- Opowiadanie: bruce - Ognie ocalenia

Ognie ocalenia

Ko­lej­ne nie­ty­po­we zda­rze­nie hi­sto­rycz­ne, któ­rym chcia­ła­bym Was za­in­te­re­so­wać, przed­sta­wia­jąc je skró­to­wo w for­mie po­dwój­ne­go drab­bel­ka. ;)

24 czerw­ca 1982 roku w nocy sa­mo­lot Bri­tish Air­ways Fli­ght 9 le­ciał na wy­so­ko­ści ponad 11 ty­się­cy me­trów nad Oce­anem In­dyj­skim, kiedy nagle wokół okien po­ja­wi­ła się dziw­na, nie­bie­ska po­świa­ta – tzw. „ogień/ognie świę­te­go Elma”. Dym wy­peł­nił wnę­trze ma­szy­ny, a zaraz potem zga­sły czte­ry sil­ni­ki.

Pa­sa­że­ro­wie pi­sa­li już na bi­le­tach listy po­że­gnal­ne do bli­skich, prze­ko­na­ni o swo­jej ry­chłej śmier­ci.

Nikt nie wie­dział, co tak na­praw­dę się stało i jak za­po­biec tra­ge­dii…

Za­pra­szam, dzię­ku­ję za Wasz czas. :)

Po­zdra­wiam przed­świą­tecz­nie, ży­cząc przy oka­zji We­so­łych, Ro­dzin­nych i Po­god­nych Świąt. :) 

Oceny

Ognie ocalenia

W 1982 roku w kok­pi­cie sa­mo­lo­tu, le­cą­ce­go z Lon­dy­nu do Nowej Ze­lan­dii, po­ja­wił się oto­czo­ny błę­kit­nym bla­skiem duch chrze­ści­jań­skie­go mę­czen­ni­ka.

– Eryku, oto próba! – wy­chry­piał do pi­lo­ta, de­mon­stru­jąc dło­nie z wbi­ty­mi pod pa­znok­cie gwoź­dzia­mi.

Obok za­skrzy­pia­ła an­tycz­na korba i wnętrz­no­ści tor­tu­ro­wa­ne­go przed wie­ka­mi bi­sku­pa za­czę­to na nią na­wi­jać. Krzy­cząc z nie­wy­mow­ne­go bólu, za­la­ny krwią świę­ty sko­nał.

Po chwi­li roz­warł oczy i za­py­tał do­wód­cę:

– Eryku, je­steś gotów?

– Pomóż nam, świę­ty Elmo – bła­gał ka­pi­tan.

– Nie zło­rze­czysz, że je­ste­ście w mych „ogniach”? – zdu­miał się mę­czen­nik.

– Wie­rzę w oca­le­nie – od­rzekł Moody.

Od­czy­tu­jąc dru­zgo­cą­ce dane ze wskaź­ni­ków, spo­koj­nie zwró­cił się do pa­sa­że­rów:

– Mamy nie­wiel­ki pro­blem. Wszyst­kie czte­ry sil­ni­ki prze­sta­ły dzia­łać. Sta­ra­my się je po­now­nie uru­cho­mić. Mam na­dzie­ję, że nie są pań­stwo za­nie­po­ko­je­ni.

 

Bły­ska­wicz­nie tra­ci­li wy­so­kość.

Nagle sa­mo­lot znik­nął. W jego miej­scu po­ja­wi­ła się czar­na chmu­ra.

– Ratuj, Elmo! – za­wo­łał ka­pi­tan.

– Zaraz wy­lą­du­je­cie – od­po­wie­dział bi­skup.

– Bez sil­ni­ków?

Usły­sze­li ryt­micz­ną pracę uszko­dzo­nych jed­no­stek.

– Na­pra­wi­łeś je! – ucie­szył się drugi pilot. – Lecz wszę­dzie jest ciem­no! To pie­kło?! Umar­li­śmy i drwisz z nas?

– Nie­moż­li­we – uciął Moody. – Świę­ty Elmo nie zdra­dza.

– In­do­ne­zyj­ski dia­beł z wul­ka­nu Ga­lung­gung po­grą­żył świat w cha­osie i czer­ni. Po­pro­wa­dzę – za­pew­nił duch, ma­new­ru­jąc ma­szy­ną.

– Nie zwąt­pi­łem w cie­bie. – Ka­pi­tan wy­lą­do­wał bez­piecz­nie w Dża­kar­cie.

– A wiara to cud – od­parł świę­ty, zni­ka­jąc.

 

 

 

 

(Eric Moody i wszy­scy trzej pi­lo­ci sa­mo­lo­tu Bri­tish Air­ways Fli­ght 9 w czerw­cu 1982 roku, facebook.com)

 

Koniec

Komentarze

Bruce! Droga bruce.

 

Coś płomienne teksty oboje wrzuciliśmy.

 

 

Podobają mi się te twoje historyczne wstawki. Prolbem jest taki jeden, że jeszcze mnie nie zaskoczyłaś, bo wszystko słyszałem :) Ale zaskakujesz mnie interpretacją tych zdarzeń.

 

Ja bym poszedł od razu w UFO i zrobił dekonstrukcyjnego twista, a ty poszłaś w grubą mistykę. Miło zawsze zobaczyć tego typu wstawki, ale mam niedostyt, że tak krótko :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :)

– Mamy niewielki problem. Wszystkie cztery silniki przestały działać. Staramy się je ponownie uruchomić. Mam nadzieję, że nie są państwo zaniepokojeni.

Ja bym odpowiedział:

– Ach, taki drobiazg? Oczywiście, że nie! ;)

 

Naprawdę byłby taki szczery? Nie wydaje się to roztropne.

 

“Nań” to ściągnięte “na niego” i może się odnosić wyłącznie do rzeczownika rodzaju męskiego. Zamień “korbę” na “kołowrót” i wszystko będzie w porządku. Chociaż ktoś może pomyśleć, że chodzi o biskupa. Hm.

 

Cóż, ładne drabelki. Można się z nich dowiedzieć czegoś o historii awarii lotnicznych, dawnych biskupach i o elektryczności. W dodatku dołączyłaś zdjęcia! :)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Hej, 

 

no cóż dali radę :). 

 

– Mamy niewielki problem. Wszystkie cztery silniki przestały działać. Staramy się je ponownie uruchomić. Mam nadzieję, że nie są państwo zaniepokojeni.

 

 Tu aż się prosi o odrobinę dramaturgii, bo trochę wychodzi jak z filmu "Czy leci z nami pilot"

 

A tak to całkiem miły drabbelek :)

 

Pozdrawiam :)

"On jest dziwnym wirtuozem – Na organach ludzkich gra Budząc zachwyt albo grozę, Myli się, lecz bal wciąż trwa. Powiedz, kogo obchodzi gra, Z której żywy nie wychodzi nigdy nikt? Tam nic nie ma! To złudzenia! Na sobie testujemy Każdą prawdę i mit."

Melendurze88, ileż ja się musiałam starać, aby było nareszcie te 200 słów. :) 

O tym zdarzeniu też słyszałam, swego czasu pasjami oglądałam serię o katastrofach. ;) 

Będę szukać dalej, może kiedyś zaskoczę? :)

Dziękuję i pozdrawiam. :) 

 

Jerohu, zaraz poprawiam; kiedyś zakodowałam sobie błędnie w pamięci, że wyraz odnosi się do wszystkich rodzajów… blush

Naprawdę byłby taki szczery? Nie wydaje się to roztropne. 

Też byłam zdumiona, ale i Wikipedia i FB podają taką “rozbrajającą szczerość” pilota:. :)

Dziękuję, pozdrawiam. :) 

 

Bardjaskierze, ponoć tak właśnie do nich powiedział; rzeczywiście brzmi to niczym pytanie z kultowej komedii, lecz oni widzieli “ognie Elmo” i zauważyli wyłączenie silników oraz dym. Zagrożenie było autentyczne. :)

Dzięki, pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Hej!

 

Wynurzam się po drugiej stronie Wikipedii i ze zdziwieniem stwierdzam, że chyba się czegoś nauczyłem ;)

Wiara i obecność męczennika (bardzo zgrabnie wyciągniętego z nazwy ogni) wyjaśniają absurdalny spokój w komunikacie pilota ;)

 

Pozdrawiam :)

It's hard to light a candle, easy to curse the dark instead

Hej, Ostamie. :)

Wiara i obecność męczennika (bardzo zgrabnie wyciągniętego z nazwy ogni) wyjaśniają absurdalny spokój w komunikacie pilota ;)

Tak to właśnie miało wybrzmieć, dziękuję Ci; w rzeczywistości ducha (chyba wink ) nie było, za to – nadzwyczajne opanowanie pilota – jak najbardziej. :) 

 

Pozdrawiam. :) 

Pecunia non olet

Bruce, podobają się twoje historyczne kawałki. Zawsze można się czegoś ciekawego dowiedzieć. 

CZARNA2, cieszę się bardzo i dziękuję za te słowa. :)

Staram się w takich “strzępach historii” przekazać coś niesamowitego. :)

Pozdro! :)

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka