Belzebub podniósł głowę z poduszki słysząc szczęk klucza w zamku. W chwilę później do domu weszła Halina.
– Mam dla ciebie niespodziankę – zawołała, kiedy kot się nie pojawił. – Przyprowadziłam ci koleżankę.
Kocur przeciągnął się, ziewnął i zeskoczył z kanapy.
– No wreszcie jakaś laseczka. – Wyszedł na przedpokój i zamarł. – Co to jest?!
– Balbina.
Belzebub wytrzeszczył oczy, przyglądając się krótkim, krzywym łapkom, wielkim uszom wlekącym się po ziemi i załzawionym oczom.
– Halyna, ja nie pytam jak ta podróbka zwierzęcia się nazywa.
Kobieta wywróciła oczami i odpięła smycz, od różowej obroży. Pies zrobił kilka kroków, niemrawo merdając ogonem przy czym przydeptał sobie uszy.
– Bub, twierdzisz, że jesteś księciem piekieł, więc chyba wiesz co to za zwierze.
– Nie nazywaj mnie Bub. To obrzydliwe – odparł zniechęcony. – I nie możesz sprowadzać do domu obcych i byle kogo.
Dreptał za nią do kuchni. Przyglądał się jak wymienia wodę w misce i woła psa.
– Zwariowałaś! Ona nie może pić z mojej miski…To haniebne – mruknął obrażonym tonem
Okrążył psa, szybko wsadzając całą mordkę do miseczki, udając, że pije.
Usłyszał jedynie mlaśnięcie i wielki jęzor zasłonił mu oczy naciągając powieki do czoła i mierzwiąc czarne futerko. Usiadł w szoku i szybko zaczął się poprawiać łapką.
– Nie myśl sobie, że to koniec, ty wyglądająca jak skład towarowy, ciągnący się z Warszawy do Katowic, suko – prychnął.
Balbina zamerdała nie przerywając picia i rozlewając wodę dookoła.
– Halyna, ona nawet nie rozumie, że ją obrażam – poskarżył się kobiecie, która tylko wzruszyła ramionami.
Belzebub odwrócił się zdegustowany i poszedł na swoje miejsce na kanapie. Co chwilę zerkając na długiego i niskiego psa, który teraz zbliżał się niebezpiecznie do łóżka. Balbina położyła łeb obok niego i westchnęła długo i przeciągle.
– Śmierdzi ci z pyska – zauważył kocur poruszając wąsami. Łypnął w wielkie załzawione oczy. Melancholijne spojrzenie było nie do zniesienia. – Wali, że tak delikatnie to ujmę.
Odwrócił się tyłem do psa i zwinął w kłębek, wciąż czując gorący oddech na plecach.
W chwilę później mokry ozor zmierzwił futro.
– No to jest szczyt wszystkiego – burknął przenosząc się na wyższe miejsce. Zerknął z satysfakcją na psa, który w żaden sposób nie mógł go dosięgnąć. Zmrużył oczy zadowolony, słysząc jak Balbina człapie, odchodząc.
Przerażający pisk postawił go na równe nogi, jeżąc sierść na karku.
– Hej! To moje! – Zeskoczył z oparcia i pognał w kierunku rozpaczliwych dźwięków. – Zostaw mojego gumowego kurczaka!
Wskoczył między psa, a zabawkę. Balbina popatrzyła na niego olbrzymimi załzawionymi oczami. Miał wrażenie, jeszcze większymi niż poprzednio. Bezlitośnie wyszarpał spod jej łapy kurczaka i unosząc wyzywająco ogon, poszedł na kanapę, skąd obserwował ciężko wzdychającego psa. Zmartwiona Balbina ułożyła się w za małym posłaniu. Nogi i łeb wypływały na podłogę, a uszy sprawiały wrażenie brązowych kałuż.
Belzebub westchnął zdegustowany myśląc, gdzie musi pochować swoje skarby przed tym czymś.