Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Postanowiłem wrócić z szortem – tak na rozruch, przed jakąś dłuższą formą. Byłbym wdzięczny za przeczytanie i opinie. :)
Ps. Jaskierku, dzięki za betę! :*
Witam wszystkich po dłuższej przerwie. Postanowiłem wrócić z szortem – tak na rozruch, przed jakąś dłuższą formą. Byłbym wdzięczny za przeczytanie i opinie. :)
Ps. Jaskierku, dzięki za betę! :*
„Skaranie boskie z tym psem” – pomyślałem, gdy wyślizgnął głowę z obroży i pognał jak szalony przed siebie. Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, był już po drugiej stronie ulicy. Biegł jakiś czas wzdłuż kamienic, słabo oświetlonych latarniami i skręcił za załom muru. Krzyknąłem za nim dwa razy. Bez rezultatu.
Rozejrzałem się, nic nie jechało, o tej porze ruch był już minimalny. Przeszedłem na drugą stronę. Z rękami w kieszeniach szedłem sfrustrowany i wkroczyłem w uliczkę, w której zniknął.
Oczy powoli przyzwyczajały się do mroku. Odgłosy miasta cichły z każdym metrem, a moje kroki stawały się coraz głośniejsze.
– Cygan… – zabrzmiało niepewnie. Nie widziałem żadnego ruchu; czarne umaszczenie psa nie pomagało w poszukiwaniach. – Dziwne – mruknąłem pod nosem.
Uliczka była wąska, zaśmiecona. Tworzyły ją ceglane mury kilkupiętrowych kamienic. Bardziej przypominała długą bramę wjazdową niż boczny zaułek. Wrażenie zamkniętej przestrzeni zaburzał deszcz siąpjący na głowę. Uliczka kończyła się ślepo, jakąś zamkniętą w oddali bramą. Pomyślałem, że nigdy tu nie byłem – choć mieszkam niedaleko.
– Cygan, chodź tu! – powtórzyłem z niepokojem.
Nagle usłyszałem poruszenie. Potem warczenie, niesione echem ścian. Ruszyłem szybciej w tamtą stronę. Kroki, mimo że starałem się iść cicho, wydawały się nienaturalnie głośne. Czułem, jakbym szedł przez katedrę. Przeklęte martensy.
Cygan zaczął szczekać. Dalej nie widziałem go dokładnie. Skupiłem się na tym, jak założyć mu obrożę, żeby nie zdążył ponownie zwiać. Z tyłu głowy zaczęło kołatać pytanie – dlaczego on szczeka? Czy tam ktoś jest?
Zawahałem się i przystanąłem. Najpierw zauważyłem psi ogon wystający zza jakichś gratów – starej lodówki, czy czegoś podobnego. Pies energicznie przysiadał na zadzie i ujadał.
– Cygan! Chodź tu! – Zrobiłem krok w jego stronę i wtedy fragment ciemności oderwał się od ściany, którą obszczekiwał pies. – Chodź… – powiedziałem niepewnie.
Nagle usłyszałem ogłuszający trzask. A może huk? Coś jak grzmot. Oślepił mnie nagły blask. Odruchowo zasłoniłem oczy przedramieniem i cofnąłem się o krok. Dźwięk narastał, teraz brzmiał jak tarcie blach, miażdżenie w prasie auta, czy raczej całej lokomotywy. Przytkało mi oddech. Bezgłośnie jęknąłem.
Patrzyłem, jak przede mną pęka obraz. Krwawiąca światłem osnowa rzeczywistości rozdzierała się niczym płótno. „A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół” – nagle przyszło mi do głowy. Myśli pędziły w zastraszającym tempie, jak wtedy, gdy miałem wypadek samochodowy. Czas zwolnił.
A ja przeszedłem przez to rozdarcie. O Boże, nawet nie chciałem tego zrobić! Wszedłem, choć wszystko we mnie krzyczało – nie rób tego!
*
– Postrzał z broni krótkiej – starszy mężczyzna zgasił peta czubkiem buta. – Dawno czegoś takiego nie było.
– Będzie o tym głośno w całym kraju. Biedny chłopak – odpowiedział mu mundurowy, patrząc na ciało leżące w kałuży krwi, przy którym krzątały się jeszcze dwie osoby w białych kombinezonach. Przestrzeń uliczki wypełniało migoczące niebieskie światło, kładące się połyskliwie na mokrych cegłach ścian i nieustające szczekanie.
– Dobra, nic tu już po mnie. Idę spać – powiedział, odwracając się. – A wy zabierzcie stąd tego psa, do cholery!
Cześć, locussolus
Bardzo ciekawy pomysł. Nie spodziewałem się, że chłopa ktoś zastrzeli. To byłby dobry motyw na coś dłuższego. Teskt zawiera błędy, ale historia mnie zaciekawiła, to jakoś specjalnie mi nie przeszkadzały.
Jeśli to szort na dobry start, to całkiem udany.
Pozdrawiam
Hej, dzięki za przeczytanie, fajnie że się spodobało i przepraszam za błędy. Może rozwinę pomysł do dłuższej wersji, coś tam chodzi mi po głowie.
Hej Locus :) To była nieoficjalna beta, ale beta :). Nie ma sprawy. Klimatyczny szort, nawet klaustrofobiczny z ciekawym twistem :). Klikam i pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Cześć
Ciekawy szort – krótki, ale treściwy. Podobnie jak Hesket, nie spodziewałem się, że chłopak zginie. Nie do końca wiem jednak, czy chciałeś coś konkretnego nim przekazać, czy raczej skupiłeś się na klimatycznym opisie zdarzenia, które finalnie okazuje się zabójstwem.
„…zniknął za załomem muru. Zawołałem za nim dwa razy.” – te powtórki z/za to celowe?
„Cygan” – specyficzne imię dla psa. Może być odebrane pejoratywnie. To też celowy zabieg?
Ogólnie jest ok,
Pozdrawiam
rr
Dzięki za klika Bardzie.
Robercie, aliteracja była niezamierzona, poprawiłem to, ale teraz brzmi chyba gorzej. ;) Dzięki za zwrócenie uwagi.
Co do Cygana, to kiedyś na wsiach często czarne kundelki nazywano w ten sposób (popularne było, o zgrozo, również Murzyn) i nie miało to na celu nikogo obrażać, ale jak ktoś się poczuje urażony to przepraszam.
Co do shorta, to chyba ważniejsze jest, jak czytający odbierze opowiadanie niż to, co chciałem przekazać. Jeśli udało mi się choć trochę zagrać na emocjach, to myślę że cel został osiągnięty.
Zamysł był na dłuższą formę, ale chciałem sprawdzić czy zadziała jako short.
Pozdrawiam Ciepło.
Fajne. Zaskoczyłeś mnie. Prędzej spodziewałbym się smoka niż mordercy w ludzkiej skórze. ;)
Zauważyłem ogon wystający zza jakichś klamotów…
Dziękuję za przeczytanie Maćku. Klamotów brzmi przecież słodko, no, ale zmienię na gratów, żeby nie kłuło w oczy. ;)
Nie, nie, jest dobrze, zostaw “klamotów”. Nie o nie mi chodziło, tylko o ten tajemniczy ogon. Teraz wiem, że psi. W pierwszej chwili pomyślałem o smoku. Wiesz, ja za dużo naczytałem się bajek i fantasy. ;)
„Co do shorta, to chyba ważniejsze jest, jak czytający odbierze opowiadanie niż to, co chciałem przekazać.” – otóż to. Słuszna uwaga, jestem podobnego zdania.
„Co do Cygana, to kiedyś na wsiach często czarne kundelki nazywano w ten sposób (popularne było, o zgrozo, również Murzyn) i nie miało to na celu nikogo obrażać, ale jak ktoś się poczuje urażony to przepraszam.” – mnie to nie uraziło, zwłaszcza jeśli jest to zabieg stylistyczny, dzięki któremu można coś wywnioskować o bohaterze lub jego spojrzeniu na świat. W „Dom zły” pies Dziabasa, o ile dobrze pamiętam, też nazywał się Murzyn, ale tam akcja toczy się na początku lat osiemdziesiątych, na odległej wsi. Dziś nazwanie psa Cyganem czy Murzynem bywa odbierane inaczej. To tylko luźne spostrzeżenie.
„jeśli udało mi się choć trochę zagrać na emocjach, to myślę że cel został osiągnięty.” – tak, cel został osiągnięty.
Pozdrawiam
Maćku: No dobra, teraz to z kolei ja z opóźnieniem zrozumiałem twoje wątpliwości. Rzeczywiście, można fragment z ogonem zrozumieć tak jak ty to zrobiłeś, pomyślę jeszcze nad tym fragmentem. Dzięki.
Robercie: kwestia tego Cygana to żaden zabieg, po prostu odnosi się do psa, który naprawdę istniał, co prawda nie nazywał się tak, ale miał pewien związek z tym imieniem. ;) Może rzeczywiście pomyślę nad przemianowaniem go, skoro jest to zrozumiałe jedynie dla mnie. Choć jakbym nazwał go Anubis lub psychopomp, to było by zbyt nachalne i naiwne. ;) Dzięki.
Na początku, wyłapałam kilka powtórzeń, a potem tekst mnie wciągnął i nie zwracałam uwagi. Jest napięcie, jest fajnie i tylko końcówkę nie bardzo zrozumiałam.
Czarna, dziękuję za przeczytanie i komentarz, postaram odwdzięczyć się tym samym. Miło słyszeć że fajnie się czytało. Jeśli końcówka nie jest do końca jasna, to chyba nie jest wadą? :)
Nie. Nie jest wadą