- Opowiadanie: Bardjaskier - Lęk przed lataniem

Lęk przed lataniem

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Lęk przed lataniem

Bill zauważył samolot, który pozostawiał na błękitnym niebie białą linię. Usiadł w fotelu. 

– Czemu tak cholernie boję się latać – wyszeptał. 

Spojrzał przez otwarte okno gabinetu na drgające liście topoli. Brak chmur zapowiadał słoneczny dzień.

– Nie, że samolot się rozbije, chociaż to też. Bardziej czegoś nieprzewidywalnego. Podróż jest chaosem. Plątaniną nieskończonej ilości zdarzeń, a każda z nich ma możliwość zaistnieć.

Metronom miarowo tykał. Bill zmienił pozycję w fotelu i załamał ręce.

– Boję się latać i wysokości. Nie wiem, skąd to się wzięło. Pamiętam, że kiedyś nie miałem z tym problemu, a teraz mam koszmary. Nie o spadaniu… – westchnął. – To powtarzający się sen. Jest poranek, a ja mam pojechać na lotnisko. Jestem przerażony. Myśl o wejściu do samolotu mnie paraliżuje. Budzę się, gdy wychodzę z domu. To wszystko. Zupełnie jakby przekroczenie progu mieszkania było ostateczną decyzją, a po niej była już tylko pustka.

Bill lubił gabinet, pełen książek, przeważnie związanych z psychiatrią i psychologią, oraz to ciepło bijące zza okien. Czuł się tu bezpiecznie, jak dziecko w rodzinnym domu.

– A może to lęk przed światem. Niemożność podjęcia działania, gdzieś czająca się pod skórą. Ten brak przewidywalności, mnogość wszelkich okazji do wszystkiego dławi mnie.

Topola szumiała. Z zewnątrz nie dochodził żaden inny dźwięk. Plac przed budynkiem na pewno był pusty.

– Nie byłoby wstydu, do czasu aż ludzie wrócą z pracy – burknął, wpatrzony w parapet. – Zmierzam do tego, że świat pędzi, a ja patrzę na to i nie mogę nic zrobić. Każde działanie jest bezcelowe, bo nic nie znaczy w tym raz puszczonym w ruch mechanizmie. Miotam się wewnątrz, bo choćbym podjął jakąkolwiek inicjatywę, to ta przepada w chaosie. Nic nie znaczy.

Bill złapał moment ciszy między taktami metronomu. Zupełnie jakby na ułamek sekundy czas stanął w miejscu.

– Chyba o to tu chodzi. Jestem bezradny jak pasażer w samolocie. Na nic już nie mam wpływu. Lecę, skazany na któreś z nieskończonej ilości zdarzeń.

Wiatr ucichł, topola zastygła. Zupełnie jakby z zainteresowaniem słuchała Billa.

– Znowu to robię. Sam się diagnozuję, jak jakiś kretyn, próbujący wyczytać z książki medycznej, czy ten guz pod pachą to nowotwór, czy tylko tłuszczak.

Parapet był nisko. Można było bez wysiłku stanąć na nim. W jednej chwili mógł się znaleźć na zewnątrz. Żołądek Billa skręcił się, a gardło ścisnęło.

– Boję się, że spadnę. Wstanę i nie wyskoczę, tylko wypadnę, w jakiś niewyjaśniony sposób. Tak jak ludzie, którzy dostają raka. Potem, na pogrzebie, znajomi powtarzają: „Jak to się mogło stać, przecież zdrowo się odżywiał i regularnie biegał”. Jakby to miało jakieś znaczenie. 

Nie mógł oderwać wzroku od tej architektonicznej pułapki na dzieci. Wyszeptał: 

– Pewnie nikt by nawet nie usłyszał.

Drobinki kurzu latały w słonecznych promieniach. Zasłonki wisiały, drzwi stały na posterunku, a fotel dzielnie znosił ciężar Billa.

– To wszystko jest śmieszne, tak jak moje lęki. Te światowe rynki, ceny, podwyżki, inflacja, przekonania, opinie, obiekcje. Wszyscy już jesteśmy na pokładzie i lecimy w nieznane. 

Cisza zalegała w kątach, słowa na stronach książek.

– Może powinienem wysiąść? Kto się zorientuje? Parę bliskich osób. Za kilkanaście lat zostanie tylko cisza w tym zgiełku, który nazywamy życiem.

Bill wstał i podszedł do okna. Patrzył na nogi przed parapetem.

– Jeden krok. Jedna nihilistyczna myśl, która zamieni zamiar w działanie, i cały wysiłek istnienia nie będzie już moim zmartwieniem.

Drzewo słuchało, gabinet zamarł w oczekiwaniu. Drzwi zaskrzypiały.

– Bill, skończyłeś? Mam za chwilę pacjenta.

– Tak, doktorze, przymknąłem okno i już wychodzę.

Bill po drodze zabrał wiadro i mopa. Zerknął jeszcze w stronę topoli.

– Następnym razem – wyszeptał i wyszedł.

 

Koniec

Komentarze

Napisał(e/a)ś to przed snem? Ale rozumiem, że były potem poprawki, to nie jest pierwszy draft? Bo jeżeli jest, to jest on niesamowicie dobrze zrobiony. Podoba mi się twist i to jak do niego poprowadził(e/a)ś

 

Jedyna rada, jaką widzę, to za często użyte jest imię. Przy takim stylu narracji często można zamienić

“Bill po drodze zabrał wiadro i mopa. Zerknął jeszcze w stronę topoli.”

na

“Po drodze zabrał wiadro i mopa. Zerknął jeszcze w stronę topoli.”

i wszyscy i tak zrozumieją o kogo chodzi. 

Prestidigitator

Cześć, 

 

dzięki za komentarz. To był pierwszy “draft”. Potem umyłem zęby, przeczytałem ponownie, wprowadziłem kilka zmian i poszedłem spać. Masz rację, za dużo Billa, może jeszcze coś pokombinuję. 

 

Pozdrawiam.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Witaj, Anonimie. :)

Tytuł przyciągnął mnie, skojarzony z – tak lubianą – “Sztuką latania” Lady Pank. heart

Byłam przekonana, że skończy się samobójstwem i jego skokiem z parapetu. Ależ potrafisz grać na emocjach! Filozoficzne refleksje narratora – bardzo mocne. :) 

Zakończenie mnie powaliło. laugh

Klik za nastrój. :) 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Cześć i dzięki za klika. Dobrze, że refleksje filozoficzne nie okazały się refluksami, bo to by położyło tekst. Pozdrawiam.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dobrze, że refleksje filozoficzne nie okazały się refluksami, bo to by położyło tekst.

 

laugh Mnie też ulżyło. :))

 

Zdrów! yes

Pecunia non olet

Bill po drodze zabrał wiadro i mopa.

Czyżby źródłem wszystkich lęków było napięcie między pracą a wykształceniem? ;)

 

Skoro zabrał się do pokonywania lęków, to równie dobrze mógł wziąć na cel nie okno, a drzwi. Efekt nie aż tak odmienny ;)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Część,

 

możliwe. A co do drzwi, to w tym przypadku efekt jest odmienny. Wychodząc drzwiami znajdujesz się na korytarzu, a oknem w kostnicy. 

 

Pozdrawiam. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Anonimie, wtrącę, jeśli pozwolisz, bo tekst mocno siedzi mi w głowie, że – oczywiście skojarzenia z super przebojem i pewne żarty mogę sobie tutaj czynić, ale – wybacz, proszę – główne, mocno dramatyczne przesłanie Twojego tekstu, także przemówiło do mnie i za nie brawa dla Ciebie. yes Co parę zdań pada tu stwierdzenie smutne i przykre, ale – tak powszechne i bliskie każdemu, np.:

Podróż jest chaosem. Plątaniną nieskończonej ilości zdarzeń, a każda z nich ma możliwość zaistnieć.

 

Niemożność podjęcia działania, gdzieś czająca się pod skórą. Ten brak przewidywalności, mnogość wszelkich okazji do wszystkiego dławi mnie.

 

Potem, na pogrzebie, znajomi powtarzają: „Jak to się mogło stać, przecież zdrowo się odżywiał i regularnie biegał”. Jakby to miało jakieś znaczenie. 

 

– To wszystko jest śmieszne, tak jak moje lęki. Te światowe rynki, ceny, podwyżki, inflacja, przekonania, opinie, obiekcje. Wszyscy już jesteśmy na pokładzie i lecimy w nieznane. 

 

BRAWA! yes

 

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Dziękuję.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

heart

Pecunia non olet

A co do drzwi, to w tym przypadku efekt jest odmienny. Wychodząc drzwiami znajdujesz się na korytarzu, a oknem w kostnicy. 

Niby tak, ale…

Każde działanie jest bezcelowe, bo nic nie znaczy w tym raz puszczonym w ruch mechanizmie. Miotam się wewnątrz, bo choćbym podjął jakąkolwiek inicjatywę, to ta przepada w chaosie. Nic nie znaczy.

Skoro to wszystko nic nie znaczy, to skok z okna jest tak samo bezsensowny jak dalsze życie. A skoro tak, to równie dobrze można żyć ;)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Nie całkiem. Każde działanie znika w chaosie życia, co doprowadza bohatera do opisanego stanu, a skok z okna ma uwalnić go od życia, a więc od chaosu i bezcelowości istnienia. Nihilistyczne myśli bohatera nie są związane z pozytywnym aspektem tej postawy, a raczej przejawem pogłębiającej się choroby.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nihilistyczne myśli bohatera nie są związane z pozytywnym aspektem tej postawy, a raczej przejawem pogłębiającej się choroby.

 

I to tu jest właśnie najbardziej przykre. sad

A zakończenie nie daje nadziei. Odwleczenie w czasie to nie jest zrezygnowanie z zamiaru, niestety. :( 

Pecunia non olet

Też tak uważam, pozostawienie czytelnika z myślą, że bohater będzie nadal szukał okazji, jest mocniejsze niż sam skok. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Też tak uważam, pozostawienie czytelnika z myślą, że bohater będzie nadal szukał okazji, jest mocniejsze niż sam skok. 

 

Mocno zagrałeś na emocjach, Anonimie, a to nie lada sztuka. yes

Pecunia non olet

Witaj,

bardzo ciekawy tekst. Emocje do samego końca trzymały przy lekturze. Koniec świetny i zaskakujący. Tak jak poprzednicy gratuluję. Świetna robota!

 

Pozdrawiam serdecznie!

Cześć, dziękuję. Fajnie, że tekst się udał. Pozdrawiam.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Gratuluję bardzo mądrego i udanego tekstu.

Trochę przypomina mi moje własne niezbyt udane dziełko “Walc z panną D…”

Prawdę mówiąc, jak czytałem to, cały czas się zastanawiałem, czy Bill nie jest przypadkiem… kotem.

Wiele rzeczy w tekście na to wskazywało.

Niemniej zakończenie – bardzo do mnie trafiło.

Ogólnie – zapis taki, bardzo, bardzo w punkt, tego, co…

 

Cóż – idę kliknąć.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Część,

 

"tego,co…" – wiem. Dziękuję za kilka. Kot wprowadziłby fantasy do tekstu ale nie pasuje do tego, co chciałem przekazać – koty wydają się panować nad życiem.

 

Pozdrawiam. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Tak, to dobrze, że tu nie było kota.

Pisałem tylko, że się go spodziewałem.

Bo koty panują nad życiem i są wszędzie.

A tu kot by spłaszczył i wziął w cudzysłów, to co było do przekazania.

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Witam,

 

Zauważyłem lekką siękozę, a i to za drugim razem. Tutaj:

 

W jednej chwili mógł się znaleźć na zewnątrz. Żołądek Billa skręcił się, a gardło ścisnęło.

– Boję się, że spadnę

 

Poza tym bardzo dobry tekst. Język jest lekki, szczególnie w stosunku do przekazywanych treści. Nie ma wulgaryzmów. Świetne tempo i opisy zachowania bohatera, mogłem sobie wyobrazić całą scenkę w szczegółach. Już po pierwszym akapicie miałem wrażenie, że jestem w opisywanych świecie. Jest też dobre budowanie napięcia, aż do świetnego (i przewrotnego) końca.

Pomysłowe i starannie wykonane. Klikam póki się jeszcze da :)

Cześć i dziękuję za klika. Te powtarzające "się" – jestem świadomy, że występują blisko siebie. Można to zmienić kosztem spójności zdań, albo rozbudować o jedno, dwa zdania. Wtedy nie będzie tak razić. Spraw do przemyślenia. Pozdrawiam.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Wariant dla się-fobów:

 

W jednej chwili mógł przekroczyć linię. Żołądek podszedł Billowi do ściśniętego gardła.

– Przeraża mnie upadek

 

No wiem, że brzmi inaczej i zmienia znaczenie, to był eksperyment – aż takim mordercą form zwrotnych nie jestem :P

No właśnie. Ale coś takiego już bardziej: 

 

W jednej chwili mógł się znaleźć na zewnątrz. Żołądek podszedł Billowi do ściśniętego gardła.

 

– Boję się, że spadnę.

 

Tak, jest dobrze. 

 

 

 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Chciałbym takie fajne miniaturki pisać przed snem. Na ogół jest inaczej. Gdy już wygodnie umoszczę się w łóżku i próbuję normalnie zasnąć, wyobraźnia zaczyna pracować, mimo iż wcale jej o to nie prosiłem.

Wracając do szorta, to całkiem ciekawy i zgrabnie napisany. Filozoficzne refleksje na temat życia zatrzymują. 

Cześć,

 

"Filozoficzne refleksje na temat życia zatrzymują. "

 

Zatrzymują, że przeszkadzają w czytaniu? Czy zmuszają do przemyśleń? 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Zatrzymują, w sensie zmuszają do przemyśeń, oczywiście. Lubię filozoficzne rozkminy.

To super, fajnie, że w tę stronę. 

 

Pozdrawiam. 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nieźle pokazany lęk przed lataniem, strach przed wysokością i obezwładniająca niemoc, uniemożliwiająca pokonanie ich. Rzecz krótka, ale jakże treściwa. Finał zacnie wieńczy dziełko. Idę do klikarni. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć i dziękuję. Doczekałem chwili, gdy nie mam błędów do poprawy. Pozdrawiam.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Doczekałem chwili, gdy nie mam błędów do poprawy.

Dla mnie jest to także powód do zadowolenia. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witam :]

 

Witam :]

 

Mocny i udany tekst. Miałem już pisać, że ciut przefilozofowany, ale puenta nadaje nowego spojrzenia na wszystko, co przed nią! Brawo.

 

Pozdrawiam i klik


Pamiętam, że kiedyś nie miałem z tym problemu, a teraz mam koszmary.

Powtórzonko.

 

– Czemu tak cholernie boję się latać[?] – wyszeptał. 

Dałbym tu jednak pytajnik, albo choć wielokropek

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hej Zakapior :). Czas zrzucić maskę i zacząć używać emotek ;). Bardzo się cieszę, że szort uważasz za udany, ja się cieszę, że tak wielu osobą się spodobał :). Dziękuję za wszystkie komentarze i kliki.

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

O, jakież zaskoczenie, witaj, Bardjaskierze; bardzo dobre opowiadanie. :) 

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

A, że jesteś zaskoczona, to tym bardziej się cieszę:). Chciałem zobaczyć, jak anonimowy tekst, nie horror, będzie przyjęty – rezultat jest całkiem przyjemny :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Świetnie pokazałeś filozoficzną, drugą stronę. yes

Pecunia non olet

A dziękuję:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej,

No, byłem bardzo ciekaw do czego Bill dąży i co szort przed nami ukrywa. Finał bardzo na plus. 

Bardzo mi się podobało. Szkoda, że nie zdążyłem jak jeszcze byłeś pod Anonimem, ależ miałbym zdziwko po odkryciu, bo znowu zaskoczyłeś czymś nowym. Graty!

Fantomowy klik! Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

A dziękuję i cóż mogę dodać – śpieszmy się czytać anonimów, tak szybko się ujawniają:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ech, Bardzie, to Ty, a już myślałem, że jakieś nowe portalowe odkrycie :) 

Ale dzięki Tobie czułem się odkrywcą, wszystko ma swoje dobre strony! laugh

I teraz trochę mi smutno, ale też trochę się cieszę;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hmmm. Nie podeszło. Nie bardzo tu widzę fantastykę lub fabułę. Ot, pogadał facet o swojej fobii. Nie rozumiem, dlaczego przy lęku przed lataniem rozpatruje taką formę samobójstwa.

Ale ogólnie dzisiaj nie jest mój dobry dzień, mogłam połowy nie zrozumieć.

Babska logika rządzi!

Hej :) przykro mi, że nie masz dobrego dnia :(. Ale czasem tak bywa. Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nic naprawdę strasznego, to tylko dentysta i jeszcze zapłaciłam za te tortury. ;-)

Babska logika rządzi!

Ja też ;)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nowa Fantastyka