- Opowiadanie: JolkaK - Stalowoszary ocean

Stalowoszary ocean

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Stalowoszary ocean

(Czuwanie, Anna Słoncz)

 

 

Fale niestrudzenie uderzały o skały, jakby wierzyły, że za następnym nawrotem uda się pokonać wiekowy kamień. Po piasku dreptał wielki czarny ptak, roztrząsał dziobem naniesione przez morze śmieci, morskie trawy, muszle, szukając przekąski. W jego oczach odbijał się jeszcze świat oglądany z wysoka, odległe krainy, jakie zobaczyć mógł tylko podniebny wędrowiec. 

Starzec podniósł się ciężko z łóżka, przygnieciony snami i wiekiem. Dźwignął ciężar dnia z tą samą nieustępliwością, z którą fale atakowały wybrzeże. Jego wybrzeże. Tutaj się urodził i muzyka oceanu wrosła w jego kości, a rytm przyboju pompował krew do serca. Gdyby oddalił się od wybrzeża, prawdopodobnie by umarł, bo jego ciało straciłoby puls, oddech i chęć istnienia. Ocean dawał mu życie, a on dostroił się, jak najlepsze skrzypce do pociągnięć smyczka. Burze i sztormy dawały mu energię i rozgrzewały krew, rzadkie flauty sprawiały, że spał dobrze i głęboko, jak dziecko. 

Tego dnia woda była spokojna, fale niezbyt nachalnie uderzały o skaliste podnóże wieży, jakby wiedziały, że kiedyś ocean i tak wygra z solidną materią, która runie w jego słone objęcia. Było to odległe w czasie, lecz nieuniknione. Ocean miał czas. 

Starzec zjadł skromne śniadanie i ruszył, jak co dzień, ku wieży brzegiem morza. Przywitał się z ptakiem i pozwolił, by stopy spotkały się ze stęsknioną wodą, a ta zimnymi pocałunkami przypomniała mu, że jesień jest blisko. Nie chciał tego. Ze złością machnął nogą, rozpryskując lodowate krople na spodniach i wtedy zauważył, że zza wieży wychodzi jakaś postać i zbliża się szybko. 

Ostatnią istotą ludzką, jaką widział, była jego matka, którą ocean zabrał w pewien sztormowy dzień wieki temu. Od tamtej pory spotykał jedynie obcych, dziwne powykręcane kształty próbujące czasem zniszczyć wieżę lub jego skromną chatę. Radził sobie z nimi, na różne sposoby, zwykle jednak zabierał je ocean, w którym parowały z sykiem, gdy ich skóra stykała się z solą. 

A teraz wybrzeżem zbliżał się człowiek, pierwszy, jakiego zobaczył od wielu lat. Był podobny do jego matki. Dziewczyna, przypomniał sobie słowo, a może to nie on, może to ocean podsunął mu zapomniany wyraz, a on tylko słuchał wystarczająco uważnie. 

Podeszła blisko, bez strachu, zdecydowanym krokiem. Młoda, opalona twarz nosiła ślady nieustannej pracy wiatru, deszczu i słońca. Miała ze sobą niewielki plecak i kij piechura. Szła boso, zanurzając stopy w mokrym piachu, bardzo blisko wody. Widząc to, starzec uspokoił się. 

Odezwała się do niego, lecz nie zrozumiał ani słowa. Wskazał na ucho i pokręcił głową. Powtórzyła głośniej, myśląc pewnie, że nie słyszy, a potem jeszcze raz, powoli, otwierając szeroko usta.

Starzec bezradnie pokręcił głową i tym razem wskazał na czoło. 

– Nie rozumiem cię – powiedział zachrypniętym, dawno nieużywanym głosem.

Spojrzała na niego uważnie. Wiatr zabawił się chwilę długimi jasnymi włosami, a bryza skropiła jej odsłonięte nogi odświeżającą mżawką. Odwróciła wzrok w stronę oceanu. 

– Co mam teraz zrobić? – zapytała słony bezkres, a zdziwiony starzec tym razem zrozumiał. 

– Po co tu przyszłaś? – Czuł, że to najważniejsze pytanie, jakie należy zadać. 

Odwróciła się zdziwiona. 

– Rozumiesz mnie?

– Myślę, że to ocean. Uznał, że należy zapewnić nam komunikację – odezwał się, a znaczenia i konteksty słów napływały do niego niczym fala sztormu. 

Rozbolała go głowa. 

– Ocean? – spytała.

– Tak. Po co tu przyszłaś? – powtórzył pytanie. 

Było ważne. 

– Wysłano mnie do wieży – odpowiedziała. – Jednak nie mogę tam wejść. 

Kiwnął głową, przyjmując informację ze spokojem.

– Nie można tam wejść – potwierdził. – Jest zapieczętowana.

Odszedł nieco od wody i usiadł na suchym i ciepłym piasku. 

– Opowiedz mi o tym. – Przysiadła się do niego i wyciągnęła nogi do słońca. 

– Nie ma o czym – burknął trochę niegrzecznie. 

Nie umiał rozmawiać. Nie potrzebował tego. Tak długo był sam z oceanem, że uwierała go teraz druga istota. Przeszkadzała. Zabierała mu spokój i podnosiła tętno. Fale zrobiły się większe, bardziej natarczywe. 

– Muszę tam wejść. Wysłano mnie, bym przekazała wiadomość. Jeśli nie da się inaczej, to wysadzę wejście. 

– Kim jesteś? – zainteresował się.

Skoro już tu była, jak kolec jeżowca w palcu, mógł się czegoś dowiedzieć. Milczała chwilę, ale w końcu odpowiedziała. 

– Jestem wędrowcem. Zbieram zlecenia od ocalałych i realizuję je. Dostaję za to żywność na drogę i nie więcej niż dwa noclegi. I idę dalej. 

Przez chwilę pozwalał, by informacje dotarły do rozumu i do serca. Tak dawno nie myślał o innych. Poczekał jeszcze, aż poczuł, że ocean też przyjął wieści. 

– Czy ocaleni są tacy, jak ty? – zapytał ostrożnie. 

– Tak. Niewielu ich, ale są jak ja. 

Dobrze, pomyślał, a zatem jest jeszcze nadzieja. Tak dawno nie myślał o nadziei. 

– Muszę się dostać do wieży – powtórzyła uparcie. 

Zapomniał, że ludzie słyszą, ale nie słuchają. Rozumieją, ale nie akceptują. 

Ludzie. 

– Jest niedostępna – powtórzył, równie uparcie i złapał małego krabika, który wykopał się z piasku. – W środku są pięćdziesiąt cztery ciała ludzkie, które nie są takie, jak ty. Są tam od czasu, gdy matkę zabrał ocean. Zapieczętowane. 

Milczała chwilę. 

– Siarkowodór?

Skinął głową. 

Zerknęła na wieżę. Smukła sylwetka kamiennej budowli osadzona była na skałach, które tak nieustępliwie broniły się przed falami oceanu. Wysokie ściany poznaczone były czarnymi szparami wąskich okien, które niczym puste oczodoły nie obiecywały już światła. 

Westchnęła cicho. 

– Jak masz na imię? – spytała. 

Nie odpowiedział. Imię. Kiedyś je miał, ale dawno stracił pamięć o nim. 

Czekała chwilę. 

– Zauważyłeś, że ocean nie odbija normalnie światła? Chmury za to są zawsze pełne blasku! – Zmieniła temat, z zachwytem podziwiając niebo. 

Nie zauważył. Żył w symbiozie z oceanem, czuł w swoich naczyniach krwionośnych jego puls, ciśnienie, temperaturę. Teraz, gdy się przyjrzał, otrzymał od razu informację. 

– Pochłania część światła – stwierdził spokojnie. – Odbija tylko niektóre fotony. Ma swój własny kolor.

– Tak. Stalowoszary. Nie pasuje tu. 

– Jak my – westchnął. – Pierwszy raz widzisz ocean?

Potwierdziła skinieniem głowy, zapatrzona w krzyczące fale. 

– Są jak żywe. 

– Prawda. Są świadome. 

Tego się nie spodziewała. Zerwała się na nogi. 

– To niemożliwe!

– Dlaczego? 

Nie wiedziała, co odpowiedzieć. 

– Kto o tym wie?

– Moja matka wiedziała. Ci w wieży też. I ja. 

– A obcy?

– On ich niszczy. Sól. 

Usiadła z powrotem koło niego. 

– Jak długo tu jesteś?

– Odkąd pamiętam. Urodziłem się tu. 

– Widziałeś tych z wieży?

– Tak. To nie byli już ludzie. Drugi etap przeistoczenia. 

Ocean podawał mu słowa, znaczenia, a on posłusznie ich używał. 

– Idę tam! – zerwała się nagle, jakby nie mogła dłużej usiedzieć na miejscu. – Nie chcę tu zostać. 

Rozumiał to. Ocean wdzierał się do głowy stopniowo, ale nieodwracalnie, prawdopodobnie za kilka dni nie byłaby w stanie odejść. A on jej tu nie chciał. On czy ocean? 

Dołączył do niej, sam nie wiedział, dlaczego. 

– Jakie jest twoje zadanie?

– Włączyć światło latarni i wysłać wiadomość. 

– To jest latarnia? – zdumiał się.

Nigdy nie widział, by wieża wysyłała jakiekolwiek sygnały, a przecież był już tu tak długo.

Gdy zbliżyli się do schodów, dziewczyna wyciągnęła z plecaka maskę przeciwgazową. Ku swemu zaskoczeniu, wiedział, co to jest. I był prawie pewien, że to była jego wiedza. 

– Zostań tu, nie mam dwóch masek. 

Wtedy podał jej kod, wiedziony jakimś nagłym impulsem. Dziewczyna uśmiechnęła się, jak kiedyś jego matka i ruszyła do góry. Kilka schodów prowadziło do metalowych drzwi. Wcisnęła parę przycisków i najwyraźniej udało jej się aktywować pieczęć, bo smród dotarł nawet do starca. Wrzuciła do środka pakunek energii i starzec usłyszał huk eksplozji. Fale ryczały na brzegu, a tętno mężczyzny przyspieszyło w ich rytm. 

Dziewczyna odczekała jeszcze chwilę i weszła do środka. Długo czekał na zewnątrz. 

Gdy pokazała się w drzwiach, było już po południu. Ściągnęła maskę, spocona i brudna, minęła go bez słowa i poszła do wody, rozbierając się po drodze. Wykąpała się, niczym radosne dziecko, czerpiąc przyjemność z pluskania się, pływania i rzucania na fale. Patrzył zafascynowany. Zapomniał tak wiele z bycia człowiekiem. Wzruszenie, które go ogarnęło, przygniatało, uniemożliwiało oddychanie i obudziło w nim tęsknotę. Lata czuwania na brzegu zabrały mu cząstki człowieczeństwa, zabrały wspomnienia, ocean w jakiś sposób wymazał radość i zachwyt, pogrzebał marzenia, odebrał nadzieję. 

Stał, obezwładniony natłokiem emocji, których nie odczuwał od tak dawna, gdy dziewczyna wyszła z wody i zaczęła wycierać się podkoszulkiem. 

Wyjęła z plecaka świeże ubrania. 

– Dlaczego to zrobiłaś? – spytał wstrząśnięty.

– Co? No, wiesz, musiałam pozbyć się siarkowodoru, a wybuch przy okazji pomógł z ewentualnymi produktami rozpadu ciał. Dzięki temu wieczorem będę mogła włączyć latarnię. 

– Pytałem o kąpiel. Umyłaś się w oceanie. 

– Och, no wiesz, byłam brudna, zarazki, bakterie, słona woda dobrze dezynfekuje, nawet jeśli jest świadoma. Myślę, że, cokolwiek to jest, nie miało nic przeciwko. 

– Nie, nie miało – odpowiedział wsłuchując się w ocean, w rytm głosu, który prowadził go tak długo. – Jednak nie jesteś tu mile widziana. 

– Co? – nie zrozumiała. 

– Już wiem, dlaczego nie wiedziałem, że to latarnia. Ocean nie pozwala jej używać. 

– Nie pozwala… Co?

Poczuł ciężar lat spędzonych na czuwaniu. Niemal przygniotły go do piasku, mokrego od stalowoszarych objęć fal. Tyle dni, tyle nocy spędzonych na brzegu w cieniu wieży, która miała nieść wieści przez bezkres wody. Tyle samotnych spacerów, odkąd pięćdziesięciu czterech strażników straciło swoje ludzkie oblicze. Pamiętał, że musiał asystować przy pieczętowaniu wejścia. Pamiętał zgrzytanie pazurów, jęki, półludzkie, półobce, cichnące, gdy stężenie gazu rosło. A także opowieści matki, o pierwszych przybyszach, kolonizatorach, tysiącach ludzkich istot, myślących, że to urocze miejsce. Zachwyconych chmurami. 

– Ile was zostało? – spytał.

Przyglądała mu się chwilę i wreszcie westchnęła. 

– Czy ja wiem, tam, gdzie dotarłam, wszystkich razem, hm, może parę tysięcy. To wszystko małe osady, wiesz, ale degeneracja wyraźnie zwolniła. Nowe pokolenia wyglądają na bardziej odporne. 

Ocean uporczywie szumiał, naciskał, wpływał. Poganiał. Zaraz, pomyślał starzec. 

– Jakaś świadomość, jak ta? – Wskazał na ocean. 

– Nie. Jedynie te pokraki, co zwykle, kamienny płot trzyma je na dystans. Może kiedyś się dogadamy. 

– Nie jesteś tu mile widziana – powiedział z naciskiem i skinął głową w stronę wody. 

– Rozumiem. W takim razie, żegnaj – odpowiedziała smutno, podeszła i złapała go za rękę, po czym przyciągnęła do siebie. 

Poczuł, jak nóż przebija się przez skórę, ukryte pod nią dodatkowe odnóża i sięga do serca. Nie dał rady krzyknąć, ale fale wzbiły się nagle wysoko i z wściekłością uderzyły o brzeg. Poprawiła ciosem w plecy, przecinając chitynowy pancerz i naruszając kręgosłup. 

Nie bronił się, choć wszystkie instynkty mówiły mu, że powinien. Był stary. Czuł, że już pora na niego. 

– Czuwałeś tyle lat. Ty i ocean. Dziękujemy ci za twoją służbę – szeptała mu do ucha, gdy starała się ostrożnie położyć go na piasku. Bałwany oszalałej wody kłębiły się tuż za nią. – Odpocznij. Zajmę się wszystkim. 

– Nie ufaj mu. Uzależnia… nie można… odejść – wyszeptał ostatnim tchem. 

– Wiem. Poradzę sobie. Dzięki. 

Zamknęła mu powieki, jakby nie chciała, żeby oglądał chmury. Sama za to spojrzała w niebo, gdzie trwał spektakl pomarańczowych refleksów i ciepłych czerwieni muskanych żółcią ostatnich promieni słońca. Szary ocean, ciężki od gniewu, nie odbijał kolorów. 

– Nawet nie próbuj. Nie ze mną te numerybruner – zwróciła się do oceanu starą ziemską odzywką, której używał jej ojciec i jego ojciec, i jego ojciec, choć żaden z nich nie wiedział już, co oznacza. 

Zawsze myślała, że to musiał być jakiś stary wulgaryzm. 

Wzburzone morze szalało. Chwilami zdawało się, że wzbija się tak wysoko, jakby chciało zasłonić niebo. Pobiegła do wieży. Nie chciała tu być ani chwili dłużej. 

Wbiegła na górę, wyjęła z plecaka komunikator. Na szczęście bateria działała. Starszy osady podał jej instrukcję uruchomienia latarni, która wkrótce rozbłysła zimnym blaskiem monitorów. Odtworzyła połączenie z pozostałymi latarniami rozmieszczonymi na planecie, ustabilizowała je, potwierdziła i w końcu wysłała sygnał do statku-matki orbitującego gdzieś ponad pomarańczowymi chmurami. 

 

Gdy wyszła na zewnątrz, spojrzała ostatni raz na plażę. Była pusta, ocean zabrał już swojego strażnika. 

Był jeszcze całkiem ludzki, pomyślała, przeistoczenie przebiegało bardzo powoli. Może to przez sól. Szkoda.

Wiedziała, że pierwszy etap to, między innymi, utrata poczucia przynależności do gatunku ludzkiego. Już nie my, ale wy. Ile was zostało??  

Szkoda. 

Ruszyła w głąb lądu do następnej osady, a szum fal żegnał ją gniewnie. 

Stary wielki ptak dziobał piasek w poszukiwaniu przekąsek. Tylko on widział krainy, o których nikomu się nie śniło. 

Stalowoszare oceany hodujące faunę zdolną wyjść na brzeg. 

 

Jak co każde sto lat, statek-matka przyjął i przekazał dalej wiadomość:

Raport 04

Hasło: Myślę, więc jestem.

Aktualizacja: Populacja maleje, odporność wzrasta, stan jednostek ludzkich wątpliwy. 

Wniosek: Dalsza kolonizacja nie zalecana.

Podpis: Jestem człowiekiem i wszystko, co ludzkie, jest mi obce. 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Cóż mogę powiedzieć – spodziewać się było można, że nasza urocza specjalistka od Żyraf (i współautorka pewnej gorącej Księgi, o której wszędzie trąbię, a także jurorka konkursu plakatowego związanego ze wspomnianą Księgą :) ) – jako pierwsza wrzuci tekst.

Do tego tekst wyśmienity (tego też się można było spodziewać – w końcu malarska dusza).

Obraz – w istocie piękny.

Łapanek nie będę robił – bo w łapankach jestem słaby.

Wrócę tu później z dłuższą recenzją bo jestem dość mocno w biegu, a na tę chwilę napiszę tylko o jednym zdaniu:

 

Przywitał się z ptakiem i pozwolił by stopy spotkały się ze stęsknioną wodą, a ta zimnymi pocałunkami przypomniała mu, że jesień jest blisko.

 

Nie wiem dlaczego, ale to zdanie spodobało mi się bardzo – jest zarazem bardzo malarskie jak i bardzo emocjonalne – otwiera jakieś wrota w mojej duszy… i po prostu pasuje. Czasem brakuje mi umiejętności zamknięcia świata tak w jednym zdaniu – a tu, ten świat jest zarówno zamknięty jak i się otwiera. Poetycko. Pięknie.

 

Parę rzeczy podobało mi się bardziej, parę mniej – ale to jak znajdę czasu więcej niż te marne 5 minut – wrócę.

 

Życzę powodzenia w konkursie (choć jak zauważyła Ambush – to widać, że malarka ma fory :D )

 

ksiegamiliona.pl - premiera już 14 lutego 2026 // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cześć Jolu, piękny, melancholijny tekst:) Najbardziej spodobały mi się te dwa zdania:

Zapomniał, że ludzie słyszą, ale nie słuchają. Rozumieją, ale nie akceptują. 

Takie proste, a zarazem takie głębokie.

Gratuluję.

Hejka smiley

 

Przywitał się z ptakiem i pozwolił by stopy spotkały się ze stęsknioną wodą

Brak przecinka przed „by”.

Ostatnią istotą ludzką, jaką widział była jego matka, którą ocean zabrał w pewien sztormowy dzień wieki temu.

Brak przecinka przed „była”.

Wzburzone morze szalało. Chwilami zadawało się, że wzbija się tak wysoko, jakby chciało zasłonić niebo.

Chyba miało być „zdawało”. 

Opowiadanie niesie za sobą bardzo ciekawy przekaz odczłowieczenia wynikającego z przedłużającej się samotności.  Ocean nie jest jednoznacznie wrogi. Jest troskliwy, konsekwentny i cierpliwy, a przez to jeszcze bardziej niepokojący.

 

Czytając, miałam wrażenie, że największym horrorem tej historii nie jest ocean ani obcy, tylko fakt, jak łatwo można się zgodzić na bycie „mniej sobą”. 

Podsumowując, bardzo mi się podobało. Jest nie tylko pomysłowe i poruszające, ale też napisane naprawdę pięknym, plastycznym językiem, który świetnie buduje klimat. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

To, że umiesz pisać bardzo ładne poetyckie teksty, już wiemy, więc nie będę się powtarzać. ;) Do połowy, kiedy był tylko nastrój i opisy przyrody, podobało mi się najbardziej. Potem zaczęło się wyjaśniać, o co chodzi, i moje skojarzenia dość nieoczekiwanie skręciły w stronę ,,Diuny” (może dlatego, że mało znam historii rozgrywających się na innych planetach), świat okazał się dużo większy niż wyglądał na pierwszy rzut oka, a impresjonistyczny klimat pękł jak bańka mydlana. Szkoda :(

On, czy ocean?

Przed ,,czy” w zdaniach równorzędnych nie daje się przecinka.

numerybruner

To miało być jedno słowo?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Gratuluję opowiadania otwierającego konkurs, jesteś szybka! A opinię pozostawiam w tajemnicy do werdyktu!

 

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

 

You cannot petition the Lord with prayer!

Szybka jesteś. :-)

Tekst dosyć poetycki, więc końcówka zaskoczyła tym bardziej.

Ocean ciekawy, może nawet solarisowy. 

Nie obraziłabym się za więcej informacji o tym świecie, ale niech Ci będzie.

Babska logika rządzi!

Jimie, hej, jakie fory?! Jury będzie twarde i bezlitosne! Yyyy, zaraz, czy w jury jest bruce??? :D

Wielkie dzięki za tak miłe słowa! Czekam w takim razie na dokładniejszą analizę z niecierpliwością, ciekawa jestem, co nie siadło. To nie był prosty tekst do napisania. 

lugosi, dziękuję ślicznie! Bardzo się cieszę, że się spodobało! Obraz jest melancholijny, to opko też musiało! :) 

betweenthelines, hej, super, że wpadłaś! Dzięki za wyszukanie baboli, zaraz poprawię! Cieszę się, że się podobało! Jesteś dość blisko tego, o czym myślałam, gdy pisałam. Wiadomo, że każdy odczyta trochę po swojemu, ale cieszy, jak czytelnik może wyciągnąć z tekstu to, co tam wsadziłam. A nie zawsze się to udaje…

SNDWLKR, o, jak dawno Cię nie było! Czy tylko mi się tak wydaje? Fajnie, że jesteś! No cóż, jakby był sam opis, to byłoby nieco za mało chyba na opowiadanie… ale rozumiem, co masz na myśli. Akcja trochę rozwala nastrój. I tak było ciężko mi utrzymać ton (z natury jestem raczej pogodna), ale dobrze, że chociaż część przypadła Ci do gustu. Dzięki za łapankę. Numerybruner miało być jednym słowem, zapomnianym, odartym ze znaczenia, takim mini żarcikiem w tym całkiem ponurym tekście. Idę poprawiać. 

MichaelBullfinch, pierwszy raz jestem pierwsza z tekstem w konkursie! Ha! Witam szanowne jury i cierpliwie czekam na innych zawodników! W sumie fajnie, bo ja już załatwiłam sprawę i teraz tylko przyjemność czytania innych! I jeszcze poezja! To już trzy rodzaje sztuki tu mamy! 

 

Pozdrawiam wszystkich tak ciepło, jak się da, może ten mróz trochę przepędzę! 

O, Finkla, ty też jesteś szybka z komentarzem! :) Wyjeżdżam potem, to musiałam się sprężyć teraz. Ale trafiłaś! Myślałam o Solaris, jak pisałam. W informacje tekst jest skąpo wyposażony, to prawda, ale nie chciałam psuć zbytnio nastroju. 

Cieplutko pozdrawiam! 

Wobec SZTUKI – powaga i milczenie.

Ona daje prawdziwe ukojenie.

Dziękując, przed Twórcami chylę czoła,

Więcej zachwytów wyrazić nie zdołam…

 

Pecunia non olet

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Piękny tekst i niezwykle nastrojowy. 

 

Jak zwykle zachwyciłaś poetycką prozą. Szczególnie podobało mi się tu płynne przejście z onirycznej wręcz atmosfery, która jest na początku, do sf/postapo, którym tekst się kończy.

 

Brawo!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Jej twarz była młoda, lecz widać było nieustanną pracę wiatru, deszczu i słońca na jej opalonej skórze

Brzmi, jakby bohaterka przypłynęła z Wielkiej Brytfanii, tzn. Her face was young etc.. Może: “Miała młodą twarz, lecz wiatr, deszcz i słońce zdążyły odcisnąć piętno na smagłej skórze” Lub coś w tym rodzaju ;)

Wiatr zabawił się chwilę jej długimi jasnymi włosami, a bryza skropiła jej odsłonięte nogi odświeżającą mżawką

W Brytfanii zaraziła się jejozą, dlatego uciekła przez ocean. 

 

A na serio, bardzo dobrze angażujesz czytelnika, tzn. jest jakaś tajemnica, kontrasty między bohaterami, niepokój (potwory).

 

Tak długo był sam z oceanem, że uwierała go teraz druga istota.

To bardzo ładna metafora.

 

które niczym puste oczodoły nie obiecywały już światła, a jedynie ciemność. 

Więcej nie znaczy lepiej, bez końcówki zdanie bardziej mi się podobało, tak jakbyś nie wierzyła w wyobraźnię czytelników ;)

 

Zauważyłeś, że ocean nie odbija światła? Zobacz, te chmury są zawsze pełne blasku!

Nie jest dla mnie oczywiste, że jedno jest wynikiem drugiego. 

Jeśli ocean doskonale pochłania, to nie możemy go zobaczyć. Widzimy światło odbite. Widzisz coś dzięki temu, że odbiło światło.

Metale są szare lub srebrzyste, bo odbijają światło, a nawet “wypychają” te fotony, które usiłują się dostać do środka. Czy jeśli napiszę, że mają ujemną przenikalność dielektryczną, to ktoś zrozumie? :D

 

W międzyczasie ładny zwrot akcji z pół-człowiekiem, pół robalem, który ma kręgosłup pod pancerzykiem (może dlatego taki sztywniak z niego). Ale było to zaskakujące. Widzę problem w tym, że chityna jest mocniejsza i twardsza niż kość, więc musiała być bardzo cienka, albo bohaterka ma miecz Jedi.

szeptała mu do ucha, gdy starała się ostrożnie położyć go na piasku

A wcześniej zasztyletowała go podwójnie? Uff, ta bohaterka chyba rzeczywiście za długo błąkała się po planecie

 

Odtworzyła połączenie z pozostałymi latarniami, rozmieszczonymi na planecie ustabilizowała je, potwierdziła i w końcu wysłała sygnał do statku-matki orbitującego gdzieś ponad pomarańczowymi chmurami. 

Zrzut informacji do jednego zdania, w dodatku w połowie zgubił się chyba przecinek.

 

Opowiadanie jako całość było pomysłowe, zaskakujące i nieoczywiste, choć mam wrażenie, że na końcu tłumaczyłaś czytelnikom zagadki, na wszelki wypadek, gdyby się pogubili.

Czytało się bardzo dobrze!

 

 

 

Czołem Jolu!

Gdyby oddalił się od wybrzeża, prawdopodobnie by umarł, bo jego ciało straciłoby puls, oddech i przestałoby działać

Nie podoba mi się to zdanie z tak licznie zastosowanym trybem przypuszczającym. Można to zapisać nieco inaczej, imiesłowami może albo bardziej opisowo. Wybija z rytmu.

 

Huhuhu, no że jest poetycko, z artyzmem i pomysłem, to raczej Twój znak rozpoznawczy. Przejście z czegoś w rodzaju “Latarnika” do kolonizacji planet typu sci-fi, no tego się nie spodziewałem. Ostatecznie fabuła jest prosta i można ją łatwo streścić. Ale sposób pokazania, wielość emocji i refleksji, to wszystko niewiarygodnie ją ubogaca.

Bardzo przyjemna lektura, naprawdę.

 

Jedyny problem jest taki, że trudno zrozumieć każdy detal, a nie wyjaśniasz wszystkiego. Z kolei “zdradzenie się” staruszka jest bardzo wprost. Pełni trochę rolę bezczelnej kotwicy, ale bez tego bym się nie połapał we wszystkim i pewnie zepsułoby to efekt.

 

Nie wiem, czy jeszcze trzeba klikać, ale klikam!

 

Pozdrawiam!

o, jak dawno Cię nie było! Czy tylko mi się tak wydaje?

Serio? Wydawało mi się, że jestem tu przez cały czas. XD Może po prostu mniej ostatnio komentowałem. 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Yyyy, zaraz, czy w jury jest bruce??? :D

Wielkie dzięki za tak miłe słowa! Czekam w takim razie na dokładniejszą analizę z niecierpliwością, ciekawa jestem, co nie siadło. To nie był prosty tekst do napisania. 

heart

Pecunia non olet

Widzę, że szanowne jury już przybyło i swą obecnością rozświetliło firmament konkursowego świata! Witam serdecznie! 

GalicyjskiZakapiorze, dzięki za miły odwiedzin! Bardzo się cieszę, że podeszło! Wiadomo, że nie każdemu musi odpowiadać taka narracja, tym bardziej doceniam, gdy znajdzie się bratnia dusza!

marzanie, dałeś mi do myślenia, bo Twoje uwagi są bardzo trafne, zaraz przyjrzę się dokładnie tym miejscom, które wskazałeś. Z tym oceanem, to nie chodziło o ocean, który doskonale pochłania światło, a raczej taki, który nie odbija go tak jak woda… Może to trochę przeredaguję.. 

Czy jeśli napiszę, że mają ujemną przenikalność dielektryczną, to ktoś zrozumie?

Ja nie! :) Nie mów do mnie w ten sposób! :D

Widzę problem w tym, że chityna jest mocniejsza i twardsza niż kość, więc musiała być bardzo cienka, albo bohaterka ma miecz Jedi.

Oczywiście, że miała miecz Jedi! nie napisałam tego???

Trochę faktycznie na koniec łopatą tłumaczyłam, ale, jak widać, beeeckiemu było to potrzebne!

Dzięki za wnikliwy komentarz! 

beeeecki, hej, na właśnie, odwieczny problem ile wyjaśnić, ile zostawić, żeby się czytelnik sam domyślał, i czy wyjaśniać wprost, czy naokoło… czy czytelnik to wyłapie…Tego wciąż się jeszcze uczę. Super, że o tym napisałeś, to ważna informacja. W końcu kiedyś wyjdzie. Ale super, że reszta się podobała! To był dla mnie trudny tekst do napisania! :) Dzięki za komentarz!

SNDWLKR, no widzisz, czasem człowiek myśli, że jest cały czas, a tu się okazuje, że go nie ma! :D To temat na opko! Ale faktycznie, może umykałeś mi gdzieś w portalowych korytarzach… 

 

Pozdrawiam wciąż mroźnie! :)

Trochę faktycznie na koniec łopatą tłumaczyłam, ale, jak widać, beeeckiemu było to potrzebne!

Teraz czuję, że pani przy całej klasie powiedziała, że czegoś nie rozumiem i wszystkie dzieci się ze mnie śmieją XDD.

Ale już na poważnie, podejmę wątek, bo mi ta łopata była potrzebna żeby kopać rowy. Ona jest trochę wprost, nieprzesadnie subtelna i może to da się zrobić lepiej, jakoś posmarować ten suchy chlebek masełkiem. Ale bez tego zupełnie, mając tekst, w którym nikt nie jest do końca zły i nikt dobry, a refleksja gładko miesza się z fabułą, czułbym zagubienie natury podstawowej – kto, komu i dlaczego. A dzięki temu łapię motywację, nadaje to dodatkowej barwy bohaterom.

Być może sama wiadomość z wieży na orbitę by to wyjaśniała, gdyby ją minimalnie rozbudować. Pewnie zagłaskałoby prostotę tejże łopaty.

 

To był dla mnie trudny tekst do napisania!

Domyślam się, bo na kilkunasty tysiącach znaków masz kawał światotwórstwa, które jest cały czas w tle.

 

laugh

Cześć Jolka!

Bardzo sugestywnie odmalowałaś słowami nastrój obrazu. Jeśli jakaś historia miała się zdarzyć w tamtym świecie z obrazu, to chyba tylko ta.

Znów w Twoim opowiadaniu pojawia się morze, wybrzeże, przybrzeżne zwierzęta i roślinność :) Zawsze dużą przyjemność sprawia mi przeniesienie się w taki krajobraz. Jednocześnie Twój ocean przypomniał mi Solaris Lema, tę zagadkową i niepokojącą świadomość fal.

Co do zagadkowości, opowiadanie jest krótkie i bardzo enigmatyczne, dużo pozostawiasz domysłom czytelnika. Ale to chyba koszt, który trzeba ponieść, jeśli chce się utrzymać taki poetycki, niejednoznaczny nastrój.

Pozdrawiam!

Wszystko mi się bardzo podoba: klimat, język, fabuła… Poetka z Ciebie:

Starzec podniósł się ciężko z łóżka, przygnieciony snami i wiekiem.

 

Wszystko, z wykątkiem tego oto zdania; my, muzycy, stroimy instrumenty do pożądanych wysokości; smyczek ze strojem, pojętym fachowo, ma niewiele wspólnego; chyba, że “dostrajamy się” jak w medytacji, ale ja tego nie kupuję:

dostroił się, jak najlepsze skrzypce do pociągnięć smyczka.

 

Poza tym jednym zdaniem, wszystko “pięknie siadło”. A to oznacza, że lecę do klikarnii. 

A, i załączony obraz niczego sobie. Artystka z Ciebie, nie tylko pisarka! Serdecznie pozdrawiam! :)

 

beeeecki, te dzieci, co się śmieją, to potem za karę po lekcjach zostają! XD

Nie można zostawiać czytelnika zupełnie bez łopaty! :D

Ale, co racja to racja, że może subtelniej trzeba. Pokombinuję :)

Chalbarczyk, hej, fajnie, że wpadłeś! Cieszę się, że klimat przypasował, Solaris gdzieś mi tam w tle kołatał, trudno się odciąć od tego, co się czytało. Ni i kłopot z tymi niedopowiedzeniami – ile ich zostawić i jakie.. Dzięki za wizytę i ciekawy komentarz! :)

 

Mroźne pozdrowienia z zamarzniętej krainy. 

maciekzolnowski, o, super, że się podobało, bardzo się cieszę! Zaciekawiłeś mnie tym smyczkiem, i tym, że jesteś muzykiem! Jak w takim razie zapisałbyś to zdanie, żeby nie kłóciło się z Twoją wiedzą? Bo miałam na myśli, że skrzypce, swoimi strunami uginają się pod naciskiem smyczka i wydają pożądany dźwięk, więc jakby dopasowują się do tego, co robi smyczek…  A gdyby napisać: dostroił się jak najlepsze skrzypce do woli muzyka? Byłoby lepiej? 

Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam! :)

P.S. Obraz oczywiście pani Anny Słoncz, jest zadaniem konkursowym :)

Hej, Finkla rzuciła Solarisa, a ja dam chmurę z Niezwyciężonego. Ocean jest bardzo ciekawy, a że połączony z bohaterem więc traktuję ich jako jedność. Potraktowałaś Ziemię nie ładnie, tak ją załatwić – jeśli dobrze zrozumiałem przez ocean :). Więc mamy bohatera, który spotyka antagonistę. Ocean ostrzega przed zagrożeniem, ale bohater jest słaby i zafascynowany człowiekiem. Co doprowadza do tragicznego końca. Ale czy na pewno? Bo skoro to Ocean odpowiada za zmiany na ziemi, to on jest antagonistą, starzec ofiarą, przybusz dającym ukojenie bohaterem. Ale mam wrażenie, że nasza naga hasająca wśród fal panienka nie ma dobrych intencji. Może chce zająć planetę długo po tym jak nie zostało już nic ludzkiego w tych co przybywają z kosmosu. Używa ludzkich powiedzonek, nawiazuje miła konwersację ale jest zimna jak skały na brzegu. Wszystko ma swój cel, który osiąga nawet kosztem morderstwa. Bo, to nie jest wyjaśnione, istoty które wcześniej pochłaniał ocean są wysłannikami z statku? No tego nie wiem. Ale tak też chyba można spojrzeć na tekst. Co znowu odwraca nam role dobry/zły. Teks do interpretacji na wiele sposobów, co już czyni go wyjątkowym – nawet jeśli nad interpretuję:). Będę jeszcze dumał nad tekstem, a na razie klikam i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Pewnie zagłaskałoby prostotę tejże łopaty.

Specjalnie dla Beeeckiego łopata z piekła rodem (nie, to nie jest fantastyka, można legalnie kupić w PL)

Ładny obraz. Niebo o chmurach w kolorze pomarańczowo – kremowym, świetlistych. Ciemny, prawie czarny ocean i wysoka wieża.

Początkowo bohaterem opowiadania jest dziwny starzec, który samotnie mieszka na brzegu niespokojnego oceanu.

Starzec kiedyś stracił matkę.

Przybywa do niego nieznajoma dziewczyna. Chce dostać się do wieży na brzegu oceanu.

W wieży znajdują się jakieś martwe ciała.

Dziewczyna musi włączyć światło latarni morskiej na wieży.

Okazuje się, że starzec jest obcą istotą. Dziewczyna zabija go. Kończy się jego czuwanie.

Dziewczyna usiłuje uruchomić latarnię.

Statek z orbity planety odbiera jej krótki raport.

Przypomniała mi się lektura szkolna: “Latarnik” H. Sienkiewicza.

Ciekawy pomysł. Nastrojowe opowiadanie z wątkami science – fiction. Bohaterowie nie mają imion. Użyłaś cytatu z serialu “Stawka większa niż życie”.

Człowiek jest znikomy i samotny wobec ogromu oceanu i czasu.

Nowa Fantastyka