- Opowiadanie: d.pankovski - Chwasty – Cukierki z waty i inne smaki rozpaczy (Walentynki)

Chwasty – Cukierki z waty i inne smaki rozpaczy (Walentynki)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy V, Użytkownicy II, Użytkownicy III

Oceny

Chwasty – Cukierki z waty i inne smaki rozpaczy (Walentynki)

Walentynki w Grasowie wyglądały jak pocztówka z piekła, którą jakiś psychopata podpisał różowym flamastrem. Wszędzie te cholerne serca – z bibuły, z plastiku, z lukru. Sklepy aż pękały od tandety, a z głośników sączyło się to samo gówno o miłości od tygodnia. Mieszkam tu wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że pod tą lukrową pierdoloną pierzyną kryje się zgnilizna. Ale to, co się zaczęło dziać tego roku, przeszło moje najgorsze wyobrażenia.

Obudziłem się z suchym pyskiem i bólem w krzyżu. Walentynki. Święto samotnych chujów jak ja. Przeciągnąłem się, walnąłem łbem o półkę nad łóżkiem i zakląłem pod nosem. Zszedłem na dół po kawę. Na wycieraczce leżało pudełko. Czerwone, przewiązane złotą wstążką. Podniosłem je. Lekkie. Otworzyłem – i prawie rzygnąłem kawą prosto na dywan. W środku, zamiast czekoladek, tkwiło coś wilgotnego, ciemnoczerwonego, oplecionego srebrną folią. Serek? Nie. To był mały, ludzki palec. Z obciętym paznokciem pomalowanym na różowo.

– Kurwa! – ryknąłem i rzuciłem pudełko na podłogę. Wytoczyło się spod folii, potoczyło pod stół. Stałem jak wryty, patrząc na ten odcięty kawałek mięsa. Serce waliło mi jak młotem. Ktoś robi sobie jaja? W miasteczku jest paru debili, ale żeby aż tak? Chwyciłem komórkę, żeby dzwonić na policję, ale połączenie nie przechodziło. Zero zasięgu. Zawsze w tej dziurze był chujowy zasięg, ale teraz kompletnie nic.

Ubrałem się i poszedłem do miasteczka. Mijałem wystawy z pluszowymi misiami, które trzymały serca z napisem „Kocham Cię”. Na rogu przy spożywczym stała grupka ludzi. Podszedłem. Stary Kowal, właściciel baru „Pod Zdrowiem”, palił papierosa i patrzył gdzieś w dal.

– Cześć, stary. Masz fajkę? – zagadnąłem.

– A, to ty. Słyszałeś? – wydmuchnął dym nosem.

– O czym? O palcu z różowym tipsem w pudełku? Bo ja dostałem.

Spojrzał na mnie, jakbym palnął głupotę.

– Palec? Młode Kowalskie zginęły. Ta para, co się wczoraj czaiła pod lasem. Magda i ten jej chłopak, Jacek. Nie wrócili na noc.

– No to poszli w krzaki i im przeszło. Wrócą. – Wzruszyłem ramionami, choć w środku coś mnie ścisnęło.

– Stary, po całym lesie wiszą serca. – Kowal zniżył głos. – Prawdziwe. Ludzkie. Sąsiad widział, jak szedł na grzyby. Powiedział, że na dębach, na gałęziach, powbijane na patyki. I krew. Dużo krwi.

Zakręciło mi się w głowie. Ten palec. Pomalowany paznokieć. Magda nosiła różowe tipsy. Byłem u niej w sklepie tydzień temu.

Poszedłem do lasu. Głupota, wiem. Ale musiałem zobaczyć na własne oczy. Szedłem ścieżką, którą Kowalscy podobno poszli. Drzewa stały nagie, straszyły gałęziami jak szpony. Zrobiło się dziwnie cicho – żadnego ptaka, żadnego szelestu. Tylko mój własny oddech i chrzęst żwiru. I wtedy poczułem ten zapach. Słodkawy, mdlący, jakby ktoś rozlał perfumy na padlinę.

W oddzieleniu od ścieżki, pod starym dębem, coś się ruszało. Podszedłem bliżej. To była ona – stara Gertruda, miejscowa wariatka, którą wszyscy omijali szerokim łukiem. Mieszkała w leśnej szopie, zbierała zioła i podobno gadała ze zwierzętami. Teraz kucała nad czymś, mamrocząc. W ręku trzymała nóż.

– Gertruda? – zawołałem.

Podniosła głowę. Miała oczy jak dwa węgle, głęboko osadzone, i usta wysmarowane czymś czerwonym.

– O, przyszedł. Czekałam. – Uśmiechnęła się, odsłaniając resztki zębów. – Walentynki, synku. Czas dawać serca.

– Co ty, kurwa, zrobiłaś? – krzyknąłem, patrząc na to, co leżało przed nią. To był but. W środku noga. Odcięta w kostce.

– Nie krzycz. One chcą być razem. Na zawsze. – Wstała i podeszła do mnie, wycierając nóż o spódnicę. – Tylko serca trzeba wyrwać, kiedy jeszcze biją. Wtedy miłość trwa wiecznie. Widziałeś moje ozdoby? Prawdziwe walentynki.

Rzuciłem się do ucieczki, ale nogi jak z waty. Przebiegłem kilkadziesiąt metrów i nagle stanąłem jak wryty. Na gałęziach, na wysokości oczu, wisiały serca. Różnej wielkości, niektóre już sczerniałe, inne całkiem świeże, lśniące od krwi. Powbijane na drewnianych kołkach. Pod jednym z nich dostrzegłem karteczkę w kształcie serca, nabitą na szpikulec. Drżała na wietrze.

Zatoczyłem się do tyłu i popędziłem do domu. Wpadłem do środka, zamknąłem drzwi na wszystkie zamki. W mieszkaniu panował półmrok. Zapaliłem światło – i zamarłem. Na stole stało to pudełko. Było otwarte. A obok leżał palec. Tylko że teraz był czysty, umyty, i leżał na serwetce, jakby ktoś przygotowywał się do posiłku. Ktoś tu był. Wszedł, kiedy mnie nie było? Rzuciłem się do telefonu – wciąż głucho.

Poszedłem do łazienki, żeby obmyć twarz. Otworzyłem drzwi. Wanna była pełna wody. W niej, pod powierzchnią, leżała Magda Kowalska. Ubrana w szkolną walentynkową sukienkę, z rękoma złożonymi na piersi. Miała otwarte oczy. I uśmiechała się. Ale to nie był martwy uśmiech. Poruszyła wargami.

– Chodź do nas – usłyszałem wyraźnie. Z jej ust popłynęła krew, zabarwiając wodę na różowo.

Cofnąłem się, potknąłem o próg i runąłem na podłogę. Zimny pot oblał mi kark. Kiedy podniosłem wzrok, w wannie nikogo nie było. Tylko woda, teraz czysta, i na dnie leżało pudełko czekoladek w kształcie serca.

Dzwoni telefon.

Podniosłem słuchawkę.

– Szczęśliwych Walentynek, kochanie – usłyszałem kobiecy głos, a w tle czyjś śmiech. Stary, dziewczęcy. I chłopięcy. – Czekamy na ciebie. Będzie tort. Z sercem w środku.

Odłożyłem słuchawkę. W oknie, za firanką, stała Gertruda. Trzymała w ręku to pudełko. Uśmiechnęła się i pomachała palcem – tym z różowym paznokciem, który przed chwilą leżał na stole. Spojrzałem w bok – palca nie było.

A potem zgasiła się latarnia przed domem. I następna. I jeszcze jedna. Cała ulica pogrążyła się w ciemności. Z oddali dobiegł śpiew: „Walentynki, walentynki, serca płoną jak pochodnie…”.

Jak dwadzieścia lat temu. I wtedy wszystko zrozumiałem.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Krwawy horror z mnóstwem przerażających scen i ponurą tajemnicą w tle. :) Baaardzo pomysłowy. yes

Ukłony za oznaczenie wulgaryzmów. :)

Pozdrawiam serdecznie, klik. :) 

Pecunia non olet

Hejka!

Skończyłam czytać i przez chwilę siedziałam w ciszy, próbując to wszystko poukładać, co tutaj się właściwie wydarzyło? Krótkie, ale uderza mocno i zostawia po sobie niepokój. Duszne i bardzo obrazowe, świetne napięcie i zakończenie.

Pozdrawiam. 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

bruce, betweenthelines

 

dziękuję za komentarze.

Projekt „Chwasty” to moja odskocznia od pracy nad powieścią „Kroniki Eidonu”.

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

Cześć

Treściwie, zwięźle, konkretnie – bardzo dobry szort. Jest groza, niepokój, las i mrok.

Czy podeszłem jest celowo użyte? Poprawnie jest podszedłem.

Pozdrawiam 

Klik

I ja dziękuję. ;) Jak widzę, tytuł uległ zmianie. ;) 

Pecunia non olet

Hasket 

Czy podeszłem jest celowo użyte? Poprawnie jest podszedłem.

Dziękuję za zwrócenie uwagi. Wstyd się przyznać, ale to paskudny babol.

 

bruce

 

Widząc pozytywny odbiór, wpadłem na pomysł stworzenia kilku takich krótkich surrealistycznych opowieści (część z nich powstała już jakiś czas temu do szuflady i wymaga jedynie kosmetycznych poprawek), więc już teraz przygotowałem podwaliny pod tę serię.

Lubię mieć wszystko ładnie posegregowane – taka przypadłość.:)

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

I świetnie, pochwalam. :)

Pecunia non olet

Weszłam i czytam początek. Od razu lepiej się poczułam, że nie tylko ja puszczam już pawia na hasło: walentynki. A potem zaczęło się robić mroczniej i coraz bardziej się podobało.

Chciałam tylko przypomnieć, że Walenty jest również patronem szaleńców i osób umysłowo chorych, więc Gertruda genialnie się tu wpisuje, tak jak i główny bohater.

Ode mnie kliczek bo już mogę i trzymam na specjalne okazje. A co.

Bardzo fajna opka :) Moje klimaty, mrocznie i fajnie. 

Kliczek :)

Melendur88

CZARNA2, melendur88

 

Bardzo dziękuję za Wasze opinie.

https://www.wattpad.com/story/406947996-kroniki-eidonu-korekta

Osobliwa historia. Obawiam się, że nie trafiła do mnie, ale muszę się zgodzić, że w Grasowie dziwnie się dzieje. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka