Pomysł na tekst powstał w pewnym schronisku-bacówce podczas słuchania opowieści o lokalnych wilkach. Tekst nie ma nic wspólnego ani z bacówką, ani z wilkami, niemniej powstał ;)
Pomysł na tekst powstał w pewnym schronisku-bacówce podczas słuchania opowieści o lokalnych wilkach. Tekst nie ma nic wspólnego ani z bacówką, ani z wilkami, niemniej powstał ;)
Mróz szczypał Wędrucha w pyszczek. Nosek swędział, jakby był wilgotny. Wędruch spróbował się podrapać, ale łapka ugrzęzła mu w czymś zimnym i sypkim. Z trudem otworzył oczy. Ciemno.
Powąchał i polizał wyjście z nory. Śnieg stopił mu się na języku. Zaczął kopać. Łapki jeszcze się do końca nie obudziły, ale warstwa śniegu nie była gruba i po chwili stanął w jodłowym zagajniku.
Gwiazdy migotały na bezchmurnym niebie. Wiatr porywał śnieg z drzew i sypał Wędruchowi w oczy. Zimno.
Stwór wyjął z nory płaszcz i kapelusz. Na obu zostało już więcej dziur niż materiału. Opatulił się starannie, ale niewiele to dało. W kieszeni płaszcza znalazł zmrożone jabłko. Poczuł ssanie w żołądku. Czapa śnieżna pofrunęła Wędruchowi na głowę, aż kapelusz oklapł, zakrywając mu oczy i nos. Zimno.
Musi iść. Szybko. Zje po drodze. Sięgnął do nory, wyciągnął latarnię i zadrżał. Tego sobie nie przypominał. Dwie z czterech szyb latarni były rozbite.
Wędruch miał problemy z pamiętaniem tuż po wstaniu. Zmarszczył nosek. Wiatr wpadał w dziury płaszcza z jednej strony, kradł ciepło spod futerka i wypadał z drugiej. Wróciły niejasne wspomnienia przyspieszonego oddechu, szelestu krzaków, w których próbował się chować, świstu latających kamieni i brzęku tłuczonego szkła. I smrodu. Ciężkiego, ogłuszającego smrodu.
Stwór chwycił mocniej latarnię, drugą łapką poprawił kapelusz. Co go tak właściwie obudziło?
Węszył, kręcąc mordką na wszystkie strony. W końcu znalazł. Zapach był wyraźny, zdecydowanie mdły i zbłąkany, ale bez niebezpiecznych kwasów.
Ruszył za wonią jak za nitką, prosto przez las. Jodły wyciągały po niego iglaste ramiona, drapały i sypały śniegiem. Wędruch ledwo dźwigał latarnię ponad zaspy. Parł jednak naprzód, parł niezmordowanie, aż poczuł ciepło rozlewające się po łapkach.
Po drodze wpadł na niedźwiedzia. Biedak musiał się przedwcześnie obudzić. Człapał bez przekonania, z zapadniętymi bokami i wystającymi kościami biodrowymi. Zaskoczony warknął ostrzegawczo, ale szybko zorientował się, że to tylko Wędruch, i wrócił do człapania. Stwór spojrzał smętnie na jabłko, rzucił je niedźwiedziowi i pobiegł dalej.
Woń stawała się coraz silniejsza. Wędruch przyspieszył, skacząc nad rowami i zamarzniętymi strumykami. W końcu go zobaczył. Człowiek, oczywiście. Żadne inne zwierzę nie gubi się tak często. Ten szedł w stronę przełęczy, za którą rozciągało się już tylko wielkie pustkowie i moczary. Złe miejsce dla ludzi. Na szczęście nie zaszedł jeszcze za daleko i gdyby znał drogę, wróciłby do stada przed świtem.
Wędruch wiedział, że ludzie są bardzo płochliwi i trzeba ich prowadzić z daleka. Znalazł zwierzęcą ścieżkę, która odbijała w stronę ludzkich siedzib, oddalił się o kilkadziesiąt susów i poczekał, aż zbłąkany człowiek będzie przechodził obok.
Stwór wyjął z kieszeni płaszcza hubkę i krzesiwo, po czym zapalił lampę. Ogień wystrzelił i natychmiast zgasł od podmuchu wiatru. Człowiek szedł dalej w swoją stronę.
Wędruch śledził zgubę, aż znowu trafiła się stosowna ścieżka. Stwór osłonił stłuczone szybki latarni własnym ciałem. Mroźny wiatr przeszywał mu futerko.
Płomień zatańczył, zamigotał i zgasł od przeciągu. Człowiek stanął. Przetarł kilka razy oczy. Zaczął uciekać.
Wędruch rzucił się za nim. Zejście z przełęczy jest bardzo strome, prosto potknąć się na lodzie i zrobić sobie krzywdę. Może człowiek się zmęczy, nie da rady aż tyle biec. A czy Wędruch da radę?
Wiatr zmienił kierunek, zacinając w pyszczek i wyciskając łzy. Wędruch się zatrzymał. Wiatr niósł chłód, wilgoć i… coś jeszcze. Smród. Ciężki, ostry smród. Wędruch spojrzał na potłuczoną latarnię. Wspomnienie bólu zakłuło go w kark.
Stwór chciał zawrócić, ale zbłąkany człowiek szedł prosto w źródło smrodu. Bardzo złe miejsce dla ludzi. Wędruch poprawił kapelusz i, skulony, pobiegł za zgubą.
Łapki przestawały się go słuchać. Potknął się i zarył w zaspę. Coś świsnęło mu obok łebka. Stracił kapelusz. Znowu świst. Stwór rzucił się w stronę najbliższego drzewa. Za późno poczuł smród. Od drzewa odkleił się cień. Uniósł pałkę. Wędruch pisnął przeraźliwie i z bólu wypuścił latarnię.
***
Mróz szczypał Wędrucha w pyszczek. Spróbował rozmasować go łapką. Ból przeszył mu łopatkę. Pisnął i otworzył oczy. Dookoła stało pięciu mężczyzn, wszyscy ubrani w brudne, obszarpane szmaty. Brody nosili długie niemal do pasów. Dwóch trzymało kije, dwóch noże. Jeden bawił się sznurkiem z dyndającym na końcu kamieniem.
Smród lał się z nich falami i wpychał nieproszony aż do gardła.
Ludzie krzyczeli. Część wskazywała na Wędrucha, część na drzewo obok. Wysoko na drzewie siedział zbłąkany wędrowiec.
Wędruch zobaczył, że latarnia leży tuż obok niego. Złapał ją, zagryzł ząbki z bólu i wstał. Cuchnący ludzie otaczali go ze wszystkich stron, ale Wędruch wiedział z doświadczenia, że pewnie spłoszą się, jak podejdzie bliżej. Ruszył w stronę najbliższego.
Mężczyzna kopnął go z całej siły. Wędruch pisnął, przekoziołkował i zwinął się w kłębek. Ukłuły go odłamki ostatnich szybek z latarni.
Mężczyzna nachylił się z nożem. Uniósł rękę do ciosu. Krzyki się nasiliły. Inny mężczyzna, ten z kamieniem na sznurku, zasłonił Wędrucha i zaczął krzyczeć jeszcze głośniej, wymachując rękami.
Wędruch zamknął oczy. Zawsze miał problemy z pamiętaniem, nie tylko po wstaniu, ale był pewien, że tego człowieka ze sznurkiem już gdzieś widział. Tak. Stwór świecił mu na zamarzniętych moczarach, gdy zabłądził w labiryncie kruchej trzciny i cienkich lodowych tafli. Potem gdy się wydostali, gonił Wędrucha i zbił mu latarnię.
Stwór otworzył oczy. Mężczyźni stali i patrzyli na siebie w milczeniu. W końcu ten z kamieniem pokręcił głową, mruknął coś pod nosem i odszedł na bok. Rzucił Wędruchowi przepraszające spojrzenie. Stwór zobaczył, jak księżyc odbija się w ostrzu noża wzniesionym do ciosu. Twarz oprawcy wykrzywił dziki grymas. Wędruchowi kojarzył się z wilczą matką, która pożera własne dzieci. Widział to kiedyś, czy tylko sobie wyobrażał? Nie pamiętał. Całe to zapominanie nie wyszło mu na dobre. Teraz było już jednak za późno, żeby się tym przejmować.
Ryk wstrząsnął polaną. Mężczyźni rzucili się do ucieczki. Oprawca zdążył się odwrócić akurat, żeby zobaczyć, jak niedźwiedź skacze i przyszpila go do ziemi.
Niedźwiedź dobierał się do niego niespiesznie, jakby próbował połaskotać młode, a nie zagryźć człowieka. Wędruch z trudem wczołgał się na mężczyznę i stanął mu na klatce piersiowej, zapadając się łapkami w szorstkiej brodzie. Pisnął ostrzegawczo. Mała futrzana kulka przed ogromnym drapieżnikiem.
Niedźwiedź warknął. W jego oczach nie było okrucieństwa, tylko okropny, ssący głód. Spojrzał na mężczyznę. Znowu warknął, ale Wędruch stał nieugięty. Gorący, cuchnący oddech buchał mu w twarz.
Niedźwiedź spojrzał na Wędrucha, tym razem błagalnie. Wydawało się, że zwierz zmalał i posmutniał. Po chwili odwrócił się z rezygnacją i poczłapał w stronę lasu.
Gdy zniknął wśród drzew, pozostali mężczyźni wrócili na polanę. Zrzucili Wędrucha, nachylili się nad towarzyszem i zaczęli opatrywać rany.
Wędruch miał wielką ochotę uciekać. Pobiec za niedźwiedziem i razem z nim poszukać czegoś do jedzenia. Powinien uciekać, ludzkie krzyki przypominały mu o niebezpieczeństwie, tylko… delikatna woń zbłąkanego wędrowca ciągle płynęła z drzewa. Jak tylko ta piątka przestanie być spłoszona, pewnie zrobią wędrowcowi krzywdę. Nie można go tak zostawić.
Wędruch zmusił łapki do zrobienia kilku kroków. Wytarł pyszczek ze śniegu i czegoś innego, słodkiego i lepkiego. Złapał latarnię i podreptał z nią pod drzewo. Włożył łapkę do kieszeni. Hubka i krzesiwo gdzieś mu wypadły. Może skoro jest tak blisko, to człowiek zauważy latarnię, nawet jak nie będzie zapalona?
Stwór wyprostował się i pomachał potłuczoną latarnią w stronę gałęzi. Wędrowiec na drzewie niby wodził za nią wzrokiem, ale nie schodził.
Łapki ugięły się pod Wędruchem. Objął go śnieg. Najpierw zabrał ból. Potem powoli, ale nieubłaganie, zaczął zabierać czucie. Wędruch próbował wstać, ale nie miał siły.
Usłyszał kroki. Któryś z mężczyzn – Wędruch nie pamiętał już za dobrze, który jak wyglądał – podszedł do latarni i zaczął ją rozpalać. Szło mu ciężko, bo cała namokła, ale pracował wytrwale i w końcu między resztkami szkieł zatańczył ogienek, który szybko urósł.
Ktoś postawił Wędrucha na nogi, ktoś włożył mu uchwyt latarni w łapkę. Stwór ostatkiem sił zamachał w stronę drzewa. Zbłąkany wędrowiec obserwował go przez chwilę z rozdziawionymi ustami, po czym zszedł na ziemię.
Wędruch odczłapał kawałek, żeby go nie spłoszyć. Brodaci mężczyźni się rozstąpili.
Stwór szedł powolutku, prowadząc wędrowca. Chciałby iść szybciej, ale nie był w stanie. Na szczęście wszyscy ludzie byli dzisiaj mało płochliwi i wędrowiec przed nim nie uciekał.
W końcu doszli do punktu, z którego do ludzkiego stada prowadziła już prosta droga. Człowiek przyspieszył kroku i prawie biegiem ruszył dalej.
Wędruch przycupnął pod drzewem. Zgasił latarnię. Zaczął prószyć śnieg. Stwór chciał poprawić dziurawy kapelusz, ale nie miał już kapelusza. Gdzie go zapodział? Nie pamiętał. Wędruch miał problemy z pamiętaniem.
Było mu trochę żal. Lubił kapelusz. Siedział z tą myślą, aż na futerku uzbierała mu się warstwa białego puchu.
Było mu żal. Czego? Nie pamiętał.
Poszedł szukać nowej nory.
Hej :).
No nie zardzewiałeś. Kurcze wyciągnąłem się w przygodę Wędrucha od pierwszej chwili. Może i nie wiemy za dużo o ludziach, kto co i dlaczego i czy niedźwiedź znalazł coś do jedzenia, ale kogo to interesuje. Bo wiemy dużo o sympatycznym stworku. Choć jest nieporadny (czasem) i ma problemy z pamięcią to potrafi być stanowczy. No i jest pomocny :). Bardzo mi się podoba:
"Gwiazdy migotały na bezchmurnym niebie. Wiatr porywał śnieg z drzew i sypał Wędruchowi w oczy. Zimno."
Stosujesz ten zabieg jeszcze raz w tekście i za drugim razem też działa. Za tarciem pewnie już by nie zadziałał:). Ale pozwala świetnie wejść w skórę bohatera :).
Myślę, że Wędruch zasługuje na dłuższy tekst. Nie wiem czy jako główny bohater ale chętnie bym go lepiej poznał :)
Klikam i pozdrawiam :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Hej Bardzie!
Trzeba było trochę smaru, ale w końcu maszyna pisarska ruszyła ;)
Podczas nieobecności nabrałem niesamowitej zdolności potrzymania tekstu przez jakiś czas i pozastanawiania się nad językiem (chociaż jest ryzyko, że jeszcze znowu ją stracę) :P Cieszę się, że zabieg się spodobał.
Będę pamiętał o Wędruchu, gdy następnym razem któryś z moich bohaterów będzie przedzierał się przez zimowy las. Albo może stworek w końcu przypomni sobie, skąd się wziął, i postanowi o tym opowiedzieć ;)
Dzięki za klika i pozdrawiam :)
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead
Hej,
Nie miałem przyjemności wcześniej czytać Twoich tekstów, ale ten bardzo mi się podobał.
Wyobrażam sobie Wędrucha jako słodką myszopodobną istotę, jestem ciekawy jak wygląda w Twojej głowie.
Ciekawy, tajemniczy tekst. Lubię takie. Podobał mi się motyw latarni.
Nasuwa się wiele pytań, mam nadzieję, że kiedyś przeczytam więcej o Wędruchu.
Klikam i pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ja widziałem go w futrze borsuka :)
"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."
Samo imię jest fajne i intrygujące. Poczułam, że muszę się dowiedzieć, kim jest. Nie dowiedziałam się, ale co tam…
Bardzo miło mi się czytało.
delulu managment
Hej,
Nie uwierzę, że opisana historia nie wydarzyła się w Dolinie Muminków ;) urocze i wciągające!
Pozdrawiam
Hej MichaelBullfinch!
Pomysł na stworka zaczął się od tego, że zobaczyłem grafikę bandurek (bandurków?) w Bestiariuszu Słowiańskim. Nie widzę w internecie książkowej grafiki, są same brzydkie ;)
Tylko o ile grafika mi się spodobała, o tyle same bandurki nie bardzo. Zwodzenie pijaków na manowce nie jest ani zbyt pomysłowe, ani sympatyczne.
W mojej znacznie milszej wersji stwora określił bym go jako coś między wydrą a kretem, tylko na dwóch łapach i z dłuższym pyszczkiem :)
W tekście myślę, że niedopowiedzenie tylko dodaje uroku.
Cześć Ambush!
Fajnie, że udało się zainteresować. Wędruch chętnie podzieliłby się swoją historią, ale gdzieś mu uciekła ;)
Hej khomaniac!
Zawsze chciałem napisać coś w typowej muminkowo-baśniowej konwencji. Tutaj wydaje mi się, że jest jeszcze daleko, ale jeśli opowieść była na tyle ciepła, żeby skojarzyć się z muminkami, to nie pozostaje mi nic, tylko się cieszyć :)
Dzięki wszystkim za lekturę i kliki!
It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead