MOJE USZANOWANIE
Debiutu nie pogratuluję, gdyż żaden z Ciebie debiutant, tylko stary pisarzyna, dziadek literacki wręcz. A zatem;
Nie pamiętam tych widełek, ale 7k znaków to chyba jeszcze szort. Jak, źle mówię, niech mnie ktoś poprawi.
Garfiel, który już do pewnego stopnia zaczął na piciu polegać w swym codziennym życiu, patrzył jak jego kompan, który to jakiś czas temu przedstawił mu owe cudowne rozwiązanie, na męczący go od tygodni problem, tak jak i on próbuje teraz zalewać smutki, ale osiąga zgoła odmienny efekt.
Dużo powtórzeń, zaś sam początek drugiego akapitu wygląda bliźniaczo w stosunku do otwarcia pierwszego. Końcówka trochę niezgrabna, jest natłok informacji na krótkim odcinku tekstu. Moja propozycja;
“Garfiel zaczął do pewnego stopnia polegać na piciu w swym codziennym życiu. Owe cudowne rozwiązanie na każdy problem przedstawił mu pewnego razu właśnie jego kompan, który teraz siedział obok niego również próbując zalewać smutki. Efekt osiągał on jednak zgoła odmienny.”
Skoczna muzyka, która przygrywała z drugiej strony wyraźnie kontrastowała z białym obliczem At Avarusa, którego uśmiech żadną miarą nie mógł wywrócić się do góry.
Nie wiem, czy to błąd, raczej nie, ale ta muzyka kontrastująca bezpośrednio z obliczemm trochę mi zgrzyta. A co do uśmiechu, to słowo to niepotrzebnie tutaj padło, skoro zdanie wskazuje na tegoż uśmiechu brak. Jeszcze przydałoby się nieco podkręcić te zgorzknienie bohatera. Przeredagowałbym tak;
“Wesoły ton skocznej muzyki, która przygrywała z drugiej strony, kontrastowała wyraźnie z bladym, marsowym obliczem At Avarusa, którego kąciki ust za żadne skarby świata nie chciały unieść się do góry.”
– Widzi pan, jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny. – Powiedział niespeszony brakiem zainteresowania ze strony kolegi.
Przydługie to didaskalium. Zrób może tak;
(…) syreny. – Kontynuował niespeszony postawą kolegi.
– Widzi pan, jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny. – Powiedział niespeszony brakiem zainteresowania ze strony kolegi.
Tu też Beelz pierwszy raz od jakiegoś czasu wykazał zainteresowanie. Nie zmieniając pozycji wbił spojrzenie w chłopaka i uważnie mu się przyjrzał.
Powtórzenie, a do tego zmiana jego postawy nie została dobrze nakreślona. Ogólnie sprzęgnąłbym to jeszcze jakoś bardziej z dialogiem. Czyli uznaj moją poprzednią propozycję za niebyłą, bo całokształt proponowałbym taki;
– Bo widzi pan. – Kontynuował niespeszony postawą kolegi. – Jeszcze do niedawna w moim rodzinnym mieście żyły syreny.
Beelzowi drgnęła głowa. Podniósł wzrok z blatu i zaczął uważnie lustrować chłopaka. Minę dalej miał srogą, ale jego gadzie oczy płonęły płomieniem fascynacji. Widać pierwszy raz tego wieczoru coś szczerze go zainteresowało. Odłożył naczynie i z lekka nachylił się nad stołem.
– Niemożliwe. Atowie wybili całe to nieludzkie ścierwo zaraz po tym, jak tu przybyli.
Wywaliłem dwie rzeczy, już mówię dlaczego. Informacja o tym, że nie zmienił pozycji jest tutaj zbędna, zaś fakt, że Beelza zaintrygowało, wynika już z całości fragmentu.
– Nie całe. Ja już tego nie pamiętam, ale w mojej rodzinnej miejscowości jeszcze nieco ponad dekadę temu żyło wiele syren. – Mówił Garfiel plącząc niekiedy słowa, ale za każdym razem szybko się poprawiając
Błędu nie ma, ale jakoś zgrzyta. Nie wiem czemu. Zmień może na;
– Mówił Garfiel plącząc czasem słowa, jednak szybko się poprawiał.
Sam nie wiem, nawet moja wersja mi zgrzyta xddd. Może w ogóle wywal to o poprawianiu? Wiem, co miałeś na myśli pisząc to , ale nie mam pomysłu jak zrobić wersję która by to oddawała i jednocześnie nie zakłócała w tym miejscu płynności.
Podobnie zresztą robili ludzie unikali ich.
Tu chyba zjadłeś myślnik lub przecinek.
Beelz teraz już z nieukrywaną ciekawością usadowił się nieco wygodniej na krześle i założył rękę na rękę, jednocześnie jeszcze się trochę przysuwając.
Kolejność czynności do poprawy. W sumie to “usadowił” można wyrzucić, bo w końcu on cały czas siedzi, do tego za dużo orzeczeń by było. No ale może zostać, jak już wolisz. Moja propozycja;
Beelz, nie ukrywając już swojej ciekawości, przysunął się nieco bliżej. Usadowiwszy się wygodniej w fotelu skrzyżował ręce na piersiach.
– Powiedział Beelz bardziej do siebie niż do Garfiela, po czym odchylił się na siedzeniu.
Powtórzenie imienia. Można wyciąć.
Tak, tak panie At Avarus. – Odparł roztargnionym głosem Varnan.
Zmień na “odrzekł”, to nie kłótnia.
. W śpiewie tym natomiast rozkochał się mój stryj, który codziennie szedł nad rzekę i przysłuchiwał się syrenom, które nazywał rzecznymi damami.
To “natomiast” tutaj jest bez sensu. Usuń lub wstaw tam “właśnie”
Te rzeczne damy zawsze trzymały się na dystans, gdy tylko ktoś zbliżał się do brzegu, albo przechodził przez most, to te do niego podpływały i przyglądały mu się, przysłuchiwały.
Logicznie trochę to błądzi. Ponadto tego olbrzyma podzieliłbym na mniejsze zdania i zgoła pdrasował;
Te rzeczne damy zawsze trzymały się na dystans. Gdy tylko ktoś zbliżał się do brzegu, lub przechodził przez most, chowały się w szuwarach. Z moim stryjem było jednak inaczej; Podpływały i przyglądały mu się, słuchając, jak gra.
Zatrzymał się na chwilę, by przetrzeć nos i podnieść jeszcze raz kufel. Ta pauza wyraźnie zirytowała serpenta siedzącego naprzeciw, który nic nie powiedział, tylko nerwowo pstryknął stawami.
==> Przerwał, by przetrzeć nos i raz jeszcze podnieść kufel. Nagła pauza zirytowała siedzącego naprzeciw serpenta, który z niecierpliwości zaczął aż pstrykać stawami.
Okazało się, że stryj nie był tak dobrym śpiewakiem, jak mu się wydawało, a jego rzeczne damy nie były mu szczególnie wdzięczne za dotrzymywanie czasu.
==> Towarzystwa.
Beelz pobujał się chwilę na krześle, po czym podniósł głowę i spojrzał z zamyśleniem w sufit. Na jego twarzy malował się duży, wredny uśmiech. Mężczyzna po chwili lekko parsknął i zwrócił się do Garfiela.
To “mężczyzna” zbędne, psuje rytm.
Odparł Garfiel, którego pogodny nastrój nieco przygasł, gdzieś w połowie opowieści, a dość osobliwa reakcja na wieść o śmierci jego krewniaka nie do końca pomogła mu odzyskać dobry humor.
==> jeszcze pogorszyła jego humor.
Beelz dopił ostatni, mały łyk i z wrednym uśmieszkiem rozejrzał się dookoła. Opowieść o śpiewaku ewidentnie poprawiła mu humor, ale tak samo jak dobry nastrój do niego przyszedł, tak samo, a może nawet szybciej, owy huraoptymizm go opuścił, pozostawiając go raz jeszcze zgorzkniałym. Jego uśmieszek nie zanikł całkowicie i nie od razu. Powoli przemieniał się w grymas niezadowolenia, pozostawiając jego bladą twarz pochmurną. Ta drastyczna i w zasadzie dość dziwna zmiana w wyrazie twarzy rudego serpenta, nie umknęła Garfielowi, którego zdrowe zmysły jeszcze nie opuściły mimo dobrych paru kolejek.
Pan wybaczy, Panie Von Samplau, ale w tym fragmencie dzieje się jakieś absolutne trünzledage. No, ale spróbujmy;
Beelz dopił ostatni, mały łyk i z wrednym uśmieszkiem rozejrzał się dookoła. Opowieść o stryju-śpiewaku ewidentine poprawiła mu humor, ale cóż, nic nie trwa wiecznie. Mina w końcu zaczęła mu znów tężeć, i to w takim nie tempie, że krótką chwilę później, po junackim nastroju serpenta, nie było nawet śladu. Sam uśmieszek nie znikł jednak od razu, o nie! Przemieniał się on, wykrzywiał, by wreszcie ozdobić, w nowej, przedziwnej odsłonie, jego bladą, znów zgorzkniąłą mordę. Te mimiczne akrobacje straszące zza kosmyków rudej czupryny, nie umknęły uwadze Garfiela, który ciągle zachowywał czujność mimo wielu kolejek za sobą.
Opowieść o stryju i syrenach wspaniała, wyczuwam głębię, choć na ścisłą interpretację nas nie naprowadziłeś. Fabularnie rzecz ujmując, przedstawiona scena nie jest wyodrębniona jakoś brutalnie, nie trzeba znać całego kontekstu, by ją enjoyować, ale sugerowałbym dodać/dokleić jeszcze coś na końcu. Jaką konkluzję, lub pyskówkę bohaterów na przykład. Może jakieś filozofowanie? Rękoczyny też mile widziane.
SŁODKICH SNÓW!
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!