- Opowiadanie: Prestidigitator - Opowieści z Verdis: Lombard

Opowieści z Verdis: Lombard

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Opowieści z Verdis: Lombard

Sabriel już od wejścia wyczuwał w tym miejscu srebro. Aby odwrócić od niego myśli, odkaszlnął, zwracając na siebie uwagę łysego lombardzisty. Ten powoli podniósł wzrok znad notatek, przewrócił oczami zza szkieł, odłożył długopis i przez zaciśnięte zęby wycedził:

– Słucham.

Taka arogancja nie była dla niego niczym nowym. W jego mniemaniu, to lichwiarz powinien się cieszyć, że klient przyszedł. Ale z jakiegoś powodu ci, którzy posiadali trochę pieniędzy, uważali się za lepszych. Sabriel czuł na sobie chłodne spojrzenie, taksujące od stóp do głów jego szare, postrzępione ubranie i znoszone buty, na których zakup ledwie mógł sobie pozwolić przed laty.

– Mam do zastawienia łańcuszek. Srebrny. – Starał się, by jego ton nie zdradzał zirytowania.

– Czy sprzedawał “pan” – słowo to w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga – już coś u nas?

– Nie. To pierwsza moja wizyta, przejeżdżałem niedaleko. Już dawno miałem się udać do lombardu, ale nie było ku temu dobrej okazji.

Była to tylko częściowa prawda. Tak, zasadniczo szukał, gdzie upłynnić przedmiot, ale przyjechał tu raczej celowo. Wszystkie sklepy w jego pobliżu już go znały. Teraz musiał stawać się coraz bardziej kreatywny, aby nie zostać oznaczony jako złodziej.

– Skąd osobnik, taki jak ty, ma tak dobry kawałek biżuterii? – Lichwiarz zerknął na Sabriela podejrzliwie. Ten w duchu tylko westchnął. Za każdym razem to samo.

– Niedawno kupiłem go na prezent dla żony, ale niestety okazało się, że przez to zabrakło nam pieniędzy na jedzenie, muszę go zastawić.

Kredytodawca zastanowił się chwilę. Chyba uznał wyjaśnienie za prawdopodobne, bo zaczął dokładnie przyglądać się ozdobie przez szkło powiększające.

– Mistrzowska robota. Absolutnie nie widać żadnego śladu, że łańcuszek nie był kiedykolwiek jednością. To gdzie go kupiłeś?

– W stolicy, gdy byłem na jednej z robót, mijałem jakiegoś jubilera. Ale nawet nie pamiętam nazwy, a na ulicach stolicy nie znam się wcale, za rzadko tam jestem.

– Skąd, mówisz, miałeś pieniądze? – Wzrok lomabardzisty rozmył się na chwilę. Spojrzał na naręczny terminal i coś na ekranie wyraźnie go zadowoliło. Podniósł palec wskazujący, dając do zrozumienia, żeby jednak mu nie odpowiadać. Kliknął jakiś przycisk i z zimnym uśmiechem powiedział: – Jak dotąd wiarygodna historia, dobrze się przygotowałeś.

Sabriel zastygł. Takie stwierdzenie zwykle nie było częścią przesłuchań prowadzonych przez lichwiarzy. Teraz powinien go zapytać, gdzie pracuje, skoro miewa okazję być w stolicy. Z góry miał przygotowane odpowiedzi na wszystkie podobne pytania.

Dreszcze przebiegły mu po kręgosłupie, a oddech przyspieszył. Czuł, jakby jego życiu zagrażało niebezpieczeństwo. Być może tak nawet było? Dla kogoś jego postury, to naprawdę rzadka sytuacja. Złodzieje, szubrawcy, pijacy zwykle omijali pracownika fizycznego, takiego jak on, szerokim łukiem. A jednak ten drobny człowieczek, z pomarszczoną twarzą i trzęsącymi się dłońmi, obudził w nim emocje, których się po sobie nie spodziewał.

– Obserwujemy cię od pewnego czasu. Szczerze mówiąc, jestem pod wrażeniem twojego talentu. I związanego z nim kunsztu.

Wyciągnął na blat grubą teczkę opatrzoną rządowymi pieczęciami. Z tytułu dało się odczytać tylko “Test DNA…”, resztę zasłaniała dłoń starca. Każdy urodzony na Ziemi wiedziałby, z czym ma do czynienia, nie inaczej było z Sabrielem. Wielokrotnie widział te dokumenty w domu rodzinnym. To wyniki jego klasyfikacji DNA, którą przeprowadzono mu w dzieciństwie. Wskazano w niej, że ma tylko dodatkowy organ, z nieprzydatną rządowi funkcją filtrowania toksycznych substancji.

– Ewidentnie źle cię zaklasyfikowaliśmy, a ty też nie dałeś nam znać, jak już się dowiedziałeś.

Gardło Sabriela ścisnęło się mimowolnie. Faktycznie, dopiero wiele lat później odkrył, że potrafi wykrywać i gromadzić atomy srebra, a następnie kształtować z niego drobne przedmioty.

Groźna nuta, którą można było wyczuć w ostatnim zdaniu lichwiarza, nadal unosiła się w powietrzu. Zaczerwieniona do tej pory twarz niedoszłego zastawcy stała się śnieżnobiała, a w kącikach oczu pojawiły się łzy. Słyszał już legendy o ludziach źle zaklasyfikowanych, którzy okazywali się niebezpieczni według definicji rządu. Podobno w takich sytuacjach znikali. Po prostu. Jak gdyby nigdy nie istnieli. Pomyślał o swojej niepełnosprawnej żonie, która nie może zarobić na utrzymanie dzieci. Trafią do slumsów. Zginą.

Jedyne, co mu w tej chwili zostało, to negocjować. Czuł, że traci kontrolę nad dłońmi. W głowie kotłowały się rozpaczliwe myśli. Co zrobić? Jak zacząć? Zanim jednak zdążył się odezwać, agent kontynuował.

– Widzę desperację. Nie zrób czasem nic głupiego. I nie przejmuj się, dziecko. Znaleźliśmy cię, aby się dogadać, nie aresztować…

– Jasne! – prawie krzyknął Sabriel – cokolwiek chcecie, cokolwiek potrzeba!

– Nie. Przerywaj. Mi. Nigdy. Więcej. Od tej pory dostajesz nową pracę. Zatrudnisz się jako parobek u obwoźnego handlarza lub kurier – przerwał i zatoczył ręką koło. – Podróżuj. Zostawiamy ci pewną dowolność, jak się zdecydujesz na coś, to szepniemy o tobie dobre słowo komu trzeba.

Lichwiarz-urzędnik wstał, przeciągnął się i zaczął spacerować za zagraconą ladą. Jego ton powoli stawał się łagodniejszy. Mężczyzna brzmiał teraz bardziej jak podekscytowany dziadek tłumaczący wnukowi, co ma robić, a nie ktoś, kto mógł zadecydować o życiu lub śmierci Sabriela i jego rodziny.

– Jak już będziesz podróżować – kontynuował – zbieraj oczywiście srebro. Raz w miesiącu przekażesz nam wszystko w postaci sztabek. Zapłacimy ci stawkę lombardową za każdy gram. Czy wszystko jasne?

Raz w miesiącu. Poczuł, jak żołądek mu się ściska. Wiedział, co go czeka, gdy będzie się forsować.

– Tak, jak najbardziej – zgodził się jednak potulnym tonem.

Nie chciał ryzykować, że zmniejszą mu wynagrodzenie, mimo iż wiedział, że to tempo może go zabić. Raz na kwartał już bolało. Spróbuje renegocjować, gdy spotka bardziej przychylnego agenta. Ten drobny człowiek nie wyglądał na kogoś, kto dobrze przyjmuje sprzeciw.

– Wspaniale. Skoro mamy konsensus, to zmykaj już, dziecko. Tutaj masz pieniądze za srebro. Spodziewaj się kontaktu, gdy zaczniesz szukać pracy.

Ostrożnie stawiając kroki, Sabriel złapał pieniądze z ręki urzędnika i następnie niemal wybiegł na zewnątrz. Zanim jednak drzwi się zatrzasnęły, usłyszał jeszcze tylko, jak starzec mówi przez krótkofalówkę.

– Zdolności potwierdzone. Można rozpocząć operację “Złota gęś”.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Gratuluję Ci debiutu i to już w dniu rejestracji. :)

Zachęcam do zapoznania się z działem Publicystyka i zawartymi w nim – pomocnymi nam wszystkim – Poradnikami, w tym – Drakainy – dla Nowicjuszy, a także: językowymi, dialogowymi, myślowymi, interpunkcyjnymi, ortograficznymi itp. :)

 

Kwestie językowe i dotyczące nich sugestie oraz wątpliwości (zawsze – tylko do przemyślenia):

Już dawno miałem się udać do lombardu, ale nie miałem ku temu dobrej okazji. – powtórzenie?

Tak, zasadniczo szukał (przecinek?) gdzie upłynnić wisiorek, ale przyjechał tu raczej celowo.

– Skąd osobnik taki jak ty ma tak dobry łańcuszek? – lichwiarz zerknął na Sabriela podejrzliwie. Ten w duchu tylko przewrócił oczami. Za każdym razem to samo. – błędny zapis dialogu?

– W stolicy, gdy byłem na jednej z robót (przecinek?) mijałem jakiegoś jubilera.

– Skąd (i tu?) mówisz, że miałeś pieniądze? – Jego wzrok rozmył się na chwilę (i tu?) gdy spojrzał na naręczny terminal.

Coś na ekranie wyraźnie go zadowoliło. Podniósł palec wskazujący wyraźnie chcąc, żeby jednak nie odpowiadał, kliknął jakiś przycisk i z zimnym uśmiechem, nieobejmującym oczu, zwrócił się z powrotem do Sabriela. – powtórzenie?

Teraz powinien go zapytać o to (przecinek?) gdzie pracuje, że miał okazję podróżować do stolicy.

Dreszcze przebiegły mu po kręgosłupie (i tu?) a jego oddech przyspieszył. Czuł, jakby jego życiu zagrażało natychmiastowe niebezpieczeństwo. Być może tak nawet było? Dla kogoś jego postury to naprawdę rzadkie odczucie. – powtórzenia?

Złodzieje, szubrawcy, pijacy zwykle omijali kogoś, kto pracuje fizycznie (przecinek?) szerokim łukiem.

A jednak ten drobny człowieczek, ze swoją pomarszczoną twarzą i trzęsącymi się dłońmi (i tu?) wywołał w nim całą gamę emocji, o które siebie nawet nie podejrzewał.

Szczerze mówiąc (i tu?) naprawdę jestem pod wrażeniem twojego talentu.

Widoczny fragment tytułu wskazywał nazwę “Test DNA…” (przecinek?) dalsze litery zasłaniała dłoń starca.

Każdy urodzony na ziemi wiedziałby (i tu?) z czym ma do czynienia, nie inaczej było z Sabrielem.

To wyniki jego klasyfikacji DNA, które miał za dzieciaka, w których stwierdzono, że ma tylko dodatkowy organ. – powtórzenie?

Faktycznie, dopiero wiele lat później, (zbędny przecinek?) odkrył, że potrafił gromadzić srebro (przecinek?) a następnie kształtować z niego drobne przedmioty.

I nie przejmuj się dziecko. – przecinek przy Wołaczu?

Skoro mamy konsensus, to zmykaj już dziecko.

– i tu?

Zostawiamy ci pewną dowolność, jak się zdecydujesz na coś, to szepniemy o tobie dobre słowo (przecinek?) komu trzeba.

Lichwiarz-urzędnik wstał, przeciągnął się i zaczął spacerować za zagraconą ladą. Jego ton również zaczął łagodnieć. – powtórzenie?

Brzmiał teraz bardziej (przecinek?) jak podekscytowany dziadek tłumaczący wnukowi co ma robić, a nie ktoś, kto mógł zadecydować o życiu lub śmierci Sabriela i jego rodziny.

– Jak już będziesz podróżować – kontynuował – zbieraj oczywiście srebro. Raz w miesiącu przekażesz nam wszystko w postaci sztabek. Oczywiście zapłacimy ci stawkę lombardową za każdy gram. – powtórzenie?

Wiedział (przecinek?) co go czeka, gdy będzie się forsować.

Nie chciał ryzykować, że będą chcieli zmniejszyć mu wynagrodzenie. – powtórzenie?

Mimo (przecinek?) iż wiedział, że to tempo może go zabić.

Zanim jednak drzwi się zatrzasnęły (przecinek?) usłyszał jeszcze tylko (i tu?) jak starzec mówi do krótkofalówki. (dwukropek zamiast kropki, bo poniżej jest ta wypowiedź?)

– Zdolności potwierdzone. Można rozpocząć operację “Złota gęś”.

 

KONIEC. – tego wyrazu już nie piszemy, bo Portal robi to za nas.

 

Rewelacyjny pomysł na bohatera, mającego takie wyjątkowe zdolności. Świetnie opisujesz emocje Sabriela. :) W tekście, stanowiącym w sumie jedynie scenkę, podajesz zdawkowe informacje o jego życiu, rodzinie, przeszłości, nakazanej przez urzędnika przyszłości, a także – operacji o tajemniczym kryptonimie (przy okazji czemu “Złota gęś”, a nie “srebrna”?). W moim odczuciu jest to fragment/rozdział (nie zaś – osobny szort) większej powieści, do której napisania gorąco zachęcam. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia w dalszej twórczości. :)

Pecunia non olet

Dziękuję Ci serdecznie @bruce!

Boże, nawet nie zdawałem sobie sprawy ile błędów interpunkcyjnych popełniłem, masakra. Chyba muszę sobie przypomnieć zasady “,”. Wszystko oczywiście poprawione.

 

Co do samej historii, mam za dużo w głowie z Verdis, żeby skupiać się na tak przeciętnym protagoniście jak Sabriel. Nie ma on co prawda “character arc” w tych ~1k słów, ale jego historię uznaję raczej za zamkniętą. Jest zwykłym człowiekiem, który trafia na zagrożenie i reaguje jak zwykły człowiek by zareagował – pasywnością, akceptacją. Być może to jedyny ciekawy, warty opisania moment jego życia. 

A może faktycznie wrócę kiedyś do niego zobaczyć, jak się wszystko potoczyło. Ale chyba będę mieć ciekawsze pomysły na dłuższe treści (mam nadzieję, w sumie).

 

Co do “Złota gęś”, chcę zasugerować, że Sabriel jest jednym z wielu źle sklasyfikowanych, których rząd będzie chciał wykorzystać do swoich celów. I już tutaj widzę większy potencjał na kontynuację i mam nawet jakiś zarys, niestety w głowie. 

 

Jeszcze raz dzięki za wszystkie sugestie. To mi na pewno otworzyło oczy, że muszę się skupić na tych “kropeczkach z ogonkiem”, których często nawet nie zauważam jak samemu czytam :/ 

 

 

Prestidigitator

I ja dziękuję, każda sugestia jest tylko do przemyślenia, nie jestem tu żadnym autorytetem, absolutnie!; poprawki wprowadzam zawsze “na czuja”; każdy z nas tutaj na Portalu to tylko amator i też uczymy się poprawnie pisać, wpierając wzajemnie. :) 

Pecunia non olet

Hej!

Przyjemny shorcik!

Miałem jedynie mały problem z wizualizacją sobie tego wszystkiego. Początkowo uznałem, że to jest raczej jakieś fantasy-średniowiecze. Później okazało się, że jest tu jakaś elektronika! A na koniec, że w ogóle inżynieria genetyczna i rządowa agencja :P

Jeżeli to świadomy zabieg, to winszuje – to poczucie dezorientacji było poniekąd atrakcyjne :P 

Pozdrawiam!

Dzięki khomaniac, na pewno nie chciałem dezorientować, nie na tylu poziomach. Faktycznie, ja mam cały wszechświat już nawet opisany fizycznie, natomiast czytelnik dostaje fragmenty. To cenna uwaga, muszę to mieć z tyłu głowy, gdy będę następne opowiadania tworzył i/lub udoskonalał. Chociaż pociesza fakt, że mogło to być atrakcyjne :) 

Prestidigitator

Bardzo przyjemnie się czytało. Historia wciągająca i płynna. Dialogi bardzo rzeczywiste. Czekam na dalszy ciąg.

Hej, Prestidigitator.

Bruce napisała wyżej uwagi co do technicznej strony teksu, od siebie dodam, że czytanie pracy na głos pomaga w wyłapywaniu błędów i słabo brzmiących momentów/zdań.

Po za tym tekst spoko, widać, że masz tutaj jakieś większe uniwersum, ale szort sam w sobie to po prostu jedna scenka. 

Czekam, aż pokażesz nam coś bardziej treściwego, bo muszę przyznać, że co jak co zaciekawiłeś mnie i z chęcią przeczytam więcej o Verdis :)

 

Pozdrawiam!

Kapibara

Dzięki Krzysztof Kapibara za komentarz i radę! Czy jesteś w stanie podpowiedzieć która część dialogów brzmi nienaturalnie? Czytam to już pewnie pięćdziesiąty raz i chyba nabawiłem się niestety ślepoty autora :( 

Prestidigitator

Parę dni temu rzuciłam okiem na twoje opowiadanie, ale nie miałam pewności, czy powinnam się odzywać. Nadal mam wątpliwości, ale koncepcja twojego opowiadania jest tak intrygująca, że chyba warto nad nim trochę popracować, więc zaryzykuję. Na szczęście zaznaczyłeś, że dopiero nabierasz pisarskiego rozpędu i szlifujesz warsztat. Nie zrażaj się, jakby co!

1. Mam nadzieję, że ten „szort” to zaledwie epizod, który zamierzasz rozwinąć w coś większego. Ma potencjał.

2. Jeśli chcesz porządnego, drobiazgowego sprawdzenia tekstu, w tym interpunkcji, wrzucając kolejny „kawałek” celuj w dyżur regulatorzy. Jest kompetentna, niesamowicie rzetelna, drobiazgowa i taktowna. (Co prawda dyżurni nie mają obowiązku komentowania fragmentów, ale jeśli poprosisz…)

3. Nie masz pojęcia, jak wiele fuszerek jesteśmy w stanie sami we własnym tekście znaleźć. Trzeba jednak o nim zapomnieć, odłożyć na dłużej „do szuflady”, zresetować pamięć.  Potem przeczytać go „na świeżo” – da się wtedy wyłapać powtórzenia, nielogiczności itp., a nawet „usłyszeć” przecinki, jeśli zadasz sobie trud „aktorskiej”, audiobukowej jego interpretacji: czytasz na głos, zawieszasz na ułamek sekundy głos, bo „tniesz” zdanie = jest potrzebny przecinek. Oczywiście, to nie żadna żelazna reguła, ale często się sprawdza.

 

A teraz reszta:

 

Sabriel wyczuwał srebro w tym miejscu już od wejścia. Aby odwrócić od niego myśli…

 

Niby Sabriel chciał odwrócić myśli „od srebra”, ale odwraca je „od wejścia”. „Srebro” myk na koniec! Sabriel już od wejścia wyczuwał w tym miejscu srebro. Aby odwrócić od niego myśli…

 

…odkaszlnął, przy okazji zwracając na siebie uwagę łysego lombardzisty.

 

Gdzie tam „przy okazji”! Zakasłał specjalnie, aby przyciągnąć uwagę gburowatego łysola, który nie raczył zauważyć klienta.

 

Ten powoli podniósł wzrok znad swoich notatek, przewrócił oczami skrytymi za okularami, odłożył długopis i przez zaciśnięte zęby wycedził.

– Słucham.

Nie dał się zbić z tropu.

 

swoich notatek” – zbędny zaimek. Byłby sens go użyć, gdyby należało podkreślić, że dziadek miał obowiązek przejrzeć także notatki babci, ale olał i zajął się wyłącznie „swoimi”.

Po „wycedził” dwukropek, bo narrator będzie przytaczał czyjąś wypowiedź.

Ze zdania nie wynika jasno, czy z tropu nie dał się zbić Sabriel czy łysol. Podmiot domyślny się tu nie sprawdza.

”oczami za okularami” – rym

 

Ale z jakiegoś powodu ci, co posiadali trochę pieniędzy, uważali się za lepszych.

 

Nie „ci, co posiadali”, lecz „ci, którzy posiadali”.

 

Czuł na sobie jego taksujące spojrzenie, oceniające, od góry do dołu jego szare, postrzępione ubrania i buty, które niejedno już przeszły i na których zakup ledwie mógł sobie pozwolić przed laty.

 

Po imiesłowie „oceniające” przecinek zbędny.

Taksujące spojrzenie to właśnie spojrzenie oceniające, więc mamy lekki nadmiar.

Nie można ocenić czegoś albo kogoś „od góry go dołu”.  Można kogoś obrzucić taksującym spojrzeniem.

Pierwszy zaimek jego zastępuje lichwiarza, drugi Sabriela. Tłok się robi, bałagan i dezinformacja – któregoś „jego” wypadałoby się pozbyć.  

Stan ciuchów bohatera świadczy pośrednio o jego nieciekawej sytuacji życiowej, jest ważny, ale „buty, które niejedno już przeszły” (sic!) darowałabym sobie, podobnie jak postrzępioną koszulę (?) czy tam inny kubraczek. Wystarczyłoby dobitnie stwierdzić, że przyodziewek Sabriela był lichy/znoszony/nędzny.

„Ubranie” to wszystko, co aktualnie mamy na sobie. (Miałem na sobie najlepsze ubranie, a teściowa i tak stwierdziła, że wyglądam jak mieszkaniec pustostanu).

Liczba pojedyncza – ocenił ubranie nie „ubrania”, bo Sabriel raczej nie był odziany dwuwarstwowo – pod spodem wypasiony garnitur, a na wierzchu, dla niepoznaki, znoszone łachy. W sumie całe zdanie wymaga gruntownej rekultywacji.

 

– Czy sprzedawał “pan” – słowo to w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga – już coś u nas?

 

Przekombinowałeś. Powtórzenia, jeśli są zamierzone, nie są grzechem. Mogłeś zapisać tę wypowiedź dużo prościej: – Czy już sprzedawał pan coś u nas? – Słowo „pan” w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga. Przy okazji ujęty w cudzysłów „pan” w partii dialogowej, nie zdumiewałby tak, jak teraz zdumiewa!

 

– Skąd osobnik taki jak ty ma tak dobry łańcuszek? – lichwiarz zerknął na Sabriela podejrzliwie. Ten w duchu tylko przewrócił oczami. Za każdym razem to samo.

 

Całkiem niedawno ten łysy krwiopijca także przewracał oczami. Oczopląs u obydwu, to zły pomysł. Pierwsze zdanie – wypowiedź lichwiarza – brzmi kiepsko i nienaturalnie. Przemyśl go.

 

– Niedawno kupiłem go na prezent dla żony, ale niestety okazało się, że przez to zabrakło nam pieniędzy na jedzenie i muszę go zastawić.

 

Zamieniłabym niedawno na kiedyś, bo mało prawdopodobne jest, aby gość w styranych przez lata użytkowania ciuchach „niedawno” dysponował taką kasą, że obrzucał żonę cennymi precjozami. No, chyba, że wydał w tym celu wieloletnie oszczędności. Oczywiście, Sabriel ściemniał, ale musiał to robić przekonująco – łysol powiedział przecież: „Jak dotąd wiarygodna historia, dobrze się przygotowałeś”, więc nie można gościa rozczarować.

 

Kredytodawca zastanowił się chwilę. Chyba uznał wyjaśnienie za prawdopodobne, bo zaczął dokładnie się przyglądać naszyjnikowi przez szkła powiększające.

 

Przez ile szkieł oglądał to srebrne cacko? Jeśli przez dwa, to użył okularów, jeśli przez jedno czyli przez lupę, to zastosowanie liczby mnogiej jest nieuprawnione.

 

– Mistrzowska robota. Na łączeniach nie widać absolutnie żadnej wskazówki, że łańcuszek nie był kiedykolwiek jednością. To gdzie go kupiłeś?

 

Czy chciałeś powiedzieć, że ogniwa łańcuszka nie nosiły żadnych śladów łączeń, jakby od zawsze stanowiły jedność? Bo z treści twojego zdania wynika, że jednak łączenia były, tyle że „nie  zawierały żadnej wskazówki”. Ponadto, to nie wskazówek na łączeniach nie widać, tylko łączeń na ogniwach.

I jest oczywiste, że wskazówek nie widać (chyba, że są one wskazówkami zegara), bo wskazówkę można otrzymać, coś może wskazówkę zawierać, coś może nią być itp.

 

– W stolicy, gdy byłem na jednej z robót mijałem jakiegoś jubilera. Ale nawet nie pamiętam nazwy, a na ulicach stolicy znam się wcale, za rzadko tam jestem.

 

Brak przecinka po „robót”, zamykającego zdanie wtrącone.

(…)na ulicach stolicy znam się wcale(…) – Tak miało być, czy zgubiłeś nie? Nawet jeśli zgubiłeś, to i tak kiepsko, bo nikt nie musi „znać się” lub „nie znać się” na ulicach. Mówi się zwyczajnie: „nie znam miasta” lub „nie znam ulic”.  „Znać się” (czasownik zwrotny) na kimś, na czymś // „znać” kogoś, coś = spora różnica znaczeń.

 

– Skąd, mówisz, że miałeś pieniądze?

 

że zbędne i błędnie użyte.

 

Jego wzrok rozmył się na chwilę, gdy spojrzał na naręczny terminal.

 

Po pierwsze czyj wzrok? Po wtóre dlaczego się „rozmył”? A skoro już się „rozmył” (czyli np. zamglił), to dziadek guzik widział, więc niby z czego michę cieszył w zdaniu kolejnym?

Tylko jeden z bohaterów ma imię, drugi jest właścicielem lombardu i zaczyna się kłopot z nazywaniem postaci. Ratujesz się zdaniami z podmiotem domyślnym albo zaimkami, a to generuje problemy z rozpoznawaniem bohaterów – masz dwóch facetów, wnioskowanie na podstawie rodzaju odpada, więc musisz pilnować, żeby kontekst był jednoznaczny i czytelny. Problem spory i wymaga rozwiązania.

 

Coś na ekranie wyraźnie go zadowoliło.

 

Nie ma co aż tak oszczędzać na informacjach. Ich nadmiar szkodzi, ale i niedobór nie pomaga.  Przecież to informacja, która wyświetliła się na ekranie/którą odczytał z ekranu sprawiła demonicznemu dziadkowi satysfakcję, po co sztucznie tworzyć zbędne tajemnice.

 

Kliknął jakiś przycisk i z zimnym uśmiechem, nieobejmującym oczu, zwrócił się z powrotem do Sabriela. – Jak dotąd wiarygodna historia, dobrze się przygotowałeś.

 

z powrotem zbędne, wynika jasno z kontekstu.

Każdy zimny uśmiech dlatego jest zimny, że nie obejmuje oczu – rozciąga się wargi w uśmiechopodobnym grymasie i tyle! Wywal nadmiary. Jeśli chcesz!

 

Zastygł w bezruchu. To zwykle nie było częścią przesłuchania lichwiarzy.

 

Zbyt wiele niedopowiedzeń, używanie zaimków w charakterze pośpiesznych zapchajdziur, podawanie informacji w nieprzemyślanej kolejności. Znów nie wiadomo, kto zastygł w bezruchu, za to (w pewnym sensie) wiadomo (tak ni z gruchy), że owo zastyganie w bezruchu nie było częścią przesłuchania (!), na dodatek przesłuchiwani byli lichwiarze, bo gdyby to oni przesłuchiwali, należałoby napisać: (COŚ) nie było częścią przesłuchań prowadzonych przez lichwiarzy. Czyli mętlik!

 

Następstwo zdarzeń podejrzane: wszak najpierw Sabriel został zaskoczony nietypowym przebiegiem przesłuchania prowadzonego przez lichwiarza, a dopiero potem poczuł się tym zagrożony tak mocno, że aż zastygł z wrażenia/zamarł w bezruchu/zesztywniał z wrażenia. 

 

Teraz powinien go zapytać o to, gdzie pracuje, że miał okazję podróżować do stolicy. Miał odpowiedzi na wszystkie podobne pytania wyryte na pamięć.

 

Powtórzenia.

o to zbędne.

wyryte na pamięć – sztubacki kolokwializm. Wyryte w pamięci – dużo bardziej literacko.

Trzeba uniknąć nieładnych powtórzeń: Teraz powinien go zapytać, gdzie pracuje, skoro ma możliwość/okazję/potrzebę  bywania w stolicy.

 

Dreszcze przebiegły mu po kręgosłupie, a oddech przyspieszył. Czuł, jakby jego życiu zagrażało natychmiastowe niebezpieczeństwo. Być może tak nawet było? Dla kogoś jego postury to naprawdę rzadkie odczucie. Złodzieje, szubrawcy, pijacy zwykle omijali kogoś, kto pracuje fizycznie, szerokim łukiem. A jednak ten drobny człowieczek, ze swoją pomarszczoną twarzą i trzęsącymi się dłońmi, wywołał w nim całą gamę emocji, o które siebie nawet nie podejrzewał.

 

Natychmiastowe + niebezpieczeństwo to nie jest szczęśliwy związek małżeński wyrazów. Różnice nie do pogodzenia, rozwód jak w banku! Nie chodziło ci przypadkiem, że wyczuwał „nadciągające niebezpieczeństwo”?

Ani dreszcze, ani oddech, ani tym bardziej nadciągające niebezpieczeństwo nie są odczuciami! Dreszcze, zipanie i czarne myśli to objawy/symptomy uczuć i emocji – strachu, zdenerwowania, narastającego napięcia czy czegoś podobnego, o czym nie wspomniałeś! Przemyślałabym cały ten akapit raz jeszcze, bo coś w nim mocno kuleje, więcej nawet niż wskazałam.

 

– Obserwujemy cię od pewnego czasu. Szczerze mówiąc, naprawdę jestem pod wrażeniem twojego talentu. I związanego z nim kunsztu.

 

Szczerze mówiąc = (prawdę mówiąc) = naprawdę. Nadmiar zapewnień, nie sądzisz? Jeszcze tylko brakuje, żeby dziadek dodał „jak bozię kocham!”

 

Na blat lady wyciągnął teraz grubą teczkę z dokumentami. Na jej wierzchu widniały oficjalne pieczęcie rządu.

Wyciągnąć coś można np. Z szuflady, ale NA blacie kładziemy/stawiamy/umieszczamy itp. Błędny przyimek.

Skoro widział pieczęcie, to oczywiste, że przybito je na wierzchu teczki, więc nie ma co wyważać otwartych drzwi. I niepotrzebnie dwie proste, łączące się ze sobą informacje podajesz w dwóch zdaniach. Jedno w zupełności by wystarczyło: Położył na blacie grubą, tekturową (?) teczkę opatrzoną rządowymi pieczęciami. To jest także dobry sposób na pozbycie się nadprodukcji zaimków.

 

Widoczny fragment tytułu wskazywał nazwę “Test DNA…”, dalsze litery zasłaniała dłoń starca.

 

Tytuł NIE WSKAZUJE nazwy! Bez przesady. Dało się odczytać część / fragment tytułu / –Test DNA … . Resztę przesłaniała dłoń starca.

A dłoń starca nie przesłaniała liter, tylko pozostałe wyrazy!

 

Każdy urodzony na ziemi, wiedziałby z czym ma do czynienia, nie inaczej było z Sabrielem.

 

Jeśli chodzi ci  o planetę, to Ziemia wielką literą.

 

Widział te dokumenty w domu rodzinnym wielokrotnie.

 

 Szyk: Wielokrotnie widział te dokumenty w rodzinnym domu.

 

To wyniki jego klasyfikacji DNA, które miał za dzieciaka.

 

Za dzieciaka MIAŁ wyniki? Eee, tam! Wykonano mu testy/badania, gdy był dzieckiem.

 

W nich stwierdzono, że ma tylko dodatkowy organ. Nieprzydatna rządowi moc filtrowania toksycznych substancji.

 

Wyniki mogły wskazać na…, wyniki potwierdziły… coś, ale na pewno nie W NICH (w wynikach) stwierdzono, że… I co w końcu odkryto? Dodatkowy organ (???) czy moc filtrowania? Czy raczej organ wykazujący zdolność filtrowania czegośtam? Bo jakimże to sposobem organ mógł być mocą? I czy istnienie extraordynaryjnych „organów” na pewno potwierdza się testami DNA? No, nie wiem, bom laik jest w tym temacie.

I jeszcze: nieprzydatnA moc czy nieprzydatnĄ moc – ogonek przy a lub jego brak, robi dużą różnicę.

Porządne sprzątanie jest potrzebne.

 

– Ewidentnie źle cię zaklasyfikowaliśmy, a ty też nie dałeś nam znać, jak już się dowiedziałeś.

Przełknął ślinę.

 

KTO, u licha, PRZEŁKNĄŁ ŚLINĘ? Znowu nadużywasz podmiotu domyślnego.

 

Faktycznie, dopiero wiele lat później odkrył, że potrafił gromadzić srebro, a następnie kształtować z niego drobne przedmioty.

 

„potrafił” , ale mu przeszło, czy nadal potrafi? Bo jeśli to drugie, to czas teraźniejszy by się przydał.

Gromadzić srebro? Gdzie? Jak? Siłą woli przyciągał srebrne zastawy stołowe z kredensów kacyków i nuworyszy, czy przy pomocy tego ekstraorganu w jakiś sposób akumulował je w organizmie (???) czy tam gdzieś. Owszem, nie musisz wszystkiego od razu zdradzać, ale zastąp słowo „gromadzić” jakimś bardziej adekwatnym, bo ja także potrafię gromadzić srebro! Zgromadziłam całe pudło nader interesującej  biżuterii, wykonanej z tego właśnie kruszcu, a jakoś nie roszczę pretensji do bycia kimś dysponującym niezwykłymi umiejętnościami ani też organami.

 

Trochę osłabłam, więc poprawię choć nie powinnam:

 

Pewna Groźna nuta, jaką można było wyczuć//jaka zabrzmiała//w ostatnim zdaniu lichwiarza [przecinek] nadal unosiła się cały czas w powietrzu. Zaczerwieniona z emocji do tej pory skóra twarz niedoszłego (raczej potencjalnego, a nie niedoszłego, bo w końcu sfinalizował interes) zastawcy stała się teraz śnieżnobiała. (po co ta śnieżnobiała poezja, skoro istnieje konkretna nazwa) pobladła.

 

W kącikach jego oczu pojawiły się łzy.

 

Wydawało mi się, że kreujesz silnego bohatera, przed którym respekt czuło nawet szemrane, bandyckie towarzystwo, a tu nagle okazuje się, że gość ma ochotę zaszlochać, rozbeczeć się i pewnie obsmarkać. Dla mnie to niekonsekwencja, ale może taka jest twoja koncepcja, więc OK.

 

Jedyne, co mu w tej chwili zostało, to negocjować. Z drżącymi dłońmi i umysłem pędzącym od jednej myśli do drugiej chciał już zabrać głos. Zanim jednak zdążył się odezwać, agent kontynuował.

 

Chciał zabrać głos z drżącymi dłońmi i pędzącym umysłem – przyznasz, że nie brzmi to najzgrabniej. Może czuł, jak zaczynają drżeć mu ręce, a w głowie kotłują rozpaczliwe myśli? Lub coś w tym guście.

(…) chciał już zabrać głos. Zanim jednak zdążył się odezwać (…)

Powtarzasz dwa razy tę samą informację. A nawet dwa i pół razy, jeśli weźmiemy pod uwagę znaczenie słowa „negocjować”. Wystarczy uporządkować kolejność wydarzeń, bo sytuacja, logicznie rzecz biorąc, wyglądała przecież dość prosto:

1. Rozwój sytuacji tak zaskoczył Sabriela, że poczuł narastającą panikę, ręce zaczęły mu się trząść, a w głowie kotłować desperackie myśli.

2. Postanowił negocjować, ale zdążył tylko otworzyć usta, bo łysol zażądał kategorycznym tonem, żeby roztrzęsiony klient trzymał gębę na kłódkę. 

Niestety, jakoś strasznie namotałeś.

– Nie. Przerywaj. Mi. Nigdy. Więcej. – Starszy człowiek się skrzywił. – Od tej pory dostajesz nową pracę. Zatrudnisz się jako parobek dla obwoźnego handlarza lub kurier.

 

Starszy człowiek się skrzywił. – wypowiedź narratora wybitnie nietrafiona. Przecież lichwiarz niemal wyskandował pouczenie i to nie bez powodu – chciał uświadomić Sabrielowi swoją wyższość i podkreślić władzę, jaką nad nim miał. Sam to zresztą podkreślasz graficznie – kropka pomiędzy każdym z wyrazów. Taki beznamiętny komentarz narratora całkowicie neutralizuje dramatyzm, budowany ciut wcześniej.

Parobek to pracownik jak każdy inny, więc zatrudnił się jako parobek u handlarza lub podajmłotek u stolarza, lub gosposia u państwa Karpielów, a nie parobek dla handlarza.

 

– Podróżuj. Zostawiamy ci pewną dowolność, jak się zdecydujesz na coś, to szepniemy o tobie dobre słowo[,] komu trzeba.

 

Można łatwo sprawdzić, czy przecinek jest potrzebny, czy nie:  (…) szepniemy o tobie dobre słowo JANKOWI. Przecież przed „Jankiem” nie postawiłbyś przecinka, prawda? To i przed „komu trzeba” jest zbędny.

 

Lichwiarz-urzędnik wstał, przeciągnął się i zaczął spacerować za zagraconą ladą. Jego ton również stawał się łagodniejszy. Brzmiał teraz bardziej, jak podekscytowany dziadek tłumaczący wnukowi co ma robić, a nie ktoś, kto mógł zadecydować o życiu lub śmierci Sabriela i jego rodziny.

 

Lichwiarz nie spacerował „łagodnie”, więc – w kolejnym zdaniu – ton jego głosu nie mógł RÓWNIEŻ stawać się łagodniejszy.

Ton głosu nie może brzmieć jak podekscytowany dziadek!!! Sprawdź: Brzmiał teraz bardziej jak podekscytowany dziadek(…) [kto tak brzmiał? co tak brzmiało?] – ton czyli podmiot zdania poprzedzającego.

A propos interpunkcji –  Brzmiał teraz bardziej[przecinek zbędny] jak podekscytowany dziadek (…) to porównanie, a więc przed „jak” przecinka nie stawiamy. Np. Żona Sabriela wyglądała jak milion dolarów bezzwrotnej pożyczki.  

W zdaniu złożonym podrzędnie przecinek przed „jak” jest wskazany: Sabriel zrobił wszystko tak, jak mu podrabiany lichwiarz nakazał.

 

– Tak, jak najbardziej – odparł jednak potulnym tonem. Nie chciał ryzykować, że zmniejszą mu wynagrodzenie. Mimo, iż wiedział, że to tempo może go zabić.

 

„odparł” to nie znaczy „zgodził się”, a taka informacja, w kontekście kolejnych zdań jest potrzebna. „Zgodził się potulnie Sabriel” – jest bardziej użyteczne.

Trzecie zdanie zaczynasz od spójnika „mimo że”, którego zadaniem jest wskazać rozbieżność między tym, co się dzieje w rzeczywistości, a tym, czego można oczekiwać. Po pierwsze zdanie to powinno być zdaniem składowym zdania poprzedzającego, ale logicznie się z nim nie łączy, więc tak czy owak jest do bani. Można to łatwo sprawdzić:  Nie chciał ryzykować, (czego nie chciał ryzykować?) że zmniejszą mu wynagrodzenie, (mimo czego zmniejszą mu wynagrodzenie?)  mimo iż wiedział, ( o czym wiedział?) że to tempo może go zabić

 I cóż my za myśl mamy, tak w skrócie? Ano taką, że złole pojadą po kasie gościowi, pomimo że tenże gość wiedział, że może paść trupem! Logika jakby odfrunęła, nieprawdaż?

Nie wiemy jakie „to tempo” miałoby być. Można się domyślać, że zwiększenie tempa//wysiłku wkładanego w pozyskanie/gromadzenie/akumulowanie srebra, może się okazać dla niego zabójcze, Zdanie jest ogólnie do kitu i wymaga przemyślenia.

Mimo iż // mimo żeto spójniki złożone. Składają się z więcej niż jednego słowa i funkcjonują jako całość, z reguły (choć nie zawsze) nie rozdziela się ich części przecinkiem – nie każde „że” życzy sobie przecinka do towarzystwa.

 

– Wspaniale. Skoro mamy konsensus, to zmykaj już, dziecko. Tutaj masz pieniądze za wisiorek.

 

Wisiorek, powiadasz? Dla mnie ma znaczenie czy zakładam na szyję łańcuszek, łańcuszek z wisiorkiem, wisiorek na rzemyku czy naszyjnik, bo każda z tych ozdób wygląda inaczej. Dlatego czuję się nieco skołowana – Sabriel przyszedł do lombardu z łańcuszkiem, lichwiarz przyjrzał się naszyjnikowi, a kasa została wypłacona za wisiorek! Ups! Owszem, to nazwy bliskoznaczne, ale nie jednoznaczne!

 

Zanim jednak drzwi się zatrzasnęły, usłyszał jeszcze tylko, jak starzec mówi do krótkofalówki.

 

Gadał dziad do krótkiejfali, a fala mu na to – Niech się pan odwali! Mam podstawy sądzić, że facio rozmawiał z kimś PRZEZ krótkofalówkę, a nie gadał DO prababci ajfona. Wredny był, ale schizofrenikiem nie zalatywał.  

 

Jeśli doczytałeś do tego miejsca, to znaczy, że jesteś twardą sztuką! A więc NIE odpuszczaj, pisz, trenuj formę. Powodzenia! Pzdr. KT 

 

 

 

 

w_baskerville dziękuję ci za tak szczegółową analizę! Przeczytałem od początku do ostatniego słowa i jestem naprawdę wdzięczny za każdą uwagę, każdą rozważę, chociaż nie z każdą mogę się oczywiście zgodzić! 

Zdecydowanie muszę popracować nad polszczyzną i interpunkcją i na pewno poprawię niedługo opowiadanie pod wskazówki językowe, których mi udzieliłaś. Plus rozważę resztę sugestii. Ale muszę do tego usiąść na spokojnie i może napisać nową wersję, bo wskazałaś mi sporo rzeczy. 

Najbardziej mnie rozbawił fragment o wisiorku/naszyjniku/łańcuszku, bo w mojej ignorancji ja naprawdę wierzyłem, że to synonimy. Nie spodziewałem się, że to się rozróżnia. Dzięki Ci i za to! laugh

 

Widać, że czujesz język i jesteś wrażliwa na tekst, to rzadkie. Tak z ciekawości i może dla mnie na przyszłość (angel), czy zajmujesz się może profesjonalnie korektą? 

Prestidigitator

w_baskerville

Jeszcze raz dziękuję ci za te wszystkie rady. Ostatnie dwa dni spędziłem na ich przeglądanie i wdrażanie. Generalnie czuję, że bardzo dużo mi uświadomiłaś rzeczy, o których nie wiedziałem wcześniej, za co będę ci na zawsze wdzięczny. Tekst po poprawkach też czyta się lepiej (chociaż dopiero za jakiś czas przeczytam go jeszcze raz od zera, żeby spojrzeć na świeżo).

W paru przypadkach, tak jak uprzedziłem, się nie zgadzam, opisałem je niżej, jakbyś chciała ze mną podyskutować, na co jestem otwarty! 

Wszystkie kwestie, do których się nie odniosłem, poprawiłem w ten czy inny sposób.

Jeżeli recenzujesz/korektujesz (dziwne słowo) zawodowo teksty, to z chęcią bym został Twoim klientem, nie żartowałem z tym wink

 

Nie można ocenić czegoś albo kogoś „od góry go dołu”.  Można kogoś obrzucić taksującym spojrzeniem.

Nie mogę się zgodzić, że nie można ocenić czegoś od góry do dołu. Ale po głębszej analizie, uznałem, że lepiej będzie pasować “taksować od stóp do głów”, jako bardziej powszechny związek frazeologiczny.

Stan ciuchów bohatera świadczy pośrednio o jego nieciekawej sytuacji życiowej, jest ważny, ale „buty, które niejedno już przeszły” (sic!) darowałabym sobie, podobnie jak postrzępioną koszulę (?) czy tam inny kubraczek. Wystarczyłoby dobitnie stwierdzić, że przyodziewek Sabriela był lichy/znoszony/nędzny.

Ha, nie zaważyłem gry słów przy butach, ale teraz niestety mi się spodobała. Mimo to usunąłem, nie chcę komizmu w tym momencie.

Co do reszty, skrócenie tego za bardzo by zubożyło cały tekst. Jedno słowo zamiast 2 zdań opisu wydaje się radykalne, show don’t tell! Poza tym w Verdis kolor ubrania miewa znaczenie, co oczywiście nie widać w tym tekście, ale staram się trzymać jednego zbioru zasad i siać ziarno. 

 

– Czy sprzedawał “pan” – słowo to w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga – już coś u nas?

 

Przekombinowałeś. Powtórzenia, jeśli są zamierzone, nie są grzechem. Mogłeś zapisać tę wypowiedź dużo prościej: – Czy już sprzedawał pan coś u nas? – Słowo „pan” w ustach staruszka zabrzmiało prawie jak obelga. Przy okazji ujęty w cudzysłów „pan” w partii dialogowej, nie zdumiewałby tak, jak teraz zdumiewa!

Nie mogę się zgodzić, przerwanie w trakcie dialogu dodaję pauzę, którą wyobrażam sobie, że staruszek faktycznie zrobił, musząc wypowiedzieć “pan” do Sabriela. Przeniesienie komentarza narratora na koniec osłabia ten efekt w moim odczuciu.

Co do “pan“ masz rację, że to zaskakuje. Myślałem nad kursywą, ale potem zdałem sobie sprawę, że nie każda platforma ma takie bajery. Jak w przyszłości będę przeklejał gdzieś tekst, to wolałem mieć pewniejszą formę podkreślenia dziwności słowa. 

 

Pierwsze zdanie – wypowiedź lichwiarza – brzmi kiepsko i nienaturalnie. Przemyśl go.

Tu się totalnie nie mogę zgodzić. To agent, udający lichwiarza, w świecie, gdzie ludzie są bardziej rzeczami. określenie go jako ‘osobnik’ już trochę zdradza, że hej – to jest ktoś, kto nie zważa na ludzi. 

 

Zamieniłabym niedawno na kiedyś, bo mało prawdopodobne jest, aby gość w styranych przez lata użytkowania ciuchach „niedawno” dysponował taką kasą, że obrzucał żonę cennymi precjozami. No, chyba, że wydał w tym celu wieloletnie oszczędności. Oczywiście, Sabriel ściemniał, ale musiał to robić przekonująco – łysol powiedział przecież: „Jak dotąd wiarygodna historia, dobrze się przygotowałeś”, więc nie można gościa rozczarować.

Ta prosta zmiana sprawiałaby, że reszta zdania nie miałaby sensu. Linią obrony Sabriela jest: kupiłem łańcuch [niedawno, za oszczędności], ale za dużo wydałem i teraz od razu zastawiam. 

Dodatkowym argumentem jest, że ‘kiedyś’ sugerowałoby znoszony łańcuszek, a on, pochodząc z mocy Sabriela, nie miałby śladów użytkowania. 

 

Jego wzrok rozmył się na chwilę, gdy spojrzał na naręczny terminal.

Po pierwsze czyj wzrok?

Tu toczy się dialog, była kolej lombardzisty na wypowiedź, więc wydawało mi się to naturalne, że nie trzeba precyzować o kogo chodzi. Ale narracja faktycznie jest od strony Sabriela. Masz rację, że to jest skomplikowane. 

 

Coś na ekranie wyraźnie go zadowoliło.

 

Nie ma co aż tak oszczędzać na informacjach. Ich nadmiar szkodzi, ale i niedobór nie pomaga. Przecież to informacja, która wyświetliła się na ekranie/którą odczytał z ekranu sprawiła demonicznemu dziadkowi satysfakcję, po co sztucznie tworzyć zbędne tajemnice.

Jednocześnie jej treść nie wniesie nic do historii, to zapewne jakiś rozkaz działania, wdrożenia operacji w życie. IMO nie wymaga rozwinięcia, ufam czytelnikowi! 

 

Następstwo zdarzeń podejrzane: wszak najpierw Sabriel został zaskoczony nietypowym przebiegiem przesłuchania prowadzonego przez lichwiarza, a dopiero potem poczuł się tym zagrożony tak mocno, że aż zastygł z wrażenia/zamarł w bezruchu/zesztywniał z wrażenia. 

Najpierw zastygł zbity z tropu, potem połączył fakty i poczuł zagrożenie.

 

Pewna Groźna nutajaką można było wyczuć//jaka zabrzmiała//w ostatnim zdaniu lichwiarza [przecinek] nadaunosiła się cały czas w powietrzu. Zaczerwieniona z emocji do tej pory skóra twarz niedoszłego (raczej potencjalnego, a nie niedoszłego, bo w końcu sfinalizował interes) zastawcy stała się teraz śnieżnobiała. (po co ta śnieżnobiała poezja, skoro istnieje konkretna nazwa) pobladła.

Nie mogę się zgodzić, że potencjalny wchodzi tu w grę. Jesteśmy w momencie historii, gdzie niedoszły sugeruje, że deal jest niemożliwy do osiągnięcia, potencjalny, że nadal toczą się negocjacje. Inna sprawa, że potem stał się po prostu producentem, nie zastawcą. nie miał już możliwości odkupienia, więc niedoszły IMO pasuje.

Tak samo pobladła, zostawiam śnieżnobiała, to do mnie bardziej przemawia.

 

W kącikach jego oczu pojawiły się łzy.

 

Wydawało mi się, że kreujesz silnego bohatera, przed którym respekt czuło nawet szemrane, bandyckie towarzystwo, a tu nagle okazuje się, że gość ma ochotę zaszlochać, rozbeczeć się i pewnie obsmarkać. Dla mnie to niekonsekwencja, ale może taka jest twoja koncepcja, więc OK.

 

Hahaha, Sabriel nie jest bossem! Jest rosłym mężczyzną, który zwykle nie musi się przejmować o swoje bezpieczeństwo, bo są łatwiejsze cele. A to różnica! Postarałem się lepiej to podkreślić w poprzednim akapicie.

 

 

Na blat lady wyciągnął teraz grubą teczkę z dokumentami. Na jej wierzchu widniały oficjalne pieczęcie rządu.

Wyciągnąć coś można np. Z szuflady, ale NA blacie kładziemy/stawiamy/umieszczamy itp. Błędny przyimek.

Trochę przerobiłem, ale generalnie słusznie zidentyfikowałaś, że chciałem, żeby to brzmiało jako wyciągną z szuflady i położył na blacie, bo w przeciwnym razie te dokumenty pojawiłyby się znikąd. 

 

 I cóż my za myśl mamy, tak w skrócie? Ano taką, że złole pojadą po kasie gościowi, pomimo że tenże gość wiedział, że może paść trupem! Logika jakby odfrunęła, nieprawdaż?

Naaah, nie doceniasz chciwości ludzkiej! Po pierwsze, wiedział, że będzie renegocjować, a nie chciał negocjować stawki jedynie częstotliwość (nie odzywał się, mimo iż tempo mogło go zabić). Po drugie to tylko “może” go zabić. Ludzie palą trzy paczki fajek dziennie, bo daje im to satysfakcję, mimo iż tempo może ich zabić. Co z tego, że 3 paczki to 60% szans na zachorowanie na raka płuc (liczba z podsumowania google AI, nie sugerujcie się nią, nie sprawdziłem!).

 

 

Prestidigitator

Krótka ale niezwykle treściwa scenka, budząca ochotę na szersze i lepsze poznanie świata, w którym rzecz się dzieje. Pozostaję z nadzieją, że nie zawiedziesz i sprawisz, że świat ten będzie dane nam poznać.

Do uwag bruce i w_baskerville, dorzucam moją łapankę.

Życzę powodzenia w dalszej pracy twórczej. :)

 

– Skąd osob­nik, taki jak ty, ma tak dobry ka­wa­łek bi­żu­te­rii? – li­chwiarz zer­k­nął na Sa­brie­la po­dejrz­li­wie. → – Skąd osob­nik, taki jak ty, ma tak dobry ka­wa­łek bi­żu­te­rii? – Li­chwiarz zer­k­nął na Sa­brie­la po­dejrz­li­wie.

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

 

Klik­nął jakiś przy­cisk i z zim­nym uśmie­chem zwró­cił się do niego… → Czy dobrze rozumiem, że zwrócił się do jakiegoś przycisku?

A może miało być: Klik­nął jakiś przy­cisk i z zim­nym uśmie­chem zwró­cił się do klienta/ Sabriela

 

A jed­nak ten drob­ny czło­wie­czek, ze swoją po­marsz­czo­ną twa­rzą… → Czy zaimek jest konieczny? Czy człowieczek mógł mieć cudza twarz?

Może wystarczy: A jed­nak ten drob­ny czło­wie­czek z po­marsz­czo­ną twa­rzą

 

Wy­cią­gnął na blat lady grubą tecz­kę… → Wystarczy: Wyciągnął na ladę grubą teczkę

Za SJP PWN: lada «długi blat w sklepie, za którym stoi sprzedawca»

 

To wy­ni­ki jego kla­sy­fi­ka­cji DNA, którą prze­pro­wa­dzo­no mu w dzie­ciń­stwie. Wska­za­no w nich, że ma tylko… → Piszesz o jednej klasyfikacji, więc w drugim zdaniu powinno być: Wska­za­no w niej, że ma tylko… Ale jeśli klasyfikacji było kilka, pierwsze zdanie winno brzmieć: To wy­ni­ki jego kla­sy­fi­ka­cji DNA, które prze­pro­wa­dzo­no mu w dzie­ciń­stwie.

 

Groź­na nuta, jaką można było wy­czuć w ostat­nim zda­niu li­chwia­rza… → Groź­na nuta, którą można było wy­czuć w ostat­nim zda­niu li­chwia­rza

 

twarz nie­do­szłe­go za­staw­cy stała się śnież­no­bia­ła, a w ką­ci­kach jego oczu po­ja­wi­ły się łzy. → Zbędny zaimek – wiadomo, o kim piszesz.

 

W jego gło­wie ko­tło­wa­ły się roz­pacz­li­we myśli. → Zbędny zaimek.

 

– Jasne! – prawie krzyknął Sabriel – Cokolwiek chcecie, cokolwiek potrzeba! → – Jasne! – prawie krzyknął Sabriel – cokolwiek chcecie, cokolwiek potrzeba!

 

Za­trud­nisz się jako pa­ro­bek u ob­woź­ne­go han­dla­rza lub ku­rier. Prze­rwał i za­to­czył ręką koło.Za­trud­nisz się jako pa­ro­bek lub kurier u ob­woź­ne­go han­dla­rza – prze­rwał i za­to­czył ręką koło.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W_baskerville, szalenie wzruszyły mnie Twoje słowa. Bardzo, bardzo dziękuję. heart

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Prestidigitator

Przepraszam, długo nie odpowiadałam, bo rzadko tu zaglądam, ale przeczytałam Twoją pierwszą odpowiedź. Cieszę się, że moje uwagi Cię nie dotknęły. Pytasz, czy jestem korektorem – nie, nie jestem. Jeśli jednak będziesz chciał, abym poznała dalsze losy Sabriela i wyraziła opinię, chętnie to zrobię. Do treści drugiej odpowiedzi, którą zamieściłeś, postaram się odnieść, ale wykaż odrobinę cierpliwości – tkwię w wąskim, a nawet bardzo wąskim, gardle skrzeczącej rzeczywistości. Tymczasem słonecznych świąt i twórczej weny życzę.

@regulatorzy

Taka prawda jest, regulatorzy! A, trawestując Pawlaka Kaźmirza, u mnie prawda droższa pieniędzy. Pozdrawiam Cię świątecznie.

W_baskerville, dziękuję raz jeszcze, także za pozdrowienia i niech Ci się świętuje miło i radośnie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

w_baskerville

Jestem Ci i tak bardzo wdzięczny za Twój czas włożony w komentarz, nie oczekiwałem, że faktycznie będziemy wchodzić w dalsze rozmowy, bo pewnie też nie mają sensu, ot, bardziej się usprawiedliwiłem w drugim komentarzu z tego co nie wprowadziłem ;) Dzięki jeszcze raz!

 

regulatorzy

Dziękuję za komentarz! Wprowadziłem poprawki (poza kurierem, to osobny zawód) i nauczyłem się nowej zasady w j. polskim (z nutą jakąś i którąś), dziękuję! 

 

 

Prestidigitator

Bardzo proszę, Prestidigitatorze. Miło mi, że mogłam się przydać. I dziękuję za wyjaśnienie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka