- Opowiadanie: Adexx - Jeśli szukasz cudu!

Jeśli szukasz cudu!

Krótki shorcik z mojego uniwersum.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Jeśli szukasz cudu!

Jeśli jesteś zainteresowany akolitami Nowo Narodzonych, to znaczy, że szukasz uzdrowienia. Od lat po Astrum krążą pogłoski o plemieniu, które wędruje przez te ziemie. Ich niezwykłe umiejętności obrosły w legendy. Potrafią leczyć, odnawiać amputowane kończyny, a nawet wskrzeszać zmarłych. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, jakby miało miejsce niedawno, a pisząc to, mam już do śmierci bliżej niż dalej.

Nasza wioska znajdowała się w dość bezpiecznym rejonie Astrum, poniżej środkowej warstwy głównej. Za młodu, przez niefortunny wypadek, straciłem jedną rękę, co bardzo utrudniało mi życie – zwłaszcza że nie miałem rodziców, a rodzeństwem musiałem się zaopiekować. Rzadko kiedy naszą wioskę odwiedzali podróżni; częściej przechodzili przez nią elfowie, ponieważ znajdowała się na jednym ze szlaków handlowych.

Tego dnia wioskę odwiedził mrożący krew w żyłach gość. Smukła, blondwłosa kobieta o oczach czerwonych jak krew. Niosła na barkach duży plecak. Ubrana była w ludzką skórę, pozszywaną w coś na kształt sukni. U pasa miała zawieszone różnego rodzaju ampułki z częściami ciała oraz kości – nie wszystkie ludzkie. Dziwił fakt braku lamp czy jakiegokolwiek źródła światła.

Większość mieszkańców, zaalarmowana widokiem niecodziennego przybysza, dobyła broni. Gość tylko się uśmiechnęła i usiadła na środku placu. Jej melodyjny głos poniósł się echem. Był słodki, miły, niemal dziecięcy, a jednak coś sprawiało, że włosy stawały dęba.

Podróżna zaproponowała swoje usługi. Poinformowała nas o swoich niezwykłych umiejętnościach. Za odpowiednią cenę mogła uleczyć jakąkolwiek chorobę, odnowić kończynę, a nawet przywrócić kogoś zza grobu. Lecz to, co powiedziała później, wprawiło wszystkich w osłupienie.

Przedmiotem wymiany nie były pieniądze, lecz części ciała – ludzkie bądź należące do innych istot. Kości oraz inne płyny ustrojowe. Żywe czy martwe – nie miało to znaczenia.

Na początku wszyscy stali osłupieni. Tłum chciał przepędzić nieznajomą. Ona jednak, jakby niczym się nie przejęła, ignorowała nasze groźby. Ja jednak, wiedząc, że muszę coś zrobić ze swoim kalectwem, powoli ruszyłem naprzód. Mieszkańcy chcieli mnie zatrzymać, ale co miałem do stracenia?

Uniosłem kikut ręki. Nieznajoma popatrzyła na mnie i się uśmiechnęła. Kazała mi usiąść na ziemi. Tym razem jej głos był ciepły – aż przypomniałem sobie swoją matkę. Spytała, co mogę zaproponować za przywrócenie ręki.

Mieliśmy parę kości zwierząt domowych, które i tak używano jako nawóz. Nieznajoma pokiwała głową. Każda strona musi zaproponować coś o równej wartości. Kości miała już w nadmiarze, a koszt naprawy ręki znacznie przekraczał wartość paru szczątków.

Wskazała palcem na moje oko.

Z uśmiechem na twarzy powiedziała, że da mi zniżkę za to, że jako jedyny w wiosce jej zaufałem. Oko za rękę – to niewielka cena. Zgodziłem się.

Nieznajoma wstała i podeszła do mnie. Chłodnymi jak lód dłońmi dotknęła moich policzków, lecz nie było to nieprzyjemne. Jej spojrzenie było ciepłe, jakby mówiło: „Już wszystko dobrze, nie martw się”.

Schyliła się i niespodziewanie ucałowała mnie w usta. Ogarnęła mnie nagła senność.

Reszty dowiedziałem się od gapiów. Wyciągnęła z plecaka słój z ręką zanurzoną w cieczy oraz igłę i nici. Zręcznym ruchem, z niebywałą gracją, wyjęła rękę ze słoja i w mgnieniu oka przyszyła nową dłoń do mojego kikuta. Był to widok niezwykły. Precyzja i szybkość wskazywały, że nie robiła tego pierwszy raz.

Później wyjęła dziwny przyrząd i zabrała moje oko, chowając je do ampułki z cieczą zawieszonej przy pasie. Zszyła ranę, która po tym powstała, nie roniąc przy tym ani kropli krwi.

Obudziłem się we własnym łóżku – minął zaledwie dzień. Nieznajoma odeszła.

Jakież było moje zdziwienie, gdy ręka działała normalnie. Nie było śladów po szyciu, różniła się jedynie lekko odcieniem skóry.

Jeżeli była tak zręczna, to może naprawdę potrafiła przywracać zmarłych do życia? Nie mogłem sobie wyobrazić ceny, jaką ktoś musiałby za to zapłacić.

Po raz kolejny przekonałem się, że Astrum skrywa wiele tajemnic.

Odchodząc, nieznajoma oznajmiła wszystkim, że jeśli szukają uzdrowienia, powinni udać się do XIry – siedziby gildii Nowo Narodzonych.

 

 

Koniec

Komentarze

Cześć! smiley

 

Przeczytałem, że: 

 

“Rzadko kiedy naszą wioskę odwiedzali podróżni; częściej przechodzili przez nią elfowie, ponieważ znajdowała się na jednym ze szlaków handlowych.”

 

Czy skoro podróżni rzadko odwiedzali wioskę, to elfy (handlarze?) nie byli podróżnymi? Czy handlarz nie podróżuje? Z jednej strony nie – nie podróżuje tylko handluje. Jego podróż to nie turystyka, tylko część zawodu. Z drugiej strony podróżować można bez tobołka na kiju choćby do lasu. To też można, jakąś podróżą nazwać. Sam nie wiem, czy dobrze kombinuję mości Adexx, ale coś mi tu nie pasuje. 

 

Rzadko kiedy naszą wioskę odwiedzali podróżni; częściej przechodzili przez nią elfowie, ponieważ znajdowała się na jednym ze szlaków handlowych.

Tego dnia wioskę odwiedził mrożący krew w żyłach gość. Smukła, blondwłosa kobieta o oczach czerwonych jak krew.

 

Niezgrabne powtórzenie, które można zmienić na: “Tego dnia do wioski przybył…

I tak w ogóle to może lepiej nie pisać, że coś mrozi krew w żyłach, a bardziej to opisać? Np. wygląd, ruch, głos, czy cokolwiek co naprawdę mrozi krew w żyłach. Np. fragment z tym, że ta panna miała ciuchy z ludzkiej skóry jest git, to obrzydliwe i może zmrozić krew w żyłach. Pisanie tego wprost nie musi być wcale najlepszą opcją.

 

”Dziwił fakt braku lamp , czy jakiegokolwiek źródła światła.” (przecinek przed czy)

 

Tego nie rozumiem za bardzo. Sugerujesz, że większość osób nosi w tej krainie lampy? W sensie na sobie nosi lampy? Bo trochę tak to brzmi. Może lepiej: “Dziwił fakt, że nie miała przy sobie żadnego źródła światła” – tylko nadal, dlaczego to dziwne? Tam był ciągły mrok? Trzeba było odganiać się od potworów takim światłem? A może dzikie zwierzęta w tej krainie nie lubiły światła? Jednym, krótkim zdaniem: mnie brak lamp nie zdziwił.

 

“Gość tylko się uśmiechnęła” – gość się uśmiechnęła, czy uśmiechnął?

 

“Kości oraz inne płyny ustrojowe.” – kości brzmią tutaj, jakby były płynami ustrojowymi. A chyba nie są?

 

”Żywe czy martwe” – jak można komuś dać żywą kończynę, albo płyn ustrojowy? W sensie co? W tej krainie kości po amputacji nadal żyły? Jeśli tak to spoko, ale to musi być naprawdę dziwne miejsce. Zupełnie inne od tego co znamy z naszego Wszechświata. Jednak jeśli tak na serio chciałeś to opisać to opisz bo teraz brzmi co najmniej irracjonalnie. Nie surrealistycznie – irracjonalnie. 

 

 

“Schiła się i niespodziewanie” – chyba miało być “Schyliła”

 

“Zręcznym ruchem, z niebywałą gracją, wyjęła rękę ze słoja i w mgnieniu oka przyszyła nową dłoń do mojego kikuta” – opisujesz jej zręczność, ale jako przykład podajesz wyjmowanie ręki ze słoja. Może to już czepialstwo, jednak wydaje się, że nie jest to zgrabne połączenie. 

 

 

 

Doczytałem do końca. Nie bardzo wiem o czym to jest. Nie bardzo wiem po co to jest. Takie “napisałem bo TAK!”. Nic nie wnosi do życia, postrzegania świata, a ma potencjał. Sama postać kobiety ubranej w ciuchy z ludzkich skór jest sympatyczna, jak dla mnie. Na pewno nie obdziera nikogo żywcem – z całą pewnością czeka, aż człek się wykrwawi po precyzyjnym ciosie w tętnicę szyjną :) Fajnie, jakby było to opowiadanie opisujące ją z perspektywy różnych grup. Tutaj jedna wioska, tutaj druga, jakiś elf co sobie handluje, a wszyscy się jej boją choć płacą. Rękami, głowami żon i mężów, a może nawet dzieci? No potencjał jest. Tylko w obecnej formie trzeba go mocno wyłapywać spomiędzy wierszy. 

Drake

Witaj. :)

Sprawy techniczne, które zatrzymały mnie podczas czytania i sugestie oraz wątpliwości (tylko do przeanalizowania):

Rzadko kiedy naszą wioskę odwiedzali podróżni; częściej przechodzili przez nią elfowie, ponieważ znajdowała się na jednym ze szlaków handlowych. Tego dnia wioskę odwiedził mrożący krew w żyłach gość. – powtórzenia?

Gość tylko się uśmiechnęła i usiadła na środku placu. – mam sporą wątpliwość, czy można tak napisać; w końcu „gość” to rzeczownik rodzaju męskiego (?)

Podróżna zaproponowała swoje usługi. Poinformowała nas o swoich niezwykłych umiejętnościach. – powtórzenie?

Ona jednak, jakby niczym się nie przejęła, ignorowała nasze groźby. Ja jednak, wiedząc, że muszę coś zrobić ze swoim kalectwem, powoli ruszyłem naprzód. – i tu?

Chłodnymi jak lód dłońmi dotknęła moich policzków, lecz nie było to nieprzyjemne. Jej spojrzenie było ciepłe, jakby mówiło: „Już wszystko dobrze, nie martw się”. – i tutaj?

Schiła się i niespodziewanie ucałowała mnie w usta. Ogarnęła mnie nagła senność. – brak części liter?; powtórzenie?

 

Ten fragment jest nieprecyzyjny i z tego powodu niejasny – to w końcu przyszyła całą rękę, czy tylko dłoń?:

Reszty dowiedziałem się od gapiów. Wyciągnęła z plecaka słój z ręką zanurzoną w cieczy oraz igłę i nici. Zręcznym ruchem, z niebywałą gracją, wyjęła rękę ze słoja i w mgnieniu oka przyszyła nową dłoń do mojego kikuta.

Jakież było moje zdziwienie, gdy ręka działała normalnie. Nie było śladów po szyciu, różniła się jedynie lekko odcieniem skóry. Jeżeli była tak zręczna, to może naprawdę potrafiła przywracać zmarłych do życia? – powtórzenia?; składniowy i logiczny? – ostatnie zdanie niejasne, wynika z niego, że to ręka (podmiot w poprzednich zdaniach) była zręczna i potrafiła przywracać zmarłych.

 

Piękna ilustracja, arcyciekawy kawałek świata fantasy, lecz odnoszę wrażenie jego „fragmentaryczności” – jakby stanowił pewien rozdział lub inną, jeszcze mniejszą część duuużo obszerniejszej powieści, do której napisania gorąco namawiam, bo jest super pomysł. :)

Brak kontynuacji rozpoczętej fabuły, brak rozwinięcia tego zdarzenia. ;) Aż by się chciało czytać więcej podobnych sytuacji, reakcji publiki, opisu życia samej nieznajomej! :)

Czy tytuł celowo dałeś z wykrzyknikiem?

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

 

 

Pecunia non olet

Hej, 

Zastanawia mnie czy masz pomysł, co nieznajoma (szerzej gildia) zyskuje przez dokonanie takiej operacji? Chodzi z wioski do wioski i wymienia ludziom organy/kończyny, leczy, wskrzesza. "Straciła" rękę, "zyskała" oko. Za oko pewnie też się wymieni.

Co jest jej motywacją? Czy to jakieś powołanie, misja?

Nowonarodzeni kolekcjonują części z których potem tworzą sobie ciała zdolne do walki z bogami.

Nowonarodzeni kolekcjonują części z których potem tworzą sobie ciała zdolne do walki z bogami.

Teraz mam już całkowitą pewność, że to fragment. Pomysł na powieść – świetny, ale powyższy tekst stanowi jedynie namiastkę, przedsmak. :)

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Hej, przeczytałem tego szorta i w zasadzie chyba wiem o co w nim chodziło. Brzmi to jak wprowadzenie do frakcji w jakimś rpg, przedstawienie elementu twojego świata, więc jeśli tak miało być to okej, ale jakoś zabrakło mi w tym czegoś. Brakowało mi w tym czegoś nowego, jakiejś głębi. Może gdyby okazało się, że zabrała o wiele więcej niż oko? Może gdyby narrator opisywał bardziej emocjonalnie, skoro używasz narracji pierwszoosobowej? 

Moim zdaniem, jeżeli piszesz teksty które mają oddać esencję jakiejś grupy w swoim świecie fantastycznym, to na pewno opłaciłoby się zrobienie z tego czegoś realistycznego z wszelką brutalnością w tym. Nie wiem na ile w tym świecie takiego typu rzeczy są na porządku dziennym, nie wiem jaki jest stosunek do tego typu rzeczy oprócz tego który wydaje się najprostszy – pojawia się w wiosce ktoś dziwny więc się chce go wygonić. 

Następnym razem spróbuj dodać trochę niuansu, jakichś niespodzianek które w przemyślany sposób pokazałyby ten oryginalny sens i smak twojego świata. Na pewno jest tutaj zalążek, z którego może wyrosnąć coś naprawdę ciekawego. 

Ponadto, nie wiem czy dobrym pomysłem było dać tą lekką ekspozycję na początku: Potrafią leczyć, odnawiać amputowane kończyny, a nawet wskrzeszać zmarłych. – no i w zasadzie to się dzieje, bez żadnego dodatniego, ciekawego elementu z wyjątkiem zapłaty w postaci oka. 

Oczywiście to jedynie pierwsze wrażenia na świeżo po przeczytaniu.

Koniecznie pisz dalej!

 

 

PS: Osobisty minusik za obrazek z AI.

Bruce to short wprowadzający rasę nowonarodzonych jest samodzielnym tekstem.

Bruce to short wprowadzający rasę nowonarodzonych jest samodzielnym tekstem.

Aha rozumiem, tak go traktujesz, ok. :)

Pecunia non olet

Nowonarodzeni kolekcjonują części z których potem tworzą sobie ciała zdolne do walki z bogami.

W takim razie wymiana "ręka, za oko", może się wydawać mało zyskowna :P

Rozumiem, Adeksie, że to kolejne ćwiczenie w ramach doskonalenia tworzenia krótkich form. Opisałeś pewne wydarzenie, ale tak po prawdzie, to nie wiem, co miałeś nadzieję opowiedzieć.

 

co bardzo utrudniało mi życie – zwłaszcza że nie miałem rodziców… → To skąd się wziął na świecie?

A może: …co bardzo utrudniało mi życie – albowiem rodzice nie żyli

 

za­alar­mo­wa­na wi­do­kiem nie­co­dzien­ne­go przy­by­sza, do­by­ła broni. Gość tylko się uśmiech­nę­ła i usia­dła na środ­ku placu. → Skoro to kobieta, to może: …za­alar­mo­wa­na wi­do­kiem nie­co­dzien­nej przy­by­łej, do­by­ła broni, lecz ona tylko się uśmiech­nę­ła i usia­dła na środ­ku placu.

 

Kości oraz inne płyny ustro­jo­we. → Pewnie miało być: Kości lub płyny ustro­jo­we.

 

aż przy­po­mnia­łem sobie swoją matkę. → Drugi zaimek jest zbędny.

 

Wska­za­ła pal­cem na moje oko. → Wska­za­ła pal­cem moje oko.

Wskazujemy coś, nie na coś.

 

Schi­ła się i nie­spo­dzie­wa­nie… → Czy tu aby nie miało być: Schyli­ła się i nie­spo­dzie­wa­nie

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Schiła się i niespodziewanie ucałowała mnie w usta.

Zgłaszam jako kolejna osoba. To może by poprawić.

 

Oka bym nie oddała, ale opowiadanie intrygujące, choć szkoda, że takie krótkie. 

delulu managment

Nowa Fantastyka