wg. H-M-H i Burzyńskiego ... szczelina Griffitha pozdrawia.
wg. H-M-H i Burzyńskiego ... szczelina Griffitha pozdrawia.
…
Każda osoba z załogi operowała biegle przynajmniej dwoma językami, w czym jednym był angielski. Kida przyznał się po wyjściu z pomieszczenia, że nie rozumie ani jednego zdania, które powiedzieli członkowie załogi. Inżynier stanął jak wryty.
-„To… To jakiś żart prawda? Nie mówisz na poważnie !?”
Kiedy przytaknął na znak ,że jednak tak, Żytomierski spojrzał w podłogę i przyłożył rękę do czoła, dodając:
-„Jakim cudem… w twoim pokoleniu…jakim cudem można nie znać choć podstaw angielskiego!”
Założywszy, że odpowiedź na to pytanie nie ma sensu w tej sytuacji. Ruszył sfrustrowany dalej. Chyba opuścił go dobry humor bo znacząco przyspieszył kroku. Po korytarzu dźwięk jego kroków niosły się teraz jak seria z karabinu, długa, bardzo długa i wyczerpująca seria. Chłopak ledwo mógł za nim nadążyć. Czuł, że daleko tak nie zajdzie. W płucach znowu go paliło. Całe szczęście nie musiał. Nagle , bez słowa inżynier się zatrzymał. Kacper początkowo nie wiedział, o co chodzi. Do czasu. W tej chwili poczuł powiew lodowatego powietrza. Kiedy spojrzał w górę zrozumiał już dlaczego.
Znajdowali się teraz już nie w pełni betonowym wąskim korytarzu. Stali w pomieszczeniu o wymiarach ponad sto na dwieście metrów. Strop miał kształt sklepienia w najwyższym punkcie mającego wysokość ponad czterdziestu metrów. Tutaj było jasno. To co stanowiło jednak punkt kulminacyjny ,albo raczej epicentrum było ,to co wcześniej Żytomierski określił mianem pradawnej relikwii techniki. Tak tego Kacper był pewien. W samym środku hangaru stał ciężki ,brudny i potwornie ciekawy wytwór dawnej myśli technicznej.
-„TO BURAN , TEN CO W OSIEMDZIESIĄTYM ÓSMYM !?” -dosłownie wykrzyczał to zdanie. Po chwili jednak zauważył, że to nie to. Pomimo śladów na korpusie i grubej warstwy brudu to było coś innego.
-„To URAGAN. Następca BURANA , czwarta generacja, oznaczenie 4.02. Sam nie wierzyłem, że coś takiego może istnieć.”
Żytomierski ,chyba po raz pierwszy przy chłopaku pozwolił sobie na drobny uśmiech. Ręką zachęcił chłopaka i wskazał, że może podejść bliżej dotknąć i zobaczyć. Kida wyjątkowo nie potrzebował zachęcenia. Podszedł ostrożnie, prawie z namaszczeniem wpatrując się w cud jaki miał przed oczami. Kiedy podszedł obejrzał kadłub z różnych stron. Zauważył że to co pierwotnie brał za starą radziecką konstrukcje zdecydowanie odbiegało geometrią i zarysem profilu od pierwowzoru – kolorystyka się zgadzała -i to była właściwie jedyna wspólna cecha. Nos był większy , ale ostrzej wyprowadzony, dolne poszycie było leciutko uwypuklone , tak że środek znajdował się minimalnie niżej od skrzydeł. No właśnie skrzydła to one stanowiły główna różnicę – były o około dwadzieścia procent krótsze niż w oryginale, i posiadały ostrzejszy choć nieznacznie kąt. Jedna z bardziej charakterystycznych cech w konstrukcji leżała w układzie napędowym – tak przynajmniej wydawało się z zewnątrz. Pierwowzór był bowiem wykonany jako jednostka wynoszona przez rakietę nośną , w przeciwieństwie do konstrukcji zachodnich nie pracowała jako element czynny. Tutaj jednak dołożono dwa dodatkowe silniki (trochę jak w egzemplarzu OK-GLI do pełnych lotów atmosferycznych), prawdopodobnie nie w celu współpracy z nośnikiem lecz umożliwienia lotu atmosferycznego pod większa kontrolą. Chłopak zauważył też większą ilość silników manewrowych i nieco inne ich rozmieszczenie głównie wynikające ze zmodyfikowane konstrukcji dziobu jednostki. Najważniejszą jednak zamianą jaka odróżniała tę konstrukcje od jakiejkolwiek innej było poszycie. Zamiast standardowych płytek ceramicznych z węglika krzemu , poszycie składało się ze znacznie większych, jednolitych płyt – każdej o dopasowanym do swego położenia kształcie. Chłopak dotknął powierzchni – miała strukturę bardzo podobną do szklistej powierzchni standardowych płytek ceramicznych. Kida wiedział jednak dobrze, że wykonanie elementów o tak dużych wymiarach z ceramiki pracujących przy tak ekstremalnych zmianach temperatur byłoby inżynierskim strzałem w kolano. Strzelił więc :
-„Kompozyt metaloceramiczny ? Zakładam że węglik krzemu jako wypełniacz ale osnowa…stopy tytanu?”
-„Blisko” -powiedział inżynier –„Superstopy niklu, czy też jak zwał nadstopy. Nie mamy pewności jaki dokładnie, ale prawdopodobnie coś pokroju Inconel, ale znacząco zmodyfikowany i trwalszy. Dodatkowo płytki nie są izotropowe. Zdecydowanie większe stężenie węglika krzemu w okolicach 90 procent masowych występuje w warstwie wierzchniej i spada stopniowo do jakiś kilkunastu w warstwach przy kadłubowych. Przypuszczamy ze spiekali razem kilka różnych gatunków cermetu, a warstwę wierzchnią dodatkowo trawili w celu usunięcia osnowy metalicznej.”
Kacper jeszcze dokładniej przyjrzał się ochronie termicznej i odnotowując każdy detal w pamięci przeszedł do dalszego przeglądu wahadłowca. O ile pod względem konstrukcji stanowił on naprawdę perełkę inżynierii to jednak miejscami było widać lata niesprzyjającej polityki i zapomnienia – niektóre płytki były prawdopodobnie wymienione ,a ślady po magazynowaniu wskazywały raczej na brak kultury technicznej. Chłopaka tknęło żeby zapytać o coś jeszcze :
-„A jak konstrukcja w środku?”
-„Chcesz zobaczyć ? Jeśli tak to śmiało”
Główny inżynier przysunął podest pod skrzydło. Chłopak zaczął wchodzić. Zahaczył nogą. Nie zdążył załapać się poręczy. Jednak w ostatniej chwili Żytomierski go podtrzymał. Znaleźli się na skrzydle. Pokrywa ładowni była otwarta, była nawet przystawiona drabina ,umożliwiająca zajrzenie do środka. Kacper zerknął. To co zobaczył wywołało mieszane uczucia. O ile z zewnątrz maszyna nie wyglądała tragicznie ,tak we wnętrzu kolosa panował istny harmider. Wahadłowiec w środku ,był mocno wybebeszony. Brakowało osłon i pokryw wewnątrz kadłuba. To jednak wydawało się celowe. Do konstrukcji nośnej wahadłowca były przymocowane inne gryzące się z nim urządzenia. Jak chłopak przypuszczał głównie układy podtrzymania życia. Jednak to co niepokoiło ,znajdowało się na ich obudowach – oznaczenia z ESA, sporadycznie pojawiały się małe znaczki innych wytwórców m.in. Hamilton , Rockwell czy.. NASA. To była jedna z dziwniejszych kombinacji na jakie mógłby wpaść żaden niezdesperowany mechanik. Samo bowiem połączenie układu metrycznego z calowym nie wróżyło dobrze. Gdzie nie gdzie dawało się zaobserwować dorabiane złączki i adaptery – to wróżyło kłopoty…
Chłopaka jednak bardziej niż maszyneria pokładowa interesowały aspekty konstrukcji nośnej. Przybliżył się. Uważnie przyglądał elementom nośnym. Przekroje były grubsze niż się spodziewał i co ciekawe prawie wszystkie miały głęboko szary odcień. Anodowanie, tak to nie możliwe aby w takim zastosowaniu dopuścili użycie elementów o powierzchni prosto z huty. To jednak zastanawiało– tytan anodowania nie wymaga , przynajmniej nie w większość przypadków . W takim razie znaczyło to że konstrukcja była wykonana raczej ze stopów aluminium. Jakiego dokładnie chłopak nie miał pewności. Spróbował zlokalizować spoiny. Na pierwszy rzut oka nic nie znalazł. Wiedział jednak gdzie patrzeć – konstrukcja promu opierała się głównie na wykrojach płaskich z silnie widocznymi wręgami odciążającymi, a to znaczyło, że więzary muszą być jakoś połączone z pasami. Po chwili znalazł -w kącie kadłuba , spoina doskonale równa, niebywale wąska jak na grubość blachy 20mm -około 3mm. Była całkowicie gładka. To dawało domyślenia.
-„Kadłub jest ze stopów aluminium, a to znaczy że prawdopodobnie jest znacząco lżejszy niż oryginał. Ale jak oni uzyskali taką jakość złączy? ”
-„Kadłub według dokumentacji jest ze stopu aluminium z litem i skandem. To autorska kompozycja instytutu VIAM z byłego ZSRR, odpowiada naszemu 1461 jest jednak znacząco czystszy. Dodatkowo węzły w najbardziej wytężonych punktach konstrukcji, tzn. w okolicy silników , podwozia i geometrii natarcia wykonali ze stopu tytanu VT22, czyli Ti-10V-2Fe-3Al. Korpus był w całości spawany w komorach próżniowych przy użyciu skoncentrowanej wiązki elektronów. Jednak aby zapobiec korozji galwanicznej w styku Ti-Al zastosowali zgrzewanie wybuchowe. Całość konstrukcji dodatkowo grubo anodowali. I rzeczywiście zeszli z masy o jakieś osiem ton. To nie konstrukcja stanowi tu największy problem.”– uderzył otwartą dłonią w poszycie-„Ona została stworzona do przetrwania wielokrotnego wejścia i wyjścia w warunkach krytycznych. Takich jakich nie wytrzymałby nawet oryginalny BURAN. Ale nawet taka maszyna nie oprze się polityce…”
-„Co Pan ma na myśli ?”
-„To co widzisz to nie miał być zwykły wahadłowiec. On miał służyć jako ciężka jednostka bojowa w górnych warstwach atmosfery i poza nią. Paradoks chce, że to co dawniej miało odbierać życie teraz jest jedynym co może je ocalić.”-Zrobił chwilę przerwy-„Kiedy dostaliśmy to od Rosjan powiedzieli nam, że mają tylko skorupę. I nie kłamali – jedyne co znajdowało się w środku to podstawowe zespoły układu manewrowego, sterowania awioniką i silniki do lotu w atmosferze. Z Europejskich i Amerykańskich zapasów magazynowych dostaliśmy układy podtrzymania życia, i konieczne zamienniki. Nawet fotele. Chińczycy zajęli się aparaturą pomiarową. ”
-„A czy BURAN nie miał być bezzałogowy?”
-„Teoretycznie nie. Bezzałogowość poprzednika polegała na braku budżetu na konieczne wyposażenie.”
Kacper czuł potęgę maszyny, jej kolosalny rozmiar i brutalną siłę. Jednak nie było to wszystko. Czuł też, że po plecach zaczyna ściekać mu pot, pomimo że w hangarze było chłodno. Ostatnim pytaniem jakie zadał było:
-„To … naprawdę ma się udać ?”
-„Jeśli nie to to już nic nam nie pozostanie. W historii nie powstał prom który mógłby się z nim równać. Polityka go pokonała ,ale teraz tylko on ma szansę.”
…
[powyższy fragment jest częścią większego świata i troszkę bardziej dynamicznej historii]
Witaj. :)
Gratuluję tutejszego debiutu i to już w dniu rejestracji i odsyłam do Publicystyki – w tym dziale mieszczą się PORADNIKI, w tym: Drakainy dla Nowicjuszy, a także: językowe, dialogowe, myślowe, interpunkcyjne, ortograficzne itp.
W Twoim szorcie trzeba poprawić całość dialogów, bo zapis ich jest niepoprawny.
Poza tym, skoro na końcu zamieściłeś informację:
[powyższy fragment jest częścią większego świata i troszkę bardziej dynamicznej historii]
bądź tak uprzejmy i zmień kategorię z: SZORT na: FRAGMENT – o tym, jak bardzo różnią się te dwie kategorie – więcej we wspomnianym Poradniku Drakainy. :)
Pozdrawiam serdecznie, powodzenia. ;)
Pecunia non olet
Cześć.
Dzięki za sprostowanie stylistyczne.
Zgodnie z metodyką przeniesione (zmylił mnie ten zapis “japlish” szort i potraktowałem go jako szrot). Zapis dialogów jest celowy (wynika z podejścia separacji informacji (opartej o normę PN-EN ISO 9241 gdzie zastosowanie typowego indeksowania dialogów wprowadza niejednoznaczność symboli) oraz metodyki działań i otoczenia w opowiadaniu).
Pozostałe błędy właśnie koryguję dla całości. Uwzględnię powyższe zamieszczone noty informacji.
Jeszcze raz dzięki.
I ja bardzo dziękuję. :)
Zapis dialogów jest celowy (wynika z podejścia separacji informacji (opartej o normę PN-EN ISO 9241 gdzie zastosowanie typowego indeksowania dialogów wprowadza niejednoznaczność symboli) oraz metodyki działań i otoczenia w opowiadaniu).
Wiesz, żaden ze mnie znawca, też tutaj zawsze wskazywano mi po prostu namiary na poradniki poprawnego zapisu dialogów, do teraz ćwiczę je mozolnie i moim skromnym zdaniem – choćby ten przykładowy zapis, podany poniżej, będący fragmentem Twojego tekstu, nie jest poprawnie sformułowany, ale oczywiście zdanie ostateczne zawsze należy do Autora:
-„Kompozyt metaloceramiczny ? Zakładam że węglik krzemu jako wypełniacz ale osnowa…stopy tytanu?”
-„Blisko” -powiedział inżynier –„Superstopy niklu, czy też jak zwał nadstopy. Nie mamy pewności jaki dokładnie, ale prawdopodobnie coś pokroju Inconel, ale znacząco zmodyfikowany i trwalszy.
Pozdrawiam serdecznie i świątecznie; powodzenia w dalszym pisaniu. :)
Pecunia non olet