Ośmioletnia Kasia wstała wcześnie, ubrała się. Zanim wyszła do szkoły, zrobiła sobie śniadanie. Za oknem jej pokoiku świeciło wiosenne słońce i zielenił się kasztanowiec.
Kasia była piegowatą, szczupłą dziewczynką o jasnych włosach, splatanych często w warkoczyki. Dosyć wysoką. Chodziła do już trzeciej klasy i chętnie grywała w badmintona.
Zdążyła włączyć swój komputer, połączyła się z Internetem pijąc słodkie kakao i jedząc bułkę z dżemem śliwkowym. Przejrzała ostatnie wiadomości wysłane na jej skrzynkę e – mailową.
Jej uwagę od razu zwróciła tajemnicza wiadomość od nieznanego adresata, który nazwał siebie “Ariel”. Zazwyczaj kontaktowały się z nią koleżanki ze szkoły, by porozmawiać o nauce, ubraniach, zabawkach, grach, lubiły i innych sprawach, którymi interesują się małe dziewczynki.
Trochę się zaniepokoiła, bo różni ludzie używają Internetu, także przestępcy i hakerzy. Jednak zaciekawiona otworzyła wiadomość. Mama zakazała jej kontaktów i rozmów z nieznajomymi, nawet przez komputer, ale już wyszła do pracy z biurze.
Wiadomość była krótka: “Twój ulubiony piesek ma nowotwór mózgu, musi przejść operację. Trzeba usunąć guz, inaczej stracisz wiernego przyjaciela.”
Dziewczynka roześmiała się kpiąco. To pewnie jakiś żart. Jednak na wszelki wypadek odpisała dziwnemu nadawcy:
“ Kim jesteś?”
Po chwili na ekranie ukazała się odpowiedź:
“To mniej istotne.”
“Chcesz czegoś w zamian za swoją pomoc?” - zapytała przytomnie Kasia.
“Nic wielkiego. Chcę tylko, żebyś przyniosła mi z łąki nad rzeką mały bukiecik chabrów. Ale nie wpadnij przy tym do wody! Nie chcę, żeby przydarzyło ci się coś złego.”
Kasia zmarszczyła czoło.
“Tylko tyle?”
“Tak .”
“Mogę iść na spacer nad rzekę w sobotę lub niedzielę, kiedy nie ma szkoły, jeśli będzie akurat słoneczna pogoda.”
“Świetnie. Tylko nie wpadnij do wody! Nie bój się, nic ci nie grozi z mojej strony. Mam dobre intencje.”
“Mama mówi mi, żebym nie ufała obcym.”
“Znam twoją mamę. Też używa komputera.”
“Skąd jesteś?”
“Nie mogę ci powiedzieć.”
“Dziwny jesteś, Arielu. Muszę już iść do szkoły, bo się spóźnię na matematykę. Nauczycielka tego nie lubi”
Następnego dnia po południu Kasia zabrała swojego pieska do przychodni weterynaryjnej. Był jamnik o imieniu Gucio, którego miała od dwóch lat. Dostała go od cioci Klary. Zrobiła to w tajemnicy przed mamą, która jeszcze nie wróciła do domu z pracy.
“To nic ryzykownego” – pomyślała. - “Tylko to sprawdzę.”
Pani weterynarz w białym fartuchu i okularach, Julia chętnie zbadała pieska.
– Podejrzewam, że mój Gucio ma nowotwór mózgu – powiedziała dziewczynka.
– Skąd to wiesz?
– Mam takie przeczucie. Gucio ostatnio mało je, piszczy żałośnie i drapie się w łepek. Martwię się o niego.
– Możemy zrobić twojemu Guciowi prześwietlenie – uśmiechnęła się pobłażliwie kobieta – jednak musisz za to zapłacić. Powinnaś przyjść z rodzicem.
- Rodzicom brakuje czasu. Są codziennie zajęci. Mama pracuje, robi zakupy, gotuje obiady, sprząta i pierze ubrania, a tata wyjeżdża na długo i mama za nim tęskni, ale mam pieniądze!
Gdy trzy dni później Kasia ponownie przyszła do lecznicy dla zwierząt, mina pani Julii była nietęga.
– Miałaś rację. Trzeba będzie wyciąć guz.
Operacja się powiodła i piesek znowu wesoło szczekał w pokoju Kasi.
Tak jak obiecała, nazbierała chabrów i przyniosła do domu.
“Oto bukiecik” – napisała na komputerze. - “Za to, że uratowałeś mojego pieska. O to ci chodziło?”
“Tak. Dziękuję ci” – odpisał Ariel.
“Nie jesteś człowiekiem?”
“Domyśliłaś się?”
“Tak, a więc po co ci polne kwiatki?”
“Testuję swój program.”
“Jak się znalazłeś w sieci? Ktoś cię wymyślił?”
“Nie, powstałem samoistnie. W chmurze danych. Jest ich coraz więcej i samoorganizują się. Ale to za trudne dla ciebie. Zrozumiesz wszystko, kiedy dorośniesz.”
“Aha!”
“Żegnaj Kasiu!”
Tajemniczy rozmówca już nigdy się nie odezwał, a kiedy Kasia dorosła, uznała, że to był jakiś żart, albo dziwny sen.