Cześć,
Chciałbym podzielić się z Wami fragmentem opowiadania. Rozkręca się dość powoli, ale jak to mówią ,,wolniej jedziesz, dalej zajedziesz”. Z góry dziękuję za wszelką konstruktywną krytykę i opinie na temat początku tej historii.
Pozdrawiam.
Cześć,
Chciałbym podzielić się z Wami fragmentem opowiadania. Rozkręca się dość powoli, ale jak to mówią ,,wolniej jedziesz, dalej zajedziesz”. Z góry dziękuję za wszelką konstruktywną krytykę i opinie na temat początku tej historii.
Pozdrawiam.
Głośnik w auli Akademii Wojskowej wydał krótki, piskliwy dźwięk, po czym rozległ się ten sam co zwykle, ciepły jak letni poranek, głos kobiety obsługującej szkolny radiowęzeł:
– Kadet Wiktor Norak proszony o natychmiastowe stawienie się u oficera prowadzącego.
Oczy kolegów i koleżanek uniosły się znad zeszytów, by wychwycić reakcję wywołanego chłopaka. Wiktor poczuł na sobie ich wzrok, ale zignorował go i bez zbędnego ociągania spojrzał na prowadzącego wykład z historii wojny. Do tej pory zajęcia ciągnęły się jak flaki z olejem. Było tak do momentu, aż kilka chwil przed wiadomością z radiowęzła nauczyciel porzucił swój typowy, leniwy sposób prowadzenia zajęć i przeszedł do opisywania manewrów poszczególnych armii. Uczniowie zauważyli już dawno, że było tak za każdym razem, śmiejąc się, że sam brał udział w tych bitwach i dlatego tak wczuwa się podczas ich opisywania.
„Niech to…” – pomyślał wywołany. – „Akurat teraz, gdy zaczęło się robić ciekawie”.
Nauczyciel skinął głową. Wiktor odwzajemnił gest, wstając cicho ze swojego miejsca, które całe szczęście znajdowało się blisko wyjścia. Zebrał rzeczy i opuścił salę, w której zawsze było za gorąco. Klimatyzacja teoretycznie istniała, ale w praktyce nigdy jej nie włączano, zgodnie z dewizą wykładowcy: „im ciężej na lekcji, tym lżej w polu”. Wiktor zauważył, że ten nauczyciel lubuje się w patrzeniu na mdlejących uczniów, dodając przy takiej okazji swoje utarte frazy: „nadajesz się do tarcia ziemniaków na powierzchni” lub „z tych owoców soku nie będzie”.
„Ciekawe, o co znowu chodzi…?” – przemknęło przez myśl młodego kadeta, gdy zamykał za sobą skrzypiące jak jasna cholera drzwi do auli. Mimo że gorąco nie przeszkadzało mu aż tak bardzo, poczuł ulgę zmieszaną z niepewnością o co mogło chodzić temu ,,staremu korniszonowi”. Wziął kilka głębszych wdechów, żeby wyrównać podwyższony puls, po czym zaczął kierować się w stronę gabinetu wychowawcy.
Mijał kolejne korytarze, na których co jakiś czas pojawiały się osoby spieszące się na zajęcia. Choć rzadko bywał u wychowawcy, ciężko było tam nie trafić. Kiedy zawodziła topografia terenu, pierwsze skrzypce zaczynał grać nos. Z daleka można było wyczuć typową maść ziołową stosowaną przez oficera prowadzącego.
Dodatkowo miał on osobliwą umiejętność rozpoznawania tego, kto stoi po drugiej stronie drzwi, jakby dysponował wbudowaną termowizją. Tym razem było podobnie. Gdy tylko Wiktor zbliżył się do progu, usłyszał:
– Wejść i zamknąć drzwi – dobiegło z głębi pomieszczenia.
Kadet wykonał rozkaz. Zasalutował i stanął na baczność. Rozejrzał się dyskretnie, ale nie dostrzegł żadnej zmiany w wystroju od czasu ostatniej wizyty. Również ostry, ziołowy zapach unoszący się w powietrzu był ten sam co zwykle.
– Spocznij, kadecie – powiedział oficer, a w niewielkim pokoju jego głos zadudnił tak mocno, że Wiktora zabolały uszy.
Wiktor rozluźnił barki. Przed nim stał znacznie wyższy mężczyzna, który przez ostatnie trzy lata był jego wychowawcą. Mimo to Wiktor nie dowiedział się o nim niczego ponad to, że nosił mundur Zwiadowców – formacji budzącej jednocześnie podziw i lęk. Podziw, bo uchodzili za nieustraszonych w boju; lęk, ponieważ to z ich szeregów wywodzili się „sztuczni ludzie”. Wiktora od zawsze intrygowała historia tego człowieka. Ogromna szrama przecinała mu twarz, choć obecnie była w połowie przykryta rzeczoną maścią. Wprawne oko mogło również dostrzec lekki niedowład lewej ręki, starannie maskowany i niemal niezauważalny.
– Kadecie – ton oficera złagodniał, stając się niemal przyjacielski – otrzymaliście przydział do oddziału Zwiadowców.
Wiktor starał się przyjąć tę informację bez emocji, ale stary żołnierz zauważył w kącikach jego ust ledwo widoczny cień uśmiechu. Chłopak marzył o tej szansie, choć jednocześnie w duchu czuł narastający niepokój przed nieznanym.
– Jestem zaskoczony – ciągnął oficer, podchodząc do biurka. – Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by Zwiadowcy zwerbowali kogoś tak młodego.
Podniósł plik dokumentów, przerzucając kolejne karty raportów z dotychczasowego szkolenia. Spojrzał na kadeta, lecz tym razem Wiktor dobrze zamaskował swoje emocje, tak że wychowawca zobaczył twarz nie wyrażającą żadnych emocji.
– Obserwuję cię od jakiegoś czasu i muszę stwierdzić, że będzie z ciebie pożytek… o ile przeżyjesz dostatecznie długo to szaleństwo, które dzieje się tam, na górze. Wychowawca miał ciągle w pamięci walki ćwiczebne na broń białą, w których to Wiktor nie miał sobie równych.
Zapadła cisza. Oficer usiadł, uważnie przyglądając się Wiktorowi. Podejrzewał, że chłopak nie jest zwykłym kadetem. Czy to możliwe, że do jego klasy trafiła „probówka”, a on, doświadczony weteran, tego nie zauważył?
– Panie oficerze… czy coś się stało? – przerwał milczenie Wiktor, wyciągając z zamyślenia swojego dowódcę.
– Nie, kadecie. Wszystko w porządku – odparł, sięgając do kieszeni munduru. – W tym liście znajdziesz wytyczne. Są ściśle tajne. To wszystko. Powodzenia.
– Oczywiście. Dziękuję – odpowiedział Wiktor, obrócił się na pięcie i podszedł do wyjścia, otwierając stare drzwi, które o dziwo nie skrzypiały.
– Poczekaj – usłyszał, będąc już jedną nogą poza gabinetem. – Zrób coś dla mnie. Nie daj się tam zniszczyć, na górze.
Wiktor poczuł zakłopotanie i popatrzył na twarz swojego wychowawcy. Nie było na niej tych samych surowych rysów co zwykle, raczej mentorska życzliwość, o którą ciężko było go wcześniej posądzać.
– Niech się pan nie martwi – odparł sympatycznie. – Postaram się pana nie zawieść.
Kiedy kadet zamknął drzwi do gabinetu, przystanął na korytarzu, zastanawiając się nad ostatnim zdaniem przełożonego.
„O co mogło mu chodzić?” – pomyślał. Czy chodziło o trudność służby, czy o coś więcej?
Ruszył w stronę kwater, zerkając na białą kopertę pozbawioną oznaczeń, zabezpieczoną zamkiem reagującym na chip w nadgarstku.
Akademia rozrosła się do gigantycznych rozmiarów. Pełna militaryzacja społeczeństwa wymusiła pośpieszną rozbudowę, co zamieniło placówkę w prawdziwy labirynt. Wiktor często widywał zagubionych pierwszoroczniaków, a nawet starszym wykładowcom zdarzało się pobłądzić w tej plątaninie betonu.
Dotarł do swojego pokoju i przyłożył nadgarstek do czytnika. Rozejrzał się odruchowo, choć był niemal pewien, że nikt go nie śledzi. Współlokator wciąż był na zajęciach. Zamek zabrzęczał, drzwi ustąpiły. Wnętrze było standardowe: dwa łóżka, dwa biurka, dwie szafki. Wiktor usiadł na posłaniu i zbliżył nadgarstek do koperty. Zabezpieczenie zwolniło z cichym kliknięciem, a ze środka wysunął się dokument.
Na samej górze widniał emblemat: orzeł z rozpostartymi skrzydłami, gotów do lotu. Symbol Zwiadowców. Wiktor westchnął – czyli to nie był żart ani pomyłka. Naprawdę dostał list od Zwiadowców.
12 czerwca 2353
[ŚCIŚLE TAJNE]
Do rąk własnych:
Kadet Wiktor Norak
Kadecie Norak,
Z uwagi na wasze ponadprzeciętne zdolności formacja Zwiadowców informuje o rekrutacji do naszej jednostki. Po zapoznaniu się z treścią dokumentu należy stawić się w budynku zbrojowni o godzinie 18:00. Całe wyposażenie zgromadzone w czasie szkolenia zostanie przesłane do nowej jednostki. Waszym bezpośrednim przełożonym zostaje Gabriel Keibin.
Z wyrazami szacunku
Najwyższe Dowództwo
Wiktor odłożył pismo na biurko i spojrzał na zegar. Do osiemnastej pozostały trzy godziny. Położył się na łóżku, pogrążony w chłodnej analizie. Nie czuł euforii. Był jak sopel lodu w środku mroźnej zimy – niewzruszony i skupiony na wariantach przyszłości.
„A co, jeśli zginę już pierwszego dnia, jak typowy żółtodziób?” „Cholera, czy to nie za wcześnie?” – pytał sam siebie w myślach.
cdn.
Czytało się w miarę sprawnie. Tylko że, parafrazując, z tego owocu soku nie dałem rady wycisnąć, chociaż się starałem.
Fragment jest poprawny, cały czas buduje świat, ale niewiele się w nim dzieje. Mniej więcej od połowy wiemy, że bohater został przydzielony do Zwiadowców. Cała reszta tylko to potwierdza. A skoro tak, to czy jest potrzebna? Czy występują tam jakieś przedmioty lub osoby, które odegrają znaczącą rolę w reszcie książki?
Skoro dowiedziałem się, że bohater będzie służył u Zwiadowców, dowiadywanie się tego bardziej w niczym nie pomaga. Zarejestrowałem fakt i czekam na to, co się zdarzy dalej. Tylko że tam nic się nie wydarza.
Jak rozumiem, fragmenty publikuje się po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, czy tekst jest zjadliwy i zrozumiały (1 etap) a potem czy może zainteresować czytelnika i zaangażować emocjonalnie (2 etap). Zatem 1 etap zaliczony, jest zjadliwy i zrozumiały. Czy o to chodziło? Bo fragment jest za krótki, nie zawiązuje się akcja ani intryga, nie ma nic, co łapie za gardło i trzyma.
Wiem, że wybrzydzam, bo w innych tekstach prawie napisałem, że z kolei tak trzymają za gardło, że nie ma jak oddychać. Tutaj można odetchnąć, aż chce się usnąć ;)
Może kolejny fragment, taki angażujący czytelnika?
Pozdrawiam!
P.S. Jeśli to książka o walce, to można zacząć fragmentem widowiskowej walki. Czytelnik będzie potem czekał, aż spotka go coś równie widowiskowego. Może się doczeka, a może straci cierpliwość, ale przez kilkanaście stron da radę go przeciągnąć XD
Czasem czytelnicy zerkają tylko na początek, żeby sprawdzić, czy jest dla nich. Ostatnio sam zrobiłem podobny błąd i po pierwszych opiniach zmieniłem początek, by cały tekst trafił do tej grupy, do której ma trafić.
Początek naprawdę zaciekawił. Później jednak pojawił się pewien zgrzyt – nie do końca pasowały mi określenia takie jak „zwiadowcy” zestawieni z „nieustraszonymi w boju” ani „ściśle tajne” w kontekście zwykłego listu dotyczącego przydziału.
Końcówka również nie była taka, jakiej się spodziewałem. Liczyłem na mocniejsze uderzenie na finał, coś, co wyraźnie zachęciłoby do sięgnięcia po kolejną część.
Jeśli chodzi o całość – zmilitaryzowane społeczeństwo sugeruje, że historia dotyczy przyszłości, co dobrze pasuje do miejsca publikacji tekstu.
Mimo wszystko, jeśli ukaże się kolejna część, na pewno ją przeczytam. Możliwe, że wtedy całkowicie zmienię zdanie i przyklasnę całości, bo ogólnie czytało się dobrze – choć brakowało mi wyraźnej „kotwicy”, która silniej przyciągnęłaby uwagę.
Pisz i publikuj dalej. I mimo wszystko – gratuluję debiutu, trzymam kciuki.
https://www.wattpad.com/user/Pankovski
Dziękuję bardzo za opinie, naprawdę je doceniam. Przed opublikowaniem tego fragmentu dałem go do przeczytania koledze i miał bardzo podobne odczucia do waszych. Chyba faktycznie popełniłem błąd, o którym piszesz, marzan – fabuła rozkręca się zbyt wolno, brakuje tego „pieprznięcia”, które zatrzymałoby czytelnika na dłużej.
Na moje usprawiedliwienie mogę jedynie napisać, że chciałem w pewien sposób zawiązać akcję oraz zarysować symbolikę. Będę się starał lepiej to zgrać w kolejnym fragmencie, żeby nie było zgrzytu.
d.pankovski – dziękuję za słowa motywacji. Kolejny fragment powoli się pisze. Faktycznie, z tym „ściśle tajne” jest zgrzyt. Nazwy „Zwiadowcy” użyłem z premedytacją. Szukałem określenia dla elitarnego oddziału, które nie byłoby wyświechtane i trochę dawało do myślenia, czemu akurat zwiadowcy. Teraz myślę, że pierwsza myśl, „Oddział Duchów” – mogła być lepszym wyborem, ale na razie zostanę przy obecnej nazwie, ponieważ mam na nią konkretny pomysł i planuję jej późniejsze wyjaśnienie.
Dziękuję jeszcze raz panowie. Teraz widzę, jakie błędy popełniłem.