- Opowiadanie: Bardjaskier - Słońce nad Sierrą

Słońce nad Sierrą

Hej, 

 

dzisiaj dzień żartów, więc coś wesołego :). Inspiracji jest kilka ale zapraszam do zgadywanek w komentarzach. 

 

Miłej lektury 

 

Legenda: 

 

banderillas – włócznie w korridzie, często ozdobione.

 muleta – ta czerwona płachta od matadora.

espada – broń matadora.

Capirote – tak tekturowa, wysoka, szpiczasta czapka. Stosowana przez inkwizycję.

Serce dzwonu – to ta kula co uderza w dzwon, w jego wnętrzu. 

warga – to miejsce gdzie uderza serce dzwonu. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Słońce nad Sierrą

Pokój zasłaniają ciężkie kotary. Mimo to słońce przedziera się przez szczeliny. Z wielkiego łoża, przykrytego baldachimem, starzec widzi kształty mebli. Drży pod pierzyną. Poduchy wetknięte pod odleżyny ranią miękkością. Pomarszczone dłonie ściskają w palcach materiał. Wrzeszczy. Krzyk w głowie rozbrzmiewa z mocą walącej się katedry. Pokój jest cichy, ciemny. Jeśli można poczuć kolor, to czerń jest zimna.

W drzwi staje Arrieta. Doktor podchodzi. W półmroku nie widać ruchu warg, ale twarz wyraża współczucie i irytację. Marszczy czoło, ale próbuje przywołać coś na kształt uśmiechu. Wyciąga naczynie. „Tak! Tak!” – starzec wrzeszczy w myślach na doktora. Szkło dotyka warg. Pacjent pije, a z każdym łykiem palce rozluźniają chwyt, pozostawiając zmiętą pościel. Arrieta wychodzi, w ciszy.

Język ściąga z warg lepką ciecz. Ból, zimno, nawet ciemność zaczynają znikać. Tak jak i on – pomału.

Powieki już nie trzepoczą niczym skrzydła nietoperzy. Opadają i podnoszą się pomału, jak nagie piersi Mai. Tej, która już nic nie ma do ukrycia. Obnażona rumieni się mniej niż w ubraniu.

Widzi ruch warg – kobiecych. Dolna pełna, górna cienka, zmysłowa. Czyta z nich, że śmierdzi. Wstręt i piękno w jednym miejscu. Nawet robiąc pod siebie, starzec ma prawo do zachwytu. Chciałby zobaczyć Josefę. Kochaną Pepę. Ale to nie ona wychodzi z cienia. María w koronkowej czerni, ze złotymi rękawami, z żądzą w oczach i drwiną na ustach. Stoi i patrzy pożądliwie, nawet na starca, który nie potrafi przywołać wspomnienia o żonie.

Promień przenika ciemność. Razi oczy, grzeje skórę.

 

Słońce wisi nad miastem. Tłum wstaje, krzyczy, śmieje się i bluzga. Upał wyciska pot z ludzi. Byk wierzga, kopie. Zielonobiałe banderillas sterczą z grzbietu. Czerwień ścieka po czarnej sierści. Na arenę lecą kwiaty. Oszalałe zwierzę dostrzega muletę. Rusza. Wyrzuca piach spod kopyt. Tłum zamiera. Ostrze espady błyszczy w słońcu. Muleta wisi nisko. Byk pochyla łeb. Miecz wchodzi w ciało po rękojeść, rogi haczą o ziemię, a masywne cielsko wylatuje w powietrze. Zwala się ciężko na piach. Matador idzie wśród kwiatów. Złote nici i cekiny lśnią w słońcu. Chwyta rękojeść i wyciąga ostrze. Z byczego karku tryska światło, którego nie przyćmiewa blask barwnych szmat.

 

W ciemności dostrzega ruch. Dwie postacie ciągną suknie po zakurzonej podłodze. Szepczą, obejmując się, po chwili siadają na krzesłach. Patrzą rybim wzrokiem. Unoszą suche wargi, prezentują bezzębne dziąsła. Kosztowności tkwią w naciągniętych uszach. Pomarszczone twarze tulą się do siebie, dłonie ściskają nawzajem. „Potrzebuję modlitwy”. Szepcze w myślach starzec. “Może wtedy odejdą”

 

Osły. Idą jeden za drugim. Tłum uformował z ciał wąski korytarz, którym prowadzą zwierzęta. Głupcy na ich grzbietach kołyszą się na boki. Capirote górują nad zbiegowiskiem, ostre czubki przyciągają innych. Nagie ciała zakrywa szmata założona przez głowy. Ozdobiona płomieniami i krzyżami. Fekalia, resztki jedzenia ściekają po głupcach pod ośle kopyta. Tłum się już zmęczył obrzucaniem skazańców. Ustępuje miejsca tym, którzy dopiero przybyli. Kobieta jadąca na przedzie płacze, mężczyzna za nią coś tłumaczy – nie wiadomo komu i co. Grubas patrzy spod capiroty w słońce wiszące nad miastem. Ostatni się modli – cóż więcej mu pozostało? Majątek został zagrabiony. W zgiełku nikt go nie usłyszy. Można tylko czytać z warg mężczyzny. O co prosi Boga? By ojciec pożarł własne dzieci. A po takich modłach trudno pojąć, czy to osioł niesie głupca, czy głupiec osła. 

 

Staruchy śledzą wędrówkę Arriety w stronę pacjenta – ten skarży się, jęczy, przeklina. Lekarz, tak jak pacjent, jest głuchy na skargi. Wyciąga dłoń starca i otwiera żyłę. Krew ścieka po ręce i kapie do naczynia. Staruchy odprowadzają doktora spojrzeniem do wyjścia – drzwi bezgłośnie trzaskają. Starzec dostrzega w ciemności nagi tors, tuż za kobietami. Szerokie ramiona obejmują panie. Dłonie przejeżdżają po pomarszczonych dekoltach i wpełzają pod koronki. A między roześmiane twarze wciska się kozi łeb, ozdobiony laurowym wieńcem.

 

Wyzwolenie wpadło do miasta gwałtem, wylało się na ulicę wraz z trzewiami mieszkańców.

Dwóch żołnierzy przywiązało linę do jarzma dzwonu. Na jej drugim końcu mężczyzna chciał coś powiedzieć – nie zdążył. Pchnięty kolbą poleciał w dół dzwonnicy. Ciałem naprężył linę. Jarzmo rozbujało czarę. Wisielec, pociągnięty w górę, opadł po chwili. Serce dzwonu odchylone od korpusu z impetem uderzyło w wargę. Brzdęk wypłoszył spod dachu nietoperze. Wisielec ciągnie za linę, dzwon bije, a żołdactwo rozrabia nieopodal kościoła, przy łysym drzewie. Ozdobili gałęzie członkami. Nagi korpus mężczyzny nadziali na gałąź, która gładko weszła dołem i brzydko wyszła pod karkiem. Nie taki był zamysł, ale zmęczeni wojacy nie mieli siły, by coś zmieniać w kompozycji. Położyli się pod dziełem i rozważali, czy pójdą odwiedzić gospodarstwo, które stało pod miastem, czy najpierw coś zjedzą. Z rozważań wyrwał ich huk wystrzałów.

W mieście młody Korsykanin zamarł z uniesioną bronią. Pluton egzekucyjny wciąż stał w szyku. Z panewek jeszcze unosił się dym. Jeden z powstańców wystąpił tuż przed rozkazem i rozłożył ręce, gdy towarzysze zaciskali powieki, stłoczeni pod ścianą. Zdążył krzyknąć, nim uciszyła go salwa. Młody żołnierz zastygł z palcem na spuście. Usłyszał i zrozumiał słowa powstańca: „Nad każdym oprawcą także stoi kat!”. Nieopodal słońce oświetliło ciemny zaułek, gdzie muchy latały nad psim łbem wystającym z piachu.

 

W nogach łóżka zobaczył małpę przeglądającą się w lusterku. Wykrzywiała pysk i szczerzyła kły. Powykręcane twarze wyłaziły z baldachimu – lizały poduchy przesiąknięte od krwi. Osioł stał nad łóżkiem i szeptał coś do ucha doktora. 

Staruchy rechotały. 

Szatan je pieścił. 

A życie pomału ulatywało z Goyi.

 

Koniec

Komentarze

Poczułam się jak na spacerze w galerii sztuki heart piękne, dziękuję heart

https://www.youtube.com/watch?v=SDfEbp8iFgs

 

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Gdybyś nie dał na końcu imienia, miałbym więcej zabawy. I tak miałem. Już naga Maja naprowadza bardzo wyraźnie, ale obrazowym kluczem było rozstrzelanie powstańców i słowa skazańca o pożeraniu dzieci – “Saturn pożerający własne dzieci” .

 

Maria to księżna Alba. A resztę zagadek zostawiam dla pozostałych :)

 

Mógłbym się przyczepić, że w scenie walki matadora nie wyróżnia się moment uderzenia. Pisana jest w świetnym tempie, krótkimi zdaniami, dopiero na końcu jest spokojniej, ale w samym środku nie wyczuwam kulminacji.

 

Poduchy wetknięte pod odleżyny, ranią miękkością

Moim zdaniem albo dwa przecinki, albo żaden.

 

Kompozycja nieco rwana, ale jest to związane z podziałem na obrazy. Ładnie spina to niedołężny artysta. Widać, Bardzie, że robiłeś, co mogłeś, więc chylę czoła!

Hej 

 

UnaBomba – a to miło, że widziałeś te obrazy :) 

 

Jim – no tak :)

 

marzan – wszystko się zgadza :). Co do matadora, to nie chciałem stawiać na samą walkę. Z tymi przecinkami, to zawsze są problemy, chyba zrobię wersję bez :). Rwane, bo tak to mam, że lubię skakać po obrazach ;). Szorta napisałem w całości dzisiaj, ale faktycznie trochę nad nim myślałem :)

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Ooo, zgadywanki! Nie znam biografii Goi (poza tym, że na koniec ogłuchł i oszalał) ani tym bardziej wszystkich jego obrazów, ale Maya podpowiedziała klucz interpretacyjny. Kolejnych dzieł nie kojarzę (zresztą teraz zacząłem się zastanawiać, czy faktycznie opisujesz obrazy, czy tylko do nich nawiązujesz), aż do ,,Saturna…”. Potem jest chyba ,,Sabat czarownic”, ale on też mi się kojarzy inaczej (albo to inny obraz :P). Na końcu ,,Okropności wojny” i ,,Rozstrzelanie powstańców madryckich”, a małpa jest chyba z ,,Kaprysów”.

Historii żadnej tu raczej nie ma, bardziej ciąg impresji, ale podziwiam ludzi, którzy potrafią wysmażyć opis obrazu inny niż ,,Na pierwszym planie drzewo. Na drugim tańczące Eurydyki”. :)

Starzec dostrzega w ciemności nagi tors, tuż za kobietami. Umięśniony, o jędrnych bicepsach.

Niby wiem, o co chodzi, ale… Czy tors może mieć bicepsy? W sensie, czy bicepsy można uznać za na tyle integralną częścią torsu, żeby usprawiedliwiały taką konstrukcję? :P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Hej 

 

fabuła jest, moim zdaniem ;P. Czy to są opisy obrazów, raczej nie, bardziej nawiązania. Bicepsy wycięte, faktycznie coś tu poszło nie tak :D 

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hmmm. Mam wrażenie, że dzisiaj konkurs z obrazami generuje więcej aktywności niż kiedykolwiek w trakcie trwania. Widzę tu ciąg płócien. Gorzej z fantastyką, bo to wygląda, jakby umierający malarz wspominał swoje dzieła, więc coś takiego mogło się zdarzyć.

W drzwi staje Arrieta.

Coś się posypawszy.

Babska logika rządzi!

Hej, czasem, naprawdę, już nie wiem co mam Ci odpisać. Dzięki za wizytę. Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Demony wojny wg Goi. Interesujaca perspektywa i interpretacja. Brutalnie pokazałeś scene jak dziad stary ślini jeszcze do młodej kobiety. Trochę zapachniało gritty realism. Nie żebym się tym upławiał, ale taki niuansik, że technicznie mi się spodobał.

 

Klik :) 

 

 

(btw, fajny obraz, fajne wyobrażenie i fajny był też polski film :P)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Hej :). Miło mi, że się podobało. Demony wojny, kiedyś widziałem, ale dawno temu, muszę sobie odświeżyć:). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hmm, ciekawe, ciekawe. Nie wiem czy tym razem do końca do mnie trafiło, ale nie można odebrać, że był tu pomysł i zręczne wykonanie.

Ciekawe użycie krótkich zdań, ale Ty z zasady robisz to dobrze, więc to nie nowość. 

Nie będę dalej zgadywał, bo wszystko, a nawet więcej niż bym sam się zorientował, już padło. 

Powiem jeszcze, że nie tylko obrazy ostatnio w modzie, ale i starcy! 

Klikam i pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

 

Hej :)

Ciekawe użycie krótkich zdań, ale Ty z zasady robisz to dobrze, więc to nie nowość. 

Daj spokój ;), albo nie, karm moje ego ;p

 

Obrazy bardziej wykorzystałem, tak jak i Kaczmarski, do przedstawienia stylu Goyi i kilku ciekawych wydarzeń z tamtego okresu :). 

 

Dziękuję i pozdrawiam :) 

 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Czołem bardzie!

Na dłuższą metę bym się unudził, bo to jednak opisy i wariacje na temat opisów. Ale w takiej formie, ciekawe. Jednym życie przed oczyma przelatuje w godzinie śmierci, malarzom obrazy? Czemu nie. Choć wtedy współczuję np. Beksińskiemu…

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Hej, też tak czułem i zdecydowałem się na szorta :). A co do obrazów, to nie wiem, które są strszniejsze– Beksiński jednak był abstrakcyjny, a Goya bardzo realistyczny. Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Na malarstwie to ja się za bardzo nie znam i to trochę nie moja bajka. Chociaż nie powiem lubię pooglądać obrazy, a Goye zna chyba każdy.

Szort mnie zachwycił, szczegółami i miękkością opisów. Czytało się szybciutko, płynnie. 

Także kliczek.

Hej, a dziękuję za odwiedziny, komentarz i kliczka:). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzie, dla mnie jednak Beksiński bardziej przerażający. Może dlatego, że bardziej boję się nieznanego niż znanego – ludzkie okrucieństwo jest jakieś oswojone mimo wszystko.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Coś w tym jest, jeśli patrzymy na to przez ekran telefonu :). 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Akurat album Beksińskiego, papierowy, z jakichś dziwnych i trochę niezrozumiałych dla mnie przyczyn, leży na wierzchu półki w sypialni w domu rodzinnym mojej drugiej połówki, tak, że zasypia się z widokiem na okładkę z obrazami. No jest to ciekawe doświadczenie, nie powiem :)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Cześć, Bardzie

Dużo opisów, ale konsekwencja w całości, utwierdza mnie w przekonaniu, że zrobiłeś to z premedytacją :-) Dlatego plus :-)

Co do Beksińskiego – polecam Panowie wybrać się do Sanoka, wystawa robi wrażenie. 

Pozdrawiam

Klik!

Hej 

 

Dużo opisów, ale nie mogłem zrobić tego inaczej :). Chciałem by cisza, czyli głuchota Goyi była podkreślona i skupiłem się na obrazie :)

 

Dzięki i pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hej, Bardzie, ciekawy szorcik! Obrazowy. 

Masz ostatnio niezwykłe pomysły i one fajnie przekładają się na to, co nam pokazujesz. Przyjemnie odwiedzać Twoje opka. 

Kompozycję rozumiem, taką porwaną, ale przyznam, że nagromadzenie krótkich zdań w którymś momencie zmęczyło. One straciły swą moc, gdzieś w połowie, bo było ich zbyt dużo. Ale to subiektywne odczucie, innym mogło nie przeszkadzać. 

 

Arrieta wychodzi, w ciszy.

Bez przecinka. 

 

Pozdrawiam cieplutko i klikam. (Potrzebujesz w ogóle jeszcze?)

Hej, 

 

a dziękuję :). No tak, jeszcze eksperymentuję z krótkimi zdaniami, pewnie mi się znudzi za jakiś czas ;P. Oby tylko pisanie mi się nie znudziło ;) 

 

Pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzie, nie może Ci się znudzić! nie pozwolimy na to! :) 

To jest ciekawe, bo nie miałem nigdy chęci na pisanie – wcześniej. To się pojawiło nagle – trochę jak grypa. Więc trzeba brać pod uwagę, że tak samo może zniknąć – w chwili kiedy już nie będę miał nic do opowiedzenia :). Albo idąc za myślą Bukowskiego – Znajdź to co kochasz i pozwól by cię to zabiło (luźny cytat), może umrę nad tekstem ;D. Tylko czy Bukowski nie miał tu na myśli alkoholu? ;). No dobra koniec filozofii na dzisiaj :P 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

No witam :]

 

Przeczytałem i cóż – napisany jest ten szorciak bardzo ładnie, niestety jako chamidło ostatnie ze wsi o malarstwie mam pojęcie zerowe, więc nie mogę szczerze napisać, żeby lektura specjalnie mnie bawiła – do samej puenty nie podejrzewałem nawet, o co tak naprawdę może chodzić :(

 

Oczywiście to nieironicznie wyłącznie moja wina – podejrzewam, że ktoś bardziej ukulturniony, kto skojarzyłby choć jeden obraz, miałby sporą frajdę z czytania!

 

Pozdrawiam i klik, bo choć nie okazałem się odpowiednim odbiorcą, czuć tu jakośćyes


Capirote górują

Capirotes, skoro górują? Nie wiem, czy są jakieś reguły, które kierują liczbą mnogą w zagranicznych słowach hmm…

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

Hej Zakapior :). Jak zakapior to wiadomo, że chamidło ;). Do galerii, a nie opowiadania pisać;P. A tak serio to dziękuję za klika i odwiedziny. Starałem się też tak napisać opowiadanie by było czuć, że to chwile z życia umierającego, głuchego, malarza :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć, Bardzie!

Rzeczywiście wesołe, nie ma co. Ładny eksperyment z tempem i obrazowaniem, wydaje mi się, że spełnił swoją rolę, można trochę poczuć perspektywę tego konającego starca i nie jest to najprzyjemniejsze doświadczenie. Ciekawe, że o głuchocie wspominasz tylko mimochodem, jest wyrażona przede wszystkim dominacją bodźców wizualnych w opisie. Jednak od razu zwróciłem uwagę, że bardzo dużo czerpiesz z Sądu nad Goyą Kaczmarskiego, sposób odnoszenia się do kolejnych obrazów krótkimi rzutami i nawet w dużej mierze porządek tych obrazów; oczywiście też tytuł. W każdym razie myślę, że dopchanie do Biblioteki jest całkiem uzasadnione.

W drzwi staje Arrieta.

Tu już Finkla odnotowała, że coś się nie zgadza gramatycznie.

Arrieta wychodzi, w ciszy.

Bez przecinka.

A tu nie zgodzę się z Jolką, wolno w ten sposób zaznaczyć dopowiedzenie, nie jest to typowe rozwiązanie i na maturze może bym nie radził, ale w prozie jak najbardziej decyzja autorska.

Opadają i podnoszą się pomału, jak nagie piersi Mai. Tej, która już nic nie ma do ukrycia. Obnażona rumieni się mniej niż w ubraniu.

Rzeczywiście, nigdy na to nie zwróciłem uwagi, bystra obserwacja!

Zielonobiałe banderillas sterczą z grzbietu.

Pewnie miały być “zielono-białe” (“w białe i zielone pasy”), a nie “zielonobiałe” (“białe z odcieniem zieleni”).

„Potrzebuję modlitwy”. Szepcze w myślach starzec. “Może wtedy odejdą”

“Potrzebuję modlitwy”, szepcze w myślach starzec. “Może wtedy odejdą”.

Albo:

“Potrzebuję modlitwy”. Starzec szepcze w myślach. “Może wtedy odejdą”.

 

Dziękuję za wrażenia czytelnicze, pozdrawiam i życzę fantastycznych Świąt!

PS. Nie zdążyłem kliknąć, ktoś dopchał dwie minuty przede mną.

Hej Ślimaku :), dopcham się do komputera, to postaram się te drobne usterki poprawić:). Miło mi, że tekst się spodobał. Do napisania pchnął mnie Kaczmarski i kolejność też zabrałem z tekstu ale interpretację obrazów, pozwoliłem sobie, wrzucić własną – i stąd ta Mai. Wiesz, w tych makabrycznych obrazach i rysunkach Goya nie zostawia pola do interpretacji, ale przy portrecie Alby i Mai, a może poprostu Marí, bo nie wiadomo czy to nie jedna osoba, jest co kontemplować :). Miło mi, że wyłapałeś głuchotę malarza, chciałem by ją można było poczuć w tekście. Bardzo mnie ciekawi Twój komentarz do Czarnego cylindra, bo to lektura (pozwolę sobie tak to napisać) dla uważnego czytelnika. Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nie podnosi mnie to na duchu, że obligujesz do wcielania się w uważnego czytelnika, przy takim nawale nominacji, ale zobaczę, co się da zrobić…

Coś wesołego… Powinnam była wiedzieć, żeby nie wierzyć nikomu, kto publikuje 1 kwietnia! Początek jest genialny, bardzo podoba mi się, jak namalowałeś umierającego starca. Potem czułam się trochę, jakbym przechodziła od obrazu do obrazu, zabrakło mi trochę powrotu do ich twórcy. Koniec świetny. Kliknęłabym, ale się spóźniłam. Wesołego jajka więc ;)

Hej, właśnie o to też chodziło, żeby iść razem z malerzem przez życie, odwiedzając obrazy umierającego:). Tam w połowie, wracam do, na chwilę;). Miło mi, że tekst się spodobał:). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Dzieła Goi zawsze warte obejrzenia i opisania, szkoda tylko że schyłek życia artysty był taki żałosny.

 

W drzwi staje Ar­rie­ta. W drzwiach staje Ar­rie­ta.

 

Zielonobiałe banderillas sterczą z grzbietu. → Zielono-białe banderillas sterczą z grzbietu.

 

“Może wtedy odej­dą” → Brak kropki na końcu zdania.

 

drzwi bez­gło­śnie trza­ska­ją. → Skoro trzaskają to wydają odgłos; nie można trzaskać bezgłośnie.

Za SJP PWN: trzask «suchy, urywany odgłos»

 

li­za­ły po­du­chy prze­siąk­nię­te od krwi. → …li­za­ły po­du­chy prze­siąk­nię­te krwią.

Coś przesiąka czymś, nie od czegoś.

 

A życie po­ma­łu ula­ty­wa­ło z Goyi. → A życie po­ma­łu ula­ty­wa­ło z Goi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej regulatorzy :). Miło mi, że doceniasz wycieczkę po wybranych obrazach Goyi :). Te błędy, już część była wskazana. Muszę się nimi zająć, dziękuję za wyłapanie :). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Bardzo proszę, Bardzie. :)

I racz poprawić błędy, bo rażą i psują dobre wrażenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, poprawię… tylko kiedy, postaram się jutro :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Hejka!

Czytało się naprawdę mocno i wciągająco, choć momentami trochę przytłaczało intensywnością obrazów, ale dzięki temu świetnie oddałeś perspektywę starca. Bardzo podoba mi się wyrazisty styl i surrealistyczny klimat .

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Hej, bardzo mi miło :). Faktycznie ,jest gęsto. Dlatego to pomysł najwyżej na szort. Pozdrawiam:)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

 

Hej!

 

Eem, o malarzu nigdy nie słyszałem, obrazów tym bardziej nie widziałem, więc odbiór mógł być trochę zaburzony. Właściwie czytało się całkiem nieźle. Bardzo obrazowe opisy, czas teraźniejszy też fajnie tu wypada.

Wraz z czytaniem zastanawiałem się, jak się te wszystkie scenki połączą, po czym w charakterze odpowiedzi dostałem encyklopedią w twarz :P Ale przynajmniej trochę ciekawych rzeczy zostało po uderzeniu ;)

 

Z kwestii technicznych:

Język ściąga z warg lepką ciecz. Ból, zimno, nawet ciemność zaczynają znikać. Tak jak i on – pomału.

Poprzednie zdanie jest o bólu, poprzednie o języku, poprzednie o Arrietcie, a poprzednie o bohaterze, i nie jestem pewien, do którego odnosi się “on”.

Lekarz, tak jak pacjent, jest głuchy na skargi.

Pacjent jest głuchy na skargi? Chyba nikt mu się na nic nie skarżył.

Edit: no dobra, doczytałem ;)

 

Pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Hej ostam :). No widzisz NF bawi i uczy :). Opowiadanie, chyba Ci się podobało, tak przynajmniej odczytuje Twój komentarz ;), więc chyba było warto się przemęczyć. Jak nie, to i tak jestem głuchy na krytykę:). Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Najpierw historyczne drabble Bruce, teraz twój short… Za niedługo trzeba będzie w przedmowie oznaczać: wulgaryzmy, przemoc, wartość edukacyjna :P

Jak nie, to i tak jestem głuchy na krytykę:)

I to bez konieczności umierania, robienia pod siebie i targów o duszę? Niesprawiedliwe ;)

Opowiadanie, chyba Ci się podobało, tak przynajmniej odczytuje Twój komentarz ;)

Dużo bardziej niż mniej :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

:D Uwaga, trzeba myśleć przy lekturze;D. Bo najpierw jesteś głuchy na krytykę, a reszta przychodzi w kolejnym etapie ;). To dobrze, że bardziej :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Cześć Bardzie,

Bardzo ciekawy szort – zgadywanka. Nie jest może bardzo trudna, bo tropy, które podsuwasz są wyraźne, ale i tak czyta się z zaciekawieniem, bo przedstawiasz obrazy Goyi w taki sposób, że każdy opis tworzy wciągającą mikroopowiastkę i trzeba się pilnować, żeby nie zejść ze ścieżki i rozwiązywać zagadkę:) 

 Podanie rozwiązania na końcu nie jest może konieczne, bo dobrze dobrałeś dzieła i nie trzeba być historykiem sztuki, żeby skojarzyć o kogo chodzi, ale zawsze to fajnie zobaczyć potwierdzenie swoich domysłów.

Gdybym się nie spóźnił, to za tekst dałbym klika, ale teraz to już nie wiem… Paczkę dropsów? :D

Jedyne zastrzeżenie jakie mam, to “glosariusz” w przedmowie. Po co? Przecież obecnie tak łatwo zdobyć każdą informację. Czy podejrzewasz czytelników o takie lenistwo, że nie będzie im się chciało sprawdzić nieznanego pojęcia? :)

Hej czeke :)

 

Tak, nie chciałem by czytelnik się męczył zagadkami. Sam nie lubię nie wiedzieć o czym jest tekst. I dlatego trop jest świeży, a może, farba jeszcze jest mokra ;), a na koniec dodaję nazwisko. Legenda jest dla waszej wygody, ja musiałem te informację sprawdzić, więc wrzuciłem byście wy nie musieli:). A bardziej dociekliwy czytelnik może sobie pogłębić wiedzę, na temat ten czy inny :). Miło mi, że kolejny tekst Ci się podobał. Jak tu znaleźć więcej takich czeke? Kilku jeszcze jest ale to za mało, nawet na sektę;). 

 

Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia pod kolejnymi tekstami – może tym razem Twoimi :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Nowa Fantastyka