Tagi nie specjalne. Do napisania akurat tego opka namówił mnie dawno temu melendur
Tagi nie specjalne. Do napisania akurat tego opka namówił mnie dawno temu melendur
Stare, paskudne zamczysko stało na klifie nad morzem wiecznie rozkołysanym przez sztormy. Bezduszny wiatr z chęcią zdarłby skórę do kości temu, kto bezczelnie wszedłby na skraj urwiska i ośmielił się kroczyć wyłożoną białym kamieniem drogą wzdłuż brzegu – jedyną prowadzącą do ponurej warowni, wspartej o skały gdzieś na końcach Nawii.
Huragan uderzył, rozbijając fale o klify, z impetem smagając słonymi rozbryzgami, ciężki wóz, toczący się ścieżką. Woły ryknęły w proteście gdy postać na koźle smagnęła je batem bez przekonania ponaglając do dalszej drogi. Tempo marszu nie zmieniło się. Zwierzęta niechętnie stawiały krok za krokiem.
Siedliszcze było niemal na wyciągnięcie ręki. Mężczyzna cieszył się, że wreszcie spokojnie prześpi noc. Potrząsnął głową, kiedy solidna, rzeźbiona brama otworzyła się z głuchym łoskotem. Zostawił przed nią wóz, wyprzągł zwierzęta i puścił je wolno. Zabrał mahoniowy kostur ozdobiony różnego rodzaju koralikami, misternie opleciony czarną dratwą z metalowymi drobiazgami i kruczymi piórami.
Powoli przeszedł pod kamiennym łukiem, a wyryte w nim znaki świeciły łagodnym złotym blaskiem. Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz. Przypomniał sobie ucieczkę z lochów, w których tkwił przez bardzo długi czas.
Czuł, jak moc przenika ciało podczas tej powolnej wędrówki niskim przejściem. Kolejne znaki w korytarzu rozbłyskiwały, kiedy przechodził obok. Wiedział, że wszystkie zainstalowane pułapki uruchomią się nagle, jeśli tylko moc go nie uzna za swojego.
Na pustym dziedzińcu temperatura było nieco wyższa niż na zewnątrz.
Spod odrzuconego kaptura ukazało się chude oblicze z charakternym nosem. Twarz, naznaczona mnóstwem drobnych blizn, świecących delikatnym, złotym blaskiem, wyglądała na sczerniałą i z wyrazu przypominała sępa. Najbardziej jednak przykuwało wzrok spojrzenie podwójnych, bursztynowych tęczówek.
– Gal-Sal
Zamarł, słysząc szept dobiegający zewsząd, wżerający się w mózg, a jednocześnie zadziwiająco miękki i subtelny. Miał wrażenie, że jest witany w domu z ogromną miłością. Bardzo chętnie by w to uwierzył, gdyby nie narastający ból głowy. Powoli odwrócił się w kierunku olbrzymiego, białego obelisku celującego w niebo.
– Gal-Sal. – Ewidentnie szept dobiegał właśnie stamtąd.
Mężczyzna przez moment patrzył na wirujące wokół kamienia krople wody, oświetlane lekko przez ostatnie promienie słońca, skrzyły się blaskiem. Czuł, jak ślepa moc przewala się przez niego obejmując mackami. Krew rozsadzała żyły, kości stawały się płynną lawą, ścięgna rwały jak sznurki, a mięśnie pękały niczym przejrzałe owoce, upadające na kamienistą ziemię.
– Jestem – wycharczał wreszcie przez zaciśnięte zęby, niemal pogrążając się w agonii. Zadziwiające, że do tej pory nie znał swojego imienia.
Cały ucisk i ból momentalnie zniknęły, a Galsal odetchnął spokojniej. Powoli spróbować podnieść się z pozycji embrionalnej i wyprostować. Miał wrażenie, że znowu upadnie, ale moc go podtrzymała. Popchnęła w kierunku kolejnych drzwi, rozświetlonych złotym blaskiem.
Przekroczył próg. Przytulne wnętrze rozświetlało duże palenisko, dookoła którego ustawione były ławy, kiedyś zajęte przez pomorników dziś puste. Nagle zatęsknił za głośnym towarzystwem braci i hałaśliwymi chłopcami, których przygarnęli z ulicy. Namiastka domu, jaką tu stworzyli wydawała się wtedy dobrym pomysłem.
Pokręcił głową, odpychając ponure myśli i zabrał się za jedzenie czekające na stole. Kto i jak je przygotowywał nigdy nie dane było mu się dowiedzieć, zresztą chyba nawet nie interesował się tym. Zazwyczaj na blacie pojawiało się wszystko czego potrzebowali.
Późno w nocy Galsal piął się po schodach w wąskim, ciemnym korytarzu, dotykając zimnych ścian poprzecinanych złotymi świetlistymi żyłkami, nieco rozpraszały mrok.
Tam gdzieś, w którymś z pokoi był Koshim. Moc milczała, kiedy otwierał po kolei pomieszczenia pełne długich przeźroczystych pudeł, w których spali pomornicy. Było ich tak wiele, ustawionych rzędami na metalowych regałach. Przemknęło mu przez myśl, że twierdza stała się przechowalnią zużytych i niepotrzebnych rzeczy, a moc która dawniej była tak dobra, uległa wypaczeniu. W którym momencie to się stało? Nie potrafił określić.
Przyglądał się każdemu pudłu czytając czerwone nalepki z nazwiskami i datami żadnego z mężczyzn nie rozpoznając. Mieli dziwne ubrania nie pasujące do żadnej znanej mu epoki.
Wróciła do niego ta jedna myśl, która nawiedzała go ostatnio uporczywie i nachalnie:
„Co jeśli Adela miała rację? Co jeśli jestem ostatni. Jeśli na mnie kończy się świat”.
Dotarło do niego, że musi wybudzić nie tylko Koshima, ale i całą resztę.
Błąkając się po korytarzach w końcu trafił na odpowiednie drzwi. Otworzył je i przeszedł przez próg. Sala była pusta, nie licząc jednego, podłużnego pudła na samym środku. Podszedł do niego powoli, chociaż wszystko krzyczało w nim, żeby zawrócić.
Za oszklonym wiekiem zobaczył mężczyznę. Nachylił się bliżej, nie dowierzając własnym oczom.
– Co do cholery? – szepnął, rozpoznając wewnątrz pudła samego siebie.
Uwięziony pomornik nagle otworzył oczy. Miały kolor bursztynu i z niesamowitą siłą wciągały go w siebie.
Galsal usłyszał jeszcze dźwięk zatrzaskujących się drzwi komory. Potem ogarnęła go ciemność i uderzenie, które odebrało mu oddech.
Przebudził się gwałtownie. Przez chwilę na oślep macał dookoła kamienne, wilgotne ściany. Kiedy rozpostarł ręce, mógł ich dotknąć.
Smród, jaki wdarł się do jego nozdrzy, był nie do opisania. Czuł gnijące odpadki, kał, duchota ziemistego odoru, a pod bosymi stopami miał lepką maź.
Przez moment zastanawiał się kiedy ściągnął buty i gdzie w ogóle jest. Ostatnim, co pamiętał, była twierdza, do której wrócił. Całkiem opuszczona i zimna, więc skąd się tu wziął. Próbował krzyknąć ale głos uwiązł mu w gardle i wydobył się z niego jedynie skrzek.
Gdzieś z oddali rozległo się szuranie, a krata nad nim została oświetlona słabym blaskiem pochodni. Ktoś sapał, taszcząc coś, krzyknął niewyraźnie i wiadro z gnijącymi resztkami wlało się do studni. Galsal ledwo uskoczył. Z góry dobiegł go śmiech i ujrzał nalaną tłustą twarz, którą miał wrażenie, że już kiedyś widział.
– Żryj, śmieciu. – Zdanie dopełniło splunięcie w głąb jego więzienia.
Używasz za dużo słów. O wiele za dużo. Skróciłbym go o połowę. Nie chodzi nawet o to, że nie wszystko wymaga określenia i opisu, ale o to, że cała dynamika opowieści grzęźnie. Dajmy na to takie zdanie:
“Smród jaki go otaczał był nie do opisania, gnijące odpadki, kał, duchota ziemistego odoru”.
Piszesz, ze smród był nie do opisania, a potem go opisujesz. Wspominasz, że otaczał protagonistę, ale to wiemy, bo narracja podąża za protagonistą od początku. Tworzysz kuriozalny zbitek “duchota ziemistego odoru”, który nie ma sensu, bo odór to przecież smród.
Cześć, Czarna2
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to: cieplejsza temperatura.
Temperatura może być niższa lub wyższa. Jest tutaj trochę do poprawy, przecinki, budowa zdań, ale zaciekawiła mnie historia. Jako scenka wprowadzająca, bardzo dobrze. W takim razie czekam na rozwinięcie.
Pozdrawiam
Witaj. :)
Sprawy techniczne i moje sugestie oraz wątpliwości (zawsze jedynie do przemyślenia):
Stare (przecinek?) paskudne zamczysko stało na klifie nad wiecznie rozbujanym przez sztorm, (zbędny przecinek?) morzem. Bezduszny wiatr chciałby zedrzeć skórę do kości temu (przecinek?) kto bezczelnie wszedłby na skraj urwiska i ośmielił się kroczyć wyłożoną białym kamieniem drogą wzdłuż morza. – powtórzenie?
Huragan uderzył (przecinek?) rozbijając fale o skały, z impetem opluwając kropelkami, (zbędny przecinek?) ciężki wóz toczący się ścieżką.
Woły ryknęły w proteście, a postać na koźle smagnęła je batem (tu przecinek, jeśli chciałaś napisać, że „bez przekonania ponaglała”, albo….) bez przekonania (… albo tu przecinek, jeśli chciałaś napisać, że „smagnęła batem bez przekonania” – wybór należy do Ciebie, bo nie wiem, jaki był Twój zamysł :) )ponaglając do dalszej drogi.
Tempo marszu nie zmieniło się (przecinek?) bo zwierzęta niechętnie stawiały krok za krokiem.
Siedliszcze było niemal na wyciągnięcie ręki. Mężczyzna cieszył się, że wreszcie będzie mógł spokojnie przespać noc. – powtórzenie?
Potrząsnął głową (przecinek?) kiedy solidna, rzeźbiona brama otworzyła się z głuchym łoskotem.
Zostawił przed nią wóz (i tu?) wyprzęgając i puszczając zwierzęta.
Zabrał mahoniowy kostur ozdobiony różnego rodzaju koralikami, misternie opleciony czarną dratwą z przeplecionymi metalowymi drobiazgami i kruczymi piórami. – styl/powtórzenie?
Zabrał mahoniowy kostur ozdobiony różnego rodzaju koralikami, misternie opleciony czarną dratwą z przeplecionymi metalowymi drobiazgami i kruczymi piórami. Powoli przeszedł pod kamiennym łukiem, gdzie wyryte w nim znaki świeciły łagodnym złotym blaskiem.– czy aliteracja (ta i inne) celowa?
Powoli przeszedł pod kamiennym łukiem, gdzie wyryte w nim znaki świeciły łagodnym (przecinek?) złotym blaskiem.
Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz, przypominając sobie swoją ucieczkę z lochów (przecinek?) gdzie przebywał bardzo długo.
Powoli przeszedł pod kamiennym łukiem, gdzie wyryte w nim znaki świeciły łagodnym złotym blaskiem. Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz, przypominając sobie swoją ucieczkę z lochów gdzie przebywał bardzo długo. – powtórzenie?
Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz, przypominając sobie swoją ucieczkę z lochów gdzie przebywał bardzo długo. – tu do przemyślenia, czy nie lepiej zabrzmi (?): Co chwilę zerkał do tylu na pozostawiony wóz, przypominając własną ucieczkę z lochów gdzie przebywał bardzo długo.
Czuł (przecinek?) jak moc penetruje ciało w tej powolnej wędrówce niskim przejściem.
Na pustym dziedzińcu temperatura było nieco cieplejsza niż na zewnątrz. – nieco wyższa/ było cieplej?
Twarz o mnóstwie drobnych blizn (przecinek?) świecących delikatnym (i tu?) złotym blaskiem (i tu?) wyglądała na sczerniałą i przypominała z wyrazu sępa.
Miał wrażenie, że witany jest z miłością w domu i bardzo chętnie uwierzyłby w to (i tutaj?) gdyby nie narastający ból głowy. Powoli odwrócił się w kierunku olbrzymiego (i tu?) białego obelisku, celującego w niebo.
Mężczyzna przez moment patrzył na wirujące wokół kamienia krople wody, oświetlane lekko przez ostatnie promienie słońca, skrzyły się blaskiem. – składniowy?, może tak zmienić kolejność (?): Mężczyzna przez moment patrzył na wirujące wokół kamienia krople wody – oświetlane lekko przez ostatnie promienie słońca, skrzyły się blaskiem/Mężczyzna przez moment patrzył na wirujące wokół kamienia krople wody; skrzyły się blaskiem, oświetlane lekko przez ostatnie promienie słońca.
Czuł (przecinek?) jak ślepa moc przewala się przez niego (i tu?) obejmując mackami.
Miał wrażenie, że znowu upadnie (i tu też?) ale moc go podtrzymała.
Popchnęła w kierunku ukazujących się kolejnych drzwi, rozświetlonych złotym blaskiem.
Przekroczył próg.
Przytulne wnętrze rozświetlone było przez duże palenisko, dookoła którego ustawione były ławy (przecinek?) kiedyś zajęte przez pomorników (i tu?) dziś puste. Zatęsknił nagle za głośnym towarzystwem braci i hałaśliwymi chłopcami (i tu?) których przygarnęli, bezdomnymi i porzuconymi. Namiastka domu, który tu dostali (i tu?) wydawała się wtedy dobrym pomysłem. – powtórzenia?
Kto i jak je przygotowywał (przecinek?) nigdy nie dane było mu się dowiedzieć, zresztą chyba nawet nie interesował się tym. Zazwyczaj na stole pojawiało się wszystko (i tu?) czego potrzebowali.
Późno w nocy Galsal piął się po schodach wąskim, ciemnym korytarzem (i tu?) dotykając zimnych ścian poprzecinanych złotymi (i tu?) świetlistymi żyłkami, nieco rozjaśniającymi mrok.
Tam gdzieś, w którymś z pokoi (i tu?) był Koshim.
Moc milczała (i tu?) kiedy otwierał po kolei pomieszczenia pełne długich (i tu?) przeźroczystych pudeł, w których spali pomornicy.
Było ich tak wiele (i tu?) ustawionych rzędami na metalowych regałach.
Przemknęło mu przez myśl, że teraz twierdza stała się przechowalnią zużytych i niepotrzebnych rzeczy, że moc (i tu?) która dawniej była tak dobra, sama stała się wypatrzona.
W którym momencie to się stało (i tu?) nie mógł powiedzieć. – powtórzenia?
Przemknęło mu przez myśl, że teraz twierdza stała się przechowalnią zużytych i niepotrzebnych rzeczy, że moc (i tu?) która dawniej była tak dobra, sama stała się wypatrzona. – ort. ? – tu nie miało być: „wypaczona”?
Przyglądał się każdemu pudłu (przecinek?) czytając czerwone nalepki z nazwiskami i datami (i tu?) żadnego z mężczyzn nie rozpoznając. Mieli dziwne ubrania (i tu?) nie pasujące do żadnej epoki (i tu?) jaką znał.
Mieli dziwne ubrania nie pasujące do żadnej epoki jaką znał. – ort.? – razem?
„Co (przecinek?) jeśli Adela miała rację, co jeśli jest ostatni. Jeśli na nim kończy się świat”. – czy to nie zdania pytające?
Dotarło do niego, że musi wybudzić nie tylko Koshima (przecinek?) ale i całą resztę.
Podszedł do niego powoli, chociaż wszystko krzyczało w nim (i tu?) żeby zawrócić.
Nachylił się (i tu?) nie dowierzając.
Smród (i tu?) jaki go otaczał (i tu?) był nie do opisania, gnijące odpadki, kał, duchota ziemistego odoru, a pod bosymi stopami miał lepką maź.
Przez moment zastanawiał się (i tu?) kiedy ściągnął buty i gdzie w ogóle jest.
Ostatnim (i tu?) co pamiętał była twierdza, do której wrócił. Całkiem opuszczona i zimna, więc skąd się tu wziął. – czy to nie pytanie?
Próbował krzyknąć (przecinek?) ale głos uwiązł mu w gardle i wydobył się z niego jedynie skrzek.
Gdzieś z oddali rozległo się szuranie, a krata nad nim rozjaśniała się słabym blaskiem ognia z pochodni. – mocno mi tu zgrzyta styl (?)
Ktoś sapał (przecinek?) taszcząc coś, krzyknął niewyraźnie i wiadro z gnijącymi resztkami wlało się do studni.
Z góry dobiegł go śmiech i ujrzał nalaną (i tu?) tłustą twarz, którą miał wrażenie, że widział już. – końcówka nieco zgrzyta składniowo, może dać tam (?): Z góry dobiegł go śmiech i ujrzał nalaną tłustą twarz, którą miał wrażenie, że już kiedyś widział.
Szort wydaje mi się być swego rodzaju środkową częścią/rozdziałem/fragmentem większej powieści. Opisywane zdarzenia – niesamowicie realistyczne, wręcz czuje się, co tam spotkało bohatera. ;)
Pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Bardzo dziękuję za komentarze, które dały sporo do myślenia.
Przede wszystkim, dziękuję bruce za jej wnikliwą analizę i wytknięcie przecinków, które są dla mnie prawdziwym utrapieniem.
Hesket bardzo się cieszę, że zainteresowałeś się pomornikiem, to dla mnie zaszczyt.
jerry piszesz, że użyłam za dużo słów. Moim zdaniem słowa budują atmosferę i klimat, a niektóre to po prostu kwestia stylu. Zdanie, które wskazałeś faktycznie jest, jak na moje pisanie nieco niezręczne.
Moim zdaniem słowa budują atmosferę i klimat, a niektóre to po prostu kwestia stylu.
![]()

Każda sugestia jest tylko propozycją, mogę się mylić. :)
I ja dziękuję, pozdro! :)
Pecunia non olet