- Opowiadanie: Piotrek77 - Nałożenie wariantów

Nałożenie wariantów

Opowiadanie należy do rozwijanego cyklu „Strażnicy Kontinuum”, ale można je czytać całkowicie samodzielnie. Mam nadzieję, że zanurzycie się w tej historii i spędzicie z nią miło czas.

Będę wdzięczny za uwagi – zarówno ogólne wrażenia, jak i komentarze warsztatowe.  

 

Pozostałe opowiadania z tego cyklu:

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Wezwanie poza czas

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Ci, którzy zostali

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Ślad po świecie

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Strażniczka Anna

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Czyściciel światów

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Bez świadków

Oceny

Nałożenie wariantów

Bycie Strażnikiem Kontinuum to ciągła lekcja. Kiedy otrzymuję wezwanie i wchodzę do miejsca poza czasem, nigdy nie wiem, jakie zadanie przygotował dla nas profesor Filip Terrier.

Wychodząc z domu ucałowałem moją żonę Kasię i córkę Olcię. Kasia wiedziała czym się zajmuje. Sama też była Strażnikiem Kontinuum, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach realizowaliśmy wspólne misje.

Na Świętym Krzyżu panowała dziś wyjątkowo gęsta mgła i miałem wrażenie, że powietrze jest cięższe, bardziej lepkie, jakby sam hub prowadzący do miejsca poza czasem miał wątpliwości, czy powinien mnie przepuścić.

Na platformie poza czasem znalazłem się sam. Oznaczało to jedno – misja będzie tylko z moim udziałem.

Profesor Filip Terrier pojawił się niemal natychmiast i powiedział tylko jedno zdanie:

– Stabilizacja. Wariant prosty. Misja będzie krótka. Wrócisz szybciej, niż się spodziewasz.

Po chwili dodał:

– Listonosz zgubi ważną kopertę. Ty masz dopilnować, by trafiła do skrzynki adresata. Inaczej wariant straci stabilność.

I rzeczywiście – tym razem Filip miał rację. Zadanie było proste i szybko wróciłem na platformę poza czasem. Zaskoczyło mnie nawet to, że mgła pojawiła się sama i Marcin nie musiał wyprowadzać mojej świadomości z ciała, które zajmowałem w tej misji.

Na platformie nie zauważyłem nikogo, a mgła zaczęła mnie nienaturalnie wypychać z powrotem do mojego wariantu bazowego.

 

Po powrocie do świata, kiedy uruchomiłem samochód, zobaczyłem, że zapaliła się kontrolka rezerwy. Nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie fakt, że tankowałem przed przyjazdem na Święty Krzyż. Szybka myśl wyjaśniła mi wszystko: kradzież paliwa. Nie doświadczyłem tego wcześniej, ale stało się o tym głośno po ostatnich podwyżkach cen na stacjach.

Profilaktycznie wysiadłem i obszedłem auto dookoła, sprawdzając, czy nie ma jakichś uszkodzeń. Wszystko wyglądało jak zwykle.

Wracając, zatankowałem samochód, żeby dojechać do domu.

Na podjeździe unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy. Z okna kuchni dobiegał śmiech córki.

Przez chwilę poczułem coś dziwnego – jakbym wrócił… za wcześnie.

Wszedłem do domu. Kasia siedziała przy stole, popijając kawę. Olcia rysowała coś kredkami.

– Tatuś wrócił drugi raz – powiedziała Olcia, nie odrywając wzroku od kartki.

Zamarłem.

– Drugi? – powtórzyłem, patrząc na córkę.

Kasia uniosła głowę, z zaciekawieniem obserwując nas oboje.

– Przecież nie jesteś moim tatusiem, tylko tym drugim – wyjaśniła Olcia, sięgając po kolejną kredkę.

– Nie… – głos ugrzązł mi w gardle.

Kasia spojrzała na mnie uważnie. Zbyt uważnie.

– Wszystko w porządku? Jakieś problemy w czasie misji poza czasem? – zapytała z ciekawością.

– Żadnych. Wszystko poszło gładko i szybko.

– Widzę, że coś cię trapi – dodała zatroskana.

Olcia podniosła głowę.

– Tatusiu, a gdzie jest ten drugi ty?

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Wszedłem do swojego pokoju i zamknąłem drzwi.

 

Przez resztę dnia próbowałem zachowywać się normalnie.

Świat wyglądał bardzo podobnie – lecz nie był moim światem. W lodówce brakowało połowy rzeczy, które wczoraj kupiłem. W telefonie miałem wiadomości, których nie wysłałem.

Poczułem dreszcz, gdy podszedłem do stolika i zobaczyłem rysunek Olci przedstawiający… dwie takie same postacie pomiędzy którymi biegły dwie pionowe trochę krzywe kreski.

A najbardziej niepokojące było to, że Kasia patrzyła na mnie tak, jak patrzy się na kogoś, kto wrócił z podróży, ale nie ma się pewności, czy to na pewno ta sama osoba.

Wieczorem wyszedłem na spacer. Musiałem złapać oddech. I wtedy zobaczyłem mężczyznę. Stał na końcu ulicy, w cieniu latarni. Obserwował mnie, lecz po chwili zniknął w mroku bez śladu.

W głowie zabrzmiał mi głos Filipa – nie jak komunikat, lecz jak echo:

– Wróciłeś do niewłaściwego wariantu. Nie ruszaj niczego. Czekaj na wezwanie.

Poczułem, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. Bo jeśli wróciłem do niewłaściwego świata… to gdzie jest ten właściwy?

I gdzie jestem ja – i co dzieje się z tym drugim?

Noc trwała długo. Nie mogłem zasnąć i siedziałem przy laptopie, szukając czegokolwiek, co choć na chwilę odwróciłoby uwagę od tego, co się działo.

Nawet nie usłyszałem, kiedy obudziła się Olcia. Podeszła do mnie i wyszeptała zza pleców:

– Tatusiu… wróć do swojego domu.

Poczułem dreszcz.

Bo to nie wyglądało jak jej myśl.

To była wiadomość.

Od kogoś, kto znał prawdę.

Nazajutrz rano, kiedy Kasia i Olcia jeszcze spały, spojrzałem na nie i uświadomiłem sobie coś, co okazało się gorsze niż strach: mój świat prawdopodobnie zginął.

Nie wiedziałem, co robić. Nie chciałem nic wyjaśniać Kasi.

W końcu zapadła decyzja. Wsiadłem do samochodu i, nie żegnając się, ruszyłem w stronę Świętego Krzyża.

 

 

Świat zaczął pękać od rzeczy zbyt zwyczajnych, by je zauważyć.

Najpierw usłyszałem za sobą własne kroki, gdy szedłem asfaltową drogą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ich odgłos był… spóźniony. O pół sekundy. Potem o sekundę. Potem o dwie. Zatrzymałem się. Echo kroków też się zatrzymało – ale dopiero po chwili. Poczułem znajomy dreszcz. Ten sam, który czułem na platformie poza czasem.

Na parkingu zobaczyłem dziewczynkę. Miała może siedem lat, była ubrana w zielony płaszcz, a w ręku trzymała różowy balonik w kształcie jednorożca. Śmiejąc się, skakała po asfalcie. Znałem ją – w innym wariancie uratowałem jej życie na dworcu kolejowym podczas jednej z poprzednich misji.

Gdy na nią patrzyłem, stało się coś bardzo dziwnego. Świat nagle zrobił się bledszy. Jakby rozłączył się na dwa. Obok dziewczynki pojawiła się druga. Identyczna. W tym samym ubraniu, z tym samym balonikiem. Wykonywała te same ruchy, ale z opóźnieniem.

Matka dziewczynki niczego nie widziała. Ludzie przechodzili obok, nie zwracając uwagi.

Patrzyłem na to jak na koszmar na jawie.

Druga dziewczynka wyglądała jak odbicie w lustrze, które spóźniło się o kilka sekund.

A potem… zniknęła.

Po prostu rozpuściła się w powietrzu.

Wyjąłem telefon i postanowiłem zadzwonić do Kasi. Coś mi podpowiadało, że mimo iż jesteśmy z różnych wariantów, powinna wiedzieć.

– Musisz przyjechać – powiedziałem bez wstępu. – Coś się dzieje na Świętym Krzyżu.

Kasia milczała chwilę.

– Też to czuję – odpowiedziała. – Miałam dziś dziwny sen. Bardzo intensywny. Coś się przesuwa.

– To nie jest przesunięcie – odparłem. – To jest… powielenie.

– Powielenie?

– Jakby mój świat miał kopię. I ta kopia zaczyna się nakładać. Nie jestem z tego wariantu.

Kasia wciągnęła powietrze.

– To niemożliwe.

– Wiem. A jednak tak jest.

 

Postanowiłem na nią poczekać. Pogoda gwałtownie się pogorszyła. Zaczął padać deszcz. Kasia podjechała na parking. Podbiegłem i wsiadłem do środka samochodu.

Przez dłuższą chwilę patrzyła na strugi deszczu, jakby coś analizowała.

– Adaś… widzisz to?

Woda spływała po szybie w dół… i jednocześnie w górę. Dwa strumienie nakładały się na siebie, jakby czas nie mógł się zdecydować, w którą stronę powinien płynąć.

– To nie jest zwykła anomalia – powiedziała cicho. – To pęknięcie.

– W moim świecie?

– W naszych światach – poprawiła mnie natychmiast.

Poczułem, jak serce zaczyna mi bić szybciej.

– Filip nic nie mówił.

– Bo Filip nie kontroluje wszystkiego – odparła. – A to wygląda na coś, co wymknęło się spod kontroli.

Nagle powietrze zgęstniało. Mgła pojawiła się na środku parkingu – nie na platformie, lecz tu, obok nas.

Z mgły wyłoniła się sylwetka.

Marcin.

Nasz przewodnik.

Ale nie ten, którego znaliśmy.

Teraz stał się blady, drżący, jakby światło przenikało przez jego ciało.

– Nie powinno mnie tu być – powiedział. – Ale pęknięcie jest zbyt duże.

– Co się dzieje? – zapytałem.

– Wasze światy nakładają się na siebie – powiedział. – Są zbyt podobne. Mają wspólny punkt, który się właśnie między nimi rozrywa.

– Dlaczego? – zapytała Kasia.

– Podczas ostatniej misji wróciłeś nie tam, gdzie powinieneś.

Spojrzał na mnie uważnie.

– To dlatego widziałem jak świat nagle pobladł – wypowiedziałem moje myśli głośno.

– Tak. To, co widzicie, to echo. Odbicie. Wariant, który próbuje się przebić.

– Co mamy zrobić? – pytała dalej Kasia.

– Nakładanie nie ustanie, dopóki oba światy coś łączy.

– Punkt wspólny?

Czułem, że odpowiedź dotyczy mnie.

– Ty nim jesteś, Adasiu. W obu światach. Ten sam Strażnik, te same misje, te same wybory. Wszechświat nie potrafi już rozróżnić, który wariant jest dla ciebie bazowy. Oba światy zaczęły cię traktować jak swojego. I teraz każdy próbuje cię zatrzymać.

Chwilę się zamyślił i dodał:

– Anomalia dotyczy na razie tylko ciebie, nie innych twoich wariantów.

– To tak, jakby Wszechświat nie wiedział, który z nas jest prawdziwy, więc jestem zagrożeniem?

Szukałem wyjaśnienia.

– Każdy z was jest prawdziwy.

– Czyli w żadnym z tych światów nie ma już dla mnie miejsca! – wręcz krzyknąłem w stronę Marcina.

Marcin dłuższą chwilę nie odpowiadał.

– Nie chciałem by tak to zabrzmiało.

Kasia zacisnęła nerwowo dłonie.

– Chcesz powiedzieć, że jeśli ten wariant Adasia zniknie, to światy się rozdzielą?

– Tak.

Zapadła cisza.

– A jeśli nie zrobimy nic? – zapytałem.

– Wtedy nastąpi pełne nałożenie – odpowiedział. – Przez kilka godzin oba światy będą istnieć jednocześnie. Potem zostanie tylko jeden. Losowy.

– Losowy? – Kasia spojrzała na niego ze złością w oczach.

– Bez gwarancji, że będzie to którykolwiek z waszych.

Poczułem suchość w gardle.

Spojrzałem na Kasię.

W jej oczach nie było paniki. Była koncentracja. Ta sama, którą widziałem przed trudnymi decyzjami.

– Jest jeszcze jedno wyjście – powiedziała powoli.

– Jakie?

– Jeśli oba światy są zbyt podobne… może nie trzeba usuwać punktu wspólnego. Może wystarczy go zmienić.

Zrozumiałem, zanim dokończyła.

– Rozdzielenie trajektorii – powiedziałem cicho. – Chcesz zrobić wariant świata dla mnie.

– Dokładnie. Jedna decyzja. Jedno wydarzenie. Coś, co sprawi, że warianty przestaną być lustrzane.

Marcin milczał dłużej.

– To ryzykowne – powiedział w końcu. – Możecie stworzyć jeszcze większe pęknięcie.

– Albo je zamknąć – odparła Kasia. – Strażnicy zawsze przesuwają rzeczy o milimetr. My chcemy przesunąć jedną osobę o krok.

Spojrzała na mnie.

– Olcia.

Serce zabiło mi mocniej.

– Nie. Nie wciągniemy jej w to.

– Już jest wciągnięta – odpowiedziała stanowczo. – Widzi więcej, niż powinna. W obu światach. Dlatego nakładanie jest przy niej tak wyraźne.

– Dzieci często są punktami synchronizacji – dodał Marcin. – Ich świadomość nie jest jeszcze sztywno przypisana do jednego wariantu.

Zacisnąłem pięści.

– Co konkretnie?

– W jednym świecie Olcia musi podjąć decyzję, której w drugim nie podejmie – powiedziała Kasia. – Coś małego. Ale nieodwracalnego.

– Jaką?

– Jeszcze nie wiem. Ale będziemy to wiedzieć, kiedy nadejdzie moment.

Mgła zgęstniała.

– Macie mało czasu – powiedział Marcin. – Nakładanie przyspiesza. Za kilka godzin światy zaczną się mylić nawet dla tych, którzy nigdy niczego nie czuli.

Zniknął, zanim zdążyłem zadać kolejne pytanie.

Zostaliśmy sami na parkingu, gdzie deszcz wciąż płynął w dwóch kierunkach.

– Adaś… – Kasia położyła dłoń na moim ramieniu. – Jeśli się nie uda…

– Wiem – przerwałem. – Wolisz by został wariant mnie, który w tym świecie jest twoim mężem.

Nic nie odpowiedziała.

Nie musiała.

Spojrzałem w stronę drogi prowadzącej do domu.

– Jeśli to ma być ostatnia rzecz, jaką zrobię jako Strażnik… – powiedziałem w końcu – to będzie to wybór, nie wycofanie.

 

Do domu wróciliśmy przed świtem.

Świat był dziwnie spokojny, jakby po całej nocy wahań zdecydował się jeszcze chwilę potrwać. Deszcz ustał. Kałuże na podjeździe były gładkie jak lustro – i tylko przez moment miałem wrażenie, że odbijają się w nich dwa nieba.

Olcia spała. Oddychała równo, z dłonią zaciśniętą na brzegu kołdry, jakby pilnowała, żeby sen jej nie uciekł. Usiadłem przy jej łóżku. Kasia stanęła w drzwiach, opierając się o framugę.

– To nastąpi teraz – powiedziała cicho.

– Skąd wiesz?

Nie odpowiedziała od razu. Zamknęła oczy na sekundę, jakby sprawdzała, czy naprawdę chce to powiedzieć.

– Miałam właśnie przebłysk. Nakładanie przyśpiesza – odparła w końcu smutno. – Tylko teraz można dokonać wyboru. Nie utworzymy nowego wariantu.

Zrozumiałem.

To nie Olcia miała dokonać wyboru.

To ja nim byłem.

Przysunąłem się bliżej. Dotknąłem jej włosów. Drgnęła przez sen.

– Tatusiu…

– Jestem – powiedziałem. – Zawsze byłem.

Otworzyła oczy i spojrzała na mnie bez cienia wątpliwości.

– Ten drugi tatuś już niedługo wróci do naszego domu – powiedziała spokojnie, delikatnie ziewając.

– A ja? – zapytałem. – Gdzie ja mam iść?

Zamyśliła się, szukała czegoś wzrokiem wysoko ponad moją głową.

– Ty nie musisz iść – odpowiedziała. – Ty możesz zostać pomiędzy.

Poczułem dreszcz.

– Jeśli zostanę…

– To ja będę pamiętać – przerwała bez wahania. – Mama nie będzie się bała. A świat przestanie się spieszyć.

Spojrzałem na Kasię. Jej oczy wypełniły się łzami, ale nie zrobiła kroku w moją stronę.

– Wygląda na to, że Strażnicy nie zawsze wracają – powiedziała cicho. – Czasem po prostu przestają być przypisani do wariantu.

Uśmiechnąłem się słabo.

– To w sumie uczciwe.

 

Mgła przyszła bez zaproszenia.

Nie była gęsta – raczej jak para nad rzeką o świcie. Światło w pokoju przygasło. Zobaczyłem, że Marcin już na mnie czeka.

– Zaśniesz jeszcze – powiedziałem do Olci.

– Tak – odpowiedziała. – I nie zapomnę, tatusiu.

Wstałem. Każdy krok był lżejszy, jakby podłoga powoli przestawała mnie rozpoznawać. Na korytarzu zegar zatrzymał się na moment, po czym ruszył dalej – już bez pośpiechu.

Spojrzałem po raz ostatni na dom. Na Kasię.

Na świat, który był prawie mój.

Mgła zamknęła się cicho.

 

Kasia obudziła się z dziwnym uczuciem braku. Nie potrafiła powiedzieć, czego lub kogo.

W kuchni pachniało kawą, choć nie pamiętała, żeby ją zaparzała.

Przez okno zobaczyła jak jej mąż parkuje samochód.

Olcia rysowała przy stole.

– Co rysujesz? – zapytała.

– Pomiędzy.

Na kartce były dwie linie – nie proste i nie krzywe. Delikatne.

A pomiędzy nimi znajdowała się jedna postać.

 

W miejscu poza czasem Filip spojrzał na puste miejsce na platformie i przez chwilę nie mógł złapać tchu.

– Jeden wariant się domknął – powiedział cicho.

– Co z Adasiem? – zapytał Marcin.

Filip spojrzał w pustkę.

– Został – odpowiedział. – Tam, gdzie jest najbardziej potrzebny.

Koniec

Komentarze

Historia jest pełna emocji, ale nie przesadnie dramatyczna. Czuć wyraźnie emocje bohatera i to, jak trudno mu pogodzić się z sytuacją. Tekst czytało się lekko, a jednocześnie z zainteresowaniem.

 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Nowa Fantastyka