O STANIE EUROPY I ŚWIATA U PROGU NOWEGO STULECIA
U progu nowego stulecia świat znalazł się w położeniu osobliwym i trudnym do jednoznacznego osądzenia. Dawne państwa i młode potęgi, nie bacząc na ciężar przeszłych sporów, zaczęły wiązać się siecią sojuszy jawnych i skrytych, traktatów pisanych atramentem i porozumień zawieranych szeptem, a także węzłami dynastycznych koligacji, które częstokroć więcej znaczyły niż podpisy dyplomatów. Pośród wszystkich regionów świata szczególną uwagę zwracała stara Europa — kontynent od wieków rozdarty między ambicjami mocarstw, teraz podzielony na trzy wielkie obozy, zdający się nieuchronnie staczać ku wojnie, której rozmiarów i skutków nikt nie był w stanie w pełni przewidzieć.
Na wschodnich rubieżach kontynentu rosła w siłę Rosja, państwo carów, opromienione przepychem Cerkwi prawosławnej i wsparte bezwzględnym absolutyzmem swej władzy. Imperium to, nadwątlone niedawną wojną z Japonią i wstrząśnięte buntem rewolucyjnym roku 1905, zdawało się czerpać nową energię z rozwoju przemysłu i reform wojskowych, jakby dawny duch potęgi został w nim na nowo rozbudzony. Owa odradzająca się siła kierowała Rosję ku rywalizacji z Imperium Brytyjskim, zwłaszcza na Dalekim Wschodzie, gdzie interesy obu państw coraz częściej wchodziły ze sobą w otwarty konflikt.
Zachodnia Europa, przeciwnie, sprawiała wrażenie pogrążonej w beztroskiej dekadencji. Paryż i Londyn błyszczały światłem salonów, a elity obu państw zdawały się oddawać sporom ideowym i intelektualnym igraszkom, zapominając o twardych realiach polityki. Nie był to jednak obraz prawdziwy, lecz jedynie misterna zasłona, pod którą narastały sprzeczności społeczne i imperialne napięcia. Tak zwany Sojusz Serdeczny, zawarty w 1907 roku, od początku nosił znamiona konstrukcji kruchej i chwiejnej. Trudno było uwierzyć, iż po dekadach rywalizacji Francja i Anglia zdołają porzucić dawne urazy i stanąć ramię w ramię wobec wspólnego zagrożenia. Tym bardziej, że równolegle istniał i umacniał się sojusz francusko-rosyjski, przypieczętowany małżeństwem dynastycznym, w wyniku którego carat zyskał pierwszą w swych dziejach francuską carycę, a dwór w Paryżu — carskiego syna jako małżonka królewskiej córki. Układ ten, jakkolwiek korzystny dla obu stron, stał się kolejnym źródłem nieufności w relacjach francusko-angielskich i skutecznie podkopywał
Największe jednak przeobrażenia dokonały się nie na zachodzie ani na wschodzie, lecz w samym sercu kontynentu. Niemcy, zjednoczone w roku 1871, w krótkim czasie wyrosły na potęgę, której rozmach gospodarczy i militarny budził zdumienie całego świata. Huty i kopalnie, kolej, doskonale wyszkolona armia lądowa oraz szybko rozbudowywana flota wojenna uczyniły z państwa znad Renu i Szprewy siłę, wobec której nie sposób było pozostać obojętnym. Dla Francji, dotkniętej klęską wojenną i bolesną utratą Alzacji i Lotaryngii, Niemcy stały się naturalnym i nieprzejednanym wrogiem. Jednocześnie mogliśmy dostrzec w ostatnich latach wyraźne oznaki zbliżenia niemiecko-angielskiego. Odnowione związki dynastyczne, w tym wyniesienie księżniczki hanowerskiej do godności królewskiej małżonki, zdawały się sugerować, iż za fasadą uprzejmości kryją się głębsze porozumienia, a rynek małżeństw dynastycznych — od wieków domena rodów niemieckich — ponownie stał się narzędziem wielkiej gry.
Ku południowemu wschodowi, w cieniu tych wydarzeń, trwało Cesarstwo Austrii. Wiedeń, niegdyś zwany złotym jabłkiem Europy, coraz wyraźniej tracił dawny blask. Monarchia Habsburgów, zapatrzona w minioną potęgę i tęsknie wypatruje chwili godnej walki o odzyskanie swej pozycji, pogrążyła się w stagnacji. Wobec rosnącej potęgi Niemiec Austria stopniowo traciła samodzielność polityczną, dając się wciągnąć w orbitę wpływów Berlina i oddalając się od dawnych, wielowiekowych sojuszy.
Niestety, nie wszystkie narody miały tyle szczęścia co Niemcy. Włosi, próbując dokonać własnego zjednoczenia, pogrążyli półwysep w anarchii, siejąc terror i chaos. Okazje, które miały sprzyjać konsolidacji, doprowadziły jedynie do ucieczki papieża i czasowego przeniesienia stolicy apostolskiej do Konstantynopola, a następnie do interwencji mocarstw ościennych. Skutkiem tej zawieruchy stał się trwały polityczny impas – niezmienne rozbicie państw włoskich na Półwyspie Apenińskim.
Szczególną uwagę mocarstw przyciągały również Bałkany —, gdzie po upadku panowania tureckiego w połowie XVII wieku wyłoniła się gęsta sieć drobnych państw i księstw, skłóconych ze sobą i podatnych na zewnętrzne wpływy.
Innym regionem, który w ostatnich latach budził szczególne zainteresowanie, były Bałkany – kraina nieustannego wrzenia. Po upadku rządów tureckich w połowie XVII wieku wyłoniła się tam mozaika państw, wzajemnie skłóconych i dążących do większej lub mniejszej zależności od potęg zewnętrznych. Stan ten, pilnie strzeżony przez największe mocarstwa, bojące się uzyskania przez któreś z nich wpływów w regionie. Bałkany pilnie obserwowane i kontrolowany przez największe potęgi Europy, przypominał beczkę prochu, której zapłon mógł nastąpić w każdej chwili, niosąc skutki trudne do ogarnięcia rozumem.
Na wschód od tej burzliwej mozaiki rozciągała się jednak siła odmienna w swej naturze. Między Bałtykiem a Morzem Czarnym, od Krakowa po Narwę i od Poznania po Smoleńsk, leży Zjednoczona Monarchia, powszechnie zwana Polską. Jest to państwo federacyjne, złożone z krajów koronnych wiązanych unią personalną; Korony Królestwa Polskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego, Księstwa Ruskiego, Królestwa Obojga Inflant oraz Księstwa Pruskiego. Warszawa, miasto rezydencjonalne i siedziba władz centralnych, stanowi serce tego wielonarodowego organizmu. Każdy z krajów koronnych posiada własnego namiestnika, hetmanów oraz wojsko, które występuje pod jednym godłem, hymnem i biało-czerwono-złotym sztandarem.
Monarchia ta, niegdyś związana bliskimi więzami z Austrią, w ostatnich latach coraz wyraźniej oddalał się od tradycyjnej polityki mariaży habsburskich. Pamięć o pomocy udzielonej Wiedniowi w roku 1849, gdy los cesarstwa zawisł na włosku, zdawała się nad Dunajem stopniowo blednąć. Aby jednak zrozumieć prawdziwy wymiar potęgi Zjednoczonej Monarchii, należało spojrzeć dalej niż granice Europy.
Władza dynastii Tauronów sięgała bowiem ku Bosforowi, wybrzeżom Morza Śródziemnego i aż po dolinę Nilu. Od roku 1615 Konstantynopol — perła znad Bosforu — pozostawał w rękach polskich. Długotrwałe wojny Rzeczypospolitej z Imperium Osmańskim doprowadziły do rozbicia państwa tureckiego, pogrążenia go w wojnie domowej i ostatecznego rozpadu na mniejsze, wzajemnie wrogie organizmy. Na ich gruzach Korona i Litwa zajęły dawne ziemie Cesarstwa Bizantyjskiego, otwierając drogę wielkiej ofensywie chrześcijaństwa na wschód.
Przy wsparciu Stolicy Apostolskiej, Wenecji oraz Austrii utworzono federację państw skupionych wokół Drugiego Rzymu, zjednoczonych pod panowaniem jednego władcy — cesarza w Bizancjum i króla w Rzeczypospolitej. Gdy zaś Europa oswoiła się z myślą o odzyskaniu Konstantynopola, jej spojrzenie zwróciło się ku Jerozolimie. W niespełna dwadzieścia lat zorganizowano Dziesiątą Krucjatę, którą potomni nazwali „Wielką” lub „Wspaniałą”. Zwycięstwo to ponownie wyniósł władców znad Wisły i Bosforu do godności cesarskiej – tym razem w Jerozolimie.
W ciągu kolejnego stulecia dokonano dzieła, które wielu uznało za niemożliwe: restytuowano Cesarstwo Bizantyjskie w Grecji i Azji Mniejszej, odtworzono państwa krzyżowe w Lewancie i skupiono je w ramach Cesarstwa Łacińskiego, luźnej federacji wzorowanej na Rzeszy Niemieckiej. Tak narodziło się pojęcie Trójcesarstwa, określające ziemie rządzone przez dynastię Tauronów. Choć nazwa ta nigdy nie została przyjęta urzędowo, trafnie oddawała polityczną istotę tego wielkiego organizmu.
Z czasem przystąpiono do stopniowej integracji jego części poprzez ujednolicanie prawa, administracji kościelnej, systemów bankowych, sieci kolejowych oraz powiązań wojskowych i gospodarczych. Szczególną rolę odegrała tu sama dynastia, której przedstawiciele zobowiązani byli do poznania języków, obyczajów i kultur swych poddanych. Władcy Tauronów władali polszczyzną, łaciną, greką, ruskim, litewskim, niemieckim i tureckim. Choć pozostawali wierni katolicyzmowi i blisko związani ze Stolicą Apostolską, nie stronili od obrzędów prawosławnych, luterańskich, a nawet muzułmańskich, okazując tym samym szacunek wszystkim wszystkim narodom swego państwa. Zdarzało się nawet, iż do godności cesarskiej wynoszono kobiety wyznania prawosławnego bądź luterańskiego.
Tak oto dynastia Tauronów rządziła w duchu zasady,: każdy kto jest wierny koronie, jest przezeń chroniony i szanowany– co nierzadko stanowiło opozycję do dominujących nurtów politycznych Europy.
I tak stary świat, który poznajemy zdaje się stąpać na krawędzi przepaści, tęsknie zwracając swój wzrok w stronę spokojnych dni minionego stulecia



