- Opowiadanie: Koala75 - Flizy

Flizy

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Flizy

Latem zatrudniłem sąsiada, starego fliziarza Wicka. Chciałem mu dać pracę, żeby mógł uczciwie zarobić. Widziałem, że akurat nie ma klientów i wraca do alkoholu. Kafelki w kuchni były trochę niemodne, więc sprowadziłem nowe i robotę powierzyłem fachowcowi. Wprawdzie wolno pracował, będąc „pod wpływem”, chociaż umawialiśmy się, że taki nie będzie przychodził, ale wyszło pięknie. Gdy mu płaciłem, był trzeźwy jak niemowlę i coś mruczał, żebym uważał przy myciu tych fliz, bo nie są zwyczajne. Nie protestowałem, pamiętałem, ile kosztowały.

W styczniu, gdy skończyliśmy świąteczne gotowanie i smażenie, pewnego dnia zostałem sam w domu. Miałem pisać kolejny rozdział, ale ponieważ wena nie przychodziła, znalazłem sobie zastępcze zajęcie. Postanowiłem oczyścić kuchenne kafelki. Te na ścianie za kuchenką były spryskane tłuszczem, więc solidniej się do nich przyłożyłem.

Po mocniejszym naciśnięciu środkowej płytki dłoń z gąbką znikła za flizą aż do nadgarstka. Przestraszony, odruchowo cofnąłem rękę. Była cała, nie bolała, tylko gąbki nie miałem.

Niesamowite. Została w ścianie? Niemożliwe – pomyślałem.

Ciekawość zwyciężyła i ponownie nacisnąłem ten kafelek. Zdążyłem zauważyć, że płytka się bardzo powiększyła. Ręka mi wpadła do łokcia, coś za nią pociągnęło i cały znalazłem się na łące pełnej kwiatów.

– Witaj, autorze. Nie bój się. Nic ci nie grozi – uspokajająco powiedział smok, który mnie tam wciągnął.

Jak on to zrobił? Rękę mam całą, bez zadrapania, a przecież smok ma zębiska i pazury. Gdzie jestem?

Smok musiał słyszeć moje myśli, bo powiedział:

– To zadziałała magia. Jesteś w świecie, który wielokrotnie opisywałeś w swoich opowiadaniach, z fantastycznymi istotami nie przez ciebie wymyślonymi, ale przywołanymi do działania. Są tu strzygi, mantikora, jednorożce i smoki, rusałki i wodnicy, czarodzieje i wiedźmy. Wszyscy jesteśmy wdzięczni, że w twoich tekstach nie ma zabijania, krwi i grozy. Możemy od tego odpocząć. Mamy dzięki tobie wakacje, chwile relaksu.

– Cieszę się, ale czy będę mógł wrócić do rodziny? Będą zmartwieni moim zniknięciem, gdy żona wróci z pracy, a dzieci ze szkoły i przedszkola – powiedziałem nieśmiało.

– Tutaj czas inaczej płynie. Możesz w każdej chwili powrócić do kuchni, w momencie, który ci będzie pasował. Potraktuj pobyt z nami jak urlop i inspirację do następnego tekstu.

– A jak się stąd wydostanę? Kto mnie pociągnie?

– Ja cię wypchnę.

Jak powiedział, tak zrobił, gdy musiałem wracać, bo z obliczeń wynikało, że wkrótce mam odebrać córkę z przedszkola. Niestety, to była jednorazowa przygoda i nie pomagało późniejsze wielokrotne mycie kafelków.

Mimo wszystko polecam tę czynność, bo w ten sposób zarabiałem dodatkowe punkty u żony.

Koniec

Komentarze

Cześć,

nie powiem Ci tu nic oryginalnego. To bardzo misiowe, relaksujące opowiadanko. :)

Nie myśl jednak, że nie zauważam tej dyskretnej propagandy pro-mycio-kafelkowej. Chociaż… jeśli w przyszłości będę miał żonę, to pewnie się nie wymigam… Zapiszę sobie ten tekst, by móc się w razie czego zmotywować. :)

A wizja smoka, który nie zabija i jest taki potulny przypomina Reksia i Czarodziejów… :)

Na zdjęciu smok przemieniony w żabę. Zasadniczo nieszkodliwy. Sąsiedzi twierdzą, że zawsze mówi “dzień dobry”.

 

Pozdrawiam. :D

ani pospolity, ani niepospolity, taki w sam raz

Baśniowo i z przymrużeniem oka – przyznam się, że też bywam w zakafelkowym świecie. Pozdro!

Witaj. ;)

Kafelkowy świat jest cudowny. I tylko gąbki żal… :)

Pozdrawiam serdecznie, klik. :)

Pecunia non olet

Gryzoku, nie jestem smokiem zamienionym w żabę, ale znajomym zawsze mówię “dzień dobry”. :)

Locussolusie, zazdroszczę bywania. ;)

Zastanawiam się, Misiu, w jaki sposób stary fliziarz Wicek przekonał się o istnieniu świata za kafelkami…

Bardzo zacna historyjka, pozostaje mi tylko udać się do klikarni. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Żona i tak lepiej umyje kafelki.

Gdybym był Kmicicem, też bym spalił Wołmontowicze

Cześć, Koalo

Tak się składa, że miałem przez ostatnie dwa lata ogromną przyjemność pracować z niesamowitym fliziarzem, który również był magikiem. Nie było zlecenia niemożliwego do zrealizowania. Później przeskoczyliśmy na tematy kamienne: dzikówka, piaskowiec, granit, murowanie z kamieni. Dobrze nam się razem pracowało, dlatego łezka w mym oku się zakręciła na wspomnienie tych pięknych chwil :-)

Dobry majster to skarb, podobnie jak dobry magik. 

Szort wyborny, bardzo mi się podobał. No i jeszcze ten smok gagatek. 

Klik 

Pozdrawiam

Żona zachwycona, punkty u niej zdobyte i ja też bym kliknęła gdybym mogła( ale już niedługo). Miniaturka przednia, aż sama muszę namówić mojego, na taki wypad.

bruce, może gąbkę zjadł smok. Swoją drogą, czekam na dalszą część o gąbce.

Bruce, gąbka, rzecz nabyta za małą kwotę. Nawet krakowski centuś nie rozpacza. Dzięki za klika. :)

Reg, przed fugowaniem mył kafelki na ścianie. :) Dzięki.

Dalekopatrzący,, chyba jednak nie, ale tak mówi. :)

Heskecie, z takim fachowcem się spotkać, to rzadkość, bo częściej ma się do czynienia z “fachurami”. Dzięki za polecenie tekstu do biblioteki. :)

Czarna2, mam nadzieję, że smok nie zjadł gąbki, bo chemia by mu mogła zaszkodzić. :) Miło, że uważasz tekst za godny kliknięcia.

 

 

“Flizy” można z czystym sumieniem polecić do Biblioteki. Jest tu wszystko, co trzeba – humor, fantastyka i klimat. Musisz być, Misiu, bardzo ciepłym człowiekiem. Skąd to wiem? Bo uprawiam leggere tra le righe.

Gryzok_Półpospolity, ta Twoja żaba wygląda nawet teraz jak smok. Nie chcę wiedzieć, jak wyglądała wcześniej. Nie gniewaj się. Żartowałem. ;)

Maćku, sprawiłeś mi wielką radość takim komentarzem. Chyba dobrze być odbieranym zimą jako ciepły człowiek. Dziękuję. :)

Flizy – jedno z moich ulubionych słów. <3

Kafelków nie dociskam; biorąc pod uwagę to, co mi czasem chodzi po głowie, licho wie, gdzie by mnie wywiało…

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

I ja dziękuję, Misiu. :)

CZARNA2

bruce, może gąbkę zjadł smok. Swoją drogą, czekam na dalszą część o gąbce.

Jasne! Że też na to nie wpadłam. :) Bo ona była Baltazarem. Tym z kreskówki. :)

 

 

Pecunia non olet

bruce, smok by jej nie zjadł. No jak to kumpla jeść. Trochę nie wporządku. Chyba że była to gąbka o smaku krwistego tatara z cebulką i jajkiem.

laugh Chyba że… wink

Pecunia non olet

Dlatego nie warto myć kafelków, prawie nigdy nie wpada się do jaskini smoka. 

delulu managment

Łowuszko&SNDWLKRze, może warto zaryzykować przygodę? Mówią, że bez ryzyka nie ma zabawy. :)

Bruce&Czarna2, rozczaruję Was, ale gąbka była zwykła ze sklepu i nasączona preparatem do mycia fliz. :(

Nie no szkoda. To jednak wyjaśniałoby dlaczego nigdy więcej nie trafił do tej krainy. Smok się poprostu zatruł. Powodzenia w kolejnych, opkach wierzę, że będą równie dobre.

Nowa Fantastyka