Miejsce poza czasem rządzi się własnymi prawami. Ten wymiar różni się od materialnego, do którego byliśmy przyzwyczajeni. Centralnym punktem, do którego zawsze wracaliśmy, była platforma. Zwykle drgała pod stopami, jakby coś w niej czuwało i nas rozpoznawało. Tym razem była jednak zupełnie nieruchoma.
Ania stała obok mnie. Patrzyła w miejsce, z którego został zabrany Paweł. Chwilę wcześniej potężna siła zwana Kontinuum wyrwała go z tego wymiaru i zabrała w nicość. Po prostu… zniknął.
Widziałem, jak dziewczyna drżała i rozglądała się niepewnie.
Ja natomiast miałem wrażenie, że coś jednak zostało. Nie potrafiłem tego zrozumieć. Może były to resztki nadziei, że to nie była prawda, tliwiące się jeszcze w mojej duszy.
Ania poruszyła się. Czy ktoś dotknął jej ramienia? Odwróciła gwałtownie głowę w prawo, ale nikogo tam nie było.
– Usłyszałaś coś? – zapytałem.
Pokręciła głową, ale patrzyła tak, jakby coś mignęło jej tuż obok, czego ja nie dostrzegłem.
– Nie – wyszeptała.
Marcin spojrzał na Anię. W jego oczach widziałem troskę o jej los.
– Za moment to wszystko zacznie ci się rozmywać – powiedział spokojnie, wymawiając każde słowo powoli.
Ania z zaskoczeniem odwróciła się w jego stronę. Z każdym jego słowem jej usta drżały coraz mocniej, a twarz przyjmowała wyraz buntu.
Po chwili zaczęła krzyczeć:
– Nie chcę zapomnieć Pawła! Nie chcę zapomnieć was! – spojrzała na mnie, potem znów na Marcina. – Zrobię wszystko, by zachować wspomnienia!
Marcin pokręcił głową i odparł smutno:
– To nie moja decyzja. Kontinuum pozwoliło ci zostać, ale musisz zapomnieć. Obecne wezwanie do miejsca poza czasem było twoim ostatnim. – spojrzał jej prosto w oczy.
Ona jednak cały czas kręciła głową. Marcin milczał chwilę, po czym dodał swoim spokojnym tonem:
– Utrata pamięci ma cię chronić. Choć wiem, jak to brzmi.
Jego słowa brzmiały jeszcze w mojej głowie, kiedy uświadomiłem sobie, że to, co powiedział, ma sens. Zapomnienie będzie dla Ani najlepszym wyjściem.
Marcin popatrzył na mnie. Czy właśnie przeczytał w moich myślach to, co sobie uświadomiłem? Wykonał delikatny gest, sugerując, bym się cofnął.
Mgła zaczęła gromadzić się coraz bliżej Ani. Dziewczyna próbowała jeszcze coś powiedzieć, ale wykonała tylko ruch ręką, zanim zniknęła.
W tym momencie ogarnęła mnie zazdrość. Ona miała swój wariant, do którego mogła wrócić. Odzyskała życie, a zapomnienie ukoiło jej duszę.
A ja? Ja dalej musiałem czekać na moment, w którym będę mógł wszystko zapomnieć.
Ania wróciła do swojego wariantu.
– Proszę panią, wiem, że Święty Krzyż robi duże wrażenie, ale jak pani wyszła z tej mgły, to stoi pani już pięć minut w bezruchu. Wszystko w porządku?
Ania rozejrzała się, szukając źródła głosu.
– Tutaj jestem. To ja panią wołam.
Zobaczyła uśmiechniętą kobietę stojącą za straganem z obwarzankami.
– A dziękuję, wszystko w porządku – odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech. – Zamyśliłam się trochę.
Nie wiedziała, co spowodowało u niej tę lukę w pamięci. Zorientowała się, że z torebki wystaje przewodnik turystyczny. Wyjęła go. Widząc zakładkę, otworzyła stronę z opisem klasztoru.
Uświadomiła sobie, że Święty Krzyż jest kolejnym etapem wycieczki, którą zaplanowała na dziś. Miała jednak wrażenie, że coś ważnego wydarzyło się przed chwilą, tam, w tej mgle. Rozejrzała się uważnie. Nie była tu pierwszy raz. Wszystko było znajome, ale drobne detale wydawały się obce – jak stragan z obwarzankami czy stoisko z pamiątkami przedstawiającymi czarownice na miotłach w każdym rozmiarze. Wyglądały na stojące tu od lat, a przecież nigdy wcześniej ich nie widziała. Nie rozumiała tego uczucia, które ją prowadziło.
Poczuła ból głowy i postanowiła skrócić pobyt oraz wrócić do domu.
W domu było cicho. Tak cicho, że miała ochotę coś powiedzieć, by przerwać tę ciszę.
To uczucie ze Świętego Krzyża nadal jej towarzyszyło. Na kuchennym stole stał zwykły czerwony kubek – ceramiczny, z odpryskiem na uchu. Ania wzięła go do ręki i nagle poczuła obce ciepło, jakby ktoś trzymał go chwilę wcześniej.
Zamknęła oczy.
Obraz pojawił się sam: mężczyzna siedzący przy tym stole, śmiech dwóch chłopców biegających po kuchni, ciepła dłoń na jej dłoni i ciche słowa: „Nie martw się, jestem.”
Otworzyła gwałtownie oczy. Kubek wyślizgnął się z jej palców i rozbił na płytkach ostrym trzaskiem.
– Kim ty byłeś? – wyszeptała w ciszę.
Nie usłyszała nic poza własnym oddechem. Zaczęła rozglądać się po domu, szukając chłopców. Nawet zajrzała pod stół, jakby mogli się tam ukryć.
W ciszy pozbierała rozbite kawałki, myśląc o tym, co właśnie się wydarzyło.
Coś w niej domagało się prawdy.
– Co to było? Kim był ten mężczyzna? Dwóch chłopców? I ja… ja też tam byłam – powtarzała cicho, skupiając się na tym, co widziała.
Coś zaczęło wibrować wokół niej. Poczuła mrowienie w skroniach. Przez ułamek sekundy widziała siebie w dwóch miejscach naraz. Dotyk tego mężczyzny… śmiech dzieci… czuła, że to należy także do niej. Nie potrafiła tego zrozumieć, ale wiedziała, że prawda kryje się na Świętym Krzyżu.
Wieczorem część wspomnień wróciła. Wyglądało to jak seria silnych przebłysków. Próbowała je poskładać. Widziała tego mężczyznę: Pawła – Czyściciela Światów. Zobaczyła siebie stojącą z nim na podświetlanej platformie i słyszała głos: „Strażniczka Anna”. Czuła, że w niektórych światach równoległych Paweł jest jej mężem.

Kolejnego dnia Święty Krzyż tonął we mgle. Nie było to związane z kolejnym wezwaniem poza czas. Mgła wydawała się naturalna.
Marcin stał w tym samym miejscu co zawsze. Hub prowadzący do miejsca poza czasem znajdował się na polanie między wieżą a klasztorem. Miał przeczucie, że Ania przyjdzie.
Nie mylił się. Szybko ją rozpoznał. Widział, jak szła zdecydowanym krokiem w jego stronę.
– Kontinuum zabrało Pawła – powiedział bez wstępu. – Ale coś po nim zostało w tobie.
Ania zacisnęła dłonie tak mocno, że paznokcie wbiły się w skórę.
– Dlaczego ja go pamiętam!?
Marcin długo milczał, wpatrując się w mgłę.
– Nie powinnaś – mruknął wreszcie, bardziej do siebie niż do niej.
– To nie jest odpowiedź, Marcin! Ty wiesz, co się wydarzyło!
Podniósł wzrok. W jego oczach była szczerość, której bała się najbardziej.
– Strażnicy Kontinuum przemieszczają się między różnymi wariantami – zaczął powoli. – Razem z profesorem Filipem Terierrem wiedzieliśmy, że to pozostawia ślad w świadomości.
Mgła poruszyła się, jakby chciała ich rozdzielić.
– Wymazanie zabiera ślady istnienia. Emocje… nie chcą tak łatwo odejść. A ty jesteś wrażliwa.
– Co masz dokładnie na myśli!?
– To znaczy, że dociera do ciebie to, co inni tracą po drodze.
– To źle? – zapytała ciszej, z nutą ciekawości.
– To… może być niebezpieczne – dodał, spuszczając wzrok.
– Ja nie chcę zapominać. – Próbowała ukryć łzy.
– Wiem. Taką intencję wypowiedziałaś w miejscu poza czasem, a tam słowa mają moc – powiedział, patrząc jej prosto w oczy. – I właśnie dlatego pamiętasz.
Ania, ocierając łzy, odeszła szybkim krokiem, bez pożegnania.
W noc przyszło do niej coś, co wyglądało jak sen na jawie. Stała w kuchni, której nie znała, ale była pewna, że jest jej. Za oknem zaczął padać deszcz. Słyszała wyraźnie dzwoniące o szybę krople. W tle cicho rozbrzmiewała muzyka, której nigdy wcześniej nie słyszała, a jednak znała każde słowo. Czuła, że jest częścią tego świata.
Ktoś objął ją delikatnie od tyłu. Ciepło dłoni… była taka bezpieczna.
– Nie bój się, Aniu – powiedział głos.
Odwróciła się.
Zobaczyła Pawła, ale nie tego, którego znała jako Czyściciela Światów. Ten był inny. Starszy. A jednak wiedziała – to był jej mąż.
– To… naprawdę się dzieje – wyszeptała mu do ucha.
– Jestem przy tobie – odpowiedział powoli, spokojnym głosem.
Wyciągnęła ręce, by objąć go za szyję i pocałować.
Nagle kolory zaczęły odpływać, jakby ktoś je wycierał. Czuła, że Kontinuum próbowało wyrwać jej to wspomnienie.
– Nie pozwól im – powiedział przerywanym głosem. – Nie zapomnij mnie… proszę.
I wtedy sen się rozmył.
Obudziła się z krzykiem.
Po chwili rozejrzała się uważnie.
Przy łóżku stała dziewczynka. Znała ją już – spotkały się w miejscu poza czasem tuż przed tym, jak Paweł został zabrany.
– Pamiętasz go. Dlatego on istnieje – powiedziała powoli, jakby sama nie była pewna, czy powinna to mówić.
Ania usiadła na łóżku.
– Mogę go odzyskać? – zapytała cicho, nie wiedząc, czy naprawdę już się obudziła.
– Nie – istota pokręciła głową. – Ale możesz go nie stracić.
– Jak… – zawiesiła głos. – Jak mogę go nie stracić?
– Pamiętając.
Postać dziewczynki zaczęła rozpływać się w ciemności pokoju.
– Oni chcą, żebyś zapomniała – dodała. – Bo pamięć może zmieniać światy.
– A jeśli nie zapomnę?
Dziewczynka przyłożyła palec do ust.
– Wtedy to ty zaczniesz wpływać na to, co ma istnieć – wyszeptała i zniknęła.
Nazajutrz Ania wróciła na Święty Krzyż. W głowie wciąż miała wizję Pawła i tej małej dziewczynki z miejsca poza czasem.
Marcin już czekał.
– Była u ciebie w nocy? Prawda? – zapytał z zaciekawieniem.
– Tak – skinęła głową. – Ona jest kluczem? Prawda?
– Ona jest hybrydą trajektorii. Dzieckiem światów – zastanowił się chwilę. – To ona pozwoliła ci pamiętać.
Ania popatrzyła na niego, próbując zrozumieć.
– Jeśli będziesz pamiętać – zaczął powoli – pamięć po stracie będzie bolała.
– Co ty w ogóle wiesz o stracie?! – odwróciła wzrok.
Marcin zawahał się, ale nie odpowiedział.
– Więc co wybierasz? – zapytał spokojnie.
Ania spojrzała w mgłę, która ponownie pojawiła się znikąd.
– Nie przyszłam tu po spokój. Przyszłam po odpowiedź.
Marcin zamknął oczy.
– W takim razie… pamiętaj.
Kilka dni później Ania pojechała na wycieczkę do Sandomierza. Po prostu czuła, że musi tam być.
Obok niej przechodziła większa zorganizowana grupa. Przewodnik mówił spokojnie, niemal leniwie, jakby recytował historię znaną mu od setek lat.
Ania zamarła. Ten głos… znała go aż za dobrze.
To był Marcin – ale nie ten, którego znała. Inny wariant. Starszy o kilka zmarszczek.
Gdy grupa zaczęła się rozchodzić, jego wzrok zatrzymał się dokładnie tam, gdzie stała.
Uśmiechnął się delikatnie, już pewny.
– Ona wciąż pamięta – wyszeptał. – Dlatego on nadal istnieje.