- Opowiadanie: Pusty_Bartosz - Liczba urojona ( Protokół 04B )

Liczba urojona ( Protokół 04B )

Ostroga to świat rządzony przez matematykę. Odkryto, że ludzka dusza to Pierwiastek Ja - mierzalny punkt w Sieci Więzi, który udało się precyzyjnie opisać równaniami. Na tej wiedzy zbudowano Pieśń: system rezonansu, który wygładza nasze emocje, by ocalić nas przed Widmami i własnym obłędem.

Ale dając bezpieczeństwo, Pieśń powoli wygasza to, co udało się obliczyć: nasze „Ja”.

Oceny

Liczba urojona ( Protokół 04B )

Na początku była liczba urojona.

Przez setki lat „i" – pierwiastek z minus jeden – była matematyczną abstrakcją. Narzędziem dla wtajemniczonych, teorią służącą do łatania równań tam, gdzie rzeczywistość odmawiała współpracy.

Nikt nie przypuszczał, że ujrzymy jej ślady poza stronami podręczników.

A jednak… zawsze tam były. W danych z laboratoriów – traktowanych przez dekady jak tło, szum, drobne odchylenia – czekały cierpliwie, aż ktoś nauczy się patrzeć głębiej.

To zaczęło się jak zwykły eksperyment. Najpierw pojawiły się subtelne pajęczyny powiązań – świetliste linie łączące impulsy neuronalne w struktury zbyt regularne, by mogły być dziełem przypadku. W samym centrum każdej z tych pajęczyn Sieci, niezmiennie, pojawiała się nowa, nieznana dotąd zmienna.

Nazwaliśmy ją Pierwiastkiem Ja.

Gdy „i" porządkowało warstwę abstrakcji, tak Pierwiastek Ja porządkował warstwę impulsów. Ale Pierwiastek Ja nie był tylko martwą liczbą. Reagował. Za każdym razem, gdy badany odczuwał gwałtowny lęk, Sieć powiązań tego punktu zacieśniała się – linie drżały, napięte do granic wytrzymałości. Wstyd tworzył poplątane pętle, rezonans stawał się chaotyczny. Przy wspomnieniu o stracie wszystkie nici kierowały się ku centrum, a sam Pierwiastek Ja drgał, jakby pogrążając się w żałobie. Im silniejsze było uczucie, tym gwałtowniej zmieniał się wykres.

Nikt tego nie powiedział, ale wszyscy wiedzieliśmy: Patrzymy na duszę. Nie w sensie poetyckim. W sensie obiektywnym – matematycznym.

Prawdziwy przełom nastąpił, gdy zmapowaliśmy jednocześnie dwóch badanych. Zobaczyliśmy je: słabe, migotliwe nici rozciągające się pomiędzy ich indywidualnymi Pierwiastkami Ja.

Określiliśmy je Więziami.

W przeciwieństwie do grawitacji czy magnetyzmu, połączenie nie było po prostu silniejsze z bliska – ono zmieniało naturę. Im dalej badani byli od siebie, tym dłuższa i słabsza była Więź. Ale gdy byli blisko – na dystans kilku metrów – Więź kurczyła się, gwałtownie skracała, stając się niewiarygodnie gęsta, skondensowana.

Wtedy zdarzył się incydent z badanym 04. Podczas testu przeciążeniowego jego serce stanęło. Obserwowaliśmy to na monitorach. W momencie ustania funkcji życiowych jego Pierwiastek Ja – centralny, kotwiczący punkt – zamiast powoli zgasnąć, po prostu pękł, natychmiast znikając z Sieci.

Ale Sieć… jego część Sieci… nie zniknęła.

Więzi, które miał – zarówno te wewnętrzne, jak i te łączące go z nami w pomieszczeniu – pozostały. Pulsowały resztkowymi sygnałami, stając się jedynie echem, widmowym odciskiem jego wspomnień i traum, wibrującym w strukturze, której on sam już nie wypełniał.

Im głębiej spoglądaliśmy w sieć, tym bardziej przestawała być tylko wykresem. Czasem wydawało się… że nas obserwuje.

Którejś nocy, gdy laboratorium pogrążone było w ciszy, na monitorze pojawiła się nowa linia rezonansu, którą można było odczytać.

CZY SŁYSZYCIE?

Zapadł strach, a sesję natychmiast przerwano. Gdy systemy gasły, jeden z techników zauważył coś jeszcze. Na ułamek sekundy, zanim monitor pogrążył się w ciemności, przez ekran przemknęło ostatnie, resztkowa linia wykresu.

Samotna wibracja , która jakby uformowała kolejne, ostatnie słowo:

Lyra

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

Powtórzę to, co napisałam przy poprzednim Twoim tekście – to FRAGMENT, przez Ciebie samego nazwany w komentarzu “drugim prologiem”, zatem tak go sklasyfikuj. Jest to klasyczny wręcz przykład wstępu do czegoś obszerniejszego i długiego, a nie – odrębne, w pełni zaplanowane, zakończone opowiadanie lub szort. Treść jest bardzo ciekawa, wyjaśnia kilka spraw, zasygnalizowanych w poprzednim fragmencie, lecz to nadal tylko prolog. Nie ma rozwinięcia, rozwoju wydarzeń, zwrotów akcji, dialogów, fabuły, zakończenia. 

W tekście zauważyłam z technikaliów nagromadzenie powtórzeń zaimków, szczególnie “jego”. 

Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. :) 

Pecunia non olet

Dziękuję ponownie, Bruce. Tutaj również poprawiłem kategorię. Zwrócę również uwagę na te powtórzenia! Zagłębiam się w polecane przez Ciebie poradniki :)

Również dziękuję. :)

Powodzenia, pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Cześć,

ciekawy fragment. Choć niewiele wnosi, niczego nie wyjaśnia i niewiele się w nim dzieje, to sam pomysł porównania liczby urojonej “i” do duszy “ja” jest interesujący.

pozdrawiam

rr

Czekam na kontynuację!

 

Ale na razie nie wiem o czym jest opowiadanie.

Jestem niepełnosprawny...

Narzędziem dla wtajemniczonych, teorią służącą do łatania równań tam, gdzie rzeczywistość odmawiała współpracy.

Eeee… no, nie. To duże zagadnienie z filozofii matematyki (czy równania opisują rzeczywistość i jak to jest możliwe), ale… nie. Rzeczywistość jest po prostu trochę bardziej skomplikowana niż ciało liczb rzeczywistych… (Czy możemy wyróżnić "purpurę naukową"?) (A urojoną nazwał tę jednostkę podobno Kartezjusz, a może Euler. W każdym razie parę lat temu.)

Nikt nie przypuszczał, że ujrzymy jej ślady poza stronami podręczników.

… purpura. W zasadzie żadnej liczby nie oglądamy, jeśli nie zostanie zapisana, a czym są "ślady liczby", jeden Cthulhu wie.

A jednak… zawsze tam były. 

Purpura lekko angielska – po polsku zaimek (w angielszczyźnie nieodzowny) jest nie tyle zbędny, co mylący. No, bo gdzie jest "tam"? O jakie miejsce chodzi?

W danych z laboratoriów – traktowanych przez dekady jak tło, szum, drobne odchylenia – czekały cierpliwie, aż ktoś nauczy się patrzeć głębiej.

Eeee… masz na myśli – co właściwie? (I czy to nie laboratoria są tu traktowane jako szum? Gramatycznie, znaczy?) Kariera naukowa porzuciła mnie dawno, ale jeszcze pamiętam, że nie wszystkie dane pomiarowe uznaje się za istotne. Jasne, czasem błędnie. Czasem rozdzielczość przyrządów jest po prostu za mała. Ale błąd gruby, szum i te de jednak istnieją.

To zaczęło się jak zwykły eksperyment. Najpierw pojawiły się subtelne pajęczyny powiązań – świetliste linie łączące impulsy neuronalne w struktury zbyt regularne, by mogły być dziełem przypadku.

… Eksperyment to zaplanowane działanie służące potwierdzeniu (albo obaleniu) jakiejś hipotezy (niekoniecznie naukowej, niedawno celowo "popsułam" JPK, żeby zobaczyć, czy da się zaimportować – nie dało się, hipoteza straciła na wiarygodności). Co ma do "pajęczyn powiązań", które łączą "impulsy" w "struktury" (w jaki sposób, u Boga Ojca, połączyć impulsy – fotony albo elektrony, albo w ogóle fale – w trwałe, stabilne struktury?), nie wiem. Rozważań o przypadku nawet nie chcę zaczynać, bo utkniemy na cały dzień.

W samym centrum każdej z tych pajęczyn Sieci, niezmiennie, pojawiała się nowa, nieznana dotąd zmienna.

Mmmm, instrumentacja zgłoskowa czy przypadek? Podejrzewam jednak przypadek, bo "zmienna" to mierzona albo obliczana wartość (w sensie matematycznym), a nie coś, co się "pojawia". Znaczy, można np. odkryć sposób mierzenia temperatury (zrobiono to jakoś pod koniec Średniowiecza, jeśli dobrze pamiętam), ale to nie czyni samego zjawiska zmienną, tylko pozwala je opisać matematycznie. Za pomocą zmiennych.

Gdy „i" porządkowało warstwę abstrakcji, tak Pierwiastek Ja porządkował warstwę impulsów.

Nie mam pojęcia, co próbujesz powiedzieć. Nawet gramatycznie części tego zdania się nie łączą: "gdy" nijak się ma do "tak".

Ale Pierwiastek Ja nie był tylko martwą liczbą.

Pitagoras wierzył również, że jedzenie bobu jest zbrodnią. Ekhm. Przepraszam. Już przestaję. Liczby ogólnie nie należą do kategorii bytów, które mogłyby być żywe – chociażby reagować nie bardzo mogą, bo nic na nie nie oddziałuje, są poza porządkiem przyczynowym, a co dopiero mówić o spontanicznej aktywności czy bardziej materialnym odżywianiu.

Za każdym razem, gdy badany odczuwał gwałtowny lęk, Sieć powiązań tego punktu zacieśniała się – linie drżały, napięte do granic wytrzymałości.

Dobra, czyli chodzi o to, że każdy człowiek ma w środku (albo gdzieś?) taką siatkę, która się napina, kiedy on się boi. Może i ma. Ale co to ma wspólnego z jednostką urojoną?

rezonans stawał się chaotyczny

Nie jestem fizykiem, ale coś mi tu nie ryksztosuje. https://pl.wikipedia.org/wiki/Rezonans (Poza tym dotąd nie było mowy o rezonansie i drganiach, tylko o napięciu nici pajęczyny).

wszystkie nici kierowały się ku centrum

Jak? Skoro wszystkie one wychodzą z centrum, to w pewnym sensie są na nie skierowane już przez to. Chodzi o to, że się ruszają w tamtą stronę? Naciągają? 

drgał, jakby pogrążając się w żałobie

Jedyne drgania, które mogą jakkolwiek powiązać z żałobą, to drgania ramion przy płaczu. Ale czy o to Ci chodzi? Nie wiem.

Im silniejsze było uczucie, tym gwałtowniej zmieniał się wykres.

Jaki wykres? Co jest wykreślane?

Patrzymy na duszę. Nie w sensie poetyckim. W sensie obiektywnym – matematycznym.

Dusza. To. Nie. Metafora. Argh. Obiektywność nie wyczerpuje się w matematyce, a jaźń w uczuciach (w przedkartezjańskiej metafizyce uczucia przychodzą z ciała, tak w ogóle). Argh.

Określiliśmy je Więziami.

Nazwaliśmy. "Określić" to nie tyle nazwać, ile opisać.

W przeciwieństwie do grawitacji czy magnetyzmu, połączenie nie było po prostu silniejsze z bliska – ono zmieniało naturę.

Zwłaszcza na tle naukowej purpury – bardzo niezręczne zdanie. Oddziaływanie nie tyle potężniało ze zmniejszaniem się odległości, ile zmieniało naturę.

Im dalej badani byli od siebie, tym dłuższa i słabsza była Więź.

Tak przestrzennie? Poza tym nie widzę tu zmiany jakościowej, tylko ilościową, więc trochę przeczysz sam sobie.

Ale gdy byli blisko – na dystans kilku metrów – Więź kurczyła się, gwałtownie skracała, stając się niewiarygodnie gęsta, skondensowana.

Ale gdy byli blisko, kilka metrów od siebie. Dalej nie wiem. Czy ta więź jest abstrakcją, czy zwykłą gumką?

Wtedy zdarzył się incydent z badanym 04.

Hmmm.

Podczas testu przeciążeniowego jego serce stanęło.

Angielskawe. A komisja etyki czeka za drzwiami: Podczas testu przeciążeniowego doszło do zatrzymania akcji serca.

 Obserwowaliśmy to na monitorach. W momencie ustania funkcji życiowych jego Pierwiastek Ja – centralny, kotwiczący punkt – zamiast powoli zgasnąć, po prostu pękł, natychmiast znikając z Sieci.

Tak po prostu się gapiliśmy, jak człowiek umiera. Byle… mieli jakąś hipotezę do potwierdzenia? Hipotezę, że kiedy ktoś umiera, to… "gaśnie" w nim jednostka urojona? Hę?

 

A poza tym – pękł i natychmiast zniknął. Takie zastosowanie imiesłowu jest angielskie.

Więzi, które miał – zarówno te wewnętrzne, jak i te łączące go z nami w pomieszczeniu – pozostały.

Więzi, te wewnętrzne, jak i te łączące go z nami w pomieszczeniu, pozostały. Przed chwilą "więzi" były między ludźmi, a teraz nagle są… nie między ludźmi?

wibrującym w strukturze, której on sam już nie wypełniał

?

Im głębiej spoglądaliśmy w sieć, tym bardziej przestawała być tylko wykresem.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wykres 

na monitorze pojawiła się nowa linia rezonansu, którą można było odczytać

Każdą można, bo obraz na monitorze jest zapisem zjawiska rezonansu. Ale chyba chodzi o to, że linia ułożyła się w litery. Hmm.

Zapadł strach

…? Strach może paść na kogoś, zapaść może cisza. https://wsjp.pl/haslo/podglad/24549/strach/4510630/stan-psychiczny 

systemy gasły

Systemy ani nie są źródłem światła (może wtórnie) ani nie są żywe, więc nie bardzo mogą gasnąć.

przez ekran przemknęło ostatnie, resztkowa linia wykresu

Literówka, albo dwie.

Samotna wibracja , która jakby uformowała kolejne, ostatnie słowo:

Zbędna spacja.

…Lyra…

 

Chyba miałam się wzruszyć, ale, no, nie wyszło. Facet został uśmiercony przez szalonych naukowców, co u mnie wywołuje raczej gniew, choć niezbyt mocny, bo sytuacja jest abstrakcyjna i mętna, nie tylko dzięki nadużyciu "mądrych" słów, które nie czynią tekstu science fiction, bo z obecnym (ani przeszłym) stanem nauki ma on niewiele wspólnego.

I cóż. Nie wiem, co powiedzieć, więc lepiej zmilczę.

sam pomysł porównania liczby urojonej “i” do duszy “ja” jest interesujący.

Pomysł, że wszystko jest liczbą, datuje się na ok. 500 lat przed naszą erą i zapewne da się z niego zrobić literaturę – ale do tego trzeba być Geniuszem. A gra słów (pun, or play on words) nie jest dowodem metafizycznym. 

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Nowa Fantastyka