- Opowiadanie: MarnoscMarnosc42 - Ona

Ona

Oceny

Ona

Siedziała w ciszy, nieruchomo. Twarz paliły rumieńce. Odnalazł ją, nareszcie. Może odpocząć, wyciągnąć przed siebie dłonie. Ukroić chleb. Zjeść nawet więcej, niż potrzebuje. Może też zaśmiać się głośno, bo już dawno nie miała sposobności wybuchnąć niepohamowanym śmiechem.

 

Życie {tam} było wyjątkowo trudne. Czas naginał się, łamał i prostował. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, tak było {tam}. Dni przybierały różne kolory, od różu po czerń i krwistą czerwień. Nie można było przewidzieć prawie niczego. Kolory i czas idealnie współgrały, karmiąc sobą ludzkie, najczęściej zagubione ciała.

 

Każdego ranka było coś, czego ciało nie pamiętało, coś, czego pragnęło i coś, czego chciało uniknąć, gdyż wstyd był zbyt duży, a konfrontacja zbyt trudna. Wszystkie {coś} mieszały się, zawadzając o siebie, przepływając w czasie i ponad czasem, w palecie kolorów dostępnych danego dnia. Czasami czerwień przyodziana w biel kładła się okrakiem na {coś, czego chciało uniknąć} i płakała długo, długo. Czasami czerń przyodziana w róż całowała w usta {coś, czego pragnęło} i liczyła zmarszczki na szyi. Bywały dni, gdy {coś, czego nie pamiętało} chodziło nago, bez kolorów. Wtedy czas zatrzymywał się, nie chciał przepływać przez palce ani słowa. Patrzył w oczy i czekał. Bez skutku.

{coś} znikało szybko, czas wracał.

 

Ciało marnowało wiele szans, codziennie. Nie mogło pojąć, że istnieje {coś, co jest zawsze}, {coś, czego nie ma} oraz {coś, czego nie będzie}.

 

Kobieta ucieszyła się na widok kuchni i ziemniaków pod stołem. W końcu jakaś robota. Zwykła, prosta praca. Od teraz będzie robić wszystko dla niego. Dzięki temu {coś} stamtąd przestanie do niej przychodzić. Tu, gdzie się znalazła teraz, wszystko jest inaczej. Kolory nie mącą w głowie, czas nie nagina się. Płynie szybko, na tyle szybko, że kobieta nie może nadążyć z porządkami w izbie, gotowaniem i pracą w ogrodzie. Ale w końcu jest szczęśliwa.

 

{coś} odeszło, pojawił się on.

Koniec
Nowa Fantastyka