- Opowiadanie: Pusty_Bartosz - Więź Przeszłości : Modlitwa Ciężarnej

Więź Przeszłości : Modlitwa Ciężarnej

Ostroga to świat rządzony przez matematykę. Odkryto, że ludzka dusza to Pierwiastek Ja - mierzalny punkt w Sieci Więzi, który udało się precyzyjnie opisać równaniami. Na tej wiedzy zbudowano Pieśń: system rezonansu, który wygładza nasze emocje, by ocalić nas przed Widmami i własnym obłędem.

Ale dając bezpieczeństwo, Pieśń powoli wygasza to, co udało się obliczyć: nasze „Ja”.

Oceny

Więź Przeszłości : Modlitwa Ciężarnej

Każdego ranka kładłam dłoń na brzuchu i słuchałam. Nie bicia serca – tego słuchają wszystkie matki. Ja słuchałam rezonansu. Czy porusza się żywiołowo, czy za spokojnie? Czy kopie ze złością, czy leży apatycznie? W naszym świecie każdy ruch dziecka w łonie to wróżba. Test, od którego zależy wszystko.

Rhys przynosił zakazane zabawki – kolorowe, dźwięczące rzeczy z czasów sprzed Reform. Plastikowe grzechotki, których wibracja była zbyt chaotyczna, zbyt żywa dla naszego uporządkowanego świata. Małą, nakręcaną pozytywkę z miniaturową parą tańczącą w rytm dzwonkowej melodii.

– Może jeśli będzie je słyszeć teraz, to…

Nie kończył zdania. Żadne z nas nie kończyło tego zdania. Baliśmy się nadać słowom kształt naszego największego strachu.

W ostatnim trymestrze przestałam spać. Leżałam i wyobrażałam sobie ten moment. Czy pierwszy płacz będzie… płaczem? Z bólu, ze strachu, z gniewu na zimny świat? Czy zobaczę w jego oczach tę iskrę, to połączenie, które powie mi: Jestem tu, mamo. Jestem.

Urodził się o wschodzie słońca. Idealny. Dziesięć palców u rąk, dziesięć u nóg. Różowy, ciepły, oddychający. Akuszerka podała mi go z uśmiechem.

– Gratulacje – powiedziała.

A potem nastała cisza.

Nie płakał.

To pierwszy sygnał. Alarm, którego nie słychać. Zdrowe dzieci krzyczą. On… tylko patrzył. Oczami szeroko otwartymi, ale pustymi. Jakby nie dostrzegał różnicy między moją twarzą a sufitem.

Próbowałam go nakarmić. Ssał zawsze miarowo i beznamiętnie, pozbawiony niecierpliwości – tej biologicznej łapczywości, tego drżenia rąk i szukania. Próbowałam go rozśmieszyć. Próbowałam przestraszyć. Mrugał, gdy klaskałam w dłonie, ale w jego oczach nie było strachu. Był tylko odruch.

Rhys stał w kącie i płakał w milczeniu. A ja… ja wciąż się uśmiechałam. Mówiłam szeptem do wszystkich i do nikogo: Może to tylko szok. Może potrzebuje czasu.

Kłamałam.

A system Pieśni, który miał tłumić emocje, jakby nie działał. Czułam wszystko. Przez trzy miesiące prowadziłam wojnę z rzeczywistością. Każdy dzień był bitwą o jeden grymas, jedną łzę, cokolwiek. Inne matki przychodziły, a ich dzieci krzyczały, śmiały się, chwytały je za włosy. Moje… moje po prostu istniało. Było idealnie posłusznym organizmem. Jadło, gdy go karmiłam. Spało, gdy położyłam. Nigdy nie protestowało.

Najgorsze były noce. Leżałam i nasłuchiwałam ciszy z jego pokoju. Ciszy tak absolutnej, że czasami wstawałam, by sprawdzić, czy jeszcze oddycha. Zawsze oddychał. Ale to nie przynosiło ulgi…

Rhys przyszedł do mnie z plikiem tych heretyckich broszur. Oczy miał przekrwione, ale głos spokojny. Głos człowieka, który podjął ostateczną decyzję.

– Tam piszą o przywróceniu – powiedział. – O świecie, gdzie wszystkie dzieci znów są… dziećmi.

Krzyczałam na niego:

– To jest nasze dziecko! Puste czy nie, jest nasze!

Patrzył na mnie z takim smutkiem, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam.

– Nie, kochanie – wyszeptał. – To już nie jest dziecko… I najlitościwszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest pozwolić mu odejść w ciszy.

Następnego ranka znalazłam go w kołysce. Spokojnego. Cichego. Jak zawsze. Ale tym razem na zawsze. Prawdziwy dzień ciszy w kołysce.

Rhys zniknął. A ja zrozumiałam. Zabrał nie tylko jego życie. Zabrał też moje. Zostawił tylko mundur i obowiązek…

Czasem, gdy patrzę na rekrutów Żelaznych, słyszę, jak szepczą za moimi plecami. Że jestem zimna. Bezduszna. Że nie mam serca.

Być może. Ale wtedy przypominam sobie twarz dziecka, które nigdy się do mnie nie uśmiechnęło. I rozumiem prawdę o naszym świecie:

To nie my jesteśmy Puści. To świat wokół nas został wyciszony tak bardzo, że nie potrafi już słyszeć naszych krzyków.

Koniec

Komentarze

Pusty_Bartoszu, nieco ponad trzy i pół tysiąca znaków to jeszcze nie opowiadanie. Bądź uprzejmy zmienić oznaczenia na SZORT.

Na tym portalu opowiadania zaczynają się od dziesięciu tysięcy znaków.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Lead do szorta mówi o innym, rządzącym się fizyką i matematyką świecie. Dlatego fragment, w którym narratorka porównuje swoje dziecko z takimi, które płaczą, krzyczą, są łapczywe podczas karmienia, wydaje mi się niekonsekwencją. Skąd ona, narratorka, może o tym wiedzieć, skoro świat jest taki, jak w leadzie? I co to za heretyckie broszury? Jakiś ruch oporu?

Jednakże, pomimo tych uwag, uważam tekst za interesujący ze względu na generalną koncepcję. Uważam też, że warto by było popracować nad nim, wydłużyć w celu usunięcia powyższych dysonansów.

Bo to jest do zrobienia.

Pozdrawiam.

Tekst wydał mi się jedynie urywkiem, fragmentem większej całości i brak reszty świata odczułam jako dyskomfort. 

Niemniej czytało się się Twoje opowiadanie dobrze i chętnie poczytałabym ciąg dalszy.

delulu managment

Przedmowa zawiera treści, które nie tylko nie są rozwinięte w tekście szorta, ale właściwie są ledwo zaznaczone. Wygląda to jak szkic czegoś większego.

Kim są „rekruci Żelaznych” i dlaczego uważają Ciężarną za bezduszną, skoro to wydaje się być normą w tym świecie?

Następnego ranka znalazłam go w kołysce.

Chyba powinno być „znalazłam je w kołysce”?

Witaj. :)

 

Gratuluję debiutu i to już w dniu rejestracji. :)

W dziale Publicystyka znajdują się, pomocne nam wszystkim, Poradniki, w tym – Drakainy dla Nowicjuszy, w którym m. in. jest informacja o różnicach między szortami a dłuższymi opowiadaniami – zgodnie z radą Regulatorzy trzeba zatem (poprzez edycję) zmienić kategorię na: SZORT.

We wspomnianym dziale są też poradniki językowe, dialogowe, myślowe, interpunkcyjne itp.

 

Uwagi, sugestie i wątpliwości co do kwestii technicznych (zawsze tylko do przemyślenia):

– Może (przecinek?) jeśli będzie je słyszeć teraz, to…

Czy zobaczę w jego oczach tę iskrę, to połączenie, które powie mi: Jestem tu, mamo. Jestem. – czy to nie jest zdanie pytające?

Inne matki przychodziły, a ich dzieci krzyczały, śmiały się, chwytały je za włosy. Moje… moje po prostu istniało. Było idealnie posłusznym organizmem. Jadło, gdy go karmiłam. – czemu „go”?

 

Popieram zdania Przedmówców – szort jest zaledwie fragmentem i za taki go uznaję. A zatem kategoria powinna brzmieć nie: „szort”, czy „opowiadanie”, lecz: FRAGMENT.

Pojawia się mnóstwo niewyjaśnionych i nierozwiniętych pojęć, terminów, zagadkowych określeń i wizji. Bez nich szort nie jest w pełni zrozumiały. Warto więc tekst wydłużyć o te pominięte treści. :)

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Dziękuję za opinię. Dokonałem modyfikacji zgodnie z zaleceniami. I faktycznie – jak niektórzy tutaj zauważyli – tekst jest jednym z dwóch prologów mojej powieści, do której obecnie szukam beta-czytelników. To dość pokręcona hybryda hard sci-fi, dark fantasy i dystopii, w której dusza została… obliczona. Pozwolę sobie jeszcze wrzucić drugi prolog, który lepiej przybliża świat przedstawiony :).

Pusty_Bartoszu, skoro to jeden z dwóch prologów, zaznacz go, proszę, jako FRAGMENT. Planowany do zamieszczenia – także. :) I poczytaj we wskazanym Poradniku Drakainy, czemu to takie ważne. ;)

I ja dziękuję, pozdrawiam, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka