- Opowiadanie: melendur88 - Z miłości do nauki

Z miłości do nauki

 Zawsze chciałem napisać jakąś historię z perspektywy kobiety, wiedząc, że to dla mnie jest mega trudne zdanie. Nie umiem dobrze pisać w 1-os, stresujące dla mnie to jest. Emocji i uczuć przelewać na papier nie umiem za bardzo:). Jednak starałem się mocno cały miesiąc nad tą opką i wyszedł ten twór.

Historia opowiada o pierwszej studentce w Polsce, Nawojce. Kto z Krakowa jest, historię zapewne zna albo wie, że istnieje Dom Studencki “Nawojka”. 

Opowiadanie dedykuje mojej 8-letniej córce, żonie  i wszystkim kobietom też zresztą, bo podobno ich dzień za niedługo. 

Wykorzystałem do opowiadania obraz Anny Słoncz “Zawieszenie”.

Historia inspirowana prawdziwą historią Nawojki. Więcej na jej temat przeczytacie na wikipedii.

Zwanowo istniało również naprawdę. Obecnie, to część innej wsi, i nazywa się przysiółek Dzwonowo.

Wszystkim betującym dziękuje za celne uwagi!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Z miłości do nauki

Anno Domini 1420

 

Wiesz, Alutko, czemu w gwiazdy tak często patrzę? Nie tylko dlatego, żem od dziecka w nieboskłon z uwielbieniem spoglądała. Pytasz, na mój mniszy habit i na siwe włosy matki przełożonej patrząc, azali ja kiedykolwiek kogoś uczuciem obdarzyłam i czy serce me wciąż bije dla kogoś. Owszem, dziecko. Wiem jednak, że tu nie wróci już pewnie nigdy. Pytasz czemu? Opowiem ci. Bacz wszakoż, że historii tej nie powierzyłam dotąd żadnej żywej duszy. Bo i uwierzyć w nią łatwo by nikt nie chciał.

Jam ze Zwanowa, miasteczka niewielkiego, co to pod Poznaniem leży. Tatko mój magistrem krakowskiej Akademii był niegdyś. Gdym dzieckiem jeszcze była, dom nam tu z nadania dano, a jemu urząd bakałarza powierzono, by tutejszą szkółkę parafialną w pieczy swej trzymał. I jam o nauce przez całe dziecięce lata marzyła. Biegła byłam w owych siedmiu sztukach wyzwolonych, o których to uczeni mężowie prawią. Gramatykę i dialektykę w lot pojęłam, arytmetyka i geometria tajemnic dla mnie nie miały, a astronomię… tę ponad wszystko umiłowałam. Lecz ojciec widział dobrze, jak świat ten jest urządzony. Pojmował, że dla kobiet sprawiedliwości w nim zgoła nie ma. Brat mój na zamku służył, za giermka u syna dziedzica. A ja? Mnie do kądzieli i garnków szykowano. Jedynym w osadzie miejscem, które szczerą miłością darzyłam, było małe jezioro za zagajnikiem, gdzie z ojcowymi pergaminami i zapiskami ukradkiem się wymykałam. Tam jedynie prawdziwą wolność czułam, z dala od cudzych oczu i narzuconych mi powinności. W niebo patrzałam i dumałam o konstelacjach i prawach niebieskich.

 

 

 

„Zawieszenie” aut. Anna Słoncz.

 

Pewnej nocy głuchej, gdym osiemnaście wiosen miała, błysk niebo rozdarł. Gwiazdą spadającą z pewnością to nie było. Kula światła w dół runęła i z głuchym stłumionym tąpnięciem, bez huku wielkiego, w lód jeziora mojego uderzyła. Pobiegłam tam czym prędzej. W oparach zastałam karocę dziwną, dymiącą, a przy niej… jego. Człowieka rannego i zziębniętego okrutnie. Mową dziwną prawił, klął jak szewc, lecz patrzył na mnie wzrokiem, jakiego u żadnego z tutejszych młodzianów nigdy nie widziałam.

W szopie ojcowskiej go ukryłam. Dwa tygodnie u nas gościł. Zdziwiłabyś się, Alutko, widząc, jak z ojcem mym język wspólny wnet znaleźli. Po nocach przesiadywali, o biegu gwiazd i porządku niebieskim rozprawiając. Pomagał nam na obejściu, drwa rąbał, sprzęty naprawiał. A mieczem władał, zaprawdę, jak mało kto. Bratu memu, gdy ów z zamku na krótko do domu zjechał, kilka takich sztuczek z ostrzem pokazał, iż ten tylko usta z podziwu otworzył.

O zmroku zaś dzielił się mądrością, o jakiej żaden z tutejszych bakałarzy nigdy nie słyszał. Pamiętam, Alutko, jak razu pewnego, gdy ojciec nasz już chrapał, przybysz z nieba ów narysował mi węgielkiem na dębowej desce układ gwiazd. Konstelacje, o jakich nasz proboszcz bodaj nie śnił. Palcem wodził po wyrysowanych sferach, tłumacząc ich ruchy, a dłoń jego przypadkiem mej dłoni dotknęła. Nie cofnął jej. I ja też nie. Spojrzał na mnie tak, jakby widział we mnie równego sobie mędrca, a nie dziewkę od garów. Zawsze za brzydką się uważałam, a on sprawił, żem mądrą i piękną się poczuła. Pojęłam, żem wreszcie bratnią duszę znalazła.

Pytasz, jak zwał się w istocie… Winfred z Dillingen się przedstawił. Ale miasta takiego na żadnej z map nigdy nie widziałam. Sądzę… że przyznać się bał. W imię owo wcale nie uwierzyłam. Pewnego razu, gdym z oddali go obserwowała, dobiegł z głębi zagajnika głos jakiś, co innym zupełnie mianem go zawołał. Zła na siebie byłam okrutnie, żem przez wiatr owego zawołania dokładnie nie usłyszała, ani kto zza drzew krzyczał… lecz po tym, jak wzdrygnął się na ów dźwięk, pewnam była, iż inne miano w istocie nosi. Gdym go o to później zagadnęłam, westchnął ciężko i przyznał, że prawdy wyjawić mu nie wolno. 

Opowiedział mi za to nieco o swym losie. Mówił, że wywodzi się ze świata do naszego podobnego… lecz w którym magia tętni, prawdziwe smoki niebo prują, a po ziemi stąpają baśniowe stwory. Opowiadał o ludziach smukłych, o twarzach gładkich i uszach spiczastych oraz o karłach brodatych, krępych, co w górach stal niestrudzenie kują. Rzekł, iż zbiegiem nieszczęsnym w portal jakiś wszedł, czarodziejskie wrota, w które za nic wchodzić nie powinien. Zbiegł zaś, jak to ujął, z jakiegoś niebiańskiego statku łowców niewolników. Ci zaś bezlitośnie jego tropem gnali.

Winfred jednak od kilku dni stawał się coraz bardziej niespokojny i rozdrażniony, jakby licho jakieś w powietrzu wyczuwał. Na kolejne wyjście nad jezioro zabrał ze sobą miecz długi, co go był od brata mego pożyczył. Pamiętam, jak ujął rękojeść w dłoń, a w oczach jego błysnęło coś takiego, jakby dawnego, wiernego kamrata po latach witał. Srogi mróz trzymał kilka dni to i lód znowu jezioro pokrył. Zasiadł nad zamarzniętą taflą i długie godziny przy wyrąbanym mieczem przeręblu spędzał, czegoś wciąż szukając. Dopytywałam, co za skarb tam utonął, lecz on wcale mi nie odpowiadał. Mruknął jedynie, że to rzecz dlań nader ważna.

Niebo było owego popołudnia szare, ołowiane, zasnute ciężkimi chmurami. Zapewne przez owo zasępienie nie dostrzegliśmy zrazu, co z góry nadciągało. Wpierw usłyszeliśmy jeno dziwny, niski pomruk, obcy a groźny, od którego aż lód pod nogami zaczął drżeć. Winfred od razu w lot pojął, co się święci. Do osady uciekać nam nie było można – jezioro leżało niemal ćwierć mili drogi od chat, na otwartym polu wnet by nas dopadli, a i zgubę na całe spokojne Zwanowo byśmy ściągnęli.

Przeszłość go dopadła. Przyszli po niego. Postacie, co z mgły się wyłoniły, były jak z innego świata, Alutko. Koszmary prawdziwe. Jeden z nich uszy miał szpiczaste, a skórę czarną jak sadza, niczym kolor nocnego nieba. Z nim zaś bestie szły, co posturą ludzi przypominały, lecz ogromne były ponad miarę, skórę miały zieloną, a z pysków sterczały im kły niczym u dzika.

Winfred krzyknął, bym w trzcinach się skryła, a sam z owym długim mieczem w dłoniach na lód wyszedł. Sroga się walka wywiązała. Pamięć mnie już, starą, zawodzi, lecz jedno pomnę do dziś: o parowaniu owych ciosów mowy być nie mogło. Oprawcy ci dzierżyli dziwne, zębate brzeszczoty, które żarzyły się piekielnym gorącem i wyły niczym roje os. Lód pod nimi aż syczał i topniał, pewnam więc była, że i zwykłą stal by wnet w niwecz obrócili. Winfred unikał więc ciosów, wężowym ruchem się wymykając, i ciął tam, kędy pancerza bestie nie miały. Powalił świńskie, zielone gęby, posyłając ich na twardy lód, lecz ten o czarnej skórze był rychły i przebiegły. Ciął Winfreda w bark, aż ten z zachwianiem na jedno kolano padł.

Wtedym ja z trzcin dojrzała, iż z łapska jednej z ubitych bestii wypadła dziwna kula, światłem w swym wnętrzu pulsująca. Pomnąc nauki ojca o ciężarze ciał, lecz nade wszystko wiedziona nagłym przeczuciem, chwyciłam ów czarci pocisk i cisnęłam ze wszystkich mych sił… zgoła nie w owego szpiczastouchego, lecz prosto w środek naruszonego przerębla.

Winfred pojął w lot me intencje i odskoczył wstecz. Huknęło potężnie! Z samego dna jeziora wystrzelił w niebo słup wody i szlamu, a pękający z ogłuszającym trzaskiem lód pochłonął oprawcę. Zaskoczony, wpadł z całym swym ciężkim pancerzem w czarną, zimną toń.

Jak pył opadł, wtem w oddali rozległ się ryk i ujrzeliśmy potężną, karocę, którą owi łowcy z nieba zstąpili. Winfred już wprzód mi wyłuszczył, iż statkiem się takie dziwo zowie. Gdy tylko w oczy jego spojrzałam, pojęłam w lot. Pragnął odejść.

Błagałam go. Prosiłam, by w gwiazdy wziął mnie ze sobą, by wyrwał z tego zapyziałego padołu, gdzie do końca dni mych jakiemuś kowalowi posługiwać bym musiała.

Chwycił mnie za ramiona. W oczy moje spojrzał prosto, a z bliska jeszcze wyraźniej widzieć się dało, iż do ludzkich były zgoła niepodobne, kocie jakby. I rzekł cicho:

– Nie, Nawojko. Ja w tym świecie, choć pięknym i memu podobnym, zawsze intruzem pozostanę. To nie mój dom. Wchodząc przez ten portal o którym ci wzmiankowałem, nie mówiłem, żem szukał zguby matki jednej z mojego świata. Dziecka , którego nadal nie odnalazłem. Znam ja mocodawców tych, co tutaj ubiliśmy. To ci za porwanie młodzika odpowiadają. Obiecałem, że go odnajdę i bezpiecznie do domu odstawię. Odnaleźć je muszę… I z nim do swego świata powrócić. Ty masz swoje powołanie. I marzenia swoje. 

Łzy gorzkie rzuciły mi się do oczu. Poczułam nagle, iż za nic w świecie puścić go nie chcę, pragnąc zatrzymać go przy sobie bodaj na tę jedną, ulotną chwilę. Wsparłam się na palcach i sama wargi swe do ust jego przywarłam. Zaskoczony był zrazu, lecz wnet odpowiedział pocałunkiem gwałtownym, wcale nie dworskim, krwią i mrozem smakującym. Gdym w rozpaczy za poły jego odzienia dłońmi chwyciła, przyciągając go ku sobie, nie oponował. Wciągnął mnie w półmrok owego statku, gdzie ciepło łagodne biło, odcinając nas od wiatru zimowego i pobojowiska. Dech mi w piersiach zaparło, a świat zawirował, jakbym w przepaść leciała. Oddałam mu się cała, z woli własnej i z serca palącej potrzeby. Złączyliśmy się w jedno z taką rozpaczą i gorącem, jakbyśmy oboje ów uciekający czas oszukać chcieli, gasząc w sobie nawzajem strach przed tym, co nieuchronne.

Patrzyłam przez łzy, które same do oczu się cisnęły, jak w statku owym ulatuje prosto w szare, ołowiane niebo. Zniknął w gęstych chmurach, jeno białą, rozedrganą smugę za sobą zostawiając. Spłynęła mi po policzku kropla gorzka, gdym tak stała, śledząc ów jasny ślad rwący się na zimnym wietrze. Smuga owa rozwiała się wnet, niby poranna mgła nad wodą, lecz w pamięci i sercu mym wyryła się na zawsze, niczym najpiękniejsza, a zarazem najboleśniejsza blizna.

Gdy huk ucichł, a ja na pobojowisku sama ostałam, podeszłam znów do brzegu. Wtedy to, w zrytym wybuchem śniegu, dojrzałam coś zmatowiałego – żelazny, rdzewiejący medalion, drapieżnego ptaka wyobrażający. To po to właśnie nurkował tamtego wieczoru. Podniosłam go ukradkiem, sama nie wiedząc czemu, i schowałam głęboko w zanadrzu swego płaszcza, jak relikwię z innego świata.

I wiesz, każdego dnia od owego czasu w niebo to spoglądam. Ciągle jezioro owo pamiętam. Nie tylko więź z tym przybyszem mocną poczułam. On odwagę i kierunek mi nadał. Ucięłam warkocze, strój męski przywdziałam i do Krakowa wyruszyłam. Z miłości do nauki, jak to potem przed sądem biskupim rzekłam. Lecz w głębi serca wiedziałam, żem uczyniła to także po to, by bodaj na drobinę nieboskłonu dosięgnąć, w który on wtedy uleciał…

 

 ***

 

…W krakowskim Parku Jordana odsłonięto dziś popiersie Nawojki. Pierwsza polska studentka w piętnastym wieku w męskim przebraniu rozpoczęła naukę na Akademii Krakowskiej. Otworzyła w ten sposób kobietom drogę do wyższej edukacji. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego podczas uroczystości przypomniał o historycznym znaczeniu jej walki o równouprawnienie kobiet. Słuchacie Radia ZET, minęła trzynasta…

Wiatr szeleścił zrudziałymi liśćmi wzdłuż alejek Parku Jordana, przeganiając nielicznych spacerowiczów w zimny, jesienny wieczór. Przed nowiutkim, lśniącym w bladym słońcu popiersiem z brązu stał mężczyzna w skórzanej kurtce.

Sięgnął dłonią do uszu i zsunął bezprzewodowe słuchawki na szyję, ucinając w połowie serwis informacyjny. Wsunął dłonie głęboko w kieszenie, wpatrując się w wyrzeźbioną twarz z brązu. Rysy pomnika były gładkie, klasyczne, z uduchowionym wyrazem twarzy wpatrzonym gdzieś w dal.

– Zrobili cię piękniejszą – mruknął pod nosem, uśmiechając się lekko. – Ale nie pokazali za to tego, co było w tobie najpiękniejsze.

Wyciągnął rękę i delikatnie pogładził chłodny policzek z brązu. Ruch ten sprawił, że spod rozpiętego kołnierzyka jego koszuli wysunął się na ułamek sekundy zmatowiały medalion przedstawiający głowę drapieżnego ptaka z otwartym dziobem. Złapał go i pośpiesznie schował z powrotem pod materiał.

Zapadła cisza. Mężczyzna westchnął i zapatrzył się w dal, ponad koronami drzew. Potem zadarł głowę do góry. Nagle jego wzrok przykuł punkt na niebie. Coś przemieszczało się z nienaturalną prędkością, zostawiając za sobą ledwo zauważalną poświatę.

Przekrzywił głowę, po czym spojrzał na swój masywny zegarek, który nie pokazywał ani godziny, ani ziemskich współrzędnych. Zamrugał powoli.

– Eh, Znowu – westchnął z ciężką rezygnacją, poprawił kołnierz i ruszył szybkim krokiem w głąb miasta.

 

***

 

Siostra Alina klęczała na kamiennej podłodze w surowej izbie, kończąc szeptem gorączkowy pacierz przy łóżku starej mistrzyni. Od tamtego wieczoru, gdy sędziwa kobieta powierzyła jej w tajemnicy swą niezwykłą przeszłość, minął równy miesiąc, a jej stan pogorszył się okrutnie. Zapadła głucha cisza, przerywana jeno trzaskiem dogasającej łojówki i świstem słabnącego oddechu konającej.

Mniszka przeżegnała się i podniosła z klęczek.

– Matko… po strawę idę. Nakarmim cię – rzekła cicho, pochylając się nad staruszką.

Nie usłyszawszy odpowiedzi, westchnęła, zamykając za sobą drzwi.

Zaledwie jej kroki ucichły na korytarzu, drzwi ponownie skrzypnęły.

Z mrocznego korytarza powiało dziwnym chłodem – bynajmniej nie klasztornym zaduchem starych murów, lecz mrozem pachnącym zimowym powietrzem i wiatrem znad zamarzniętego jeziora. Przeciąg zgasił świecę, spowijając izbę półmrokiem.

A w progu mężczyzna stanął. Wysoki, w dziwną skórznię odziany, z obliczem, którego ząb czasu wcale nie nadgryzł. Oczy jego nienaturalne, bursztynowe, w ciemnościach posiwiałą twarz staruszki odnalazły.

Nawojka uśmiechnęła się kącikiem wyschniętych ust. Nagle uleciał z niej wszystek ból, a strudzone, demencją trawione kości, błoga i niespodziewana lekkość ogarnęła. Zmarszczki na jej obliczu zdawały się wygładzać. Mężczyzna ów próg przestąpił i dłoń ku niej wyciągnął.

– Czas w drogę, najjaśniejsza z gwiazd – usłyszała szept, choć usta przybysza bodaj się nie poruszyły.

Wyciągnęła ku niemu swą słabą rękę, a jej zaciśnięte palce rozluźniły się ufnie. Mężczyzna ujął jej dłoń, a ów ciężki, żelazny medalion gładko i bezszelestnie wsunął się w jego własne palce, wracając do prawowitego właściciela.

Zamknęła oczy, a jej oddech ustał. Odeszła w spokoju, w głuchej i pustej celi, w której po tajemniczym przybyszu nie ostał się wnet najmniejszy ślad, tak samo po matce przełożonej.

 

Ciała Nawojki nigdy nie odnaleziono, lecz historia o niej nie zapomniała, tak samo nigdy nie zapomniał o niej tajemniczy przybysz z gwiazd.

 

Koniec

Komentarze

Cześć,

 

przybywam z pobetowym komentarzem :) 

 

Lubię opowiadania, które czerpią z prawdziwych historii, a tej nie znałam, więc tym fajniej mi się czytało. Stylizacja nie brzmi jak parodia staropolszczyzny, (a to trudne do osiągnięcia), bo pomaga budować klimat, a jednocześnie nie wybija z rytmu. Zatem nie zostaje mi nic innego, jak dać klika ;) 

Hej

 

Hmmm Hak na potwory był bardziej porywający. Może dlatego, że był mniej poważny. A tu język plus historia miłosna dały taki efekt nadęcia. Sam pomysł podróżnika w czasie i miłości z średniowieczną kobietą, to fajny pomysł. A, że dodałeś do tego jeszcze fakt historyczny to już całkiem dobrze. Ale może historie miłosne nie są dla mnie ;). Być może kobieca strona portalu bardziej doceni :). Nie wyłapywałem nic z części stylizowanej na średniowieczny język, bo się na tym nie znam. Ale wyłapałem kilka rzeczy z wątku współczesnego:

 

Sięgnął dłonią do uszu i zsunął bezprzewodowe słuchawki na szyję, ucinając w połowie serwis informacyjny Radia ZET.

już wiemy jaki to serwis :)

 

Rysy pomnika były gładkie, klasyczne, z uduchowionym wyrazem twarzy wpatrzonym gdzieś w dal.

Wiemy, ze pomnika :)

 

mruknął pod nosem, uśmiechając się lekko.

Lepiej – mruknął pod nosem i uśmiechnął się lekko.

 

Ruch ten sprawił, że spod rozpiętego kołnierzyka jego koszuli wysunął się na ułamek sekundy zmatowiały medalion przedstawiający głowę drapieżnego ptaka z otwartym dziobem.

 

Złapał go szybko, pośpiesznie chowając z powrotem pod materiał.

A może: Złapał go szybko i schował pod materiał

Albo: Złapał go i pośpiesznie schował pod materiał

 

Zapadła cisza. Mężczyzna westchnął i zapatrzył się w dal, ponad koronami drzew.

Tu też mi coś nie pasuje. Może: ponad konary drzew. Albo: między konarami drzew. Jeszcze: ponad koronami drzew. 

 

Nagle jego wzrok przykuł punkt na niebie.

 

Przekrzywił głowę, po czym spojrzał na swój masywny zegarek, który nie pokazywał ani godziny, ani ziemskich współrzędnych. Zamrugał powoli.

 

– Eh, zZnowu”.” – wWestchnął z ciężką rezygnacją, poprawił kołnierz i ruszył szybkim krokiem w głąb miasta.

“znowu.” I westchnął już z dużej. Zostawiłbym też albo “ciężko” albo “z rezygnacją”

 

Nie usłyszawszy odpowiedzi, westchnęła, zamykając za sobą drzwi.

Tu mi brakuje informacji, że wyszła. Bo stoi przy bohaterce, nachyla się i nagle zamyka drzwi ;) 

 

Nie usłyszawszy odpowiedzi. Westchnęła. Wychodząc zamknęła za sobą drzwi.

 

Zmarszczki na jej obliczu zdawały się wygładzać

 

Wyciągnęła ku niemu swą słabą rękę, a jej zaciśnięte palce rozluźniły się ufnie.

 

Mężczyzna ujął jej dłoń, a ów ciężki, żelazny medalion gładko i bezszelestnie wsunął się w jego własne palce, wracając do prawowitego właściciela.

Tu coś jest nie tak. Za dużo informacji. Może: Złapał/uniósł pomarszczoną rękę – medalion zsunął się po jej palcach wprost w dłoń mężczyzny. 

 

Ciała Nawojki nigdy nie odnaleziono, lecz historia jej nie zapomniała, tak samo nigdy nie jak zapomniał jej tajemniczy przybysz z gwiazd.

Oczywiście sugestie do przemyślenia. Masz mocnego rywala. Widziałem, że Światowider też się zapisał, a on tez lubi podobne klimat. Jak znajdziesz czas, polecam Ci: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/29934 :). 

 

Klikam i pozdrawiam :)

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dużo lepiej po poprawkach. Klimat jest i Koenrad jak zawsze w swoim zwięzłym stylu. 

Dla mnie kawał dobrej historii, w której widać dużo twojej pracy. Na plus postać Nawojki, tym bardziej, że jest to postać historyczna i wiemy jak skończyła się jej miłość do nauki. Kliczek ode mnie.

@Bardjaskier

Ciesze się, że zaglądnąłeś :)

 

Pierw uwagi techniczne – poprawiłem wszystkie uchybienia, o których wspomniał waść, a nawet zauważyłem jeszcze drobny logiczny błąd, który naprawiłem:)

Dzięki wielkie.

 

Teraz opiniotwórcze:

Hmmm Hak na potwory był bardziej porywając

Zawsze jak się zrobiło dobry tekst, to ciężko utrzymać ten sam poziom. Może nie ciężko, ale jak się ciągle szuka jeszcze swojego stylu, to jest trudniej niż bardziej doświadczonym :)

 

z części stylizowanej na średniowieczny język

Gadaliśmy o tym z @OldGuard i @GalicyjskimZakapiorem na ten temat. Generalnie gdybym się chciał bawić w stylizację średniowieczną, to bym się nie wyrobił z czasem. Ta mowa to mniej wiecej XIX-wiek, którym pisał Sienkiewicz. On jest najbliższy współczesnej polszczyźnie i jest też w miarę zrozumiały. Jakbym zaczał pisać językiem w stylu “daj ać ja pobruszę” albo “Gorze nam się stało”, bądź jezykiem z Bogarodzicy (która też nie jest 100% tym językiem ze średniowiecza, wystepująca naleciałości z późniejszych wieków), to była by to katorga. Sam na studiach miałem problem z czytaniem tych tekstów :)

Jak wspomniała Old, nie jest to stylizacja, a jej parodia, czy też para bo też nie chcę za bardzo iść w nią w 100%, bo to wymaga dużo czasu. 

Ale może historie miłosne nie są dla mnie ;)

Romantasy też nie lubię i nie dla mnie, ale w tym szorcie, czemu nie? Trzeba zawsze przechodzić i testować swoje granice ;) Tym nie mniej mimo, że nie twój klimat to dziękuje za klik.

 

Masz mocnego rywala. Widziałem, że Światowider też się zapisał, a on tez lubi podobne klimat. Jak znajdziesz czas, polecam Ci: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/29934 :). 

Przeczytane, faktycznie mega wciągające. Natomiast rywal to ciężkie określenie, bo nie traktuje siebie jako kompetytora, gdyż to że jestem w tym konkursie, których nie lubię, jest ponownie zasługą innej osoby, bo to @CZARNA2 mnie zachęciła :)

Dodam też, że chciałem pisać o obrazie który wybrałeś ty i właśnie Światowider ;) Ale może i lepiej. Wtedy bym nie wymyślił Nawojki :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Melendurze,

powiem tak – może Tobie trzeba zabronić pisania normalnym językiem?

Potrafisz w stylizację i to bardzo. Stawiasz sobie wysoko poprzeczkę, dokonując istotnej ingerencji w szyk, słownictwo i melodię zdań. I tę poprzeczkę traktujesz, jak Kozakiewicz.

Do tego gawęda, też świetnie w to umiesz. Narracja Ci się nie zacina. Momentami może rzutuje to w innych tekstach, bo masz tendencję do przedłużania wypowiedzi, co ingeruje w fabułę i akcję. Ale tutaj tego nie ma, bo to właśnie gawęda.

I punkty za wplecenie swojego uniwersum (tzn. uniwersum Sapkowskiego, ale w Twoim wydaniu).

 

Co może mniej mi wybrzmiało w tekście to jakieś szczególne pochylenie się nad obrazem. Ok, użyłeś go, ale to tyle.

 

Historię Nawojki akurat znałem, dostała fajne, nowe wydanie od Ciebie.

 

Klik w pełni zasłużony!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

No i git. A z innej beczki jesteś z Bielska, Czarna z Krakowa to moze się skusicie na Ślaskie spotkanie :). Podbije w HP by wam nie uciekło– oczywiście bez zobowiązań:) Edit: No i beeeeckis ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No i git. A z innej beczki jesteś z Bielska, Czarna z Krakowa to moze się skusicie na Ślaskie spotkanie :). Podbije w HP by wam nie uciekło– oczywiście bez zobowiązań:) Edit: No i beeeeckis ;)

Wspaniały pomysł! @OldGuard jeszcze jest z okolic BB :) Jestem w pełni za ;)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

@beeecki!

 

Kurde, twoje recenzje są dla mnie jednymi z wazniejszych tutaj na portalu :) (top 6) :)

 

Dzięki, że się spodobało.

 

Co do Koenrada… Cóż, lubię sobie otworzyć kilka drzwi i zdecydować potem, co wyjdzie z tych drzwi, albo czy ja z nich nie skorzystam :) Ciągle słyszę o innym uniwersum to czemu by nie skorzystać z kuchennych drzwi?:)

Stylizację, owszem no umiem, bo DP się grało, no na historii ten okres jakoś lubiłem, no i Sapkowskiego/Komudę się również pochłaniało w dużej ilości. Zaznaczam, że ciągle szukam tego swojego stylu :) Dużo znaczy dla mnie ta opinia, ogromnie dzięki. Zwłaszcza, że żaden tekst w życiu tak mnie nie wymęczył :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Zapraszamy tez Starą, to źle brzmi… Wieczną straż:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Wobec SZTUKI – powaga i milczenie.

Ona daje prawdziwe ukojenie.

Dziękując, przed Twórcami chylę czoła,

Więcej zachwytów wyrazić nie zdołam…

 

Pecunia non olet

Witam serdecznie jury ;) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Witam kolejnego członka Jury :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

heart

Pecunia non olet

@MichaelBullfinch @bruce.

 

Nie mówiłem tego wcześniej, zresztą Holly ma podobnie, fajny pomysł macie na te obrazki w AI :) Podobają się :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Nie mówiłem tego wcześniej, zresztą Holly ma podobnie, fajny pomysł macie na te obrazki w AI :) Podobają się :) 

Ja dopiero po piątym opku się zorientowałem, że u Michaela się zmienia tło laugh

@beeecki!

 

Kurde, twoje recenzje są dla mnie jednymi z wazniejszych tutaj na portalu :) (top 6) :)

Jak zawsze bardzo miło mi to słyszeć. Top 6, czyli jeszcze z potencjałem na rozwój ;)

Stylizację, owszem no umiem, bo DP się grało, no na historii ten okres jakoś lubiłem, no i Sapkowskiego/Komudę się również pochłaniało w dużej ilości. Zaznaczam, że ciągle szukam tego swojego stylu :) Dużo znaczy dla mnie ta opinia, ogromnie dzięki. Zwłaszcza, że żaden tekst w życiu tak mnie nie wymęczył :) 

Potrafię się domyślić. Efekt stylistyczny jest świetny.

Edit: No i beeeeckis ;)

Pewnie będzie trudno, ale jak to mówił inny polski bard “na pewno, na pewno, czas pokaże, czas pokaże”. Inna sprawa, że trzeba zrobić jakąś krakoską kontrę dla tych Waszych śląskich biesiad cheeky

*uśmiech w stronę Ambush*

 

Pozdrowionka!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Siema :D

Stary, powiem ci, że czarujesz mnie tym stylizowaniem języka. Płynie, leci, miło się słucha. Opowiadanie bardzo ciekawe. Czytałem w pracy i wręcz się irytowałem, gdy ktoś wyrywał mnie z immersji. Pierwsza połowa opowiadana przez Nawojkę podobał mi się o wiele bardziej, było tam coś magicznego – czułem się jakbym siedział w kuchni u babci i słuchał jej historii. Oczywiście w nowocześniejszym języku. Z resztą Twoja poprzednia stylizacja budziła we mnie podobne uczucia :D

Czytanie tego było dla mnie czystą rozkoszą.

Pozdrawiam!

Ja dopiero po piątym opku się zorientowałem, że u Michaela się zmienia tło laugh

Powiem Ci, że myślałem, że to łatwiejsze. Co chwilę AI zapomina zeszłych obrazków, zmienia mi gila, zmienia kolory na obrazku… A co najlepsze, niektórych obrazów nie potrafi przetworzyć. Chciał Gil się w AI bawić to ma XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Pewnie będzie trudno, ale jak to mówił inny polski bard “na pewno, na pewno, czas pokaże, czas pokaże”. Inna sprawa, że trzeba zrobić jakąś krakoską kontrę dla tych Waszych śląskich biesiad cheeky

Będę miał problem; bo Kraków jest mi znacznie bliższy – 10 lat tam mieszkałem i tam mam rodzinę też najbliższą (sam pochodzę z Bochni, w B-B mieszkam od 8 lat , przyjechałem za żoną:) , ale można przecież i tu i tu :) 

 

Pewnie będzie trudno, ale jak to mówił inny polski bard “na pewno, na pewno, czas pokaże, czas pokaże”. Inna sprawa, że trzeba zrobić jakąś krakoską kontrę dla tych Waszych śląskich biesiad cheeky

do obrazków polecam nanobanana – mniej sie myli, ale zmieniaj konteksty, chata. najlepiej sobie w chatgpt robic “branchowe” chaty z tego obecnego udanego obrazku, wtedy juz popelnia mniej bledów a najlepiej jakby ci wygenerował rzecz ostatnia. Na ostatku (finalnym efekcie) zawsze dajesz ostatnia, natrudniejsza zmianę. 

 

Nie mniej, jeszcze raz fajny pomysł i ładnie to wyglada ;) doceniam wklad w pracę nad zmuszeniem konstruktu do pracy i pomysl. 

 

Czytanie tego było dla mnie czystą rozkoszą.

Dziekuję :) Twoja Dama też jest kapitalna, jestem pewien, że będzie biblioteka, bo tam jej miejsce !

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

się poczuła. Poczułam, że ktoś nareszcie mnie rozumie.

Powtórzenie i stylizacja się rwie

 

zwykłą stal by wnet w niwecz obrócili. Winfred unikał więc ciosów, wężowym ruchem się wymykając, i ciął zwykłym żelazem tam, kędy pancerza bestie nie miały

Stal i żelazo to nie to samo, poza tym jest powtórzenie “zwykły”. Usunąłbym drugie, będzie bez szkody dla treści, a zdanie zyska na płynności.

 

– Nie, Nawojko. Ja w tym świecie, choć pięknym i memu podobnym, zawsze intruzem pozostanę. To nie mój dom. Wchodząc przez ten portal o którym ci wzmiankowałem, nie mówiłem, żem szukał zguby matki jednej z mojego świata. Dziecka , którego nadal nie odnalazłem. Znam ja mocodawców tych, co tutaj ubiliśmy. To ci za porwanie młodzika odpowiadają. Obiecałem, że go odnajdę i bezpiecznie do domu odstawię. Odnaleźć je muszę… I z nim do swego świata powrócić. Ty masz swoje powołanie. I marzenia swoje. 

Logika mi się tutaj rozjechała. Skoro szuka dziecka, to powinien szukać dalej. Gość trochę posiedział w wiosce, wytłukł kilku orków, a teraz się zabiera, jak to miało go przybliżyć do celu?

 

postać historyczną, pierwszą polską studentkę, która w XV wieku w męskim przebraniu podjęła studia na Akademii Krakowskiej, przecierając szlaki dla milionów kobiet.

Podjęła to czynność jednorazowa, przecieranie to raczej proces ciągły, więc przynajmniej moim zdaniem imiesłów tutaj zgrzyta. Jako że nie jestem zawodowym zabójcą imiesłowów, tylko językowym włóczęgą, może ktoś bardziej doświadczony w boju się wypowie?

Z drugiej strony to jest cytat z Radia Zet, więc nie powinienem się czepiać, bo muza przyzwoita, ale czasem jako coś tam palną… laugh

 

Złapał go szybko, pośpiesznie chowając z powrotem pod materiał.

Ale temu imiesłowowi nie daruję! Może prościej: Złapał go i pośpiesznie schował z powrotem pod materiał.

 

usłyszała cichy szept,

Szept by wystarczył

 

bezszelestnie wsunął się w jego własne palce, wracając do prawowitego właściciela.

Rozumiem intencje, ale przy pierwszym czytaniu można odnieść wrażenie, że medalion ożył i równocześnie z wsuwaniem się wracał – czy taki był zamierzony efekt?

 

Cała historia – ciekawa. Medalion wywołał skojarzenia z Wiedźminem. Przeczytałem i ani trochę się nie nudziłem. Szkoda, że nie rozwiązał się wątek poszukiwań dziecka – a może nie byłem uważnym czytelnikiem?

 

Stylizacja – jednocześnie podobało mi się jej użycie i czapki z głów za wysiłek, ale czasem jedno współczesne sformułowanie albo współczesny szyk rozwalał cały efekt. Takich “wpadek” nie było jednak dużo. Poza tym domyślam się, jaka to droga przez mękę, więc jako czytelnik nie narzekam, tylko cieszę się z tych zdań, które się udały, a jest ich mnóstwo!

I zasłużony klik do biblioteki!

Witam!

Nie znałam historii Nawojki – bardzo ciekawa i cieszę się, że się nią podzieliłeś tutaj. Intrygująca kompozycja, zwłaszcza stylizacja na styl starodawny – świetnie się czytało.

 

a dziś w Krakowie, na terenie Parku imienia Henryka Jordana, w słynnej Galerii Wielkich Polaków, uroczyście odsłonięto kolejne popiersie. Tym razem uhonorowano Nawojkę – postać historyczną, pierwszą polską studentkę, która w XV wieku w męskim przebraniu podjęła studia na Akademii Krakowskiej, przecierając szlaki dla milionów kobiet. Przemawiający na uroczystości rektor podkreślił jej niezłomną miłość do nauki. Słuchacie Radia ZET, minęła właśnie trzynasta…

 

Drobna uwaga – nie wiem, czy ten serwis z radio spisywałeś z jakiegoś prawdziwego, czy to był twój wymysł, ale to nie jest styl serwisowy. W radio liczy się czas i kondensacja treści. Nigdy nie powinno się tam używać takich wyrażeń jak “słynna”, ponieważ to wyrażanie opinii, a wyrażanie opinii w serwisie jest sporym błędem, którego się powinno unikać. Imiesłowy również nie wchodzą w grę – jeśli chcesz mieć dobry serwis, wywalasz wszystkie imiesłowy – liczy się czas! To samo się tyczy form bezosobowych. ;)

 

Pozdrawiam!

Drobna uwaga – nie wiem, czy ten serwis z radio spisywałeś z jakiegoś prawdziwego, czy to był twój wymysł, ale to nie jest styl serwisowy. W radio liczy się czas i kondensacja treści. Nigdy nie powinno się tam używać takich wyrażeń jak “słynna”, ponieważ to wyrażanie opinii, a wyrażanie opinii w serwisie jest sporym błędem, którego się powinno unikać. Imiesłowy również nie wchodzą w grę – jeśli chcesz mieć dobry serwis, wywalasz wszystkie imiesłowy – liczy się czas! To samo się tyczy form bezosobowych. ;)

Nie spisywałem z żadnego prawdziwego. Po prostu, na czuja :)

 

Mimo to dzięki @marzan i @Finn za porady. Pozmóżdżałem się i poprawiłem. Mam nadzieję, że teraz wygląda dobrze. Radiowcem nigdy nie byłem, niestety jestem prostym inżynierem. Chociaż pisywalem jedynie felietony :)

 

 

@Marzan!

Miło, że weteran do mnie zawitał. Już śpieszę z odpowiedziami lorowymi:

 

Logika mi się tutaj rozjechała. Skoro szuka dziecka, to powinien szukać dalej. Gość trochę posiedział w wiosce, wytłukł kilku orków, a teraz się zabiera, jak to miało go przybliżyć do celu?

Spadł w kapsule ratunkowej do jeziora, wykaraskał się z niej, akurat spotkał Nawojkę. A wcześniej, w kapsułę ratunkową wskoczył, uciekając ze statku, w którym był przewożony, będąc wcześniej schwytany. Wysłano za nim pościg mniejszym statkiem, i w tymże statku potem gdy go uzyskał od zabitych orków i elfa o skórze czarnej jak sadza(konia z rzędem kto wie cóż to za rasa :)). Stąd fakt, że nie mógł ruszyć dalej i był uziemiony :)

Jeśli uważasz, że warto tą logikę naprawić go on, ale chyba to już zakazane na tym etapie publikacji :)

 

Cała historia – ciekawa. Medalion wywołał skojarzenia z Wiedźminem. Przeczytałem i ani trochę się nie nudziłem. Szkoda, że nie rozwiązał się wątek poszukiwań dziecka – a może nie byłem uważnym czytelnikiem?

 

Stylizacja – jednocześnie podobało mi się jej użycie i czapki z głów za wysiłek, ale czasem jedno współczesne sformułowanie albo współczesny szyk rozwalał cały efekt. Takich “wpadek” nie było jednak dużo. Poza tym domyślam się, jaka to droga przez mękę, więc jako czytelnik nie narzekam, tylko cieszę się z tych zdań, które się udały, a jest ich mnóstwo!

I zasłużony klik do biblioteki!

Bardzo ci dziekuję za odwiedziny i klik. Dużo to dla mnie znaczy. Tak, skojarzenia z wiedźminem trafnie. Pisze wiedźmińskie opowiadania, które uraczysz na moim profilu, każdy zachęca, żebym pisał coś swojego, ja nie potrafię nic innego na ten moment. No ale na konkurs się złamałem i spróbowałem crosovera historycznego:). Uznałem, to co napisalem wyżej – że otworzę sobie pewne drzwi do innego uniwersum, już może mojego, ale zostawie bohatera w którym nadal widzę potencjał :)

 

Teraz technikalia:

 

Rozumiem intencje, ale przy pierwszym czytaniu można odnieść wrażenie, że medalion ożył i równocześnie z wsuwaniem się wracał – czy taki był zamierzony efekt?

Hm. Podoba mi się ten opis. Ale wymyślę jeszcze jak go poprawić:)

 

Pozostałe – poprawione :) 

 

 

 

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

 Radiowcem nigdy nie byłem, niestety jestem prostym inżynierem. Chociaż pisywalem jedynie felietony :)

melendur88 To możesz już się pochwalić nie tylko felietonami ale i zgrabnie zredagowaną informacją dziennikarską. Serwis teraz brzmi bardzo dobrze ;) Gratuluję kolejnego tekstu w bibliotece!

grabnie zredagowaną informacją dziennikarską. Serwis teraz brzmi bardzo dobrze ;) Gratuluję kolejnego tekstu w bibliotece!

To ja dzięki :). No niestety tutaj musiałem przesłuchać sobie z dwóch, trzech serwisów z ZETki i jeszcze raz przeczytać to co napisałem.. Cieszę się, że już jest ok :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

Nowa Fantastyka