- Opowiadanie: JolkaK - Dzień, w którym narrator się zbuntował

Dzień, w którym narrator się zbuntował

Trochę karkołomny eksperyment, ale krótki, to może da się przełknąć. :)

Bardzo jestem ciekawa, co myślicie...

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Dzień, w którym narrator się zbuntował

Ranek był rześki, odświeżające powietrze, jeszcze nieogrzane słońcem, już wibrowało od budzących się pszczół, much i ptasich trelów.

Mało mnie to, jako narratora, obeszło, ale autor chciał zbudować atmosferę. 

Wrzycimłot rozprostował członki, przeciągając się i ziewając, pacnął ogonem kilka razy o ziemię i, jak to krasnolud, przeczesał palcami brodę. Posłuchał chwilę głosu ptactwa, powspominał puszczę i jej leśne koncerty, beknął głośno dla poprawy trawienia, po czym udał się do rzeźni, gdzie czekało na niego parę wężołaków do sprawienia i dzikzwierz do poćwiartowania. 

Wkrótce słoneczko ogrzało wiosenny dzień na tyle, by przysiąść przed chałupą i pogrzać stare kości. Nie słoneczka, lecz rzeźnika, rzecz jasna. Parobek Jasnygwint przyniósł Wrzycimłotowi piwo, od którego od razu poprawił mu się humor. 

– A ty, czego tak stoisz? Robota sama się nie zrobi! – Zerknął na parobka niechętnie. 

– Dzień taki piękny, to chciałem nieco ciepła zaznać, jak wy.

– Kości masz młode, to grzać nie ma po co. Jak będziesz w moim wieku, to będziesz mógł. 

– A ile macie lat? – Jasnygwint nie ruszał się z miejsca. 

– Ze sto trzydzieści wiosen będzie, a może więcej. 

– My, ludzie, tyle nie żyjemy!

– To tym bardziej bierz się za skubanie śpiewonków, bo jeszcze nie zdążysz przed śmiercią, a zostawiać pracę innym to największy grzech! – krzyknął krasnolud kpiąco. 

– Lecę już, lecę. Nie ma co się naśmiewać – burknął Jasnygwint i zniknął. 

Wtedy właśnie dzień zaczął się wydawać idealny. Wrzycimłot przymknął na chwilę oczy, wsłuchał w dźwięki natury i przeraźliwie fałszującego parobka nucącego w rzeźni: „Daj monetę rzeźnikowi, żmijołaka wnet obrobiii, jak posknerzysz wierzbysynie, jad gadziny cię nie minieeee”. 

Zaczęło to w końcu Wrzycimłota denerwować, a Jasnygwinta przeciwnie. Tutaj już stanowczo odmawiam, jako narrator, dalszej oceny stanu psychicznego bohaterów, to ciągłe domniemywanie mnie męczy. Odtąd, czytelniku, podaję tylko fakty. 

Faktem było, że ktoś nadchodził. 

Drogą zbliżał się karczmarz Grogun i jego pomocnica Niezabudka. Wrzycimłot usłyszał, jak kłócą się między sobą i uchylił jedno oko. Nie wiem, czy był zły, czy zawiedziony przerwanym odpoczynkiem. Przecież nie jestem wszechwiedzący. Domyśl się sam, czytelniku. 

Podeszli bliżej i kłótnia razem z nimi. 

– Myślisz, że jak tupniesz kopytkiem, to wszystko będzie po twojemu? Mowy nie ma!

– Grogunie, nie musi być po mojemu, ale musi być porządnie! 

– Wrzycimłot, powiedz jej!

– Co mam powiedzieć? – chciał wiedzieć krasnolud. 

– Że beczek na piwo nie szoruje się zbyt często! 

– To prawda! Potem piwo ługiem jedzie! Pić się nie da!

– Czy wiesz Wrzycimłocie, co on ma na myśli, mówiąc „niezbyt często”?! – krzyknęła Niezabudka i zamachała rękoma w sprawiedliwym oburzeniu. 

– Właściwie to nie… – odburknął Wrzycimłot nierad, bo nie przepadał za faunką, a Groguna lubił i wolał trzymać jego stronę. 

Oczywiście, nikt nie pyta narratora, czyją stronę on chciałby trzymać. Przecież autor by się zmęczył. 

– Raz na pełny cykl natury! Tak nie można! Piwo dolewa się co chwilę, beczki są stare, a niedawno widziałam, karczmarzu, jak ukradkiem wyciągasz martwego szczura z tej przy wejściu. Dlatego chciałam ją wyszorować! Istoty to piją! 

– Szczura? – niedowierzał Wrzycimłot.

– Tak! Szczura! – triumfowała Niezabudka, biorąc się pod boki. 

Grogun rozłożył ręce w geście: „sam widzisz.” 

– Nie wiedziałem, Grogunie, że takie rarytasy u ciebie. Długo się moczył?

– Tydzień. I nie wyciągałem go ukradkiem. To przysmak nad przysmaki!

– A piwo po nim lepsze! – wykrzyknął krasnolud z entuzjazmem. – Masz jeszcze?

– Wylała, jak zobaczyła szczura. Całą beczkę wylała, za stodołą. Nie wiem, kto jej pomógł. 

Ja wiem, ale nie powiem. Podroczę się, a co! 

– Wylała!? – oburzył się krasnolud. – Jak to?! Całe? 

– Całe – westchnął karczmarz. – Szczura zdążyłem schować i uwędzić, ale piwa nie ma. 

Niezabudka straciła na chwilę pewność siebie. Na małą chwilę. 

– Tylko wam piwo w głowie! A beczkę wyszorowałam i teraz czyściuteńka!

– Ługiem jedzie! Taką beczkę zmarnowała, drożdże to już same z siebie tam buzowały, niczego nie trzeba było dodawać, a teraz, co? Na zmarnowanie poszły – powtarzał Grogun. 

Wrzycimłot nie wiedział, co powiedzieć. Ja bym wiedział, (jako narrator), ale autor się po prostu nie wysilił. 

Cholera, obiecałem fakty. 

Niezabudka odwróciła się tyłem do karczmarza, założyła ręce na obfitej piersi i uniosła podbródek. Już nie muszę pisać, co czuła, prawda? Dobry jestem!

Wrzycimłot patrzył chwilę, zniesmaczony, aż w końcu zapytał karczmarza:

– Z tym do mnie szliście?

– Nie – odpowiedział Grogun i westchnął. – To wyszło po drodze. Beczka mi zniknęła i spytałem, czy nic nie widziała, jakiegoś złodzieja, czy co. No i się zaczęło. Do ciebie z czym innym.

– No? – zapytał krasnolud. 

– Sprawę mamy. 

Nie jestem wprawdzie wszechwiedzący, nie wiem nawet dlaczego, ale wiem, że krasnoludy leśne ogoniaste to bardzo wrażliwe są. Wiedzieliście? Nasz Wrzycimłot od razu pomyślał, że żenić się chcą i go na świadka poproszą. Pojęcia nie mam, dlaczego tak pomyślał, ale to krasnolud, wiadomo. Wzruszył się od razu. 

Cholera, miały być tylko fakty. Autor sobie jedzie jak cepem po zbożu. 

– Nie spodziewałem się – rzekł wzruszony (wiem, że już wiemy) Wrzycimłot. 

– Czego? – nie zrozumiał Grogun. – Że przyjdziemy do ciebie, czy że Niezabudka musi do stolicy się udać. 

Ha! Nie spodziewaliście się, co? Ja też nie. 

– W czym problem? – zapytał skołowany nieco krasnolud. – Niech jedzie. 

– Ona chce jechać z Konserwą! Tym przybłędą, co u Jarzębichy mieszka!

– No, to się nie godzi, żeby z takim chłystkiem jechała! 

– No, właśnie!

– Ja tu jestem! – wrzasnęła Niezabudka, odwracając się do dyskutujących przyjaciół. – I zrobię, jak mi się żywnie podoba! 

– A kto mi będzie w karczmie pomagał? – nie wytrzymał Grogun.

– A tu cię boli? Nie moje bezpieczeństwo, tylko brak rąk do pracy! Jeszcześ mi nie podziękował, że ci beczkę wyszorowałam!

– I nie podziękuję! Tyle piwa się zmarnowało! A pójdziesz z Konserwą, to kogo innego do pomocy wezmę!

– A bierz! Pewnie tego tu Młotka weźmiesz, będzie ci piwo wypijał szybciej niż klienci!

– Ten tu Młotek, jak go nazwałeś, z tobą do stolicy pojedzie!

Wrzycimłot chciał się oburzyć, ale nie zdążył. Wkroczyłem i opisałem Niezabudkę. Byłem po prostu szybszy!

Gniew dodał jej rumieńców, pierś unosiła się w sprawiedliwym oburzeniu, warkocze podskakiwały w rytm ruchów głowy. A ja coraz mniej interesowałem się tą sceną. Gdzie tu sens, gdzie dramat? Autor coś napomyka o długiej powieści, ale ja się na to nie pisałem. To miał być szort! Nie tak się umawialiśmy. 

Właśnie dowiedziałem się, że autor to autorka. Można się było tego spodziewać, ale jednak jestem zaskoczony. Oszukano mnie. Zrywam współpracę. Nie będzie żadnych negocjacji. Mam swoją dumę, małą, ale mam. No, dobrze, może pomyślę, ale tylko jeśli będę w przyszłości wszechwiedzący. 

Jakiś zysk musi być. 

Dla porządku. Wrzycimłot pojechał z Niezabudką do stolicy i nic dobrego z tego nie wynikło. Ha!

Koniec

Komentarze

A mi się ten Twój eksperyment bardzo spodobał, Bliźniaczko.

 

Scenka sama w sobie przyjemnie absurdalna, w dodatku okraszona osobliwymi bohaterami. Niemniej, osią króciaka jest garść nieporozumień pomiędzy narratorem i autorem (Autorką, przepraszam!).

 

A to jest zwyczajnie złoto:

Wrzycimłot nie wiedział, co powiedzieć. Ja bym wiedział, (jako narrator), ale autor się po prostu nie wysilił. 

Cóż więcej mogę napisać? Lubię burzenie czwartej ściany, eksperymenty i absurd. A przede wszystkim zawsze chętnie sięgam po Twoje teksty i tym razem również się nie zawiodłem.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Hej JolkaK,

kapitalny kawałek – bardzo fajny i udany eksperyment.

Szort zabawny, świetne imiona bohaterów i dobra historyjka ze szczurem w beczce.

Gratuluję pomysłu i wykonania.

Klikam

rr

Jolu,

napisałaś bardzo solidny tekst właściwie o niczym, co więcej, tak planowałaś. Jak to pięknie nic nie opowiada! A w ogóle pomysł oddzielenia narratora od autorki jest świetny i właściwie czyni go bohaterem. Każdą, najprostszą scenę potrafi ubogacić.

Klikam za nieoczywistość i pozdrawiam!

cezaryx2, biorąc pod uwagę, że mamy bliźniacze gusta… też lubię tą dodatkową ścianę i wiem, że ona tam jest i korci mnie zawsze, żeby ją tknąć, to tutaj sobie zaszalałam :D Dzięki za komentarz i cieszę się, że się podobało! Dzięki za klika!

Robercie, jak miło, że wpadłeś i przeczytałeś! Cieszę się, że eksperyment się udał, zawsze mnie korci, żeby tego narratora też wciągnąć do historii, on taki zaniedbany zwykle jest… :D Super, że jest kliczek! Dziękuję!

Beeeecki, no, tak, to właściwie fabuły wiele nie ma! :D Ze szkoły mi zostało w głowie, że narrator to nie autor a podmiot liryczny… no takie głupoty. :) Wielkie dzięki za klika! Super, że podeszło! Doceniam! :)

 

Pozdrawiam zimowo (ale nie zimno)! 

Cześć JolkaK,

To pierwszy Twój tekst jaki mam przyjemność czytać i muszę przyznać, że zrobił wrażenie. Koncept na narratora jest przemyślanie, powoli wdrażany i osiąga kolejne stopnie absurdu.

Ha! Nie spodziewaliście się, co? Ja też nie. 

– jestem fanem tego momentu, od niego zaczynam wątpić już w jakąkolwiek fabułę tego opowiadania. 

I skłania to do refleksji: ile tu w zasadzie jest bohaterów? I czy może być więcej niż jeden narrator w tekście?

Uwielbiam teksty skłaniające do refleksji. 

Gratuluję i pozdrawiam:-)

Jako czytelnik odmawiam zachowania powagi.

https://www.wattpad.com/user/Pankovski

Hej, Krzesimir I, fajny nick, może zostaniesz kiedyś królem?! :) Bardzo się cieszę, że tekst Ci się spodobał, bardzo ważny jest dla mnie odbiór czytelnika, szczególnie portalowego. W takim potraktowaniu narratora kwestia ilości bohaterów faktycznie jest płynna! Dzięki za podzielenie się opinią!

d.pankowski, jako czytelnik, masz pełne prawo odmawiać, a nawet nie odmawiać! Cieszę się, że rozbawiło! 

Pozdrawiam śnieżnie! 

Fajny ten karkołomny eksperyment. Wielokrotnie zmusił moje kąciki ust do gimnastyki w postaci podniesienia się. 

Ja wiem, ale nie powiem, podroczę się, a co! 

Normalnie włączyłbym tryb smerfa Mądrali i zaproponował rozbicie na dwa zdania, ale Narrator pewnie odpowiedziałby mi taką ripostą, że bym się nie poskładał. :-)

Bardzo przyjemny w odbiorze tekst. Skorzystam z danego mi prawa do udziału w procesie demokratycznym i kliknę do biblioteki. 

Pozdrawiam i postaram się częściej do Ciebie zaglądać, bo najwidoczniej warto. :D

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Humor rzecz indywidualna, ale mnie najbardziej rozbroiło, że w niecałych siedmiu tysiącach znaków udało Ci się przedstawić aż cztery pelnokrwiste postacie, z których każda miala wyrazisty charakter. No, to jest naprawdę imponujące.

Gryzok_Półpospolity, cieszę się, że wpadłeś, naprawdę masz 14 lat? Czy to element fantastyczny? :D 

Super, że podeszło! z tym zdaniem, to masz rację, idę tam zaraz zrobić kropkę. Zapraszam serdecznie do innych moich tekstów! :) Wielkie dzięki za klika! :) Wdzięcznam!

Silver, o, widzisz, o tym nie pomyślałam, że postacie udało się przedstawić przekonująco! Cieszę się!Dzięki! 

Pozdrawiam bardzo mroźnie! :) 

Gryzok_Półpospolity, cieszę się, że wpadłeś, naprawdę masz 14 lat? Czy to element fantastyczny? :D 

Super, że podeszło! z tym zdaniem, to masz rację, idę tam zaraz zrobić kropkę. Zapraszam serdecznie do innych moich tekstów! :) Wielkie dzięki za klika! :) Wdzięcznam!

Silver, o, widzisz, o tym nie pomyślałam, że postacie udało się przedstawić przekonująco! Cieszę się!Dzięki! 

Pozdrawiam bardzo mroźnie! :) 

naprawdę masz 14 lat? Czy to element fantastyczny?

Jakoś tak się stało, że posiadłem umiejętność czytania i pisania, a korzystanie z niej okazało się być całkiem fajne. I tak tu jestem.

:D

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Bo wiesz, wampiry uczą się czytać późno, a pisać jeszcze później, ale takie fauny to chwytają wszystko za dzieciaka!

:D

Coś Ci się ostatnio opowiadania buntują. Jak nie postacie, to narrator… Wszystko w porządku?

Fajnie, że Wrzycimłot wrócił, a do tego spiskuje z narratorem w celu zburzenia trzeciej ściany. 

Bardzo przyjemna lektura.

Różnice między babskimi i chłopskimi punktami widzenia też urocze.

machnął ogonem kilka razy o ziemię

IMO, nie macha się o coś. O coś można walnąć/stuknąć/uderzyć…

Babska logika rządzi!

Fabułę można streścić w kilku zdaniach, ale nie o nią chodzi, przynajmniej nie w tej historii. Jest pretekstem do bardzo śmiesznych dialogów i zabawy postaciami. Samo wyłapywanie easter eggów i skojarzeń jest zajmujące. Piosenka Jasnygwinta/Jasnegogwinta (słowniczek odmiany mile widziany) kapitalna, ciekawe, co Bard Jaskier na to?

Przypomniało mi się opowiadanie konkursowe Ananke, to z wężem i kurą, ale tam łamanie czwartej ściany było mniej wyraźne, a tutaj narrator jest od początku jednym z bohaterów, aczkolwiek funkcjonującym w swojej nad-warstwie. Choć odnoszę wrażenie, że wszechwiedza wcale by mu nie pomogła, ponieważ bohaterowie są tak niesforni, że się wymykają wszelkiej logice. 

Następne poproszę bohaterowie kontra wszechwiedzący narrator (w końcu o to prosił, sam czytałem), który mniej więcej w połowie przekonuje się, że jego wiedza o świecie nadaje się do kosza laugh

machnął ogonem kilka razy o ziemię

IMO, nie macha się o coś. O coś można walnąć/stuknąć/uderzyć…

Świsnąć ma odpowiednią składnię: za WSJP świsnąć kogoś + czym + w co

Ogon to analog bata, więc można nim świsnąć o ziemię, w co będzie wymienne z o co.

Takie jest przynajmniej moje zdanie, ale krasnoludy mogą mieć inne ;)

Paca. Ogonem o ziemię się paca.

Opowiadanko urocze, smakowite drobiazgi konstrukcji świata przedstawionego, oczywiście pomaga świadomość, że należy to do większego uniwersum. Eksperyment z wyodrębnionym narratorem ciekawy, chociaż moim zdaniem wypadłby lepiej, gdyby zasygnalizować go od razu, zamiast potem nagle wtrącać. Przykładowo:

Ranek był rześki, odświeżające powietrze, jeszcze nieogrzane słońcem, już wibrowało od budzących się pszczół, much i ptasich trelów, a ja oczywiście powinienem na to wszystko zwracać uwagę. Nająłeś się na narratora, to opisuj.

Przypominam sobie, że na tvtropes opisują tę technikę fabularną pod hasłem “Lemony Narrator”.

Gratuluję szybkiego trafienia do Biblioteki i pozdrawiam w trybie Ślimaka Nocnego!

Finkla, sama nie wiem, piszę sobie spokojnie, ale w pośpiechu, a bunt pojawia się nagle i niespodziewanie. Najważniejsze, że da się czytać! :) Dzięki za odwiedzin (przechodzę na liczbę pojedynczą). Zaraz zajmę się ogonem, bo faktycznie coś nie styka. 

marzanie, nie odpoczywasz, widzę, że nadrabiasz nieobecność na portalu. Super! Dzięki za komentarz, prośba o dalsze przygody narratora odnotowana, pogadam z nim, zobaczę, co da się zrobić. On jakiś taki fochowaty jest. Z tym ogonem to niełatwa sprawa. :D

Ślimaku, myślisz, że paca? Hm. Pomyślę. Może faktycznie? Twój pomysł z wcześniejszym wtrąceniem, bardzo mi się podoba, zaraz coś tam pogmeram w opku. Lemony Narrator? Ładnie. Mój nie jest ładny… Dzięki za odwiedzin (wprowadzam za Kołaczkowską, “możliw”), cieszę się, że przypadło do gustu! Dlaczego jeszcze nie śpisz? 

Pozdrawiam z krainy zamarzniętej do szpiku kości. 

Hej,

No, ciekawy eksperyment. I to całkiem udany. Uśmiałem się. No to czekamy, może tym razem zbuntuje się pisarz, albo cała książka!

Pozdrawiam i fantomowo klikam!

You cannot petition the Lord with prayer!

“może tym razem zbuntuje się pisarz, albo cała książka!” – Bunt całej książki, to byłby dobry pomysł. Coś jak „Ucieczka z kina Wolność”, tylko w wersji drukowanej. To mogłoby być naprawdę dobre. 

Kto da więcej?

Bunt biblioteki! ;-)

Babska logika rządzi!

albo cała książka!

 

Dobre :) Ktoś próbuje sobie poczytać przed snem, a tu nagle opasłe tomiszcze rzuca się na niedoszłego czytelnika jak pirania! 

Kto da więcej?

Ja dam więcej, chociaż bunt biblioteki to wysoko zawieszona poprzeczka. Proponuję bunt całego papieru, jaki jest na świecie. Papierowa wiosna ludów!

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

No, bunt banknotów, to może być ciekawe…

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka