III wojna światowa rozpoczęła się od uderzenia na Grenlandię [Zobacz jak]
III wojna światowa rozpoczęła się od uderzenia na Grenlandię [Zobacz jak]
Nikt się nie spodziewał, że trzecia wojna światowa rozpocznie się od uderzenia na Grenlandię. Pierwsze bomby nie spadły na Moskwę, Pekin czy Waszyngton; uderzyły w Nuuk. Cztery litery, właściwie trzy, które na trwale zapisały się w historii świata. Cztery litery, ale jedna sylaba, której dźwięk wywoływał bolesny grymas na twarzach ocalałych z pożogi. Jedna niewinna sylaba, a potrafiła zmrozić największego twardziela. Wystarczyło ją wypowiedzieć i zamierały wszelkie rozmowy. Nuk!
Dziś już nikt nie potrafi opowiedzieć dokładnie całej historii. Wiadomo tylko, że zaczęło się od operacji amerykańskiej. Inuici, chociaż bez szans w konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi, postanowili dzielnie walczyć o swoją wyspę. Wspierani przez duńskie służby specjalne i najemników z Wysp Owczych, udaremnili porwanie premiera Nanoquka Soplozada i Wysokiego Komisarza Larsa Halibutsena. Wykazując niewiarygodną odwagę, przetrzymali pierwszy impet (mimo poważnych strat) i utrzymali kontrolę nad kluczowymi punktami (takimi jak bar Godthåb). Kluczowa była też odmowa wykonania rozkazów przez załogę bazy Thule (która wynikała oczywiście ze szlachetnego porywu serc, a nie, jak mówili złośliwi, z wypitych ilości wódki z lodowca, tak szczodrze polewanej im przez gospodarza). Rozgniewało to Naczelnego Przywódcę, który liczył na powtórzenie sukcesu błyskawicznych operacji w Wenezueli i na Kubie. Ze złości jego twarz z koloru zgniłej pomarańczy przeszła w szkarłat, a usta wykrzyczały rozkaz wystrzelenia rakiet balistycznych w stronę Nuuk. Los –albo ręka generała – chciał, że pociski zeszły z kursu i uderzyły w chiński okręt wojenny Wonton.
Sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin odczuł tę stratę boleśnie, niemalże osobiście, i w ramach rewanżu za zatopiony statek zarządził pełnoskalową inwazję na Tajwan. Jeszcze bardziej rozsierdziło to Najwyższego Przywódcę, który wypowiedział wojnę Pekinowi, a przy okazji jeszcze Korei Północnej. „Mamy najlepszych żołnierzy na świecie i wielkie, piękne rakiety. Uczynimy wojnę znów wielką” – skomentował na konferencji prasowej. Wtedy jeszcze organizowano konferencje prasowe.
Korzystając z zamieszania na Pacyfiku, Rosja, wspierana przez Białoruś, najechała państwa bałtyckie i niechybnie uzyskałaby połączenie z obwodem kaliningradzkim, gdyby Polacy, masowo urlopujący nad Bałtykiem, błyskawicznie się nie skrzyknęli i nie zajęli rosyjskiej enklawy. Ponoć wykorzystali przy tym jakiś nowy typ broni, zmontowany naprędce z parawanów. Polska dyplomacja wysyłała z nieukrywaną satysfakcją depesze o treści „a nie mówiliśmy?”, prezydent Francji wyraził gotowość zatelefonowania do przywódcy Rosji, aby wyrazić najwyższe oburzenie, zaś Bałtowie domagali się bezzwłocznego uruchomienia piątego artykułu NATO.
Najwyższy Przywódca usłuchał wezwania. Oznajmił, że Ameryka zawsze dba o swoich sojuszników, nawet tak niewielkie i słabe państwa jak Litwa, Łotwa i to trzecie, a cała ta sprawa z Grenlandią służyła wyłącznie uśpieniu czujności Rosji i sprowokowania jej do błędu. Poza tym „ja kocham Bałtyk, to wspaniałe, ciepłe, czyste morze, i nie znoszę komuchów” – dodał na koniec wystąpienia.
Jeden z jego bystrych doradców zauważył, że uruchomienie „piątki” oznacza, że Stany Zjednoczone prowadzą teraz wojnę i z Rosją, i z Chinami (a przy okazji jeszcze z Koreą Północną). Najwyższemu Przywódcy się to nie spodobało, więc – „aby się nie certolić na dwa fronty” (jak to podobno ujął) – rozkazał zrzucić bomby atomowe na Moskwę i pozostałe strategiczne cele w Rosji (takie jak silosy rakietowe, bazy okrętów podwodnych, ośrodki przemysłowe, milionowe metropolie z cywilami czy parki rozrywki w Soczi). „To było coś niesamowitego, największe wybuchy w historii” – zdążył jeszcze powiedzieć Najwyższy Przywódca, zanim zadziałała ta straszna „martwa ręka”, wymyślona jeszcze przez radzieckich generałów.
Nie wiadomo, czy Amerykanie o niej zapomnieli, czy zawiodła ich obrona przeciwrakietowa. Działała ona całkiem nieźle, zestrzeliła co najmniej 87 procent pocisków. Problem polegał na tym, że rosyjski system nuklearny (schowany zapewne gdzieś głęboko pod Uralem) wciąż automatycznie wysyłał kolejne rakiety, zgodnie z dawno wyznaczonymi celami rozsianymi po całym świecie. I nawet jeśli tylko mniejszość głowic spadła zgodnie z planem, to tzw. „pechowa trzynastka” wystarczyła, aby sprowadzić na świat „smak plutonowej rozpaczy”, jak ujęto to w ostatnim artykule, który zdążył ukazać się w The New York Times, zanim bomba spadła na Manhattan.
Mniej więcej w tym samym czasie atomówki trafiły również w Los Angeles, Seattle, Londyn, Dżibuti, Zgierz oraz kilkadziesiąt innych miast. Najwyższy Przywódca szczęśliwie przebywał wtedy w Mar-a-Lago na Florydzie, skąd – po krótkim, choć zasłużonym odpoczynku po trudach dowodzenia – wzbijał się właśnie w powietrze. Z wnętrza „Samolotu Dnia Zagłady” nadał orędzie do narodu, w którym zapewnił, że jego administracja przewidziała kontratak rosyjski, a nawet pozwoliła na niego, aby uśpić czujność wroga. Dodał, że demokraci sami są sobie winni, że promieniowane nie jest tak szkodliwe, jak się powszechnie uważa, że odpowiedź militarna będzie potężna, no i niech Bóg błogosławi Amerykę i tych, którzy przeżyli.
To było ostatnie przemówienie Najwyższego Przywódcy. Nikt nie wie, co się z nim stało. Tak samo ustalenie dokładnej chronologii późniejszych wydarzeń wciąż stanowi wyzwanie dla badaczy. Wiadomo tylko, że reakcja Stanów Zjednoczonych faktycznie była straszliwa, ale że nie udało się wyłączyć „martwej ręki”, która ciągle posyłała w świat rakiety z ładunkami nuklearnymi zgodnie z bliżej nieznanym algorytmem. Przyjmuje się, że inne mocarstwa atomowe uznały, że jak nie teraz, to kiedy, i również zaczęły wystrzeliwać swoje głowice. Powiada się, że w Japonii odżył dawny militaryzm, a nawet, że przebudzona została Godzilla, zaś wojska węgierskie na chwilę opanowały Bratysławę. Trudno jednoznacznie powiedzieć, co jest prawdą, a co baśnią ze starego świata. W każdym razie życie szybko zamarło praktycznie na całej planecie. Przed radioaktywnym pyłem został uratowany Licheń Stary („nowy Watykan”), wysepki na Pacyfiku oraz – cóż za ironia losu! – Grenlandia. Mimo że od niej wszystko się zaczęło, ostatecznie żadna atomówka na nią nie spadła. Z czego osobiście, jako właściciel baru Godthåb, bardzo się cieszę. Interes się kręci, a klienci jeszcze chętniej zamawiają wódkę z lodowca.
Witaj. :)
Krótka, prawie dziennikarska notka, w której absurd, pastisz i groteska przeplatają się z doniesieniami mediów i apokaliptycznymi wizjami końca Ziemi. Niezłe zakończenie – wyjaśnia wiele i – mimo powagi samego tematu: wojny – rozbawia. :)
Uczynimy wojnę znów wielką – zatrzymało mnie to zdanie, może zmienić w nim kolejność?
Za pomysł – kliczek. :)
Pozdrawiam serdecznie. :)
Pecunia non olet
Bardzo fajny, błyskotliwy szorcik. Świetnie poprowadzona satyra – absurd narasta krok po kroku, a humor trafia w punkt, bez przeciągania żartu. Podoba mi się lekki styl, tempo i to, jak realne lęki mieszają się tu z groteską. Puenta z Grenlandią i barem Godthåb naprawdę robi robotę.
https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta
Ja się wyłamię. Mnie ten shrot nie pyknął. Nie przepadam za tego typu sprawozdaniami. ale jak pisał pankovski puenta dobra
Szort absurdalno-polityczny. Pisanie o aktualnej polityce bywa ryzykowne, ale tutaj wyszło to lekko i z humorem. Zabawny tekst. Nuuk pasuje idealnie jako punkt zapalny wojny nuklearnej. Ogólnie fajne.
Cześć arkazy !!
Jeśli o mnie chodzi to na historii się nie znam ale czytało mi się nadzwyczaj dobrze dlatego daję klik do biblioteki! Powodzenia w dalszym pisaniu :)
Pozdrawiam!!!
Jestem niepełnosprawny...
Hej, dziękuję wszystkim za miłe słowa i kliczki! Fajnie, że się generalnie podoba (a przynajmniej, że peunta siadła) :)
I ja dziękuję, pozdrawiam. :)
Pecunia non olet