W komnacie małej księżniczki na poczesnym miejscu na kominku siedziały obok siebie dwie drewniane lalki – Królewicz i Królewna. Wędrowny rzemieślnik, który je wykonał, włożył w te zabawki całe swoje serce i kunszt. Oboje mieli włosy z włóczki, Królewicz złote, spływające na ramiona, Królewna czarne jak noc i upięte w fantazyjny koczek. Królewicz odziany był w błękitny kaftan, białe nogawiczki i takiegoż koloru aksamitną pelerynkę, Królewna w przepyszną bladoróżową suknię z bufiastymi rękawkami.
Lalkom dobrze było z księżniczką, która kochała je nad życie, a i one kochały się żarliwie i szczerze. Gdy dziewczynka bawiła się nimi, udając, że wirują w tańcu, uśmiechały się do siebie czule malowanymi uśmiechami, nocami zaś, kiedy spała, tuliły się, prowadząc szeptem długie rozmowy o swojej miłości.
Pewnego dnia do komnaty wpadli księżniczka i jej młodszy brat, kłócąc się zaciekle. Machali pięściami i wykrzykiwali słowa, które z dziecięcych ust nigdy paść nie powinny. Raptem, usłyszawszy od siostry coś wyjątkowo przykrego, mały książę rozpłakał się, po czym chwycił Królewnę i cisnął ją do kominka, gdzie w mig stanęła w płomieniach. Wezwana służba niezwłocznie wygasiła ogień, lecz co się stało, odstać się nie mogło – Królewna straciła włosy z włóczki, jej ślicznie malowana twarzyczka poczerniała, a sukienka zmieniła się w nadpalony łachman. Wydobytą z kominka zabawkę księżniczka przytuliła mocno do piersi, roniąc gorzkie łzy.
– Niech Wasza Wysokość nie płacze – próbowała uspokoić dziecko stara niańka. – Jak mistrz lalkarski przyjedzie, odnowi Królewnę i wszystko będzie w porządku.
– Naprawdę? – pisnęła dziewczynka, siąkając nosem.
– O, tak! Kto wie, może nawet uczyni ją jeszcze piękniejszą niż przedtem…
Mijały tygodnie, a wędrowny wytwórca lalek nie zjawiał się. Księżniczka, której widok uszkodzonej Królewny sprawiał wielki smutek, coraz rzadziej sięgała po swoje ulubione lalki, aż wreszcie zupełnie przestała się nimi bawić. Pogłębiło to rozpacz samej Królewny, choć Królewicz robił, co mógł, by poprawić jej humor.
– Dla mnie jesteś idealna – powtarzał z przekonaniem. – Kocham cię i zawsze będę kochał taką, jaka jesteś.
Ukochanej jednak nie wzruszały te deklaracje. Wydawało się, że jej serce dla Królewicza ostygło; z biegiem czasu zrobiła się dla niego nieprzystępna i zimna jak gorący był żywioł, który ją zeszpecił. Coraz więcej mówiła o ogniu, już nie tylko ze strachem, lecz z narastającą fascynacją.
– On jeden może mi pomóc – rzekła którejś nocy. – Niech skończy to, co zaczął, i strawi mnie doszczętnie, bo dalej nie mogę tak żyć.
– Ach, dlaczego mówisz takie rzeczy? – jęknął przerażony jej słowami Królewicz. – Ranisz mnie, najmilsza.
– Jeśli, jak twierdzisz, naprawdę mnie kochasz, najmilszy, nie staniesz pomiędzy mną i ogniem, przeciwnie, sam pchniesz mnie w jego objęcia – odparła Królewna.
Zabawkom niezmiernie trudno jest poruszać się samodzielnie, gdy nie kieruje nimi ręka dziecka, lecz tytanicznym wysiłkiem woli udało się Królewnie podźwignąć z pozycji siedzącej. Stanąwszy na krawędzi kominkowego gzymsu, zamierzała właśnie rzucić się w dół, a potem wejść w trzaskające płomienie, gdy nagle poczuła, że ktoś chwyta ją mocno za rękę i pociąga wstecz.
– Nie rób tego – szepnął błagalnie Królewicz. – Nie pozwolę ci.
Próbując mu się wyrwać, Królewna wdała się z nim w dziką szamotaninę. Wtem gwałtownie odepchnięty przez ukochaną Królewicz spadł, lądując niebezpiecznie blisko gorejących polan. Zanim się zorientował, jego aksamitna peleryna zajęła się od ognia, który już po chwili zaczął bezlitośnie kąsać jego drewniane ciałko.
– Nie! – zapiszczała Królewna, patrząc z góry ze zgrozą, jak wybranek jej serca płonie niczym pochodnia.
Niewiele myśląc, skoczyła i upadła tuż obok niego, po czym nakryła go całą sobą, rozpaczliwie usiłując zdusić płomienie. Te jednak przeszły i na nią i oto oboje, wtuleni w siebie kurczowo, spalali się w szybkim tempie.
– Wybacz mi, ach, wybacz, najmilszy! – łkała Królewna.
– Wybaczam, najmilsza…
Do rana pozostała z nich kupka popiołu.
Tego dnia na dwór książęcy przybył wreszcie długo wyczekiwany lalkarz. Pamiętając w najdrobniejszych szczegółach swoje arcydzieła, wykonał dla księżniczki ich wierne kopie. I znów Królewicz i Królewna, wprawiani w ruch jej rączkami, tańczyli bez wytchnienia, nocami zaś tulili się, prowadząc szeptem rozmowy o swojej miłości.
Bolly, rewelacja. Bajka pięknie zaprezentowana, długość adekwatna do treści, emocje, dramaty – ludzki i dramat lalek. Lecę, by kliknąć. Ode mnie masz “piątkę”.
Cześć, Bolly
Bardzo ładny szort, wzruszający i przemawiający do mnie, ponieważ jest w nim nadzieja, że miłość przetrwa nawet próbę ognia.
Klik dlatego, że w niewielkiej ilości znaków zawarłeś piękną historię oraz wstęp, rozwinięcie i zakończenie.
Pozdrawiam
Maćku, Heskecie – dziękuję bardzo za miłe słowa i za kliki. 
Rozdzióbią nas kruki, wrony i ptaki ciernistych krzewów.
I ode mnie klik, bo całość bajkowa, a zakończenie pozwala czytać tę bajkę dzieciom przed spaniem. :)
Fajna bajka, choć bardzo klasyczna. Właściwie wszystko jest przewidywalne, ale wykonanie na tyle solidne, że czyta się nieźle. Niczym nie odstępuje znanym i czytanym bajkom.
W komnacie małej księżniczki na poczesnym miejscu na kominku siedziały obok siebie dwie drewniane lalki
Może “nad kominkiem”? Żeby uniknąć na-na.
Pozdrawiam!
I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...