– Kaziu – Jadwiga ucałowała męża – jestem gwiazdą?
– Najjaśniejszą – odparł Junosza-Stępowski.
– Czemu zatem moje występy jako Jagi Juno wygwizdano?
– Kochana, podrzędne miasteczka nie znają się na prawdziwej sztuce i autentycznym talencie.
– Lecz w teatrze, filmie, operze nie potrafię sprostać gustom widowni… – żaliła się dalej.
– Nie zaprzątaj ślicznej główki.
– Kupiłeś mi proszki? – upomniała się o narkotyki.
– Oczywiście.
Dzwonek do drzwi. Służąca poprosiła panią.
Jadwiga wyszła zdumiona i nagle usłyszała surowy głos:
– W imieniu Polskiego Państwa Podziemnego, za działania przeciwko…
– Helenko? – zapytał pobladły Kazimierz, stając obok.
W przybyłym działaczu Podziemia ujrzał twarz swej pierwszej, nieżyjącej od trzech dekad żony.
– Proszę, przebacz mi zło, które wyrządziłem. I te kobiety… – zaszlochał.
Jadwiga spojrzała zaskoczona na roztrzęsionego aktora i dwóch polskich spiskowców.
– Za współpracę z wrogiem… – kontynuowali przybyli.
Mąż, widząc broń, wymierzoną w Jadwigę, wrzasnął:
– Na litość Boską, Heleno, nie strzelaj!
Zasłonił sobą ciało osłupiałej Jadwigi, upadł po strzałach i wkrótce zmarł w męczarniach.
Egzekutorzy uciekli.
Po kilku miesiącach, w 1944 roku, nieznajoma zaproponowała Jadwidze kupno obrazów. Narkomanka potrzebowała pieniędzy.
Kobieta wróciła z kupcem. Przerażona wdowa rozpoznała w nim zmarłego Kazimierza.
Opór był daremny.
– Helenko, teraz mi wybaczysz? – zapytał Kazimierz w ciele spiskowca, zabijając kolaborantkę. – Wszak ślubowałem ci miłość… I odpokutowałem.
A jego towarzyszka kiwnęła głową.

(źródło: plejada.pl)