- Opowiadanie: Piotrek77 - Twórcy Kontinuum

Twórcy Kontinuum

Opowiadanie należy do rozwijanego cyklu „Strażnicy Kontinuum”, ale można je czytać całkowicie samodzielnie. Mam nadzieję, że zanurzycie się w tej historii i spędzicie z nią miło czas.

Będę wdzięczny za uwagi – zarówno ogólne wrażenia, jak i komentarze warsztatowe.  

 

Pozostałe opowiadania z tego cyklu:

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Wezwanie poza czas

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Ci, którzy zostali

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Ślad po świecie

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Strażniczka Anna

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Czyściciel światów

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Bez świadków

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Nałożenie wariantów

Nowa Fantastyka - Opowiadanie: Piotrek77 - Pierwotne pole potencjału

Oceny

Twórcy Kontinuum

Praca Strażnika Kontinuum to ciągłe poznawanie zasad działania wariantów światów rzeczywistych, miejsca poza czasem oraz pola potencjału, które istnieje pomiędzy wariantami światów.

Odkąd utknąłem na stałe w miejscu poza czasem i nie mogę wrócić do mojego bazowego wariantu świata, wciąż wykonuję zadania powierzone mi przez profesora Filipa Terriera. Wraz z zespołem ratujemy zagrożone warianty.

Kiedy dwa światy bliźniacze przypadkowo się połączyły, przekonałem się, jak ogromnym zagrożeniem to może być. Jak powiedział sam Filip:

„To pęknięcie nie jest przypadkowe. Oznacza przebudzenie Twórców Kontinuum. I oni przyjdą po nas”.

Słowa te podniosły stawkę wszystkiego, z czym się mierzyliśmy. Nie ratowaliśmy już tylko wybranych wariantów – teraz chroniliśmy i siebie, przed czymś potężnym, czego nie rozumieliśmy.

Dostałem kolejne wezwanie.

W miejscu poza czasem przyjmowało formę szeptu – wołania, które prowadziło mnie na platformę.

Pojawiłem się. Panowała cisza. Cisza, która czekała.

Platforma rozświetliła się bladym światłem, ale Filip się nie pojawił. Zamiast niego przybyła Ania.

– Adaś – powiedziała cicho. – Mamy problem. I to nie jest misja.

– Co się stało? – zapytałem.

Ania spojrzała mi prosto w oczy.

– Znalazłam tu dziecko. W miejscu poza czasem.

Poczułem ukłucie strachu – instynktowny lęk o moją córkę Olcię.

– Jakie dziecko?

Ania przełknęła ślinę.

– Takie, które widzi nas… zanim się pojawimy.

– Czy to moja córka?

Zaprzeczyła ruchem głowy. Ulga rozlała się we mnie. Olci nie groziło niebezpieczeństwo.

 

Na platformie pojawiła się dziewczynka. Około osiem lat, bosa, w cienkiej zielonej sukience. Mgła zdawała się jej nie dotykać. Wyglądała dokładnie jak ta, którą kiedyś spotkałem na peronie kolejowym w jednym z wariantów świata.

Gdy podszedłem bliżej, uniosła głowę. Nie wyglądała na przestraszoną.

– Wiem, kim jesteś. Znam ciebie, twoją córkę Olcię i twoją żonę Kasię.

Zamarłem.

– Skąd?

– Bo widziałam cię wczoraj – odparła. – I przedwczoraj. W innym świecie. I jeszcze innym.

Ania spojrzała na mnie z niepokojem.

– Ona… widzi warianty.

Dziewczynka uśmiechnęła się lekko.

– Widziałam też ciebie, Aniu. W świecie, w którym nie płakałaś. I w świecie, w którym płakałaś codziennie.

Ania cofnęła się o krok.

– Kim jesteś? – zapytałem.

Postać popatrzyła na swoje dłonie.

– Tego nie wiem. Ale… nie jestem stąd.

– Z którego wariantu pochodzisz?

Pokręciła głową.

– Ze wszystkich – odpowiedziała cicho.

– Wszystkie światy. Te, które istnieją… i te, które mogłyby istnieć.

Poczułem, jak dreszcz przebiega mi po plecach. To musiała być prawda.

– Jak to możliwe? – Ania dopytała z zaciekawieniem.

Istota chwilę pomilczała i spojrzała w stronę mgły.

– Bo światy spotkały się za blisko. Za długo. Za mocno. I wtedy… powstałam ja.

Ania popatrzyła na nas niepewnie.

– Hybryda trajektorii… Filip wspominał. Ona nie powinna istnieć.

Ta spojrzała na Anię poważnie, wręcz z wyrzutem.

– A jednak istnieję.

 

W tym momencie na platformie pojawił się Paweł – znany nam Czyściciel Światów, człowiek Filipa do zadań specjalnych.

Ale coś od razu rzuciło się w oczy.

Blady, wycieńczony, jakby świat, którego nie zdołał zamknąć, wciąż go ścigał.

Dziewczynka uśmiechnęła się do niego pewnie.

– Ciebie też znam.

Przerażenie pokryło twarz Pawła.

– Skąd mnie znasz?

– Z miejsca, które próbowałeś zamknąć – odparła. – Ale nie mogłeś. Bo tam też byłam.

Paweł rozejrzał się nerwowo.

– To niemożliwe.

– Wszystko jest możliwe – powiedziała. – Jeśli światy się kochają.

Spojrzałem na Anię.

– Co to znaczy, że się kochają? – zapytałem, czując, jak serce wali mi w piersi. – Światy… naprawdę mogą czuć?

Dziewczynka wskazała platformę.

– Warianty nie są zimne ani obojętne. Czują, pamiętają, tęsknią.

Ania poczuła, jak coś ściska jej gardło.

– A ty… jesteś ich dzieckiem?

Skinęła głową.

– Tak. Dlatego nie znajdziecie mnie w żadnym wariancie. Jestem pomiędzy światami.

 

Mgła wokół platformy zaczęła się poruszać – nie jak fala ani oddech, lecz tak, jakby coś w niej chodziło.

Istota przyłożyła palec do ust.

– Oni idą – powiedziała z niepokojem.

– Kto? – spytał Paweł.

– Ci, którzy nie chcą, żeby istniały dzieci takie jak ja.

Narastał we mnie lęk. Moja Olcia też widziała warianty światów.

– Filip? – wyszeptał Paweł, a jego ręce drżały.

– Nie – pokręciła głową. – Filip tylko patrzy. Ale oni… oni zamykają światy, zanim zdążą się połączyć.

Zawahałem się.

– Twórcy Kontinuum?

Skinęła głową.

– Tak. I są już blisko.

Mgła zaczęła się rozdzierać, światło przygasło.

Spojrzała na nas po raz ostatni.

– Musicie mnie ukryć. Nie w świecie lecz sobie.

Poczułem, jak coś we mnie drgnęło.

– Co to znaczy?

Uśmiechnęła się smutno.

– Jeśli mnie zapamiętacie, będę istnieć. Jeśli mnie zapomnicie… zniknę.

Paweł zacisnął pięści.

– Dlaczego my?

– Bo tylko wy widzicie świat takim, jaki jest. A nie takim, jaki powinien być.

 

Mgła eksplodowała światłem. Dziewczynka zniknęła. W mojej głowie zabrzmiało jedno zdanie:

„Nie pozwólcie im mnie przemienić. Nie chcę was krzywdzić.”

Chwilę później na platformie pojawili się Filip i Marcin. Obaj byli przerażeni. Przez moment rozglądali się niepewnie, aż Filip odezwał się pierwszy:

– Chyba jeszcze jesteśmy tu bezpieczni…

Spojrzał na Marcina. Ten skinął głową.

– Nie wiadomo, jak długo.

– To, co się dzieje, wymaga wyjaśnienia – powiedziałem w imieniu nas wszystkich.

Filip spojrzał na Marcina.

– Ty wiesz więcej o Twórcach Kontinuum. Powiedz nam, kim oni są.

Marcin popatrzył na nas.

– To nie jest dobre pytanie. Nie „kim”, lecz „czym”.

– Czym są? – zapytałem, czując narastający strach.

– Są równowagą. Pierwszą. Tą, która istniała, zanim pojawiły się warianty.

Ania rozejrzała się nerwowo.

– To… oni stworzyli wszystko?

Marcin pokręcił głową.

– Nie. Światy powstają same. Jak pęcherzyki w wodzie. Jak iskry. Jak oddechy.

– Więc co stworzyli Twórcy?

– Zasady – odpowiedział szeptem.

Mgła znów się poruszyła, a Ania odruchowo przytuliła się do Pawła.

– Co to jest?

Marcin zamknął oczy.

– To oni.

Paweł rozejrzał się nerwowo.

– Twórcy… tutaj?

– Przyszli po mnie – Filip wypowiedział słowa uważnie i powoli. – Bo zobaczyłem to, czego nie powinienem. I po was. Bo dotknęliście tego, czego nie wolno dotykać.

– Czego? – zapytał Paweł.

– Przebudzenia.

Mgła rozstąpiła się.

 

Na środku platformy stały trzy sylwetki – bez twarzy i ciał, jedynie zarysy konturów.

Poczułem, jak moje myśli drżą. Ania osunęła się na kolana. Paweł i Filip zastygli.

– Witajcie – powiedział po chwili Marcin. – Pamiętam was.

Jedna z sylwetek poruszyła się – nie ruchem ciała, lecz samej przestrzeni.

Głos zabrzmiał w naszych umysłach:

– Pamięć jest błędem.

– Wiedza jest ciężarem.

– Równowaga została naruszona.

Marcin skinął głową.

– Wiem.

Poczułem, jakby coś we mnie zaczęło się rozrywać.

– Co mamy zrobić? – zapytałem.

Sylwetki zwróciły się ku mnie.

– Ty nic. Jesteś śladem, nie przyczyną.

Zamarłem.

– To Paweł? – wyszeptałem.

– On otworzył drzwi. Ale nie on jest problemem.

– To kto?

– Nastąpi reset. Wymazanie zapisów wariantów, które znacie.

Ania drżała.

– Można to jeszcze zatrzymać?

– Tak – odpowiedziały. – Ale nie wy możecie.

Filip wyprostował się.

– To ja. To mnie chcecie.

– Filip, nie… – wyszeptałem.

– Adaś… jeśli Kontinuum się w pełni obudzi, nie będzie już niczego. Ciebie, Ani, Pawła, Olci, Kasi. Nie będzie wspomnień i wyborów.

– Ale ty…

Uśmiechnął się.

– Ja już nie należę do żadnego świata. Nie chcę zginąć, ale to jedyna droga by was ocalić.

Sylwetki otworzyły przestrzeń. Nie portal. Nie pęknięcie. Filip wszedł w nią i zniknął. Świat zadrżał.

Poczułem słabość. Usiadłem. Ania płakała. Paweł stał nieruchomo, jakby wyrwano mu serce.

Mgła na platformie zapłonęła jasnym światłem. I głos – nie Marcina, nie Twórców, nie Filipa – powiedział:

– Równowaga została przywrócona.

 

Platforma rozświetliła się. Mgła zniknęła, a światło przestało pulsować. Ania stanęła na środku, wpatrzona w miejsce, w którym zniknął Filip.

– To nie tak powinno się skończyć… – wyszeptała.

– Filip wiedział, co robi – powiedziałem.

– Nie – odparła. – Znał tylko to, co Twórcy chcieli, żeby wiedział.

Dreszcz przeszył moje ciało.

– Myślisz, że go oszukali?

Marcin odezwał się cicho:

– Ania może mieć rację. Twórcy nie kłamią, ale nigdy nie mówią całej prawdy.

Zamknął oczy. Zastygł na dłuższą chwilę, jakby wsłuchiwał się w coś, czego my nie potrafiliśmy usłyszeć.

– Światy pamiętają – powiedział w końcu. – A pamięć zawsze domaga się ceny.

Otworzył powoli oczy. Popatrzył na mnie i na Anię. W jego spojrzeniu było coś, czego wcześniej u niego nie widziałem – niepokój.

– Czuję… że ktoś jeszcze nie odszedł – wyszeptał. – A to zawsze oznacza kłopoty.

Koniec
Nowa Fantastyka