- Opowiadanie: HollyHell91 - Księżniczka zamknięta w wieży

Księżniczka zamknięta w wieży

Szorcik może nie wybitny, ale napisany dla utrzymania formy. I przełamania blokady pisarskiej, która mnie złapała po otrzymaniu Piórek (bo cokolwiek teraz zaczynam pisać, nie jest wystarczająco dobre! To nie na Piórko!).

 

Dziękuję za betę i wnikliwe uwagi niezawodnym: MichaelBullfinch beeeecki.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Księżniczka zamknięta w wieży

Z trudem rozklejam powieki. Głowa okropnie ciąży.

Uderzyłam się o coś?

Oczy pieką, na policzkach czuję zaschnięte łzy. Próbuję rozgonić resztki snu i wrócić na jawę. Nie jest to łatwe, gdy coś chce mi rozłupać czaszkę od środka.

Chcę wstać, lecz ostra błyskawica bólu przeszywa mi skroń i każe znowu legnąć na… sienniku? Pryczy?

Dopiero teraz dociera do mnie, że nie jestem w domu. Wpatruję się w ceglany sufit zamiast w dymnik i słomiany dach.

Odwracam powoli głowę w prawą stronę – surowa, chropowata ściana. W lewą – szeroka ława i wiadro. Pomieszczenie jest okrągłe, jak w wieży. Między skromnymi meblami i pryczą jest też okno, przez które wpadają promienie zachodzącego słońca.

Powoli wstaję. Głowa ćmi, przykładam do niej dłoń, próbując w magiczny sposób odgonić ból.

Stawiam jedną nogę na posadzce i od razu ją cofam.

Zimne! Gdzie moje buty?

Rozglądam się, ale nigdzie ich nie widzę. Nawet nogawic nie mogę znaleźć. Mam na sobie jedynie długą, luźną tunikę.

Wzdycham głęboko i podejmuję kolejną próbę. Przykładam delikatnie stopę do podłogi, pozwalając się jej przyzwyczaić do zimna. Przykładam drugą nogę. Wypuszczam powietrze z ust.

Wstaję i drepczę w stronę wąskiego okna. Jest zwykłe, proste, bez błony czy chociaż okiennic. W końcu przed nim staję.

Widok zapiera dech. Jestem wysoko, bardzo wysoko. Ciemny, gęsty las rozciąga się po horyzont, za nim znika powoli krwawe słońce. Czerwona łuna ścieląca się na czubkach drzew jest czarująca. Zamieram.

Dopiero po chwili kieruję wzrok w inne miejsca. Przed lasem dostrzegam niewielką polanę. Pod samą wieżą znajduje się brama, która jest zamknięta. Między nią a wieżą widzę niemal pusty dziedziniec, na którym stoi jedynie jakiś zdezelowany wóz, a na nim nieco słomy.

I to wszystko. W którą stronę nie spojrzę, tam gęsty las.

Zachwyt widokiem ustępuje przerażeniu. Czuję suchość w gardle, niewidzialny ciężar przygniata pierś.

Co ja tu właściwie robię?

Gdzie ja jestem?

Odwracam się od okna i moje spojrzenie natychmiast pada na drzwi. Solidne, drewniane z metalowymi okuciami i kratą u dołu.

Podbiegam do nich i próbuję otworzyć. Są ciężkie, nawet klamkę trudno nacisnąć. Niestety ani drgną.

Nagle drzwi i ściany wirują. Ląduję na kolanach, chwytam łapczywie powietrze. Ból głowy powraca z podwójną siłą.

Jestem więźniem. Nie wyjdę stąd. Nie wiem nawet, gdzie jestem, co to za wieża, w całym dwudziestoletnim życiu nie słyszałam o żadnej przeklętej wieży w okolicy…

Oddychanie przychodzi z coraz większym trudem. Myśli kłębią się w głowie tak gęsto, że zaraz stracę zmysły…

 

 

Gdy wreszcie się uspokajam, w komnacie znika ostatni ukośny promień zachodzącego słońca. Czuję zbliżający się wraz ze zmierzchem chłód. Zamarznę tutaj!

Spoglądam na pryczę. Leży na niej worek wypełniony słomą. Jeśli będę drżeć z zimna, rozpruję go i wejdę do środka. Słoma z pewnością mnie dotkliwie podrapie, ale jakoś to zniosę.

Brzuch zabulgotał głośno, jakby z pretensją. A co z jedzeniem? Ten, kto mnie tu wrzucił, chce mnie zagłodzić… na śmierć…?

Ryk. Zwierzęcy. Dobiega z zewnątrz.

Zastygam. Ten dziwny dźwięk trwał tylko chwilę, ale zdążył mnie oszołomić.

Boję się ruszyć. Tak jakby mój ruch miał znów sprowokować ten osobliwy krzyk.

Staram się uspokoić. Rzadko bywałam w lesie. Czy to zwierzęce odgłosy? Pamiętam kota, który wydawał upiorne dźwięki.

Pamiętasz, jak myślałaś, że pod oknem wyje poroniec? A to był tylko kot…

No właśnie.

Skowyt znów się rozlega. Tym razem jest o wiele dłuższy. Powtarzam sobie – to na pewno dzikie zwierzę. Choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że było w tym skowycie coś… ludzkiego.

Moje serce bije jak szalone, do oczu napływają łzy.

Gdy z trudem przełamuję strach, by się poruszyć, podbiegam do pryczy. Rozpruwam worek, ranię dłonie, pieką mnie, krwawią, ale to nie jest ważne. Wchodzę do środka i modlę się, by ten przeklęty skowyt już nie dotarł do moich uszu.

 

 

Myślałam, że nie zasnę, ale gdy otwieram oczy, ze zdziwieniem stwierdzam, że jest ranek.

Intensywny zapach jedzenia uderza mnie w nos. Pachnie smakowicie… Boczek!

Rozglądam się po komnacie i dostrzegam pod drzwiami miskę z jadłem. Jajecznica z wielkimi płatami smażonego boczku…

Wstaję z pryczy za szybko. Worek nadal oplata nogi. Uderzam łokciem o zimną posadzkę. Zaciskam zęby i wygrzebuję się z posłania. Biegnę pod drzwi.

Jedzenie jest jeszcze ciepłe. Patrzę na klamkę. Chwytam ją odruchowo i szarpię.

Drzwi są jednak zamknięte. Przykładam ucho do desek. Cisza.

Wzdycham głośno i wracam spojrzeniem do jedzenia. Przez chwilę widoczność zasnuwa mgła, czuję wilgoć na policzku. Kilka łez kapie na posiłek, ścieram je z twarzy i sięgam do miski. Jem łapczywie, jedzenie jest pyszne. Albo głód każe mi tak myśleć.

Gdy odkładam już opróżnioną miskę na posadzkę, dostrzegam kratę u dołu drzwi, o której już zdążyłam zapomnieć. Pochylam się do niej i próbuję cokolwiek dostrzec.

Ale za kratą czeka tylko ciemność. Nie rozprasza jej światło dnia czy pochodni.

Rozczarowana, odsuwam się od drzwi. Opieram plecy o ścianę i mój wzrok pada na okno, znajdujące się dokładnie na wprost.

Przez nie wpływają ciepłe promienie słońca i lądują na posadzce, jakby chciały sięgnąć moich stóp. Jakby chciały mnie pocieszyć? Powoli wstaję. Muszę zobaczyć kawałek świata.

Wyglądam na zewnątrz i zamieram.

Polana przed lasem jest w wielu miejscach brutalnie rozorana. Nie wygląda to na ślady pługa czy dzików. Kopce odgarniętej ziemi są zbyt wielkie, bruzdy zbyt szerokie i rozległe.

Wspomnienie wczorajszych krzyków odbija się w głowie jak echo. Aż skóra cierpnie.

Boję się. Chcę, żeby ktoś mnie stąd wydostał.

Kto mógł cię tu zamknąć i dlaczego?

Nie wiem.

Postaraj się sobie przypomnieć, co było wcześniej.

Biję się z myślami. Dziwne uczucie. Nieraz prowadziłam ze sobą dialog, lecz teraz głosy brzmią prawdziwiej niż zwykle.

To z pewnością ze strachu.

Zamykam oczy. Czuję delikatny powiew wiatru, który muska twarz, włosy, szyję.

Przecież nie zrobiłam nic złego. Chodziłam co niedzielę do kościoła, co ranek młóciłam zboże i wyprowadzałam krowy na pastwisko. Tkałam tuniki, gotowałam posiłki, bieliłam ściany. Nie krzyczałam na męża, choć on czasem krzyczał na mnie. Mało tego. Nawet uratowałam go przed szatanem.

 

Widziałam go dobrze, mimo że już zapadł zmierzch. Czaił się za stogiem. Zdradzały go rogi kozła wystające zza stosu siana. Tomasz wracał z pola, z kosą przerzuconą przez ramię. Właśnie uszykowałam wieczerzę, wyszłam przed dom, wyglądając powrotu męża.

Wtedy diabeł wyłonił się ze swojej kryjówki. Nigdy wcześniej ani potem nie widziałam czegoś tak upiornego.

Oczy szatana płonęły, wielkie jak pięści. Usta ułożyły się w koszmarny, trójkątny uśmiech. Uniósł ogromną łapę zakończoną dłuższymi niż u wideł szponami. Był dosłownie o krok od Tomasza.

Wtedy usłyszałam głos anioła. Wyraźnie, jakby usiadł na moim ramieniu.

Szatan przejmie jego duszę. Tomasz będzie smażył się w piekle. Po wieczność. Musisz go uratować.

Co mam zrobić? – powiedziałam to na głos czy pomyślałam? Nie pamiętam. Cała drżałam.

Anioł mnie jednak usłyszał.

Pomogę ci. Weź nóż. Gdy człowiek umiera z rąk anioła, trafia do nieba. Szatan nigdy nie dotrze do jego duszy. Tomasz będzie cieszył się życiem i spokojem wiecznym.

Wahałam się.

Co? Mam zabić męża?

Diabeł zaryczał. Skowyt był nieznośny dla ucha. Półzwierzęcy, półludzki. Aż serce mdlało.

Wbiegłam do domu, szybko odnalazłam nóż. Podałam go aniołowi.

Proszę, uratuj go – wyszeptałam.

Nie, moje dziecko. Razem go uratujemy.

Anioł chwycił dłoń, w której trzymałam nóż. Niewidzialna siła popchnęła mnie w stronę Tomasza.

Zawyłam z przerażenia, gdy poczułam, jak ostrze wbija się aż po rękojeść. Oczy męża rozszerzyły się, z ust popłynęła krew.

Padł na ziemię. Długo nie mogłam oderwać wzroku od jego wytrzeszczonych oczu i krwi, która wsiąkała w trawę.

Diabeł zniknął.

Uratowałaś go – Anioł szepnął.

 

Tak więc… Nie przypominam sobie, bym zrobiła coś złego. Żadnego powodu, by mnie tu więzić. Jak już, to powinnam była zostać nagrodzona! Za pokonanie diabła i uratowanie duszy męża.

A może to właśnie jest ta nagroda?

Tak! Jestem księżniczką zamkniętą w wieży. Wkrótce uratuje mnie książę! Przyjedzie na białym koniu, uwolni mnie i pojedziemy daleko, daleko od wszystkich, od tych, którzy wyśmiewali mnie i moje wizje, daleko hen, za horyzont…

Musisz tylko się uzbroić w cierpliwość…

Nagle cierpnie mi skóra na całym ciele.

Na polu przed lasem go dostrzegam.

Diabła.

Ryje zaciekle szponami w ziemi, odrzuca ją na boki. Wychyla się do tyłu, otwiera trójkątną paszczę. Wyrzuca z siebie zwierzęcy ryk.

Czuję okropny smród siarki. Jest obezwładniający.

Tak pachnie piekło… – szepnął anioł.

Koniec

Komentarze

Hej 

 

 

Uwagi do przemyślenia :) 

Chcę wstać, lecz ostra błyskawica bólu przeszywa moją skroń i każe znowu legnąć na… sienniku? Pryczy?

I tu uwaga – bo w tekście jest dużo zaimków, a niepotrzebnie bo kobita jest sama w wieży. 

 

Odwracam delikatnie głowę w prawą stronę. Surowa, chropowata ściana. Odwracam się w lewą stronę. Szeroka ława i wiadro

Odwracam delikatnie głowę w prawą stronę – urowa, chropowata ściana. W lewą – szeroka ława i wiadro – i nie masz powtórzenia. 

 

. Pomieszczenie jest okrągłe, jakby znajdowało się w wieży.

Pomieszczenie jest okrągłe, jak w wieży.

 

Co ja tu właściwie robię?

Gdzie ja jestem?

 

Może – Co ja tu robię? Gdzie jestem? 

 

Nie wiem nawet, gdzie jestem, co to za wieża, w całym swoim dwudziestoletnim życiu nie słyszałam o żadnej cholernej wieży w okolicy…

 

Gdy wreszcie się uspokajam, w komnacie znika ostatni ukośny promień zachodzącego słońca. Czuję zbliżający się wraz ze zmierzchem chłód. Zamarznę tutaj!

Już wiadomo, że zmierzch :)

 

Spoglądam na pryczę. Leży na niej worek wypełniony słomą. Jeśli będę drżeć z zimna, rozpruję go i wejdę do środka. Słoma z pewnością mnie dotkliwie podrapie, ale jakoś to zniosę.

Może – Spoglądam na pryczę i wypchany worek. Mogę go rozpruć i wejść do środka. Słoma z pewnością będzie kłuć, ale też ogrzeje. 

 

Zwierzęcy ryk. Z zewnątrz.

Zastygam

 

Może – Ryk. Zwierzęcy. 

Dochodzi gdzieś z dworu. Zastygam/ Zamieram

 

Ten dziwny dźwięk trwał tylko chwilę, ale zdążył mnie oszołomić.

Już zamarła więc może przestraszyć? 

 

Boję się ruszyć. Tak jakby mój ruch miał znów sprowokować ten osobliwy krzyk.

Nawet nie drgnę. W obawie przed kolejnym nieludzkim rykiem. 

 

Rzadko bywałam w lesie, taki odgłos z pewnością wydają zwierzęta. Nawet koty potrafią wyrzucić z siebie upiorne dźwięki.

 

Rzadko bywałam w lesie. Czy to zwierzęce odgłosy? Pamiętam kota, który wydawał upiorne dźwięki.

 

Mimo że staram się sobie wmówić, że tak zapewne brzmią dzikie zwierzęta, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że było w tym krzyku coś… ludzkiego?

Powtarzam sobie – to na pewno dzikie zwierzę. Choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że było w tym skowycie coś… ludzkiego.  

 

Ja widzisz ten fragment trochę mnie zatrzymał. Może w całości:

 

“Zwierzęcy ryk. Z zewnątrz.

Zastygam. Ten dziwny dźwięk trwał tylko chwilę, ale zdążył mnie oszołomić.

Boję się ruszyć. Tak jakby mój ruch miał znów sprowokować ten osobliwy krzyk.

Staram się uspokoić. Rzadko bywałam w lesie, taki odgłos z pewnością wydają zwierzęta. Nawet koty potrafią wyrzucić z siebie upiorne dźwięki.

Pamiętasz, jak myślałaś, że pod oknem wyje poroniec? A to był tylko kot…

No właśnie.

Skowyt znów się rozlega. Tym razem jest o wiele dłuższy. Mimo że staram się sobie wmówić, że tak zapewne brzmią dzikie zwierzęta, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że było w tym krzyku coś… ludzkiego?”

 

A tu propozycja zmian :)

 

Ryk. Zwierzęcy. 

Dochodzi gdzieś z dworu. Zastygam

Ten dźwięk trwał tylko chwilę, ale zdążył mnie przerazić. 

Nawet nie drgnę. W obawie przed kolejnym wyciem. 

Rzadko bywałam w lesie. Czy to zwierzęce odgłosy? Pamiętam kota, który wydawał upiorne dźwięki.

 Wtedy gdy myślałaś, że pod oknem wyje poroniec? A to był tylko kot…

No właśnie.

Znowu to słyszę. Trwa o wiele dłużej. Powtarzam sobie – to na pewno dzikie zwierzę. Choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że było w tym skowycie coś… ludzkiego.  

 

 

Gdy z ledwością przełamuję strach, by się poruszyć, podbiegam do pryczy.

Z ledwością?

 

Rozpruwam worek, ranię dłonie, pieką mnie, krwawią, ale to nie jest ważne. Chowam się do środka i modlę się, by ten przeklęty skowyt już nie dotarł do moich uszu.

Się i trochę przesadza z tym krwawieniem. Może – Rozpruwam worek, dłonie pieką od szorstkiego materiału, słoma kłuje dotkliwie, ale to nie jest ważne. Wchodzę do środka i proszę Boga by ten ryk już się nie powtórzył.

 

 

Intensywny zapach jedzenia uderza mnie w nos. Pachnie smakowicie… Boczek!

Rozglądam się po komnacie i dostrzegam pod drzwiami miskę z jadłem. Jajecznica z wielkimi płatami smażonego boczku…

Czuję zapach jedzenia. Rozglądam się po komnacie i dostrzegam pod drzwiami miskę z jajecznicą i wielkimi płatami smażonego boczku…

 

W jakim więzieniu tak karmią ;) 

 

 

Wyrywam się szybko z pryczy, ale zapomniałam, że przed snem wpakowałam się do worka, więc boleśnie uderzam łokciem o zimną posadzkę. Zaciskam zęby i wygrzebuję się z prowizorycznego posłania, podbiegam pod drzwi.

 

Ale wiemy, że jest w worku po co ta retrospekcja. Może – Wstaję z pryczy za szybko. Worek nadal oplata nogi. Uderzam łokciem o zimną posadzkę. Zaciskam zęby i wygrzebuję się z posłania. Biegnę pod drzwi.

 

Jem łapczywie, jedzenie jest pyszne. Albo głód każe mi tak myśleć.

Wygląda na smakowite :)

 

 

Zamykam oczy. Czuję delikatny powiew wiatru, który muska twarz, włosy, szyję. Niemal słyszę jego słowa pocieszenia.

 

Chwile wcześniej pocieszają ją promienie słoneczne. Więc może – On też mnie pociesza?

 

Chodziłam co niedzielę do kościoła, co ranek młóciłam siano i wyprowadzałam krowy na pastwisko. Tkałam tuniki, gotowałam posiłki, bieliłam ściany. Nie krzyczałam na męża, gdy wracał pijany z tawerny. To on krzyczał na mnie. Mało tego. Nawet uratowałam go przed szatanem.

 

Dam 100 zł temu kto napisze tekst o dawnej wsi gdzie, mąż się nie upijał i był miły dla żony ;P No i po co wybielać wariatkę. To właśnie jest fajne w tekście, że jej odbiło ;). Może wystarczy: 

 

Chodziłam co niedzielę do kościoła, co ranek młóciłam siano i wyprowadzałam krowy na pastwisko. Tkałam tuniki, gotowałam posiłki, bieliłam ściany. Nie krzyczałam na męża, choć on czasem krzyczał na mnie. Mało tego. Nawet uratowałam go przed szatanem.

 

Właśnie uszykowałam dla niego wieczerzę, wyszłam przed dom, wyglądając jego powrotu męża 

Może tak?

 

Wtedy diabeł wyłonił się ze swojej kryjówki

Wtedy diabeł wyłonił się zza siana?

 

Padł na ziemię. Długo nie mogłam oderwać wzroku od jego wytrzeszczonych oczu i krwi, która wsiąkała w ziemię.

 

Padł na ziemię. Długo nie mogłam oderwać wzroku od wytrzeszczonych oczu i krwi. (wsiąkającej w słomę?)

 

Nagle cierpnie moja skóra na całym ciele.

 

Może – Nagle skóra cierpnie na całym ciele. 

 

 

 

Super szort. Przerobienie klasycznej panny w wieży na schizofreniczkę mordującą męża wypadło ekstra. 

 

 

Klikam i pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzo fajny szort. Nie spodziewałam się takiego zakończenia.

Hej. Pobetowo.

Jak wiesz, najpierw zrozumiałem zakończenie w sposób, że kobieta trafia za swój czyn do piekła. To mi się bardzo nie podobało. Tak samo to, że psychoza w końcu się kończy, a chory żałuje – tu tego nie było.

Sprawnie odbiłaś piłeczkę, że nie jest to piekło, tylko ciąg dalszy psychozy bohaterki. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować świetnego szorta, bo przy takich założeniach, jest on naprawdę fajnie poprowadzony i ciekawy. Opisanie rozmowy z aniołem – według mojej najlepszej wiedzy – bardzo realne i świetnie obrazujące ostre przypadki schizofrenii. Pozostaje tylko współczuć takim ludziom z całego serca, nie zamykać ich w wieży i oferować wsparcie.

Powtórzę też, że dozgonny szacunek za sprawne pisanie w czasie teraźniejszym.

Klik.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

wrócić do jawy

Wrócić na jawę.

 

Odwracam delikatnie głowę

Czyli jak – powoli, ostrożnie? Słowo “delikatnie” bywa nadużywane.

 

Przykładam delikatnie stopę do klepiska

Tutaj jest usprawiedliwione

 

Nawet koty potrafią wyrzucić z siebie upiorne dźwięki.

Dość dziwnie to brzmi :)

 

Uniósł ogromną łapę zakończoną dłuższymi niż u wideł szponami

Wszystko zrozumiałe, tylko widły nie mają szponów.

 

Nagle cierpnie moja skóra na całym ciele.

Aż ścierpła mi skóra po przeczytaniu tego zdania :) 

 

W pierwszej części występuje klepisko, w drugiej posadzka. Klepisko wydaje się mało naturalne na wieży. Domyślam się, że bohaterka spodziewała się klepiska, ale okazało się, że jest tam posadzka.

 

To uwagi ogólne: pomysłowe, podobał mi się zwrot akcji. Obłąkanie bohaterki jest pokazane przekonująco. Sporo czarnego humoru, dobrze się czyta.

 

 

Hej, Bardzie!

 

Kurczaki, taki krótki tekst i tyle błędów się zalęgło? No cóż, poprawiamy:

 

I tu uwaga – bo w tekście jest dużo zaimków, a niepotrzebnie bo kobita jest sama w wieży. 

Ee, chyba przed betą było bez zaimka? Co osoba to opinia ;p

 

Odwracam delikatnie głowę w prawą stronę – urowa, chropowata ściana. W lewą – szeroka ława i wiadro – i nie masz powtórzenia. 

O, no i pięknie.

 

Już zamarła więc może przestraszyć? 

A zastygnąć i oszołomić to jest to samo?

 

Powtarzam sobie – to na pewno dzikie zwierzę. Choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że było w tym skowycie coś… ludzkiego.

Od razu lepiej.

 

Z ledwością?

Z trudem?

 

W jakim więzieniu tak karmią ;) 

No przecież to więzienie, a nie szpital, o co chodzi :D

 

Ale wiemy, że jest w worku po co ta retrospekcja. Może – Wstaję z pryczy za szybko. Worek nadal oplata nogi. Uderzam łokciem o zimną posadzkę. Zaciskam zęby i wygrzebuję się z posłania. Biegnę pod drzwi.

No nie wiem, może ktoś zapomniał ;p Poprawione.

 

Wygląda na smakowite :)

Mniam.

 

Chwile wcześniej pocieszają ją promienie słoneczne. Więc może – On też mnie pociesza?

Sami pocieszyciele ;p Usuwam ten pocieszający wiatr.

 

Wtedy diabeł wyłonił się zza siana?

A nie będzie już za dużo tego siana?

 

Padł na ziemię. Długo nie mogłam oderwać wzroku od wytrzeszczonych oczu i krwi. (wsiąkającej w słomę?)

Kuurnia, takie chamskie powtórzenie, co jest ze mną.

Zamieniłam drugą ziemię na trawę.

 

Może – Nagle skóra cierpnie na całym ciele. 

To samo, co wcześniej, przed betą było bez zaimka (chyba?). Na razie zostawię.

 

Super szort. Przerobienie klasycznej panny w wieży na schizofreniczkę mordującą męża wypadło ekstra. 

O, dzięki wielkie! laugh

 


 

Cześć, CZARNA2,

 

dziękuję za przeczytanie i opinię, pozdrawiam!

 


Witaj, Michealu,

 

dziękuję Ci jeszcze raz za betę i garść (a nawet dwie garście) celnych uwag. No i za ten komentarz, za miłe słowa.

 

Powtórzę też, że dozgonny szacunek za sprawne pisanie w czasie teraźniejszym.

O, a z tego chyba jestem najbardziej dumna.

 

Klik.

Pozdrawiam!

Dziękuję, pozdrawiam również!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

O, marzan wrócił! laugh

 

wrócić do jawy

Wrócić na jawę.

Że na tę wyspę? Hehe.

Ale serio, tak się mówi poprawnie? Brzmi dziwnie.

 

Odwracam delikatnie głowę

Czyli jak – powoli, ostrożnie? Słowo “delikatnie” bywa nadużywane.

O, Boże, Odynie, Buddo, słyszę kroki Tarniny, są coraz szybsze!

Już zmieniam, Matko Boska!

 

Przykładam delikatnie stopę do klepiska

Tutaj jest usprawiedliwione

No to uf.

 

Nawet koty potrafią wyrzucić z siebie upiorne dźwięki.

Dość dziwnie to brzmi :)

Już zmienione, dzięki Bardowi :)

 

Uniósł ogromną łapę zakończoną dłuższymi niż u wideł szponami

Wszystko zrozumiałe, tylko widły nie mają szponów.

Nosz, kureczka, skapnęli się ;p

Ale nie wiem, co z tym zrobić. No bo z kolei łapa nie ma zębów.

 

Nagle cierpnie moja skóra na całym ciele.

Aż ścierpła mi skóra po przeczytaniu tego zdania :) 

Yyy, a dlaczego? Przez zaimek?

 

W pierwszej części występuje klepisko, w drugiej posadzka. Klepisko wydaje się mało naturalne na wieży. Domyślam się, że bohaterka spodziewała się klepiska, ale okazało się, że jest tam posadzka.

To zmienię wszędzie na posadzkę. Bo klepisko to chyba może być tylko na parterze, prawda?

A podłoga raz przejdzie? Bo teraz dużo powtórzeń posadzki się robi.

 

To uwagi ogólne: pomysłowe, podobał mi się zwrot akcji. Obłąkanie bohaterki jest pokazane przekonująco. Sporo czarnego humoru, dobrze się czyta.

Dziękuję! Ale, yyy, gdzie tu jest czarny humor? ;p

 

Pozdrawiam przeserdecznie!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Bardzo dobry szort, szczegółnie mi się podoba zakończenie które – co prawda brałem pod uwagę i nawet chciałem, żeby się wydarzyło, jednak nie spodziewałem się, że zostanie użyte.

Bardzo mi się podoba ten twist;)

Melendur88

Witaj. :)

Przerażające… Po prostu makabryczne opisanie choroby. Świetne, ale i napawające bezgranicznym strachem. A najgorsze w tym wszystkim, że tacy ludzie są obok nas (i – niestety – naszych Bliskich), a my nigdy do końca nie pojmiemy, co tak naprawdę siedzi w ich głowach. 

Pięknie pokazałaś emocje bohaterki. Można przez większość opowieści uwierzyć, że faktycznie opowiadasz o uwięzionej królewnie. BRAWA! :)

Pozdrawiam serdecznie, podwójny klik za zaskakujący pomysł i pokazanie emocji. ;)

Powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Ee, chyba przed betą było bez zaimka? Co osoba to opinia ;p

Wydaje mi się, że zaimki muszą się pojawić by wskazać osobę ale jeśli wiemy o kim jest mowa w tekście to raczej są zbędne :)

 

zastygnąć oszołomić to jest to samo?

Nie, ale mam takie wrażenie, że jak zastygamy to możemy być też oszołomieni. Stałem oszołomiony, zastygłem niezdolny do jakiegokolwiek działa – czyli też jest oszołomiony albo zastygłem oszołomiony. Widzisz to wszystko właściwie odnosi się do jednej sytuacji. Oczywiście można zastygnąć i nie być oszołomionym, ale w kontekście upiornego wycia… No nie wiem, do przemyślenia :) 

 

Z trudem?

Jasne, jeśli lepiej pasuje :)

 

 

A nie będzie już za dużo tego siana?

A nie wiem, to już musisz sprawdzić :) 

 

 

 

Nie ma sprawy :) 

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ale nie wiem, co z tym zrobić. No bo z kolei łapa nie ma zębów.

Uniósł ogromną łapę zakończoną szponami długimi niczym zęby wideł/dłuższymi od zębów wideł (zależy, czy ma miarkę w oku)

 

Ale serio, tak się mówi poprawnie? Brzmi dziwnie.

Mówić można, pisać wg słownika nie. To ugruntowane historycznie połączenie, może obecnie brzmi dziwnie bo mało używa się konstrukcji tego typu. Ale sam byłem zaskoczony, myślałem że słownik wskaże, że na jawie to forma bardziej literacka, ale w cytatach była tylko ta.

 

Nagle cierpnie moja skóra na całym ciele.

Aż ścierpła mi skóra po przeczytaniu tego zdania :) 

Yyy, a dlaczego? Przez zaimek?

Tak, i w dodatku brzmi to jak kalka z angielskiego. 

 

Cześć, HollyHell91

Bohaterka wypuściła powietrze z ust? A nie wypuszcza się powietrza z płuc? No bo kto łapie powietrze do jamy ustnej? I kolejna sprawa… trudno mi sobie wyobrazić aby słoma dotkliwie podrapała. Możliwe, że inaczej wyobrażam sobie dotkliwe podrapanie. Ze słomą miałem do czynienia, nawet biegałem po ściernisku, dlatego jakoś mnie to zatrzymało. 

Szort udany. Ciekawy twist, zaskakujący. Biedna, teraz będzie musiała siedzieć w tej wieży i czekać na księcia. 

Zabawne, że jeszcze wczoraj pisałem w komentarzu o księciu i dzisiaj znowu…

Czy odpowiedzialność należy zrzucić na barki świętego Walentego, który przybędzie lada dzień?

Klik

Pozdrawiam

Edit:

Wygląda na to, że tylko ja uwierzyłem w to, że ona siedzi w tej wieży, ale tak na poważnie, że za karę tam jest

:-)

 

Wtrącę, Heskecie. :)

I kolejna sprawa… trudno mi sobie wyobrazić aby słoma dotkliwie podrapała. Możliwe, że inaczej wyobrażam sobie dotkliwe podrapanie. Ze słomą miałem do czynienia, nawet biegałem po ściernisku, dlatego jakoś mnie to zatrzymało. 

Słoma makabrycznie drapie i kłuje. Też biegałam po ściernisku, bo zawsze pomagałam Dziadkom podczas prac na polu, jak sianokosy czy żniwa. I, pamiętam, stale miałam nogi, a szczególnie stopy, całe pokrwawione, mimo założonych sandałów. :) Ścięte, suche źdźbła zbóż to przekleństwo dla skóry. Siano jest nieco łagodniejsze, choć też go nie znosiłam, bo masa tam chwastów z twardymi łodygami. 

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Holly,

ja już pobetowo, więc krótko.

Miałaś pomysł i udanie go wykonałaś. Wybrałaś intrygujący problem z przeszłości, w dodatku trafnie dobrałaś do niego narrację i sposób przedstawienia świata. Z pewnością tekst mógłby być dłuższy, a wtedy uniknąłby wielu zarzutów, bo miałby czas, żeby wszystko rozbudować.

Ale to miał być szort i tę decyzję należy uszanować.

Cóż powiedzieć, jeśli tak wygląda przełamanie niemocy, to strach się bać, jak wygląda owa moc. Choć w sumie chyba wiemy, patrząc po dwóch ostatnich miesiącach :)

 

Pozdrawiam serdeczniutko (klikam ofkors)

bruce, rozumiem. Widocznie jestem gruboskórzasty :-)

Hmm… Tylko czy to na pewno fantastyka? Bo jeśli dobrze zrozumiałem (a ostatnio niezbyt dobrze mi to idzie), nie ma diabłów, nie ma aniołów, jest tylko chora psychicznie bohaterka, która widzi różne rzeczy. Innych elementów stricte fantastycznych nie dostrzegłem, a jeśli te nie są ,,prawdziwe”, to mam wątpliwości.

cholernej wieży

Nie za współczesne aby?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej ho! 

cokolwiek teraz zaczynam pisać, nie jest wystarczająco dobre!

Wielkie wyróżnienie, zamieniło się w brzemię. Z czym teraz do ludzi? xD

 

Kiedy zaczęłam czytać Twoje opowiadanie, chciałam już marudzić na wybrany tytuł. Wydawał mi się wielkim spoilerem. Gdy główna bohaterka budzi się i rozgląda po okrągłym pokoju, zastanawiając się, gdzie właściwie jest, miałam ochotę podpowiedzieć, że Jej Wysokość została zamknięta w wieży. :D

Dopiero po dotarciu do finału zrozumiałam, że powinnam była Ci zaufać, bo zrobiłaś na końcówce naprawdę efektowny fikołek! Wydaje mi się, że blokadę pisarską pokonałaś śpiewająco. 

 

Kilka drobnostek, które mi wpadły w oko: 

Między nią a wieżą widzę niemal pusty dziedziniec, na którym stoi jedynie jakiś zdezelowany wóz, a w nim nieco słomy.

A to nie jest taki otwarty wóz? Wtedy chyba “na nim”. 

 

Biegnę pod drzwi.

Jedzenie jest jeszcze ciepłe. Patrzę na klamkę w drzwiach. Chwytam ją odruchowo i szarpię.

Drzwi są jednak zamknięte

Opieram plecy o ścianę i mój wzrok ląduje na oknie, znajdującym się dokładnie na wprost.

Przez nie wpływają ciepłe promienie słońca i lądują na posadzce,

Może wzrok pada na okno? 

To z pewnością od strachu.

Może lepiej “ze strachu”?

 

 

Klikam i pozdrawiam! 

Podążaj za białym królikiem.

Hejka! smiley

Czytając, cały czas miałam wrażenie, że coś jest „nie tak”, ale nie potrafiłam tego nazwać. Od pierwszych zdań czuć dezorientację bohaterki i ten stan chyba mi się udzielił. Podoba mi się przejście od realistycznego niepokoju do problemów strefy psychicznej. Dialogi wewnętrzne i głosy, które bohaterka próbuje sobie tłumaczyć, brzmią autentycznie i przerażająco, a najbardziej chyba przeraża, jak bardzo bohaterka wierzy w to, że postąpiła dobrze. Wyraźnie pokazałaś to, jak dla bohaterki, granica między tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne, stopniowo się zaciera.

Pozdrawiam. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

I chroń mnie, Boże, przed przyjaciółmi. Z wrogami sama sobie poradzę.

Interesujący szort, zręcznie utrzymujesz odbiorcę w niewiedzy, o co chodzi. Aż do końca w zasadzie.

Zastanawiam się, jak bohaterka radziła sobie z sikaniem. Ale w bajkach o takich drobiazgach się nie wspomina…

co ranek młóciłam siano

A po co? Młóci się zboże, żeby oddzielić ziarna od słomy.

Babska logika rządzi!

Dobry wieczór, Holly!

Całkiem przyjemna miniaturka dla przełamania blokady (w ogóle wyobraziłem sobie tutaj blokadę morską weny, w jakimś fantastycznym wymiarze, i przełamujące ją rajdery wyładowane natchnieniem). Końcowy zwrot akcji mniej więcej przeczuwałem, ale i tak wydał mi się udany, nie mam natomiast poczucia, bym uzyskał lepszy niż dotychczas wgląd w życie wewnętrzne osoby dotkniętej psychozą, więc opowiadanie raczej nie zapadnie mi w pamięć na bardzo długo. Fantastyka jest rzeczywiście blada, wyrażająca się w wykorzystaniu baśniowego motywu księżniczki w wieży, a nie w rozwoju fabuły. Można w sumie różnie interpretować, czy sama wieża jest urojeniem, czy też faktycznie umieścili dziewczynę w wieży błaznów (Narrenturm); czy jajecznica to złuda od jakiegoś mniej apetycznego posiłku, czy wcale jej nie ma. Przy okazji przyszło mi na myśl, że utwór wygląda, jakby mógł być zainspirowany informacją o niepoczytalności zabójcy portierki z UW, ale chyba zaczęłaś go pisać wcześniej?

Spróbuję jeszcze wypatrzyć parę drobiazgów językowych i interpunkcyjnych…

Próbuję rozgonić resztki snu i wrócić na jawę. Nie jest to łatwe, gdy coś próbuje mi rozłupać czaszkę od środka.

Usunąć powtórzenie.

ostra błyskawica bólu przeszywa moją skroń

Przeszywa mi skroń – zaimek dzierżawczy przy części ciała to zwykle błędna kalka z angielskiego, Marzan zwraca Ci na to samo uwagę w innym miejscu.

(Marzanie, czy aby już wspominałem, że niezwykle miło jest Cię znów widzieć na Portalu?)

Wpatruję się w ceglany sufit, zamiast w dymnik i słomiany dach.

Przecinek niezasadny, nie ma odrębnych orzeczeń.

moje spojrzenie natychmiast ląduje na drzwiach.

Lepiej “pada na drzwi”.

Wchodzę do środka

Wyobrażam sobie bardziej “wczołguję się”.

Przez chwilę widoczność zasnuwa mgła

Widoczność nie pasuje. Może “pole widzenia zasnuwa mi mgła”, choć to też niezbyt trafne stylistycznie. Może po prostu “świat”.

Rozczarowana odsuwam się od drzwi.

Dałbym przecinek, bo “rozczarowana” jest tu właściwie równoważnikiem zdania (orzecznik z łącznikiem domyślnym “będąc”).

mój wzrok ląduje na oknie, znajdującym się dokładnie na wprost.

Przez nie wpływają ciepłe promienie słońca i lądują na posadzce

Wyraźnie nadużywasz tego czasownika.

Nie wygląda to na pracę pługa czy dzików.

Robotę? Dzieło? Ślady? Tak, chyba najlepiej ślady.

Tomasz wracał z pola, z przerzuconą kosą na ramieniu.

Z kosą przerzuconą przez ramię.

Nigdy wcześniej ani nigdy potem nie widziałam czegoś tak upiornego.

“Nigdy wcześniej ani potem” lub “nigdy wcześniej i nigdy potem”.

Uratowałaś go – Anioł szepnął.

Właściwy szyk “szepnął anioł”.

 

Wyłowione z komentarzy:

Nie wiem nawet, gdzie jestem, co to za wieża, w całym swoim dwudziestoletnim życiu nie słyszałam o żadnej cholernej wieży w okolicy…

Jak ogólnie zgadzam się z uwagami Barda, tak to powtórzenie wieży mnie się akurat podoba, ładnie podkreśla konfuzję bohaterki.

Zastanawiam się, jak bohaterka radziła sobie z sikaniem. Ale w bajkach o takich drobiazgach się nie wspomina…

Myślę, że do tego (i nie tylko) służyło wspomniane wiadro z lewej strony. Po napełnieniu zawartość wylewamy przez okno, w zależności od względnego poziomu znudzenia i kultury osobistej krzycząc “Uwaga tam na dole!” lub czając się na dozorcę.

 

Dziękuję za podzielenie się tekstem, polecam do Biblioteki i pozdrawiam!

bruce, rozumiem. Widocznie jestem gruboskórzasty :-)

laugh

Heskecie, myślałam o tej słomie i przyszło mi jeszcze do głowy, że może miałeś na myśli – pytając o to, czy ona może powodować aż tak poważny dyskomfort – tzw. słomę prasowaną. :)

Pozdrawiam. :)

 

SNDWLKR

Tylko czy to na pewno fantastyka? Bo jeśli dobrze zrozumiałem (a ostatnio niezbyt dobrze mi to idzie), nie ma diabłów, nie ma aniołów, jest tylko chora psychicznie bohaterka, która widzi różne rzeczy. Innych elementów stricte fantastycznych nie dostrzegłem, a jeśli te nie są ,,prawdziwe”, to mam wątpliwości.

W moim odczuciu – jak najbardziej. Gdyby nakręcono film na podstawie tego tekstu, wszystko widzielibyśmy. I wieżę, i anioła, i diabła… Poza tym – fantastykę tworzy wyobraźnia jej twórcy, w tym wypadku – tytułowej księżniczki. Tak przynajmniej to odebrałam. :) 

Pozdrawiam. :)

 

Ślimaku Zagłady:

Przy okazji przyszło mi na myśl, że utwór wygląda, jakby mógł być zainspirowany informacją o niepoczytalności zabójcy portierki z UW

Miałam dokładnie te same skojarzenia i myśli, kiedy pisałam komentarz. sad A samą zbrodnią byłam dosłownie wstrząśnięta. sad

 

I zgadzam się z tym, do czego mogło służyć wiadro – czytając o nim, nasunęło mi się mimowolnie takie jego przeznaczenie. :)

 

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Nie, nie prasowaną :-) 

Aha. :) 

Pecunia non olet

Hej, melendur88,

 

Dziękuję Ci za opinię i cieszę się, że spodobał Ci się twist :)


 

Witaj, bruce,

 

Po prostu makabryczne opisanie choroby. Świetne, ale i napawające bezgranicznym strachem. A najgorsze w tym wszystkim, że tacy ludzie są obok nas (i – niestety – naszych Bliskich), a my nigdy do końca nie pojmiemy, co tak naprawdę siedzi w ich głowach.

To prawda, cieszę się, że jest to widoczne, bo o to mi właśnie chodziło.

 

Można przez większość opowieści uwierzyć, że faktycznie opowiadasz o uwięzionej królewnie. BRAWA! :)

heart

 

Pozdrawiam serdecznie, podwójny klik za zaskakujący pomysł i pokazanie emocji. ;)

Jesteś zbyt hojna, bruce :) Uważam, że to przesada, ale nic nie poradzę na to, że i tak zrobiło mi się bardzo miło :)

 

Dzięki wielkie i pozdrowionka!

 


 

Cześć, Bardzie,

 

Wydaje mi się, że zaimki muszą się pojawić by wskazać osobę ale jeśli wiemy o kim jest mowa w tekście to raczej są zbędne :)

Mnie też tak się wydaje. Skoro jest tylko jedna osoba, to wiadomo, o kogo chodzi.

 

Dzięki jeszcze raz!

 


 

Szalenie miło Cię widzieć z powrotem, marzanie!

 

Uniósł ogromną łapę zakończoną szponami długimi niczym zęby wideł/dłuższymi od zębów wideł (zależy, czy ma miarkę w oku)

Ajajaj, ale to już jest za długie zdanie, zwłaszcza w formie szorta.

 

Mówić można, pisać wg słownika nie. To ugruntowane historycznie połączenie, może obecnie brzmi dziwnie bo mało używa się konstrukcji tego typu. Ale sam byłem zaskoczony, myślałem że słownik wskaże, że na jawie to forma bardziej literacka, ale w cytatach była tylko ta.

To ciekawe!

 

Tak, i w dodatku brzmi to jak kalka z angielskiego. 

Przed betą było bez moja. Zmieniłam na mi, nie wiem, czy jest lepiej. Nie wiem też, dlaczego to jest kalka z angielskiego, aż tak nie znam dobrze tego języka i nie czytam książek w nim. Może powinnam zacząć?

 

Dziękuję za uwagi!


 

Dzień dobry, Heskecie,

 

Bohaterka wypuściła powietrze z ust? A nie wypuszcza się powietrza z płuc? No bo kto łapie powietrze do jamy ustnej?

Hm, no wiadomo, że z płuc, ale oczami wyobraźni widzimy z ust… Czy to błąd? Szczerze nie wiem, czy należy aż tak dbać o zgodność z biologią, czy to jest ważniejsze niż stworzenie odpowiedniego obrazu w głowie czytelnika… temat warty dyskusji.

 

I kolejna sprawa… trudno mi sobie wyobrazić aby słoma dotkliwie podrapała. Możliwe, że inaczej wyobrażam sobie dotkliwe podrapanie. Ze słomą miałem do czynienia, nawet biegałem po ściernisku, dlatego jakoś mnie to zatrzymało. 

To musisz mieć jakąś grubą skórę, bo mnie nieraz podrapała dotkliwie :O

Poza tym trzeba pamiętać, że to jest “księżniczka” :)

No i bruce potwierdza moje słowa :)

 

Szort udany. Ciekawy twist, zaskakujący. Biedna, teraz będzie musiała siedzieć w tej wieży i czekać na księcia. 

Dziękuję! No, niestety.

 

Wygląda na to, że tylko ja uwierzyłem w to, że ona siedzi w tej wieży, ale tak na poważnie, że za karę tam jest

No bo jest tam naprawdę… Ale jeśli ktoś to zinterpretował inaczej, to też w porządku :) Fajnie, że czytelnicy doszukują się czegoś więcej, nurkują głębiej.

 

Dzięki za odwiedziny i uwagi, pozdrawiam!

 


 

Hej, beeeecki,

 

jeszcze raz dziękuję za betę!

 

Wybrałaś intrygujący problem z przeszłości, w dodatku trafnie dobrałaś do niego narrację i sposób przedstawienia świata.

To mnie bardzo cieszy, ostatnio eksperymentuję z różnymi formami narracji i bardziej świadomie niż kiedyś zastanawiam się nad ich użyciem.

 

Cóż powiedzieć, jeśli tak wygląda przełamanie niemocy, to strach się bać, jak wygląda owa moc. Choć w sumie chyba wiemy, patrząc po dwóch ostatnich miesiącach :)

Oj, przestań! <rumieni się> laugh

 

Pozdrawiam serdeczniutko (klikam ofkors)

Dziękuję serdeczniutko :)


 

Cześć, SOUNDWALKER,

 

Hmm… Tylko czy to na pewno fantastyka? Bo jeśli dobrze zrozumiałem (a ostatnio niezbyt dobrze mi to idzie), nie ma diabłów, nie ma aniołów, jest tylko chora psychicznie bohaterka, która widzi różne rzeczy. Innych elementów stricte fantastycznych nie dostrzegłem, a jeśli te nie są ,,prawdziwe”, to mam wątpliwości.

Chyba już nie muszę odpowiadać, bo bruce odpowiedziała za mnie i mam takie samo zdanie :)

 

cholernej wieży

Nie za współczesne aby?

Hm. No, masz rację. Może dżumiastej wieży?

Żart. Zmieniam na przeklętej.

 

Dzięki!

 


 

Cześć, BBFlaugh

 

Wielkie wyróżnienie, zamieniło się w brzemię. Z czym teraz do ludzi? xD

Prawda?

 

Dopiero po dotarciu do finału zrozumiałam, że powinnam była Ci zaufać, bo zrobiłaś na końcówce naprawdę efektowny fikołek! Wydaje mi się, że blokadę pisarską pokonałaś śpiewająco. 

 

Między nią a wieżą widzę niemal pusty dziedziniec, na którym stoi jedynie jakiś zdezelowany wóz, a w nim nieco słomy.

A to nie jest taki otwarty wóz? Wtedy chyba “na nim”. 

No właśnie, też się nad tym zastanawiałam. Zmieniam.

 

Pozostałe uwagi uwzględnione. Dziękuję za miłe słowa, komentarz i klika! heart


 

Witaj, betweenthelines,

 

Dziękuję za Twój komentarz, cieszę się, że dostrzegłaś to, co najistotniejsze :) Pozdrawiam Cię serdecznie!

 


 

Dzień dobry, Finklo,

 

I chroń mnie, Boże, przed przyjaciółmi. Z wrogami sama sobie poradzę.

 

Interesujący szort, zręcznie utrzymujesz odbiorcę w niewiedzy, o co chodzi. Aż do końca w zasadzie.

Dziękuję!

 

Zastanawiam się, jak bohaterka radziła sobie z sikaniem. Ale w bajkach o takich drobiazgach się nie wspomina…

A wiadro?

 

co ranek młóciłam siano

A po co? Młóci się zboże, żeby oddzielić ziarna od słomy.

Ajajaj, ale fa-pa! Już poprawiam.

 

Dziękuję!

 


 

Cześć, Ślimaku!

 

Bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłeś “tak o”, a nie z poczucia lożańskich obowiązków.

 

Całkiem przyjemna miniaturka dla przełamania blokady (w ogóle wyobraziłem sobie tutaj blokadę morską weny, w jakimś fantastycznym wymiarze, i przełamujące ją rajdery wyładowane natchnieniem)

Myślałam, że ja mam bogatą wyobraźnię :P

 

nie mam natomiast poczucia, bym uzyskał lepszy niż dotychczas wgląd w życie wewnętrzne osoby dotkniętej psychozą, więc opowiadanie raczej nie zapadnie mi w pamięć na bardzo długo.

Mnie pewnie też nie :D

 

Fantastyka jest rzeczywiście blada, wyrażająca się w wykorzystaniu baśniowego motywu księżniczki w wieży, a nie w rozwoju fabuły. Można w sumie różnie interpretować, czy sama wieża jest urojeniem, czy też faktycznie umieścili dziewczynę w wieży błaznów (Narrenturm); czy jajecznica to złuda od jakiegoś mniej apetycznego posiłku, czy wcale jej nie ma.

Hm, no moim zdaniem do zakwalifikowania do fantastyki wystarczą obrazy tworzące się w głowie pod wpływem psychozy.

 

Przy okazji przyszło mi na myśl, że utwór wygląda, jakby mógł być zainspirowany informacją o niepoczytalności zabójcy portierki z UW, ale chyba zaczęłaś go pisać wcześniej?

Nie, napisałam tekst w piątek i nie odnosiłam się do tego zdarzenia, ale faktycznie można znaleźć w tym jakieś nawiązanie.

 

Próbuję rozgonić resztki snu i wrócić na jawę. Nie jest to łatwe, gdy coś próbuje mi rozłupać czaszkę od środka.

Usunąć powtórzenie.

Hm, zamienić drugie próbuje na chce?

 

Przeszywa mi skroń – zaimek dzierżawczy przy części ciała to zwykle błędna kalka z angielskiego, Marzan zwraca Ci na to samo uwagę w innym miejscu.

A, ok, czyli nie usuwać całkiem zaimków, tylko nie używać dzierżawczych. Noted!

 

(Marzanie, czy aby już wspominałem, że niezwykle miło jest Cię znów widzieć na Portalu?)

Prawda? Też się cieszę! I do tego bierze udział w obrazowym konkursie! Aaaa! laugh

 

Wpatruję się w ceglany sufit, zamiast w dymnik i słomiany dach.

Przecinek niezasadny, nie ma odrębnych orzeczeń.

Racja.

 

moje spojrzenie natychmiast ląduje na drzwiach.

Lepiej “pada na drzwi”.

Poprawione, ale właściwie dlaczego tak lepiej? Bo tak jest poprawnie czy po prostu lepiej brzmi?

 

Wchodzę do środka

Wyobrażam sobie bardziej “wczołguję się”.

Hm, a czołganie się nie jest tylko po podłodze?

 

Przez chwilę widoczność zasnuwa mgła

Widoczność nie pasuje. Może “pole widzenia zasnuwa mi mgła”, choć to też niezbyt trafne stylistycznie. Może po prostu “świat”.

A widok?

 

Rozczarowana odsuwam się od drzwi.

Dałbym przecinek, bo “rozczarowana” jest tu właściwie równoważnikiem zdania (orzecznik z łącznikiem domyślnym “będąc”).

Hm, no mi się tu gryzie przecinek, ale nie wiedziałam, że jest coś takiego jak łączniki domyślne, toteż poprawiam.

 

mój wzrok ląduje na oknie, znajdującym się dokładnie na wprost.

Przez nie wpływają ciepłe promienie słońca i lądują na posadzce

Wyraźnie nadużywasz tego czasownika.

Tak, ale już jedno poprawiłam, dzięki Marszawie.

 

Nie wygląda to na pracę pługa czy dzików.

Robotę? Dzieło? Ślady? Tak, chyba najlepiej ślady.

Hm, racja.

 

“Nigdy wcześniej ani potem” lub “nigdy wcześniej i nigdy potem”.

No tak, nigdy wcześniej (hehe) nie zwracałam na to uwagi.

 

Uratowałaś go – Anioł szepnął.

Właściwy szyk “szepnął anioł”.

Tak, ale już wspominałam wcześniej, dlaczego akurat takiego szyku użyłam. Czy to było na becie?

Wspomnę jeszcze raz. Chciałam, żeby się ładnie zgrało tutaj:

Diabeł zniknął.

Uratowałaś go – Anioł szepnął.

 

Jak ogólnie zgadzam się z uwagami Barda, tak to powtórzenie wieży mnie się akurat podoba, ładnie podkreśla konfuzję bohaterki.

Też tak uważam, dlatego akurat wieżę zostawiłam.

 

Myślę, że do tego (i nie tylko) służyło wspomniane wiadro z lewej strony. Po napełnieniu zawartość wylewamy przez okno, w zależności od względnego poziomu znudzenia i kultury osobistej krzycząc “Uwaga tam na dole!” lub czając się na dozorcę.

Dokładnie. Hahah, biedny dozorca!

 

Dziękuję za podzielenie się tekstem, polecam do Biblioteki i pozdrawiam!

Ja również dziękuję ślicznie za uwagi i polecenie!

 


 

Dziękuję jeszcze raz bruce za dodatkowe uwagi i wyjaśnienia! heart

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Nowa Fantastyka