Dzwonek telefonu bezceremonialnie przerwał Kamili sznurowanie lewego buta. Zaskoczona nagłym hałasem zbyt gwałtownie uniosła głowę, skutkiem czego uderzyła potylicą w blat biurka. Syknęła. Rozcierając bolące miejsce, spojrzała na ścienny zegar – wskazywał 17:58. Dwie minuty do fajrantu!
Najchętniej nie odbierałaby tego połączenia, ale prawie na pewno przypłaciłaby to utratą premii. Marek, jej szef, skrupulatnie analizował bilingi. Z drugiej strony, od uzyskania tygodniowego bonusu dzieliła ją sprzedaż tylko jednego zestawu więcej.
Z nadzieją założyła słuchawki z mikrofonem i wcisnęła przycisk na klawiaturze.
– PraktycznaEdukacja.com, dzień dobry. Mam na imię Kamila. Informuję, że rozmowa jest rejestrowana. W czym mogę pomóc? – wyrecytowała standardową formułkę.
– Chcę złożyć reklamację – odezwał się gniewnie młody, męski głos.
Nadzieja umiera ostatnia – pomyślała. Nie dość, że z bonusu nici, to jeszcze nie daj Boże zwrot.
– Zakładam, że posiadacie polisę od odpowiedzialności cywilnej – bardziej stwierdził niż zapytał głos w słuchawce.
Kamila przez moment zastanawiała się nad odpowiedzią. Znała na pamięć listę oferowanych produktów, o każdym miała mniejszą lub większą wiedzę, ale o polisach ubezpieczeniowych firmy nie wiedziała nic. Rozejrzała się bezradnie dookoła, ale żadnego z menedżerów, który mógłby coś podpowiedzieć, już nie było. Dla kierownictwa weekend zaczynał się o siedemnastej.
– O który produkt pan dokładnie pyta?
– To nieistotne, który! Ważne, że przez wasz wyrób mam straty: finansowe, emocjonalne i… i… i najprawdopodobniej również matrymonialne! – prawie krzyczał mężczyzna, jąkając się z emocji.
Och, gdyby zadzwonił godzinę wcześniej – pomyślała Kamila. Przekazałaby sprawę Markowi i problem byłby z głowy.
– Żebym mogła panu pomóc, proszę podać numer zamówienia. Ewentualnie imię i nazwisko.
– Brajan Malinowski. Zestaw kupowałem u was jakieś dwa… nie, tydzień temu.
Kamila szybko znalazła odpowiednią kartotekę w komputerze. Co prawda Malinowskich mieli w bazie siedemnastu, ale Brajana tylko jednego.
– Mam. Zapewne chodzi o zestaw "Mały genetyk"?
– W rzeczy samej – burknął młodzieniec.
– W jaki sposób poniósł pan te… liczne straty? Coś nie zadziałało?
– Zadziałało, ale źle!
Kamila uśmiechnęła się do siebie. Żadnego innego zestawu edukacyjnego nie znała tak dobrze, jak "Małego genetyka". Biologia eksperymentalna była jej pasją i kierunkiem, na który zaaplikuje, gdy tylko poprawi maturę z chemii.
– Jaką procedurę pan zastosował i do których genów? – zadała pytanie głosem pewnym siebie, by zabrzmieć jak profesjonalistka.
– Eee… gdzie to mam… – Zaszeleściły wertowane kartki. – Jest! Przeprowadziłem procedurę recesyzacji genu MHTKS2…
Kamila błyskawicznie wystukała na klawiaturze podyktowany symbol genu.
– Zniósł pan ogranicznik wzrostu… – wpadła mu w słowo, by wykazać się znajomością tematu.
– … taaak, połączoną z procedurą endominacji recesywnego genu LEPD…
– Zintensyfikował pan łaknienie – nazwę genu obżarstwa znała na pamięć, nawet nie musiała sprawdzać w komputerze.
– … taaak, którą dla przyspieszenia efektu połączyłem z intensyfikacją metabolizmu, endominując gen HWBPA.
– Bardzo sprytna kombinacja – z uznaniem skomentowała Kamila, wstukując podaną przez klienta sekwencję liter do wyszukiwarki. – I co poszło nie tak? Zakładam, że nie przeprowadził pan eksperymentu na zbyt dużym organizmie, prawda? Aktywator mutacji w zestawie "Mały genetyk" operuje skutecznie tylko na osobnikach o początkowej masie poniżej 200 gramów.
– Bez obaw "osobnik" ważył nie więcej niż 100 gramów.
– Co w takim razie poszło nie tak? Czyżby zwierzątko nie chciało więcej jeść? – drążyła temat Kamila.
– Chciało!
Brajan Malinowski nie kwapił się do rozwinięcia tematu. Kamila wykorzystała chwilową przerwę w rozmowie do powtórnego wprowadzenia podanej sekwencji liter.
– To co? Nie urosło? – zapytała w końcu.
– Urosło i to sporo. Już po półtorej doby Kubuś przytył do czterech kilogramów!
– O! Zrobił pan z Kubusia niezłego żarłoczka – skomentowała z uznaniem, nie przerywając przeglądania bazy danych. Wyszukiwarka nie odnajdywała wyniku. – Czy może pan powtórzyć nazwę genu intensyfikującego metabolizm?
– HWPBA.
– Aaa… źle zanotowałam, czeski błąd, przepraszam.
Kamila wstukała skorygowaną nazwę na klawiaturze. Wyszukiwarka działała coraz wolniej, jakby kontestując pracę po godzinach.
– A jakie zwierzątko poddał pan mutacji, jeżeli wolno spytać? – kurtuazyjnie podtrzymywała rozmowę w oczekiwaniu na wyświetlenie wyników.
– Glonojada.
Palce Kamili znieruchomiały nad klawiaturą.
– Kubuś to… akwariowa rybka?
– Uhm…
– A jak udało się panu zorganizować taką ilość pokarmu w akwarium? Cztery kilogramy to spora masa, a metabolizm ma jeszcze drugie… hm… oblicze? Zmieściło się to wszystko w akwarium?
– Ha! Na tym polegał trik! – Brajan się ożywił. – Po aktywowaniu mutacji wpuściłem Kubusia do oczka wodnego teściowej.
– Teściowej? – machinalnie zapytała wpatrzona w ekran Kamila. Nie mogła znaleźć w bazie danych genu, o którym mówił Brajan. Przy okazji zajrzała do kartoteki zakupów. Trzy lata wcześniej sklep PraktycznaEdukacja.com wysłał Brajanowi zestaw "Dysleksja – proste wybiegi ułatwiające życie".
– No… przyszłej teściowej, dokładniej mówiąc. Razem z przyszłym teściem i moją narzeczoną polecieli na Seszele i zostawili mi klucze do willi, żebym popilnował. Przed wyjazdem teść poprosił, bym wyczyścił japońskie bajorko w ogrodzie, bo zarosło. Wie pani, oślizgłe kamienie, mnóstwo zielska, złote rybki i wszędzie te glony… błłłeee… ohydztwo!
– Aaa! I wtedy wpadł pan na pomysł, by wyręczyć się glonojadem? – zapytała Kamila, nie przerywając przeglądania listy z opisami genów.
– Dokładnie tak! – rozentuzjazmowany Brajan wrzasnął tak głośno, że przestraszona Kamila ściągnęła zestaw słuchawkowy.
Przez moment uważnie czytała znalezione informacje, po czym zbliżyła mikrofon do ust.
– Przepraszam, że do tego wracam, ale czy mogę dla potwierdzenia przeliterować nazwę tego genu intensyfikującego metabolizm?
– O rany! – Rozmówcę opuścił entuzjazm. – Moment… gdzie mam tę kartkę… proszę literować.
– Halina, Natalia, Paulina, Barbara, Anna. – Każde przeczytane przez Kamilę imię mężczyzna kwitował potwierdzającym mruknięciem.
– No, dokładnie, tak jak mówiłem.
– Nie, proszę pana, poprzednio podawał pan geny HWBPA i HWPBA, a potwierdzony przed chwilą gen HNPBA intensyfikuje metabolizm białka wyłącznie zwie–rzę–ce–go – wysylabizowała ostatnie słowo.
Po drugiej stronie połączenia zaległa cisza.
– Taka kombinacja aktywacji genowych – kontynuowała swój wywód – mogła spowodować mutację Kubusia w osobnika mięsożernego.
Ze słuchawki dobiegły stłumione przekleństwa. Założyła z powrotem zestaw na głowę.
– Proszę mi wybaczyć, jeżeli zabrzmi to brutalnie… – zakończyła pauzą. – Czy glonojad nie zjadł rybek pływających w stawie?
– Chrzanić rybki! Rybki były teścia, a teść ma wywalone na takie rzeczy. – Brajan na chwilę zamilkł. – Ten pieprzony Kubuś… pożarł… – Kamili wydawało się, że usłyszała stłumiony szloch w słuchawce – …Pusię.
– Pusię?
– Pusia to jest… to była ukochana kotka teściowej.
Zrezygnowana Kamila kliknęła okienko formularza reklamacyjnego. Zegar w rogu ekranu wskazywał 18:27. Pociąg już odjechał. Następny za godzinę.
– W tym przypadku nie widzę podstaw do reklamacji.
– Co ja bym dał, żeby można było cofnąć czas!
Dziewczyna wyprostowała się na krześle, łyknęła wody z butelki i zakrywając dłonią mikrofon, odchrząknęła.
– Może rozważy pan zakup zestawu edukacyjnego "Mały podróżnik w czasie"?
Szlochanie ucichło.
Kamila spojrzała na wiszący na ścianie graf sprzedaży z bieżącego tygodnia. Pod jej zdjęciem i imieniem tylko w jednej kratce nad linią bonus brakowało krzyżyka.
– W ramach rekompensaty oferuję panu dwadzieścia procent upustu – kuła żelazo, póki gorące.
Brajan milczał.
– Jak obszerna jest instrukcja do zestawu? – zapytał po chwili z wyczuwalną obawą.
– Och, tym proszę się nie martwić. Kompletną instrukcję udostępniamy również w wersji wideo na firmowym kanale YouTube.
Znowu milczenie w słuchawce. Kamili żal było Brajana – chłopak miał otwartą głowę, tylko… pecha z dysleksją.
– Jako stałemu klientowi mogę zaproponować panu dodatkowo dziesięć procent zniżki.
– Czyli razem trzydzieści?
Dwa kwadranse później Kamila zbiegała schodami biurowca, przeskakując po dwa stopnie. To był całkiem udany tydzień – pomyślała.