- Opowiadanie: Adexx - Nie wątp. Część 2

Nie wątp. Część 2

Część pierwsza: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34155

Inne teksty z uniwersum:

Sen Wieczności -https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/34143

Z pamiętnika wolnego niewolnika – https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/33486

Księga imion – https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/32858

Luna Bogini uzdrowienia – https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/32822

Baśnie mroku i ciszy : kamień, kwiat i książka – https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/32750

Oceny

Nie wątp. Część 2

Rain czuł, jak jego ciało ulega zmianie. Skóra miejscami stała się twarda i oślizgła. Czuł przemieszczające się kości i ciągły ból. Zaczynał się zmieniać – tylko nie był pewien, w co.

– Proces mutacji jest stabilny. – Usłyszał głos z zewnątrz tuby.

– Kiedy będziemy mogli użyć Wielkiej Runy? – rozległ się głos Cichego Mnicha w głowach obecnych.

– Niedługo. Będziemy mogli spróbować.

– Moja cierpliwość się kończy… Pamiętaj, komu zawdzięczasz życie. Gaja się niecierpliwi.

Mnich uniósł rękę, wpatrując się w popękaną, szarą skórę.

– Nasze ciała nie są wieczne. Ta runa – powiedział, wskazując znak oka na czole – to dar i przekleństwo. Dobrze wiesz, co się z nami dzieje…

Rain usłyszał, jak rozmówca przełyka ślinę. Jego tętno przyspieszyło – słyszał coraz szybsze bicie serca.

– Tyle czasu, a brak efektów… – W głosie Mnicha dało się wyczuć gniew.

Mnich usiadł na krześle i zdjął z siebie szaty, ukazując odsłonięte wnętrzności, sine i niebieskie. Mężczyzna w kitlu podszedł bliżej i zaczął przemywać rany gazikiem.

– Proces gnilny postępuje – powiedział drżącym głosem, starając się zignorować duszący odór zgnilizny.

– Rób swoje. Nie mam na to czasu. Pamiętaj, że w każdej chwili mogę zmienić ciało. A gdy Gaja zdecyduje, posiądę twoje.

Mężczyzna w kitlu nałożył rękawice, po czym wsadził obie ręce w wnętrzności Cichego i zaczął w nich grzebać. Wyjął całkowicie zgniły organ. Podchodząc do ampułek z płynami, wyjął z jednej nowy organ, po czym umieścił go w ciele Mnicha.

Rain nigdy nie widział Mnichów od tej strony. Teraz nie wyglądali już jak kapłani wybrani przez Gaję. Wydarzenie, którego był świadkiem, zaburzyło jego obraz Cichych – zdawali się krusi. Od dziecka mówiono mu, że są potężni, a jednak mieli słabości. Przypomniał sobie baśń o trzech braciach i drodze Gaji. Wszystko wydawało się kłamstwem.

*

Dni ciągnęły się w nieskończoność, a on, w pełni świadomy, wciąż się zmieniał. Część jego ciała pozostawała ludzka, ale ból nadal postępował, ogarniając ciało. Może to dziwne, ale zaczynał przyzwyczajać się do tej agonii.

Miał sporo czasu na rozmyślania o mistrzu, który był jego jedyną rodziną, i o medium, z którym łączyła go ciągła więź psychiczna. Czuł, że gdzieś na granicy świadomości wciąż tli się drugie istnienie, które z czasem rosło, nabierało mocy i próbowało wedrzeć się do jego umysłu.

Dziwnym trafem ból sprawiał, że Rain stawał się silniejszy psychicznie. Jego poziom skupienia wzrastał z dnia na dzień. Coraz więcej uczuć napływało do jego umysłu – uczuć, które nie były jego.

Nie mając co zrobić z czasem, ćwiczył do granic możliwości, dzień po dniu. W umyśle pojawiła się nowa runa, związana z medium. Dziwny znak zaczął wibrować.

Rain próbował zrozumieć, do czego służy. Raz za razem uaktywniał znak, przelewając w niego energię, lecz ten go odrzucał. Odpychał jego świadomość, jakby nie chciał być aktywny – nie teraz, nie w tym momencie.

Biła od niego dziwna aura: zimna, złowieszcza, jakby nagromadziły się w nim wszystkie nieszczęścia życia. Jego mrok był dziwnie bliski Rainowi. Mimo swojego chłodu wciąż wołał do niego cicho, jakby byli sobie pisani. Tacy sami – poturbowani przez los, gromadzący złe wspomnienia.

*

– Wyjąć go z tuby – rozkazał mężczyzna.

Rain poczuł, jak płyn odpływa, a ktoś zdejmuje z niego aparaturę. Usadowiono go na krześle. Z trudem przejrzał na oczy. Otwierając powieki, zobaczył swoje ciało: powyginane kości i skórę porośniętą łuskami. Było trwale pochylone, z kręgosłupem wygiętym w łuk, z kolcami i długim, rybim ogonem.

Unieruchomiono go, po czym podszedł mnich z menzurką dziwnego płynu. Maczając w nim pędzel, zaczął kreślić Rainowi na czole symbol oka. Gdy farba dotknęła skóry, poczuł, jak coś wdziera mu się do umysłu. Na siłę kreślono runę, jakiej nigdy nie widział. Znak był wielki, złowieszczy, przytłaczający potęgą.

Poczuł, że nie jest sam – że łączy się z innymi takimi jak on, wszystkimi, którym wytatuowano Wielką Runę. Jednocześnie wyczuł obecność istoty wyższej, której umysł był nie do pojęcia. Wiedział, że jeśli zrobi krok w jej stronę, przepadnie i zginie.

Ciarki przeszły mu po plecach, a skórę oblał zimny pot. Odwrócił wzrok, ale czuł, że wciąż jest obserwowany.

Po wytatuowaniu Rain znów wylądował w tubie. Był ociężały, nie mógł się ruszyć. Strach paraliżował go, a Wielka Runa zdawała się rosnąć, rozrastając się w umyśle, jakby chciała zagarnąć wszystko dla siebie. Jak choroba pożerała świadomość.

Jedyne, co trzymało go przy zdrowych zmysłach, to więź z medium. Skupił uwagę na wcześniejszej runie. Tym razem go zaprosiła – nie odpychała, jakby czekała właśnie na ten moment. Przelał energię przez znak i poczuł, jak dusza krąży wokół ciała, a potem nagle odlatuje daleko.

*

Otworzył oczy i zrozumiał, że jest w jednym ciele z kimś innym – ze swoim medium. Medium i on w jednym glinianym ciele. Spojrzał w dół i zobaczył duże, gliniane ręce i okrągły tułów. Spróbował się poruszyć i poczuł zadowolenie medium.

– Gu… zadowolony. – Usłyszał w myślach.

Uzmysłowił sobie, że medium ożyło – to był pierwszy etap dorastania, gdy miało świadomość dziecka i było kapryśne. Nie wiedział, gdzie jest, ale mimo mroku wokół widział wyraźnie. W jednej chwili gliniane ciało stanęło nieruchomo.

– Pan w niebezpieczeństwie… ja ratować…

– Gu, nie. Tam jest zbyt niebezpiecznie. – Pomyślał Rain i poczuł smutek medium.

– Ja… cudownie byłoby biegać.

Myśl ledwo pojawiła się w głowie, a ciało wybiegło z jaskini na zewnątrz. Po chwili potknęło się i upadło na kamienną ziemię.

– Gu, gdzie my jesteśmy?

– Stary mnie wyrzucił… nie wiem…

Rain rozejrzał się, szukając runy nawigacyjnej, lecz jej nie znalazł. To oznaczało jedno: znajdowali się z dala od uczęszczanych szlaków. Nie było tu widocznych znaków wyrytych w zboczach gór otaczających Wielką Otchłań. Nie wiedział, na której warstwie świata się znajdują.

Jedynym plusem było to, że stworzenia nocy ignorowały ich obecność. Owadzie potworności przechodziły obok, nie zwracając na nich uwagi.

Rain poszedł dalej, po czym poczuł, że brakuje mu energii. Więź z medium stawała się krucha i zaczęła się rwać. Wrócił umysłem do tuby.

– Obiekt opiera się Wielkiej Runie. – Usłyszał głos.

– Jak to możliwe? – rozległ się głos Cichego Mnicha.

– Dotychczas nie zmienialiśmy alchemików. To pierwszy taki okaz. Może ma to związek z więzią z medium.

– Wyślę Skrzydlatych, by je wytropili…

Serce zabiło szybciej. Właśnie mieli pozbyć się jedynej rzeczy, która trzymała go przy życiu.

Zajrzał do umysłu i poczuł, jak obok Wielkiej Runy pojawia się inna obecność – światło, jakiego jeszcze nie widział, przerażająca biel. Runa medium zaczęła wibrować przeraźliwie, a w jego głowie rozległ się głos:

– Nie patrz… wypali oczy… Świetliści, groźni…

Rain bez zastanowienia uaktywnił runę i wrócił do glinianego ciała. Zaczął biec w dzicz, potykając się o własne nogi.

– Musimy uciekać… Kim są Skrzydlaci?

– Gu… nie wie. Tylko czuje…

Nie rozumiał, ale wiedział, że potężny blask, który widział, był majestatyczny i niepojęty. Czuł się jak ćma widząca ogień – coś w nim wołało, by w niego wleciał. Biegł ile sił w nogach, starając się ukryć.

Gliniana lalka opadła koło gniazda Flipperów. Rain zobaczył kulkę światła na patyku, z którego zwisało kilka liści. Z ziemi wyłonił się mały ptak z przyczepioną do grzbietu kulką na cienkim pręciku. Stworzenie spojrzało na lalę, dziobnęło ją, a potem, tracąc zainteresowanie, zagrzebało się w ziemi wśród innych świetlistych pręcików.

Energia nagle się skończyła, wrócił do ciała. Poczuł, że coś jest nie tak – Wielka Runa promieniowała jak nigdy dotąd. Biła od niej energia, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczał. Znak kusił go swoją potęgą, byle tylko go uaktywnić, lecz Rain wiedział, że to droga bez powrotu. Gdzieś w głębi serca czuł, że nic nie jest za darmo, a taka siła musi zostać opłacona. Nie potrafił sobie wyobrazić ceny, którą musiałby zapłacić.

– Cichy Mnichu. Artus wciąż węszy i szuka ucznia. Co mamy z tym zrobić? – spytał mężczyzna w kitlu.

– Nim się nie przejmuj. Potrzebujemy więcej próbek różnych organizmów. Wiesz, co robić…

Mężczyzna odszedł w głąb laboratorium. Wielkie drzwi uchyliły się z hukiem, a Rain usłyszał liczne krzyki pełne bólu. Gdy drzwi się zamknęły, wszystko nagle ucichło…

*

Gliniana lalka szła przez zielone tereny. To mogło oznaczać tylko jedno: na środkowej warstwie istniał tylko jeden zielony obszar – Zakazany Krwawy Gaj. Malownicza roślinność i obecność stworzeń, które nienawidziły wszystkiego, co żywe, były dokładnie tym, czego szukał. Mógł się tu ukryć.

Położył gliniane ciało Gu w gęstej, mieniącej się barwami trawie, pośród dzikich drzew o fantazyjnie poskręcanych pniach. Ich korony zdawały się wyginać wbrew prawom natury, jakby rosły według snu, a nie ziemi. Nigdy wcześniej nie widział takiej roślinności. Było w niej coś pięknego i jednocześnie niepokojącego – jak uśmiech, który trwa o sekundę za długo.

Kolorowo… Wow.

– Gu, nie możemy się ujawniać 

– Ujawniać?

– Pobawmy się w chowanego, dobrze?

– Jak się w to bawi?

– Jeśli mnie tu nie ma, musisz się schować tak, żeby nikt cię nie znalazł.

Rain poczuł falę ciepłego, niemal dziecięcego zadowolenia. Zanim więź zaczęła się rwać, zobaczył jeszcze, jak gliniana lalka radośnie podskakuje wśród kwiatów, rozchylając trawy i szukając miejsca, w którym mogłaby się ukryć.

Coraz bardziej lubił te wyprawy z Gu. Dzięki nim mógł poznawać krainy, które dotąd znał jedynie z pożółkłych kart ksiąg i cudzych opowieści. Był to jedyny czas, gdy nie myślał o swoim niszczejącym ciele zamkniętym w tubie.

Rosnąca energia pozwalała mu przebywać w glinianym ciele coraz dłużej. Podświadomie modlił się, by już tu pozostać – w glinie, w ruchu, w wolności. By nie wracać do bezwładnego ciała karmionego rurką, z której sączyła się bezsmakowa, glutowata papka. Pragnął wolności.

Chciał wrócić do mistrza, choćby w glinianym ciele, ale dopóki go ścigali, nie mógł narażać najważniejszej osoby w swoim życiu.

– Mamy alchemika – powiedział mężczyzna w kitlu.

Serce zabiło szybciej na dźwięk tych słów, w nadziei, że to nie jego mistrz został schwytany. Wciąż nie rozumiał sensu wszystkich eksperymentów ani tego, czym naprawdę była Wielka Runa. Przez ten czas doszedł jednak do jednego wniosku – Cisi szukali sposobu na zniwelowanie skutków ubocznych jej działania.

Runa zaczynała już wpływać na Raina. Zdał sobie sprawę, że jego organy, jeden po drugim, zapadają w dziwny stan – coś pomiędzy życiem a śmiercią, wyraźnie przechylony ku tej drugiej stronie. Towarzyszył temu osobliwy ból i pieczenie, a jego skóra powoli przybierała szarawy odcień.

– Runa działa szybciej, niż myśleliśmy. Kolejny nieudany eksperyment – rozległ się cichy głos.

– Nie do końca nieudany. Więź z medium spowolniła działanie – odpowiedział mężczyzna w kitlu.

Rain poczuł, jak symbol jego medium zaczyna dziwnie wibrować. Zobaczył, jak srebrzysty punkt przy Wielkiej Runie zbliża się do niego. Zareagował instynktownie – uaktywnił runę i w jednej chwili znalazł się w ciele uciekającego Gu. Coś go ścigało.

Spojrzał za siebie i zobaczył dziwne, skrzydlate stworzenie o cerze bladej jak kreda. Jego tors był ludzki, przepasany białą szatą obszytą złotymi nićmi. Głowa przypominała istotę nocy – z długimi, włochatymi czułkami i wielkimi, tęczowymi oczami. Spod togi wystawał długi odwłok oraz ludzkie stopy. Stworzenie miało dwie pary opierzonych skrzydeł, a w dłoniach trzymało ogromną białą włócznię.

Było w nim coś majestatycznego… ale Rain nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Musiał uciekać.

Poczuł, jak jego medium płacze ze strachu. Chwilę później przeszył go potworny ból. Spojrzał w dół – włócznia przebiła jego ciało. W jednej chwili przez umysł przepłynęły myśli medium: panika, rozpacz i śmierć, których nie był do końca świadomy.

A potem zapadła ciemność.

Rain wrócił oszołomiony do tuby. Stracił jedyny klucz do wolności – medium nie żyło.

– Zabrać jego głowę do innych. – Usłyszał głos mnicha.

Mężczyzna w kitlu wyciągnął go z tuby, przywiązał do stołu, po czym sięgnął po piłę i zaczął odcinać głowę. Rain modlił się, by to szybko się skończyło. Czuł niewyobrażalny ból.

Białe, skrzydlate stworzenie leciało przez wielką komnatę, trzymając w ręku odciętą głowę Raina. Po obu stronach ciągnęły się mlecznobiałe regały, ginące za horyzontem, a na ich półkach stały głowy najróżniejszych stworzeń. Krew kapała na biały most biegnący środkiem komnaty.

Istota podleciała do wolnego miejsca na regale i postawiła głowę chłopca obok znanej już głowy alchemika.

Początkowo nic się nie działo.

Po chwili jednak kąciki ust zaczęły drgać, a głowa zaczęła szeptać słowa modlitwy – śpiewać chwalebne pieśni ku czci jedynego, słusznego boga. W tym samym rytmie wszystkie pozostałe głowy podjęły śpiew i modlitwę.

Krew kapała miarowo na mlecznobiały kruszec, tworząc melodię ku czci jedynego boga.

Koniec

Komentarze

Przybywam po przeczytaniu pierwszej i drugiej części. 

Bardzo bogaty świat zbudowałeś w niewielkiej objętości tekstu i trochę się gubiłem, bo nie nadążałem fabularnie, nie do końca rozumiejąc wszystkich zależności, ale pomimo to, opowieść sprawia wrażenie spójnej i dobrze przemyślanej. 

Nie dostrzegłem większych błędów, nic nie wybijało mnie z rytmu. Czytało mi się przyjemnie.

Szkoda, że podzieliłeś na fragmenty, bo nie można oddać klika.

Pozdrawiam

Dzięki, Hesket. Zamierzam niedługo opublikować więcej takich fragmentów z mojego uniwersum. Co do klika, niestety tak wyszło. Kiedy nie dzielę tekstu, wychodzą mi tasiemce. Pozdrawiam.

Na moim profilu znajduje się opowiadanie „Sen wieczności” z tego samego uniwersum. Gorąco zachęcam do przeczytania. Jest w jednym kawałku. 

Nowa Fantastyka