny” znaczy “ostrożny, dbały, wynikający z opatrzności” (dziś niemal wyłącznie “nieopatrzny”). “Opaczny” to “przeciwny do typowego, pożądanego, właściwego”.

No, czyli w tamtym zdaniu użyłem właściwego słowa.

 

Przy okazji, jak widzisz, nie stawiałbym tu przecinka przed “przez”. W tym przypadku istnieje odrobina swobody autorskiej, ale moim zdaniem “przez serca żale” to zwykły okolicznik przyczyny wiążący się z “cofnął”, niemający cech dopowiedzenia. Zresztą to zdanie ma już sporo przecinków i ten dodatkowy raczej utrudnia odczytanie składni.

Faktycznie! Nie wiem, czemu przed tymi żalami wstawiłem przecinek. Dzięki, już poprawiam. 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

W tamtym zdaniu użyłeś słowa “opatrznie” (post z 12:47); cytując je, zaznaczyłem wytłuszczeniem, jak powinno być. Wydawało mi się to jasne, ale pewnie faktycznie mogłem to zrobić jakoś czytelniej.

Faktycznie! To żeśmy się dogadali:DD Nie wiem czy coś mam z głową, ale przysiągłbym, że jak to sprawdziłem po Twojej uwadze widziałem “opacznie”. Dramat… Już lecę poprawić.

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Nowa Fantastyka