- Opowiadanie: d.pankovski - Kroniki Eidonu: Korekta (Kamerton)

Kroniki Eidonu: Korekta (Kamerton)

Tym razem czas na planetę pieśni i spokojniejsze tony uniwersum.
Zamiast prezentować fragment, przepisałem jeden z rozdziałów w formie krótkiego szorta, aby w kilku słowach zarysować jeden ze światów oraz bohaterkę, która będzie miała duży wpływ na dalszą historię.
Z góry dziękuję za wszelkie komentarze, jeśli się pojawią.

 

Konklawa Zapisu ogłasza nową doktrynę: Korektę Ciągłą. Chaos ma zostać usunięty, sprzeczności wygładzone, a rzeczywistość doprowadzona do jednego, stabilnego wariantu. W świecie, gdzie magia i technologia są jedynie różnymi językami tej samej siły - Eidonu - każda ingerencja ma swój rachunek. A im dłużej koszt jest ukrywany, tym potężniejsze stają się odsetki Kroniki Eidonu: Korekta to mroczna, wielowątkowa opowieść fantasy, science fiction o władzy nad rzeczywistością, cenie kontroli i granicy, po której przekroczeniu świata nie da się już naprawić - można go tylko opóźnić przed rozpadem 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Kroniki Eidonu: Korekta (Kamerton)

Harmonia w Aelionie nie była dźwiękiem. Była stanem istnienia. Powietrze wibrowało subtelnymi, precyzyjnymi częstotliwościami, które układały się we wzór tak złożony, że umysł postronnego obserwatora mógłby go odebrać jako ciszę. Sareth stała na Moście Czystej Kwinty, łukowatej konstrukcji ze stężonego dźwięku, i wciągała to wibrujące powietrze do płuc. Każdy oddech niósł ze sobą nutę, akord, frazę. Od dzieciństwa ta symfonia była jej domem, językiem, całym wszechświatem. A teraz, od kilku dni, czuła w niej fałsz.

Nie było to fałszywe nuty w tradycyjnym znaczeniu. Żaden dźwięk nie był za wysoki lub za niski. Raczej cała struktura, całe tkane z wibracji tło Aelionu, stało się zbyt równe. Zbyt gładkie. Jak pieśń, z której wycięto wszystkie nieoczekiwane modulacje, wszystkie oddechy wykonawcy, wszystkie ślady życia. Była to harmonia doskonała. I to właśnie było przerażające.

Sareth ruszyła wzdłuż mostu. Jej forma, jak wszystkich Aelin, nie była stała. W zależności od rezonansu otoczenia mogła się zagęszczać, rozpraszać, przybierać lekkie zarysy ludzkiej sylwetki lub rozpływać w świetlistej mgle. Teraz, zaniepokojona, skupiła się w kształt smukłej, androgynicznej postaci, której kontury drgały w rytm otaczających wibracji. Szła w kierunku Centrum Rezonansu, serca Aelionu, gdzie pulsował Kamerton.

Komnata Kamertonu była kulistą przestrzenią zawieszoną w samym środku miasta-dźwięku. Jej ściany były nieprzezroczystymi stojącymi falami dźwiękowymi, a w centrum unosił się sam artefakt – nie przedmiot w sensie materialnym, ale złożony, wielowymiarowy wzór interferencyjny. Wyglądał jak skrzyżowanie kryształu z równaniem, wirujący i stały jednocześnie. Jego zadaniem było nieustanne strojenie rzeczywistości Aelionu, utrzymywanie harmonii, która pozwalała Aelin istnieć i komunikować się.

Gdy Sareth weszła do środka, fałsz stał się namacalny. Powietrze, zawsze drgające żywą, organiczną polifonią, teraz wibrowało jednym, czystym, niezmiennym tonem podstawowym. Był piękny. Był doskonały. I był martwy. Nie było w nim miejsca na dialog, na pytanie, na zmianę. Był monologiem rzeczywistości samej ze sobą, zapętlonym w nieskończoność.

– Nie czujesz tego? – głos dobiegł z boku.

To był Niv, jeden z Dyrygentów Chóru Wysokiego. Jego forma była bardziej zdefiniowana niż Sareth, przypominała starszego mężczyznę o srebrnych, falujących włosach i poważnych oczach. – Czystość. Po tylu wiekach niestabilności, szumu, dysonansów… wreszcie osiągamy stan idealnej zgodności.

Sareth obróciła się ku niemu. Jej własna wibracja, zwykle płynnie dostrajająca się do otoczenia, zadygotała lekko, wchodząc w kolizję z tym nienaturalnym porządkiem.

– To nie jest czystość, Nivie. To sterylizacja. Wycięto z pieśni cały wybór. Całą możliwość błędu, która czyniła ją naszą.

Niv uniósł dłoń, a jego palce poruszyły się, wywołując serię doskonałych harmonicznych dźwięków.

– Błąd jest… niedoskonałością. Źródłem cierpienia. Spójrz na światy zewnętrzne, Sareth. Rozdzierane przez wojny, magię, chaos. Ich rzeczywistość pęka, bo nie potrafią utrzymać stroju. My osiągamy coś wyższego. Porządek. Bezpieczeństwo. To jest właśnie ta „Korekta”, o której mówią posłańcy z innych domen. Nie zagłada. Uzdrowienie.

Słowo „Korekta” zawisło w powietrzu, obce, metaliczne. Sareth słyszała o tym wcześniej, z opowieści wędrownych rezonatorów, którzy przynosili wieści z Varynth. Mówili o siłach, które „naprawiały” rzeczywistość, czyniąc ją zgodną z jakimś zewnętrznym modelem. W ich opisach zawsze był ten sam szczegół: zapach suchego ozonu i wrażenie duszącej doskonałości.

– To oni tutaj są? – zapytała, a jej głos, fala dźwiękowa o precyzyjnej częstotliwości, zadrgał niepokojem. – Ci „korektorzy”? Wpływają na Kamerton?

– Współpracują z nami – poprawił ją Niv, a jego ton stał się mentorski, ale i stanowczy. – Dostarczają nam… wzorców. Algorytmów stabilizacji. Pomagają nam oczyścić pieśń Aelionu z wszelkich szumów. Z wszelkich niepotrzebnych wariantów. Dzięki temu nasza egzystencja będzie wieczna, niezmącona.

Sareth podeszła bliżej do wirującego wzoru Kamertonu. Nie dotykała go fizycznie – dotyk w tym miejscu był wymianą częstotliwości, intymnym połączeniem. Wysłała ku niemu cichy, badawczy impuls, strunę własnego rezonansu.

Odpowiedź była natychmiastowa i miażdżąca. Nie była to wymiana, ale narzucenie. Do jej świadomości wdarł się nie dźwięk, lecz geometria. Bezduszny, matematyczny schemat „idealnej harmonii”. Widziała w nim, jak każda możliwa nuta, każdy akord, ma swoje jedno, przypisane miejsce. Żadnej improwizacji. Żadnego swobodnego przepływu. Był to porządek cmentarza, gdzie każdy głaz leży równo i nic nigdy nie wyrośnie między nimi.

I wtedy, w samym środku tego schematu, dostrzegła coś innego. Drobny, prawie niewidoczny wzór rezonansowy, który nie pasował. Był jak obcy organizm, wszczepiony w system. Emitował charakterystyczną, suchą częstotliwość, którą Sareth rozpoznała z opisów: ozonowy dysonans Korekty. To był adres. Podpis. Ślad ingerencji.

– Widzisz? – głos Niva zabrzmiał tuż za nią. – Doskonałość.

Sareth cofnęła swój impuls, czując się niemal splugawiona.

– To nie jest doskonałość. To jest więzienie. Pieśń bez wolności przestaje być pieśnią. Staje się… instrukcją obsługi.

Niv zmarszczył brwi. Jego forma na moment straciła na gęstości, zdradzając irytację.

– Twój opór jest przejawem tego samego chaosu, który chcemy uleczyć, Sareth. Chór Wysoki uznał tę ścieżkę za słuszną. Twoje indywidualne „ja” jest właśnie takim szumem. Powinnaś się dostroić.

Indywidualne „ja”. To było kolejne obce pojęcie, które wślizgnęło się do Aelionu wraz z „Korektą”. Tradycyjnie Aelin nie mieli ego w rozumieniu innych ras. Byli raczej świadomymi falami w zbiorowym oceanie dźwięku. Ale kontakt z innymi światami, a teraz to dziwne, sterylne strojenie, powoli wyodrębniało coś w Sareth. Czuła się oddzielona. Samotna. To było bolesne i przerażające. I być może konieczne.

– A jeśli nie chcę się dostroić? – spytała, a jej własny rezonans zastygł w wyzwaniu.

Niv spojrzał na nią z politowaniem, a może smutkiem.

– Wtedy staniesz się dysonansem. A dysonans, w idealnie strojonym systemie… jest usuwany. Dla dobra całości.

Koniec

Komentarze

Aż tak źle, że nikt nie skomentuje? :) A może aż tak dobre… haha

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

Hej, przeczytałam :) 

 

Ciekawy koncept, świat zbudowany z dźwięków… trudno mi było się wczuć w bohaterkę, bo sposób w jaki myśli/odczuwa jest zupełnie inny od ludzkiego, więc chyba wyszło jak trzeba. 

Pomysł na jedność, unifikację na siłę trochę stary jak świat, mam nadzieję, że jest w tym jakiś fajny twist :) Bo to że ona się buntuje, indywidualizm i różnorodność górą, jest taką motywacją ideową, brakuje mi jakiejś ciekawszej. Idealistów trudno zbudować jako fajną postać, takie mam wrażenie. Ten facet jako personifikacja zła i unifikacji… też taki jednowymiarowy. Oni musieli mieć jakąś relację wcześniej (znają się z imienia), a ona jakoś nie jest tym ani zdziwiona ani rozczarowana, w gruncie rzeczy nie reaguje na NIEGO i jego podejście w żaden sposób. 

Wiem, że to short i ciężko, ale może dałoby radę to kilkoma zdaniami zasugerować? 

To jeden ze światów, jak piszesz, masz też w swoim uniwersum bardziej… hmm, cielesne światy? Myślę, że na dłuższą metę czytanie o Sareth mogłoby być męczące, ale jako jeden z wielu POV byłby świetną odskocznią. 

 

Uwaga czysto narracyjna: pierwsze dwa zdania dają taki metaforyczny, górnolotny vibe, za którym nie przepadam. On może odrzucać. Może odwrócić kolejność w akapicie? Najpierw zdanie “Sareth stała na moście…” i bam, mamy konkret. Potem dać “… całym wrzechświatem” i zdanie “powietrze wibrowało” → potem o tym, że nuta fałszywa. Dwa pierwsze zdania aktualnego pierwszego akapitu, jako nieco “melodramatyczne” jeśli rozumiesz, co mam na myśli, bym raczej wyrzuciła. 

 

Uwaga czysto konstrukcyjna: to nie jest opowiadanie, bo nie zawiera rozwinięcia i zakończenia. Wydaje mi się, że “short” wyraża jedynie objętość opowiadania, ale jednak to wciąż powinna być zamknięta historia, a nie początek/zarys/vibe. Tutaj niestety tego nie widzę :( 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Cóż, dość szczególna scenka, której, niestety, nie zrozumiałam. :(

 

które ukła­da­ły się w wzór tak zło­żo­ny… → …które ukła­da­ły się we wzór tak zło­żo­ny

 

Był pięk­ny. Był do­sko­na­ły. I był mar­twy. Nie było w nim miej­sca na dia­log, na py­ta­nie, na zmia­nę. Był mo­no­lo­giem… → Czy to celowa byłoza?

 

Jej wła­sna wi­bra­cja, zwy­kle płyn­ni do­stra­ja­ją­ca się do oto­cze­ni, za­dy­go­ta­ła lekko, wcho­dząc w ko­li­zję z tym nie­na­tu­ral­nym po­rząd­kiem. – To nie jest czy­stość, Nivie. To ste­ry­li­za­cja. Wy­cię­to z pie­śni cały wybór. Całą moż­li­wość błędu, która czy­ni­ła ją naszą. → Wypowiedź dialogową zapisujemy w nowym wierszu, nie w narracji. Winno być:

Jej wła­sna wi­bra­cja, zwy­kle płyn­ni do­stra­ja­ją­ca się do oto­cze­ni, za­dy­go­ta­ła lekko, wcho­dząc w ko­li­zję z tym nie­na­tu­ral­nym po­rząd­kiem.

– To nie jest czy­stość, Nivie. To ste­ry­li­za­cja. Wy­cię­to z pie­śni cały wybór. Całą moż­li­wość błędu, która czy­ni­ła ją naszą.

 

Niv uniósł dłoń, a jego palce po­ru­szy­ły się, wy­wo­łu­jąc serię do­sko­na­łych har­mo­nicz­nych. → Co doskonałego i harmonicznego wywołały palce Niva?

 

– To oni tutaj są? – za­py­ta­ła, a jej głos fala dźwię­ko­wa o pre­cy­zyj­nej czę­sto­tli­wo­ści za­drgał nie­po­ko­jem. → – To oni tutaj są? – za­py­ta­ła, a jej głos, fala dźwię­ko­wa o pre­cy­zyj­nej czę­sto­tli­wo­ści, za­drgał nie­po­ko­jem.

Unikaj dodatkowych półpauz w dialogach; sprawiają, że zapis staje się mniej czytelny.

 

Sa­reth cof­nę­ła swój im­puls, czu­jąc się nie­mal splu­ga­wio­ną. – To nie jest doskonałość. To jest więzienie. Pieśń bez wolności przestaje być pieśnią. Staje się… instrukcją obsługi. → 

Sa­reth cof­nę­ła swój im­puls, czu­jąc się nie­mal splu­ga­wio­na.

– To nie jest doskonałość. To jest więzienie. Pieśń bez wolności przestaje być pieśnią. Staje się… instrukcją obsługi.

 

Niv zmarsz­czył brwi. Jego forma na mo­ment stra­ci­ła na gę­sto­ści, zdra­dza­jąc iry­ta­cję. – Twój opór jest prze­ja­wem tego sa­me­go cha­osu, który chce­my ule­czyć, Sa­reth. Chór Wy­so­ki uznał tę ścież­kę za słusz­ną. Twoje in­dy­wi­du­al­ne „ja” jest wła­śnie takim szu­mem. Po­win­naś się do­stro­ić. → 

Niv zmarsz­czył brwi. Jego forma na mo­ment stra­ci­ła na gę­sto­ści, zdra­dza­jąc iry­ta­cję.

– Twój opór jest prze­ja­wem tego sa­me­go cha­osu, który chce­my ule­czyć, Sa­reth. Chór Wy­so­ki uznał tę ścież­kę za słusz­ną. Twoje in­dy­wi­du­al­ne „ja” jest wła­śnie takim szu­mem. Po­win­naś się do­stro­ić.

 

Niv spoj­rzał na nią z po­li­to­wa­niem, a może smut­kiem. – Wtedy sta­niesz się dy­so­nan­sem. A dy­so­nans, w ide­al­nie stro­jo­nym sys­te­mie… jest usu­wa­ny. Dla dobra ca­ło­ści. → 

Niv spoj­rzał na nią z po­li­to­wa­niem, a może smut­kiem.

– Wtedy sta­niesz się dy­so­nan­sem. A dy­so­nans, w ide­al­nie stro­jo­nym sys­te­mie… jest usu­wa­ny. Dla dobra ca­ło­ści.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

pisze.po.swojemu, regulatorzy,

 

bardzo dziękuję za komentarz. Dziękuję także za uwagi i już wprowadzam poprawki.

Tutejsi czytelnicy mieli już chyba aż nadto do czynienia z cielesnymi światami, z nadmiarem akcji i brutalności. Opinie były wprawdzie pozytywne, ale jak to bywa, co za dużo, to niezdrowo. Dlatego tym szortem chciałem pokazać jednego z bohaterów z rzeczywistości skrajnie odmiennej, bardziej wyciszonej, operującej innym ciężarem znaczeń.

 

Jeśli chodzi o samą fabułę, świat jest częściowo inspirowany tym, co dzieje się dziś naprawdę. Zalewa nas bezduszna muzyka tworzona przez AI. Na razie to jeszcze nieszkodliwa zabawka, ale możliwe, że przyjdzie moment, w którym nikt nie będzie już w stanie odróżnić tego, co stworzył człowiek, od tego, co wygenerowała maszyna.

Póki co potrafimy się bronić. Wciąż umiemy wyczuć tę bezduszność bez żadnych detektorów, które zresztą często powstają głównie po to, by wyciągać od użytkowników kolejne drobniaki. Czujemy ją w muzyce, w tekstach, w sposobie prowadzenia emocji.

Ale nadejdzie chwila, w której z pomocą maszyn powstaną dzieła perfekcyjne. Takie, w których nawet bezduszność będzie dobrze zakamuflowana.

 

Żaden filtr, certyfikat ani detektor człowieczeństwa nie wygra z narzędziem, które uczy się szybciej, taniej i bez zmęczenia. Jeśli spróbujemy iść tą drogą, przegramy. Maszyna zawsze będzie lepsza według cudzych kryteriów doskonałości.

Człowiek nie jest niezastąpiony dlatego, że tworzy lepiej, tylko dlatego, że tworzy krzywo. Czasem coś urywa, gubi rytm, przesadza, powtarza się, zostawia ślad własnego zmęczenia, obsesji, traumy albo śmieszności.

 

Maszyna może stworzyć arcydzieło.

Ale tylko człowiek potrafi zostawić ślad. Swój indywidualny, nie do podrobienia odcisk w dziele.

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

D.pankovski, miło mi, że uznałeś uwagi za przydatne. Dziękuję za obszerne wyjaśnienie i próbę przybliżenia intencji, które Tobą kierowały. Mam nadzieję, że lektura Twoich przyszłych tekstów sprawi mi więcej satysfakcji.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jasne, trzeba próbować i pokazywać inne światy i perspektywy. To zwykle świetne ćwiczenia pisarskie, a do tego dobre przerywniki w dłuższych formach typu powieść. Dlatego doceniam, chociaż właśnie zwracam uwagę, że z czasem może być męczące, jeśli w dłuższym tekście nie ma innego POV/świata. 

 

Co do twojej inspiracji – raczej nie pomyślałam o tym, przy czytaniu tekstu, miałam raczej przed oczami przeróżne książki filmy gdzie jest konflikt unifikacja vs indywidualizm. Myślę, że jeśli byś chciał tę interpretację unaocznić, trzeba by było trochę podbudować zmianę na hmmm… techniczną? Wytworzoną na podstawie badań o idealnej melodii, nakarmionej niezliczoną ilością danych o brzmieniach itp? łopatologia, ale wtedy każdy załapie. 

 

Co do AI i wszystkiego, co napisałeś – tutaj nie będę dyskutować, tylko potaknę, bo oczywiście masz rację. 

www.instagram.com/pisze.po.swojemu/

Nowa Fantastyka