- Opowiadanie: melendur88 - Z miłości do nauki

Z miłości do nauki

 Zawsze chciałem napisać jakąś historię z perspektywy kobiety, wiedząc, że to dla mnie jest mega trudne zdanie. Nie umiem dobrze pisać w 1-os, stresujące dla mnie to jest. Emocji i uczuć przelewać na papier nie umiem za bardzo:). Jednak starałem się mocno cały miesiąc nad tą opką i wyszedł ten twór.

Historia opowiada o pierwszej studentce w Polsce, Nawojce. Kto z Krakowa jest, historię zapewne zna albo wie, że istnieje Dom Studencki “Nawojka”. 

Opowiadanie dedykuje mojej 8-letniej córce, żonie  i wszystkim kobietom też zresztą, bo podobno ich dzień za niedługo. 

Wykorzystałem do opowiadania obraz Anny Słoncz “Zawieszenie”.

Historia inspirowana prawdziwą historią Nawojki. Więcej na jej temat przeczytacie na wikipedii.

Zwanowo istniało naprawdę. Obecnie, to część innej wsi, i nazywa się przysiółek Dzwonowo.

Wszystkim betującym dziękuje za celne uwagi!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Z miłości do nauki

 

Wiesz, Alutko, czemu w gwiazdy tak często patrzę? Nie tylko dlatego, żem od dziecka w nieboskłon z uwielbieniem spoglądała. Pytasz, na mój mniszy habit i na siwe włosy matki przełożonej patrząc, azali ja kiedykolwiek kogoś uczuciem obdarzyłam i czy serce me wciąż bije dla kogoś. Owszem, dziecko. Wiem jednak, że tu nie wróci już pewnie nigdy. Pytasz czemu? Opowiem ci. Bacz wszakoż, że historii tej nie powierzyłam dotąd żadnej żywej duszy. Bo i uwierzyć w nią łatwo by nikt nie chciał.

Jam ze Zwanowa, miasteczka niewielkiego, co to pod Poznaniem leży. Tatko mój magistrem krakowskiej Akademii był niegdyś. Gdym dzieckiem jeszcze była, dom nam tu z nadania przeznaczono, a jemu urząd bakałarza powierzono, by tutejszą szkółkę parafialną w pieczy swej trzymał. I jam o nauce przez całe dziecięce lata marzyła. Biegła byłam w owych siedmiu sztukach wyzwolonych, o których to uczeni mężowie prawią. Gramatykę i dialektykę w lot pojęłam, arytmetyka i geometria tajemnic dla mnie nie miały, a astronomię… tę ponad wszystko umiłowałam. Lecz ojciec widział dobrze, jak świat ten jest urządzony. Pojmował, że dla kobiet sprawiedliwości w nim zgoła nie ma. Brat mój na zamku służył, za giermka u syna dziedzica. A ja? Mnie do kądzieli i garnków szykowano. Jedynym w osadzie miejscem, które szczerą miłością darzyłam, było małe jezioro za zagajnikiem, gdzie z ojcowymi pergaminami i zapiskami ukradkiem się wymykałam. Tam jedynie prawdziwą wolność czułam, z dala od cudzych oczu i narzuconych mi powinności. W niebo patrzałam i dumałam o konstelacjach i prawach niebieskich.

 

 

 

„Zawieszenie” aut. Anna Słoncz.

 

Pewnej nocy głuchej, roku tysiąc czterysta dwudziestego, gdym osiemnaście wiosen miała, błysk niebo rozdarł. Gwiazdą spadającą z pewnością to nie było. Kula światła w dół runęła i z głuchym stłumionym tąpnięciem, bez huku wielkiego, w lód ukochanego, jeziora mojego uderzyła. Pobiegłam tam czym prędzej. W oparach zastałam karocę dziwną, dymiącą, a przy niej… jego. Człowieka rannego i zziębniętego okrutnie. Mową dziwną prawił, klął jak szewc, lecz patrzył na mnie wzrokiem, jakiego u żadnego z tutejszych młodzianów nigdy nie widziałam.

W szopie ojcowskiej go ukryłam. Dwa tygodnie u nas gościł. Zdziwiłabyś się, Alutko, widząc, jak z ojcem mym język wspólny wnet znaleźli. Po nocach przesiadywali, o biegu gwiazd i porządku niebieskim rozprawiając. Pomagał nam na obejściu, drwa rąbał, sprzęty naprawiał. A mieczem władał, zaprawdę, jak mało kto. Bratu memu, gdy ów z zamku na krótko do domu zjechał, kilka takich sztuczek z ostrzem pokazał, iż ten tylko usta z podziwu otworzył.

O zmroku zaś dzielił się mądrością, o jakiej żaden z tutejszych bakałarzy nigdy nie słyszał. Pamiętam, Alutko, jak razu pewnego, gdy ojciec nasz już chrapał, przybysz z nieba ów narysował mi węgielkiem na dębowej desce układ gwiazd. Konstelacje, o jakich nasz proboszcz bodaj nie śnił. Palcem wodził po wyrysowanych sferach, tłumacząc ich ruchy, a dłoń jego przypadkiem mej dłoni dotknęła. Nie cofnął jej. I ja też nie. Spojrzał na mnie tak, jakby widział we mnie równego sobie mędrca, a nie dziewkę od garów. Zawsze za brzydką się uważałam, a on sprawił, żem mądrą i piękną się poczuła. Pojęłam, żem wreszcie bratnią duszę znalazła.

Pytasz, jak zwał się w istocie… Winfred z Dillingen się przedstawił. Ale miasta takiego na żadnej z map nigdy nie widziałam. Sądzę… że przyznać się bał. W imię owo wcale nie uwierzyłam. Pewnego razu, gdym z oddali go obserwowała, dobiegł z głębi zagajnika głos jakiś, co innym zupełnie mianem go zawołał. Zła na siebie byłam okrutnie, żem przez wiatr owego zawołania dokładnie nie usłyszała, ani kto zza drzew krzyczał… lecz po tym, jak wzdrygnął się na ów dźwięk, pewnam była, iż inne miano w istocie nosi. Gdym go o to później zagadnęłam, westchnął ciężko i przyznał, że prawdy wyjawić mu nie wolno. 

Opowiedział mi za to nieco o swym losie. Mówił, że wywodzi się ze świata do naszego podobnego… lecz w którym magia tętni, prawdziwe smoki niebo prują, a po ziemi stąpają baśniowe stwory. Opowiadał o ludziach smukłych, o twarzach gładkich i uszach spiczastych oraz o karłach brodatych, krępych, co w górach stal niestrudzenie kują. Rzekł, iż zbiegiem nieszczęsnym w portal jakiś wszedł, czarodziejskie wrota, w które za nic wchodzić nie powinien. Zbiegł zaś, jak to ujął, z jakiegoś niebiańskiego statku łowców niewolników. Ci zaś bezlitośnie jego tropem gnali.

Winfred jednak od kilku dni stawał się coraz bardziej niespokojny i rozdrażniony, jakby licho jakieś w powietrzu wyczuwał. Na kolejne wyjście nad jezioro zabrał ze sobą miecz długi, co go był od brata mego pożyczył. Pamiętam, jak ujął rękojeść w dłoń, a w oczach jego błysnęło coś takiego, jakby dawnego, wiernego kamrata po latach witał. Srogi mróz trzymał kilka dni to i lód znowu jezioro pokrył. Zasiadł nad zamarzniętą taflą i długie godziny przy wyrąbanym mieczem przeręblu spędzał, czegoś wciąż szukając. Dopytywałam, co za skarb tam utonął, lecz on wcale mi nie odpowiadał. Mruknął jedynie, że to rzecz dlań nader ważna.

Niebo było owego popołudnia szare, ołowiane, zasnute ciężkimi chmurami. Zapewne przez owo zasępienie nie dostrzegliśmy zrazu, co z góry nadciągało. Wpierw usłyszeliśmy jeno dziwny, niski pomruk, obcy a groźny, od którego aż lód pod nogami zaczął drżeć. Winfred od razu pojął, co się święci. Do osady uciekać nam nie było można – jezioro leżało niemal ćwierć mili drogi od chat, na otwartym polu wnet by nas dopadli, a i zgubę na całe spokojne Zwanowo byśmy ściągnęli.

Przeszłość go dopadła. Przyszli po niego. Postacie, co z mgły się wyłoniły, były jak z innego świata, Alutko. Koszmary prawdziwe. Jeden z nich uszy miał szpiczaste, a skórę czarną jak sadza, niczym kolor nocnego nieba. Z nim zaś bestie szły, co posturą ludzi przypominały, lecz ogromne były ponad miarę, skórę miały zieloną, a z pysków sterczały im kły niczym u dzika.

Winfred krzyknął, bym w trzcinach się skryła, a sam z owym długim mieczem w dłoniach na lód wyszedł. Sroga się walka wywiązała. Pamięć mnie już, starą, zawodzi, lecz jedno pomnę do dziś: o parowaniu owych ciosów mowy być nie mogło. Oprawcy ci dzierżyli dziwne, zębate brzeszczoty, które żarzyły się piekielnym gorącem i wyły niczym roje os. Lód pod nimi aż syczał i topniał, pewnam więc była, że i zwykłą stal by wnet w niwecz obrócili. Winfred unikał więc ciosów, wężowym ruchem się wymykając, i ciął tam, kędy pancerza bestie nie miały. Powalił świńskie, zielone gęby, posyłając ich na twardy lód, lecz ten o czarnej skórze był szybki przebiegły. Ciął Winfreda w bark, aż ten zachwiał się i na kolano padł.

Wtedym ja z trzcin dojrzała, iż z łapska jednej z ubitych bestii wypadła dziwna kula, światłem w swym wnętrzu pulsująca. Pomnąc nauki ojca o ciężarze ciał, lecz nade wszystko wiedziona nagłym przeczuciem, chwyciłam ów czarci pocisk i cisnęłam ze wszystkich mych sił… zgoła nie w owego szpiczastouchego, lecz prosto w środek naruszonego przerębla.

Winfred pojął w lot me intencje i odskoczył wstecz. Huknęło potężnie! Z samego dna jeziora wystrzelił w niebo słup wody i szlamu, a pękający z ogłuszającym trzaskiem lód pochłonął oprawcę. Zaskoczony, wpadł z całym swym ciężkim pancerzem w czarną, zimną toń.

Jak pył opadł, wtem w oddali rozległ się ryk i ujrzeliśmy potężną, karocę, którą owi łowcy z nieba zstąpili. Winfred już wprzód mi wyłuszczył, iż statkiem się takie dziwo zowie. Gdy tylko w oczy jego spojrzałam, pojęłam w lot. Pragnął odejść.

Błagałam go. Prosiłam, by w gwiazdy wziął mnie ze sobą, by wyrwał z tego zapyziałego padołu, gdzie do końca dni mych jakiemuś kowalowi posługiwać bym musiała.

Chwycił mnie za ramiona. W oczy moje spojrzał prosto, a z bliska jeszcze wyraźniej widzieć się dało, iż do ludzkich były zgoła niepodobne, kocie jakby. I rzekł cicho:

– Nie, Nawojko. Ja w tym świecie, choć pięknym i memu podobnym, zawsze intruzem pozostanę. To nie mój dom. Wchodząc przez ten portal o którym ci wzmiankowałem, nie mówiłem, żem szukał zguby matki jednej z mojego świata. Dziecka, którego nadal nie odnalazłem. Znam ja mocodawców tych, co tutaj ubiliśmy. To ci za porwanie młodzika odpowiadają. Obiecałem, że go odnajdę i bezpiecznie do domu odstawię. Odnaleźć go muszę… I z nim do swego świata powrócić. Ty masz swoje powołanie. I marzenia swoje. 

Łzy gorzkie rzuciły mi się do oczu. Poczułam nagle, iż za nic w świecie puścić go nie chcę, pragnąc zatrzymać go przy sobie bodaj na tę jedną, ulotną chwilę. Wspięłam się na palcach i wargami swymi do ust jego przywarłam. Zaskoczony był zrazu, lecz wnet odpowiedział pocałunkiem gwałtownym, wcale nie dworskim, krwią i mrozem smakującym. Gdym w rozpaczy za poły jego odzienia dłońmi chwyciła, przyciągając go ku sobie, nie oponował. Wciągnął mnie w półmrok owego statku, gdzie ciepło łagodne biło, odcinając nas od wiatru zimowego i pobojowiska. Dech mi w piersiach zaparło, a świat zawirował, jakbym w przepaść leciała. Oddałam mu się cała, z woli własnej i z serca palącej potrzeby. Złączyliśmy się w jedno z taką rozpaczą i gorącem, jakbyśmy oboje ów uciekający czas oszukać chcieli, gasząc w sobie nawzajem strach przed tym, co nieuchronne.

Patrzyłam przez łzy, które same do oczu się cisnęły, jak w statku owym ulatuje prosto w szare, ołowiane niebo. Zniknął w gęstych chmurach, jeno białą, rozedrganą smugę za sobą zostawiając. Spłynęła mi po policzku kropla gorzka, gdym tak stała, śledząc ów jasny ślad rwący się na zimnym wietrze. Smuga owa rozwiała się wnet, niby poranna mgła nad wodą, lecz w pamięci i sercu mym wyryła się na zawsze, niczym najpiękniejsza, a zarazem najboleśniejsza blizna.

Gdy huk ucichł, a ja na pobojowisku sama ostałam, podeszłam znów do brzegu. Wtedy to, w zrytym wybuchem śniegu, dojrzałam coś zmatowiałego – żelazny, rdzewiejący medalion, drapieżnego ptaka wyobrażający. To po to właśnie nurkował tamtego wieczoru. Podniosłam go ukradkiem, sama nie wiedząc czemu, i schowałam głęboko w zanadrzu swego płaszcza, jak relikwię z innego świata.

I wiesz, każdego dnia od owego czasu w niebo to spoglądam. Ciągle jezioro owo pamiętam. Nie tylko więź z tym przybyszem mocną poczułam. On odwagę i kierunek mi nadał. Ucięłam warkocze, strój męski przywdziałam i do Krakowa wyruszyłam. Z miłości do nauki, jak to potem przed sądem biskupim rzekłam. Lecz w głębi serca wiedziałam, żem uczyniła to także po to, by bodaj na drobinę nieboskłonu dosięgnąć, w który on wtedy uleciał…

 

 ***

 

W krakowskim Parku Jordana odsłonięto dziś popiersie Nawojki. Pierwsza polska studentka w piętnastym wieku w męskim przebraniu rozpoczęła naukę na Akademii Krakowskiej. Otworzyła w ten sposób kobietom drogę do wyższej edukacji. Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego podczas uroczystości przypomniał o historycznym znaczeniu jej walki o równouprawnienie kobiet. Słuchacie Radia ZET, minęła trzynasta…

Wiatr szeleścił zrudziałymi liśćmi wzdłuż alejek Parku Jordana, przeganiając nielicznych spacerowiczów w zimny, jesienny wieczór. Przed nowiutkim, lśniącym w bladym słońcu popiersiem z brązu stał mężczyzna w skórzanej kurtce.

Sięgnął dłonią do uszu i zsunął bezprzewodowe słuchawki na szyję, ucinając w połowie serwis informacyjny. Wsunął dłonie głęboko w kieszenie, wpatrując się w wyrzeźbioną twarz z brązu. Rysy pomnika były gładkie, klasyczne, z uduchowionym wyrazem twarzy wpatrzonym gdzieś w dal.

– Zrobili cię piękniejszą – mruknął pod nosem, uśmiechając się lekko. – Ale nie pokazali za to tego, co było w tobie najpiękniejsze.

Wyciągnął rękę i delikatnie pogładził chłodny policzek z brązu. Ruch ten sprawił, że spod rozpiętego kołnierzyka jego koszuli wysunął się na ułamek sekundy zmatowiały medalion przedstawiający głowę drapieżnego ptaka z otwartym dziobem. Złapał go i pośpiesznie schował z powrotem pod ubranie.

Zapadła cisza. Mężczyzna westchnął i zapatrzył się w dal, ponad koronami drzew. Potem spojrzał do góry. Nagle jego wzrok przykuł punkt na niebie. Coś przemieszczało się z nienaturalną prędkością, zostawiając za sobą ledwo zauważalną poświatę.

Przekrzywił głowę, po czym spojrzał na swój masywny zegarek, który nie pokazywał ani godziny, ani ziemskich współrzędnych. Zamrugał powoli.

– Eh, znowu – westchnął z ciężką rezygnacją, poprawił kołnierz i ruszył szybkim krokiem w głąb miasta.

 

***

 

Siostra Alina klęczała na kamiennej podłodze w surowej izbie, kończąc szeptem gorączkowy pacierz przy łóżku starej mistrzyni. Od tamtego wieczoru, gdy sędziwa kobieta powierzyła jej w tajemnicy swą niezwykłą przeszłość, minął równy miesiąc, a jej stan pogorszył się okrutnie. Zapadła głucha cisza, przerywana jeno trzaskiem dogasającej łojówki i świstem słabnącego oddechu konającej.

Mniszka przeżegnała się i podniosła z klęczek.

– Matko… po strawę idę. Nakarmim cię – rzekła cicho, pochylając się nad staruszką.

Nie usłyszawszy odpowiedzi, westchnęła, zamykając za sobą drzwi.

Zaledwie jej kroki ucichły na korytarzu, drzwi ponownie skrzypnęły.

Z mrocznego korytarza powiało dziwnym chłodem – bynajmniej nie klasztornym zaduchem starych murów, lecz mrozem pachnącym zimowym powietrzem i wiatrem znad zamarzniętego jeziora. Przeciąg zgasił świecę, spowijając izbę półmrokiem.

A w progu mężczyzna stanął. Wysoki, w dziwny kubrak odziany, z obliczem, którego ząb czasu wcale nie nadgryzł. Oczy jego nienaturalne, bursztynowe, w ciemnościach posiwiałą twarz staruszki odnalazły.

Nawojka uśmiechnęła się kącikiem wyschniętych ust. Nagle uleciał z niej wszystek ból, a strudzone, starością trawione kości, błoga i niespodziewana lekkość ogarnęła. Zmarszczki na jej obliczu zdawały się wygładzać. Mężczyzna ów próg przestąpił i dłoń ku niej wyciągnął.

– Czas w drogę, najjaśniejsza z gwiazd – usłyszała szept, choć usta przybysza bodaj się nie poruszyły.

Wyciągnęła ku niemu swą słabą rękę, a jej zaciśnięte palce rozluźniły się ufnie. Mężczyzna ujął jej dłoń, a ów ciężki, żelazny medalion gładko i bezszelestnie wsunął się w jego własne palce, wracając do prawowitego właściciela.

Zamknęła oczy, a jej oddech ustał. Odeszła w spokoju, w głuchej i pustej celi, w której po tajemniczym przybyszu nie ostał się wnet najmniejszy ślad, tak samo po matce przełożonej.

 

Ciała Nawojki nigdy nie odnaleziono, lecz historia o niej nie zapomniała, tak samo nigdy nie zapomniał o niej tajemniczy przybysz z gwiazd.

 

Koniec

Komentarze

Cześć,

 

przybywam z pobetowym komentarzem :) 

 

Lubię opowiadania, które czerpią z prawdziwych historii, a tej nie znałam, więc tym fajniej mi się czytało. Stylizacja nie brzmi jak parodia staropolszczyzny, (a to trudne do osiągnięcia), bo pomaga budować klimat, a jednocześnie nie wybija z rytmu. Zatem nie zostaje mi nic innego, jak dać klika ;) 

Those who don't believe in magic will never find it

Hej

 

Hmmm Hak na potwory był bardziej porywający. Może dlatego, że był mniej poważny. A tu język plus historia miłosna dały taki efekt nadęcia. Sam pomysł podróżnika w czasie i miłości z średniowieczną kobietą, to fajny pomysł. A, że dodałeś do tego jeszcze fakt historyczny to już całkiem dobrze. Ale może historie miłosne nie są dla mnie ;). Być może kobieca strona portalu bardziej doceni :). Nie wyłapywałem nic z części stylizowanej na średniowieczny język, bo się na tym nie znam. Ale wyłapałem kilka rzeczy z wątku współczesnego:

 

Sięgnął dłonią do uszu i zsunął bezprzewodowe słuchawki na szyję, ucinając w połowie serwis informacyjny Radia ZET.

już wiemy jaki to serwis :)

 

Rysy pomnika były gładkie, klasyczne, z uduchowionym wyrazem twarzy wpatrzonym gdzieś w dal.

Wiemy, ze pomnika :)

 

mruknął pod nosem, uśmiechając się lekko.

Lepiej – mruknął pod nosem i uśmiechnął się lekko.

 

Ruch ten sprawił, że spod rozpiętego kołnierzyka jego koszuli wysunął się na ułamek sekundy zmatowiały medalion przedstawiający głowę drapieżnego ptaka z otwartym dziobem.

 

Złapał go szybko, pośpiesznie chowając z powrotem pod materiał.

A może: Złapał go szybko i schował pod materiał

Albo: Złapał go i pośpiesznie schował pod materiał

 

Zapadła cisza. Mężczyzna westchnął i zapatrzył się w dal, ponad koronami drzew.

Tu też mi coś nie pasuje. Może: ponad konary drzew. Albo: między konarami drzew. Jeszcze: ponad koronami drzew. 

 

Nagle jego wzrok przykuł punkt na niebie.

 

Przekrzywił głowę, po czym spojrzał na swój masywny zegarek, który nie pokazywał ani godziny, ani ziemskich współrzędnych. Zamrugał powoli.

 

– Eh, zZnowu”.” – wWestchnął z ciężką rezygnacją, poprawił kołnierz i ruszył szybkim krokiem w głąb miasta.

“znowu.” I westchnął już z dużej. Zostawiłbym też albo “ciężko” albo “z rezygnacją”

 

Nie usłyszawszy odpowiedzi, westchnęła, zamykając za sobą drzwi.

Tu mi brakuje informacji, że wyszła. Bo stoi przy bohaterce, nachyla się i nagle zamyka drzwi ;) 

 

Nie usłyszawszy odpowiedzi. Westchnęła. Wychodząc zamknęła za sobą drzwi.

 

Zmarszczki na jej obliczu zdawały się wygładzać

 

Wyciągnęła ku niemu swą słabą rękę, a jej zaciśnięte palce rozluźniły się ufnie.

 

Mężczyzna ujął jej dłoń, a ów ciężki, żelazny medalion gładko i bezszelestnie wsunął się w jego własne palce, wracając do prawowitego właściciela.

Tu coś jest nie tak. Za dużo informacji. Może: Złapał/uniósł pomarszczoną rękę – medalion zsunął się po jej palcach wprost w dłoń mężczyzny. 

 

Ciała Nawojki nigdy nie odnaleziono, lecz historia jej nie zapomniała, tak samo nigdy nie jak zapomniał jej tajemniczy przybysz z gwiazd.

Oczywiście sugestie do przemyślenia. Masz mocnego rywala. Widziałem, że Światowider też się zapisał, a on tez lubi podobne klimat. Jak znajdziesz czas, polecam Ci: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/29934 :). 

 

Klikam i pozdrawiam :)

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dużo lepiej po poprawkach. Klimat jest i Koenrad jak zawsze w swoim zwięzłym stylu. 

Dla mnie kawał dobrej historii, w której widać dużo twojej pracy. Na plus postać Nawojki, tym bardziej, że jest to postać historyczna i wiemy jak skończyła się jej miłość do nauki. Kliczek ode mnie.

@Bardjaskier

Ciesze się, że zaglądnąłeś :)

 

Pierw uwagi techniczne – poprawiłem wszystkie uchybienia, o których wspomniał waść, a nawet zauważyłem jeszcze drobny logiczny błąd, który naprawiłem:)

Dzięki wielkie.

 

Teraz opiniotwórcze:

Hmmm Hak na potwory był bardziej porywając

Zawsze jak się zrobiło dobry tekst, to ciężko utrzymać ten sam poziom. Może nie ciężko, ale jak się ciągle szuka jeszcze swojego stylu, to jest trudniej niż bardziej doświadczonym :)

 

z części stylizowanej na średniowieczny język

Gadaliśmy o tym z @OldGuard i @GalicyjskimZakapiorem na ten temat. Generalnie gdybym się chciał bawić w stylizację średniowieczną, to bym się nie wyrobił z czasem. Ta mowa to mniej wiecej XIX-wiek, którym pisał Sienkiewicz. On jest najbliższy współczesnej polszczyźnie i jest też w miarę zrozumiały. Jakbym zaczał pisać językiem w stylu “daj ać ja pobruszę” albo “Gorze nam się stało”, bądź jezykiem z Bogarodzicy (która też nie jest 100% tym językiem ze średniowiecza, wystepująca naleciałości z późniejszych wieków), to była by to katorga. Sam na studiach miałem problem z czytaniem tych tekstów :)

Jak wspomniała Old, nie jest to stylizacja, a jej parodia, czy też para bo też nie chcę za bardzo iść w nią w 100%, bo to wymaga dużo czasu. 

Ale może historie miłosne nie są dla mnie ;)

Romantasy też nie lubię i nie dla mnie, ale w tym szorcie, czemu nie? Trzeba zawsze przechodzić i testować swoje granice ;) Tym nie mniej mimo, że nie twój klimat to dziękuje za klik.

 

Masz mocnego rywala. Widziałem, że Światowider też się zapisał, a on tez lubi podobne klimat. Jak znajdziesz czas, polecam Ci: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/29934 :). 

Przeczytane, faktycznie mega wciągające. Natomiast rywal to ciężkie określenie, bo nie traktuje siebie jako kompetytora, gdyż to że jestem w tym konkursie, których nie lubię, jest ponownie zasługą innej osoby, bo to @CZARNA2 mnie zachęciła :)

Dodam też, że chciałem pisać o obrazie który wybrałeś ty i właśnie Światowider ;) Ale może i lepiej. Wtedy bym nie wymyślił Nawojki :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Melendurze,

powiem tak – może Tobie trzeba zabronić pisania normalnym językiem?

Potrafisz w stylizację i to bardzo. Stawiasz sobie wysoko poprzeczkę, dokonując istotnej ingerencji w szyk, słownictwo i melodię zdań. I tę poprzeczkę traktujesz, jak Kozakiewicz.

Do tego gawęda, też świetnie w to umiesz. Narracja Ci się nie zacina. Momentami może rzutuje to w innych tekstach, bo masz tendencję do przedłużania wypowiedzi, co ingeruje w fabułę i akcję. Ale tutaj tego nie ma, bo to właśnie gawęda.

I punkty za wplecenie swojego uniwersum (tzn. uniwersum Sapkowskiego, ale w Twoim wydaniu).

 

Co może mniej mi wybrzmiało w tekście to jakieś szczególne pochylenie się nad obrazem. Ok, użyłeś go, ale to tyle.

 

Historię Nawojki akurat znałem, dostała fajne, nowe wydanie od Ciebie.

 

Klik w pełni zasłużony!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

No i git. A z innej beczki jesteś z Bielska, Czarna z Krakowa to moze się skusicie na Ślaskie spotkanie :). Podbije w HP by wam nie uciekło– oczywiście bez zobowiązań:) Edit: No i beeeeckis ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No i git. A z innej beczki jesteś z Bielska, Czarna z Krakowa to moze się skusicie na Ślaskie spotkanie :). Podbije w HP by wam nie uciekło– oczywiście bez zobowiązań:) Edit: No i beeeeckis ;)

Wspaniały pomysł! @OldGuard jeszcze jest z okolic BB :) Jestem w pełni za ;)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

@beeecki!

 

Kurde, twoje recenzje są dla mnie jednymi z wazniejszych tutaj na portalu :) (top 6) :)

 

Dzięki, że się spodobało.

 

Co do Koenrada… Cóż, lubię sobie otworzyć kilka drzwi i zdecydować potem, co wyjdzie z tych drzwi, albo czy ja z nich nie skorzystam :) Ciągle słyszę o innym uniwersum to czemu by nie skorzystać z kuchennych drzwi?:)

Stylizację, owszem no umiem, bo DP się grało, no na historii ten okres jakoś lubiłem, no i Sapkowskiego/Komudę się również pochłaniało w dużej ilości. Zaznaczam, że ciągle szukam tego swojego stylu :) Dużo znaczy dla mnie ta opinia, ogromnie dzięki. Zwłaszcza, że żaden tekst w życiu tak mnie nie wymęczył :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Zapraszamy tez Starą, to źle brzmi… Wieczną straż:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Wobec SZTUKI – powaga i milczenie.

Ona daje prawdziwe ukojenie.

Dziękując, przed Twórcami chylę czoła,

Więcej zachwytów wyrazić nie zdołam…

 

Pecunia non olet

Witam serdecznie jury ;) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

 

Tam, gdzie płótno spotyka słowo,

tekst poznałem rzetelnie, na nowo.

Ślad zostawiam, opinię wstrzymuję,

nim konkurs ciszę w werdykt przemaluje.

You cannot petition the Lord with prayer!

Witam kolejnego członka Jury :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

heart

Pecunia non olet

@MichaelBullfinch @bruce.

 

Nie mówiłem tego wcześniej, zresztą Holly ma podobnie, fajny pomysł macie na te obrazki w AI :) Podobają się :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Nie mówiłem tego wcześniej, zresztą Holly ma podobnie, fajny pomysł macie na te obrazki w AI :) Podobają się :) 

Ja dopiero po piątym opku się zorientowałem, że u Michaela się zmienia tło laugh

@beeecki!

 

Kurde, twoje recenzje są dla mnie jednymi z wazniejszych tutaj na portalu :) (top 6) :)

Jak zawsze bardzo miło mi to słyszeć. Top 6, czyli jeszcze z potencjałem na rozwój ;)

Stylizację, owszem no umiem, bo DP się grało, no na historii ten okres jakoś lubiłem, no i Sapkowskiego/Komudę się również pochłaniało w dużej ilości. Zaznaczam, że ciągle szukam tego swojego stylu :) Dużo znaczy dla mnie ta opinia, ogromnie dzięki. Zwłaszcza, że żaden tekst w życiu tak mnie nie wymęczył :) 

Potrafię się domyślić. Efekt stylistyczny jest świetny.

Edit: No i beeeeckis ;)

Pewnie będzie trudno, ale jak to mówił inny polski bard “na pewno, na pewno, czas pokaże, czas pokaże”. Inna sprawa, że trzeba zrobić jakąś krakoską kontrę dla tych Waszych śląskich biesiad cheeky

*uśmiech w stronę Ambush*

 

Pozdrowionka!

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Siema :D

Stary, powiem ci, że czarujesz mnie tym stylizowaniem języka. Płynie, leci, miło się słucha. Opowiadanie bardzo ciekawe. Czytałem w pracy i wręcz się irytowałem, gdy ktoś wyrywał mnie z immersji. Pierwsza połowa opowiadana przez Nawojkę podobał mi się o wiele bardziej, było tam coś magicznego – czułem się jakbym siedział w kuchni u babci i słuchał jej historii. Oczywiście w nowocześniejszym języku. Z resztą Twoja poprzednia stylizacja budziła we mnie podobne uczucia :D

Czytanie tego było dla mnie czystą rozkoszą.

Pozdrawiam!

Ja dopiero po piątym opku się zorientowałem, że u Michaela się zmienia tło laugh

Powiem Ci, że myślałem, że to łatwiejsze. Co chwilę AI zapomina zeszłych obrazków, zmienia mi gila, zmienia kolory na obrazku… A co najlepsze, niektórych obrazów nie potrafi przetworzyć. Chciał Gil się w AI bawić to ma XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Pewnie będzie trudno, ale jak to mówił inny polski bard “na pewno, na pewno, czas pokaże, czas pokaże”. Inna sprawa, że trzeba zrobić jakąś krakoską kontrę dla tych Waszych śląskich biesiad cheeky

Będę miał problem; bo Kraków jest mi znacznie bliższy – 10 lat tam mieszkałem i tam mam rodzinę też najbliższą (sam pochodzę z Bochni, w B-B mieszkam od 8 lat , przyjechałem za żoną:) , ale można przecież i tu i tu :) 

 

Pewnie będzie trudno, ale jak to mówił inny polski bard “na pewno, na pewno, czas pokaże, czas pokaże”. Inna sprawa, że trzeba zrobić jakąś krakoską kontrę dla tych Waszych śląskich biesiad cheeky

do obrazków polecam nanobanana – mniej sie myli, ale zmieniaj konteksty, chata. najlepiej sobie w chatgpt robic “branchowe” chaty z tego obecnego udanego obrazku, wtedy juz popelnia mniej bledów a najlepiej jakby ci wygenerował rzecz ostatnia. Na ostatku (finalnym efekcie) zawsze dajesz ostatnia, natrudniejsza zmianę. 

 

Nie mniej, jeszcze raz fajny pomysł i ładnie to wyglada ;) doceniam wklad w pracę nad zmuszeniem konstruktu do pracy i pomysl. 

 

Czytanie tego było dla mnie czystą rozkoszą.

Dziekuję :) Twoja Dama też jest kapitalna, jestem pewien, że będzie biblioteka, bo tam jej miejsce !

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

się poczuła. Poczułam, że ktoś nareszcie mnie rozumie.

Powtórzenie i stylizacja się rwie

 

zwykłą stal by wnet w niwecz obrócili. Winfred unikał więc ciosów, wężowym ruchem się wymykając, i ciął zwykłym żelazem tam, kędy pancerza bestie nie miały

Stal i żelazo to nie to samo, poza tym jest powtórzenie “zwykły”. Usunąłbym drugie, będzie bez szkody dla treści, a zdanie zyska na płynności.

 

– Nie, Nawojko. Ja w tym świecie, choć pięknym i memu podobnym, zawsze intruzem pozostanę. To nie mój dom. Wchodząc przez ten portal o którym ci wzmiankowałem, nie mówiłem, żem szukał zguby matki jednej z mojego świata. Dziecka , którego nadal nie odnalazłem. Znam ja mocodawców tych, co tutaj ubiliśmy. To ci za porwanie młodzika odpowiadają. Obiecałem, że go odnajdę i bezpiecznie do domu odstawię. Odnaleźć je muszę… I z nim do swego świata powrócić. Ty masz swoje powołanie. I marzenia swoje. 

Logika mi się tutaj rozjechała. Skoro szuka dziecka, to powinien szukać dalej. Gość trochę posiedział w wiosce, wytłukł kilku orków, a teraz się zabiera, jak to miało go przybliżyć do celu?

 

postać historyczną, pierwszą polską studentkę, która w XV wieku w męskim przebraniu podjęła studia na Akademii Krakowskiej, przecierając szlaki dla milionów kobiet.

Podjęła to czynność jednorazowa, przecieranie to raczej proces ciągły, więc przynajmniej moim zdaniem imiesłów tutaj zgrzyta. Jako że nie jestem zawodowym zabójcą imiesłowów, tylko językowym włóczęgą, może ktoś bardziej doświadczony w boju się wypowie?

Z drugiej strony to jest cytat z Radia Zet, więc nie powinienem się czepiać, bo muza przyzwoita, ale czasem jako coś tam palną… laugh

 

Złapał go szybko, pośpiesznie chowając z powrotem pod materiał.

Ale temu imiesłowowi nie daruję! Może prościej: Złapał go i pośpiesznie schował z powrotem pod materiał.

 

usłyszała cichy szept,

Szept by wystarczył

 

bezszelestnie wsunął się w jego własne palce, wracając do prawowitego właściciela.

Rozumiem intencje, ale przy pierwszym czytaniu można odnieść wrażenie, że medalion ożył i równocześnie z wsuwaniem się wracał – czy taki był zamierzony efekt?

 

Cała historia – ciekawa. Medalion wywołał skojarzenia z Wiedźminem. Przeczytałem i ani trochę się nie nudziłem. Szkoda, że nie rozwiązał się wątek poszukiwań dziecka – a może nie byłem uważnym czytelnikiem?

 

Stylizacja – jednocześnie podobało mi się jej użycie i czapki z głów za wysiłek, ale czasem jedno współczesne sformułowanie albo współczesny szyk rozwalał cały efekt. Takich “wpadek” nie było jednak dużo. Poza tym domyślam się, jaka to droga przez mękę, więc jako czytelnik nie narzekam, tylko cieszę się z tych zdań, które się udały, a jest ich mnóstwo!

I zasłużony klik do biblioteki!

Witam!

Nie znałam historii Nawojki – bardzo ciekawa i cieszę się, że się nią podzieliłeś tutaj. Intrygująca kompozycja, zwłaszcza stylizacja na styl starodawny – świetnie się czytało.

 

a dziś w Krakowie, na terenie Parku imienia Henryka Jordana, w słynnej Galerii Wielkich Polaków, uroczyście odsłonięto kolejne popiersie. Tym razem uhonorowano Nawojkę – postać historyczną, pierwszą polską studentkę, która w XV wieku w męskim przebraniu podjęła studia na Akademii Krakowskiej, przecierając szlaki dla milionów kobiet. Przemawiający na uroczystości rektor podkreślił jej niezłomną miłość do nauki. Słuchacie Radia ZET, minęła właśnie trzynasta…

 

Drobna uwaga – nie wiem, czy ten serwis z radio spisywałeś z jakiegoś prawdziwego, czy to był twój wymysł, ale to nie jest styl serwisowy. W radio liczy się czas i kondensacja treści. Nigdy nie powinno się tam używać takich wyrażeń jak “słynna”, ponieważ to wyrażanie opinii, a wyrażanie opinii w serwisie jest sporym błędem, którego się powinno unikać. Imiesłowy również nie wchodzą w grę – jeśli chcesz mieć dobry serwis, wywalasz wszystkie imiesłowy – liczy się czas! To samo się tyczy form bezosobowych. ;)

 

Pozdrawiam!

Drobna uwaga – nie wiem, czy ten serwis z radio spisywałeś z jakiegoś prawdziwego, czy to był twój wymysł, ale to nie jest styl serwisowy. W radio liczy się czas i kondensacja treści. Nigdy nie powinno się tam używać takich wyrażeń jak “słynna”, ponieważ to wyrażanie opinii, a wyrażanie opinii w serwisie jest sporym błędem, którego się powinno unikać. Imiesłowy również nie wchodzą w grę – jeśli chcesz mieć dobry serwis, wywalasz wszystkie imiesłowy – liczy się czas! To samo się tyczy form bezosobowych. ;)

Nie spisywałem z żadnego prawdziwego. Po prostu, na czuja :)

 

Mimo to dzięki @marzan i @Finn za porady. Pozmóżdżałem się i poprawiłem. Mam nadzieję, że teraz wygląda dobrze. Radiowcem nigdy nie byłem, niestety jestem prostym inżynierem. Chociaż pisywalem jedynie felietony :)

 

 

@Marzan!

Miło, że weteran do mnie zawitał. Już śpieszę z odpowiedziami lorowymi:

 

Logika mi się tutaj rozjechała. Skoro szuka dziecka, to powinien szukać dalej. Gość trochę posiedział w wiosce, wytłukł kilku orków, a teraz się zabiera, jak to miało go przybliżyć do celu?

Spadł w kapsule ratunkowej do jeziora, wykaraskał się z niej, akurat spotkał Nawojkę. A wcześniej, w kapsułę ratunkową wskoczył, uciekając ze statku, w którym był przewożony, będąc wcześniej schwytany. Wysłano za nim pościg mniejszym statkiem, i w tymże statku potem gdy go uzyskał od zabitych orków i elfa o skórze czarnej jak sadza(konia z rzędem kto wie cóż to za rasa :)). Stąd fakt, że nie mógł ruszyć dalej i był uziemiony :)

Jeśli uważasz, że warto tą logikę naprawić go on, ale chyba to już zakazane na tym etapie publikacji :)

 

Cała historia – ciekawa. Medalion wywołał skojarzenia z Wiedźminem. Przeczytałem i ani trochę się nie nudziłem. Szkoda, że nie rozwiązał się wątek poszukiwań dziecka – a może nie byłem uważnym czytelnikiem?

 

Stylizacja – jednocześnie podobało mi się jej użycie i czapki z głów za wysiłek, ale czasem jedno współczesne sformułowanie albo współczesny szyk rozwalał cały efekt. Takich “wpadek” nie było jednak dużo. Poza tym domyślam się, jaka to droga przez mękę, więc jako czytelnik nie narzekam, tylko cieszę się z tych zdań, które się udały, a jest ich mnóstwo!

I zasłużony klik do biblioteki!

Bardzo ci dziekuję za odwiedziny i klik. Dużo to dla mnie znaczy. Tak, skojarzenia z wiedźminem trafnie. Pisze wiedźmińskie opowiadania, które uraczysz na moim profilu, każdy zachęca, żebym pisał coś swojego, ja nie potrafię nic innego na ten moment. No ale na konkurs się złamałem i spróbowałem crosovera historycznego:). Uznałem, to co napisalem wyżej – że otworzę sobie pewne drzwi do innego uniwersum, już może mojego, ale zostawie bohatera w którym nadal widzę potencjał :)

 

Teraz technikalia:

 

Rozumiem intencje, ale przy pierwszym czytaniu można odnieść wrażenie, że medalion ożył i równocześnie z wsuwaniem się wracał – czy taki był zamierzony efekt?

Hm. Podoba mi się ten opis. Ale wymyślę jeszcze jak go poprawić:)

 

Pozostałe – poprawione :) 

 

 

 

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

 Radiowcem nigdy nie byłem, niestety jestem prostym inżynierem. Chociaż pisywalem jedynie felietony :)

melendur88 To możesz już się pochwalić nie tylko felietonami ale i zgrabnie zredagowaną informacją dziennikarską. Serwis teraz brzmi bardzo dobrze ;) Gratuluję kolejnego tekstu w bibliotece!

grabnie zredagowaną informacją dziennikarską. Serwis teraz brzmi bardzo dobrze ;) Gratuluję kolejnego tekstu w bibliotece!

To ja dzięki :). No niestety tutaj musiałem przesłuchać sobie z dwóch, trzech serwisów z ZETki i jeszcze raz przeczytać to co napisałem.. Cieszę się, że już jest ok :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

znam Nawojkę z opowiadań dla dzieciwink

bardzo fajnie stylizowany język.

o co chodzi z Winfredem? jest podróżnikiem w czasie czy między światami (czy jego prawdziwe imię to Gerald?). szuka dziecka, nie jest to Nawojka, dlaczego po wiekach wraca do Krakowa? 

mam też kłopot z niekonsekwencją w budowaniu postaci Nawojki. jej początkowa, potężna motywacja zostaje sprowadzona do chęci ponownego spotkania istotą nadprzyrodzoną.

@TheGuru. Dzięki za odwiedziny i ocenę warsztatu.

 

o co chodzi z Winfredem? jest podróżnikiem w czasie czy między światami (czy jego prawdziwe imię to Gerald?). szuka dziecka, nie jest to Nawojka, dlaczego po wiekach wraca do Krakowa? 

Nie jest to Gerald(t). Zapraszam do moich opek :). W zamyśle “Winfred” w tej opce jest podróżnikiem w czasoprzestrzeni, a jak zapewne wiesz, czas to nie jedyny wymiar tych podróży :) Więc kosmos a czas to pojęcia nierozerwalnie połączone. 

mam też kłopot z niekonsekwencją w budowaniu postaci Nawojki. jej początkowa, potężna motywacja zostaje sprowadzona do chęci ponownego spotkania istotą nadprzyrodzoną.

Mógłbyś bardziej wyjaśnić? Akurat tu nie ma jakiejś niestworzonej historii. Starsza kobieta opowiada na łożu śmierci niezwykła historię o przybyszu z gwiazd w którym się zauroczyła i zwyczajnie wspomina swoją piękną, z jej perspektywy, wspomnienie z młodości. Raczej jasno jest to dość mocno zarysowane, no chyba, że coś innego oczekiwałeś :) 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Nie jest to Gerald(t)

zmylił mnie wojownik z mieczem walczący z potworami wink ale teraz widzę tag #Wiedźmin

czy to podróżnik w czasie czy między światami?

Mógłbyś bardziej wyjaśnić?

Nawojka chce się uczyć, zainspirowana ojcem, a później piszesz, że tą motywacją była chęć ponownego spotkania z podróżnikiem.

Aż takie wrażenie na nim zrobiła, że po 600 latach obserwuje jej pomnik… 

 

 

Podążaj za białym królikiem.

czy to podróżnik w czasie czy między światami?

Fizyka nie wyklucza ani jednego ani drugiego ;) W kosmosie czas to mocno względne pojęcie.

 

Nawojka chce się uczyć, zainspirowana ojcem, a później piszesz, że tą motywacją była chęć ponownego spotkania z podróżnikiem.

Tak i tutaj z goda. Ja chciałem jej dodać po prostu zwykły, ludzki wymiar. 

 

@Marszawo, ukłony i witam szanowne jury :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Fizyka nie wyklucza ani jednego ani drugiego

powiem więcej, ewolucja na innych światach na pewno przebiega inaczej więc zabijane potwory mogą być uznanymi poetami tamtych światów, szukającymi inspiracji w awanturach na innych światach…

powiem więcej, ewolucja na innych światach na pewno przebiega inaczej więc zabijane potwory mogą być uznanymi poetami tamtych światów, szukającymi inspiracji w awanturach na innych światach…

 

Polałbym ci, gdybym mógł ;) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Ha! Wiedziałem, że jest jeszcze jedna wieża. Teraz mam na to dowód czarno na białym. 

Wszak Winfred nie przybył ani z wieży mewy (ta wychodzi na pustynię), ani wieży jaskółki (ta prowadzi do Anglii). Zatem co to za wieża, która wychodzi pod Poznaniem, Melendurzewink

 

Bardzo fajnie się czytało – przyłączam się do głosów doceniających tę dawną stylizację językową. Tekst ma swój klimat i czyta się gładko.


Natknąłem się tylko na jedno drobne powtórzenie:

Gdym dzieckiem jeszcze była, dom nam tu z nadania dano, a jemu urząd bakałarza powierzono

 

 

No tośmy sobie, ..., polatali!

Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)

Wszak Winfred nie przybył ani z wieży mewy (ta wychodzi na pustynię), ani wieży jaskółki (ta prowadzi do Anglii). Zatem co to za wieża, która wychodzi pod Poznaniem, Melendurzewink

Hm…Odnoszę wrażenie, że mówisz do mnie szyfrem :P (zwracam uwagę na boldy i Poznań :P)

 

Doceniam, że sprawnie czytasz gdzie otwieram drzwi :) Tak, coś podobnego może zastosuje, ale … kto wie czy to będzie wieża czy też coś bardziej sci-fi to sie zobaczy, ale chyba karoca jest wskazaniem w co pójdę:) (a raczej co na tą chwilę mi chodzi po głowie )

 

 

Gdym dzieckiem jeszcze była, dom nam tu z nadania dano, a jemu urząd bakałarza powierzono

Poprawione :) 

Przeczytałem. Powodzenia w konkursie. :)

 

Ukłony Koalo :) Dziękuję żeś zawitał :)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hej. 

Fajnie, że wybrałeś opowiedzenie historii, przybliżającej ważną postać. W tego typu historiach przoduje bruce, ale i Tobie nieźle wyszło. Stylizacja językowa dość udana, choć raczej nie nazwałbym jej parodią, tylko kompromisem pomiędzy językiem współczesnym, a tym jak się drzewiej mówiło, którego celem jest napisanie tekstu zrozumiałego dla czytelnika.

Zaserwowałeś jako dodatki do historii Nawojki motywy fantastyczne rodem z science-fantasy. Mroczny elf i orki to jednak jakiś dziwny miks jest. W pewnym momencie podejrzewałem, że robisz tutaj nawiązania do WH40k – przez wzmiankę o poszukiwaniu zaginionego syna, co wpasowywałoby się w poszukiwania utraconych synów przez Imperatora :) 

Sama historia jest prosta i – choć dobrze napisana – nie porwała. Romantasy plus science-fantasy plus multiversum jakieś to jednak dla mnie dość ciężkostrawny kawałek, zazwyczaj od niego stronię, a gdy jakieś wpadnie w moje ręce to rzadko bywam zadowolony po lekturze. No i w przypadku Twojego opowiadania nic się nie zmieniło – doceniam niezły warsztat, doceniam pomysł wejściowy, ale fabularnie – nie będę Ci ściemniał, powiem wprost – się trochu wynudziłem. Gdybyś to przeciągnął o jeszcze kilka tysięcy znaków, to pewnie bym odpadł. Niemniej jednak bibliotekę kliknął bym z powodów obiektywnych, o których wspomniałem wcześniej. 

Pozdrawiam serdecznie 

Q

 

PS. Masz też w tekście sporo zaimków osobowych, które w obranej stylizacji nie zgrzytają, a jednak i tak moim zdaniem dałeś tego trochu zbyt wiele. Masz tam też po drodze kilka niezgrabnosci językowych, jak na przykład: od razu pojął w lot. Toż to pleonazm, melendurze :) I co ciekawe, jak wpiszesz te frazę w google, to ichnie AI wypluwa wynik, dotyczący Twojego opowiadania:D

Known some call is air am

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

PS. Masz też w tekście sporo zaimków osobowych, które w obranej stylizacji nie zgrzytają, a jednak i tak moim zdaniem dałeś tego trochu zbyt wiele. Masz tam też po drodze kilka niezgrabnosci językowych, jak na przykład: od razu pojął w lot. Toż to pleonazm, melendurze :) I co ciekawe, jak wpiszesz te frazę w google, to ichnie AI wypluwa wynik, dotyczący Twojego opowiadania:D

No jeszcze się uczę z tymi zaimkami. Staram się je usuwać, ale nie zawsze da radę :)(w sensie cięzko mi jeszcze coś innego wymyślić) Wezmę jak najbardziej tę uwagę do siebie i postaram sięw nastepnych opko to eliminować.

 

Zaserwowałeś jako dodatki do historii Nawojki motywy fantastyczne rodem z science-fantasy. Mroczny elf i orki to jednak jakiś dziwny miks jest. W pewnym momencie podejrzewałem, że robisz tutaj nawiązania do WH40k – przez wzmiankę o poszukiwaniu zaginionego syna, co wpasowywałoby się w poszukiwania utraconych synów przez Imperatora :) 

Hm… Sam jeszcze nie wiem, do czego nawiązanie, ale może być i do D&D (drow) ale także i mrocznych elfów z WH40K:)

Toż to pleonazm, melendurze :) I co ciekawe, jak wpiszesz te frazę w google, to ichnie AI wypluwa wynik, dotyczący Twojego opowiadania:D

Poprawiłem, faktycznie masło maślane. NIedoróbka, bo tutaj nie mogłem sie zdecydować czy iść od od razu pojął, czy pojął w lot. Dzięki za wychwycenie. 

 

No używałem tego, to dość częste określenie. Mi gugiel AI nic takiego nie pokazał :)Niezbadane są algorytmy Google.

 

Dzięki Outta za wizytę :) Rozumiem całkowicie, każdy ma swoje preferencje więc tym bardziej jestem ci ogromnie wdzięczny za wizytę :) Ja osobiście lubię miksowanie różnych koncepcji, żeby zobaczyć co z tego wyjdzie. Tak, historia jest prosta. Taka miała właśnie być :)

 

Stylizacja językowa dość udana, choć raczej nie nazwałbym jej parodią, tylko kompromisem pomiędzy językiem współczesnym, a tym jak się drzewiej mówiło, którego celem jest napisanie tekstu zrozumiałego dla czytelnika.

Tak, właśnie do tego chcę dążyć. Nie chcę iść w pełną stylizację, o czym zresztą już dyskutowałem z @OldGuard i @Galicyjskim, tylko właśnie w takowy kompromis. Dziękuję za tą uwagę bo mam podobne zdanie :) 

 

@HollyHell91 , witam czarnego smoka z Jury :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Melendurze, pomysł, aby do historii Nawojki dodać kosmitę, uważam za dość ryzykowny, ale skoro tak sobie to wymyśliłeś, przyjmuję opowiadanie z całym dobrodziejstwem inwentarza, niemniej pozostaję z niejasnym wrażeniem, że inspiracją do napisania „Z miłości do nauki” była Nawojka, a nie „Zawieszenie”.

Mimo wszystko czytało się nieźle, choć wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

Po­wa­lił świń­skie, zie­lo­ne gęby, po­sy­ła­jąc ich na twar­dy lód… → Gęby są rodzaju żeńskiego, więc: Po­wa­lił świń­skie, zie­lo­ne gęby, po­sy­ła­jąc je na twar­dy lód

 

ten o czar­nej skó­rze był ry­chły i prze­bie­gły. → Czy na pewno był rychły? A może raczej: …ten o czar­nej skó­rze był szparki prze­bie­gły.

Sprawdź znaczenie słów rychłyszparki.

 

Ciął Win­fre­da w bark, aż ten z za­chwia­niem na jedno ko­la­no padł. → Raczej: Ciął Win­fre­da w bark, aż ten za­chwia­ł się i padł na ko­la­no.

 

Dziec­ka , któ­re­go nadal nie od­na­la­złem. → Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

za po­rwa­nie mło­dzi­ka od­po­wia­da­ją. Obie­ca­łem, że go od­naj­dę i bez­piecz­nie do domu od­sta­wię. Od­na­leźć je muszę… → Młodzik jest rodzaju męskiego, więc w ostatnim zdaniu: Od­na­leźć go muszę

 

Wspar­łam się na pal­cach i sama wargi swe do ust jego przy­war­łam. → A może: Wspięłam się na pal­ce i wargi swemi do ust jego przy­war­łam.

 

W kra­kow­skim Parku Jor­da­na od­sło­nię­to dziś po­pier­sie Na­woj­ki. → Skoro to początek wypowiedzi napisany wielką literą, wielokropek jest zbędny.

 

Zła­pał go i po­śpiesz­nie scho­wał z po­wro­tem pod ma­te­riał. → A może: Zła­pał go i po­śpiesz­nie scho­wał z po­wro­tem pod ubranie.

 

Potem za­darł głowę do góry. → Masło maślane – czy można zadrzeć coś do dołu?

Proponuję: Potem zadarł głowę. Lub: Potem spojrzał w górę.

 

– Eh, Znowu – wes­tchnął z cięż­ką re­zy­gna­cją… → Dlaczego wielka litera?

Proponuję: – Eh, znowuzrezygnowany wes­tchnął cięż­ko

 

A w progu męż­czy­zna sta­nął. Wy­so­ki, w dziw­ną skórz­nię odzia­ny… → Mniemam, Melendurze, że miałeś na myśli skórzaną kurtkę mężczyzny, a to niewłaściwe określenie, bo w dawnych czasach mianem skórznie/skórzeń, określano buty/ skórzane spodnie.

Proponuję drugie zdanie: Wy­so­ki, w dziw­ny skórz­any kubrak odzia­ny

 

a stru­dzo­ne, de­men­cją tra­wio­ne kości… → Demencja jest chorobą mózgu, nie kości.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Reg!

 

Jak zwykle czekałem na twój komentarz. Jak zwykle się ucieszyłem. Za każdym razem myślę, czy w końcu mi się uda dobrze mi się w pełni napisać opkę bez błędów, ale ciągle nie nadchodzi ten moment :)

Ponownie chylę czoła dla twej chęci pomocy i tego że angażuje czas żeby takie rzeczy mi jeszcze znaleść.

 

Większość poprawiłem, tylko gdzieniegdzie zdecydowałem się na alternatywne opcje np tu:

 

szparki przebiegły

Dałem “szybki i przebiegły”. 

niemniej pozostaję z niejasnym wrażeniem, że inspiracją do napisania „Z miłości do nauki” była Nawojka, a nie „Zawieszenie”.

Już śpieszę z odpowiedzią. Akurat to jeziorko mi przypadło do gustu. Od razu przed oczyma miałem spadającą gwiazdę:) Ze spadającej gwiazdy, pod wpływem styczniowego seansu najnowszego “Predatora”, miałem w głowie właśnie upadek jakiegoś obcego. ZIma – krew na śniegu. Więc miałem jakieś starcie. Następnie znowu w głowie jezioro – jakaś nostalgia. Mimowolnie mi się skojarzyło z jakąś młodą dziewczyną. No ale nie czułem się na siłach pisać jakiegoś sci-fi. Więc myślałem, w czym mi w miarę wychodzi opowiadanie historii – jakoś tak od nitki do kłębka wyszła ta Nawojka. Mam nadzieję, że w dość pokrętny, ale chyba logiczny (tak mi się wydaje przynajmniej) sposób, doszedłem do meritum :)

 

Jeszcze raz dziękuję za pochylenie się nad tekstem i komentarz!

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Melendurze, niezwykle miło być oczekiwaną, zwłaszcza kiedy Autor wyznaje, że moja wizyta Go ucieszyła. :)

Bardzo dziękuję za wyjaśnienia. Wiem, że zdecydowanie lepiej czujesz się w klimatach lat dawno minionych, więc rozumiem, że mylne było moje wrażenie i teraz wiem, że inspiracją był obraz, a Nawojka pojawiła się potem.

 

Za każdym razem myślę, czy w końcu mi się uda dobrze mi się w pełni napisać opkę bez błędów, ale ciągle nie nadchodzi ten moment :)

Melendurze, a może spróbuj przestać pisać „opki”, a zacznij opowiadania/ opka. Pamiętaj, że opowiadanie/ opko jest rodzaju nijakiego, nie żeńskiego. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Serwus,

Fajne i pomysłowe opowiadanie. Super, że wplotłeś realną postać w historię SF – do tego (a jakże inaczej) o wiedźminie.

Pozdrawiam i symbolicznie klikam.

Hejka!

Konsekwentna stylizacja językowa i bogate słownictwo, momentami trochę obciąża całość i spowalnia czytanie, ale mimo to po prostu chapeau bas!

 O ile postać Nawojki fenomenalnie opisana, tak mam zastrzeżenia do Przybysza, bo jest bardziej tajemnicą niż bohaterem, niewiele o nim wiemy. Z jednej strony to buduje klimat, z drugiej trochę ogranicza emocjonalną głębię. Cały romans jest bardzo przyspieszony, ale rozumiem, bo w krótkiej formie ciężko to inaczej przedstawić.

Ogólnie bardzo klimatyczne i pomysłowe opowiadanie.

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

@RobertRaks ;)

 

Dzięki, że wpadłeś, jak zwykle można na ciebie liczyć :)

 

@betweenthelines – Tobie również podziękowania. Co do przybysza – taki był w sumie plan, żeby był tajemniczy, chociaż ci co znają moje wcześniejsze wiedźminowe opki, twierdzą, że to poprzedni bohater. Może? A może nie zdecydowałem :) 

Tak, romans jest przyśpieszony. Myślałem nad ciut dłuższą formą, ale sam tekst mocno mnie wymęczył i nie było siły na więcej :( Ale mimo to dziękuje za ciepłe słowa :) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hej,

Stylizacja językowa z jednej strony budzi podziw, a z drugiej utrudnia w moim przypadku czytanie. Nigdy nie byłem fanem tego typu literatury. Nawet Sapkowski mi trochę nie podszedł. Historia za to ma klimat i wciąga. Jest plastycznie opisana i oryginalna. No i według mnie da się ją kupić. Nowatorskie rozwiązania często się nie kleją, dlatego sam czasem wolę ograć kliszę.

Powołałem się na Sapkowskiego, więc dodam też, że nie kupuję jego lekkości (Czytałem tylko “Ostatnie Życzenie”) ten tekst jest cięższy i to jest dla mnie na plus.

Tatko mój magistrem krakowskiej Akademii był niegdyś. Gdym dzieckiem jeszcze była, dom nam tu z nadania przeznaczono, a jemu urząd bakałarza powierzono, by tutejszą szkółkę parafialną w pieczy swej trzymał.

 

Heh, to mi się zupełnie nie spina.

Po pierwsze: Jakiej krakowskiej akademii?

Wiem, że jesteś historykiem i pewnie znasz te sprawy lepiej ode mnie, ale dla mnie, laika, ledwo jedynie historią zainteresowanego, wygląda to jednak na ewidentny babol.

 

Po pierwsze – uniwersytet nie był w Krakowie. Był w Kazimierzu.

 

Wiem, teraz to dzielnica Krakowa, ale wtedy było to zupełnie osobne, oddzielne miasto.

 

Po drugie – stworzony w Kazimierzu Uniwersytet od 1364 do 1370 owszem prężnie funkcjonował, ale wraz ze śmiercią króla Kazimierza i przejęciem władzy przez Andegawenów popadł w tarapaty finansowe – w odróżnieniu od np. tego w Pradze, nie zapewniono mu stabilnego finansowania i nie był w stanie utrzymać kadry. Zdobycie wtedy stopnia magisterskiego stało się praktycznie niemożliwe. Problemem też był brak wydziału teologicznego, co bardzo obniżało rangę placówki.

Oficjalna restytucja nastąpiła w roku 1400 (trzy lata wcześniej udało się wreszcie wprowadzić wydział teologiczny).

 

Więc ojciec bohaterki musiałby akurat pobierać nauki przez te 6 lat (1364-70) – małoprawdopodobne ale możliwe.

Dużo mniej prawdopodobne jest by magister zadowolił się "szkółką parafialną".

Popraw mnie, jeśli się mylę, ale z tego co czytałem o epoce, różnica między bakałarzem a magistrem była wówczas olbrzymia – owszem, dziś wydaje się, że to trochę tak jak między licencjatem/inżynierem (bakałarz uczył się około 3 lata na uniwersytecie), a magistrem (w tamtych czasach wymagało to dodatkowych 2-3 lat – więc w sumie 5/6 lat jak i dziś) – ale pozycja magistra raczej przypominała dzisiejszego doktora (a nawet profesora) niż współczesnego magistra.

Człowiek z tytułem magistra szukałby dużo lepszej pracy niż rektora szkoły parafialnej – najpewniej gdzieś w kościele (np. jako sekretarz biskupa, kanonik, proboszcz) może w kancelarii królewskiej lub jakiegoś książęcego dworu, ewentualnie miejskiej itp. – szkoła parafialna byłaby bardzo dużym "downgrade" dla takiej osoby. Tym bardziej, że z poniższego (jeszcze to rozwinę) – musiał być stanu rycerskiego.

 

 

Pojmował, że dla kobiet sprawiedliwości w nim zgoła nie ma. Brat mój na zamku służył, za giermka u syna dziedzica.

 

Dziedzica zamku jak rozumiem :)

Bo jeśli masz na myśli “dziedzica” w rozumieniu “pana dziedzica”, czyli właściciela ziemskiego to lekki anachronizm, bo ugruntowało się ono dopiero gdzieś w wieku siedemnastym.

Ale wazniejsze jest tu – że służył za giermka – a giermkiem mógł być tylko człek stanu rycerskiego – co włącznie z tytułem Magistra – robiło z ojca Nawojki szychę, która raczej by się nie zadowoliła byle szkołą parafialną.

Popraw mnie, jeśli moje rozumienie jest to błędne.

 

 

w lód jeziora mojego uderzyła

 

To ona miała własne jezioro? To chyba jednak nie doceniłem pisząc, że ojciec był szychą, musiał być możnowładcą, skoro mógł podarować córce jezioro ;-)

 

Często sygnalizujesz, że Nawojka w roku 1420 była stara… I to kolejna rzecz, która mi się nie spina.

Bo skoro studiowała gdzieś w latach 1400-1420 – to najpewniej w roku 1420 mogła mieć trzydzieści kilka lat.

Owszem, średnia wieku w średniowieczu była bardzo niska, ale to nie oznaczało, że osoba trzydziestokilkuletnia była stara. Średnia ta wynikała głównie z dużej śmiertelności niemowląt i dzieci, a także kobiet w połogu (stąd wielu wdowców) i mężczyzn podczas konfliktów militarnych (stąd wiele wdów) – Nawojka w klasztorze mogła dożyć nawet i osiemdziesiątki, z pewnością były tam starsze od niej siostry, więc nie myślałaby o sobie, jako o starej, a już na pewno nie bredziłaby, że ją pamięć zawodzi, bo na to musiałaby mieć co najmniej pięćdziesiątkę.

To, że ludzie po trzydziestce byli “sędziwi” to bzdurne przeświadczenie naszych czasów. Czytałem nie tak dawno artykuł, wspierający się analizą wykopalisk, z którego wynikało, że jeśli chodzi o stan uzębienia to też mamy błędne wyobrażenia o średniowieczu (rozpowszechniony pogląd, że wszyscy mieli zepsute zęby i tracili je do trzydziestki jest po prostu mitem).

 

Pierwsza polska studentka w piętnastym wieku w męskim przebraniu rozpoczęła naukę na Akademii Krakowskiej. Otworzyła w ten sposób kobietom drogę do wyższej edukacji

 

Nie wiem, czy ten fragment wymyśliłeś, czy rzeczywiście gdzieś podsłuchałeś w radiu, jeśli to drugie – to błąd / nadurzycie redaktora.

Nawojka to owszem piękna legenda, możliwe, że rzeczywiście istniała naprawdę, ale niczego nikomu nie otworzyła.

Kobiety na UJ mogły studiować dopiero w dwudziestym wieku (no dobra, sprawdziłem dokładnie – od 1894 roku, pomyliłem się o sześć lat).

Opowiedziana przez Ciebie historia ma jeszcze troszkę pomniejszych potknięć i nieścisłości – nie czytałem poprzednich komentarzy, ale widzę, że już była tu niezrównana @regulatorzy i parę innych osób, które z pewnością zrobiły dokładną łapankę.

 

Mimo wszystko utwór posiada też sporo plusów:

– ma czytelną strukturę – mamy narrację Nawojki na łożu śmierci, skok do współczesności widzianej z perspektywy przybysza, perspektywę młodej zakonnicy i epilog

– fajne jest wykorzystanie tych planów czasowych (przynajmniej trzech, a może nawet czterech – uwzględniając czasy kazimiersko-krakowskie)

– konsekwentnie i spójnie utrzymany motyw przewodni “legendy, która żyje dalej”

 

Zawsze lubię takie odświeżenia legend. Sam po nie często sięgam (choć częściej – po baśnie).

 

To, co jest słabością tekstu to zjawisko kulinarne typu “zbyt dużo grzybów w barszcz”.

Mamy tu alienów, orków, mroczne elfy (czy cokolwiek to jest), katastrofę statku kosmicznego, wieloświaty, międzywymiarowe podróże – a przy tym jeszcze zakazany romans zderzony z średniowieczną mentalnością (nieco naiwnie), przez co historia zamiast spokojnie narastać, momentami wręcz przypomina ciąg kolejnych pomysłów fabularnych, nanizanych na cienką nić fabuły, niczym koraliki – a nie organiczną całość.

Z kolei punkt kulminacyjny (walka i rozstanie) jest przewidywalny i schematyczny.

 

Mimo wszystko – brawa za ambicję. Bo kompozycja jest ambitna, pomysł ciekawy (trochę gorzej z realizacją), trochę zabrakło dyscypliny, ale za sam rozmach w stosunkowo krótkim tekście – należą się słowa podziwu.

Także język zdecydowanie na plus – stylizacja na staropolszczyznę nie wydaje się jej karykaturą, jest spójna i konsekwentna, archaizmy konsekwentnie budują wrażenie “dawności” – i poza tym, Twoja obawa wyrażona w przedmowie, co do tego jak sobie poradzisz z narracją pierwszoosobową – jest przesadzona – całkiem dobrze Ci to wychodzi, a poza tym takie podejście buduje zarówno intymność, jak i sprawia, że bardziej nam zależy na Nawojce, jak i wzmaga legendowy ton całości.

 

Podoba mi się też ogólny schemat rozwoju postaci (ciekawość –> fascynacja → emocjonalne przywiązanie → decyzja o zmianie życia) – choć trochę ujmujesz Nawojce sprawczości w ten sposób. Bo ta historyjka zdaje się mówić, że kobieta nie może zapałać ot tak miłością do nauki – musi być najpierw jakiś mężczyzna, który będzie tego powodem :)

 

Postaci w taki niewielkiej objętości nie mógłbyś należycie rozwinąć – więc cóż, robią to co robią, kiedy trzeba i jak trzeba – spełniając usługową funkcję względem fabuły. I ok, też tak być może, bo fabuła dzięki temu gna do przodu.

 

Cenny jest sam pomysł reinterpretacji legendy Nawojki i próba połączenia tego historycznego mitu z narracją spekulatywną.

 

Tak więc – całość – jest bardzo ambitna (przede wszystkim koncepcyjnie i kompozycyjnie – co do tego drugiego jesteś bardzo konsekwentny i chwała Ci za to), stylistycznie sprawna, jednak nieco przeładowana i nierówna.

 

Myślę więc, że tekst mimo wymienionych wyżej niedoskonałości, jest całkiem wartościową próbą ponownego opowiedzenia legendy Nawojki.

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Po pierwsze – uniwersytet nie był w Krakowie. Był w Kazimierzu.

Pierwotna oficjalna nazwa uczelni brzmiała Universitas studii generalis Cracoviensis, Masz racje, że był zlokalizowany na Kazimierzu, ale Collegium Maius który był głowną salą wykładową, wiesz doskonale, gdzie są znajduje. Kazimierz Wielki chciał ją tam ulokowac, ale poczatkowo funkcjonowały na Wawelu. Nie doszło to jednak do skutku, bo Kazek umarł, a potem Jagiellonowie już zrobili to w pełni w Krakowie.

 

Wiem, że jesteś historykiem i

Z wykształcenia, co pisałem w komentarzu na SB(i zakładam to cie striggerowało do zaglądniecia tutaj :P). Ale poszedłem na historię bo lubiłem fantasy, wiedźmina i późne średniowiecze. Z zawodu robie w it ;)

Więc ojciec bohaterki musiałby akurat pobierać nauki przez te 6 lat (1364-70) – małoprawdopodobne ale możliwe.

Prawdopodobnie(z naciskiem na to słowo, które napisałeś). Ja wypełniam te lukę :)

Jak coś jest prawdopodobnie, to prawdopobonie, nawet jeżeli mało to taka możliwość jest.

 

Bo jeśli masz na myśli “dziedzica” w rozumieniu “pana dziedzica”, czyli właściciela ziemskiego to lekki anachronizm, bo ugruntowało się ono dopiero gdzieś w wieku siedemnastym.

Tak, ale jak wspominałem, mniej więcej zdecydowałem, że będę szedł w XIX-wiecznym słowictwie. Słownictwo z tego okresu mogłoby być nierozrozumiałe.

 

To ona miała własne jezioro? To chyba jednak nie doceniłem pisząc, że ojciec był szychą, musiał być możnowładcą, skoro mógł podarować córce jezioro ;-)

Mojego, czyli jej, ukochanego. Czepiasz tutaj się trochę :P No ale dobrze, zmienię na “mojego, ukochanego” :P

 

Kwestia dat i wieku…

 

Daty. Akcja się dzieje wstępnie jak jest młoda – 1420. Jak jest na łożu śmierci, celowo jej nie podałem, bo w sumie nie wiedziałem (nie mogłem) się zdecydować czy podawać czy nie. Trochę tutaj wzorem Sapkowskiego, stwierdziłem, że wkurzę resztę i zrobię miszmasz. A 1420 uznałem, że wezmę bo tak wyliczyłem na podstawie tego co wskazywały niektóre źródła.

Szczerze mówiąc, nie chciało mi się zmódżać aż tak i po prostu sprawdzałem te źródła które podane były w wikipedii. A skoro Profesor Dudek ostatnio mówił , że ostatnio część młodszych historyków zaczęło w Polsce sprawdzać te treści i edytować, uznałem, że mogę z nich korzystać, by się nie bawić w czytanie książek, jak za czasów studiów. 

Wiem, pewnie mój profesor ze średniowiecza (którego notabene nie lubiłem, bo kazał mi na zaliczenie robić referat “Wpływ rządów Olafa Skotkonunga i stratyfikacja społeczeństwa w tym okresie”, to zapewne by mnie powiesił za cojones.

 

Nie mniej, 30 lat kobieta w średniowieczu to już byla gruba siła wieku i naprawdę można było uzunać, że miała grubego farta. Ale i tak tutaj, w moim zamyślę raczej była sędziwa, koło 50-60. Celowo nie podawałem daty, ale działo sie to wiele lat potem. Jak uważasz, że powinienem, to dodam :)

 

Ale i tak ten tekst mnie mocno wymęczył, bo chciałem wyjść z wiedźmińskich opek. 

 

Z kolei punkt kulminacyjny (walka i rozstanie) jest przewidywalny i schematyczny.

No… taki mial być :) Ja robie i chce pisać proste przygodówki :)

Przynajmniej na tym etapie :)

 

Pierwsza polska studentka w piętnastym wieku w męskim przebraniu rozpoczęła naukę na Akademii Krakowskiej. Otworzyła w ten sposób kobietom drogę do wyższej edukacji

Wymyśliłem, sugerowałem się radami @Finn Katery i tym, że dziennikarze często kłamią i nie dopowiadają.

 

 

Choć wielu giermków to młodzi mężczyźni, którzy ostatecznie zostali pasowani na rycerzy, inni mieli zbyt niską rangę, by zostać rycerzami. Ci giermkowie często nadal posiadali majątek ziemski . Niektórzy giermkowie, którzy nadawali się do pasowania na rycerzy, pozostali giermkami, co doprowadziło do powstania dwóch klas giermków posiadających ziemię. Trzecią klasę giermków stanowili giermkowie ze względu na zatrudnienie, a ich pan zapewniał im ekwipunek wojskowy. Wszystkie trzy klasy zostały oficjalnie uznane przez prawo podatkowe z 1379 roku .

 

Source : https://en.wikipedia.org/wiki/Squire (angielskim było wiecej napisane)

 

Człowiek z tytułem magistra szukałby dużo lepszej pracy niż rektora szkoły parafialnej – najpewniej gdzieś w kościele (np. jako sekretarz biskupa, kanonik, proboszcz) może w kancelarii królewskiej lub jakiegoś książęcego dworu, ewentualnie miejskiej itp. – szkoła parafialna byłaby bardzo dużym "downgrade" dla takiej osoby. Tym bardziej, że z poniższego (jeszcze to rozwinę) – musiał być stanu rycerskiego.

 

W kilku podaniach i legendach ojciec był rektorem szkółki parafialnej z tytułem magistra. A to raczej obstawiam w tamtych czasach mógł zdobyć tylko i wyłącznie w na Akademii Krakowskiej, Praskiej ew, gdzieś na zachodzie. Uznałem, że pójdę za tą legendą, zwłaszcza, że to nie powieść historyczna, a opowiadanie fantasy, a raczej crossover historyczny z elementami science-fantasy :) Tak wiem, pokręcone, ale taką miałem fantazję :)

 

Także język zdecydowanie na plus – stylizacja na staropolszczyznę nie wydaje się jej karykaturą, jest spójna i konsekwentna, archaizmy konsekwentnie budują wrażenie “dawności” – i poza tym, Twoja obawa wyrażona w przedmowie, co do tego jak sobie poradzisz z narracją pierwszoosobową – jest przesadzona – całkiem dobrze Ci to wychodzi, a poza tym takie podejście buduje zarówno intymność, jak i sprawia, że bardziej nam zależy na Nawojce, jak i wzmaga legendowy ton całości.

Dzięki.

 

Ogółem ten tekst mnie wykończył niesamowicie. Nie wiem czy kiedykolwiek wrócę do czegoś podobnego jak narracja z pierwszej osoby dodatkowo z punktu kobiety, dodatkowo starszej. Miałem ogromny problem wejść w tą immersją i strasznie się cykałem co z tego wyjdzie. Dodatkowo robiłem trochę coś wbrew samemu sobie, ale uznałem, po namowach innych, słusznie z reszta, że trzeba próbować wychodzić ze swej strefy komfortu. A że, zawsze to w życiu robiłem, to czemu nie robić tego też tutaj ?

 

Dzięki ci ogromne za pojawienie się – pomogą mi lepiej niektóre rzeczy robić w przyszłości, zwłaszcza – te krytyczne.

Cholernie miło sie, że się pojawiłeś Jim i jak w końcu mamy okazję na większą interakcję to :

– W planach mam przeczytanie książki (kupiłem– własnie sobie przypomniałem, że trzeba opłacić zamówienie :D)

– Chylę czoła za każdy twój obszerny komentarz, który równie dobrze mógłby być esejm czy pelnoprawną recenzją tekstu. Sam czasem robiłem takowe na wattpadzie, bo nie lubiłem zdawkowych komentarzy. Nie zawsze mam na to też czas i energię i takowe zrobilem obecnie w liczbie dwóch, w tym Powyższej Finn, za jedną powieść :) Ty niemniej jestem podwrażeniem twojej ogólnej wiedzy i chęci pochylenia się , zwłaszcza, nad moim tekstem.

 

I give you thanks, it was honor to respond you :)

 

 

 

 

P.S zastrzegam sobie jeszcze na dopowiedzenie czegoś w nastepnych, jak coś pominąłem :) 

 

P.S2.

 

(nie masz za złe, za tych spadochroniarzy?:P)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Z wykształcenia, co pisałem w komentarzu na SB(i zakładam to cie striggerowało do zaglądniecia tutaj :P). Ale poszedłem na historię bo lubiłem fantasy, wiedźmina i późne średniowiecze. Z zawodu robie w it ;)

 

O dziwo strigerowało mnie co innego – Twój komentarz pod innym opowiadaniem, gdzie się krygowałeś, że nie umiesz pisać w odróżnieniu od… – więc wpadłem sprawdzić, czy jesteś rzeczywiście taki zły jak sądzisz :) Choć i tak chciałem tu wpaść – bo czytam teksty z obrazowego konkursu z dużym zainteresowaniem – jeśli czas pozwoli chciałbym kiedyś przeczytać wszystkie. Zresztą sam chciałem w tym konkursie wziąć udział, ale z różnych względów (głównie z braku czasu) – tekst napisany do połowy musiałem chwilowo porzucić (ale pewnie go dokończę… za rok :D – i tu wrzucę).

 

Ale masz rację – to, że jesteś historykiem z wykształcenia pamiętam z naszej dyskusji :)

 

Ja jeśli chodzi o historię jestem zupełnym “lajkonikiem” (jak już jesteśmy w Krakowie) – ale ogólnie mnie historia zawsze interesowała, jako siedemnaste z moich zainteresowań.

 

Z tym jeziorem – może i troszkę racji, że się czepiam, a może jednak nie do końca – bo wiesz, u mnie to wywołało niezamierzony efekt komiczny w czasie czytania, jeśli byś to dookreślił “mojego ulubionego” zamiast “mojego” to bym się nie czepiał, bo bym nie miał czego :)

 

“Daty. Akcja się dzieje wstępnie jak jest młoda – 1420. Jak jest na łożu śmierci, celowo jej nie podałem, bo w sumie nie wiedziałem (nie mogłem) się zdecydować czy podawać czy nie. Trochę tutaj wzorem Sapkowskiego, stwierdziłem, że wkurzę resztę i zrobię miszmasz. A 1420 uznałem, że wezmę bo tak wyliczyłem na podstawie tego co wskazywały niektóre źródła.”

 

 

No ale zaraz zaraz – coś tu kręcisz, panie dzieju. Bo tę datę, bardzo wyraźnie stawiasz na samym początku utworu i ona sugeruje, że to wtedy bohaterka opowiada Alutce coś co wydarzyło się wcześniej.

Żeby czytelnik odebrał to tak jak chcesz (jeśli tym razem dobrze zrozumiałem Twoją intencję) – że opowieść działa się około 1420 (co jak najbardziej jest uprawnione, z tego linku do wikipedii, który wkleiłeś, wynika, że to ostatni rok, w którym to mogło mieć miejsce) – to wpleść powinieneś to w spowiedź, którą Nawojka szepce Alutce – czyli nie tak, jak to zrobiłeś:

 

Anno Domini 1420

 

Wiesz, Alutko, czemu w gwiazdy tak często patrzę?”

 

 

A raczej coś w stylu: “Pewnej nocy głuchej, roku pańskiego tysiąc czterysta osiemnastego, gdym osiemnaście wiosen miała, błysk niebo rozdarł.”

(bo wiemy z legendy, że jej się udało przez dwa lata udawać, więc musiał to być rok osiemnasty lub siedemnasty – w zależności od tego, jak długo się na ten uniwersytet zbierała)

 

 

Source : https://en.wikipedia.org/wiki/Squire (angielskim było wiecej napisane)

 

 

Możliwe, że masz tu rację – mam jednak wątpliwość, może ktoś bardziej “siedzący” w średniowieczu ją roztrzygnie. Nie jestem po prostu pewien, czy nasze zwyczaje i zwyczaje angielskie można 1:1 porównywać, bo o ile się nie mylę, my prawa dotyczące rycerzy kopiowaliśmy od Niemców, dostosowując je nieco do naszej lokalnej specyfiki – podobnie jak lokowaliśmy miasta na prawie niemieckim (ściślej: magdeburskim) – i po prostu nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby w Polsce były jakieś trzy typy giermków. Raczej sługi, czy to zbrojne czy nie, które wywodziły się ze stanu nierycerskiego nazywano po prostu czeladzią.

Ale oczywiście – mogę się tu mylić, jest tu parę historyczek (a pewnie i historyków) – na forum, niech to rozstrzygną swą ekspertyzą.

 

 

Co do strefy komfortu, to dobrze ją czasem opuścić bo to rozwojowe i sprzyja zmianom, owszem, ale…

 

 

 

…więc podziwiam, brawo, choć osobiście doradzam, by ją opuszczać z umiarem i bez spiny :)

 

 

 

(nie masz za złe, za tych spadochroniarzy?:P)

 

No coś Ty – zresztą, odpowiedziałem Ci już na shołtboxie – ogólnie temat tych spadochroniarzy to bym podrążył jeszcze kiedyś przy okazji (najlepiej na żywo przy jakimś alkoholu ;-) ) – bo przypomniało mi się jeszcze, że kiedyś wziąłem udział (jako uczestnik / słuchacz) w wykładzie historycznym, w którym padł cytat z jednego twórcy opracowań z tamtego okresu (nie pamiętam niestety już nazwiska) – który prowadząc gdzieś (inny) wykład na temat właśnie obrony Monte Casino użył sformułowania:

– Spadochroniarze niemieccy walczyli bardzo dzielnie i z poświęceniem, wręcz prawie bohatersko.

 

Na co się rozległ pomruk desaprobaty z sali.

 

Na co ekspert odparł:

– Proszę państwa, gdyby to nie byli Niemcy, to wprost bym powiedział, że to była heroiczna obrona. Nawet w pamiętnikach szturmujących aliantów znać niechętny podziw dla obrońców. A Polacy pisali, że wróg miał wysokie morale, był zawzięty i dobrze okopany.

 

Cytat oczywiście niedokładny (bo raz, że to dawno było, dwa – jest to cytat z cytatu :) )

 

Pozdrawiam i również chylę czoła (potrójnie)

 

 

…już jestem w takim wieku, że mogę wysyłać koty ;-)

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cześć Melendurze!

Doceniam wykorzystanie historii (a może Historii), bo to jakby opowiedzieć ją na nowo, w sposób bardzo osobisty. Postacie i miejsca nabierają wtedy rumieńców :)

Mam natomiast takie uwagi co do formy: pierwsza część jest generalnie monologiem, co wyhamowuje dynamikę. Dużo jest akcji, jest tu przecież inwazja, wybuchy etc, ale ponieważ znamy ją z drugiej ręki, oglądamy wszystko jakby w oddaleniu.

Pierwszoosobowa narracja pozwala też na dialogi, które dałyby tu wyraźne interakcje między bohaterami. Mogłoby się to sprawdzić również w stylizacji językowej przeniesionej do dialogów.

Zgrabne przejście między czasami :)

Pozdrawiam!

 

 

@Jim, wybacz, damy przodem :)

 

@chalbarczyk

Pierwszoosobowa narracja pozwala też na dialogi, które dałyby tu wyraźne interakcje między bohaterami. Mogłoby się to sprawdzić również w stylizacji językowej przeniesionej do dialogów.

Pierwotnie chciałem dialogowo, bo lubie to :) Ale ktoś mi ostatnio powiedział, że gawędy mi wychodzą, to chciałem raz wtóry spróbować. Konkurs, wiec podszedłem do tego taktycznie. Nie wiem czy to do tego wrócę, bo za bardzo się zmeczyłem w 1os, do tego z perspektywy kobiety. Natomiast spróbuję i wezmę to nastepnym razem do uwagę jak mi się uda. Narazie od tego klimatu muszę odpocząć :)

 

Zgrabne przejście między czasami :)

Pozdrawiam!

 

I’ve give you thanks :)

 

 

 

O dziwo strigerowało mnie co innego – Twój komentarz pod innym opowiadaniem, gdzie się krygowałeś, że nie umiesz pisać w odróżnieniu od… –

Hm. No to ciesze się. Nie ukrywam, że interesujące są twoje recenzje to też ciesze się, że mi w końcu udało się byś zagościł w me skromne progi.

 

 

No ale zaraz zaraz – coś tu kręcisz, panie dzieju. Bo tę datę, bardzo wyraźnie stawiasz na samym początku utworu i ona sugeruje, że to wtedy bohaterka opowiada Alutce coś co wydarzyło się wcześniej.

Żeby czytelnik odebrał to tak jak chcesz (jeśli tym razem dobrze zrozumiałem Twoją intencję) – że opowieść działa się około 1420 (co jak najbardziej jest uprawnione, z tego linku do wikipedii, który wkleiłeś, wynika, że to ostatni rok, w którym to mogło mieć miejsce) – to wpleść powinieneś to w spowiedź, którą Nawojka szepce Alutce – czyli nie tak, jak to zrobiłeś:

 

Anno Domini 1420

 

Wiesz, Alutko, czemu w gwiazdy tak często patrzę?”

Hm…. Sprawdziłem, raz wtóry…. masz rację.

 

Przestawię to w tekście, bo 1420 do czas gdy ona opowiada. Faktycznie mój błąd i dzięki za wychwycenie tej nieścisłości, bo rzeczywiście to techniczny błąd. Dziękuję! Przyjmuję do wiadomości i chylę czoła wnikliwości.

 

 

Source : https://en.wikipedia.org/wiki/Squire (angielskim było wiecej napisane)

Podesłała mi to “historyczka” z fandomu wiedźmina :P

 

Co do spadochroniarzy:

 

Ciesze się że tak podchodzisz, mogę też zapewnić, że krytyki sam nie nie boję, łapankę, nawet brutalną zawsze możesz zastosować, nie boję się tego :) Odpisałem też na shout w kwestii wojennej, generalnie ten temat jest ultrainteresujacy ze strony niemieckiej i wogóle belefrystyka drugowojenna zwłaszcza ta nie-aliancka jest mega inspirująca i ktoś kto lubi poetycko-inwersyjne tematy to jest to kopalnia wiedzy i pomysłów.

(bo jakoś sam przygodowo i fabularnie czytac ii wojny nie umiałem, nawet słynne “tygrysy” mi nie wchodziły, jedynie “o jeden most za daleko” był dla mnie dość interesujacy ale tylko dlatego, że referat o market garden na proseminarium pisałem)..

 

Z tym jeziorem – może i troszkę racji, że się czepiam, a może jednak nie do końca – bo wiesz, u mnie to wywołało niezamierzony efekt komiczny w czasie czytania, jeśli byś to dookreślił “mojego ulubionego” zamiast “mojego” to bym się nie czepiał, bo bym nie miał czego :)

Tak. Więc jeżeli dla ciebie tak się stało, dlatego to poprawiłem, bo rzeczywiście ktoś może to zrozumieć inaczej. Słuszna uwaga, czasem…potrzebuję chwili by to przemyśleć :) 

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Witaj, Melendur88. :)

 

Dziękuję za udział w Konkursie. :)

Komentarz napisany tuż po przeczytaniu.

 

Sprawy językowe, które mnie zatrzymały przy czytaniu i sugestie oraz wątpliwości (tylko do przemyślenia):

Pytasz (przecinek?) czemu?

Tatko mój magistrem krakowskiej Akademii był niegdyś. Gdym dzieckiem jeszcze była, dom nam tu z nadania dano, a jemu urząd bakałarza powierzono, by tutejszą szkółkę parafialną w pieczy swej trzymał. – powtórzenie?

Kula światła w dół runęła i z głuchym (przecinek?) stłumionym tąpnięciem, bez huku wielkiego, w lód jeziora mojego uderzyła.

Mową dziwną prawił, klął jak szewc, lecz patrzył na mnie wzrokiem, jakiego u żadnego z tutejszych młodzianów nigdy nie widziałam. – skoro mówił nieznanym językiem, skąd wiedziała, że klnie?

Pamiętam, Alutko, jak razu pewnego, gdy ojciec nasz już chrapał, przybysz z nieba ów narysował mi węgielkiem na dębowej desce układ gwiazd. Konstelacje, o jakich nasz proboszcz bodaj nie śnił. – powtórzenie?

Zawsze za brzydką się uważałam, a on sprawił, żem mądrą i piękną się poczuła. Poczułam, że ktoś nareszcie mnie rozumie. – i tu też – czy celowe?

Zła na siebie byłam okrutnie, żem przez wiatr owego zawołania dokładnie nie usłyszała, ani (myślnik?) kto zza drzew krzyczał… lecz po tym, jak wzdrygnął się na ów dźwięk, pewnam była, iż inne miano w istocie nosi.

Mówił, że wywodzi się ze świata do naszego podobnego… lecz (przecinek albo myślnik?) w którym magia tętni, prawdziwe smoki niebo prują, a po ziemi stąpają baśniowe stwory.

Opowiadał o ludziach smukłych, o twarzach gładkich i uszach spiczastych oraz o karłach brodatych, krępych, co w górach stal niestrudzenie kują. – jak rozumiem – on wyglądał inaczej?

Srogi mróz trzymał kilka dni (przecinek?) to i lód znowu jezioro pokrył.

 

Tu dopytam:

Przyszli po niego. Postacie, co z mgły się wyłoniły, były jak z innego świata, Alutko. Koszmary prawdziwe. Jeden z nich uszy miał szpiczaste, a skórę czarną jak sadza, niczym kolor nocnego nieba. Z nim zaś bestie szły, co posturą ludzi przypominały, lecz ogromne były ponad miarę, skórę miały zieloną, a z pysków sterczały im kły niczym u dzika. – czy w tym kontekście nie brakuje tam litery i nie miało być: „nimi”?

 

Winfred unikał więc ciosów, wężowym ruchem się wymykając, i ciął zwykłym żelazem tam, kędy pancerza bestie nie miały. – – składniowy? – skoro liczba mnoga („bestie nie miały”), to może: „pancerzy”?

Powalił świńskie, zielone gęby, posyłając ich na twardy lód, lecz ten o czarnej skórze był rychły i przebiegły. – składniowy? – skoro „gęby”, to może: „je”?

Ciął Winfreda w bark, aż ten z zachwianiem na jedno kolano padł. Wtedym ja z trzcin dojrzała, iż z łapska jednej z ubitych bestii wypadła dziwna kula, światłem w swym wnętrzu pulsująca. Pomnąc nauki ojca o ciężarze ciał, lecz nade wszystko wiedziona nagłym przeczuciem, chwyciłam ów czarci pocisk i cisnęłam ze wszystkich mych sił… zgoła nie w owego szpiczastouchego, lecz prosto w środek naruszonego przerębla. – powtórzenia?

Jak pył opadł, wtem w oddali rozległ się ryk i ujrzeliśmy potężną, karocę, którą owi łowcy z nieba zstąpili. – zbędny przedostatni przecinek?

To nie mój dom. Wchodząc przez ten portal (przecinek?) o którym ci wzmiankowałem, nie mówiłem, żem szukał zguby matki jednej z mojego świata. – powtórzenie?

Dziecka (zbędna spacja?) , którego nadal nie odnalazłem.

To ci za porwanie młodzika odpowiadają. Obiecałem, że go odnajdę i bezpiecznie do domu odstawię. Odnaleźć je muszę… I z nim do swego świata powrócić. – „je” nie może odnosić się do „młodzika”, więc – by uniknąć powtórzenia – może pominąć ten zaimek całkiem?

Poczułam nagle, iż za nic w świecie puścić go nie chcę, pragnąc zatrzymać go przy sobie bodaj na tę jedną, ulotną chwilę. Wsparłam się na palcach i sama wargi swe do ust jego przywarłam. Zaskoczony był zrazu, lecz wnet odpowiedział pocałunkiem gwałtownym, wcale nie dworskim, krwią i mrozem smakującym. Gdym w rozpaczy za poły jego odzienia dłońmi chwyciła, przyciągając go ku sobie, nie oponował. – powtórzenia?

Patrzyłam przez łzy, które same do oczu się cisnęły, jak w statku owym ulatuje prosto w szare, ołowiane niebo. Zniknął w gęstych chmurach, jeno białą, rozedrganą smugę za sobą zostawiając. Spłynęła mi po policzku kropla gorzka, gdym tak stała, śledząc ów jasny ślad rwący się na zimnym wietrze. Smuga owa rozwiała się wnet, niby poranna mgła nad wodą, lecz w pamięci i sercu mym wyryła się na zawsze, niczym najpiękniejsza, a zarazem najboleśniejsza blizna. – powtórzenia?

Sięgnął dłonią do uszu i zsunął bezprzewodowe słuchawki na szyję, ucinając w połowie serwis informacyjny Radia ZET. Wsunął dłonie głęboko w kieszenie, wpatrując się w wyrzeźbioną twarz z brązu. – powtórzenie/styl?

– Eh, Znowu – westchnął z ciężką rezygnacją, poprawił kołnierz i ruszył szybkim krokiem w głąb miasta. – czemu ten przysłówek wielką literą po przecinku?

Od tamtego wieczoru, gdy sędziwa kobieta powierzyła jej w tajemnicy swą niezwykłą przeszłość, minął równy miesiąc, a jej stan pogorszył się okrutnie. – powtórzenie?

Nagle uleciał z niej wszystek ból, a strudzone, demencją trawione kości, błoga i niespodziewana lekkość ogarnęła. Zmarszczki na jej obliczu zdawały się wygładzać. Mężczyzna ów próg przestąpił i dłoń ku niej wyciągnął. – powtórzenia?

Wyciągnęła ku niemu swą słabą rękę, a jej zaciśnięte palce rozluźniły się ufnie. Mężczyzna ujął jej dłoń, a ów ciężki, żelazny medalion gładko i bezszelestnie wsunął się w jego własne palce, wracając do prawowitego właściciela. Zamknęła oczy, a jej oddech ustał. – to te same?

Ciała Nawojki nigdy nie odnaleziono, lecz historia jej nie zapomniała, tak samo nigdy nie zapomniał jej tajemniczy przybysz z gwiazd. – i tu też?

 

Świetna stylizacja języka na średniowieczny. :) Bajka pełna dramatyzmu i pomysłowości. :)

 

Przy okazji składam serdeczne życzenia: Zdrowych, Pogodnych i Wesołych Świąt dla Ciebie oraz Twoich Bliskich. :)

 

Pozdrawiam serdecznie, klik. ;)

Pecunia non olet

Świetna stylizacja języka na średniowieczny. :) Bajka pełna dramatyzmu i pomysłowości. :)

 

Obawiam się, droga bruce, że gdybym wyjechał z opkiem w stylizowanym języku z okresu średniowiecza to byłaby to uczta dla historyków i archiwistów, niż dla nas, bo mało kto by to zrozumiał.

 

Mimo to bardzo dziekuje za miłe słowa :)

 

To stylizacja jest w wersji soft, tak żeby była zrozumiana i raczej w stronę XIX-wieku. Na dobrą sprawę coś między sienkiewiczem, sapkowskim z moim własnym, drobnym pierwwiastkiem.

 

Większość rzeczy już została poprawiona z tego co wskazałaś.

 

Cześć potwórzeń, zwłaszcza “ a jej, a niej, a jego”

https://bazhum.muzhp.pl/media/texts/jezyk-artystyczny/1985-tom-3/jezyk_artystyczny-r1985-t3-s95-109.pdf

https://bazhum.muzhp.pl/media/texts/jezyk-artystyczny/1985-tom-3/jezyk_artystyczny-r1985-t3-s95-109.pdf

 

To jest takie fajne opracowanie na ten temat.

 

cześć zlepków 

 

“poczułaPoczułam”

 

poprawione zostało wcześniej, więc podejrzewam, że komentarz zaraz był po wrzuceniu :)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hej,

Po pierwsze – uwiodła mnie stylizacja języka. Jesteś w to naprawdę dobry, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spróbujesz, jak sam mówisz, pomęczyć i coś podobnego napisać. Było troszkę błędów, ale nie zatrzymywało mnie znacząco podczas czytania.

Jak widzisz – granatowe piórko – opowiadanie mi się bardzo podobało. Do momentu wejścia w teraźniejszość. Rozumiem, że chciałeś dodać smaczku historii i pokazać pomnik, ale jednak ta część mnie nie kupiła. Szczególnie fragment z bohaterem w słuchawkach, który słucha radia.

Ale do tego momentu było super. Przedstawiasz historię znaną, ale z zupełnie innej strony, za to duży plus. Opowieść Nawojki naprawdę ciekawa, dużo fantasy, paskudne istoty, walka, miłość. Wciągnąłem się i naprawdę dobrze bawiłem. 

Szkoda, że wykorzystanie obrazu było znikome. Tu niestety odjąłem punkty. Nie mówię, że nie było go wcale, ale jednak myślę, że się zgodzisz, że dało się z niego więcej wyciągnąć.

Ogólnie bardzo fajny tekst, sprawił mi dużo przyjemności. Mam nadzieję, że nie porzucisz całkowicie stylizacji!

Dzięki za udział w konkursie! Biblioteka w pełni zasłużona!

Pozdrawiam serdecznie!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

poprawione zostało wcześniej, więc podejrzewam, że komentarz zaraz był po wrzuceniu :)

Dokładnie – napisałam o tym na początku. :)

Dzięki, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

@MichaelBullfinch

 

Dziękuje i tak za dość wysoką ocenę. Mam świadomość, że to była luźna interpretacja obrazu twojej Mamy(czym mam nadzieję, chociaż tym językiem trochę umiliłem czas). Ale to miałem w głowie. Owszem, mogłem to pociagnąć, ale prawdę mówiąc pierwotnie chciałem obraz Barda :) Miałem na to większą wizję, ale cóż. Zajęty był. Finalnie Bard tylko napisał opowiadanie do tego obrazu tak btw :) Może wtedy bym bardziej to wykorzystał :)

 

Mimo to bardzo dziękuje za miłe słowa :)

 

 

 

Reasumując @MichaelBullfinch oraz @bruce:

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hej ho!

 

Opowiadanie przeczytałam z ciekawością i doceniam stylizację języka, która jest wiarygodna (przynajmniej dla mnie, jako kompletnego laika :D), ale jednocześnie zrozumiała. 

Pomysł na przenikanie światów i połączenie historycznej narracji z elementami fantasy i science fiction było fikołkiem, którego się nie spodziewałam. Mimo takiej niecodziennej mieszanki, nie było w tym nic przerysowanego i ładnie tę historię posklejałeś. Właściwie można te elementy traktować trochę jak takie “smaczki”, które mogą nam się kojarzyć z różnymi znanymi motywami. 

 

 

Przyczepię się wątku romantycznego, który wydaje mi się nieco przyspieszony i trudno było mi uwierzyć w silne uczucie między bohaterami. 

I niestety… mało tu obrazu. :D Brakuje mi bardziej plastycznych opisów, więcej detali nawiązujących do wybranego przez ciebie „Zawieszenia”, które na marginesie też bym wybrała. Właściwie tego obrazu w Twoim opowiadaniu mógłoby w ogóle nie być i nawet nikt by nie zauważył. :D

 

Niemniej jednak opowiadanie jest bardzo dobre. Gratuluję!

 

Pozdrawiam serdecznie! 

 

 

Podążaj za białym królikiem.

Opowiadanie przeczytałam z ciekawością i doceniam stylizację języka, która jest wiarygodna (przynajmniej dla mnie, jako kompletnego laika :D), ale jednocześnie zrozumiała. 

Tak generalnie staram sie pisać. Nie chcę, żeby to było nie zrozumiałe ;)

 

Przyczepię się wątku romantycznego, który wydaje mi się nieco przyspieszony i trudno było mi uwierzyć w silne uczucie między bohaterami. 

Oj tam. To była chwila ;) Nie wszystkie romanse to wielostopniowe szachy 5d, tylko czysta iskra i piękne momenty. Chociaż zdeycdowanie sam preferuje balans między szachami 5d i czymś..żywym. Z przechyłem w stronę szachów 5d.

Ale tutaj, kurde, nie dało się inaczej. Nie chciałem rozpisywać się zbyt szybko :)

I niestety… mało tu obrazu. :D Brakuje mi bardziej plastycznych opisów, więcej detali nawiązujących do wybranego przez ciebie „Zawieszenia”, które na marginesie też bym wybrała. Właściwie tego obrazu w Twoim opowiadaniu mógłoby w ogóle nie być i nawet nikt by nie zauważył. :D

Już pisałem wyżej. Jezioro było kluczowe, bo tam spadł statek i tam też rozegrała się walka i dla Nawojki było to miejsce do którego wracała wspomnieniami :) Ale bazując jak inni pisali mam świadomość że mogłem w to pójść troszkę głębiej.

 

Niemniej jednak opowiadanie jest bardzo dobre. Gratuluję!

 

 

Tradycyjnie Szkot się kłania ;)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Reasumując @MichaelBullfinch oraz @bruce:

Dziękuję, ukłony oraz podziękowania także dla Ciebie. :) 

Pecunia non olet

Gutyn Morgyn,

 

 

Niektóre uwagi mogą być już nieaktualne.

 


 

Gdym go o to później zagadnęłam

Gdym go o to później zagadnęła

 

przyznał, że prawdy wyjawić mu nie wolno. 

nie wolno brzmi zbyt współcześnie.

 

ujrzeliśmy potężną, karocę,

ujrzeliśmy potężną karocę,

 

W oczy moje spojrzał prosto

Już wiemy, że jej oczy, bo chwycił ją za ramiona.

 

Wchodząc przez ten portal o którym ci wzmiankowałem

Wchodząc przez ten portal, o którym ci wzmiankowałem

 

Dziecka , którego nadal nie odnalazłem.

Zbędna spacja przed przecinkiem.

 

Ładny opis cimci-rimci, subtelny i elegancki.

 

To po to właśnie nurkował tamtego wieczoru.

Nie było nic wspomniane o nurkowaniu, tylko że mieczem grzebał. Chyba że tak się mówiło kiedyś też na grzebanie w wodzie.

 

On odwagę i kierunek mi nadał. Ucięłam warkocze, strój męski przywdziałam i do Krakowa wyruszyłam. Z miłości do nauki, jak to potem przed sądem biskupim rzekłam.

Nie widzę żadnego powiązania. W jaki sposób przybysz z innego świata nadał ten kierunek?

 

Sięgnął dłonią do uszu i zsunął bezprzewodowe słuchawki na szyję

Skoro są bezprzewodowe, tu spadły mu na ziemię.

 

Zapadła cisza.

A co, wcześniej panował hałas?

 

zapatrzył się w dal, ponad koronami drzew.

Mamy tu kierunek, więc: ponad korony drzew.

 

który nie pokazywał ani godziny, ani ziemskich współrzędnych

który nie pokazywał ani godziny ani ziemskich współrzędnych

 

– Eh, Znowu – westchnął z ciężką rezygnacją

– Ech, znowu – westchnął z ciężką rezygnacją

 

demencją trawione kości

Hę? Chyba osteoporozą albo artrozą.

 

 

Niestety nawiązanie do obrazu jest znikome, żeby nie powiedzieć, prawie żadne.

Zazgrzytał mi fragment, w którym wspomniałeś, że ukochany Nawojki nadał jej kierunek i dzięki niemu poszła na uczelnię. Nie widzę związku między jednym a drugim, nie dostrzegam tego wpływu.

Bitwa z orkami i czarnymi elfami nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, moim zdaniem niczego nie wniosła do tekstu. Prawdopodobnie dlatego, że nie urosło we mnie przekonanie, że te istoty są groźne – w sumie niewiele znaków im poświęciłeś.

 

Nie podobał mi się też fragment z czasów współczesnych, jest zbędny, niczego nie wnosi, jego usunięcie nie zmieniłoby nic w opowiadaniu i wybija z „wczuty”.

 

Stylistyka i język są godne pochwały. Próbuję pisać opowiadanie w stylu średniowiecznym i wiem, ile to pracy i poświęcenia kosztuje, więc szacunek.

 

Nie znałam historii Nawojki, ale dzięki Twojemu opowiadaniu mam ochotę to nadrobić. No i jaki ładny prezent z okazji Dnia Kobiet, dziękujemy smiley

 

Dziękuję za udział w konkursie i życzę powodzenia w dalszym tworzeniu!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Nie znałam historii Nawojki, ale dzięki Twojemu opowiadaniu mam ochotę to nadrobić. No i jaki ładny prezent z okazji Dnia Kobiet, dziękujemy smiley

<klaniajacy_sie_szkot_ale_nie_pokaze_bo_na_firmowym_lapku_go_nie_mam_i_niechce_mi_sie_go_szukac>

 

Tak czy siak – do usług i nie ma za co:)

 

Niestety nawiązanie do obrazu jest znikome, żeby nie powiedzieć, prawie żadne.

Zazgrzytał mi fragment, w którym wspomniałeś, że ukochany Nawojki nadał jej kierunek i dzięki niemu poszła na uczelnię. Nie widzę związku między jednym a drugim, nie dostrzegam tego wpływu.

Bitwa z orkami i czarnymi elfami nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, moim zdaniem niczego nie wniosła do tekstu. Prawdopodobnie dlatego, że nie urosło we mnie przekonanie, że te istoty są groźne – w sumie niewiele znaków im poświęciłeś.

 

Jak widać niektórym weszło, nie którym nie. Nie wszystkich zadowolę :) Część z większości uwag na pewno zanalizuję (a część już to zrobiłem). Jakoś z tym będę musiał żyć :) Mimo wszystko dziękuje za wnikliwą analizę ;)

Wiatr szeleścił zrudziałymi liśćmi wzdłuż alejek Parku Jordana, przeganiając nielicznych spacerowiczów w zimny, jesienny wieczór. Przed nowiutkim, lśniącym w bladym słońcu popiersiem z brązu stał mężczyzna w skórzanej kurtce.

A co, wcześniej panował hałas?

Raczej jak jest to Park Jordana, centrum Krakowa, uwierz mi, potrafi być głośno, bo w okolicy potrafi być hałas. Park jest prawie w centrum miasta. 

 

 

Większość z tego co wskazałaś, dawno poprawione. Jeszcze raz, dziękuje za przeczytanie i analizę :) 

 

Stylistyka i język są godne pochwały. Próbuję pisać opowiadanie w stylu średniowiecznym i wiem, ile to pracy i poświęcenia kosztuje, więc szacunek.

Kosztowało sporo nerwów i męczarni. Wracał będę czasem do tego, ale nie w takim stopniu jak tu :)

 

Niestety nawiązanie do obrazu jest znikome, żeby nie powiedzieć, prawie żadne.

Jest małe, ale moim zdaniem to kwestia też osobistych upodobań. Jasno wskazuje kilka razy, że akcja dzieje się nad jeziorem, potem Nawojka na łożu śmierci to wspomina. Kręci się wokół jeziora katastrofa, bitwa z rzeczonymi orkami i na końcu do niej nawiązane. Owszem, nie poświęciłem za wiele i nie napisałem dużo o samym (nomen, omen – pięknym) obrazie pani Anny, ale nie zgodzę się że jest znikome, czy jak mówisz – żadne. Kwestia estetyki i jak pojmujesz wykorzystanie obrazu.

Nie nastawiam się też na wiele inwersji i filozoficznych wtrąceń, przemysleń, bo ja pisze głównie przygodówki i dark fantasy. Też trzeba zwrócić na to uwagę.

Idę w akcję, a nie głębokie, filozoficzne teksty. Ci to takowe mają znacznie łatwiej. Np, tekst jamemasa, lugosiego czy OldGuard moim zdaniem też mieli teksty nastawione na akcje, a obraz lepiej wykorzystany. Dało się to zrobić lepiej, wiadomo :) Może kiedyś mi się uda ;) 

Nie mniej kłócić się nie zamierzam. Jeszcze raz dziękuje za miłe słowa, bo takowe też się znalazły :) 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Nowa Fantastyka