- Opowiadanie: UnaBomba - Kobieta się rodzi, a Pan zostanie pożarty

Kobieta się rodzi, a Pan zostanie pożarty

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

marzan

Oceny

Kobieta się rodzi, a Pan zostanie pożarty

ONA

Patrycja zniknęła. Odeszła. Zniknął ostatni Patykowy Płot. Droga wolna. Nie czekam, aż Pan wróci do domu. Drobne monety odkładam od dawna. Nie widzi braku dwuzłotówek. Banknot by zauważył. On liczy wszystkie banknoty. Odkładam te monety do pojemnika z napisem „szafran”. On nie wie, że taka puszka szafranu faktycznie byłaby warta więcej niż wszystkie przeliczone przez niego banknoty. Ale mam ją – tę puszkę. Mam ją, dwie nogi, dwie ręce i głowę. Nie mam już Patykowego Płotu. Mam plan. Mam wszystko. Nie czekam. Wsiadam na rower i jadę na przystanek autobusowy. Zostało piętnaście minut do najbliższego autobusu jadącego w możliwie najdalszą stąd trasą. Ale ja do niej nie dojadę. To byłoby za łatwe. Rower zostawiam za przystankiem. Znajdą go szybko. Wsiadam do autobusu. Kupuję bilet. Siadam i czuję, że się rodzę. Głowa próbuje przejść przez kanał rodny, ale jest ciasny. Jest mi tak bardzo ciężko, brak mi tchu. Jeszcze chwila. To jeszcze nie ostatnie parcie. Wysiadam tylko dwa przystanki dalej. Ale już w innym powiecie. Czekam na kolejny autobus. Przyjeżdża po paru minutach. Tak jak wiedziałam, że przyjedzie. To był poród zaplanowany. Nie tak jak cesarskie cięcie Patrycji. Ona została po prostu wyjęta z tego świata. Kolejny bilet, kolejne przystanki. Głowa jest prawie przy ujściu kanału rodnego. Już tak blisko. Nie był to poród łatwy. Łącznie zajął jedenaście godzin. Ale wreszcie zostałam wypluta z kanału rodnego ostatniego pekaesu. Pozostała jeszcze pępowina i łożysko. Na dworcu muszę zająć się pępowiną. Potrzebuję ostrych nożyczek. Pani Klozetowej daję dziesięć złotych i zamykam się w toalecie. Sięgające bioder włosy łapię w jeden kucyk i obcinam do ramion. Włosy spłukuję w toalecie. Tak w starych dworcowych rurach odpływa moja pępowina. Na głowę nakładam czapkę z daszkiem, taką jak nosiła Patrycja. Zdejmuję sukienkę nie-więcej-niż-2-cm-nad-kolano. Wkładam dżinsy i bluzę z kapturem. Stare ubrania wrzucam do foliowego worka. Wychodzę z toalety i przeglądam się w lustrze. Patrzy na mnie Kobieta. Już nie Ona. Teraz Kobieta. Mój oddech staje się spokojniejszy. Sama sobie dałabym dziesięć punktów w skali Apgara. Ostatnia faza. Łożysko. Ruchomymi schodami wjeżdżam na górę. Widzę już wyjście z dworca. Zmierzam w stronę światła. Staję na chwilę przed drzwiami. Czuję, że to one stały się ostatnim Patykowym Płotem. Ostatnie parcie. Idzie Kobieta.

PAN

Suka mnie zostawiła samego z całym tym bałaganem. Nie ugotowała, nie uprała. Leniwe babsko poszło się gzić. Nie ma do kogo gęby otworzyć. A co będę tak sam pił. W domu naprzeciwko pali się światło. Idę się napić z sąsiadem. Wchodzę jak do siebie, nie pukam, nie dzwonię, a co będziemy tak sobie panować. Sąsiad siedzi, pali fajkę, podaję mu czteropak, a ten mówi, że dziś tylko białą. Patrzę, że taki syf większy niż zwykle, a ten to widzi i mówi, że mu córka spierdoliła, a on nie może wyjść. Trochę się dziwię, że jak to nie może wyjść, bo przecież chodzić może, dwie nogi ma. Ten na to, że coś w domu siedzi i skrobie mu w drzwi. Ja mówię, że pewnie myszy ma w piwnicy i że jak poleje czystej, to pójdę mu założę na te myszy łapki, tylko niech da jakąś słoninę czy coś. On mówi, że słoninę to ma w lodówce, żebym sobie pokroił, a łapki na myszy są w piwnicy na murku. To ja biorę tę słoninę, otwieram drzwi do piwnicy, a tam ciemno, nic nie widać. Śmierdzi, jakby coś tu zdechło. Szukam jakiegoś włącznika czy coś. Macam ręką, a tu nagle jakieś futro. Nie wiem, co jest, odwracam się, żeby zawołać do sąsiada, a jak mi nagle coś w łeb nie zasunie, to aż mi się ciemno zrobiło. Padam na podłogę głową do dołu. Patrzę, a tam jakieś włochate coś mi opierdala nogi. Normalnie je żre. Drę się, ale sąsiad nie przychodzi. Co jest, kurwa. Rękami przytrzymuję się jakiś drewnianych tralek i się odpycham. Nogi mam pogryzione i całe we krwi. Czołgam się do pokoju. Drę się, że stary, że pomóż. Ale on siedzi w tym fotelu i tak teraz patrzę, a podłoga wokół niego taka na czerwono upierdolona. Nie polał jeszcze skurwysyn, tylko siedzi i gapi się przed siebie. Mnie już zamroczyło, ale tak patrzę na niego jeszcze raz. Ty, on nie ma nóg.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Aż dwa szorty jednocześnie; lepiej zawsze poczekać z publikacją kolejnego tekstu, aby nadążyć z odpowiadaniem i poprawkami. :)

 

Kwestie techniczne, które zatrzymały mnie podczas czytania i sugestie oraz wątpliwości (tylko do przemyślenia):

Całość ma mnóstwo powtórzeń, jak rozumiem – celowych, aby podkreślić wagę krótkich, czasem tylko jednowyrazowych zdań. Niemniej – to usterki stylistyczne, których lepiej unikać. :) 

 

Zostało piętnaście minut do najbliższego autobusu jadącego w możliwie najdalszą stąd trasą. – posypała się tu składnia?

Na głowę nakładam czapkę z daszkiem, taką jak nosiła Patrycja. – i tutaj?

Patrzę, że taki syf (przecinek albo myślnik?) większy niż zwykle, a ten to widzi i mówi, że mu córka spierdoliła, a on nie może wyjść. – i tu?

 

Tak (przecinek?) jak wiedziałam, że przyjedzie.

Nie tak (i tu?) jak cesarskie cięcie Patrycji.

 

A co będę tak sam pił. – czy to nie zdanie pytające?

Wchodzę jak do siebie, nie pukam, nie dzwonię, a co będziemy tak sobie panować. – i to?

Co jest, kurwa. – i to?

Szukam jakiegoś włącznika (przecinek?) czy coś.

 

surprise

Cóż… Powiem tak – Szanowna Autorko, nie mam bladego pojęcia, o czym Ty piszesz. Pomysł na horror z pewnością jest, lecz wykonanie to jakby zbiór równoważników zdań, jakiś plan ramowy, może „streszczenie streszczenia”? Nie wiem. :)

 

Tekst, nawet krótki, nie może być jednym, zwartym blokiem, na dodatek – monologu. Skoro piszesz dla kogoś, trzeba bardziej się postarać, rozwinąć swoje myśli, pokazać jakieś tło, bohaterów, dialogi.

Czytaj teksty na Portalu i sama porównaj, w czym rzecz. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :)

Pecunia non olet

Mam skojarzenia z wystawami w muzeum sztuki nowoczesnej – czuję, że powinnam coś z tego wynieść, ale po przeczytaniu zostaje tylko konsternacja i pytanie "co autor miał na myśli?" :)

Nieźle, naprawdę nieźle. Masz talent do horroru, a to według mnie najtrudniejszy podgatunek fantastyki. W przeciwieństwie do przedpiśczyń zrozumiałem o co chodzi, chociaż myślę, że miałem ułatwione zadanie, bo czytałem poprzedniego twojego szorta – warto wspomnieć, że są powiązane. Mam tylko jedną uwagę: Apgar była kobietą.

@bruce

Zamierzone powtórzenia nie są usterkami stylistycznymi (skąd w ogóle taki pomysł?), nie psuj początkującym stylu (zwłaszcza, że jest dobry i pasuje do konwencji).

Cześć, UnaBomba

Widząc oznaczenie – horror, Hesket melduje się na miejscu.

Czytałem Twój tekst wczoraj i dzisiaj ponownie. Musiałem dać sobie trochę czasu na przemyślenie. To nie jest szablonowy szort. Mrok wylewa się z tych czterech tysięcy znaków. Gdybym miał czytać Twój horror, załóżmy długości dwudziestu lub trzydziestu tysięcy znaków, po lekturze byłbym ciężki od myśli. Sztuką jest w tak krótkiej formie i trudnym gatunku wywołać grozę, Tobie poszlo to sprawnie.

Odwołując się do wpisu jerry_gainer, a skąd pomysł, że autorka zrobiła to świadomie? Przecież jeszcze się nie wypowiedziała. 

Pozdrawiam

@bruce

Zamierzone powtórzenia nie są usterkami stylistycznymi (skąd w ogóle taki pomysł?), nie psuj początkującym stylu (zwłaszcza, że jest dobry i pasuje do konwencji).

jerry_gainer – podkreślę z moich wpisów, bo może Ci umknęło:

 

“Kwestie techniczne, które zatrzymały mnie podczas czytania i sugestie oraz wątpliwości (tylko do przemyślenia)”.

“Całość ma mnóstwo powtórzeń, jak rozumiem – celowych, aby podkreślić wagę krótkich, czasem tylko jednowyrazowych zdań. Niemniej – to usterki stylistyczne, których lepiej unikać. :) “.

 

Tu podam przykład, w którym – moim zdaniem – powtórzeń jest zbyt wiele:

“Patrzę, że taki syf większy niż zwykle, a ten to widzi i mówi, że mu córka spierdoliła, a on nie może wyjść. Trochę się dziwię, że jak to nie może wyjść, bo przecież chodzić może, dwie nogi ma”.

 

 

Tutaj kolejny:

Ten na to, że coś w domu siedzi i skrobie mu w drzwi. Ja mówię, że pewnie myszy ma w piwnicy i że jak poleje czystej, to pójdę mu założę na te myszy łapki, tylko niech da jakąś słoninę czy coś. On mówi, że słoninę to ma w lodówce, żebym sobie pokroił, a łapki na myszy są w piwnicy na murku. To ja biorę tę słoninę, otwieram drzwi do piwnicy, a tam ciemno, nic nie widać. Śmierdzi, jakby coś tu zdechło. Szukam jakiegoś włącznika czy coś. Macam ręką, a tu nagle jakieś futro. Nie wiem, co jest, odwracam się, żeby zawołać do sąsiada, a jak mi nagle coś w łeb nie zasunie, to aż mi się ciemno zrobiło. Padam na podłogę głową do dołu. Patrzę, a tam jakieś włochate coś mi opierdala nogi”.

 

Zauważyłam, że przy innym tekście Autorki Ty sam także wypisałeś Jej nadmiar konkretnych zwrotów (”mnożenie kolejnych Złych Miejsc W Domu niewiele wnosi, a przytępia puentę”). ;) To nie popsuje stylu Pisarki? :) Jesteś pewien? :) 

Zresztą – nie ja jedna wskazuję Autorce nadmiar powtórzeń w kolejnych szortach. :) Jakaś przyczyna musi jednak być. :)

Nie zamierzam się tu sprzeczać. Nie mam na to czasu ani ochoty. :) Autorka sama podejmuje decyzję, co zostawia, a co odrzuca lub poprawia. :) Jak zawsze. :) Ma do tego pełne prawo i niezmiennie to podkreślam. :) Ilekroć wskazuję na jakiekolwiek – w moim mniemaniu – usterki, a Autorzy odpowiadają, że są celowe, przyjmuję to do wiadomości, nigdy nie było inaczej. :) Nie masz zatem żadnych podstaw, aby mi wytykać moje własne sugestie względem pewnych fragmentów przeczytanego szorta. :) 

 

Poza tym, skoro tak podobają Ci się jakiekolwiek opowiadania, czemu nie dajesz im klików, choćby – przez czas, kiedy jeszcze nie masz uprawnień – wirtualnych i symbolicznych? Nie widziałam takich wpisów. :) Czemu nie punktujesz “szóstkami” – to możesz zawsze? :) Pokaż nam wszystkim, że to, czy inne opko jest dla Ciebie rzeczywiście genialne! 

Tutaj każdy ma swoje spojrzenie na dany tekst. :) Masz inne? – ok, Twoje prawo. :) Ja go nie podważam i nie krytykuję, chociaż się z nim nie zgadzam. :) Na tym polega dyskusja portalowa NF. :) 

 

Pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

@Hesket

Pomysł wziął się stąd, że powtórzenia są konsekwentne, wpisują się w założenia narracyjne (narracja bliska postaciom) oraz budują rytm opowieści. Nawet jeżeli nie są zamierzone, nie są usterką stylistyczną. Skoro już włączyłeś się do dyskusji, napisz proszę czy według Ciebie tekst byłby lepszy, gdyby naszpikować go synonimami.

 

@Bruce

Mój zarzut pod Domem dotyczył struktury opowiadania i mnożenia lokacji, nie stylistyki tekstu. Nie ty jedna wskazujesz autorce nadmiar powtórzeń, bo wytknięcie komuś powtórzeń to jeden z najniżej wiszących owoców krytyki literackiej, w dodatku modny tutaj od co najmniej dziesięciu lat. Żeby była ścisłość, broń boże nie twierdzę, że powtórzenia mają Ci się podobać. Ale pisząc, że coś jest stylistyczną usterką, której lepiej unikać kiedy ewidentnie nią nie jest i robiąc to z pozycji autorytetu (na której niewątpliwie na tym forum jesteś) robisz krzywdę i autorom, i czytelnikom.

 

Dawno nie mnie tu nie było Bruce, ale wątpię żeby przez ten czas oceny czy kliki nabrały na wartości. Co dopiero oceny i kliki jakiegoś randoma, jak ja :)

@Bruce

Mój zarzut pod Domem dotyczył struktury opowiadania i mnożenia lokacji, nie stylistyki tekstu. Nie ty jedna wskazujesz autorce nadmiar powtórzeń, bo wytknięcie komuś powtórzeń to jeden z najniżej wiszących owoców krytyki literackiej, w dodatku modny tutaj od co najmniej dziesięciu lat. Żeby była ścisłość, broń boże nie twierdzę, że powtórzenia mają Ci się podobać. Ale pisząc, że coś jest stylistyczną usterką, której lepiej unikać kiedy ewidentnie nią nie jest i robiąc to z pozycji autorytetu (na której niewątpliwie na tym forum jesteś) robisz krzywdę i autorom, i czytelnikom.

 

Dawno nie mnie tu nie było Bruce, ale wątpię żeby przez ten czas oceny czy kliki nabrały na wartości. Co dopiero oceny i kliki jakiegoś randoma, jak ja :)

Pozwolę sobie nie zgodzić się i to – w żadnej mierze. :)

Szanowny Jerry_gainer, przeceniasz mnie, nie doceniając równocześnie siebie i wagi swoich głosów. :) Każdemu Użytkownikowi miło, jeśli dostaje klik (nawet symboliczny) od kogoś, kto docenia jego starania i komu opowiadanie w jakikolwiek sposób się spodobało. :) Szóstka też ładnie wygląda. :) Nie chcesz tak afiszować swoich ocen? – ok, Twoja wolna wola. :) 

Żadnym autorytetem tu nie jestem, stanowczo zaprzeczam takiemu stwierdzeniu; wielokrotnie podkreślam też, że zamieszczane sugestie oraz wątpliwości wypisuję zawsze “na czuja”, nie mając stuprocentowej pewności i sama znajduję mnóstwo bardzo poważnych błędów w moich żałosnych wypocinach, czego także nigdy nie ukrywam. :)

Nadal uważam, że w powyższym szorcie – prócz celowych – są powtórzenia zbędne, stanowiące błędy stylistyczne i ich przykłady wskazałam. Sumując te zamierzone z tymi przypadkowymi, powstaje zwarty blok powtarzających się kwestii i wyrażeń, trudny do przebrnięcia mnie, jako czytelnikowi. Masz odmienne zdanie? – ok, Twoja wolna wola. :) Ja wyraziłam swoje. :) 

Bardzo dzięki za prawo do tego, aby mi się owe powtórzenia nie podobały. :) 

Nikogo tu nie krzywdzę, staram się zawsze postępować wręcz przeciwnie. Tekst przeczytałam, jako przydzielony mi na Forum NF i wyraziłam moją opinię o nim, do czego mam pełne prawo. :) Nigdzie nie twierdzę, że jestem nieomylna. :) Mnie te powtórzenia rażą i w moim odczuciu ogólnie jest ich za dużo, co tworzy niepotrzebnie błędy stylistyczne, obniżając wartość szorta, który ma spory potencjał na bardzo dobry horror, tylko trzeba go podszlifować i poprawić. Takie jest moje zdanie. :)

 

Hesket wyraził się dość jasno; może warto zaczekać na Autorkę? Ona jedna wie, jaki miała zamiar i jakie cele, pisząc ten szort. :) 

 

A wspomniane, Twoje uwagi, Szanowny Jerry_gainer, dotyczące struktury innego opowiadania, też mogły zaboleć Nową Użytkowniczkę. O tym nie pomyślałeś, wytykając równocześnie coraz częściej nieprawdę innym Komentatorom (bo przecież nie tylko mnie, prawda?)?

To może zaproponuj Autorce swoje betowanie i wskaż, co Ci się podoba, a co nie w Jej dziełach? Tak na pewno Jej pomożesz, skoro kliki i oceny traktujesz inaczej, nie przywiązując do nich zbytniej wagi. :) A potem dyskutuj tu na forum publicznie z Komentującymi, wskazując, czemu Twoja beta przyniosła takie, a nie inne efekty. :) 

A na razie, póki bety nie było, niech Autorka po prostu sama zdecyduje, które sugestie Jej się przydadzą. :) To Jej prawo. :) I Jej wolna wola. ;) A ja już teraz odpowiadam Jej, jak zawsze – ok, Szanowna Autorko, to Twoje zdanie i Twój tekst. :) 

 

Pass. yessmiley

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Jaka dyskusja :)

Powtórzenia są celowe. Kiedy narratorem jest stary pijak, trudno wymagać mnogości synonimów. Moim celem był realizm, a nie poprawność techniczna i stylistyczna. Zwrot “czy coś” musi być. Kiedyś pracowałam w takim małym, wiejskim sklepiku. Nasłuchałam się tych pijaczków. W sumie to lubiłam ich podsłuchiwać, bo mieli właśnie takie zwroty “czy coś”, “tego panie tego” itd. :)

Wiecie, ja zdaję sobie sprawę z tego, że te teksty są dziwne, nieprzyjemne. Będą się podobać wąskiemu gronu. Biorę to na klatę. Nie sprawiają mi przykrości negatywne komentarze. Wierzę natomiast, że jest pewna grupa ludzi po określonych doświadczeniach, która zrozumie te teksty, zna ten świat i dla której ten brzydki realizm będzie zrozumiały i w jakiś sposób satysfakcjonujący.

Druga rzecz, te wszystkie szorty, które tu wrzucam, pisałam jakieś 5 lat temu. Nie zmieniam ich, choć korci mnie, żeby coś tam poprawić. Potem miałam długą przerwę. Od niedawna znów próbuję dopisywać bohaterów tej jednej wsi, ale trudniej mi utrzymać formę tych krótkich, brutalnych zdań, a zaczynam mocniej przejmować się stylistyką. To jest męczące, bo czuję, jakbym szarpała się sama ze sobą. Być może po prostu inaczej już zarządzam swoimi emocjami.

Dziękuję za komentarze :)

 

Jeszcze co do realizmu.

“To ja biorę tę słoninę” – wiecie, jak długo walczyłam z tymi kilkoma słowami? Żeby było realistycznie, powinnam napisać “tą słoninę”, bo żaden pijaczek spod sklepu nie powiedziałby tego poprawnie. 

W świetle wypowiedzi Autorki wiemy coś więcej :-) Dyskusja bardzo ciekawa. 

 

jerry_gainer

Wychodzę z założenia, że jeśli Autor/ Autorka robi coś świadomie, to jak najbardziej na plus. Chyba nie zauważyłeś, że nie napisałem nic negatywnego odnośnie powtórzeń, a szort mi się podobał :-) Poczułeś się wywołany do tablicy? :-) Tekst zawsze można technicznie, językowo poprawiać, to nie jest rzeźba z marmuru. Tylko że to, co wg Ciebie będzie lepsze, wg innych już nie. Ani Ty, ani ja, czy rzesza redaktorów, korektrów nie wzbogaci danego tekstu, tylko dlatego, że tam się przytnie, tam się wytnie. Synonimy? No widzisz, to zależy, co kto lub. Mnie ani synonimy, czy powtórzenia, jeśli są celowym zabiegiem nie przeszkadzają. 

Pozdrawiam

UnaBomba, jesteś Wielka! yesheart

Kiedyś pracowałam w takim małym, wiejskim sklepiku. Nasłuchałam się tych pijaczków. W sumie to lubiłam ich podsłuchiwać, bo mieli właśnie takie zwroty “czy coś”, “tego panie tego” itd. :)

Wiecie, ja zdaję sobie sprawę z tego, że te teksty są dziwne, nieprzyjemne. Będą się podobać wąskiemu gronu. Biorę to na klatę. Nie sprawiają mi przykrości negatywne komentarze. Wierzę natomiast, że jest pewna grupa ludzi po określonych doświadczeniach, która zrozumie te teksty, zna ten świat i dla której ten brzydki realizm będzie zrozumiały i w jakiś sposób satysfakcjonujący.

Chylę czoła i pozdrawiam serdecznie. Zdaję sobie sprawę, ile to Cię musi kosztować. Takie wspomnienia nie są łatwe, na pewno. sad

Powodzenia w dalszym pisaniu. :) 

 

Pecunia non olet

@Bruce, Hesket

Wybaczcie, ale nie odniosę się merytorycznie do waszych wypowiedzi, bo i tak już wyjątkowo nieelegancko uprowadziłem dyskusję pod opowiadaniem, za co UnaBombę przepraszam. Jeżeli jesteście zainteresowani dalszą wymianą zdań na temat zasadności krytykowanie krytyki, to chętnie będę ją kontynuował gdzie indziej.

@Bruce, Hesket

Wybaczcie, ale nie odniosę się merytorycznie do waszych wypowiedzi, bo i tak już wyjątkowo nieelegancko uprowadziłem dyskusję pod opowiadaniem, za co UnaBombę przepraszam. Jeżeli jesteście zainteresowani dalszą wymianą zdań na temat zasadności krytykowanie krytyki, to chętnie będę ją kontynuował gdzie indziej.

Wprawdzie już napisałam, że pasuję, ale skoro znowu mnie wywołujesz do tablicy, odpowiem Ci tutaj: NIE, Szanowny Jerry_gainer, nie jestem zainteresowana. :)

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Nie odniosę się merytorycznie do waszych wypowiedzi. :-)

Pozdrawiam i miłego dnia

Witam!

 

Najpierw uczucia po przeczytaniu: znacznie mocniej działała na mnie część pierwsza niż druga. Choć jestem facetem, to porównania do porodu były zrozumiałe i czyniły tekst nietuzinkowym. Nawet bez tego byłby zajmujący, piszesz w sposób pozwalający się wczuć w bohaterkę (przynajmniej na tyle, na ile mogę :) ).

Celowe powtórzenia w zapisie myśli w części pierwszej mi nie przeszkadzają (to nawiązanie do wcześniejszej gorącej dyskusji), jeśli podkreślają pewne treści.

Przeszkadzają mi zdania-potworki gramatyczne:

Zostało piętnaście minut do najbliższego autobusu jadącego w możliwie najdalszą stąd trasą. Ale ja do niej nie dojadę.  

Co innego wypowiedź bohatera. Może zamawiać tą szynkę. Ale w zapisie myśli przeszkadza, ponieważ w tych zdaniach wali się albo gramatyka, albo logika. Gdyby bohaterka cały czas miała problem z logiką myśli, uznałbym to za jej cechę i może polubił taką, jaka jest. Ale w tym miejscu jest ewidentna wada, i jak widzę nie została poprawiona, co zwyczajnie mnie drażni.

Nie znaczy to, że nagle zapomnę o wszystkich myślach, które wywołałaś, Autorko, i w głowie zostanie mi to zdanie zamiast odczuć. O usterkach się zapomina, wrażenia pamięta. Tylko takie usterki mogą decydować o tym, czy trafiasz do szerszego kręgu czytelników, czy nie.

 

W drugiej części w ogóle nie szukałem usterek gramatycznych i logicznych, ponieważ jest (w moim odczuciu) bardziej zapisem wewnętrznej wypowiedzi niż opisem treści myśli. Przemyślenia bohatera są na tyle płytkie, że bezpośrednio można je zapisywać w formie monologu – tak to odebrałem. Gość mówi to, co myśli, nie ma żadnych innych “warstw”.

 

W tej części też była wada (logiczna) w momencie, kiedy coś uderza go w głowę. Nie wiedziałem, czy jest na schodach, czy zszedł na dół (potem chwyta się tralek, więc sugeruje to wchodzenie po schodach, ale w taki razie kiedy po nich zszedł?). Jest to miejsce, w którym wyobraźnia strajkuje, co psuje mi cały efekt imersji w historię. Jak reklama wyświetlona w trakcie filmu :) 

 

Może tak miało być, jest pewnie już trochę upojony, przegapia pewne rzeczy – ale dotąd opowiadał, jak na niego, dość składnie, a tu wszystko się rozjeżdża. 

 

Był to jedyny taki moment, potem już do końca nie miałem problemów.

 

Jako całość dobre i angażujące. “Kupiłem” anonimowego stwora zżerającego nogi, który równie dobrze może być boską karą, wytworem chorej wyobraźni, jak i personifikacją zła. Jest zagadką ukrytą w ciemności i może tam pozostać.

P.S. Autorko, możesz jeszcze zdradzić, czy w zamyśle Pan zginął uderzony w głowę przez sąsiada-psychopatę, który wcześniej w piwnicy zamordował własną córkę, a to, co ich obu zżera (Pana poniekąd już po drodze w zaświaty) , jest sumieniem – czy może wyobrażałaś sobie tę scenkę inaczej przy pisaniu? :)

Bardziej ujęła mnie pierwsza część. Odwaga i determinacja tej dziewczyny, bo ciężko jest uciec od takiego traktowania. To zawsze zostaje gdzieś w środku i tak naprawdę, nigdy nie narodzisz się bo pępowina jest nadal. Potworek mi się spodobał. marzan pozwól, że wtrącę. Tacy ludzie nie mają sumienia, więc ja tam raczej diabła widziałabym. bruce, nigdy ale to nigdy nie mów o swojej twórczości "wypociny", bo naprawdę piszesz świetnie.

bruce, nigdy ale to nigdy nie mów o swojej twórczości "wypociny", bo naprawdę piszesz świetnie.

CZARNA2, w tym momencie zacytuję kultowy przebój: “chciałabym, chciała…”. laugh

Pozdrawiam. kiss

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka