Praca Strażnika Kontinuum nie ma początku ani końca. Są tylko kolejne światy, w których coś się psuje. I my, którzy próbujemy to naprawić, zanim ktokolwiek zdąży zauważyć.
Od kiedy utknąłem w miejscu poza czasem, przestałem liczyć, ile razy wracałem z misji, które nie powinny się wydarzyć.
Kiedy dwa światy bliźniacze przypadkowo się połączyły, przekonałem się, jak ogromnym zagrożeniem to może być.
Ostatnio, kiedy widziałem Filipa – pamiętam, jak wypowiedział to ciszej niż zwykle.
– Nie podoba mi się to, Adaś…
Wtedy przerwał szukając lepszego słowa.
– To pęknięcie… nie wygląda jak przypadek.
Spojrzał na mnie.
– Jeśli mam rację, to znaczy, że coś się budzi, co jest dla nas niebezpieczne. I nie wiem, czy potrafię to nazwać.
To co powiedział podniosło stawkę wszystkiego, z czym się mierzyliśmy.
Nie ratowaliśmy już tylko wybranych wariantów. Teraz chroniliśmy i siebie, przed czymś potężnym, czego nie rozumieliśmy.
Dostałem kolejne wezwanie. W miejscu poza czasem wszystko przychodzi jako szept. Ten obecny też poprowadził mnie na platformę.
Platforma rozświetliła się bladym światłem, ale Filip się nie pojawił. Zamiast niego przybyła Ania.
– Adaś – powiedziała cicho. – Mamy problem. I to nie jest misja.
– Co się stało? – zapytałem.
Ania spojrzała mi prosto w oczy.
– Znalazłam tu dziecko. W miejscu poza czasem.
Poczułem ukłucie strachu – instynktowny lęk o moją córkę Olcię.
– Jakie dziecko?
Ania przełknęła głośno ślinę.
– Takie, które widzi nas… zanim się pojawimy.
– Czy to moja córka? – z trudem wypowiedziałem te słowa.
Zaprzeczyła ruchem głowy. Ulga rozlała się we mnie. Olci nie groziło niebezpieczeństwo.
Z mgły wyłoniła się dziewczynka – najwyżej ośmioletnia, bosa, w cienkiej zielonej sukience. Mgła omijała ją, jakby dziewczynka w ogóle nie istniała.
Postać uniosła głowę i spojrzała prosto na mnie.
– Wiem, kim jesteś, Adaś. Znam ciebie, twoją córkę Olcię i twoją żonę Kasię.
Poczułem, jakby ktoś wbił mi sopel w kręgosłup.
– Skąd!?!
– Bo widziałam cię wczoraj – powiedziała spokojnie. – I przedwczoraj. W innym świecie. I w jeszcze innym.
Ania spojrzała na mnie z niepokojem.
– Ona widzi warianty.
Dziewczynka uśmiechnęła się lekko.
– Widziałam też ciebie, Aniu. W świecie, w którym nie płakałaś i w świecie, w którym płakałaś codziennie.
Ania odruchowo cofnęła się o krok.
– Kim jesteś? – zapytałem.
Postać popatrzyła na swoje dłonie.
– Tego nie wiem. Ale nie jestem stąd.
– Z którego wariantu pochodzisz?
Rozejrzała się na boki.
– Ze wszystkich – odpowiedziała cicho.
– Widziałam je wszystkie. Te prawdziwe. I te, które dopiero próbują się wydarzyć.
– Jak to możliwe? – Ania dopytała z zaciekawieniem.
Istota chwilę pomilczała i spojrzała w stronę mgły.
– Bo światy zderzyły się za blisko. I wtedy powstałam ja.
Ania cofnęła się o pół kroku.
– To hybryda trajektorii… Filip kiedyś wspominał coś takiego. To nie powinno się wydarzyć.
Dziewczynka spojrzała na nią bez mrugnięcia – poważnie, prawie z wyrzutem.
– A jednak istnieję. I nie jestem błędem.
W tym momencie na platformie pojawił się Paweł: Czyściciel Światów, człowiek Filipa do zadań specjalnych.
Ale coś od razu rzuciło się w oczy.
Paweł był blady, wycieńczony, jakby świat, którego nie zdołał zamknąć, wciąż go ścigał.
Dziewczynka uśmiechnęła się do niego pewnie.
– Ciebie też znam.
Przerażenie pokryło twarz Pawła.
– Skąd mnie znasz?
– Z miejsca, które próbowałeś zamknąć – odparła. – Ale nie mogłeś. Bo tam też byłam.
Paweł rozejrzał się nerwowo.
– To niemożliwe!
– Rzeczy niemożliwe też się zdarzają – powiedziała z przekonaniem. – Bo czasem światy nie chcą być osobno.
Spojrzałem na Anię i ponownie na postać.
– Co to znaczy? – zapytałem, czując, jak serce wali mi w piersi. – Światy naprawdę mogą czuć?
Dziewczynka wskazała platformę.
– Czasami mam wrażenie, że one za sobą tęsknią.
– Światy?
– Tak. Myślicie, że światy są tylko miejscami. Nie są.
Zawahała się.
– Niektóre nie chcą zostać same.
Ania poczuła, jak coś ściska w gardle.
– A ty jesteś ich dzieckiem?
Bez zastanowienia skinęła głową.
– Tak. Dlatego nie znajdziecie mnie w żadnym wariancie. Ja jestem pomiędzy światami.
Zapanowała cisza. Patrzyliśmy w kierunku tej istoty. Dziewczynka przyłożyła palec do ust.
– Oni idą – powiedziała z niepokojem.
– Kto? – spytał Paweł.
– Tacy, którzy nie chcą, żeby istniały istoty takie jak ja.
Narastał we mnie lęk. Moja Olcia też widziała warianty światów. Zawahałem się.
– Czy to Twórcy Kontinuum?
Skinęła głową.
– Tak. I są już blisko.
Mgła zaczęła się rozdzierać, światło przygasło.
– Musicie mnie ukryć. Nie w świecie lecz sobie.
Poczułem, jak coś we mnie zaczyna drżeć.
– Co to znaczy?
Uśmiechnęła się smutno.
– Nie mam dokąd wrócić.
Spojrzała na nas kolejno.
– Zostanę tylko tutaj.
Dotknęła skroni.
Paweł w tym momencie zacisnął pięści.
– Dlaczego my?!?
– Bo wy widzicie świat takim, jaki naprawdę jest. Nie takim, jakim ktoś chciałby go widzieć.
Mgła eksplodowała światłem, a dziewczynka zniknęła w blasku. W mojej głowie zabrzmiało jedno zdanie:
„Nie pozwólcie im mnie przemienić. Nie chcę was krzywdzić.”
Chwilę później na platformie pojawili się Filip i Marcin. Obaj wyglądali na przerażonych. Zazwyczaj poważna twarz Filipa teraz przypominała zagubienie. Przez moment rozglądali się niepewnie, aż Filip odezwał się pierwszy:
– Chyba jeszcze jesteśmy tu bezpieczni…
Spojrzał niepewnie na Marcina. Ten skinął głową, ale szybko dodał:
– Nie wiadomo, jak długo.
Podszedłem do Filipa.
– Co się tutaj dzieje? Żądamy wyjaśnienia! – powiedziałem w imieniu nas wszystkich.
Filip odwrócił się w stronę Marcina.
– Ty wiesz więcej o Twórcach Kontinuum. Powiedz, kim oni są.
Marcin popatrzył na nas przez chwilę w milczeniu zbierając myśli.
– To nie jest właściwe pytanie. Nie chodzi o to, kim są… tylko czym są.
– Czym są?!? – zapytałem, czując narastający strach.
– Nikt ich nie wymyślił – powiedział po chwili. – Oni byli zanim ktoś w ogóle zaczął coś dzielić na światy.
Ania rozejrzała się nerwowo.
– To oni stworzyli wszystko?
Marcin zaprzeczył ruchem głowy.
– Nie… Jeśli wierzyć temu, co znalazłem… nie stworzyli światów.
– Więc co stworzyli?
– Oni stworzyli zasady – odpowiedział szeptem. – Granice między światami.
Mgła znów się poruszyła, a Ania odruchowo przytuliła się do Pawła.
– Co to jest?
Marcin zamknął oczy.
– To oni.
Paweł rozejrzał się nerwowo.
– Twórcy… tutaj?
– Przyszli po mnie – Filip wypowiedział słowa uważnie i powoli. – Bo zobaczyłem to, czego nie powinienem. I po was, bo dotknęliście tego, czego nie wolno dotykać.
– Czego?!? – zapytał Paweł.
– Przebudzenia.
Mgła rozstąpiła się.

Najpierw zniknęły dźwięki. Potem przestałem być pewien, czy stoję, czy się unoszę nad platformą. A dopiero potem zobaczyłem to: Na środku platformy zmaterializowały się trzy sylwetki. Nie miały twarzy ani prawdziwych ciał – tylko drżące zarysy konturów, jakby ktoś wyciął je z rzeczywistości.
Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Moje myśli zupełnie ode mnie odpłynęły. Nie wierzyłem temu co widziałem. „Tam nic nie ma” – jedyne co powtarzałem.
Ania osunęła się na kolana. Paweł i Filip zamarli. Patrzyli się tylko w jeden punkt.
Tylko Marcin wyglądał normalnie. Był bez emocji i niepokoju.
– Witajcie – powiedział spokojnie. – Pamiętam was.
Głos Twórców zabrzmiał bezpośrednio w naszych głowach, zimny i ogromny:
– Pamięć jest błędem. A wiedza nie należy do was.
Filip zrobił krok do przodu.
– To mnie chcecie.
– Filip, nie… – wyrwało mi się.
Uśmiechnął się smutno, tym swoim zmęczonym uśmiechem Strażnika.
– Posłuchaj mnie.
W jego głosie był autentyczny strach.
– Jeśli się mylę, będziesz mógł mi później wygarnąć wszystko.
Spojrzał mi prosto w oczy.
– Ale jeśli mam rację, muszę to zrobić. Kiedy Kontinuum naprawdę się przebudzi wszyscy zostaniemy wymazani razem ze światami.
– Ale ty…
– Ja już nie należę do żadnego świata – przerwał mi łagodnie. – To jedyna droga, żeby was ocalić.
Sylwetki otworzyły przestrzeń tuż przy platformie. Filip wszedł w nią i zniknął. Poczułem jak platforma zadrżała pod naszymi stopami. By nie upaść usiadłem na jej powierzchni. Ania zaczęła płakać, a Paweł stał nieruchomo, jakby wyrwano mu serce.
Mgła na platformie zapłonęła jasnym światłem. I obcy głos powiedział:
– Na ten moment równowaga wróciła.
Platforma rozświetliła się. Mgła zniknęła, a światło przestało pulsować. Ania stanęła na środku, wpatrzona w miejsce, w którym zniknął Filip.
– To nie tak powinno się skończyć – wyszeptała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
– Filip wiedział, co robi – powiedziałem próbując sobie wytłumaczyć to co właśnie się stało.
– Nie! – odparła stanowczo. – Znał tylko to, co Twórcy chcieli, żeby wiedział.
Poczułem silny dreszcz.
– Myślisz, że go oszukali? – nie wierzyłem w taki rozwój wypadków.
Marcin odezwał się cicho:
– Ania może mieć rację. Twórcy nie kłamią, ale nigdy nie mówią całej prawdy.
Zamknął oczy. Zastygł na dłuższą chwilę, jakby wsłuchiwał się w coś, czego my nie potrafiliśmy usłyszeć.
– Światy pamiętają. A pamięć… zawsze coś zabiera. Wszystko ma swoją cenę.
Otworzył powoli oczy. Popatrzył na nas. W jego spojrzeniu było niepokój.
– Czuję… że ktoś jeszcze nie odszedł – wyszeptał. – A to zawsze oznacza kłopoty.