- Opowiadanie: JolkaK - Jesteś?

Jesteś?

Nie chcia­łam się roz­pi­sy­wać – ale czy udało mi się prze­ka­zać to, co chcia­łam w za­ło­żo­nym z góry mi­ni­ma­li­zmie? Hmmm. :) Za­pra­szam do lek­tu­ry! 

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Jesteś?

– Je­steś moim Mi­cha­łem?

Pa­trzy­ła nie­pew­na, nie­śmia­ła, odro­bi­nę prze­stra­szo­na. Wąt­pli­wo­ści ma­lo­wa­ły się na jej ru­mia­nym ob­li­czu, gdy szu­ka­ła w twa­rzy męż­czy­zny zna­jo­mych zna­ków. Zmru­że­nia oczu, zmarszcz­ki mię­dzy brwia­mi, głęb­szych linii wokół ust. Wzro­ku spod pół­przy­mknię­tych po­wiek, szyb­kie­go, po­ro­zu­mie­waw­cze­go, oswo­jo­ne­go. 

Wie­dzia­ła, że nie znaj­dzie. Mó­wi­li jej, że tak bę­dzie. 

– Je­stem, uko­cha­na. To ja. Nie wy­glą­dam, co?

– Nie – po­twier­dzi­ła ze smut­kiem. 

– Nie martw się. Tak miało być. To ja.

– Tak, wiem – uśmiech­nę­ła się słabo.

Obce ciało, obca twarz. Ten sam Mi­chał. Ten sam Mi­chał? 

Niby spo­dzie­wa­ła się, ocze­ki­wa­ła, była przy­go­to­wa­na. Ale teraz całe jej wnę­trze sprze­ci­wia­ło się tej… oso­bie. Zaraz, nie, osobę roz­po­zna­ła. Sprze­ciw do­ty­czył ciała. 

Co two­rzy osobę?

– Mi­chał, a pa­mię­tasz, jak…

– Pa­mię­tam, uko­cha­na – rzekł ze śmie­chem nie­zna­ny­mi usta­mi, przy­my­ka­jąc inne oczy. 

Po­ga­da­li chwi­lę i było to dobre. Od­na­la­zła go w końcu. Był tam. To on. Jej Mi­chał. Dziw­ny, nowy, ale jest. Ist­nie­je. To on. 

Nieco mą­drzej­szy, nieco moc­niej­szy, nieco. 

 

*

 

– Je­steś Mi­cha­łem?

– Je­stem. 

Pa­trzy­ła. In­ten­syw­nie, na­tar­czy­wie. Jakby chcia­ła prze­wier­cić się wzro­kiem przez wszyst­kie war­stwy, by od­na­leźć wnę­trze. Zna­jo­me, przy­tul­ne. Jej.

– Gdzie? – rzu­ci­ła ostrzej niż chcia­ła. 

– Je­stem. To ja. Po­roz­ma­wiaj­my. 

Le­ka­rze mó­wi­li, że każda ko­lej­na prze­mia­na to cios dla bli­skich. Trze­ba się przy­go­to­wać. Nie po­wie­dzie­li jak. Czło­wiek bę­dzie prze­cież za­wsze szu­kał czło­wie­ka w czło­wie­ku. A tu coraz go mniej. Wie­dzia­ła, że za późno na od­wrót. Darem jest życie. Ceną jest życie. 

Ob­ser­wo­wał, jak oce­nia­ła, nie­uf­na, wy­co­fa­na. 

– To jak pierw­sza rand­ka, pa­mię­tasz? Po­wtórz­my to, chcesz? – Wy­cią­gnął silną, zdro­wą dłoń.

Ski­nę­ła głową, nie­prze­ko­na­na. 

Nie miał już ludz­kich oczu. To chyba było naj­gor­sze. Wzmoc­nie­nie mię­śni, inny kolor naczyń krwionośnych, błysk skóry, nie­ma­ją­cej już nic wspól­ne­go z ludz­ką. Ale oczy oka­za­ły się naj­waż­niej­sze. 

– Je­steś pięk­na – ode­zwał się, jakby wie­dział, o czym myśli. – Widzę cię teraz tak wy­raź­nie. Je­steś nie­zwy­kłą isto­tą. Za­chwy­ca mnie ta ludz­ka ulot­ność w tobie, któ­rej ja już nie mam. Mogę cię do­tknąć?

 

*

 

– Je­steś czło­wie­kiem?

Nie od­po­wie­dział, zastanawiał się chwi­lę. 

– Je­steś jesz­cze czło­wie­kiem?! – krzyk­nę­ła hi­ste­rycz­nie. 

Spoj­rzał tak syn­te­tycz­nie, obco. Bez­mi­micz­nie. 

– Je­stem. Spo­koj­nie. Je­stem tu cały czas.

– Skąd mam wie­dzieć, że to ty? Widzę kogoś in­ne­go, do­ty­kam coś ob­ce­go! To nawet już nie jest ciało, to nie jest głos. Sły­szę cię tu! – krzy­cza­ła, po­ka­zu­jąc wła­sną głowę. 

– Je­stem. Zo­bacz. Wciąż pa­mię­tam. – W miej­scu, gdzie kie­dyś by­ła­by klat­ka pier­sio­wa, z ma­te­rii, która zda­wa­ła się jed­no­li­ta, ufor­mo­wa­ła się ob­rącz­ka, ni­czym motyl w ga­blot­ce po­wie­szo­nej na ścia­nie. 

Chwy­ci­ła po­wie­trze usta­mi, jakby miała zaraz uto­nąć i roz­pła­ka­ła się. 

– Nie wiem, jak cię ko­chać – szep­ta­ła przez łzy. 

Stał cicho przez chwi­lę. 

– Ja też nie – rzekł w końcu. 

Nie mu­siał jeść, nie mu­siał spać, sta­wał się ide­al­ny. Czy jed­nak można go da­rzyć uczu­ciem?

– Je­steś czło­wie­kiem? – po­wtó­rzy­ła bar­dzo cicho, ale prze­cież on sły­szał wszyst­ko. 

– Czym jest czło­wiek?

Zmro­zi­ło ją to. Nie znała od­po­wie­dzi. 

– Czy je­stem osobą? Czy je­stem osob­ny? Nie wiem, czym jest czło­wie­czeń­stwo. Czy brak po­trzeb nie sta­wia mnie poza nim? Czy to, że wciąż myślę i pa­mię­tam cie­bie, daje mi prawo do niedoskonałości? Do emo­cji? Czy ty je­steś zdol­na zo­ba­czyć we mnie swoje, od­bi­te jak w lu­strze, uczu­cie? 

Mówił. W jej gło­wie. Cho­ciaż była prze­ko­na­na, że mówił do sie­bie. Ana­li­zo­wał. 

Wie­dzia­ła już, że nie ma na­dziei. 

 

– Je­steś?

Cisza. 

– Mi­chał, je­steś?

– Nie wiem. Moje je­ste­stwo nie jest stu­pro­cen­to­we. Ale nie mogę okre­ślić sie­bie. Po­trze­bu­ję czasu.

– Pa­mię­tasz mnie?

– Tak. Je­steś żoną. 

Stała spo­koj­nie, wy­pra­na z emo­cji. Czuła się naga i jed­no­cze­śnie nie czuła nic. Tak po ludz­ku. Jedna z ostat­nich przed prze­mia­ną. Stara wer­sja czło­wie­ka. 

 

Koniec

Komentarze

Hej,

 

krótkie, ale przejmujące. Lubię takie twory, gdzie w niewielkiej liczbie słów, zamyka się tak dużo treści. Bardzo udana miniatura. Trochę skojarzyło mi się z Azylem 

Those who don't believe in magic will never find it

Czy jestem osobą? Czy jestem osobny? Jestem. Myślę. Ale nie wiem, czym jest człowieczeństwo. Czy brak potrzeb nie stawia mnie poza nim? Czyż życie ludzkie nie sprowadza się do zaspokajania? Czy to, że wciąż myślę i pamiętam ciebie, daje mi prawo do określania się jako osoba? Czy jestem zdolny do emocji, które tak dobrze pamiętam? Czy ty jesteś zdolna zobaczyć we mnie swoje, odbite jak w lustrze, uczucie? 

Ten fragment podobał mi się najmniej, bo to okrutna łopata. Jakbyś nie wierzyła, że czytelnicy zgadną (nie wierzyła w siebie i swoje mocne pióro? Come on, akurat Ty potrafisz!) i poczują. Więc to trochę droga na skróty. Albo chciałaś, żeby koniecznie wszyscy rozumieli to opowiadanie tak samo.

A nie muszą. To bardzo dobre opowiadanie, cudowne dialogi, aż łezka się kręci. I nic się nie stanie, jeśli ktoś wyniesie z niego coś innego.

Chyba że chciałaś pokazać, jak bardzo jest cyborgiem, więc nagle zaczyna bawić się w filozofa… albo to mu się “ulało”, myślał o tym, i już nie mógł wytrzymać. Możliwe. Może był filozofem w cielesnym życiu.

 

Reszta jest śliczna, strajkuję z łapanką językową, bo chciałem wczytać się w sens i poczuć go, a nie oglądać każde słowo jak żabę na wiwisekcji. I za resztę masz klik błyskawiczny.

Hej,

Jestem zdumiony jak dużo oddałaś w tak niewielkiej ilości słów. Sam motyw nie jest odkrywczy, pojawia się w literaturze. Mi również skojarzył się z “Azylem”, ale też z “Modyfikowany węgiel”. Ale to jak emocjonalnie pokazałaś rozterki bohaterów to coś pięknego. Jestem zachwycony, wzruszony i jeszcze raz zachwycony. Dawno żadna miniaturka tak mnie nie kupiła.

Nie wiem, czy są jakieś usterki językowe, szczerze miałem to gdzieś, płynąłem po słowach i emocjach, jakby pchany przez wiatr na łzach bohaterki, która pewnie zapłakała niejeden raz, za kulisami. 

Przemiana Michała robi wrażenie, to fakt. Ale przemiana i uczucia bohaterki, przykro nazwanej po prostu “żoną” na końcu – to zrobiło na mnie największe wrażenie. 

Wiem jaka to trudność przekazać w szorcie wszystko, trzeba zostawić tajemnicę i niedopowiedzenia, inaczej się nie uda. A tu wyszło to idealnie, w punkt. Ktoś napisze, że za mało treści na piórko. A ja mówię, że nie! Dlatego nominuję i życzę docenienia Twojego tekstu, bo zrobił na mnie duże wrażenie.

Chyba że chciałaś pokazać, jak bardzo jest cyborgiem, więc nagle zaczyna bawić się w filozofa… albo to mu się “ulało”, myślał o tym, i już nie mógł wytrzymać. Możliwe. Może był filozofem w cielesnym życiu.

A mi się właśnie podoba ta jego przemiana z każdym fragmentem, coraz bardziej robotyczny, coraz mniej uczuć i mniej ludzkiego zrozumienia sytuacji. 

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

EDIT: Widzę, że jeszcze chyba nie ma wątku do nominacji kwietniowych, ale nominuję jak tylko się pojawi!

You cannot petition the Lord with prayer!

Sam motyw jest dość oklepany, ale to nie jest wada, a czasem zaleta. Po co wymyślać koło na nowo, wystarczy czasem…opowiedzieć ten schemat na nowo :)

Ty zrobiłaś to trochęw w inny sposób, nadając przy tym bardziej emocjonalną formę.

Sam osobiście, wolę inne bardziej “Azylowe” klimaty (choć teraz na szybko przejrzałem opko i dzięki Old i Marzonowi je poznałem), nie można odmowić ci ambitnej próby zrobienia tego na nowo. 

 

Zastanowię z klikiem, bo mi sie nie siadło, ale doceniam zawsze takie formy jak ktoś próbuje “z niczego” czyli znany schemat, obórcić albo spojrzeć z innej strony.

 

Z klkiem sie zastanowiałem chwilę, ale kliknę. Moja opinia nie jest jakaś szczególnie ważna, bo lożankę nie będzie obchodzić mój użyszkodnikowy głos :D Ale tekst:

 

– Czy jestem osobą? Czy jestem osobny? Jestem. Myślę. Ale nie wiem, czym jest człowieczeństwo. Czy brak potrzeb nie stawia mnie poza nim? Czyż życie ludzkie nie sprowadza się do zaspokajania? Czy to, że wciąż myślę i pamiętam ciebie, daje mi prawo do określania się jako osoba? Czy jestem zdolny do emocji, które tak dobrze pamiętam? Czy ty jesteś zdolna zobaczyć we mnie swoje, odbite jak w lustrze, uczucie? 

Robi robotę. Marzan się przywalił, ale dla mnie fajne.

Bardzo ładny kawałek dialogu. To mnie kupiło :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Tekst działa nie mam nic do dodania :) Ten fragment co wkleił marzan też mnie wybił z rytmu.

Tymczasowy lakoński król

OldGuard, hej, dzięki za wizytę, cieszę się, że podeszło! Muszę przeczytać Azyl, bo nie znam! :)

marzanie, bardzo się cieszę, że uważasz, że mam mocne pióro, ale chyba jeszcze nie… :D Pomyślę nad tym fragmentem, chociaż to nie miała być łopata, tylko raczej pokazanie, czym staje się bohater w tych kilku słowach, jaki jest jego tok myślenia. Ale może masz rację… a może nie. Pomyślę. Dzięki za tą uwagę! :) 

Michael, ide zaraz szukać tego Azylu, bo zaintrygowaliście mnie! Bardzo się cieszę, że się spodobało. Będę myśleć też nad tym fragmentem, bo ty odczytałeś go, tak jak chciałam, żeby zabrzmiał, więc teraz nie wiem…  hm. Dzięki wielkie za chęć nominacji, to zaszczyt dla takiego małego opka! :) 

melendur88, fajnie, że wpadłeś! Azyl zaczyna brzmieć, jak matryca… :D Cieszę się, że mimo że nie Twoje klimaty to zdecydowałeś się na klika – bardzo jestem wdzięczna! I to nie jest tak, że Twój głos jest jakiś mniej ważny! Skąd Ci to przyszło do głowy? Ja doceniam, że poświęciłeś Twój czas na zajrzenie tu i podzielenie się opinią! I to bardzo! Bo to spojrzenie czytelnika! No i fragment sporny zyskał zwolennika! :D 

OneTwo, hej, cieszę się, że działa, to najważniejsze. Zacznę chyba prowadzić tabelkę – głosy za i przeciw wypowiedzi bohatera. :) 

Dziękuję wszystkim i pozdrawiam niemal świątecznie! :)

Cześć, JolkaK

Zgrzytnęło mi jedynie: stawał się pomału idelany. To pomału wyrzuciłbym.

Nie precyzujesz dlaczego dochodziło do przemiany, ale szort rządzi się swoimi prawami i nie muszę tego wiedzieć. Podobał mi się, ponieważ wzbudza emocje. 

Klik!

Pozdrawiam

Hesket, hej, dzięki za odwiedziny! Masz rację, też wyrzuciłabym ‘pomału’ :D Zaraz to zrobię! :) 

Dzięki za klika! :) Wdzięcznam! :) 

Hej , 

 

i ja jestem :), a raczej dotarłem. Ostatnio spotkałem się z opinią, że człowieczeństwo to możliwość świadomego odczuwania. Więc nie tylko świadomość, ale i możliwość czucia (dotyku, smaku itp.). To razem daje obraz człowieka. Więc gdy zostaje sama świadomość, to odpowiedź na pytanie zadane w tytule brzmi – NIE :). 

 

Klikam i pozdrawiam :) 

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Witam :)

 

Kolejne poetyckie i humanistyczne do głębi SF – mało kto takie rzeczy pisze, a tutaj na portalu to raczej nikt. Mi się bardzo.

 

Zgadzam się z marzanem, że ten jeden fragment jest trochę łopatą – on (fragment, nie marzan) pewnie nawet w innym tekście by się tak nie wyróżniał, ale Twoja proza jest tak poetycka, że tę jedną jedyną łopatę czuć.

 

Pozdrawiam!

Dlaczemu nasz język jest taki ciężki

 

Super opowiadanie. Uwielbiam takie tematy. smiley


Nie miał już ludzkich oczu. To chyba było najgorsze. Wzmocnienia mięśni, inny kolor unerwienia, błysk skóry, niemającej już nic wspólnego z ludzką. Ale oczy okazały się najważniejsze. 

Co to kolor unerwienia?

No tośmy sobie, ..., polatali!

Hej, bardzie, super, że zajrzałeś! Rozumowanie jak najbardziej poprawne! Odczuwanie, cxy współodczuwanie to intergalne elementy człowieczeństwa. Choć z drugiej strony ponoć nawet roślinki czują… Pozdrowienia świąteczne!

Zakapiorze, bardzo się cieszę, że tak uważasz, że humanistyczne… Nad łopatą myślę intensywnie, może skrócę, może zostawię, bo potrzebne mi tam nieco informacji… pozdrowionka!

Berig, o, fajnie, że podeszło, kolor unerwienia to zastąpienie innym składnikiem krwi w obiegu, co teoretycznie piwinno zmienić kolor naczynek, miejsca najbardziej unerwione są bardziej wybarwione, przynajmniej tak mi się wydaje… ale miże głupoty gadam… ???? Dxięki za odwiedziny…

Fajny szorcik. Krótki, ale stawia mocne pytania.

Dobrze się czytało. 

I kto z nas pisałby się na taką przemianę?

Babska logika rządzi!

Finklo:

I kto z nas pisałby się na taką przemianę?

Z wyrachowania, czyli żeby być lepszym, mocniejszym, szybszym – pewnie niewielu, przynajmniej na razie.

Ale im bliżej końca resursu naszego biologicznego „nośnika” mózgu, tym podejrzewam, że chętnych byłoby coraz więcej.

No tośmy sobie, ..., polatali!

No właśnie – przy ciężkiej chorobie powab takiej zmiany narasta.

Babska logika rządzi!

Pytanie też, jak bardzo mogłaby wpłynąć na taką decyzję presja otoczenia – bo wszyscy są lepsi, bo sąsiedzi już to przeszli, bo moda – oprócz oczywistej chęci życia… Coś jak moda na większy telewizor, czy nowszy samochód, komótkę… Jak daleko mogłoby to pójść…

Obawiam się, że pierwsi do zabiegu rzuciliby się autokraci. A zaraz potem odcięliby od tego dysydentów.

Babska logika rządzi!

Transhumanizm dryfujący w stronę cyberpanku. smiley

No tośmy sobie, ..., polatali!

Ładne.

Niby – nie nowe – ale ładnie ujęte.

 

Troszkę mi przeszkadzało to, na co zwrócił już uwagę @marzan – bo przez operowanie “łopatą” zamknęłaś inne ścieżki interpretacyjne – a szkoda.

Bo przykładowo Katolicy wierzą, że czeka ich zmartwychwstanie, przy czym nie jako bytów czysto duchowych, a cielesne – ale te nowe ciała będą zarazem ich własnymi jak i będzie to ciało idealne “chwalebne ciało" albo "ciało duchowe" (jakkolwiek sprzecznie to brzmi). I gdybyś nie poszła w bardzo mocne ucyborgizowanie – to można by to też tak interpretować – i myślę, że byłaby to interpretacja ciekawsza, a przynajmniej – skłaniająca do interesujących dyskusji, przykładowo: skoro przynajmniej w części jestem ciałem – interpretacja, że ciało jest jedynie “ubraniem dla duszy” jest niechrześcijańska – to na ile będę nadal sobą po zmartwychwstaniu? Skoro ciało po zmartwychwstaniu ma być zarazem tym samym, które mam teraz, a zarazem – niezniszczalne, wolne od cierpienia, w pełni „zsynchronizowane” z duszą, pozbawione chorób…

I jeszcze ciekawsze byłoby zetkinięcie tych dwóch interpretacji – cyberpunka z religijną utopią – i zauważenie ich paralelli – czy człowiek, pozbawiony swojej nieidealności – w jakikolwiek sposób, czy to oparty o przemiany proponowane przez którąś z religii, czy przez technologię – nadal jest człowiekiem?

Czy zachowuje tożsamość?

Wraca starożytne pytanie o statek Tezeusza – czy jeśli wymienimy wszystkie elementy jakiegoś złożonego obiektu na nowe, a więc cały obiekt zostanie zastąpiony nowym, to czy pozostaje on tym samym obiektem?

 

I nie ma tu znaczenia, czy wymiany tej dokona cybernetyka, zaawansowana medycyna (może klonowanie / hodowanie narządów / ciał jak w zmodyfikowanym węglu?), Bóg, czy bezosobowe prawa rządzące Wszechświatem.

Pytanie pozostaje w mocy – czy jeśli się wszystko zmieni to nadal będziemy my?

 

…i można tu wskazywać, że przecież atomy naszych ciał się wymieniają, wymieniają się / umierają i tworzą nowe – komórki – ale jednak z tego co zrozumiałem z Twojego tekstu – to jest praktycznie stworzenie człowieka na nowo, w lepszej, idealnej formie.

Czy on nadal tam gdzieś jest?

Jak widać z Twojego tekstu – sam się w tym gubi.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

No właśnie, Jimie, czy gdy usunę “łopatę”, to będzie widać, że sam bohater się gubi? Zastanawiam się nad tym. Coś mi w głowie kiełkuje, jak pokazać to inaczej, jeszcze pomyślę. Bardzo ciekawe, o czym piszesz, o tej możliwej dwoistości, religijnej i cyberpunkowej, to o wiele głębsze, niż to, o czym myślałam, pisząc tekst. Kusi. 

Dziękuję Ci za podzielenie się. Przemyślę. :)

 

@JolkaK

Można by iść nawet głębiej i dalej – i zrobić celowo derzenie tych dwóch perspektyw – w Modyfikowanym węglu, była taka sekta radykalnych chrześcijan, która odmawiała przenoszenia świadomości pomiędzy ciałami, twierdząc, że to skazuje na wiekuiste potępienie.

 

Do wszystkiego powyżej dodaj: moim zdaniem, nie wypowiadam cudzych zdań, chyba, że wyraźnie kogoś cytuję. // ksiegamiliona.pl // entropia nigdy nie maleje // Outta Sewer: Jim, in­dio­to Ty, nadal chyba nie ro­zu­miesz

Cześć, Jolko!

Jakoś ostatnio chęć lektury Twoich miniatur dopada mnie w nocy. Ta jest bardzo ładna, poetycko oddaje pewną wątpliwość, jak daleko możemy się rozwinąć i ulepszyć, żeby nie stracić tego, co jest dla nas najważniejsze i określa nasze człowieczeństwo. Jednak jest to nieźle znany temat, utwór skupia się na przedstawieniu emocji, ciekawej perspektywie narracji, a chyba w mniejszym stopniu pokusiłaś się o nowatorskie przemyślenia. Mnie tutaj od razu zastanawia (ale to tylko jeden możliwy kierunek eksploracji): czy aby nie jest tak, że gdyby razem przechodzili przemianę, mogliby współdzielić myśli, pogłębiać swoją więź na nowych poziomach intelektualnych i nie znudzić się sobą już nigdy, ale bohaterka nie zaufała nauce i lekarzom, nie skorzystała z tej szansy i w rezultacie porzuciła męża? Dyskutowany fragment mnie nie raził, trochę odstaje stylistycznie, ale naświetla, na czym polega przemiana, że Michał myśli wyraźnie innymi torami.

Atmosfera kojarzy mi się jakoś z Cohenem, konfrontacja indywidualnych słodko-gorzkich uczuć i kruchości z ponadczasową potęgą i mitem, przykładowo: Oh, you loved me as a loser, now you’re worried that I might just win. You would know how to stop me, but you don’t have the discipline

Miniprzegląd językowy:

Obserwował, jak oceniała, nieufna, wycofana.

Wzmocnienia mięśni, inny kolor unerwienia

Lepiej jedno “wzmocnienie”. Nerwy nie są widoczne przez skórę, z tego, co piszesz w komentarzu, chyba miałaś na myśli kolor unaczynienia.

Nie odpowiedział, zastanawiając się chwilę.

Niezręczne użycie imiesłowu współczesnego – dałbym po prostu “Nie odpowiedział, zastanawiał się chwilę”.

Pozdrawiam ślimaczo!

Serwus,

Ładne, poruszające, dobrze napisane.

Klik symboliczny, bo tekst jest już w biblio.

Pozdrawiam

rr

Jimie – zawsze można głębiej i dalej, bez końca, aż nikt nie zrozumie, o co nam chodzi… :D

Ślimaku – mam nadzieję, że sen przychodzi do Ciebie w innych porach, skoro w środku nocy czytasz opka! Cieszę się, że ładne!

Zdaję sobie sprawę, że temat nienowy, ale wiesz, jak pojawia się pomysł, to się nie myśli, czy to już było, tylko klepie literki na klawiaturze, żeby nie uciekło. :) Bardzo ciekawe rozwiązanie proponujesz – faktycznie, gdyby przechodzili przemianę wspólnie, pewnie nie rozdzieliłoby to ich tak bardzo. Cohen jest świetny, jeśli chodzi o atmosferę, on to potrafi. 

Robercie – Dziękuję za odwiedziny i symbolikę – zawsze w cenie! Cieszę się, że się podobało!

Pozdrawiam wiosennie i sennie!

Gdyby przechodzili przemianę razem, mogliby jej nie zauważyć. Potrzebny jest kontrast, a tutaj jest jeszcze zderzenie kobiety – cielesnej i wrażliwej z “mechaniczną” męskością.

Gdyby to ona przechodziła przemianę, a on pozostał w ciele, całość byłaby jeszcze bardziej wstrząsająca – bo przecież zwykle bohaterkom przypisuje się to, co nie nazwane, magię, uczucia, intuicję, delikatność, ulotność i zmienność. Mężczyznę (w opowiadaniu, nie obrażajcie się :D ) łatwiej zrobotyzować. Tylko nie można wtedy pójść w stronę oślego uporu pozostania w organicznym ciele, a opisać (między wierszami) inne pobudki – może taki “złamany rycerz”? Możliwości jest wiele.

Temat wprawdzie oblegany, ale akurat Jolka potrafi czarować słowami :D

 

Hejka!

Dobrze oddajesz stopniową obcość, uczucie, że ktoś bliski nadal „jest”, ale jednocześnie już go nie ma. To wychodzi bardzo naturalnie i momentami jest wręcz niepokojące (w dobrym sensie). Kilka zdań naprawdę zostaje w głowie, szczególnie to o tym, że nie wiadomo, jak kochać. 

Bardzo solidny, dojrzały tekst z pomysłem i klimatem. 

Pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

A mnie podoba się ekonomia słowa. Krótkie, a tyle treści. “Łopata”, o której pisał Marzan, podoba mi się mniej, ale to akurat można poprawić. Ocena: 6!

marzanie, myślę, że masz rację, gdyby odwrócić sytuację, efekt byłby zapewne mocniejszy. Chociaż z drugiej strony, to właśnie kobietą i jej emocjami można pokazać – nie pisząc – poczucie osamotnienia, źle podjętych decyzji, itp. Chociaż z drugiej strony – czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Hmmmm. Do przemyślenia.

międzysłowami, hej, cieszę się, że wyszło, miało trochę zamieszać w głowie i wywołać niepokój, więc dobrze. Dzięki za lekturę i komentarz! :)

maciekzolnowski, super, że wpadłeś! Ekonomia górą! Mniej słów, więcej treści! Tak, o to mi chodziło – minimalizm, który jest w stanie cos przekazać. Super, że się podobało! Dzięki za ocenę! Łopatę już nieco poprawiłam, ale pewnie już tak zostawię, bo jednak jest mi tam potrzebna… 

Pozdrawiam kwietniowo! 

Jolko, opisałaś sytuację, która za jakiś czas może przestać być fantastyką. I teraz jest to przerażające, ale zastanawiam się, czy będzie przerażać także wtedy, kiedy taka przemiana stanie się możliwa.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj. :)

Niepokój narasta coraz bardziej z akapitu na akapit i zaczynam doskonale rozumieć odczucia bohaterki. :) 

 

Tu dałabym przecinek – oczywiście, przed: “jak”, jak to ja wink (już wiem, dzięki Finkli, że NIE):

Nie powiedzieli jak.

Pozdrawiam serdecznie, świetny pomysł. :) 

Pecunia non olet

Nie, jeśli na końcu zdania jest pojedyncze słówko pytające, to bez przecinka. “Nie rozumiała dlaczego”, chociaż “Nie rozumiała, dlaczego tak się stało”.

Babska logika rządzi!

Nie, jeśli na końcu zdania jest pojedyncze słówko pytające, to bez przecinka.

 

Aaa…, to dziękuję, Finklo, zmieniam tam sugerowaną poprawkę i przepraszam. :) 

 

Pozdrawiam. heartkiss

Pecunia non olet

regulatorzy, cieszę się, że zajrzałaś! :) To, co piszesz, to prawda, taka przyszłość przeraża, ale pewnie jak przyjdzie, to już zaakceptujemy – jak wszystko, co do tej pory nas, ludzkość, spotkało. Taka choćby AI…

bruce, hej, ja też z przecinkami nigdy nie wiem… :D Ale ciesze się, że pomysł się podobał! :) Buziaczki dla Ciebie i dla czujnej Finkli

…taka przyszłość przeraża, ale pewnie jak przyjdzie, to już zaakceptujemy…

Jolko, nie wiem czy powinnam się cieszyć, czy nie, że ja już tego nie dożyję. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, JolkaK, buziaczki i dla Ciebie! kiss

Pecunia non olet

Reg, nie mów hop… to może się zdarzyć całkiem szybko…

Ślimaku – mam nadzieję, że sen przychodzi do Ciebie w innych porach, skoro w środku nocy czytasz opka! Cieszę się, że ładne!

Dziękuję! Nie zawsze przychodzi tyle i wtedy, kiedy bym chciał, ale zauważyłem, że nastrój Twoich opowiadań może czasem trochę pomóc.

Gdyby przechodzili przemianę razem, mogliby jej nie zauważyć. Potrzebny jest kontrast, a tutaj jest jeszcze zderzenie kobiety – cielesnej i wrażliwej z “mechaniczną” męskością.

Masz rację, może to nieuważnie wyraziłem, ale nie chciałem sugerować, żeby tak przerobić główny wątek tekstu. Chodziło mi tylko o ewentualne zasygnalizowanie takiej możliwości, by wymowa utworu była mniej scentrowana na bohaterce jako ofierze, którą Michał samolubnie porzuca. A pomysł odwrócenia ról płciowych godny uwagi!

Nie, jeśli na końcu zdania jest pojedyncze słówko pytające, to bez przecinka. “Nie rozumiała dlaczego”, chociaż “Nie rozumiała, dlaczego tak się stało”.

Rozdział 12 w moim i Tarniny poradniku… ale też dowiedzieliśmy się tego od Finkli.

Reg, nie mów hop… to może się zdarzyć całkiem szybko…

Że szybko zejdę i nie dożyję…

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg – że przemiana nastąpi szybko! :D Już lepiej nie schodź nigdzie! :D

Ślimaku – czyli mogę oficjalnie reklamować swoje opka “Najlepsze na sen!” :D

Dzięki za wyjaśnienie – zasugerowanie takich możliwości rzeczywiście wzbogaciłoby tekst! 

Już lepiej nie schodź nigdzie! :D

Jolko, a do piwnicy mogę? ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie! Tam przecież siedzi troll! :D

Jolko, dziękuję, choć sama powinnam pamiętać, czym grozi spotkanie z trollem. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie ma za co! :D Polecam się na przyszłość! Wyczuwam rozmieszczenie trolli przez skórę. :D

Wasz błąd polega na tym, że nie dokarmiacie tego trolla w piwnicy. Ja tam rzucę od czasu do czasu jakieś resztki, podrapię za uszkiem albo za ego (trolle mają delikatniejsze ego niż uszy – w ucho można dać im prztyczek, a spróbujcie tylko w ego!). I coś tam stęka po swojemu, ale nie jest taki groźny.

Wprawdzie nie mogę go jeszcze wyprowadzić na spacer, chyba że w środku nocy (nie chodzicie wtedy na spacer, mam nadzieję? bo jak mi się ostatnio zerwał z łańcucha… dobrze, że akurat tyle newsów o wojnie, jakoś się upiekło).

Ano nie, Marzanie. Zgodnie z hasłem „nie karmić trolla” nigdy żaden nie dostał od mnie choćby okruszka. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie karmić trolli! 

Całkiem zgrabna, ładnie napisana miniaturka. Końcowa wymiana zdań między bohaterką a Michałem sprawiła, że odleciałem w świat rozmyślań, więc dobra robota ;>

Nowa Fantastyka