
Dziewięcioletnia Kasia wstała wcześnie, ubrała się. Zanim wyszła do szkoły, zrobiła sobie śniadanie. Za oknem jej pokoiku świeciło wiosenne słońce i zielenił się kasztanowiec.
Mmmm, to nie jest literatura. Nie musisz, a nawet nie powinieneś wymieniać kolejnych rzeczy, które zrobiła Kasia, o ile te rzeczy są zwyczajne i nie mają szczególnego wpływu na całą historię.
Kasia była piegowatą, szczupłą dziewczynką o jasnych włosach, splatanych często w warkoczyki. Dosyć wysoką. Chodziła do już trzeciej klasy i chętnie grywała w badmintona.
I to też nie jest literatura – jeśli wygląd i ulubione zajęcia Kasi są istotne, powinniśmy się o tym dowiedzieć z dialogu albo jej zachowania. A, i: chodziła już do trzeciej klasy (ale to też nie jest istotne).
Zdążyła włączyć swój komputer, połączyła się z Internetem pijąc słodkie kakao i jedząc bułkę z dżemem śliwkowym.
Brak wynikania między częściami zdania – można je spokojnie rozdzielić. "Swój" jest zbędne – po angielsku musimy zaznaczać, że to był jej komputer, w polszczyźnie się tego domyślamy. "Zdążyła" sugeruje pośpiech – ale zachowanie bohaterki nie, uważaj na takie zgrzyty. Uważaj też na powtarzające się dźwięki (włączyć-połączyła) – przeszkadzają.
Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e–mailową.
A może po prostu: Sprawdziła pocztę.
Jej uwagę od razu zwróciła tajemnicza wiadomość od nieznanego adresata, który nazwał siebie “Ariel”.
Mam nadzieję, że to nie będzie smrodek dydaktyczny o bezpieczeństwie w sieci… Co konkretnie zainteresowało Kasię na tyle, że nie wrzuciła maila od razu do spamu? "Ariel" kojarzy się ludziom raczej z proszkiem do prania, choć miałam kolegę, który miał tak na imię (ale go nie używał). Czemu Kasia nie uznała, że to reklama proszku?
Zazwyczaj kontaktowały się z nią koleżanki ze szkoły, by porozmawiać o nauce, ubraniach, zabawkach, grach, lubiły i innych sprawach, którymi interesują się małe dziewczynki.
Coś tu znikło ("lubiły"? Co lubiły? nie miało być "grach, które lubiły"?), ale zdanie jest bardzo ą-ę i nienaturalne, wręcz krzyczy "narrator nie ma pojęcia o dziewczynkach i nie chce mieć".
Trochę się zaniepokoiła, bo różni ludzie używają Internetu, także przestępcy i hakerzy.
Mógłbyś to pokazać. Co Kasia myśli? Wejdź w jej głowę. Odegraj scenkę.
Jednak zaciekawiona otworzyła wiadomość.
Niezbyt ładne zdanie. Wersja trochę konwencjonalna, ale sprawdzona: Ale ciekawość przeważyła.
Mama zakazała jej kontaktów i rozmów z nieznajomymi, nawet przez komputer, ale już wyszła do pracy z biurze.
Literówka.
Dziewczynka roześmiała się kpiąco. To pewnie jakiś żart. Jednak na wszelki wypadek odpisała dziwnemu nadawcy:
… to klasyczny łańcuszek. Nikt na nie nie odpisuje. Czy to znaczy, że bohaterka Twojego opowiadania nie może? Nie. Ale musi po temu mieć DOBRY powód, a Kasia go nie ma. I właściwie – czemu "kpiąco"? https://wsjp.pl/haslo/podglad/40980/kpiacy
Po chwili na ekranie ukazała się odpowiedź:
To mail czy czat?
“Chcesz czegoś w zamian za swoją pomoc?” – zapytała przytomnie Kasia.
Niezbyt przytomnie, bo nie zaoferował jej żadnej pomocy. "Swoją" można wyciąć, p. wyżej.
Nie bój się, nic ci nie grozi z mojej strony. Mam dobre intencje.
I zapewniam cię o tym tak usilnie, bo absolutnie mam jak najlepsze intencje. Serio. https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/SuspiciouslySpecificDenial/RealLife

“Mama mówi mi, żebym nie ufała obcym.”
Naturalniej: Mama mi mówi; albo: mama mi powtarza.
“Nie mogę ci powiedzieć.”
A jak ma dostarczyć te kwiatki?
Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła z domu do pracy. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary.
A mogłeś wprowadzić Gucia np. liżącego Kasię po nosie na dzień dobry… Wtedy od razu coś byśmy do niego poczuli, a tak? Jest etykietką, abstrakcją. To śmierć dla tekstu. Czy ciocia Klara ma znaczenie? A zaniedbanie rodzicielskie? I czy Kasia nie będzie musiała zapłacić za badania? I właściwie dlaczego uwierzyła "tajemniczemu nieznajomemu"?
“To nic ryzykownego” – pomyślała. – “Tylko to sprawdzę.”
Myślniki zbędne.
Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia chętnie zbadała pieska.
Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia, chętnie zbadała pieska. (Będzie mniej chętna, kiedy nie dostanie za to pieniędzy). Czy imię pani weterynarz jest istotne? Czy jej entuzjazm dla pracy jest istotny? Czy nie możesz tego pokazać?
– Skąd to wiesz?
Nie wie, tylko podejrzewa. Postaw się na miejscu Julii – dziewięciolatka przychodzi i ze śmiertelną powagą wygłasza takie zdanie. Jak postąpi ktoś dorosły? Będzie się śmiał, może pocieszał, opędzał od dzieciaka – różnie. A Julia robi to, czego oczekuje od niej autor, nie to, co ma sens w tej sytuacji.
Gucio ostatnio mało je, piszczy żałośnie i drapie się w łepek.
I to należało pokazać. Kasia nie wyprowadza go rano? Może dobrym początkiem tej historii byłaby scenka, w której usiłuje wyciągnąć psa z domu, a on leży i skomle? Wtedy byłoby widać, że coś jest nie tak.
– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie – uśmiechnęła się pobłażliwie kobieta – jednak musisz za to zapłacić.
– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie. – Kobieta uśmiechnęła się pobłażliwie. – Ale musisz za to zapłacić.
Mama pracuje, robi zakupy, gotuje obiady, sprząta i pierze ubrania, a tata wyjeżdża na długo i mama za nim tęskni, ale mam pieniądze!
Jak jedno wynika z drugiego? I trzeciego? Zaniedbanie ze strony rodziców to nośny temat, ale już się zbliżamy do końca, więc pewnie nic z nim nie zrobisz.
mina pani Julii była nietęga
Hmmm.
Operacja się powiodła i piesek znowu wesoło szczekał w pokoju Kasi.
Tak od razu? Oj, nie wydaje mi się.
Tak jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu.
Tak, jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu.
“Po prostu testuję swój program. Chcę, by był coraz lepszy.”
Okeej, rozumiem, że komputer spontanicznie rozwinął osobowość, ale ani nie odpowiedział, po co mu kwiatki (po co?) ani skąd wiedział, na co psina jest chora, ani w ogóle… jest to dość osobliwy sposób zawierania znajomości. A i Kasia dokonuje cokolwiek osobliwego skoku logicznego.
Zrozumiesz wszystko, kiedy dorośniesz.”
“Aha!”
Pokaż mi dziecko, które z entuzjazmem reaguje na takie dictum…
Tajemniczy rozmówca już nigdy się nie odezwał
Dlaczego?
kiedy Kasia dorosła, uznała, że to był jakiś żart albo dziwny sen.
I znów – dlaczego?

No, niestety, ale nie jest to opowiadanie, tylko wypracowanie szkolne.
Niby ma fabułę – komputer Kasi ożywa i mówi jej coś ważnego, dzięki czemu Kasia może ocalić to, co dla niej ważne (Gucia), ale:
* nic z tego nie wynika (ani inwazja SI, ani ulepszenie świata przez SI, ani przyjaźń Kasi z tą SI…)
* Kasia nie staje przed żadnymi trudnościami – nawet nie wiedziała o problemie, dopóki SI jej nie powiedziała (co gorsza, my też nie wiedzieliśmy – ale po kolei), a jego rozwiązanie nie wymagało od niej zauważalnego wysiłku ani zmierzenia się z dylematem (na przykład: gwizdnąć mamie forsę z torebki, czy ryzykować, że Gucio jednak jest chory), nawet wysiłku poznawczego
* o istnieniu Gucia w ogóle dowiedzieliśmy się dopiero po tym, jak komputer przestrzegł Kasię – Kasia nie ma, na ile wiemy, żadnego powodu uwierzyć "nieznajomemu", a to psychologicznie niewiarygodne
* SI też nie ma sprecyzowanej motywacji – chce się doskonalić, ale czemu tak? co uważa za doskonalenie?
Fabuła powinna się składać ze zdarzeń powiązanych między sobą przyczynowo. I najlepiej, żeby to wskazywało na jakiś temat, jakąś myśl. Powiesz, że to trudne. Nie. To jest piekielnie trudne. Ale konieczne. Na tym polega pisanie.
Poza tym nie pokazujesz niczego, nie odmalowujesz żadnych scenek, a tylko streszczasz, co się stało, podając masę niepotrzebnych szczegółów o badmintonie czy cioci Klarze. Za dużo abstrakcji, za mało konkretu. Żadnych uczuć ani kolorów. Porównaj:
https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/w-pustyni-i-w-puszczy.html
– Wiesz, Nel – mówił Staś Tarkowski do swojej przyjaciółki, małej Angielki – wczoraj przyszli zabtie (policjanci) i aresztowali żonę dozorcy Smaina i jej troje dzieci – tę Fatmę, która już kilka razy przychodziła do biura do twojego ojca i do mego.
A mała, podobna do ślicznego obrazka Nel podniosła swe zielonawe oczy na Stasia i zapytała na wpół ze zdziwieniem, a na wpół ze strachem:
– Wzięli ją do więzienia?
– Nie, ale nie pozwolili jej wyjechać do Sudanu i przyjechał urzędnik, który jej będzie pilnował, by ani krokiem nie wyruszyła z Port-Saidu.
– Dlaczego?
Staś, który kończył rok czternasty i który swą ośmioletnią towarzyszkę kochał bardzo, ale uważał za zupełne dziecko, rzekł z miną wielce zarozumiałą:
– Jak dojdziesz do mego wieku, to będziesz wiedziała wszystko, co się dzieje nie tylko wzdłuż kanału, od Port-Saidu do Suezu, ale i w całym Egipcie.
Tutaj mamy ekspozycję podaną wprost, ale przynajmniej w dialogu – ludzie rozmawiają o wydarzeniach i przez to, co i jak mówią, pokazują swój charakter. Ich wiek jest istotny dla dalszej fabuły, podobnie wszystko, o czym mówią.
https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/grabinski-demon-ruchu.html
Błyskawiczny „Continental” w drodze z Paryża do Madrytu pędził co sił w tłokach. Pora była już późna, śródnocna, czas słotny, deszczowy. Mokre bicze dżdżu chłostały oświetlone jasno szyby i rozbryzgiwały się na szkle w łzawe różańce kropel. Skąpane w ulewie kadłuby wagonów, połyskując pod światło przydrożnych latarń niby wilgotne pancerze, wyrzygiwały rynnami pluszczącą wodę. Od czarnych ich ciał szedł w przestrzeń głuchy postęk, zmieszany rozhowor kół, potrącających się zderzaków, tratowanych bez litości szyn. Zapamiętały w biegu łańcuch wozów budził w ciszy nocy uśpione echa, wywabiał zamarłe po lasach głosy, cucił drzemiące stawy. Podnosiły się jakieś ciężkie, senne powieki, otwierały w przerażeniu jakieś duże oczy i tak trwały w momentalnym wylęku. A pociąg mknął dalej w wichurze wiatru, w tańcu jesiennym liści, wlokąc za sobą wydłużoną tuleję wirów wstrząśniętego powietrza, leniwo wieszających się na tyłach dymów, kopciu i sadzy, pędził dalej bez tchu, rzucając poza siebie krwawe wspomnienie iskier i węglowych odmiotów…
A tutaj mamy przemawiający do wyobraźni opis. Zwróć uwagę, że autor opisuje nie techniczne szczegóły pociągu, ale to, jak ten pociąg jest postrzegany (a może jak autor chce, żebyśmy go postrzegali).
Literatura ma działać na wyobraźnię. Na umysł działa potem, za pośrednictwem wyobraźni, a wyobraźnia jest, jak twierdzili scholastycy, zmysłem (to samo mówili o powiązanej z nią pamięci). Dlatego czytelnik potrzebuje konkretów – porównań, nie etykietek. Etykietki i abstrakty są dobre do rozprawy matematycznej (a i to nie zawsze – nasze myślenie jest zakotwiczone w konkrecie i nie trzeba się przeciw temu buntować, tylko inteligentnie wykorzystać). Szczególnie uczucia bohaterki wobec psa, "nieznajomego" i rodziców warto odmalować.
Ale – nie mówię, że nic z tego nie będzie. Mówię tylko, że musisz sporo popracować, zanim zobaczysz jakieś wyniki.

Ładniej byłoby; “które często spinała w warkoczyki”.
Tak, tylko warkoczyki się splata. Ale znów, fryzura bohaterki nie ma nic wspólnego ani z SI, ani z jej psem.
Trochę za poważne myślenie jak na dziecko. Tzn na pewno wiedziała, że różni ludzie są w sieci ale czy by się tym niepokoiła, aż tak bardzo?
Zdecydowanie za poważne.
Możliwe, że Ty i Czarna będziecie jednymi z ostatnich, którzy piszą odręcznie.
Przepraszam, ja piszę ręcznie. Komputer rozprasza.