- Opowiadanie: Berig - Reklamacja

Reklamacja

Do trzech razy sztuka. Dzielę się humorystycznym (przynajmniej z założenia) szortem SF o rozmowie reklamacyjnej, w której coś poszło…  zdecydowanie za dobrze.
 

Po próbach z kryminałem SF oraz oniryczno-ontologicznym opowiadaniem konkursowym chcę spróbować lżejszej formy.

Zapraszam do lektury i komentowania.

 

Bardzo dziękuję betom Ambush i MichaelBullfinch za bezcenne uwagi.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

MichaelBullfinch

Oceny

Reklamacja

Dzwonek telefonu bezceremonialnie przerwał Kamili sznurowanie lewego buta. Zaskoczona nagłym hałasem zbyt gwałtownie uniosła głowę, skutkiem czego uderzyła potylicą w blat biurka. Syknęła. Rozcierając bolące miejsce, spojrzała na ścienny zegar – wskazywał 17:58. Dwie minuty do fajrantu!

Najchętniej nie odbierałaby tego połączenia, ale prawie na pewno przypłaciłaby to utratą premii. Marek, jej szef, skrupulatnie analizował bilingi. Z drugiej strony, od uzyskania tygodniowego bonusu dzieliła ją sprzedaż tylko jednego zestawu więcej.

Z nadzieją założyła słuchawki z mikrofonem i wcisnęła przycisk na klawiaturze.

PraktycznaEdukacja.com, dzień dobry. Mam na imię Kamila. Informuję, że rozmowa jest rejestrowana. W czym mogę pomóc? – wyrecytowała standardową formułkę.

– Chcę złożyć reklamację – odezwał się gniewnie młody, męski głos.

Nadzieja umiera ostatnia – pomyślała. Nie dość, że z bonusu nici, to jeszcze nie daj Boże zwrot.

– Zakładam, że posiadacie polisę od odpowiedzialności cywilnej – bardziej stwierdził niż zapytał głos w słuchawce.

Kamila przez moment zastanawiała się nad odpowiedzią. Znała na pamięć listę oferowanych produktów, o każdym miała mniejszą lub większą wiedzę, ale o polisach ubezpieczeniowych firmy nie wiedziała nic. Rozejrzała się bezradnie dookoła, ale żadnego z menedżerów, który mógłby coś podpowiedzieć, już nie było. Dla kierownictwa weekend zaczynał się o siedemnastej.

– O który produkt pan dokładnie pyta?

– To nieistotne, który! Ważne, że przez wasz wyrób mam straty: finansowe, emocjonalne i… i… i najprawdopodobniej również matrymonialne! – prawie krzyczał mężczyzna, jąkając się z emocji.

Och, gdyby zadzwonił godzinę wcześniej – pomyślała Kamila. Przekazałaby sprawę Markowi i problem byłby z głowy.

– Żebym mogła panu pomóc, proszę podać numer zamówienia. Ewentualnie imię i nazwisko.

– Brajan Malinowski. Zestaw kupowałem u was jakieś dwa… nie, tydzień temu.

Kamila szybko znalazła odpowiednią kartotekę w komputerze. Co prawda Malinowskich mieli w bazie siedemnastu, ale Brajana tylko jednego.

– Mam. Zapewne chodzi o zestaw "Mały genetyk"?

– W rzeczy samej – burknął młodzieniec.

– W jaki sposób poniósł pan te… liczne straty? Coś nie zadziałało?

– Zadziałało, ale źle!

Kamila uśmiechnęła się do siebie. Żadnego innego zestawu edukacyjnego nie znała tak dobrze, jak "Małego genetyka". Biologia eksperymentalna była jej pasją i kierunkiem, na który zaaplikuje, gdy tylko poprawi maturę z chemii.

– Jaką procedurę pan zastosował i do których genów? – zadała pytanie głosem pewnym siebie, by zabrzmieć jak profesjonalistka.

– Eee… gdzie to mam… – Zaszeleściły wertowane kartki. – Jest! Przeprowadziłem procedurę recesyzacji genu MHTKS2…

Kamila błyskawicznie wystukała na klawiaturze podyktowany symbol genu.

– Zniósł pan ogranicznik wzrostu… – wpadła mu w słowo, by wykazać się znajomością tematu.

– … taaak, połączoną z procedurą endominacji recesywnego genu LEPD…

– Zintensyfikował pan łaknienie – nazwę genu obżarstwa znała na pamięć, nawet nie musiała sprawdzać w komputerze.

– … taaak, którą dla przyspieszenia efektu połączyłem z intensyfikacją metabolizmu, endominując gen HWBPA.

– Bardzo sprytna kombinacja – z uznaniem skomentowała Kamila, wstukując podaną przez klienta sekwencję liter do wyszukiwarki. – I co poszło nie tak? Zakładam, że nie przeprowadził pan eksperymentu na zbyt dużym organizmie, prawda? Aktywator mutacji w zestawie "Mały genetyk" operuje skutecznie tylko na osobnikach o początkowej masie poniżej 200 gramów.

– Bez obaw "osobnik" ważył nie więcej niż 100 gramów.

– Co w takim razie poszło nie tak? Czyżby zwierzątko nie chciało więcej jeść? – drążyła temat Kamila.

– Chciało!

Brajan Malinowski nie kwapił się do rozwinięcia tematu. Kamila wykorzystała chwilową przerwę w rozmowie do powtórnego wprowadzenia podanej sekwencji liter.

– To co? Nie urosło? – zapytała w końcu.

– Urosło i to sporo. Już po półtorej doby Kubuś przytył do czterech kilogramów!

– O! Zrobił pan z Kubusia niezłego żarłoczka – skomentowała z uznaniem, nie przerywając przeglądania bazy danych. Wyszukiwarka nie odnajdywała wyniku. – Czy może pan powtórzyć nazwę genu intensyfikującego metabolizm?

– HWPBA.

– Aaa… źle zanotowałam, czeski błąd, przepraszam.

Kamila wstukała skorygowaną nazwę na klawiaturze. Wyszukiwarka działała coraz wolniej, jakby kontestując pracę po godzinach.

– A jakie zwierzątko poddał pan mutacji, jeżeli wolno spytać? – kurtuazyjnie podtrzymywała rozmowę w oczekiwaniu na wyświetlenie wyników.

– Glonojada.

Palce Kamili znieruchomiały nad klawiaturą.

– Kubuś to… akwariowa rybka?

– Uhm…

– A jak udało się panu zorganizować taką ilość pokarmu w akwarium? Cztery kilogramy to spora masa, a metabolizm ma jeszcze drugie… hm… oblicze? Zmieściło się to wszystko w akwarium?

– Ha! Na tym polegał trik! – Brajan się ożywił. – Po aktywowaniu mutacji wpuściłem Kubusia do oczka wodnego teściowej.

– Teściowej? – machinalnie zapytała wpatrzona w ekran Kamila. Nie mogła znaleźć w bazie danych genu, o którym mówił Brajan. Przy okazji zajrzała do kartoteki zakupów. Trzy lata wcześniej sklep PraktycznaEdukacja.com wysłał Brajanowi zestaw "Dysleksja – proste wybiegi ułatwiające życie".

– No… przyszłej teściowej, dokładniej mówiąc. Razem z przyszłym teściem i moją narzeczoną polecieli na Seszele i zostawili mi klucze do willi, żebym popilnował. Przed wyjazdem teść poprosił, bym wyczyścił japońskie bajorko w ogrodzie, bo zarosło. Wie pani, oślizgłe kamienie, mnóstwo zielska, złote rybki i wszędzie te glony… błłłeee… ohydztwo!

– Aaa! I wtedy wpadł pan na pomysł, by wyręczyć się glonojadem? – zapytała Kamila, nie przerywając przeglądania listy z opisami genów.

– Dokładnie tak! – rozentuzjazmowany Brajan wrzasnął tak głośno, że przestraszona Kamila ściągnęła zestaw słuchawkowy.

Przez moment uważnie czytała znalezione informacje, po czym zbliżyła mikrofon do ust.

– Przepraszam, że do tego wracam, ale czy mogę dla potwierdzenia przeliterować nazwę tego genu intensyfikującego metabolizm?

– O rany! – Rozmówcę opuścił entuzjazm. – Moment… gdzie mam tę kartkę… proszę literować.

– Halina, Natalia, Paulina, Barbara, Anna. – Każde przeczytane przez Kamilę imię mężczyzna kwitował potwierdzającym mruknięciem.

– No, dokładnie, tak jak mówiłem.

– Nie, proszę pana, poprzednio podawał pan geny HWBPA i HWPBA, a potwierdzony przed chwilą gen HNPBA intensyfikuje metabolizm białka wyłącznie zwie–rzę–ce–go – wysylabizowała ostatnie słowo.

Po drugiej stronie połączenia zaległa cisza.

– Taka kombinacja aktywacji genowych – kontynuowała swój wywód – mogła spowodować mutację Kubusia w osobnika mięsożernego.

Ze słuchawki dobiegły stłumione przekleństwa. Założyła z powrotem zestaw na głowę.

– Proszę mi wybaczyć, jeżeli zabrzmi to brutalnie… – zakończyła pauzą. – Czy glonojad nie zjadł rybek pływających w stawie?

– Chrzanić rybki! Rybki były teścia, a teść ma wywalone na takie rzeczy. – Brajan na chwilę zamilkł. – Ten pieprzony Kubuś… pożarł… – Kamili wydawało się, że usłyszała stłumiony szloch w słuchawce – …Pusię.

– Pusię?

– Pusia to jest… to była ukochana kotka teściowej.

Zrezygnowana Kamila kliknęła okienko formularza reklamacyjnego. Zegar w rogu ekranu wskazywał 18:27. Pociąg już odjechał. Następny za godzinę.

– W tym przypadku nie widzę podstaw do reklamacji.

– Co ja bym dał, żeby można było cofnąć czas!

Dziewczyna wyprostowała się na krześle, łyknęła wody z butelki i zakrywając dłonią mikrofon, odchrząknęła.

– Może rozważy pan zakup zestawu edukacyjnego "Mały podróżnik w czasie"?

Szlochanie ucichło.

Kamila spojrzała na wiszący na ścianie graf sprzedaży z bieżącego tygodnia. Pod jej zdjęciem i imieniem tylko w jednej kratce nad linią bonus brakowało krzyżyka.

– W ramach rekompensaty oferuję panu dwadzieścia procent upustu – kuła żelazo, póki gorące.

Brajan milczał.

– Jak obszerna jest instrukcja do zestawu? – zapytał po chwili z wyczuwalną obawą.

– Och, tym proszę się nie martwić. Kompletną instrukcję udostępniamy również w wersji wideo na firmowym kanale YouTube.

Znowu milczenie w słuchawce. Kamili żal było Brajana – chłopak miał otwartą głowę, tylko… pecha z dysleksją.

– Jako stałemu klientowi mogę zaproponować panu dodatkowo dziesięć procent zniżki.

– Czyli razem trzydzieści?

 

Dwa kwadranse później Kamila zbiegała schodami biurowca, przeskakując po dwa stopnie. To był całkiem udany tydzień – pomyślała.

Koniec

Komentarze

Dziękuję AmbushMichaelu za cenne uwagi oraz miły komentarz. Dzięki Waszemu pozytywnemu odbiorowi będzie łatwiej mi się zmierzyć ze spodziewanym odwetem ze strony lobby miłośników kotów, które na tym forum jest bardzo silne wink.

No tośmy sobie, ..., polatali!

Witam pobetowo.

Bardzo ciekawy, humorystyczny tekst. Uśmiałem się.

Niby szkoda Pusi, ale ofiary muszą być, kiedy igra się z małymi zestawami.

Fajne, ciekawe zakończenie i wręcz niebywałe umiejętności bohaterki, żeby reklamację zamienić na sprzedaż kolejnego produktu. Aż dziwne, że miała problem z premią. Ciekawa poszlaka w postaci zestawu dyslektyka.

Z chęcią polecę do biblioteki.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Jest bardzo w porządku, może trochę zbyt slapstikowe, ale tylko ociupinkę. Nawet się uśmiechnąłem półgębkiem, mimo że ponury ze mnie typ. Myślę, że gdyby ściąć z tego tak ze 2, 3k znaków i skończyć na “Szlochanie ucichło” puenta wybrzmiałaby trochę dźwięczniej i wdzięczniej, ale to już takie moje czepialstwo.

Lekkie i zabawne. :) Obawiałem się, że rybka zjadła jakiegoś krewniaka od teściów, dlatego ulżyło mi, że był to “tylko” kotek. Czy za przestawieniem liter w genach coś się kryło? Z taką dysleksją niebezpiecznie brać się za modyfikacje genowe. 

 

– Brajan Malinowski. Zestaw kupowałem u was jakieś dwa… nie tydzień temu.

Nie powinien być przecinek po “nie”?

Nowa Fantastyka