- Opowiadanie: Piotrek77 - Twórcy Kontinuum

Twórcy Kontinuum

Oceny

Twórcy Kontinuum

Praca Strażnika Kontinuum nie ma początku ani końca. Są tylko kolejne światy, w których coś się psuje. I my, którzy próbujemy to naprawić, zanim ktokolwiek zdąży zauważyć.

Od kiedy utknąłem w miejscu poza czasem, przestałem liczyć, ile razy wracałem z misji, które nie powinny się wydarzyć.

Kiedy dwa światy bliźniacze przypadkowo się połączyły, przekonałem się, jak ogromnym zagrożeniem to może być.

Ostatnio, kiedy widziałem Filipa – pamiętam, jak wypowiedział to ciszej niż zwykle.

– Nie podoba mi się to, Adaś…

Wtedy przerwał szukając lepszego słowa.

– To pęknięcie… nie wygląda jak przypadek.

Spojrzał na mnie.

– Jeśli mam rację, to znaczy, że coś się budzi, co jest dla nas niebezpieczne. I nie wiem, czy potrafię to nazwać.

To co powiedział podniosło stawkę wszystkiego, z czym się mierzyliśmy.

Nie ratowaliśmy już tylko wybranych wariantów. Teraz chroniliśmy i siebie, przed czymś potężnym, czego nie rozumieliśmy.

 

Dostałem kolejne wezwanie. W miejscu poza czasem wszystko przychodzi jako szept. Ten obecny też poprowadził mnie na platformę.

Platforma rozświetliła się bladym światłem, ale Filip się nie pojawił. Zamiast niego przybyła Ania.

– Adaś – powiedziała cicho. – Mamy problem. I to nie jest misja.

– Co się stało? – zapytałem.

Ania spojrzała mi prosto w oczy.

– Znalazłam tu dziecko. W miejscu poza czasem.

Poczułem ukłucie strachu – instynktowny lęk o moją córkę Olcię.

– Jakie dziecko?

Ania przełknęła głośno ślinę.

– Takie, które widzi nas… zanim się pojawimy.

– Czy to moja córka? – z trudem wypowiedziałem te słowa.

Zaprzeczyła ruchem głowy. Ulga rozlała się we mnie. Olci nie groziło niebezpieczeństwo.

Z mgły wyłoniła się dziewczynka – najwyżej ośmioletnia, bosa, w cienkiej zielonej sukience. Mgła omijała ją, jakby dziewczynka w ogóle nie istniała.

Postać uniosła głowę i spojrzała prosto na mnie.

– Wiem, kim jesteś, Adaś. Znam ciebie, twoją córkę Olcię i twoją żonę Kasię.

Poczułem, jakby ktoś wbił mi sopel w kręgosłup.

– Skąd!?!

– Bo widziałam cię wczoraj – powiedziała spokojnie. – I przedwczoraj. W innym świecie. I w jeszcze innym.

Ania spojrzała na mnie z niepokojem.

– Ona widzi warianty.

Dziewczynka uśmiechnęła się lekko.

– Widziałam też ciebie, Aniu. W świecie, w którym nie płakałaś i w świecie, w którym płakałaś codziennie.

Ania odruchowo cofnęła się o krok.

– Kim jesteś? – zapytałem.

Postać popatrzyła na swoje dłonie.

– Tego nie wiem. Ale nie jestem stąd.

– Z którego wariantu pochodzisz?

Rozejrzała się na boki.

– Ze wszystkich – odpowiedziała cicho.

– Widziałam je wszystkie. Te prawdziwe. I te, które dopiero próbują się wydarzyć.

– Jak to możliwe? – Ania dopytała z zaciekawieniem.

Istota chwilę pomilczała i spojrzała w stronę mgły.

– Bo światy zderzyły się za blisko. I wtedy powstałam ja.

Ania cofnęła się o pół kroku.

– To hybryda trajektorii… Filip kiedyś wspominał coś takiego. To nie powinno się wydarzyć.

Dziewczynka spojrzała na nią bez mrugnięcia – poważnie, prawie z wyrzutem.

– A jednak istnieję. I nie jestem błędem.

 

W tym momencie na platformie pojawił się Paweł: Czyściciel Światów, człowiek Filipa do zadań specjalnych.

Ale coś od razu rzuciło się w oczy.

Paweł był blady, wycieńczony, jakby świat, którego nie zdołał zamknąć, wciąż go ścigał.

Dziewczynka uśmiechnęła się do niego pewnie.

– Ciebie też znam.

Przerażenie pokryło twarz Pawła.

– Skąd mnie znasz?

– Z miejsca, które próbowałeś zamknąć – odparła. – Ale nie mogłeś. Bo tam też byłam.

Paweł rozejrzał się nerwowo.

– To niemożliwe!

– Rzeczy niemożliwe też się zdarzają – powiedziała z przekonaniem. – Bo czasem światy nie chcą być osobno.

Spojrzałem na Anię i ponownie na postać.

– Co to znaczy? – zapytałem, czując, jak serce wali mi w piersi. – Światy naprawdę mogą czuć?

Dziewczynka wskazała platformę.

– Czasami mam wrażenie, że one za sobą tęsknią.

– Światy?

– Tak. Myślicie, że światy są tylko miejscami. Nie są.

Zawahała się.

– Niektóre nie chcą zostać same.

Ania poczuła, jak coś ściska w gardle.

– A ty jesteś ich dzieckiem?

Bez zastanowienia skinęła głową.

– Tak. Dlatego nie znajdziecie mnie w żadnym wariancie. Ja jestem pomiędzy światami.

 

Zapanowała cisza. Patrzyliśmy w kierunku tej istoty. Dziewczynka przyłożyła palec do ust.

– Oni idą – powiedziała z niepokojem.

– Kto? – spytał Paweł.

– Tacy, którzy nie chcą, żeby istniały istoty takie jak ja.

Narastał we mnie lęk. Moja Olcia też widziała warianty światów. Zawahałem się.

– Czy to Twórcy Kontinuum?

Skinęła głową.

– Tak. I są już blisko.

Mgła zaczęła się rozdzierać, światło przygasło.

– Musicie mnie ukryć. Nie w świecie lecz sobie.

Poczułem, jak coś we mnie zaczyna drżeć.

– Co to znaczy?

Uśmiechnęła się smutno.

– Nie mam dokąd wrócić.

Spojrzała na nas kolejno.

– Zostanę tylko tutaj.

Dotknęła skroni.

Paweł w tym momencie zacisnął pięści.

– Dlaczego my?!?

– Bo wy widzicie świat takim, jaki naprawdę jest. Nie takim, jakim ktoś chciałby go widzieć.

Mgła eksplodowała światłem, a dziewczynka zniknęła w blasku. W mojej głowie zabrzmiało jedno zdanie:

„Nie pozwólcie im mnie przemienić. Nie chcę was krzywdzić.”

 

Chwilę później na platformie pojawili się Filip i Marcin. Obaj wyglądali na przerażonych. Zazwyczaj poważna twarz Filipa teraz przypominała zagubienie. Przez moment rozglądali się niepewnie, aż Filip odezwał się pierwszy:

– Chyba jeszcze jesteśmy tu bezpieczni…

Spojrzał niepewnie na Marcina. Ten skinął głową, ale szybko dodał:

– Nie wiadomo, jak długo.

Podszedłem do Filipa.

– Co się tutaj dzieje? Żądamy wyjaśnienia! – powiedziałem w imieniu nas wszystkich.

Filip odwrócił się w stronę Marcina.

– Ty wiesz więcej o Twórcach Kontinuum. Powiedz, kim oni są.

Marcin popatrzył na nas przez chwilę w milczeniu zbierając myśli.

– To nie jest właściwe pytanie. Nie chodzi o to, kim są… tylko czym są.

– Czym są?!? – zapytałem, czując narastający strach.

– Nikt ich nie wymyślił – powiedział po chwili. – Oni byli zanim ktoś w ogóle zaczął coś dzielić na światy.

Ania rozejrzała się nerwowo.

– To oni stworzyli wszystko?

Marcin zaprzeczył ruchem głowy.

– Nie… Jeśli wierzyć temu, co znalazłem… nie stworzyli światów.

– Więc co stworzyli?

– Oni stworzyli zasady – odpowiedział szeptem. – Granice między światami.

Mgła znów się poruszyła, a Ania odruchowo przytuliła się do Pawła.

– Co to jest?

Marcin zamknął oczy.

– To oni.

Paweł rozejrzał się nerwowo.

– Twórcy… tutaj?

– Przyszli po mnie – Filip wypowiedział słowa uważnie i powoli. – Bo zobaczyłem to, czego nie powinienem. I po was, bo dotknęliście tego, czego nie wolno dotykać.

– Czego?!? – zapytał Paweł.

– Przebudzenia.

Mgła rozstąpiła się. 

 

 

Najpierw zniknęły dźwięki. Potem przestałem być pewien, czy stoję, czy się unoszę nad platformą. A dopiero potem zobaczyłem to: Na środku platformy zmaterializowały się trzy sylwetki. Nie miały twarzy ani prawdziwych ciał – tylko drżące zarysy konturów, jakby ktoś wyciął je z rzeczywistości.

Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Moje myśli zupełnie ode mnie odpłynęły. Nie wierzyłem temu co widziałem. „Tam nic nie ma” – jedyne co powtarzałem.

Ania osunęła się na kolana. Paweł i Filip zamarli. Patrzyli się tylko w jeden punkt.

Tylko Marcin wyglądał normalnie. Był bez emocji i niepokoju.

– Witajcie – powiedział spokojnie. – Pamiętam was.

Głos Twórców zabrzmiał bezpośrednio w naszych głowach, zimny i ogromny:

– Pamięć jest błędem. A wiedza nie należy do was.

Filip zrobił krok do przodu.

– To mnie chcecie.

– Filip, nie… – wyrwało mi się.

Uśmiechnął się smutno, tym swoim zmęczonym uśmiechem Strażnika.

– Posłuchaj mnie.

W jego głosie był autentyczny strach.

– Jeśli się mylę, będziesz mógł mi później wygarnąć wszystko.

Spojrzał mi prosto w oczy.

– Ale jeśli mam rację, muszę to zrobić. Kiedy Kontinuum naprawdę się przebudzi wszyscy zostaniemy wymazani razem ze światami.

– Ale ty…

– Ja już nie należę do żadnego świata – przerwał mi łagodnie. – To jedyna droga, żeby was ocalić.

Sylwetki otworzyły przestrzeń tuż przy platformie. Filip wszedł w nią i zniknął. Poczułem jak platforma zadrżała pod naszymi stopami. By nie upaść usiadłem na jej powierzchni. Ania zaczęła płakać, a Paweł stał nieruchomo, jakby wyrwano mu serce.

Mgła na platformie zapłonęła jasnym światłem. I obcy głos powiedział:

– Na ten moment równowaga wróciła.

 

Platforma rozświetliła się. Mgła zniknęła, a światło przestało pulsować. Ania stanęła na środku, wpatrzona w miejsce, w którym zniknął Filip.

– To nie tak powinno się skończyć – wyszeptała, a w jej oczach pojawiły się łzy.

– Filip wiedział, co robi – powiedziałem próbując sobie wytłumaczyć to co właśnie się stało.

– Nie! – odparła stanowczo. – Znał tylko to, co Twórcy chcieli, żeby wiedział.

Poczułem silny dreszcz.

– Myślisz, że go oszukali? – nie wierzyłem w taki rozwój wypadków.

Marcin odezwał się cicho:

– Ania może mieć rację. Twórcy nie kłamią, ale nigdy nie mówią całej prawdy.

Zamknął oczy. Zastygł na dłuższą chwilę, jakby wsłuchiwał się w coś, czego my nie potrafiliśmy usłyszeć.

– Światy pamiętają. A pamięć… zawsze coś zabiera. Wszystko ma swoją cenę.

Otworzył powoli oczy. Popatrzył na nas. W jego spojrzeniu było niepokój.

– Czuję… że ktoś jeszcze nie odszedł – wyszeptał. – A to zawsze oznacza kłopoty.

Koniec
Nowa Fantastyka