- Opowiadanie: Ambush - Ogród i pozostałe kłopoty

Ogród i pozostałe kłopoty

Michael ogłosił konkurs w momencie, kiedy wzięłam się za kontynuowanie Last christmas.

 

Czytanie pierwszego opowiadania nie jest niezbędna, ale oczywiście zachęcam.

Wyszła mi historia romantyczna i mam nadzieję urocza. 

Wykorzystałam w niej idealnie pasujący obraz Anny Słoncz  “Ta, która widzi”.

 

Dziękuję betującym za cenne uwagi.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Ogród i pozostałe kłopoty

Świt budzi się wtulony w twoje włosy,

Całkiem jak kot i ja

Nigdy nie będę miał cię dosyć

Niech płonie Troja

 

Tomek śpiewał nieczysto, ale z uczuciem. Kładł tapetę w niewielkim pokoju, który wydzielił ze strychu. Wcześniej ocieplił ściany, położył na podłodze drewniane panele i zamontował większe okno. Helena kupiła już pościel i uszyła zasłonki w kotki, ale jeszcze ich nie powiesili. 

Na tym samym poziomie domu znajdowała się już wykończona wrzosowa łazienka i druga sypialnia, która jeszcze wymagała trochę pracy.

Przy remoncie własnego domu pracował wieczorami i w weekendy, bo w tygodniu brał każdą robotę, jaka mu się trafiła. W końcu wkrótce spodziewali się sporych wydatków.

Za trzy miesiące jego piękna Helena miała urodzić córeczkę. Myśl o tym sprawiała, że czuł się, jakby wygrał na loterii. Dlatego śpiewał i z uśmiechem na ustach nakładał klej na ściany. Równocześnie czuł szarpiący trzewia lęk.

Mądra żona opowiedziała mu już, jak to było dawno temu z miastem zwanym Troją. Dlatego wiedział, że czuł się jak Parys, dupek zbyt głupi, by zasłużyć na szczęście, facet który sprowadził na najbliższych najgorsze zło.

Przez okno zobaczył biegające wzdłuż ogrodzenia psy i Helenę, która właśnie mościła się na rozwieszonym między jabłonkami hamaku. Przez okrągły brzuch, straciła kocią gibkość, ale stała się za to bardziej kobieca. Po twarzy mężczyzny popłynęły łzy szczęścia i rozpaczy.

Poczuł chęć, by rzucić w kąt szczotkę, pobiec na dół i tulić ukochaną, ale obawiał się jej gniewu. Dlatego wrócił do pracy i pozwolił żonie dokończyć drzemkę.

Wyspana na pewno będzie mieć dobry humor – pomyślał.

Słońce zalało pokój brzoskwiniową poświatą, kiedy z dołu dobiegło wołanie:

– Tomek, chodź na obiad!

Zabrał pod pachę drewnianą kołyskę i arkusz papieru ściernego, po czym ostrożnie zszedł po schodach.

Ich psy – Rebus i Krym spały pod stołem. Helena blendowała zupę. Podejrzewał, że nie robiła tego w przekonaniu, iż będzie przez to smaczniejsza, ale po to by pobawić się kolejną maszyną. Dziewczyna uwielbiała małe i duże AGD, podobnie jak wszelkie urządzenia odtwarzające obraz i dźwięk. 

Minęły już dwa lata, odkąd pojawiła się w jego świecie i zaznajomiła z odkryciami XXI wieku, ale wciąż dostarczały jej mnóstwo radości. Zachowywała się, jakby już nie pamiętała konnych powozów, krynolin i całej reszty starodawnego świata, w którym się urodziła.

– Cześć skarbie – westchnęła, nadstawiając policzek do pocałunku.

– Tęskniłem – mruknął, obejmując ją delikatnie, jakby była porcelanową filiżanką. Pogładził wypukły brzuch, a potem zamieszał w powietrzu rękoma, jakby nie wiedział, co ma dalej z nimi zrobić.

– Wiesz co?! – burknęła gniewnie. – Siądź lepiej, zjedz obiad i nie rób więcej takich durnowatych gestów!

– Przepraszam. – Czuł, jak w gardle rośnie mu wielka, kolczasta kula.

– Przestań przepraszać, przestań traktować mnie jak nadtłuczone jajko i nie mięknij mi tu jak masło na skwarze! To ja jestem w ciąży, mam kłopoty i potrzebuję męskiej opieki!

– Ale ja nigdy nie traktowałbym cię jak jajko! – zapewnił ze łzami w oczach.

Helena fuknęła wściekle i gwałtownie opadła na krzesło. Pałaszowała kolejno zupę, zapiekankę warzywną, a potem jeszcze budyń i truskawki.

Patrząc na jej apetyt, Tomek rozpogodził się nieco. Na szerokiej, ogorzałej twarzy zagościł uśmiech.

– Ech Tomuś, Tomuś, jesteś jak dzieciak… łzy i banan na przemian. Musisz się postarać, znaleźć jakiś balans, dla dobra dziecka.

W jej ciemnych oczach widział przedwieczną mądrość, czułość i skrywany smutek. 

– Nauczysz mnie wszystkiego Helenko. Może nie za szybko, ale przyznaj, że robię postępy – mruknął.

Podszedł i ucałował ją. Celował w szyję, trafił w ucho.

– Kiedy… hmm… jeśli mnie zabraknie, będziesz musiał poradzić sobie z dzieckiem sam. – Odsunęła go. To ważna sprawa!

– Nie mów tak! Nie zostawiaj mnie! – Upadł na kolana, otaczając ją ramionami. – Wiem, że to wszystko moja wina, ale nie przeżyję bez ciebie!

– Najważniejsze, żeby nic się nie stało małej Anastazji! – tłumaczyła, głaszcząc go po głowie. – Na tym musimy się skupić.

– Nie chce skupiać się na tym! Chcę się z tobą zestarzeć. Chcę mieć jeszcze co najmniej dwoje dzieci!

– Też bym chciała… – westchnęła i wyjęła instrukcję mp4. 

Usiadła w fotelu, zatopiona się w lekturze, odgrodziła się od męża.

 

&

Wieczorem oglądali w telewizji jakiś serial, a Helena przysypiała oparta głową o ramię męża. Jak co wieczór, kiedy próbował zmienić program, budziła się i zapewniała, że wciąż śledzi fabułę. Wreszcie poddała się, poszła pod prysznic, a on pościelił im łóżko. Po remoncie planowali spać na górze, ale na razie wystarczał im parter domu, który Tomek z bratem odziedziczyli po babci kilka lat wcześniej.

Kiedy wróciła, miała rozpuszczone włosy, pachniała brzoskwinią i wanilią. Koszula nocna w stokrotki ponętnie opinała zaokrąglone kształty. Pobiegł szybko pod prysznic i wpakował się pod kołdrę, rozbierając żonę. Całowali się, a on z zamkniętymi oczami, błądził palcami po jej ramionach, piersiach i biodrach.

Helena pachniała i smakowała jak raj. Niebiańskiej rozkoszy dostarczał również dotyk jej skóry. Jednak kiedy ukochana na nim usiadła, a on otworzył oczy, poczuł jak otwierają się pod nim czeluści piekieł. Sporo poniżej ciemnych włosów, oczu o barwie ciemnej oliwki, pełnych ust, długiej szyi i tuż pod kołyszącymi się miękko piersiami ziała owalna dziura, wielkości jabłka. Widział przez nią kredens i okno.

Od wielu tygodni dziura rosła wolno, ale systematycznie i istniała groźba, że pewnego dnia wchłonie całą kobietę. Helenie zależało, żeby wcześniej urodziła się ich córeczka, Tomek koniecznie chciał uratować je obie, ale kompletnie nie wiedział, jak się do tego zabrać.

 

&

Wina Tomka w całej tej sprawie była niezaprzeczalna, choć równocześnie ściągając im na głowę kłopoty, nie zrobił nic złego.

Tuż przed ostatnią Wigilią wracał z pracy, mijając gęsty, ciemny las, zwany w okolicy Smętną Dąbrową. Nagle w korycie Raby zobaczył samotną staruszkę. Zatrzymał samochód i poszedł na brzeg rzeki.

– Czy coś się stało? – spytał. – Czemu stoi pani w wodzie?! I do tego w zimie i w ogóle?

– Chciałam tylko przejść – westchnęła żałośnie babcia – ale opadłam z sił.

Tomek zbliżył się do niej, ostrożnie stawiając nogi na kamieniach.

Kiedy dotarł tuż obok, zobaczył, że kobieta była niezwykle stara. Miała długi, haczykowaty nos, zmrużone, jakby wiecznie zapłakane, zaczerwienione oczy. Była malutka, chudziutka i pomarszczona jak suszona śliwka. Odnosił nawet wrażenie, że skórę staruszki pokrywa mech. 

Wyciągnął do niej ręce, chcąc ją asekurować, ale staruszka chwiała się i szeptała coś jękliwie. Bał się, że babuleńka wywróci się i uniesie ją nurt. Dlatego podszedł ostrożnie jeszcze krok i zarzucił ją sobie na plecy.

Mimo że nie była ciężka, niosąc ją, poczuł wielkie znużenie. Oddech starej kobiety cuchnął mułem i myszami. Wczepiła się w niego żółtawymi, długimi paznokciami, jakby nigdy nie zmierzała go puścić. Stawiając ją na kamieniach przy drodze, aż westchnął z ulgi.

– Więcej proszę do rzeki nie wchodzić, bo to się może bardzo źle skończyć! – przestrzegł surowo.

– Piękny kawaler mnie uratował – zasepleniła bezzębnymi ustami baba, a powykrzywiane artretyzmem palce wciąż nie puszczały jego ramienia. – Silny taki, dorodny! Jak jakiś tur! – mruczała, macając ramiona i gładząc pierś.

Cofnął się z odrazą. W babce było coś bezwstydnego. Zdawać by się mogło, że się do niego zaleca.

– Kiedyś chłopcy przede mną nie uciekali. Mówili: chodź Zosiu pod lasek! Uganiali się za mną jak psy. A teraz żem stara i już mnie nie gonią… – zanuciła smętnie i zaraz zaśmiała z astmatycznym wizgiem: – Bo też nie żyją!

– Zdrowia babci życzę – mruknął Tomek, zamierzając zawrócić do auta.

– No, ale taki kawaler ma pewnie jakąś ukochaną, do której wzdycha i przed której uściskami się nie broni – zagaiła, łypiąc białym okiem.

– Ano mam – sapnął z dumą.

– To w podzięce za ratunek dam ci dla niej podarek.

Stara sięgnęła pod kubrak. Przez chwilę grzebała, mlaszcząc i sapiąc, aż wyciągnęła zielony, oprawny w srebro wisiorek.

– No co też pani! – żachnął się Tomek. – To pewnie drogie.

– Bierz, z serca daję! – Wepchała mu błyskotkę w rękę, a potem bardzo szybko zawróciła w stronę lasu.

Powiesił wisior na lusterku i wracając do domu, był z siebie bardzo zadowolony. Co prawda wiedziony podpowiedziami Heleny, kupił jej kilka prezentów na gwiazdkę, ale wciąż czuł, że to może nie wystarczyć. Chciał ofiarować jej coś wyjątkowego.

W kuchni Helena, wystrojona w koronkową, krwiście czerwoną kieckę krzątała się, kończąc przygotowanie wieczerzy. Widok błyszczących oczu, ciemnych loków i opiętych czarnymi pończochami, długich nóg uderzył mu do głowy jak szampan. Pocałowali się na powitanie, ale żona szybko strąciła z siebie jego stęsknione dłonie.

– Przygotuj stół, znieś z góry i przemyj serwis obiadowy – rzuciła krótko. 

– A może tak chwileczka zapomnienia? – wysapał, biorąc ją w ramiona. – Pierwszej gwiazdki nie widać jeszcze ani troszkę.

– Jestem głodna, a niebo dzisiaj pochmurne, więc nie ma na co czekać – odparła, wyswabadzając się z uścisku. – A na deser będzie szarlotka z mango – szepnęła, jakby zdradzała mu wielki sekret.

Przygotował stół, dodał od siebie stroik z bombkami w tym samym kolorze, co sukienka Heleny. Na koniec dorzucił do jej paczki wisiorek.

Złożyli sobie życzenia, a potem Helena, jak dziecko, wymusiła otworzenie prezentów przed wieczerzą. Siedziała po turecku na dywanie i łapczywie rozdzierała papierki, wąchała, oglądała podarunki. Niektóre nawet mierzyła.

Tomek dostał nowe dżinsy, naklejkę na samochód i jakiś zestaw śrubokrętów. Obejrzał wszystko, ucałował żonę i chciał szybko siadać do stołu. Helena nalewała barszcz z uszkami.

Nagle zorientował się, że nie znalazła klejnotu. Przeszukał porozrzucane na podłodze papierki i wysupłał błyskotkę. Podszedł do kobiety od tyłu i składając pocałunek na szyi, zarzucił ozdobę. Helena szarpnęła się i klejnot opadł, zatrzymując się na brzuchu.

Krzyknęła i zgięła się w pół, jakby otrzymała niespodziewany cios. Odruchowo osłoniła dłońmi brzuch.

– Helenko, co się stało?! – zapytał zaniepokojony.

– Nie wiem – szepnęła. – Co to było, to czym mnie zraniłeś?

– Zraniłem cię?! Przecież ja nigdy! Żadnej kobiety, a ciebie to już całkiem. Helenko, kochanie…

– Podnieś to natychmiast, leży koło krzesła! – rozkazała lodowatym tonem.

Chwycił wisior między dwa palce, ostrożnie jak żmiję i uniósł.

Helena, cały czas osłaniając brzuch dłonią, zbliżyła się ostrożnie. Przyglądała się chwilę ostrożnie, węsząc z uchylonymi wargami. Delikatne chrapki drżały, kły błysnęły gniewnie i Tomek przez moment obawiał się, że żona go ugryzie.

Zamiast tego krzyknęła z płaczem:

– Po co mnie uratowałeś, skoro teraz zdradzasz?! Już ci się znudziłam?!

Tomek cofnął się przerażony. Chciał coś powiedzieć, ale nie umiał znaleźć żadnych słów. 

– Poleciałeś na tę zdzirę Sofijkę! Jak mogłeś, a ja ciebie tak kocham, bardziej niż kogokolwiek na świecie! – wrzeszczała, zalewając się łzami.

– To była starowinka, przez rzekę ją przeniosłem – jęknął przerażony. – Przecież ja nigdy…

– Opisz mi ją! – rozkazała.

– Suchutka taka, z żółtymi palcami. Stała w rzece. Nie strasz mnie Helka, przecież ja nic złego nie zrobiłem! – żachnął się wreszcie.

– Sofijka jest najwierniejszą służącą mego dawnego pana hrabiego Michała Siemionowicza Woroncewa wielkiego maga cesarstwa!

– To krewny tego Wrońskiego, z którego domu cię uwolniłem? 

– To on sam – mruknęła. – A teraz wreszcie mnie dopadł. Znowu będę uwięziona! Ja i nasze dziecko!

– Przestań opowiadać bajki dziewczyno, nastraszyłaś mnie! Pokaż to skaleczenie! Pocałuję, nakleimy plasterek i będzie po krzyku!

Helena ostrożnie rozpięła sukienkę. Tomek pochylił się i dostrzegł niewielką dziurkę pod linią stanika. Przyłożył oko i zobaczył choinkę.

– Czy to jakieś czary? – zapytał.

– Tak, to są czary. Michał nie raz mówił, że nikomu mnie nie odda. Wiedziałam, że znajdzie sposób, aby mnie znowu mieć…

– I będziesz zaklęta w figurę sokoła w jego domu? Razem z Marcelem, z moim bratem?! 

– Nie wiem co ze mną zrobi, ale na pewno tego nie chcę! Życie szare jak drobiny kurzu, za daleko, zbyt ulotne, nieosiągalne… – Po pięknej twarzy płynęły łzy. 

– To się nie może zdarzyć! To się nie powinno zdarzyć już wtedy!

– Żałujesz, że mnie wyzwoliłeś?

– Mam wyrzuty sumienia, że porzuciłem Marcela. Jestem z tobą taki szczęśliwy, a on tam łyka kurz zamknięty w tym ptaszydle. 

– Ktoś musiał… – zaczęła Helena, ale widząc minę Tomka zakończyła ugodowo: – Daj mi urodzić, a postaram się dowiedzieć jak sobie radzi.

 

&

Po obiedzie Helena klikała po platformach w poszukiwaniu nowego serialu, a Tomek poszedł zerknąć na zapadlisko. Dziurę w rogu ogrodu, za starym orzechem odkrył na wiosnę. Na jego oczach pod ziemię zapadł się krzaczek berberysu. Wtedy jeszcze podejrzewał o to kreta, ryjówkę, lub innego szkodnika. Niestety okazało się, że dziura w ziemi stale rosła, wchłaniając trawę, krzewy, a nawet samosiejkę gruszy.

Tomek bardziej czuł, niż rozumiał związek między dolegliwościami ukochanej żony, a kłopotami z ogrodem. Dlatego nic nie mówił Helenie i starał się znaleźć sposoby na powstrzymanie zapadliska.

Nie mógł korzystać z komputera, bo okazał się on kolejnym, nowoczesnym hobby przeniesionej z dziewiętnastego wieku dziewczyny. Nie znał nikogo, kto miałby wiedzę w zakresie magii, lub podziemiach, dlatego próbował poradzić sobie sam. Po próbach zatopienia dziury, zalania jej wrzątkiem, zasypania wapnem i obłożenia darnią, chwytał się coraz bardziej rozpaczliwych pomysłów.

Tego dnia dłuższą chwilę mierzył zapadlisko wzrokiem, jakby oceniał jego siły. Potem poszedł po taczki i z pomocą wideł wepchał do dziury całą zawartość kompostownika. Zapchał ją, chociaż od dnia odkrycia urosła kilkakrotnie. Zadowolony odłożył widły, otarł pot z czoła i pomyślał o piwie.

W tej samej chwili spod kompostowego korka dobiegł niski pomruk, jak z zatkanej rury i zapadlisko eksplodowało z hukiem.

Tomek upadł na ziemię. Gdy po chwili zaczął się gramolić, zgarniając z włosów i ramion pędy marchewki, obierki z ziemniaków i nadgniłe truskawki, stanęła nad nim przestraszona Helena.

– Coś ty narobił kotek?! – spytała. – Gaz wybuchł?!

– Nie, nie martw się… taka mała awaria. Wracaj do domu, bo zgubisz wątek…

Jednak Helena dostrzegła lej w rogu ogrodu i zbliżyła się do niego ostrożnie.

– Co to jest?!

– A, nie wiem… zajęczał Tomek.

– Ogród się zapada?

– W sumie to nie wiem…

– Ty mi nie powtarzaj, czego nie wiesz, tylko natychmiast powiedz, co wiesz! – wrzasnęła biorąc się pod boki. – Do domu! – dodała, wskazując zielony, drewniany ganek.

– Mówisz do mnie jak do psa! – pożalił się, ale ruszył posłusznie.

– Nie zmieniaj tematu i przestań się nad sobą użalać! Co znowu narobiłeś?!

– A mogę najpierw zmyć z siebie kompost?!

– Oczywiście! – Demonstracyjnie zatkała nos. – Tylko nie myśl, że zapomnę.

Po kwadransie Helena pałaszowała wielką michę pilawu, a Tomek ubrany w miękki szlafrok, tłumaczył:

– Nie chciałem cię denerwować. W tym stanie jeszcze…

– Wiesz, że się nie znasz na magii. Musisz mi mówić, kiedy dzieje się coś dziwnego.

– Może Paweł by pomógł, przecież jest prawdziwym magikiem!

– Nie, ale wiesz co zrobimy. Spróbuję uciec do nich!

– A co im powiemy?

– Że lekarz kazał mi pomieszkać w Warszawie. Bo muszę zrobić różne badania.

– No, nie wiem czy, Paula się ucieszy – westchnął Tomek, który nie za szybko myślał, ale za to doskonale czuł.

Helena zawahała się, mrużąc oczy.

– Dobra, wystarczą krótkie badania. Chcę zobaczyć, co się stanie, kiedy się oddalę. Może wystarczy przenieść się na drugi koniec kraju? – dodała bardziej do siebie niż do Tomka.

Mężczyzna, choć miał minę, jakby zbierało mu się na płacz, dzielnie kiwnął głową.

 

&

Pojechał po nią tydzień później. Przez ten czas skończył przygotowywać pokój dla Anastazji i zabrał się za sypialnię.

Lubił sobie powtarzać, że teraz już wszystko będzie dobrze. Zdawało mu się, że po incydencie z kompostem dziura w ogrodzie przestała rosnąć. Dzwonił codziennie do Heleny, która wydawała się zadowolona z wizyty.

Jednak kiedy pewnego dnia zadzwoniła, była smutna.

– Muszę wracać – szepnęła w słuchawkę.

– Pokłóciłaś się z Paulą? Mówiłem, żebyś się nie rządziła i nie flirtowała z Pawłem!

– Nie. Z nimi wszystko dobrze, ale muszę wracać. Przyjedziesz po mnie? – spytała nieśmiało a Tomek, słysząc ten ton, poczuł, jak jeżą mu się włosy na karku.

– Co się stało?!

– Źle się czuję i chcę być w domu.

– Byłaś u lekarza?!

– On mnie nie ogląda od tej strony, z której mam problem! – wrzasnęła. – Przyjedziesz, czy mam się wlec autobusem?!

– Jednak nie jest tak najgorzej – westchnął z ulgą. – Pakuj się, kochanie. Będę za trzy godziny.

Gospodarze byli nieco zaskoczeni, kiedy Tomek zjawił się w niedzielny wieczór w ich domu.

Jednak widząc powitanie zakochanej pary, uśmiechnęli się tylko i pomogli im znieść rzeczy.

– Co się stało? – zapytał, kiedy tylko skończyli machać na pożegnanie i ruszyli.

– Jestem niespokojna i mam takie jakieś dziwne sny…

Tomek już o nic nie pytał. Wiedział, że Helena w snach widzi przeszłe i przyszłe zdarzenia, nauczył się z tym żyć i wierzyć jej.

– Musimy się przygotować – dodała. – Czuję, że urodzę wcześniej. Zresztą nawet powinnam.

– Jest większa?! – spytał przez ściśnięte gardło.

– Trochę tak – odparła niechętnie. – A jak ogród.

– Wczoraj się coś obsunęło, wcześniej było spokojnie.

Wąskie brwi Heleny uniosły się, sygnalizując wnikliwą analizę danych, a potem przesunęły się do siebie, a pomiędzy nimi pojawiła się pionowa, głęboka zmarszczka. Kobieta gryzła wnętrze policzka i stukała palcami wskazującym o siebie. Tomek skupił się na drodze, wiedział, że kiedy jego kobieta tak intensywnie myśli, lepiej dać jej spokój.

Po powrocie ona zamknęła się w domu, a on uciekł z psami do lasu.

Spotkali się przy kolacji. Soczewica była sucha, a ryż również lekko przypalony, ale Tomek zajadał z apetytem i czekał.

– Musimy znaleźć czarownicę – mruknęła Helena i odsunęła od siebie talerz.

– Stara Anatolowa mieszka…

– Anatolowa to idiotka i do tego śmierdzi! – Zmarszczyła nos i wygięła wargi.

– Jakaś baba przyjmuje w Dąbrowie…

– Pojedziemy i sprawdzimy. Popytaj sąsiadek. Najlepiej by było, żeby umiała odebrać poród, ale teraz coraz mniej kobiet to potrafi – westchnęła.

– Helenko, ale to jeszcze miesiąc – zaoponował nieśmiało.

– Nie mam miesiąca! Przeklęte dziury zjedzą ogród, mnie i dziecko.

Nie zdołał się powstrzymać i jęknął głucho, ale Helena nie zareagowała. Wstała od stołu, ukroiła sobie cztery kromki chleba, które posmarowała grubo masłem i miodem.

– Poszukaj mi babki! – poleciła z pełnymi ustami.

– Twojej babki… a ona jeszcze żyje? – zawahał się na moment.

Helena uniosła ciemne brwi, a jej oczy błysnęły gniewnie.

– Tutejszą babkę, zamawiaczkę, czy jak je tam nazywacie. Taką co może wyleczyć i odebrać poród.

– A nie lepiej w szpitalu…

– Zastanów się, co powiedzą lekarze, kiedy ich poproszę o poród miesiąc przed terminem! A potem pomyśl jak ukryję to! – Wskazała na swoją pierś.

– Popytam w sąsiedztwie – mruknął i wybiegł z domu.

 

&

 

Pod chatę pierwszej babki podjechali kolejnego dnia, koło południa. Jednak Helena zatrzymała się na upstrzonym kurzymi odchodami podwórku i przez chwilę węszyła:

– Wracamy! – zakomunikowała.

– Ale czemu?! Podobno dobrze leczy?!

– Brudaska i nie ma żadnych mocy. Jedziemy do następnej!

Następna musiała mieć moc, bo uciekła z chaty i odmówiła powrotu. Z krzaków po drugiej stronie strumienia rozległo się wołanie:

– Idźcie precz! Klątwą przebita nie jest tu mile widziana! Idzie i nigdy nie wraca!

– Po to masz moc, żeby ludziom pomagać! – wrzasnęła w odpowiedzi Helena.

– A kto tam wie, czy ty jesteś człowiekiem – doleciał z krzaków oddalający się głos, lub może nawet szelest.

Potem nie było wcale lepiej.

Po trzech dniach poszukiwań Tomek zajrzał w kajet i westchnął:

– Nie chcę marudzić, ale czarownice nam się kończą… Zostały już dwie.

– Nie, to wszystko bez sensu. Tak nie znajdziemy właściwej kobiety.

Nic nie odpowiedział, tylko czekał. Wiedział, że wszystko już wymyśliła i po prostu musiał jej posłuchać.

Cały ranek kręciła się po domu. Wreszcie spakowała tajemniczy koszyk i kazała zawieść się na rozstaje. Zaparkował przy małej, ukwieconej kapliczce, a Helena wyciągnęła torebkę maku i rozsypała na krzyżówce. Chwilę wpatrywała się w ziarenka, a potem kołysząc się i sapiąc ciężko, ruszyła w las. Na kolejnym rozgałęzieniu rzuciła w powietrze wysuszone ziele mniszka i przyśpieszyła kroku. Za trzecim razem powiodła ich ruta.

Szli korytem niewielkiego strumienia. Tomek objął Helenę ramieniem i rozglądał się niespokojnie. Nie czuł się dobrze w półmroku lasu, wśród niezliczonych szelestów i stuków. Natomiast Helena była niecierpliwa i radosna. Parła do przodu, nie bacząc na przemoczone buty i potężny, kołyszący się brzuch.

Od czasu do czasu przystawała, kładąc ręce na lędźwiach i stękając. Potem jednak uparcie ruszała przed siebie.

Na świetlistej polanie dostrzegli skuloną postać. Tomek zatrzymał się i złapał Helenę za rękę.

Nieznajoma obejrzała się i wyprostowała gwałtownie, łapiąc się dłońmi za krzyże, całkiem jak Helena.

Rumiana, na oko pięćdziesięcioletnia kobieta wrzuciła do kosza kilka pęków ziół i spytała tubalnym głosem:

– Po co mnie tu szukacie?

– Potrzeba mi pomocy!

– Nie lepiej do szpitala? – cmoknęła tamta.

– Potrzebuję pozbyć się brzucha, szybko! – Helenie zabrakło tchu.

Baba strzyknęła zielonkawą śliną i stwierdziła:

– Teraz to już trzeba urodzić! A ty masz chyba większy kłopot… – Po czym wróciła do zbierania ziół.

Helena podeszła bliżej.

– To jaki mam kłopot, babko?

– Zaraz tam babko – sarknęła tamta. – Szmat czasu żyłam przy mężu i pracowałam w HR–ach. Tylko dusiłam się w małżeństwie, w mieście, w sobie samej. I do tego… – westchnęła. – A ciebie coś najwyraźniej potężnie nadgryzło. Potężny demon. Patrzę i widzę dziewczyna jak malina, ale jakby cię brakowało.

– Dużo widzisz. Możesz mi pomóc?

– Trudne i ryzykowne. Więcej czuję, niż umiem zdziałać…

– Ale mogłabyś spróbować?

– Chcę być znowu młoda! Nie aż tak dużo, z dziesięć, piętnaście lat!

– Takich cudów nie da się zrobić! – kategorycznym tonem zawołała Helena.

– No sama wiem. Nie da się.

– A co ze mną?

– Takich cudów nie da się zrobić! – odparła ze złośliwym uśmiechem.

Helena popatrzyła na nią gniewnie. 

– Mogłabyś spróbować!

Babka siadła na pniu i zapaliła fajkę.

Milczały dłuższą chwilę, aż wreszcie Helena stęknęła i powiedziała cicho:

– Mogę spróbować pomóc, ale niczego nie gwarantuję.

– Jestem Gośka. Chodźcie do mojego domu, żebym spakowała, co trzeba. 

 

&

Anastazja urodziła się tydzień później, w chwili kiedy słońce powoli chowało się za lasem. Poród odbył się w dziecięcej sypialni, zabezpieczonej solą, ziołami i sznurkami z zamawianiami.

Gośka położyła dziecko wraz z pępowiną i łożyskiem na nagim brzuchu matki i pozwoliła mu uspokoić się i najeść. Zziajana Helena tuliła do siebie córeczkę, szepcząc coś czule.

– Zawołaj Tomka – poprosiła po chwili.

– Tatuś potrzebny! – Gośka wychyliła się przez okno.

Tomek wpadł do pokoju po kilku sekundach. Śmiał się i płakał. Ucałował żonę i usiłował wziąć w ramiona dziecko, ale mu go nie oddała.

– Musisz chwilę poczekać, ja pierwsza!

– Jaka ona malutka! Czy na pewno jest zdrowa? – spytał.

– Zdrowa dziewuszka – odparła ze śmiechem. – Mamusia też zdrowa, nie licząc tego dziwadła – wskazała ziejącą między żebrami kobiety owalną dziurę, która w tej chwili lśniła opalizującym blaskiem.

– Co teraz? – spytał.

– Teraz będą spać. Muszą odpocząć. A rano wymyjemy małą i zastanowimy się, co dalej.

 

&

 

A potem żyli razem bardzo szczęśliwie.

Tomasz siadał w ogrodzie i godzinami patrzył na śpiącą Anastazję. Helena testowała przepisy na nowe potrawy i dziwne smaki.

Codziennie wysyłała Tomka po Gośkę. Zamykały się w kuchni i szeptały godzinami.

Czasem wymykały się do ogrodu, albo do lasu i wracały z koszykami pełnymi rozmaitych ziół.

Po dwóch tygodniach Gośka przyniosła atłasową, falbaniastą suknię.

Helena przyłożyła do siebie, ciężki, purpurowy materiał i westchnęła:

– Nie wiem, czy się w niej zmieszczę. Przybyło mnie…

– Jak to po porodzie, ale wybrałam większą.

– Gdzie też pani Małgosia znalazła taką starodawną rzecz – spytał nieufnie Tomasz.

– A w teatrze. Szyję dla nich czasami.

– Nie będą mieć pretensji? – mruknęła Helena.

– Jakoś to załatwię.

Helena dłuższą chwilę milczała, mnąc w palcach materiał. W końcu rzekła:

– Teraz będziemy cieszyć się życiem. Przyjdź za tydzień, zrobisz mi fryzurę, a ja tobie przygotuję specjalną kąpiel.

Tamta bez słowa skinęła głową.

 

&

Siedem dni później Tomek kolejny raz przywiózł Gośkę do ich domu.

Helena przyjęła ją w mocnym makijażu. Jej oczy ze smokey eyes wydawały się niewiarygodne duże, a pokryte karminową szminką usta lśniły, jakby były zrobione ze szkła. Była taka piękna, że Tomek nie mógł od niej oderwać oczu.

Kobiety otoczyły dziurę w ogrodzie kruszoną kredą i palonymi ziołami. Potem poszły do kuchni, układać fryzurę.

Wreszcie kazały Tomkowi przywlec z komórki wielką, drewnianą balię i napełniły ją ciepłą wodą, ziołami i solą. Helena rozebrała się i weszła do wody. Zielonkawa ciecz przepływała przez dziurę w ciele, pieniąc się i sycząc. 

– Teraz ty – poleciła Gośce wstając. 

Babce nie trzeba było tego powtarzać. Nie bacząc na obecność mężczyzny zrzuciła z siebie odzienie i wskoczyła do wody.

– Daj mi zwierciadło! – zawołała.

Kwadrans później wystrojona w niezbyt dopasowaną suknię postać podeszła do dziury w ogrodzie. Zawahała się na moment. Potem śpiewając głośno „Niech płonie Troja!”, wskoczyła do dołu. Tylko ślepy uznałby, że fałszująca osoba, była kobietą. 

Pod ziemią coś zaburczało basowym głosem, a drzewa w ogrodzie zaczął porywisty szarpać wiatr.

Z domu wybiegła Helena w bieliźnie i zawinięta w ręcznik, odmłodzona Gośka. 

– Tomuś, coś ty najlepszego narobił?! – zajęczała Helena, zaglądając do dziury, z której w tej samej chwili wystrzelił siny dym, by zacząć snuć się po ogrodzie jak gigantyczny wąż.

Gośka szeptała pod nosem zaklęcia, rozglądając się trwożnie na boki.

– Co teraz?! Co teraz?! – szeptała Helena, zaciskając pięści, aż paznokcie raniły jej dłonie.

– Lepiej bierz dzieciaka i uciekaj!

– Nie mogę. To mój mężczyzna! Kocham go!

Nagle ziemia zajęczała i zadudniła, jakby obudził się wulkan. Rozległy się pojedyncze tąpnięcia, przypominające kroki olbrzyma. Wreszcie wśród wizgu i huku dziura w ziemi wybuchła.

Kobiety cofnęły się wystraszone, a po ziemi pełzło dziwaczne stworzenie. Miało wiele czerwonych odnóży i dwie głowy, którymi kołysało gwałtownie na boki i wyło.

– To czort! Na wszystkich świętych, czy to rogi?!

– Ma na sobie moją suknię?!

– Diabeł-transwestyta, piekielne plugastwo… – zajęczała Gośka i przeżegnała się przestraszona.

– Zamknij się! – wrzasnął potwór. – Przestań kłapać głupia babo!

– Mówisz do mojej żony! Nie pozwalaj sobie! – wrzasnął potwór drugi raz, ale innym głosem i stękając, spełzł z pierwszego.

– Tomuś?! – zajęczała Helena, podbiegając.

– Tomuś, Tomuś! A mnie oczywiście macie w dupie! – monstrum podniosło się i łypało na Helenę wściekłym wzrokiem. – Wiedziałaś, że mnie uwięzi! Wyzwoliłaś siebie moim kosztem. A potem żyłaś jakby nigdy nic z tym idiotą!

– Jak będziesz obrażał Tomka, to wrzucę cię z powrotem do dołu!

– To teraz nasz dom. Mamy córeczkę – dodała część potwora wciąż siedząca na ziemi. – Boże, ależ mnie łeb nawala!

– Ile ja w tym flakonie siedziałem?! – spytał półprzytomnie Marcel. – Pośród kurzu i w ciasnocie. A jak mnie w końcu tamten Wroński wyciągnął, to wył i z zębów leciały mu iskry!

– Potrafi się wkurzyć! – przyznała Helena.

– Dość gadania! – rozkazała Gośka. – Nasyp do środka popiołu i soli. Wy lećcie po wodę z ziołami, co została po kąpieli. Zasadzimy leszczynę. Jak się przyjmie, to zamknie drogę do zaświatów. Leszczyna ma wielką moc. Później sobie opowiecie o wszystkich przygodach!

– Strasznie się rządzisz! – burknął Marcel, ale ładnie wyglądasz w tym ręczniczku, dodał pogodniej. 

 

 

&

 

Zasadzili leszczynę, a potem dla pewności jeszcze jarzębinę i lipkę. Na koniec zaprosili księdza i kazali mu ochrzcić Anastazję w ogrodzie.

Marcel, czyli do niedawna zaginiony brat Tomka przez jakiś czas mieszkał z Gośką, ale w końcu rozstali się i każde poszło w swoją stronę.

Poprosił brata, żeby pomógł mu wyremontować stodołę. Lubił dotykać trawy, czasem chodził boso po rosie, by poczuć jej chłód. 

Ciało Heleny goiło się wolno. Z początku otwór w ciele osnuła cienka, błyszcząca błonka. Po kilku tygodniach pojawiło się w nim ciało, ale było niezwykle tkliwe na dotyk. Anastazja już chodziła, gdy rana się zagoiła, pozostawiając jedynie okrągłą, niemal białą plamę.

Żyli spokojnie i szczęśliwie, ale nie było dnia, by nie poszli do ogrodu upewnić się, że trzy drzewa rosną tam, gdzie je posadzili.

 

Koniec

Komentarze

Poczuł chęć, by rzucić w kąt szczotkę, pobiec na dół i tulić ukochaną, ale wiedział, że gniewu.

Hm, ten gniew zjadł ostatnią część zdania. Gniew jest zły. Wysyłajcie kwiatki, nie bomby :)

 

– Mam wyrzuty sumienia, że nie porzuciłem Marcela. Jestem z tobą taki szczęśliwy, a on tam łyka kurz zamknięty w tym ptaszydle. 

Ma wyrzuty sumienia, że go nie porzucił, czy może dlatego, że go zostawił na pastwę czarów? Zmieniłbym zaprzeczenie na twierdzenie, będzie prościej.

 

Anastazja już chodziła, gdy rana zagoiła się,

Przestawiłbym “się” o jeden wyraz wcześniej.

 

Dzięki becie poznałem dwa opowiadania. Mam wrażenie, że warto przeczytać pierwsze, żeby w pełni zrozumieć drugie – cóż, takie są serie, coś o tym wiem :) Jako całość tworzą spójny świat, i choć bohaterowie tym razem tacy nie “moi”, to czyta się całkiem dobrze. 

Dziękuję za sympatyczną recenzję i za betę.

delulu managment

Hej 

 

ciekaw klątwa i ciekawa para. Tomek to takie trochę popychadło – trochę mi przypominał Tatę Świnki Pepy :). Ale jak przestał mnie irytować to czytało się już całkiem dobrze :). 

 

Klikam i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Wobec SZTUKI – powaga i milczenie.

Ona daje prawdziwe ukojenie.

Dziękując, przed Twórcami chylę czoła,

Więcej zachwytów wyrazić nie zdołam…

 

Pecunia non olet

@bardziejaskrze Bardzo lubię Tomka, jeszcze od poprzedniego opowiadania, ale widać nie umiem tego pokazać.

Muszę ćwiczyć. Dzięki za klika. 

 

@bruce Kłaniam się nisko szanownej jurorce;)

delulu managment

heartkiss

Pecunia non olet

Tomek to takie trochę popychadło – trochę mi przypominał Tatę Świnki Pepy :)

Bardzie, mam wrażenie, że gdyby ktoś spróbował napisać opowiadanie, w którym bohaterka się tak zachowuje, przekonałby się, co naprawdę znaczy “epicka furia” laugh

I co ja mam Ci napisać:D. By nie dostać z "midnight hammer" rykoszetem ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej Ambush!

 

 Opowiadanie było w dużej mierze rodzinno-spokojne, a mimo to utrzymywało uwagę. Fajnie wypadła chronologia z flashbackami.

Mam wrażenie, że udało się zbudować fajne postacie, których dużo cech nie przekładało się silnie na historię. Takie trochę zgrabne wprowadzenie bohaterów, z którymi aż prosiłoby się, żeby powstało coś więcej ;)

 

Sporo wzmianek zaciekawiło mnie co do wcześniejszej części, może zerknę w wolnej chwili. Podejrzewam jednak, że przeczytanie jej wcześniej dałoby ogółem lepszy efekt ;)

 

Kilka uwag co do spójności:

Pod ziemią coś zaburczało niskim basowym głosem, a drzewa w ogrodzie zaczął porywisty szarpać wiatr.

Z domu wybiegła Helena w bieliźnie i zawinięta w ręcznik, odmłodzona Gośka. 

– Tomuś, coś ty najlepszego narobił?!

Pomiędzy tymi akapitami coś się chyba wydarzyło. Z opisu wyżej wynika, że kobiety siedzą w balii w ogródku, a jedna z nich skacze do dziury.

Jak mogą w takim razie wybiec z domu?

I dlaczego potem z dziury wychodzi Tomek, który jedyne, co robi w tej scenie, to przynosi balię, a potem jest o coś obwiniany?

 

Nie znalazłem też momentu, w którym dwugłowy potwór zmienia się z powrotem w dwie osoby.

 

Drobnica:

Miało wiele czerwonych odnóży i dwie głowy, którymi kołysało gwałtownie na boi i wyło.

Mądra żona opowiedziała mu już, jak to było dawno temu z miastem zwaną Troją.

– Takich cudów nie da się zrobić! – odparła z =e złośliwym uśmiechem.

I dziwnie dużo enterów na końcu ;)

 

Generalnie bardzo zgrabnie napisane, klikam i pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Witaj ostam. Dziękuję za wartościową recenzję. 

Co do balli i kobiet, to kobietą, która w niedopasowanej sukni, śpiewając fałszywie skoczyła do dziury był Tomek ;) Ale widzę, że nie wybrzmiało niestety. ;/

delulu managment

Widok błyszczących oczu, ciemnych loków i opiętych czarnymi pończochami, długich nóg uderzył mu do głowy jak setka wódki. – tylko setka? To mało, żeby uderzyło do głowy, chyba że Tomeczek dopiero zaczyna :-) 

 

=– Nie, ale wiesz co zrobimy. Spróbuję uciec do nich! ---> A co to na początku się podziało?

 

Przyjedziesz po mnie? – spytała nieśmiało a Tomek, słysząc ten ton, poczuł, jak jeżą mu się włosy na grzbiecie. ---> to grzbiecie, słabo wygląda. Na plecach… na plecach :-) 

 

– Po co mnie tu szukacie?

– Potrzeba mi pomocy!

– Nie lepiej do szpitala – cmoknęła tamta. – wrzuciłbym pytajnik. 

 

Czasem wymykały się do ogrodu, albo do lasu i wracały z koszykami pełnymi rozmaitcyh ziół. ---> literówka.

 

– Nie wiem, czy się w niej zmieszczę. Przybyło mnie… – chyba – w nią, ale nie mam pewności.

– Jak to po porodzie, ale wybrałam większą? ---> bez pytajnika.

 

Kwadrans potem wystrojona w niezbyt dopasowaną suknię suknie dama podeszła do dziury w ogrodzie.

 

Pod ziemią coś zaburczało niskim basowym głosem, a drzewa w ogrodzie zaczął porywisty szarpać wiatr. ---> To tak poetycko miało wyglądać, czy tylko przypadek?

 

– Co teraz?! Co teraz ?! ---> zbędna spacja.

 

Tomeczek, to rzeczywiście baba nie chłop :-) Lękliwy, zmienny, płaczliwy i radosny, pomieszanie z poplątaniem, ale niech taki będzie. 

Miałem wrażenie, że fabuła jest porwana. Super się zaczęło, tak sielankowo, romantycznie, ale od razu nie polubiłem Helenki, widać, że to nieczuła langusta. Tomeczek biedny, jakby nie było zbyt wrażliwy i siłą rzeczy, skończy się to dla niego źle, ale czasami tak bywa. 

Poza tym opowiadanie mi się podobało. 

Powodzenia w konkursie. 

Klik 

Pozdrawiam 

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

@Heskecie dziękuję za uwagi i kliczka. 

Widok błyszczących oczu, ciemnych loków i opiętych czarnymi pończochami, długich nóg uderzył mu do głowy jak setka wódki. – tylko setka? To mało, żeby uderzyło do głowy, chyba że Tomeczek dopiero zaczyna :-) 

 Chodzi o ożywienie, a nie o przybicie gwoździa ????

 

=– Nie, ale wiesz co zrobimy. Spróbuję uciec do nich! ---> A co to na początku się podziało?

 Ojojoj!

 

Pod ziemią coś zaburczało niskim basowym głosem, a drzewa w ogrodzie zaczął porywisty szarpać wiatr. ---> To tak poetycko miało wyglądać, czy tylko przypadek?

 

Miało być troszkę strasznie. Choć balans na granicy grozy i komedii jest trudny.

 

Ukłony dla szacownego jury!;)

 

delulu managment

No, tak. Z tą setą to indywidualna sprawa, ale te nogi opięte czarnymi pończochami, ciemne loki, błyszczące oczy… ech, mimo wszystko seta to za mało :-)

Pozdrawiam

Może zmienię na szampana?;)

delulu managment

O! Szampana pije się raz w roku. To może warto.

Hejka!

Opowiadanie ma ciekawy pomysł i momentami fajny klimat, ale niestety nie było dla mnie  porywające. Początek i długie sceny z codziennego życia trochę się dłużą, przez co trudno poczuć większe napięcie. Najbardziej podobało mi się połączenie zwyczajnego życia z czymś dziwnym, magicznym i takim nie do końca zrozumiałym. Elementy fantastyczne są interesujące, ale pojawiają się jakby zbyt spokojnie i nie wywołały we mnie takich emocji, jakie mogłyby. Relacja bohaterów wydaje się wiarygodna.

Pozdrawiam.

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Witaj betweenthelines, to zawsze trudno wyważyć. Jak za dużo scen rodzinnych, to wychodzi nudnawo, jak za mało, to nie ma tła. Niemniej jednak cieszę się, że coś napisałam, bo miałam pod górkę. I dziękuję za recenzję. 

delulu managment

Hej Ambush!

 

Opkę mi się czytało ciężko bo i ja sam piszę bardziej przygodówki w klimacie magi i miecza. Ale mimo to przeczytałem i fajne!

 

Bardjarskier wspominał o Tomku który był takim popychadłem, też miałem takie odczucie, ale mimo to ubarwniał mi trochę opkę. 

 

Zainteresowało, być może przeczytam poprzednie, te o których wspominał marzan :) Kliknę :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Cześć, Ambush!

 

Przyjemny tekst, podszyty lekkim humorem. Zapamiętam na przyszłość, żeby przypadkiem nie pomagać staruszkom w gęstym, ciemnym lesie.

 

Tomek wypada trochę na ofiarę losu, ale pasuje to do historii, więc zastrzeżeń nie zgłaszam.

 

Pod względem językowym tekst jest bardzo “ambushowy”, czyli ładnie napisany i w charakterystycznym dla Ciebie stylu.

 

Diabeł-transwestyta zrobił mi dzień.

 

Polecam do biblioteki i życzę powodzenia w konkursie.

Jak opisał mnie pewien zacny Bard: "Szyszkowy Czempion Nieskończoności – lord lata, imperator szortów, najwspanialsza portalowa Szyszunia"

Diabeł-transwestyta zrobił mi dzień.

Jak czytam Wasze uwagi, to zauważam, że chyba muszę przeczytać opowiadanie jeszcze raz.

@melendurze88, mam w ofercie również fantasy. Zapraszam;) Cieszę się, że jednak wpadłeś i dałeś radę. To siła konkursów, że czyta się konkurencję, nawet jeśli nie jest w naszym guście. 

@cezary2, dziękuję za przemiłą recenzję i klika. 

Tak mazanie, też dostrzegam nowy wymiar ;)

delulu managment

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Ukłony dla jury.

delulu managment

Podążaj za białym królikiem.

Witam szacowne jury w moich skromnych progach.

delulu managment

Dzień dobry, pani Bukietowa!

Opowiadanie mnie nie porwało; pod koniec wręcz musiałem czytać kilka razy, żeby zrozumieć, o co chodzi. Tomek przywozi Gośkę, jest kąpiel, ta wskakuje do dołu – dalej nie wiem po co. Fajerwerki, dym, kobiety cofają się przerażone, podczas gdy jedna nadal jest w dole z kompostownika. Myślę, że zdecydowanie lepiej by mi się to czytało, gdybym znał poprzednią część.

Jeżeli chodzi o język, jest on przystępny i zrozumiały. Sceny są spójne i wynikają jedna z drugiej, więc nie miałem problemu z odnalezieniem się w historii, za wyjątkiem końcówki. Zdania piszesz bardzo ładnie, ale pojawiają się literówki, powtórzenia oraz – moim zdaniem – niezgrabne sformułowania. Choćby poniższe:

Kobieta gryzła wnętrze policzka i stukała palcami wskazującymi o siebie. → Skojarzyło mi się to z nastolatką, która robi „UwU”, a nie z dojrzałą, zamyśloną kobietą.

Mam nadzieję, że uwagi będą pomocne, a nie „łamiące pióro”. Widzę talent i bardzo ładny warsztat, ale dzielę się spostrzeżeniami, które przeszkadzały mi w odbiorze tekstu.

Pozdrawiam!

Cześć Ambush!

Wszystko pięknie, ale kto wskoczył do dziury??? Końcówka dla mnie zbyt enigmatyczna i trochę pourywana, więc trudno mi było śledzić akcję. Marcel wyskakuje jak diabeł z pudełka i nie pomaga, że był zaistniał w poprzednim opowiadaniu :) Zdziwiły mnie postacie. Są bardziej zwyczajne, zajęte codziennymi sprawami, takie l u d z k i e , niż w innych twoich opowiadaniach.

Pomysł i klimat są fajne.

Pozdrawiam :)

Witajcie

 

Tomek się przebrał za kobietę, żeby ratować Helenę. Jak widzę tajemnica wyszła mi za duża ;)

Co do Heleny to ona jest właśnie na granicy nastolatki, którą była kiedy ją porwał hrabia i dwustulatki, bo taki ma wiek metrykalny ;)

Cóż, trzeba przysiąść i napisać coś lepszego. 

delulu managment

Witam :]

 

Hmm początek mi się podobał, takie opowiadanie z uroczymi scenkami z życia codziennego, ale z suspęsem, bo jest ta dziura i ona wisi nad nami, jak miecz Damoklesa, i stopniowo wyjaśniasz jej pochodzenie – dawkujesz czytelnikowi informacje.

 

Sama końcówka (jak diabeł się pojawia i mówi głosami) była dla mnie raczej niezrozumiała – podejrzewam, że to dlatego, że nie czytałem poprzedniej części. W któryś dzień przysiądę i może wtedy zrozumiem.

 

Pozdrawiam


Cześć skarbie

Przecinek, gdyż wołacz.

 

Odsunęła go. [--] To ważna sprawa!

Myślnik tu zjadło?

 

Wina Tomka w całej tej sprawie była niezaprzeczalna, choć równocześnie ściągając im na głowę kłopoty, nie zrobił nic złego.

Nie gra mi to zdanie – ściągając kłopoty oczywiście zrobił coś złego, chodzi raczej o to, że zrobił to niezamierzenie, niechcący, w dobrej intencji, mógł nie mieć wyjścia, czy coś (nie wiem jeszcze xd, czytam).

 

Oddech stare

Starej

 

mego dawnego pana[,] hrabiego Michała Siemionowicza Woroncewa[,] wielkiego maga cesarstwa

Wydaje mi się że tu są potrzebne przecinki, ale nie umiem tego uzasadnić.

 

wrzasnęła[,] biorąc się pod boki

Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy.

 

iechętnie. – A jak ogród.

Pytajnik.

 

HR– ach

Bez spacji.

 

. zielo

Wielka litera.

 

Nie bacząc na obecność mężczyzny[,] zrzuciła z siebie odzienie i wskoczyła do wody.

Przecinek, bo imiesłów przysłówkowy.

 

 

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Tomek się przebrał za kobietę, żeby ratować Helenę. Jak widzę tajemnica wyszła mi za duża ;)

Co do Heleny to ona jest właśnie na granicy nastolatki, którą była kiedy ją porwał hrabia i dwustulatki, bo taki ma wiek metrykalny ;)

Czytelnicy, ćwiczcie uważność! Trzeba zapamiętać, kto nucił o Troi. To akurat mi się podobało, lubię takie małe zagadki w tekście.

Od dziś zakaz czytania opowiadań w tramwaju albo pod stołem na spotkaniu rady nadzorczej!

O Tobie mówię! I o Tobie też, myślisz, że nie widzę?

To teraz kawa/herbata, wygodny fotel, nastrojowa muzyka, laptop z dużym ekranem i za karę czytamy jeszcze raz!

 

Co? Ona jest nastolatką? A miała chociaż 18 jak…

… no i masz pomysł na kolejne opowiadanie, ze złośliwym księdzem i prawnikiem, ten ostatni oczywiście reprezentuje mroczne interesy hrabiego :)

Sympatyczne opko wyszło. Helena robi tekst – pełnokrwista bohaterka, ma charakter. Bo Tomek to nic nie urywa…

Ja też się pogubiłam przy skakaniu do dołu. Śpiewać o Troi każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Gdyby dama zaśpiewała barytonem…

Fajnie, że kończy się szczęśliwie. To nieładnie zabijać matkę tuż po porodzie.

Babska logika rządzi!

To nieładnie zabijać matkę tuż po porodzie.

Sapkowski albo CD Projekt już by mieli wdzięczny pomysł na potwora.

Witajcie Drodzy Czytelnicy.

Poprawię ten skok, żeby był czytelniejszy, ale to już po zakończeniu konkursu, żeby nie oszukiwać.

Ona ma ciało osiemnastolatki, zawdzięcza to magii ;)

Miło mi, że wpadliście. I cieszę się, że mimo pewnych mankamentów dało się to czytać.

delulu managment

Poprawiłam odrobinę końcówkę, bo już mnie na uroczystościach rocznicowych ludzie zaczepiali ;)

delulu managment

Hej, Ambush!

Tak jak Ci mówiłem wczoraj, to opowiadanie leci równo i nieźle aż do momentu, w którym z dziury wyłazi bestia w postaci Tomka i Marcela. Nie, żeby to było złe, tylko brakuje przed tą scena conajmniej kilkuset znaków, które nieco wyklarowałyby odbiorcy co się konkretnie dzieje, czemu się dzieje i co do tego dziania się doprowadziło.

A tak w ogóle to przypomina mi Twoje pisanie to, co miałem kiedyś okazję czytać u Mileny Wójtowicz albo Bereniki Miszczuk. Chodzi mi o specyficzny klimat i taką pewność, które się ma już na początku lektury, że pomimo wielu perypetii bohaterów, ostatecznie będzie happy end. 

Pozdrawiam serdecznie i powodzenia w konkursie 

Q

Known some call is air am

Dziękuję Outta, lekko poprawiłam. 

Może za bardzo chciałam skończyć, muszę popracować nad tą moją zaletą ;P

delulu managment

Hej Ambush! Fajne, lekkie, kolorowe i wciągające. Podobało mi się balansowanie na krawędzi zwykłego świata (sucha soczewica i przypalony ryż) i zdarzeń nadprzyrodzonych. Powiększająca się dziura w brzuchu to zjawisko rodem z horroru, ale bohaterowie Twojego opowiadania podchodzili do tego z jakąś trudną do określania podskórną pogodą. :)

Nie wszystko załapałem, ale chyba dlatego, że nie przeczytalem pierwszej części. Podzielam uwagę Outta Sewera, że od momentu pojawienia się dwugłowej bestii dialog jest na zbyt dużym stopniu abstrakcji dla czytelnika, który nie zna szerszego kontekstu. Np. o jaki flakonik chodzi?

Czytało się nieźle, ale nie mogę powiedzieć, że opowiadanie mnie porwało, zwłaszcza że pierwszą część historii czytałam ponad trzy lata temu i musiałam mocno wytężać pamięć, by się nie pogubić w aktualnych wydarzeniach, odwołujących się do przeszłości.

Finał okazał się dla mnie mało czytelny.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

nie roz­kle­jaj mi się jak masło na skwa­rze! → Masło się nie rozkleja, masło się roztapia.

 

za­to­pi­ła się w lek­tu­rze, od­gra­dza­jąc się od męża. → A może: …zatopiona w lek­tu­rze, od­gro­dziła się od męża.

Tomek do­stał nowe je­an­sy… → Tomek do­stał nowe dżin­sy

Używamy pisowni spolszczonej.

 

Życie szare jak dro­bi­ny kurzu, za da­le­ko, zbyt ulot­ne, nie­osią­gal­ne…. → Zbędna kropka po wielokropku. Po wielokropku nie stawia się kropki.

 

Mu­sisz mi mówić, kiedy dzie­je się cos dziw­ne­go. → Literówka.

 

Męż­czy­zna, choć miał minę, jakby zbie­ra­ło mu się na płacz, ale dziel­nie kiw­nął głową. → Męż­czy­zna, choć miał minę, jakby zbie­ra­ło mu się na płacz, dziel­nie kiw­nął głową. Lub: Męż­czy­zna miał minę, jakby zbie­ra­ło mu się na płacz, ale dziel­nie kiw­nął głową.

 

Przez tan czas skoń­czył przy­go­to­wy­wać pokój… → Literówka.

 

wziął się za sy­pial­nię. → …zabrał się do sy­pial­ni.

http://filologpolski.blogspot.com/2016/11/brac-siewziac-sie-za-cos-brac-siewziac.html

 

– Co się stało?– za­py­tał… → Brak spacji po pytajniku.

 

a po­mię­dzy po­ja­wi­ła się pio­no­wa, głę­bo­ka zmarszcz­ka. → Czy tu aby nie miało być: …a po­mię­dzy nimi po­ja­wi­ła się pio­no­wa, głę­bo­ka zmarszcz­ka.

 

Mała Ana­sta­zja uro­dzi­ła się ty­dzień póź­niej… → Czy dookreślenie jest konieczne?

 

Jej oczy ze smo­key eyes wy­da­wa­ły się nie­wia­ry­god­ne duże, a po­kry­te kar­mi­no­wą szmin­ką lśni­ły, jakby były zro­bio­ne ze szkła. → Czy dobrze rozumiem, że oczy były pokryte karminową szminką?

 

Helena rozebrała się i weszła do wody. zielonkawa ciecz przelewała się przez dziurę w ciele, pieniąc się i sycząc. → Postawiwszy kropkę, kolejne zdanie rozpoczynamy wielką literą. Lekka siękoza.

 

Pod zie­mią coś za­bur­cza­ło ni­skim ba­so­wym gło­sem… → Zbędne dookreślenie – głos basowy jest niski z definicji.

 

– Zamknij się! wrzasnął potwór. → Wystarczy jedna spacja po drugiej półpauzie.

 

– Strasznie się rządzisz! – burnął Marcel… → Literówka.

 

Lubił do­ty­kać trawy, cza­sem cho­dził boso po rosie, by po­czuć jej dotyk. → Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)

Przeczytałem z dużą przyjemnością. Bardzo ujął mnie język – ładny, precyzyjny, taki, który sprawia, że tekst właściwie czyta się sam.

Gdy tylko klimat skojarzył mi się z książkami Bereniki Miszczuk, różne elementy zaczęły układać się na swoich miejscach. Choć przyznam, że – podobnie jak kilku poprzednich komentujących – chwilami miałem poczucie, że nie do końca łapię kontekst, zwłaszcza jeśli chodzi o przeszłość bohaterów i różne artefakty. Podejrzewam jednak, że wynika to z nieznajomości prequela Last Christmas.

Fujarowatość Tomka zupełnie mi nie przeszkadzała. Raczej czekałem na moment, w którym ta wiecznie fukająca na niego Helena w kluczowej chwili stanie jednak po jego stronie i pokaże lojalność godną kochającej osoby. Ten patchwork ich charakterów całkiem fajnie pracuje w tekście.

Podobało mi się też to, że historia – mimo całej swojej zagmatwanej konstrukcji – zmierza jednak w stronę happy endu.


 

Wyłapałem też kilka drobnych literówek i usterek – wrzucam je poniżej.

 

uszyła zasłonki w misie, ale jeszcze ich nie powiesili. 

W pierwszym czytaniu wyskoczyła mi duża misa, a w niej maszyna do szycia laugh

 

Wyspana na pewno będzie mieć lepszy humor – pomyślał.

Nic jeszcze nie wiemy o ewentualnym złym humorze Heleny. Może wystarczy dobry?

 

Oddech stare kobiety cuchnął mułem i myszami. 

literówka: starej

 

Zraniłem cię?! Przecież ja nigdy! Żadnej kobiety, a ciebie to już całkiem. Helenko, kochanie… 

wcale pasuje ciut lepiej

 

Wreszcie spakowała tajemniczy koszyk i kazała zwieść się na rozstaje.

zawieść – literówka 

 

Szmat czasu żyłam przy mężu i pracowałam w HR– ach.

zbędna spacja po półpauzie, która powinna być dywizem

 

Tomasz siadał w ogrodzie i godzinami patrzył na śpiącą Anastazję. Helena testowała nowe przepisy i dziwne smaki.

Może dodać że kulinarne te przepisy? :)

 

Rozległy się pojedyncze tąpnięcia,

Czy tąpnięcia się rozlegają?

No tośmy sobie, ..., polatali!

@KronosieMaximusie dziekuję za przemiłą recenzję. Flakon w kształcie sokoła wystąpił w poprzednim opowiadaniu. 

@regulatorzy, naniosę poprawki. Miło mi, że wpadłaś.

Miło, że wpadłeś Misiu ;)

@Berigu, dziękuję za uwagi i recenzję. Twoje poprawki również uwzględnię.

delulu managment

Ambush, i mnie miło, że tu byłam. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć,

 

po pierwszych zdaniach widzę, że opowiadanie powinno mieć tag “horror”, bo tak jawi się większy remont. I te sielskie obrazki ze wstępu nie przekonają mnie, że jest inaczej :P

 

Minęły już dwa lata, odkąd pojawiła się w jego świecie i zaznajomiła się z odkryciami XXI wieku, ale wciąż dostarczały jej mnóstwo radości. Zachowywała się, jakby już nie pamiętała konnych powozów, krynolin i całej reszty starodawnego świata, w którym się urodziła.

To drugie “się” można spokojnie usunąć, aby ograniczyć siękozę

 

Oddech stare kobiety cuchnął mułem i myszami

literówka

 

Po obiedzie Helena przeszukiwała platformy w poszukiwaniu nowego serialu

Z lekka niezgrabne

 

– No, nie wiem czy Paula się ucieszy

Przecinek

 

Cały ranek kręciła się po domu. Wreszcie spakowała tajemniczy koszyk i kazała zwieść się na rozstaje. Zaparkował przy małej, ukwieconej kapliczce, a Helena wyciągnęła torebkę maku i rozsypała na rozstajach.

literówka + powtórzenie

 

Kwadrans potem wystrojona w niezbyt dopasowaną suknię postać podeszła do dziury w ogrodzie. Zawahała się na moment. Potem śpiewając głośno „Niech płonie Troja!”,

 

Diabeł-transwestyta, piekielne plugastwo… – zajęczała Gośka i przeżegnała się przestraszona.

 

laugh

 

Ta Helena wydaje się strasznie apodyktyczna. Rozumiem, że hormony, ale dużo wrzeszczy po biednym chłopie. Z drugiej strony to też taka poczciwa ciapa. No cóż, taki to związek.

 

Pierwsza część jest mocniej rozbudowana i tworzy klimat, ale się z lekka ciągnie. Druga zaś, tam, gdzie jest więcej akcji, jest poszatkowana. Np uratowanie Marcela prosi się o jakieś rozbudowanie, a tak to chłop wpada do dziury i ot tak wychodzi z niej z bratem. Pewnie mocno by się całość rozrosła, gdyby i tę drugą część ograć, ale limit znaków jeszcze na to pozwalał :)

 

 

 

Kolejne opowiadanie z obrazem – podoba mi się ten pomysł.

Tym razem obraz przedstawia tajemniczą kobietę o szarej twarzy w czerwonej chuście. Jej oczy są zielonkawe (oliwkowe).

Bohaterowie Twojego opowiadania Helena i Tomasz remontują swoje wspólne mieszkanie. Spodziewają się dziecka.

Kobieta nie pochodzi z tego świata. Jest jakoś związana ze słynną Heleną Trojańską, której porwanie było wg. Homera przyczyną wojny trojańskiej opisanej w “Iliadzie”. Z dzieł starożytnego Homera wolę “Odyseję”.

 Część bogów olimpijskich opowiedziała się po stronie Troi, a inni po stronie Greków.

Czytałem kiedyś komiks “Sąd Parysa”, na motywach mitologii greckiej. Parys wybierał najpiękniejszą boginię spośród Hery, Ateny i Afrodyty. Wybrał tą ostatnią, wręczając jej złote jabłko. Za co naraził się na zemstę pozostałych.

Opowiadanie “Ogród i pozostałe kłopoty” opisuje perypetie związku Tomasza i Heleny.

Dom, w którym zamieszkali oboje należał do babci Tomasza.

Jako mężczyzna nieco inaczej widzę relacje w związkach między dziewczyną i chłopakiem.

Nigdy nie jadłem szarlotki z mango. Lubię szarlotkę z jabłek, najlepiej z własnego sadu. Nie wiem, co to jest pilaw. Tomek i Helena jedzą też soczewicę i ryż.

Para spędza razem święta Bożego Narodzenia.

Mają również własny ogród przy domu, którym zajmują się wiosną.

Zbliża się czas porodu.

Wszędzie się tworzą jakieś dziwne dziury.

W końcu oboje szukają czarownicy, zamiast lekarza.

Szczęśliwie rodzi się mała Anastazja.

Zaprzyjaźniają się z czarownicą Małgorzatą.

Potem spotykają Marcela.

Na końcu Tomek i Helena zapraszają księdza, który ochrzci dziecko w ogrodzie.

Rzeczywistość miesza się ze światem wyobraźni.

 

Czołem Ambush!

Nie znał nikogo, kto znałby się na czarach, lub podziemiach, dlatego próbował poradzić sobie sam.

Chyba niecelowe?

 

Kurczę, Ty to potrafisz upchać zręcznie dużo wydarzeń, które naturalnie następują po sobie. Nie można się unudzić na tym opku. Dzieje się, dzieje, a magiczność bardzo zręcznie przenika świat. Co jednak najbardziej mi się podoba, to pewna nuta dystansu lub zwyczajności, z jaką bohaterowie podchodzą do dziejących się wydarzeń. Może nie daje to aż wrażenia komediowego, ale jakoś sprzyja prowadzeniu opowieści.

Nie mam pewności, czy historia jest “urocza”, ale na pewno wciągająca.

 

Pozdrowionka!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

 @berigu

Zraniłem cię?! Przecież ja nigdy! Żadnej kobiety, a ciebie to już całkiem. Helenko, kochanie… 

wcale pasuje ciut lepiej

 Nigdy nie zranił, a nawet nie bił. Bo to dobry chłopak.

 

 

Rozległy się pojedyncze tąpnięcia,

Czy tąpnięcia się rozlegają?

 

@beeecki Miało być uroczo;) 

Dzięki, że wpadłeś.

 

No jak przypominają kroki olbrzyma to tak ????

 

Reszta poprawiona. Dzięki za recenzję i wizytę.

 

@OldGuard

 

po pierwszych zdaniach widzę, że opowiadanie powinno mieć tag “horror”, bo tak jawi się większy remont. I te sielskie obrazki ze wstępu nie przekonają mnie, że jest inaczej :P

 

Kto przeżył, ten wie ????

 

Twoje poprawki również naniosłam. Dzięki.

 

 

@Grzesiek12, dziękuję za wizytę.

 

 

delulu managment

Cześć, Ambush

a on otworzył oczy, poczuł jak otwierają się pod nim czeluści piekieł

Przecinek?

 

– Nie wiem co ze mną zrobi

Chyba brakuje przecinka. 

– Nie, ale wiesz co zrobimy

Tutaj też. 

 

Czytało się przyjemnie i doceniam bardzo pomysł. Tylko właśnie miałem spory problem ze zrozumieniem końcówki. Natomiast, tak ja mówiłem, opko wciągnęło i zdecydowanie nie nudziło. 

Pozdrawiam. 

Sen jest dobry, ale książki są lepsze

Nowa Fantastyka