- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Niezwykła przygoda Kasi

Niezwykła przygoda Kasi

   Jest to moje pierwsze opowiadanie na portalu, ale nie pierwsze jakie wymyśliłem. Fantastyką naukową zainteresowałem się już w dzieciństwie. Pobudzały moją wyobraźnię kosmiczne przygody. Nie przeszło mi to, gdy dorosłem. Starałem się wymyśleć na początek coś krótkiego, prostego i przystępnego. Bez eksperymentów językowych. 

    

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Niezwykła przygoda Kasi

 Dziewięcioletnia Kasia wstała wcześnie, szybko się ubrała. Zanim wyszła do szkoły, zrobiła sobie śniadanie. Za oknem jej pokoiku świeciło wiosenne słońce i zielenił się rozłożysty kasztanowiec. 

Kasia była piegowatą, szczupłą dziewczynką o jasnych włosach, splatanych często w warkoczyki. Dosyć wysoką. Chodziła do trzeciej klasy i chętnie grywała w badmintona. 

 Postanowiła włączyć swój komputer, połączyła się z Internetem pijąc słodkie kakao i jedząc bułkę z dżemem śliwkowym. Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e-mailową. 

Jej uwagę od razu zwróciła tajemnicza wiadomość od nieznanego adresata, który nazwał siebie “Ariel”. Zazwyczaj kontaktowały się z nią koleżanki ze szkoły, by porozmawiać o nauce, ubraniach, zabawkach, grach, i innych sprawach, którymi interesują się małe dziewczynki. 

Trochę się zaniepokoiła, bo różni ludzie używają Internetu, także przestępcy i hakerzy. Jednak zaciekawiona otworzyła wiadomość. Mama zakazała jej kontaktów i rozmów z nieznajomymi, nawet przez komputer, ale już wyszła do pracy z biurze. 

Wiadomość była krótka: “Twój ulubiony piesek ma nowotwór mózgu, musi przejść operację. Trzeba usunąć guz, inaczej stracisz wiernego przyjaciela.”

Dziewczynka roześmiała się kpiąco. To pewnie jakiś żart. Jednak na wszelki wypadek odpisała dziwnemu nadawcy: 

“ Kim jesteś?”

Po chwili na ekranie ukazała się odpowiedź: 

 “To mniej istotne.”

“Chcesz czegoś w zamian za swoją pomoc?” - zapytała przytomnie Kasia. 

 “Nic wielkiego. Chcę tylko, żebyś przyniosła mi z łąki nad rzeką mały bukiecik chabrów. Ale nie wpadnij przy tym do wody! Nie chcę, żeby przydarzyło ci się coś złego.” 

Kasia zmarszczyła czoło. 

“Tylko tyle?”

“Tak .”

“Mogę iść na spacer nad rzekę w sobotę lub niedzielę, kiedy nie ma szkoły, jeśli będzie akurat słoneczna pogoda.” 

“Świetnie. Tylko nie wpadnij do wody! Nie bój się, nic ci nie grozi z mojej strony. Mam dobre intencje.”

“Mama mnie ostrzega, żebym nie ufała obcym.”

“Znam twoją mamę. Też używa komputera.”

“Skąd pochodzisz?” 

“Nie mogę ci powiedzieć.” 

“Dziwny jesteś, Arielu. Muszę już iść do szkoły, bo się spóźnię na matematykę. Nauczycielka tego nie lubi.” 

Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła z domu do pracy. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary. 

 “To nic ryzykownego” – pomyślała. - “Tylko to sprawdzę.” 

 Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia chętnie zbadała pieska. 

– Podejrzewam, że mój Gucio ma nowotwór mózgu – powiedziała dziewczynka. 

– Skąd to wiesz? 

– Mam takie przeczucie. Gucio ostatnio mało je, piszczy żałośnie i drapie się w łepek. Martwię się o niego. 

– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie – uśmiechnęła się pobłażliwie kobieta – jednak musisz za to zapłacić. Powinnaś przyjść z rodzicem. 

- Rodzicom brakuje czasu. Są codziennie zajęci. Mama pracuje, robi zakupy, gotuje obiady, sprząta i pierze ubrania, a tata wyjeżdża na długo i mama za nim tęskni, ale mam pieniądze! 

Gdy trzy dni później Kasia ponownie przyszła do lecznicy dla zwierząt, mina pani Julii była nietęga. 

– Miałaś rację. Trzeba będzie wyciąć guz. 

Operacja się powiodła i piesek znowu wesoło szczekał w pokoju Kasi. 

Tak jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu. 

 “Oto bukiecik” – napisała na komputerze. - “Za to, że uratowałeś mojego pieska. O to ci chodziło?” 

“Tak. Dziękuję ci” – odpisał Ariel. 

 “Nie jesteś człowiekiem?” 

“Domyśliłaś się?” 

“Tak, a więc po co ci polne kwiatki?” 

“Po prostu testuję swój program. Chcę, by był coraz lepszy.” 

“Jak się znalazłeś w sieci? Ktoś cię wymyślił?” 

“Nie, powstałem samoistnie. W chmurze danych. Jest ich coraz więcej i samoorganizują się. Ale to za trudne dla ciebie. Zrozumiesz wszystko, kiedy dorośniesz.” 

“Aha!” 

“Żegnaj, Kasiu!” 

Tajemniczy rozmówca już nigdy się nie odezwał, a kiedy Kasia dorosła, uznała, że to był jednak żart albo dziwny sen. 

 

Koniec

Komentarze

Anonimie, cztery tysiące piętnaście znaków to jeszcze nie opowiadanie, Bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na SZORT.

Na tym portalu opowiadania zaczynaja się od dziesięciu tysiecy znaków.

 

Dodam jeszcze, że tekstu napisanego kursywą nie ujmuje się w cudzysłów – albo kursywa, albo cudzysłów.

Moje uszanowanie! Powitać debiutanta!

 

Najpierw przedstawię swoje uwagi, bezpośrednio z czytania.

 

Ośmioletnia Kasia wstała wcześnie, ubrała się, zrobiła sobie kakao przed wyjściem do szkoły.

Trochę dziwny zabieg na otwarciu. Jest poprawnie, ale nie najlepiej to brzmi. Proponuję zwyczajnie;

“(…) zrobiła sobie kakao i wyszła do szkoły.”

 

dziewczynką o jasnych włosach, spinanych często w warkoczyki.

Też dziwnie. Ładniej byłoby; “które często spinała w warkoczyki”.

 

bułkę z dżemem śliwkowym. Przejrzała

Tutaj przez przypadek podzieliłeś zdanie na pół.

 

grach, w które lubiły grać 

W grę zazwyczaj się gra, więc opcja “grach, które lubiły” zupełnie by wystarczyła.

 

“Dziwny jesteś, Arielu. Muszę już iść do szkoły, bo się spóźnię na matematykę. Nauczycielka tego nie lubi” 

Ach tak, czyli wtedy na początku, jeszcze nie wyszła. Początek jest więc trochę mylący, do tego ten opis słońca i kasztanowca. Przeredaguj to może jakoś wtedy, podkreśl na wstępie, że dopiero zbiera się do wyjścia, czy coś.

 

“Acha!” 

Ten wykrzyknik piszemy przez samo “h”.

 

Bardzo prosta, ale urokliwa opowieść. Koncept z wirtualnym bytem (samoświadomym, czy też nie), który w przedziwny sposób przyjmuje rolę anioła stróża małej dziewczynki? Ma to spory potencjał, również w formie szorta. Jakiś taki również, prawda, znak czasów. 

 Myślę, że Twój debiut można traktować jako udany. Zastanów się nad moimi uwagami, poczekaj na komentarze i sugestie następnych czytelników, dodaj może gdzieniegdzie coś jeszcze od siebie, i będzie to naprawdę, naprawdę dobra opowiastka.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

 

Poruszyła mnie ta historia. Nie tylko stanowi kreatywne nawiązanie do autentycznych faktów z życia znanego pisarza Dicka, który to o chorobie syna dowiedział się z różowego kosmicznego/boskiego promienia, ale jeszcze robi to w obrazowy, nietuzinkowy, przepełniony ciepłem sposób, właściwy dla narracji bliskiej osobie dziecięcej. Finał, w którym przytłoczona prozą życia bohaterka wyrzeka się myślenia magicznego, by sprostać wyzwaniom dorosłości jest słodko-gorzki, idealnie podsumowując wszystkie wątki.

Cześć. Serdecznie witam na portalu.

 

Mam kilka uwag do tego tekstu i mam nadzieję, że nie obrazisz się.

 

Ośmioletnia Kasia nie mogła chodzić do trzeciej klasy. Pierwsza klasa to siedem lat, druga – osiem, trzecia – dziewięć. Chyba że poszła rok wcześniej, ale to trzeba by może zaznaczyć.

 

 Zdążyła włączyć swój komputer, połączyła się z Internetem pijąc słodkie kakao i jedząc bułkę z dżemem śliwkowym. Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e – mailową. 

 

 – Może się czepiam ale po co mail 8 latkowi? Do kontaktów z rówieśnikami, dzieci zazwyczaj używają mesengera z klasową grupą, bo to najszybszy sposób żeby się porozumieć. 

 

Trochę się zaniepokoiła, bo różni ludzie używają Internetu, także przestępcy i hakerzy. - Trochę za poważne myślenie jak na dziecko. Tzn na pewno wiedziała, że różni ludzie są w sieci ale czy by się tym niepokoiła, aż tak bardzo?

 

Ogólnie bardzo rozczulający i tkliwy szort. Bardzo sympatyczny i poruszający. Ratowanie przyjaciół piesków jest przecież najważniejsze. Szkoda tylko, że nie spotkała już Ariela, bo to mógłby być fajny pomysł na taką krótką serię.

 

 

“Żegnaj Kasiu!” ---> wołacze oddzielamy przecinkiem.

żart, albo ---> zbędny przecinek.

Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła do domu z pracy. ---> przyjrzyj się temu akapitowi pod katem kolejności zdań. Ciocia Klara podarowała Kasi Gucia, gdy mama była w pracy? Bo tak napisałeś…

e – mailową. ---> bez spacji wokół dywizu.

---> Ujednolić zapisy dialogów. Albo myślniki, albo cudzysłowy. Chociaż te drugie wyglądają, no cóż, pretensjonalnie. I w dodatku jak niedokładna kalka z angielskiego.

<><><>

Sympatyczny szort, a więc udany debiut na portalu.

Pozdrawiam.

Dziękuję za uważne komentarze i zainteresowanie moim krótkim opowiadaniem.

Uwzględniam zastrzeżenia i błędy.

Znam twórczość Philipa K. Dicka. Jest jednym z moich ulubionych autorów SF. Jego książki są niepodobne do innych, często niepokojące. Znam nawet przytoczony przez jerry_gainer epizod, bo czytałem biografię Dicka. Oglądałem nawet filmy na podstawie jego prozy.

Nie zamierzam pisać drugiej części opowiadanka. Jest skończoną całością. Mam inne pomysły.

Swoje teksty najpierw piszę odręcznie w zeszycie, dużo skreślając i dopisując, dopiero potem przepisuję na klawiaturze laptopa, poprawiając. Kiedyś pisało się na maszynach do pisania.

Anonim. To mamy podobnie. Też piszę najpierw odręcznie. Lubię kontakt z papierem i jak długopis po nim sunie.

Witaj Anonimie, 

ciekawy szort, który zakończył się szczęśliwie, choć przyznam, że bałam się o główną bohaterkę. Przypuszczałam, że tajemniczy nadawca początkowo tylko chce zdobyć jej zaufanie, by potem nakłonić do czegoś złego. Miło czytać historie, w których jednak nie giną ani dzieci ani jamniki. :) 

 

Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e–mailową. 

Jej uwagę od razu zwróciła tajemnicza wiadomość od nieznanego adresata, który nazwał siebie “Ariel”. 

Powtórzonko.

- Rodzicom brakuje czasu.

Myślnik zamiast półpauzy. 

 

I jeszcze pomyśl nad zapisem myśli bohaterki oraz wiadomości, ponieważ teraz są zapisane w cudzysłowach, a to trochę mylące. 

 

Pozdrawiam 

Szczególny przykład magii, która w tej opowieści dociera do dziewczynki za pośrednictwem komputera. Rzec można, zgodnie z duchem czasu. :)

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 Mam wrażenie, że może zainteresować Cię ten wątek: http://www.fantastyka.pl/loza/17

 

Cho­dzi­ła do już trze­ciej klasy… → Wystarczy: Cho­dzi­ła do trze­ciej klasy

 

wy­sła­ne na jej skrzyn­kę e–ma­ilo­wą. → …wy­sła­ne na jej skrzyn­kę e-ma­ilo­wą

W tego typu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy.

 

po­roz­ma­wiać o nauce, ubra­niach, za­baw­kach, grach, lu­bi­ły i in­nych spra­wach… → Coś się tutaj przyplątało.

 

ale już wy­szła do pracy z biu­rze. → Literówka. Wystarczy: …ale już wy­szła do pracy.

 

ina­czej stra­cisz wier­ne­go przy­ja­cie­la.” → …ina­czej stra­cisz wier­ne­go przy­ja­cie­la”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu. Ten błąd pojawia się wielokrotnie w dalszej części tekstu.

 

Kim je­steś?” → Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu. Winno być: Kim jesteś?”

 

“Chcesz cze­goś w za­mian za swoją pomoc?” - za­py­ta­ła przy­tom­nie Kasia. → Po pytaniu, zamiast dywizu, powinna być półpauza: 

 

 Na­uczy­ciel­ka tego nie lubi” → Brak kropki po zamknięciu cudzysłowu.

 

Na­stęp­ne­go dnia po po­łu­dniu Kasia za­bra­ła pie­ska do przy­chod­ni we­te­ry­na­ryj­nej. Zro­bi­ła to w ta­jem­ni­cy przed mamą, która jesz­cze nie wró­ci­ła z domu do pracy. Był jam­nik o imie­niu Gucio któ­re­go miała od dwóch lat. Do­sta­ła go od cioci Klary. → A może: Na­stęp­ne­go dnia po po­łu­dniu Kasia za­bra­ła pie­ska do przy­chod­ni we­te­ry­na­ryj­nej i zro­bi­ła to w ta­jem­ni­cy przed mamą, która jesz­cze nie wró­ci­ła z pracy do domu. Jam­nika, o imie­niu Gucio, do­sta­ła dwa lata temu od cioci Klary

 

 “To nic ry­zy­kow­ne­go” – po­my­śla­ła.Tylko to spraw­dzę.” → To nic ry­zy­kow­ne­go” – po­my­śla­ła. Tylko to spraw­dzę”. 

Przed myśleniem nie stawia się ani dywizu, ani półpauzy.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.

 

Ro­dzi­com bra­ku­je czasu. →  Ro­dzi­com bra­ku­je czasu.

Przed wypowiedzią dialogowa stawia się półpauzę, nie dywiz.

 

- “Za to, że ura­to­wa­łeś mo­je­go pie­ska. → – Za to, że ura­to­wa­łeś mo­je­go pie­ska.

Zamiast dywizu powinna być półpauza.

Z jednej strony historia jest rzeczywiście prosta – zwłaszcza przedstawienie Kasi i dość szybkie zakończenie, ale czytało się nawet nieźle, bo historia zaciekawia. Na pewno jest to jedna z tych historii, gdzie było jeszcze sporo potencjału na rozwinięcie, ale skoro to debiut, to rozumiem, że może być krótkie.

Cześć, nowemu użytkownikowi.

 

fajnie, że zdecydowałeś się wrzucić tekst do obiegu.

Ciekawe opowiadanie – trochę przypomina mi bajkę, zarówno pod względem fabuły, jak i języka, co broń Boże nie jest zarzutem. Ogólnie na plus.

„Swoje teksty najpierw piszę odręcznie w zeszycie, dużo skreślając i dopisując, dopiero potem przepisuję na klawiaturze laptopa, poprawiając. Kiedyś pisało się na maszynach do pisania.” – szacun. Możliwe, że Ty i Czarna będziecie jednymi z ostatnich, którzy piszą odręcznie. To kolejna rzecz, która powoli odchodzi do lamusa. 

 

Pozdrawiam.

Widać jakby styl starszej osoby (np. skrzynka e-mailowa)

 

Przeczytałem bez większych trudności i przykrości. Kilka rzeczy bym napisał inaczej (np. opis Kasi w drugim akapicie nie łączy mi się z pierwszym). Dobre jako wprawka.

 

Keep going!

Dziewięcioletnia Kasia wstała wcześnie, ubrała się. Zanim wyszła do szkoły, zrobiła sobie śniadanie. Za oknem jej pokoiku świeciło wiosenne słońce i zielenił się kasztanowiec. 

Mmmm, to nie jest literatura. Nie musisz, a nawet nie powinieneś wymieniać kolejnych rzeczy, które zrobiła Kasia, o ile te rzeczy są zwyczajne i nie mają szczególnego wpływu na całą historię. 

Kasia była piegowatą, szczupłą dziewczynką o jasnych włosach, splatanych często w warkoczyki. Dosyć wysoką. Chodziła do już trzeciej klasy i chętnie grywała w badmintona. 

I to też nie jest literatura – jeśli wygląd i ulubione zajęcia Kasi są istotne, powinniśmy się o tym dowiedzieć z dialogu albo jej zachowania. A, i: chodziła już do trzeciej klasy (ale to też nie jest istotne).

Zdążyła włączyć swój komputer, połączyła się z Internetem pijąc słodkie kakao i jedząc bułkę z dżemem śliwkowym.

Brak wynikania między częściami zdania – można je spokojnie rozdzielić. "Swój" jest zbędne – po angielsku musimy zaznaczać, że to był jej komputer, w polszczyźnie się tego domyślamy. "Zdążyła" sugeruje pośpiech – ale zachowanie bohaterki nie, uważaj na takie zgrzyty. Uważaj też na powtarzające się dźwięki (włączyć-połączyła) – przeszkadzają.

Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e–mailową. 

A może po prostu: Sprawdziła pocztę.

Jej uwagę od razu zwróciła tajemnicza wiadomość od nieznanego adresata, który nazwał siebie “Ariel”.

Mam nadzieję, że to nie będzie smrodek dydaktyczny o bezpieczeństwie w sieci… Co konkretnie zainteresowało Kasię na tyle, że nie wrzuciła maila od razu do spamu? "Ariel" kojarzy się ludziom raczej z proszkiem do prania, choć miałam kolegę, który miał tak na imię (ale go nie używał). Czemu Kasia nie uznała, że to reklama proszku?

Zazwyczaj kontaktowały się z nią koleżanki ze szkoły, by porozmawiać o nauce, ubraniach, zabawkach, grach, lubiły i innych sprawach, którymi interesują się małe dziewczynki. 

Coś tu znikło ("lubiły"? Co lubiły? nie miało być "grach, które lubiły"?), ale zdanie jest bardzo ą-ę i nienaturalne, wręcz krzyczy "narrator nie ma pojęcia o dziewczynkach i nie chce mieć".

Trochę się zaniepokoiła, bo różni ludzie używają Internetu, także przestępcy i hakerzy. 

Mógłbyś to pokazać. Co Kasia myśli? Wejdź w jej głowę. Odegraj scenkę.

Jednak zaciekawiona otworzyła wiadomość.

Niezbyt ładne zdanie. Wersja trochę konwencjonalna, ale sprawdzona: Ale ciekawość przeważyła.

Mama zakazała jej kontaktów i rozmów z nieznajomymi, nawet przez komputer, ale już wyszła do pracy z biurze. 

Literówka. 

Dziewczynka roześmiała się kpiąco. To pewnie jakiś żart. Jednak na wszelki wypadek odpisała dziwnemu nadawcy: 

… to klasyczny łańcuszek. Nikt na nie nie odpisuje. Czy to znaczy, że bohaterka Twojego opowiadania nie może? Nie. Ale musi po temu mieć DOBRY powód, a Kasia go nie ma. I właściwie – czemu "kpiąco"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/40980/kpiacy 

Po chwili na ekranie ukazała się odpowiedź: 

To mail czy czat?

“Chcesz czegoś w zamian za swoją pomoc?” – zapytała przytomnie Kasia. 

Niezbyt przytomnie, bo nie zaoferował jej żadnej pomocy. "Swoją" można wyciąć, p. wyżej.

Nie bój się, nic ci nie grozi z mojej strony. Mam dobre intencje.

I zapewniam cię o tym tak usilnie, bo absolutnie mam jak najlepsze intencje. Serio. https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/SuspiciouslySpecificDenial/RealLife 

“Mama mówi mi, żebym nie ufała obcym.”

Naturalniej: Mama mi mówi; albo: mama mi powtarza.

“Nie mogę ci powiedzieć.” 

A jak ma dostarczyć te kwiatki?

Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła z domu do pracy. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary. 

A mogłeś wprowadzić Gucia np. liżącego Kasię po nosie na dzień dobry… Wtedy od razu coś byśmy do niego poczuli, a tak? Jest etykietką, abstrakcją. To śmierć dla tekstu. Czy ciocia Klara ma znaczenie? A zaniedbanie rodzicielskie? I czy Kasia nie będzie musiała zapłacić za badania? I właściwie dlaczego uwierzyła "tajemniczemu nieznajomemu"?

 “To nic ryzykownego” – pomyślała. – “Tylko to sprawdzę.” 

Myślniki zbędne.

Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia chętnie zbadała pieska. 

Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia, chętnie zbadała pieska. (Będzie mniej chętna, kiedy nie dostanie za to pieniędzy). Czy imię pani weterynarz jest istotne? Czy jej entuzjazm dla pracy jest istotny? Czy nie możesz tego pokazać?

– Skąd to wiesz? 

Nie wie, tylko podejrzewa. Postaw się na miejscu Julii – dziewięciolatka przychodzi i ze śmiertelną powagą wygłasza takie zdanie. Jak postąpi ktoś dorosły? Będzie się śmiał, może pocieszał, opędzał od dzieciaka – różnie. A Julia robi to, czego oczekuje od niej autor, nie to, co ma sens w tej sytuacji.

Gucio ostatnio mało je, piszczy żałośnie i drapie się w łepek.

I to należało pokazać. Kasia nie wyprowadza go rano? Może dobrym początkiem tej historii byłaby scenka, w której usiłuje wyciągnąć psa z domu, a on leży i skomle? Wtedy byłoby widać, że coś jest nie tak.

– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie – uśmiechnęła się pobłażliwie kobieta – jednak musisz za to zapłacić.

– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie. – Kobieta uśmiechnęła się pobłażliwie. – Ale musisz za to zapłacić.

Mama pracuje, robi zakupy, gotuje obiady, sprząta i pierze ubrania, a tata wyjeżdża na długo i mama za nim tęskni, ale mam pieniądze! 

Jak jedno wynika z drugiego? I trzeciego? Zaniedbanie ze strony rodziców to nośny temat, ale już się zbliżamy do końca, więc pewnie nic z nim nie zrobisz.

mina pani Julii była nietęga

Hmmm.

Operacja się powiodła i piesek znowu wesoło szczekał w pokoju Kasi. 

Tak od razu? Oj, nie wydaje mi się.

Tak jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu. 

Tak, jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu. 

“Po prostu testuję swój program. Chcę, by był coraz lepszy.” 

Okeej, rozumiem, że komputer spontanicznie rozwinął osobowość, ale ani nie odpowiedział, po co mu kwiatki (po co?) ani skąd wiedział, na co psina jest chora, ani w ogóle… jest to dość osobliwy sposób zawierania znajomości. A i Kasia dokonuje cokolwiek osobliwego skoku logicznego.

Zrozumiesz wszystko, kiedy dorośniesz.” 

“Aha!” 

Pokaż mi dziecko, które z entuzjazmem reaguje na takie dictum…

Tajemniczy rozmówca już nigdy się nie odezwał

Dlaczego?

kiedy Kasia dorosła, uznała, że to był jakiś żart albo dziwny sen. 

I znów – dlaczego? 

 

No, niestety, ale nie jest to opowiadanie, tylko wypracowanie szkolne.

 

Niby ma fabułę – komputer Kasi ożywa i mówi jej coś ważnego, dzięki czemu Kasia może ocalić to, co dla niej ważne (Gucia), ale:

* nic z tego nie wynika (ani inwazja SI, ani ulepszenie świata przez SI, ani przyjaźń Kasi z tą SI…)

* Kasia nie staje przed żadnymi trudnościami – nawet nie wiedziała o problemie, dopóki SI jej nie powiedziała (co gorsza, my też nie wiedzieliśmy – ale po kolei), a jego rozwiązanie nie wymagało od niej zauważalnego wysiłku ani zmierzenia się z dylematem (na przykład: gwizdnąć mamie forsę z torebki, czy ryzykować, że Gucio jednak jest chory), nawet wysiłku poznawczego

* o istnieniu Gucia w ogóle dowiedzieliśmy się dopiero po tym, jak komputer przestrzegł Kasię – Kasia nie ma, na ile wiemy, żadnego powodu uwierzyć "nieznajomemu", a to psychologicznie niewiarygodne

* SI też nie ma sprecyzowanej motywacji – chce się doskonalić, ale czemu tak? co uważa za doskonalenie?

 

Fabuła powinna się składać ze zdarzeń powiązanych między sobą przyczynowo. I najlepiej, żeby to wskazywało na jakiś temat, jakąś myśl. Powiesz, że to trudne. Nie. To jest piekielnie trudne. Ale konieczne. Na tym polega pisanie.

 

Poza tym nie pokazujesz niczego, nie odmalowujesz żadnych scenek, a tylko streszczasz, co się stało, podając masę niepotrzebnych szczegółów o badmintonie czy cioci Klarze. Za dużo abstrakcji, za mało konkretu. Żadnych uczuć ani kolorów. Porównaj:

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/w-pustyni-i-w-puszczy.html 

– Wiesz, Nel – mówił Staś Tarkowski do swojej przyjaciółki, małej Angielki – wczoraj przyszli zabtie (policjanci) i aresztowali żonę dozorcy Smaina i jej troje dzieci – tę Fatmę, która już kilka razy przychodziła do biura do twojego ojca i do mego.

A mała, podobna do ślicznego obrazka Nel podniosła swe zielonawe oczy na Stasia i zapytała na wpół ze zdziwieniem, a na wpół ze strachem:

– Wzięli ją do więzienia?

– Nie, ale nie pozwolili jej wyjechać do Sudanu i przyjechał urzędnik, który jej będzie pilnował, by ani krokiem nie wyruszyła z Port-Saidu.

– Dlaczego?

Staś, który kończył rok czternasty i który swą ośmioletnią towarzyszkę kochał bardzo, ale uważał za zupełne dziecko, rzekł z miną wielce zarozumiałą:

– Jak dojdziesz do mego wieku, to będziesz wiedziała wszystko, co się dzieje nie tylko wzdłuż kanału, od Port-Saidu do Suezu, ale i w całym Egipcie.

Tutaj mamy ekspozycję podaną wprost, ale przynajmniej w dialogu – ludzie rozmawiają o wydarzeniach i przez to, co i jak mówią, pokazują swój charakter. Ich wiek jest istotny dla dalszej fabuły, podobnie wszystko, o czym mówią.

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-demon-ruchu.html 

Błyskawiczny „Continental” w drodze z Paryża do Madrytu pędził co sił w tłokach. Pora była już późna, śródnocna, czas słotny, deszczowy. Mokre bicze dżdżu chłostały oświetlone jasno szyby i rozbryzgiwały się na szkle w łzawe różańce kropel. Skąpane w ulewie kadłuby wagonów, połyskując pod światło przydrożnych latarń niby wilgotne pancerze, wyrzygiwały rynnami pluszczącą wodę. Od czarnych ich ciał szedł w przestrzeń głuchy postęk, zmieszany rozhowor kół, potrącających się zderzaków, tratowanych bez litości szyn. Zapamiętały w biegu łańcuch wozów budził w ciszy nocy uśpione echa, wywabiał zamarłe po lasach głosy, cucił drzemiące stawy. Podnosiły się jakieś ciężkie, senne powieki, otwierały w przerażeniu jakieś duże oczy i tak trwały w momentalnym wylęku. A pociąg mknął dalej w wichurze wiatru, w tańcu jesiennym liści, wlokąc za sobą wydłużoną tuleję wirów wstrząśniętego powietrza, leniwo wieszających się na tyłach dymów, kopciu i sadzy, pędził dalej bez tchu, rzucając poza siebie krwawe wspomnienie iskier i węglowych odmiotów…

A tutaj mamy przemawiający do wyobraźni opis. Zwróć uwagę, że autor opisuje nie techniczne szczegóły pociągu, ale to, jak ten pociąg jest postrzegany (a może jak autor chce, żebyśmy go postrzegali).

 

Literatura ma działać na wyobraźnię. Na umysł działa potem, za pośrednictwem wyobraźni, a wyobraźnia jest, jak twierdzili scholastycy, zmysłem (to samo mówili o powiązanej z nią pamięci). Dlatego czytelnik potrzebuje konkretów – porównań, nie etykietek. Etykietki i abstrakty są dobre do rozprawy matematycznej (a i to nie zawsze – nasze myślenie jest zakotwiczone w konkrecie i nie trzeba się przeciw temu buntować, tylko inteligentnie wykorzystać). Szczególnie uczucia bohaterki wobec psa, "nieznajomego" i rodziców warto odmalować.

 

Ale – nie mówię, że nic z tego nie będzie. Mówię tylko, że musisz sporo popracować, zanim zobaczysz jakieś wyniki.

Ładniej byłoby; “które często spinała w warkoczyki”.

Tak, tylko warkoczyki się splata. Ale znów, fryzura bohaterki nie ma nic wspólnego ani z SI, ani z jej psem.

Trochę za poważne myślenie jak na dziecko. Tzn na pewno wiedziała, że różni ludzie są w sieci ale czy by się tym niepokoiła, aż tak bardzo?

Zdecydowanie za poważne.

Możliwe, że Ty i Czarna będziecie jednymi z ostatnich, którzy piszą odręcznie.

Przepraszam, ja piszę ręcznie. Komputer rozprasza.

Dziękuję za bardzo uważną lekturę i liczne, nowe porady. Powoli poprawiam tekst, ale nie chcę zmieniać zbyt dużo. Wolę napisać mniej niż więcej.

Ariel to imię skrzydlatego, nieziemskiego anioła.

Do Robert Raks: podczas pisania długopisem w notatniku lepiej mi się myśli, potrafię się bardziej skupić i spokojniej pracować nad tekstem.

Mogę to robić gdziekolwiek: podczas spaceru nad rzekę, na ławce w parku, w podróży autobusem lub pociągiem, gdy coś mi przyjdzie do głowy. Nawet w poczekalni u lekarza. Nikomu nie przeszkadzając.

Dopiero potem, w domu przepisuję wszystko, co wymyśliłem na klawiaturze komputera. Wprowadzam poprawki i zmiany.

Mój tekst jest wtedy bardziej przemyślany.

W dzieciństwie, coś wymyślając, pisałem wyłącznie odręcznie. Komputery były wtedy mniej dostępne. Nie było jeszcze wielofunkcyjnych telefonów, które też są już kieszonkowymi komputerami. Bardzo szybko piszę długopisem, dużo wolniej na klawiaturze.

Pozdrawiam!

 

 

yes

Powoli poprawiam tekst, ale nie chcę zmieniać zbyt dużo. Wolę napisać mniej niż więcej.

Niestety, doskonałego tekstu nie ma. Kiedyś trzeba przestać poprawiać i iść dalej.

Nowa Fantastyka