Cześć, Robercie!
O, to, to! Wyczekuję brutalnej analizy od jakiegoś fachury lub fachurki;) Co do do rymów (no i układu wersów) to jest to tzw. strofa Burnsa, którą ostatnio bardzo lubię. Wychodzi, mam wrażenie, jakoś tak moralizatorsko, średniowiecznie haha.
Ślimak przybywa na wezwanie! Tak, niewątpliwie jest to strofa Burnsa. Najpierw jednak parę słów o tematyce.
Otóż to świetnie, że Twoja wrażliwość artystyczna pozwoliła Ci zwrócić uwagę na tę historię z pingwinem i postarać się ją wykorzystać. To doskonały podkład do opowiedzenia o tym, że istotne znaczenie sceny dla świadomego odbiorcy wykracza poza jej materialistyczny opis, tak jak Tatry są czymś więcej niż zwałem wapieni i granodiorytów. Tego dotyczy zwłaszcza ostatnia zwrotka, która w mojej opinii wyszła dość dobrze. Jednak istotna treść reszty wiersza to oskarżenie rzucone przeciw nauce i naukowcom: o kwestionowanie indywidualności i godności jednostki (“dla niej jesteś ściek”), o przyjmowanie dogmatów zamiast weryfikowania hipotez (“na pewność skazani”), o oszukiwanie laików. Nawet nie mam ochoty wypowiadać się o tym w sensie merytorycznym i moralnym, ale moim zdaniem to się nie broni także artystycznie: pingwin nie dźwiga tego tematu, powstaje wrażenie, że podmiot liryczny nie przejął się naprawdę jego losem, lecz wykorzystał go jako pretekst do wylania jakichś absurdalnych żalów. Romantyczna forma, w obrębie której kwestionowanie naukowego poznania świata jest utartą pozą, trochę łagodzi to ostrze, ale tylko trochę. Zwróć uwagę dla porównania, z jaką ostrożnością pisał na podobny temat Mickiewicz:
– …dziewczyna duby smalone bredzi,
a gmin rozumowi bluźni.
– Dziewczyna czuje – odpowiadam skromnie –
a gawiedź wierzy głęboko.
Czucie i wiara silniej mówią do mnie
niż mędrca szkiełko i oko.
Który wypada lepiej i wiarygodniej – ten, co staje w obronie, czy ten, co napada?
Teraz w sprawie formy. Strofa Burnsa rzeczywiście nadaje bardzo ładny, staroświecki sznyt i ten efekt wyraźnie osiągnąłeś. Jednocześnie niestety powstało wiele różnych zgrzytów, których trudno uniknąć przy tak kunsztownej konstrukcji. Będę chciał zwrócić uwagę na rymy, rytm, stylistykę, dobór słów. Spójrzmy najpierw, z jaką pieczołowitością tłumaczył Burnsa Barańczak:
Ja sam nie wątpię, że żyjesz z kradzieży;
I cóż? Chudzinie też się coś należy:
Porwać ze stogu kłosek? Bądźmy szczerzy –
Żadna to zbrodnia:
Zostanie dość, bym miał bochenek świeży
Na stole co dnia.
U Ciebie rymy nie są tak zróżnicowane i nienaganne. Wiele jest gramatycznych (“zębami – zwojami”, “mierzymy – zliczymy”, te wszystkie na “-anie”…), inne bardzo niedokładne (np. “prawej – strasznej”; “dotknąłeś” nie rymuje się tu w ogóle). W polszczyźnie trudno o dobry rym poczwórny: kiedy nie jestem bardzo zdeterminowany, żeby to sklecić, zwykle lepiej zrobię, rozbijając go na dwie pary.
Co do rytmu, ewidentnie masz świadomość, że w przyjętej przez Ciebie konstrukcji dłuższe wersy żądają postaci 5+6, krótsze 5, z rymami żeńskimi. Polski jedenastozgłoskowiec 5+6 jest dość elastyczny: dopuszcza przeskoczenie przerwy średniówkowej, o ile na czwartą sylabę pada silny akcent, może też dopuszczać (choć to bardziej kontrowersyjne) męski akcent przedśredniówkowy, o ile z kolei przerwa jest bardzo silna, retoryczna. Lepiej jednak z tym nie przesadzać, nie wszystko, co ma jedenaście zgłosek, pasuje do toku 5+6. A tutaj w tekście…
Patrzymy więc czule, z tryumfem cichym
To jest 6+5. “Patrzymy czule więc”.
Ty wtem kręcisz się, robisz zamieszanie,
“Ty wtem się kręcisz” byłoby czystsze, ale można zostawić to obciążenie toku, jeśli Ci na nim zależy.
Pędzisz w śnieg, do gór, co są sto mil dalej?
Znów dość wyraźne obciążenie toku przed średniówką, bo przecież akcentuje się “do gór”, nie “do gór”. Jednak nie jestem pewien, czy “w góry” byłoby zmianą na lepsze.
Kolejnego z lewej nosi mądralę;
To jest 6+5. Z kolei słyszę po lewej mądralę…
Choćby go kto cofnął, przez serca żale,
“Choćby go cofnął kto”…
Wróci, wznowi bieg.
A tutaj nagle męski rym. Jeżeli już trzeba go wsadzić w określone metrum, skraca się taki wers o sylabę, żeby zachować położenie ostatniego akcentu (a więc 5 podmienia się na 4m, nie na 5m). Tu jednak można choćby tak (abstrahując od wątpliwego sensu):
Wróci, bieg wznowi.
Czysta nauka nie stawia się wcale
Złemu losowi.
Lecz, po śmierć swą idąc, naprawdę żyłeś.
“Lecz po śmierć idąc swą”… – Albo dać “Lecz po swą śmierć” i wtedy bardzo silny akcent na czwartej sylabie pozwala przeskoczyć średniówkę.
Może przykład twój natchnie myśli czyjeś,
Tutaj obciążenie toku przed średniówką jest kompletnie niepotrzebne, “może twój przykład” to i tak naturalniejsza składnia.
Bo stópką błoniastą, życia dotknąłeś,
To jest 6+5, a stópka pingwina budzi we mnie nieokreślony lęk egzystencjalny. “Bo życia płetwą błoniastą dotknąłeś”.
Dalej: pomieszanie warstw języka bardzo źle wpływa na styl, czasem tylko udaje się w satyrze, ale i to wymaga dużej zręczności. Tutaj przeważa język wzniosły (“z tryumfem cichym”, “w sidłach choroby”, “lecz, po śmierć idąc swą, naprawdę żyłeś” i wiele innych), ale wkradły się przypadkowe zwroty potoczne, jak “pingwinowanie” czy “nosi mądralę”. W tak krótkim utworze wydaje mi się to rażące; warto byłoby to wyrugować, a w zamian może postarać się sięgnąć po zwroty właściwe dla stylu naukowego.
Dodatkowym, a może poważniejszym problemem jest parę wyrażeń niezrozumiałych lub użytych błędnie:
Badań, szacunków i reguł zwojami,
Świat ten mierzymy.
Ależ zwój nie służy do mierzenia, to bardzo niezręczna metafora…
Fenomen, błąd nam procesu nie splami,
Może raczej “wyniku”, to chyba lepiej oddaje sens myśli?
Forując ptakom
“Forować” znaczy “zapewniać komu niesprawiedliwą przewagę” (lub, mocno archaicznie, “wypędzać kogo”) i w ogóle nie łączy się z celownikiem.
Pingwin nie głupi, biologii jest miłym,
Może lepiej “naturze”, personifikowanie biologii wypada tu cokolwiek ekscentrycznie.
Braci twych skrzeki znaczą skołowanie.
Błędna konstrukcja, nie można powiedzieć “krzyk znaczy ból” w sensie “świadczy o bólu”.
Mózg ptaka w sidłach choroby jest strasznej,
Na śmierć naraża.
Nieszczęśliwe wyrażenie, jak już, to przecież choroba naraża go na śmierć, a nie mózg.
Gada – splątanie, anemia, robale,
Może dałbym dwukropek przed myślnikiem, żeby nikt się nie zastanawiał, skąd tu nagle jakiś gad, a może lepiej w ogóle to zmodyfikować.
Czysta nauka, w błahości kawale,
Nijak nie mogę wymyślić, skąd tu jakiś “kawał błahości” i do czego ma się odnosić.
Na koniec parę drobiazgów interpunkcyjnych:
Badań, szacunków i reguł zwojami,
Świat ten mierzymy.
Ptaków orężem na lądzie straszliwym,
Instynkt i zgraja.
Mierzymy świat (czym?) zwojami reguł. Instynkt i zgraja [są] (czym?) orężem ptaków. Nie oddzielamy przecinkiem grupy orzeczenia od grupy dopełnienia, również w inwersji.
gnasz na złamanie,
Piór swych dwubarwnych.
A tutaj to zwykła przydawka rzeczowna: nie powiesz chyba, że “Józio gnał na złamanie karku” też podzieliłbyś przecinkiem? Swoboda przestankowania w wierszach może być ogółem trochę większa, ale granica wersu nic nie zmienia w regułach interpunkcji.
Reasumując, pod pewnymi względami ambitna i ciekawa próba, ale moim skromnym zdaniem jej braki bardzo rzucają się w oczy. Mam nadzieję, że udało mi się dokonać rzetelnej analizy, z której można będzie odnieść jakiś pożytek.
Pozdrawiam,
Ślimak Zagłady