- Opowiadanie: d.pankovski - Kroniki Eidonu: Korekta (Skok)

Kroniki Eidonu: Korekta (Skok)

Konklawa Zapisu ogłasza nową doktrynę: Korektę Ciągłą. Chaos ma zostać usunięty, sprzeczności wygładzone, a rzeczywistość doprowadzona do jednego, stabilnego wariantu.

W świecie, gdzie magia i technologia są jedynie różnymi językami tej samej siły - Eidonu - każda ingerencja ma swój rachunek. A im dłużej koszt jest ukrywany, tym potężniejsze stają się odsetki Kroniki Eidonu: Korekta to mroczna, wielowątkowa opowieść fantasy, science fiction o władzy nad rzeczywistością, cenie kontroli i granicy, po której przekroczeniu świata nie da się już naprawić - można go tylko opóźnić przed rozpadem

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

maciekzolnowski, Użytkownicy IV

Oceny

Kroniki Eidonu: Korekta (Skok)

Przejście nie było teleportacją. Teleportacja to były bajki dla naiwnych – proste, czyste, natychmiastowe. To, co robił Aeren, nie miało w sobie nic z czystości. To było brutalne dostrojenie. Przemoc wyrządzana własnej tożsamości, by przez chwilę pasowała do innego miejsca.

Stał w sercu tymczasowej enklawy, którą wyhodował w opuszczonej lodowni. Ściany pokryte były jego pismem – nazwami punktów orientacyjnych z Varynth, które już nie istniały, współrzędnymi emocjonalnymi zapachów, zapisem drżenia podłogi, gdy ciężarówki z zaopatrzeniem mijały ulicę trzy piętra wyżej. To była jego kotwica. Punkt startu. Musiał go nazwać, uczynić tak realnym w umyśle, jak tylko potrafił. Szeptał teraz te nazwy, nie słowami, ale serią gardłowych zaślizgów, kliknięć i wydechów, które tworzyły wielowymiarową mapę „tu” i „teraz”.

– Przygotowany? – głos Kaela dobiegał zza jego pleców, stłumiony, jakby przez warstwę wody.

Aeren nie odpowiedział. Nie mógł. Cała jego uwaga skupiała się na drugiej części równania: na celu. Kethryn. Nie widział go oczami. Czuł. Jak rozgrzaną płytę kamienia pod stopami po całym dniu słońca. Jak zapach spalonej oliwy i wilgotnego wapienia. Jak ucisk w skroniach, który zawsze towarzyszył silnym skupiskom emocji – gniewu, nadziei, rozpaczy. Świat runy i krwi oddychał uczuciami, a one zostawiały ślad w Eidonie niczym odcisk palca. Aeren łapał ten ślad i ciągnął ku sobie.

Pierwsza faza: nazwanie. Druga: pozostawienie znaku. Wyciągnął z pochwy na nadgarstku krótki, ostry rylec z białej kości słoniowej – starożytne narzędzie, dziedziczone po poprzednikach. Przyłożył jego czubek do nagiego nadgarstka lewej ręki. Nie było to symboliczne. Było konieczne. Wbił rylec i przeciągnął, ryjąc w skórze prosty znak – nie runę, ale kartograficzny glif oznaczający „punkt wyjścia”. Krew, ciemna i gęsta, sączyła się natychmiast, spływając kroplami na przygotowany wcześniej kawałek czystego, szarego płótna. Ból był ostry, czysty, skupiający. To nie była ofiara dla bogów. To był rachunek. Płacił cząstką siebie, by świat pamiętał, skąd wyszedł. Płótno chłonęło krew, tworząc mokrą, czerwoną plamę. To był jego depozyt. Znak zostawiony po złej stronie.

Trzecia faza: zapłata.

Zamknął oczy. W umyśle scalił obraz kotwicy z wrażeniem celu. Dwie sprzeczne rzeczywistości, każda domagająca się pierwszeństwa. I między nimi – on. Chęć bycia gdzie indziej była momentem największego ryzyka. Jeśli koncentracja zawiodła, jeśli którakolwiek z nazw w umyśle zbladła choć na moment, mógł zostać rozerwany. Nie fizycznie, ale ontologicznie. Jego „ja” mogło rozproszyć się między światami, pozostawiając po sobie jedynie echo bez pamięci.

Poczuł opór. Jakby cała materia wokół niego zgęstniała, stając się lepkim, niewidzialnym syropem. Powietrze w lodowni przestało wchodzić do płuc. Zamiast tego wdychał coś innego – gorący, suchy pył, zapach kurzu i dymu. Słyszał dzwony. Niskie, żałobne uderzenia gdzieś w oddali. To nie były dźwięki Varynth.

Zapłata.

Nagły, rozdzierający skurcz w klatce piersiowej, jakby coś złapało go za serce i ścisnęło. Krztusił się. W ustach pojawił się smak miedzi i soli. Krew. Jego własna, tryskająca z uszkodzonych naczyń pod naporem stresu. Połykał ją, dławiąc się. W tym samym momencie w jego głowie coś się przesunęło. Jak segment układanki, który nagle znika, pozostawiając puste, bolesne miejsce. Nie mógł powiedzieć, co to było. Wspomnienie? Obraz twarzy? Ulotna myśl? Zniknęło. Wypłacone jako pierwsza rata za przejście.

Świat Varynth zgasł. Nie z hukiem, ale z cichym chrupnięciem, jak pękające szkło pod wodą. Zimno lodowni, zapach pleśni i jego własnej krwi na płótnie – wszystko to zostało odcięte. Przestało być.

Lądowanie nie było miłe.

Upadł na twardą, nierówną powierzchnię, zwymiotował strumieniem żółci i krwi. Powietrze, które teraz wciągał chciwie, paliło płuca – było cienkie, ostre, przepełnione pyłem i dymem. Otworzył oczy. Niebo nad nim było koloru popiołu i ochry, bez słońca, ale rozświetlone wewnętrznym, złowrogim blaskiem. Leżał na dachu jakiegoś niskiego budynku z płaskiego, szarego kamienia. Wokół pięły się inne dachy, wieże, potworne, kanciaste struktury przypominające bardziej twierdze niż domy. W oddali, za potężnym, zębatym murem, widać było dymiące słupy – nie z kominów, ale z pożarów.

Kethryn.

Przełyk palił go od wymiocin i krwi. Podniósł się na kolana, plując na kamień czerwoną plwociną. Drżał na całym ciele, jak po długotrwałym ataku febry. Spojrzał na nadgarstek. Znak był wyraźny, ale krew już nie płynęła. Rana wyglądała na tygodniową, choć minęło może dziesięć sekund. Koszt. Część ceny zapłacona ciałem.

A potem uderzyła go dziura.

Nie fizyczna. W pamięci. Stał, patrzył na swoje dłonie, na rylec wciąż zaciśnięty w prawej dłoni, i wiedział, że przed chwilą był w Varynth. Wiedział, że zostawił tam Kaela. Ale gdy próbował przywołać szczegóły – wyraz twarzy Kaela w ostatniej chwili, ostatnie słowa, które wymienili – napotkał tylko mglistą, bezcielesną koncepcję „bycia razem”. Szczegóły wyparowały. Została tylko emocjonalna resztka: ucisk niepokoju, gorzki posmak odpowiedzialności. Ale treść? Treść została w Varynth. Zapłacona.

– Kurwa – wyszeptał ochryple.

To było gorsze niż ból fizyczny. To uczucie okradzenia, amputacji fragmentu własnego życia. I najgorsze było to, co przyszło zaraz potem: chłodna, kartograficzna świadomość, że to nie był jednorazowy koszt. To była zaliczka. Dziura będzie wracać. Będzie go szukać w snach, w chwilach nieuwagi, jak odsetki od moralnego długu, który właśnie zaciągnął, by być tutaj.

Koniec

Komentarze

Niesamowicie mięsiste i wciągające. Pozostała po czytaniu pustka, dziura wyżarta przez łaknienie. 

Warto zaznaczyć wulgaryzmy.

delulu managment

Dziękuję za te kilka krzepiących słów. Wulgaryzmy już oznaczone.

https://www.wattpad.com/user/Pankovski

Pomijając lekką byłozę w kilku miejscach, jest to świetnie napisana scenka. Przeżycia bohatera podczas brutalnego rytuału (?) zostały opisane w sposób naprawdę przemawiający do wyobraźni.

 

Pozdrawiam

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Napisane obrazowo i ciekawie. Mam nadzieję, że cały tekst nie jest aż tak “ciężki”, i że wybrałeś szczególny, ciekawy moment, by go pokazać. 

Ten tekst jest trochę jak efekt specjalny – widowiskowy i oddziałuje na zmysły, ale gdybym miał czytać całość napisaną w ten sposób, zwyczajnie bym “odpadł”. Nie mogę cały czas pławić się w bólu i mroku, co jakiś czas musi być wytchnienie, bo inaczej obojętnieję na tekst i zaczynam go kartkować w poszukiwaniu miejsc, gdzie jest inaczej. A chyba żaden autor nie chce, żeby ktoś mu kartkował dzieło :D

Jest trochę powtórzeń i słów o identycznym rdzeniu, np. 

 

Podniósł się na kolana, plując na kamień czerwoną plwociną

Jego wola bycia gdzie indziej. To był moment największego ryzyka. Jeśli jego koncentracja zawiodła

rozświetlone jakimś wewnętrznym, złowrogim blaskiem. Leżał na dachu jakiegoś niskiego budynku

W dwóch powyższych zdaniach drugie (powtórzone) słowo można usunąć bez szkody dla znaczenia całości.

 

Pozdrawiam!

 

marzan

 

Dziękuję, wprowadziłem drobne poprawki.

Jeśli chodzi o sam tekst, to nie John Wick. :)

Wybrałem ten fragment, aby jak najbardziej obrazowo przedstawić część świata, który tworzę.

 

GalicyjskiZakapior

 

Dziękuję za komentarz. Na pewno zapamiętam uwagi.

https://www.wattpad.com/user/Pankovski

Ależ Ty masz tempo, Idolu Mój. Nie nadążam z czytaniem tego, co piszesz, choć bardzo się staram. Ambush mnie dodatkowo ładnie zachęciła – napisała, że opowiadanie jest mięsiste. Wrócę więc z dłuższym komentarzem. :)

Mocne. Ekspresyjne. Nie wiem, czy umiałbym przeczytać całość tak napisaną. Zgadzam się z Marzanem. Ale “klika” ode mnie masz. Należy Ci się. :)

No, właśnie ja czytam również, i jeśli mogę ci zasugerować @d.pankovski, publikuj rzadziej, bo jak wrzucisz bulkiem, to trochę jak ze spamem. Nie wszyscy wszyscy zdążą przeczytać :) 

 

Nie odbierz to jako błąd, lecz styl publikacji :) A opowiadania naprawdę masz fajne.

 

No i oczywiście przychylam się do słów przedmówców. 

Melendur88

i masz klik :)

Melendur88

melendur88

 

Dziękuję za uwagę, zgadzam się z Tobą. Będę publikował maksymalnie raz w tygodniu. 

 

Bardzo dziękuję również za tak pozytywny odbiór mojej twórczości.

https://www.wattpad.com/user/Pankovski

Nowa Fantastyka