– Bardzo dziękuję, panie profesorze, za ten fascynujący wykład o architekturze wszechświata. – Ewa spojrzała w kamerę numer jeden, posyłając widzom wyćwiczony uśmiech.
W słuchawce zabrzmiał głos realizatora:
– Kończ to, Ewka. Dwie minuty do zejścia.
– Czas nieubłaganie ucieka – podjęła, nie zmieniając tonu. – Pozwolę sobie na ostatnie pytanie. Wszechświat ma, jak pan mówił, czternaście miliardów lat. Biliony galaktyk. Niezliczone gwiazdy i jeszcze więcej planet. Skoro tego wszystkiego jest tak wiele, to dlaczego nie odbieramy żadnego sygnału? Czemu nikt nie macha? Gdzie oni są, panie profesorze?
Atmosfera zgęstniała. Silne światło reflektorów wydobywało z półmroku drobiny kurzu wiszące w powietrzu. Publiczność na antresoli trwała w nabożnym milczeniu, a wirująca Droga Mleczna na ogromnych ekranach LED zdawała się zwalniać swój obrót.
Operator kamery numer dwa przesunął się o krok, szukając lepszego kadru. Płynnym ruchem pierścienia złapał ostrość na twarzy profesora Wiśniewskiego.
– Półtorej – odezwał się głos w słuchawce.
Wiśniewski uniósł głowę. Na czole błyszczał mu pot, ale oczy, dotąd przygasłe, niespodziewanie odżyły.
– To znakomite pytanie, które w nauce doczekało się własnej nazwy: paradoks Fermiego – zaczął, pochylając się ku Ewie z entuzjazmem, którego brakowało mu przez całą godzinę emisji. – Skoro statystyka mówi „tak”, a niebo uparcie odpowiada „nie”, musimy szukać przyczyn tego milczenia. W świecie nauki dominuje obecnie kilka hipotez próbujących rozwikłać tę zagadkę.
Wyprostował się i wziął głęboki oddech.
– Po pierwsze – uniósł palec – hipoteza jedynego świata. Jesteśmy biologicznym przypadkiem, anomalią, która wydarzyła się tylko tutaj. Być może życie jest rzadkie, znacznie rzadsze, niż chcielibyśmy przyznać. Jesteśmy sami.
Uniósł drugi palec.
– Kolejna możliwość: wielki filtr. Moment, w którym każda cywilizacja niszczy samą siebie, zanim zdoła ogłosić swoje istnienie. Degradacja środowiska, nierozważne decyzje, wojny, technologiczne samobójstwo.
Pozwolił, by to stwierdzenie zawisło w powietrzu, dając słuchaczom czas na oswojenie się z wizją.
– To przygnębiające – odezwała się Ewa.
– Dokładnie. – Skinął. – Ewolucja bywa ślepym zaułkiem.
– Oby nie zawsze.
– Po trzecie – kontynuował – bariera technologiczna. Cywilizacje powstają, ale nie wychodzą poza macierzyste układy. Prawa fizyki mogą być granicą nie do przebicia albo to same społeczeństwa tworzą bariery zniechęcające do wysiłku eksploracji. Po czwarte: szukamy źle. Nasze metody są zbyt prymitywne, a nasłuch prowadzimy w sposób, który ma sens tylko dla nas. Jesteśmy jak mrówki próbujące zrozumieć sygnał biegnący światłowodem.
– Trzydzieści sekund – przypomniał realizator.
– I piąty scenariusz – podjął Wiśniewski – być może najbardziej prawdopodobny i najbardziej poruszający wyobraźnię…
Urwał. Spojrzał prosto w czarne oko obiektywu.
Operator zrobił najazd. Teraz na ekranach w tysiącach domów widać było już tylko twarz naukowca.
– Ciemny las – powiedział wolno. – Hipoteza zakładająca, że wszechświat milczy, bo milczenie jest jedyną rozsądną strategią przetrwania. Każda cywilizacja, która się ujawnia, staje się celem. Wszyscy siedzą w domach i drżą w ciemnościach.
W studiu zapadło głuche milczenie.
– To chyba najbardziej przerażające – powiedziała cicho Ewa. – Samotność z wyboru i z konieczności.
– Tak… Ja to nazywam samotnością w tłumie. – Zawahał się na moment. – Jest jeszcze jeden pogląd. Mniej popularny. Niektórzy nazwaliby go teorią spiskową, choć są też tacy, którzy traktują go poważnie. Chodzi o to, że w sześćdziesiątym dziewiątym, podczas misji Apollo 11, gdy statek Columbia…
Reżyser za linią kamer uniósł dłoń i zaczął odliczać na palcach: pięć, cztery, trzy…
– Dziękuję panu bardzo za tę rozmowę – przerwała Ewa z wyćwiczonym uśmiechem, odwracając się do głównej kamery. Jej głos był już kojący i bezpieczny. – Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, jedno pozostaje pewne: wciąż patrzymy w niebo i wciąż szukamy. Moim i państwa gościem był profesor Adam Wiśniewski. Do zobaczenia w czwartek. Dobranoc.
Publiczność zaczęła klaskać. Obraz galaktyki przeszedł w czerń. Czerwone diody „On Air” zgasły.
Ewa pospiesznie odsunęła krzesło. Nie czekając na asystentów, zaczęła odpinać mikroport, jakby chciała natychmiast zrzucić maskę i wrócić do domu. W studiu podniósł się hałas – głosy techników, zgrzyt przesuwanych statywów, szelest zwijanych kabli, tupot publiczności opuszczającej antresolę.
– …gdy podczas misji Apollo 11 statek Columbia znalazł się po niewidocznej stronie… – próbował dokończyć Wiśniewski.
Nikt już nie słuchał. Stał na środku rozbieranego planu, powtarzając te słowa wyłącznie do siebie.
*****
– Houston, tu Columbia. Zbliżamy się do martwej strefy. Za chwilę wlecimy za niewidoczną stronę Księżyca. – Neil Armstrong poprawił słuchawki. – Trzydzieści minut bez kontaktu.
– Tu Kontrola Lotu. Zrozumiałem – odpowiedział operator komunikacji z Ziemi. – Trzydzieści minut ciszy. Powodzenia. Jesteście zdani na siebie.
Gdy tylko minęli krawędź tarczy Księżyca, radiowy szum Ziemi urwał się nagle. W kabinie zrobiło się nienaturalnie cicho.
Załoga – Neil Armstrong, Buzz Aldrin i Michael Collins – patrzyła przez iluminator. Pod nimi przesuwał się martwy, srebrzysty krajobraz pyłu i skał, który nigdy nie zaznał dotyku życia. Ziemia zniknęła.
– Niesamowite – szepnął Armstrong. – Jesteśmy tu sami. W całej tej pustce nie ma…
Chwilę uniesienia przerwał jasny błysk. Obok modułu obiekt, przypominający gigantyczną fluorescencyjną salaterkę, wyrównał lot z chirurgiczną precyzją.
– Mike… powiedz, że ty też to widzisz – rzucił Armstrong.
Collins zmrużył oczy.
– Widzę.
– Dobrze… – mruknął Neil. – Myślałem, że tylko ja.
– Może to sowieckie – rzucił Aldrin bez przekonania.
– Sowiecka miska? – Collins uniósł brew.
– Mieli dziwniejsze rzeczy.
– Buzz, ona świeci na zielono.
– Wiem.
– Co z tym robimy? – dopytał Collins.
Zanim zdążyli ochłonąć, w kabinie zaczęło się coś materializować. Istota przypominała wielką, pulsującą masę waniliowego budyniu. Osiadła na pulpicie nawigacyjnym z nieoczekiwaną gracją, starannie omijając każdy przełącznik. Na jej powierzchni uformowało się coś na kształt twarzy: dwa wgłębienia udające oczy oraz pozioma, falista linia, z której wydobywały się dźwięki bulgotania, syczenia, gwizdów i skrzeków. Po chwili z powierzchni istoty wysunęła się galaretowata macka, trzymająca małe, owalne urządzenie z pokrętłem. Gdy zaczęła nim kręcić, dźwięki zmieniały się, przechodząc przez kolejne rejestry.
– To halucynacja? – zapytał Aldrin.
– Jeśli tak, to zbiorowa – odpowiedział Armstrong. – Pewnie kończy nam się tlen.
– O, teraz chyba dobrze – odezwał się budyń płynną (a jakże) angielszczyzną. – Przepraszam za poprzednie. Kalibracja dialektów zewnętrznych układów zawsze zajmuje chwilę.
Astronauci wbili wzrok w gadającą masę.
– Dziękuję bardzo za przybycie – kontynuował gość. – Nie byłem pewien, czy moja prośba o spotkanie została odczytana, ale skoro jesteście, to wszystko się zgadza. Doskonale. Punktualność to cecha wielkich cywilizacji!
Obcy zakołysał się entuzjastycznie.
– Rozumiem, że jesteście oficjalną delegacją planety… – Zerknął na coś w rodzaju świetlistego notesu – …Ziemi? Tak, Ziemi.
– My… – wykrztusił Armstrong.
– Pozwólcie, że się przedstawię – przerwał mu budyń z uprzejmością kogoś, kto ma zarezerwowany czas i zamierza go szanować. – Nazywam się Galaktus Skywalker-Borg. Główny konsultant do spraw ekspansji rynkowej, oddział Droga Mleczna. Reprezentuję Nebula-Plex StreamCorp – globalnego, a w zasadzie międzygalaktycznego lidera rozrywki domowej.
– Skywalker – powtórzył Collins.
– Borg – dodał Aldrin.
– Galaktus – dokończył Armstrong.
– Właśnie tak – potwierdził budyń, notując coś w świetlnym notesie.
Zapadła drętwa cisza.
– Do rzeczy – powiedział Galaktus tonem budyniu, który zaraz coś sprzeda. – Nie otrzymałem potwierdzenia z waszego globbiura, ale to drobiazg.
Astronauci wymienili spojrzenia.
– Z… globbiura? – powtórzył Armstrong.
– Tak, z planetarnego rządu, ale to nieistotne. Przejdźmy do meritum. – Galaktus wyprostował się, o ile można tak powiedzieć o budyniu. – Jesteśmy wiodącym dostawcą rozrywki strumieniowej w siedmiu tysiącach układów planetarnych i chcielibyśmy przedstawić wam naszą ofertę. Nieograniczony dostęp do setek miliardów godzin kontentu. Seriale, filmy, dokumenty, transmisje na żywo i na żądanie – w tym pakiet NebulaLeague z Mistrzostwami Układów Spiralnych, Wielki Turniej Kwazarów oraz relacja ze zderzenia galaktyk. Wszystko emitowane przez ultraszybki Milkynet.
– Przepraszam – przerwał Armstrong. – Milkynet?
– Milkynet – potwierdził Galaktus. – Streaming w najwyższym standardzie. Odcinek po odcinku albo cały sezon naraz. Tysiące tytułów. Chcecie kryminał? Mamy „Trzy trupy i mgławica”, pięćset odcinków, znakomite recenzje. Komedia? „Mój mąż jest czarną dziurą”, świetna rzecz, szczególnie sześćsetny sezon. Horror? „Oni przyszli z wewnętrznej orbity” to klasyk gatunku.
– Co znaczy streaming? – wtrącił Aldrin.
– Streaming – powiedział powoli Galaktus, jakby tłumaczył coś oczywistego. – Dostęp na żądanie przez sieć podprzestrzenną. Oglądacie co chcecie, kiedy chcecie, na dowolnym urządzeniu. Bez reklam już w planie podstawowym. Na wyższym dostaniecie tryb offline i rozdzielczość milion K.
– Sieć podprzestrzenną? – zapytał Armstrong.
– Dokładnie – potwierdził budyń. – Sygnał kwantowy, zero opóźnień, przepustowość praktycznie nieograniczona. Oczywiście potrzebujecie węzła dostępowego i właśnie o tym chciałem porozmawiać.
– Węzła – powtórzył Aldrin.
– Nadajnika. Duży, czarny, monolit. Taki prostopadłościan. Niezwykle elegancki i stylowy. Zazwyczaj montujemy go na naturalnym satelicie planety, żeby nie zaburzał krajobrazu. – Spojrzał przez iluminator na szarą powierzchnię Księżyca. – Mamy właściwie idealną lokalizację tuż pod nami. Serwis mógłby pojawić się jeszcze dziś. Podpisujecie, ja dzwonię, oni przylatują, za kilka godzin macie zasięg na całym globie. No to jak?
Zapadła cisza.
Collins popatrzył na Aldrina. Aldrin na Armstronga. Armstrong zerknął przez iluminator, gdzie Księżyc czekał cierpliwie, nijak nie podejrzewając, że ktoś planuje postawić na nim czarny monolit.
Armstrong odchrząknął.
– Przepraszamy na chwilę.
Odwrócił się do kolegów.
– Panowie – szepnął – czy wy rozumiecie cokolwiek z tego, co on mówi?
– Mniej więcej jedno słowo na dziesięć – mruknął Aldrin.
– Ja załapałem „trzy trupy" – syknął Collins.
– „Czarna dziura" i „horror" – dodał Aldrin.
Armstrong skinął głową. Wszyscy wiedzieli, co każdy myśli.
– Kontrola nie może się o tym dowiedzieć.
– Absolutnie nie – zgodził się Aldrin.
– Nigdy – potwierdził Collins.
– Jeśli to zgłosimy, koniec z lataniem – powiedział Armstrong. – Houston nas zabije. Albo zamknie w zakładzie dla obłąkanych, zanim w ogóle dotkniemy ziemi. Nigdy nie pozwolą nam wsiąść nawet do balonu, nie mówiąc już o rakiecie. W życiu nie postawimy stopy na Księżycu, a klnę się na Boga, że chcę to zrobić bardziej niż cokolwiek innego.
– Panowie? – wtrącił Galaktus.
Spojrzeli w twarz budyniowi.
– Widzisz – podjął Armstrong – jest pewien problem. Doceniamy ofertę, naprawdę. Brzmi interesująco. Ale Ziemia w tej chwili nie może przyjąć żadnych nowych usług.
Galaktus zmrużył to, co miał zamiast oczu.
– Nie może?
– Jesteśmy w remoncie – powiedział Armstrong.
– W remoncie? – powtórzył Galaktus.
– Wymieniamy wodę w oceanach – dodał Aldrin. – Wszystkich pięciu naraz. Ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Atlantyk już prawie skończony, ale Spokojny to jeszcze ho, ho.
– Wymieniacie… wodę?
– Co jakiś czas trzeba – odparł poważnie Collins. – Zużywa się.
– Ja… nie wiedziałem, że planety…
– W związku z tym – ciągnął Armstrong – cała infrastruktura jest teraz zajęta. Rury, kable, satelity – wszystko zaangażowane w pompowanie. Absolutnie nic nie można montować. Księżyc też jest zajęty, bo mamy tu tymczasowy zbiornik wyrównawczy. Naprawdę, nieodpowiedni moment. Wróćcie może za… – zamyślił się, patrząc w sufit – za pięćset lat. Powiedzmy, rok dwa tysiące czterysta sześćdziesiąty dziewiąty.
– Wieczorem – doprecyzował Buzz. – Zapiszemy was w kalendarzu.
Galaktus stał z miną zawiedzionego budyniu.
– Rozumiem – powiedział w końcu. – Wymiana wody w oceanach.
– I odglanianie – dodał Armstrong.
– Cóż, trudno – przyznał zrezygnowany Galaktus. – Za pięćset lat?
– Pięćset! – chórem potwierdziła cała trójka.
– W takim razie żegnajcie, a raczej do zobaczenia – oznajmił Galaktus Skywalker-Borg, Główny Konsultant do Spraw Ekspansji Rynkowej, Nebula-Plex StreamCorp, Oddział Droga Mleczna i zdematerializował się z powrotem tam, skąd przybył.
W kabinie znów zapanowała cisza.
– Myślicie, że wróci? – zapytał w końcu Collins.
– Kto? Przecież nikogo nie było.
*****
Salon Kirk i Groota tonął w czerwonym blasku zachodzącej Proximy Centauri. Siedzieli w wygodnych fotelach, opierając wyciągnięte płetwomacki na wodnych pufach. Przed nimi wielki holotelewizor wyświetlał ostatnie sekundy serialu „Gwiezdne Kłamstwa: Reboot”.
Na ekranie pojawił się napis: KONIEC.
– No i po wszystkim – mruknęła Kirk.
– Mhm… – Groot nie od razu się odezwał. – Nie sądziłem, że tak się skończy. Myślałem, że przeciągną jeszcze ze dwa sezony.
– Też tak myślałam. – Kirk pokręciła głową. – Ale dobrze, że nie przeciągali. Przynajmniej nie zepsuli.
Chwila ciszy.
– To co teraz? – zapytał Groot. – Nowy serial?
Kirk przeciągnęła się.
– A może byśmy gdzieś polecieli? Zobaczymy coś innego. Odrobinę życia, poza tym salonem – powiedziała, jakby sama nie była do końca zdecydowana.
Groot nawet nie spojrzał.
– Teraz? Daj spokój. – Westchnął. – Za godzinę finał płetwballa.
– Finał. Zawsze jest jakiś finał – burknęła.
Kirk przesunęła kilka hologramów, szukając czegoś, choć właściwie nie wiedziała czego.
– To może w weekend? – rzucił Groot bez przekonania. – W układzie Pandora jest ponoć fajna planeta na wypad. Dawniej lubiliśmy się szwendać po nowych światach. Pamiętasz, jak kiedyś zrobiliśmy piknik na skraju drogi? Gdzie to było? Jakiś księżyc czy asteroida?
– Mhm… pamiętam. – Kirk uśmiechnęła się pobłażliwie. – Pamiętam też, że było zimno i delikatnie mówiąc… brakowało atmosfery.
– Ale było autentycznie – odrzekł Groot.
– Było niewygodnie – ucięła.
Krótka cisza.
– Poza tym w weekend odpada – dodała po chwili. – Startuje nowy sezon „Ziemia Show”. Serio nie pamiętasz?
Groot się ożywił.
– O, faktycznie. Podobno dorzucili podgląd z ich urządzeń osobistych. Wszystko w czasie rzeczywistym. Bez filtrów. To trzeba zobaczyć.
– No właśnie! – przytaknęła Kirk – wszyscy będą o tym gadać. Nie chcę wypaść z obiegu.
Zapadła cisza. Hologramy migotały leniwie.
– Zamówię coś z replikatora – powiedział w końcu Groot. – Ty znajdź coś nowego. Może kryminał?
– Mhm.
Po chwili w pomieszczeniu rozszedł się delikatny zapach świeżo zsyntetyzowanego białka algowego.
Kirk oparła się głębiej w fotelu. Ekran wyświetlił podpowiedzi kolejnych seriali.
Epilog
Profesor Wiśniewski wyszedł ze studia bocznym korytarzem. Za jego plecami cichły odgłosy ekipy zmieniającej scenografię pod kolejne nagranie.
– Panie profesorze.
Odwrócił się. Stał przed nim pulchny chłopak, jakieś czternaście lat, z egzemplarzem jednej z jego książek popularnonaukowych.
– Podpisze pan?
Wiśniewski wyjął długopis.
– Byłem na widowni – odezwał się nastolatek. – Z tym ciemnym lasem… pan naprawdę uważa, że kosmos to takie straszne miejsce?
Profesor zerknął na niego i westchnął.
– Nie przejmuj się tym. Wszechświat nie jest mrocznym lasem pełnym myśliwych. Jest gigantyczną kanapą, z której nikomu nie chce się wstać.
Podobała mi się mina zawiedzionego budyniu i kilka innych szczegółów. Zbudowanie komizmu na różnicy między latami sześćdziesiątymi a obecnymi było dość naciągane – jakby cały rozwój cywilizacyjny zatrzymał się właśnie teraz, a dalej już było tylko “więcej” i “mocniej”. Cóż, może taka miała być wymowa tekstu.
Całość może mnie nie porwała, ale całkiem solidnie zmierzała ku zakończeniu. Nawet jeśli jedne żarty nie trafiały, inne wywoływały uśmiech – więc miło spędziłem czas (lepsze to niż serial XD).
Epilog ładnie podsumowuje całość, podobała mi się najważniejsza myśl w ostatnim zdaniu.
Językowo też dobrze, coś gdzieś mi zgrzytnęło, ale nie na tyle, żebym się na tym potknął.
Short w ciekawy sposób eksploruje aktualny temat :) bardzo klarowny, podszyty humorem styl.
Podobało mi się! Pozdrawiam!
Gdyby nie kpiny z naszej cywilizacji oraz przede wszystkim ostatnie słowa profesora, nie sięgnąłbym po klawiaturę.
Podobało się, kilka razy rozbawiło.
Pozdrawiam.
Rozbawiło :) Szczególnie piknik i elegancki nadajnik.
Astronauci sprytnie wybrnęli ![]()
Imiona kosmitów – trafione.
A puenta mi się bardzo.
Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Misię też…bardzo. Nareszcie coś finezyjnie lekkiego i zabawnego.
.gif)
Dum spiro spero. Albo coś koło tego...
Witam wszystkich,
dzięki za zainteresowanie opowiadaniem i za komentarze.
Użytkowniku Marzan – fajnie, że podzieliłeś się przemyśleniami nad tekstem. Cieszę się, że mimo potknięć miło spędziłeś czas. Dzięki serdeczne za przyznanie punktu bibliotecznego. Odpowiadając na Twoją uwagę:
„Zbudowanie komizmu na różnicy między latami sześćdziesiątymi a obecnymi było dość naciągane – jakby cały rozwój cywilizacyjny zatrzymał się właśnie teraz, a dalej już było tylko „więcej” i „mocniej”. Cóż, może taka miała być wymowa tekstu.” – wydaje mi się, że nie da się w wiarygodny sposób przewidzieć przyszłości ani nawet kierunku, w którym pójdzie technologia. Kto w latach osiemdziesiątych wyobrażał sobie Internet, a kto w latach dziewięćdziesiątych powstanie czegoś takiego jak usługi streamingowe? Trudno powiedzieć, co się stanie za kilkadziesiąt czy choćby za kilka lat. Opowiadanie jest satyrą przejaskrawiającą obecne trendy, a nie próbą przewidywania przyszłości.
Khomaniac – dzięki za miły komentarz, miło mi, że treść i styl opowiadania trafiły w Twój gust.
AdamKB – miło mi, że Ci się podobało i rozbawiło. Dzięki.
Jeroh – dzięki za przeczytanie. Fajnie, że zwróciłeś uwagę na nawiązania do innych dzieł. Cieszę się, że to drobne mrugnięcie jest zauważalne (w tym imiona kosmitów). Dziękuję bardzo za kliknięcie na listę biblioteczną.
Fascynator – dziękuję za docenienie opowiadania i brawa. Miało być lekko, zabawnie, z nutką refleksji. Cieszę się, że się udało.
ale nie na tyle, żebym się na tym potknął.
że mimo potknięć miło spędziłeś czas
Zapytam jak barbarzyńca z opowiadania Barda: Hę?
No dobra, tylko się droczę, bo takie komentarze pokazują, jak podświadomie czujni jesteśmy na krytykę, nawet jeśli jej nie ma :)
Z jednej strony masz rację, że trudno opisać to, czego nie wiemy, z drugiej strony czyni to satyrę bardziej płaską. Lem nie bał się sepulków i pciem (kurczę, jak to się odmienia?), i gdyby po tym streamingu budyniowy Galaktus dorzucił jeszcze kilka mniej zrozumiałych określeń, wizja byłaby dla mnie pełniejsza. Jasne, że to tylko moje odczucie.
Zastanawia mnie jeszcze, dlaczego bohaterowie powtarzają imiona sprzedawcy – czy robią to bezwiednie, czy coś dla nich znaczą? Galaktus był znany w 1969 roku (pochodzi z 1966), ale Skywalker nie (został wymyślony na potrzeby Gwiezdnych Wojen i pierwotnie brzmiał Starkiller) a Borg to bodajże 1989 rok. Samo wprowadzenie wielu takich smaczków do opowiadania było humorystyczne i przyjemne (angażujące czytelnika), ale w tym jednym momencie zastanawiałem się, co, Autorze, miałeś na myśli.
„Jak podświadomie czujni jesteśmy na krytykę, nawet jeśli jej nie ma :)” – przepraszam, nie chciałem Cię urazić. Moja odpowiedź na Twój komentarz nie była jego krytyką.
Pisząc „Cieszę się, że mimo potknięć miło spędziłeś czas”, miałem na myśli to, że choć piszesz „coś gdzieś mi zgrzytnęło…” (nie podajesz konkretów, więc nie mogę się do nich odnieść ani poprawić tych błędów). Mimo tego cieszę się.
„Gdyby po tym streamingu budyniowy Galaktus dorzucił jeszcze kilka mniej zrozumiałych określeń, wizja byłaby dla mnie pełniejsza.” – owszem, być może tak, ale tekst jest satyrą na nadmierne oglądanie seriali w streamingu zamiast „aktywniejszego” życia. Gdybym rozpisał się o innych rzeczach, przekaz by się rozwodnił. „Nie mam na nic czasu, bo oglądam seriale” to była myśl przewodnia, podczas pisania. Z tego powodu my, ludzie, siedzimy w domach – i z tego samego powodu kosmici siedzą w domach, stąd brak kontaktu. Jak mówi Profesor Wiśniewski: “…albo to same społeczeństwa tworzą bariery zniechęcające do wysiłku eksploracji.”
„Zastanawia mnie jeszcze, dlaczego bohaterowie powtarzają imiona sprzedawcy” – po nic. To tylko efekt rozrywkowy. Robią to bezwiednie – są zdziwieni, zszokowani, zaskoczeni…
Przed pisaniem sprawdziłem, kiedy po raz pierwszy użyto nazw takich jak Skywalker, Borg i Galactus. Według Internetu Galactus pojawił się w 1966 roku w komiksach, ale nie sądzę, żeby Neil Armstrong i reszta znali tę nazwę (zakładam, że nie czytywali komiksów – wtedy chyba inaczej patrzono na tego typu rozrywkę). Zresztą to nieistotne, bo nic nie zmienia w fabule. To tylko imiona, którymi mrugam do współczesnego odbiorcy.
To już teraz wszystko rozumiem – czyli intencje :)
A te drobiazgi, hm,
zdawała się zwolnić swój obrót.
Zdawała się zwalniać obrót/ zwalniać obroty – mamy zestawienie czynności niedokonanej z dokonaną, to nie brzmi dobrze.
tłumie. – Zawahał się na moment.
Dyskusyjne, czy wahanie jest gębowe czy nie – jeśli wybrzmiało w głosie, może być małą literą.
Stał na środku rozbieranego planu,
Budzi dwuznaczne skojarzenia. Kwestia gustu.
Chwilę tę przerwał jasny błysk
To rodzaj zdania, przy którym Tarnina pisała hmmmmm, czyli niby poprawne, ale mi nie brzmi, ale nie mam pomysłu, jak to zmienić. Dwoma słowami: rzecz gustu :)
Mistrzostwami układów spiralnych, Wielki turniej kwazarów
Tutaj jest trudno wyczuć, czy to podobna impreza co Mistrzostwa Europy lub Mistrzostwa Świata (wielką literą – nazwa oficjalna). Nazwy oficjalne mają wszystkie człony wielką literą. Jeśli Reg tu zajrzy, może się wypowie na ten temat, ;)
Wróćcie może za… – zamyślił się, patrząc w sufit
Tutaj znowu dyskusyjne, czy zamyślenie przebijało w głosie. A gdzieś dalej jest “westchnął”, ale moim zdaniem akurat to można pisać na dwa sposoby – bo można westchnąć mówiąc krótkie słowo, ale można westchnąć już po wypowiedzeniu tego słowa.
Jak widzisz, Autorze, to drobiazgi, o które nie sposób się potknąć, ale zostaje wrażenie, że coś gdzieś można jeszcze poprawić. A dzięki łapance przeczytałem opowiadanie jeszcze raz, i nadal bawiłem się nieźle – więc choć historia nie trafia dokładnie w mój gust, to jest po prostu dobrze napisana.
Hej! Cieszę się, że znalazłeś czas na powrót do tematu i wskazanie potknięć – dzięki. Tak jak piszesz, zawsze można coś poprawić albo przynajmniej podyskutować, czy to faktycznie błędy. Starałem się pisać poprawnie na ile mogę, ale stety albo niestety, niektóre prawidła mają szeroką interpretację i też nie jestem specjalistą w słowie pisanym, które (również stety albo niestety) różni się od mowy potocznej.
„zdawała się zwolnić swój obrót” – faktycznie, masz rację, moja wersja jest stylistycznie lekko „chropowata”, dlatego zmieniam na: „Zdawała się zwalniać swój obrót.”
"– Tak… Ja to nazywam samotnością w tłumie. – Zawahał się na moment. – Jest jeszcze jeden pogląd." Dyskusyjne, czy wahanie jest gębowe czy nie…” – Hmm, nie jestem w stu procentach pewien, ale według mnie wahanie się nie jest czynnością „gębową”, ani w tym wtrąceniu nie ma użytego słowa opisującego mowę, więc chyba powinno zostać tak, jak jest, czyli zapisane dużą literą.
„Stał na środku rozbieranego planu, – Budzi dwuznaczne skojarzenia. Kwestia gustu.” – Nie rozumiem, o jakim skojarzeniu mowa? Że „rozbieranego planu” w sensie kręcenia filmów z kategorii X? Jeśli tak, to nawet przez chwilę nie przeszło mi to przez głowę.
„Chwilę tę przerwał jasny błysk – To rodzaj zdania, przy którym Tarnina pisała hmmmmm, czyli niby poprawne, ale mi nie brzmi,” – Czy chodzi Ci o to, że zaimek postawiony jest po rzeczowniku („chwilę tę”) zamiast przed nim („tę chwilę”)? Jeśli tak, to… hmm… w sumie nie wiem, może faktycznie byłoby lepiej napisać na przykład: „Jasny błysk przerwał tę chwilę.” – W sumie to nie wiem.
„Mistrzostwami układów spiralnych, Wielki turniej kwazarów – Tutaj jest trudno wyczuć, czy to podobna impreza co Mistrzostwa Europy lub Mistrzostwa Świata (wielką literą – nazwa oficjalna). Nazwy oficjalne mają wszystkie człony wielką literą.” – Tak, tu się zastanawiałem, jak to zapisać – czy nadać temu rangę, czy nie. Zdecydowałem się, że nie, bo to mistrzostwa układów spiralnych, czyli po prostu galaktyk o spiralnej strukturze. Podobnie z turniejem kwazarów. Choć teraz się zastanawiam, czy tego nie zmienić, bo większość facetów może odczytywać to jako ich ulubione Mistrzostwa Europy czy też Świata w piłce nożnej. Jeszcze to przemyślę.
„Wróćcie może za… – zamyślił się, patrząc w sufit” – Tutaj też się zastanawiałem, jak powinno to być zapisane, i doszedłem do wniosku (nie upieram się, może się mylę), że małą literą, bo po pierwsze jest to wtrącenie narracyjne wewnątrz jednego zdania dialogowego, a nie osobne zdanie, a po drugie moje wątpliwości rozwiała – albo przynajmniej zmniejszyła – porada ze SJP PWN pod tym linkiem: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/Narracja-po-dialogach;18625.html
A może “Chwilę uniesienia/zadumy/fascynacji przerwał jasny błysk” – chodził raczej o to, że “tę” brzmi dość oschle i nijako, a tak będzie wyraźny kontrast między zadumą a błyskiem. Z szykiem może nie ma sensu walczyć, bo “chwila” jest nawiązaniem do poprzedniego dialogu/monologu, więc przestawienie jej na początek zdania sprawia wrażenie logicznej całości.
Z “zamyślił” rzeczywiście może zostać, bo to i tak wtrącenie dialogowe (przeoczyłem, że dalej jest dalszy ciąg myśli, nie oddzielna kwestia) - więc nawet jakby nie było gębowe, i tak może być w ten sposób zapisane. Akurat w tym miejscu można zapisać na kilka sposobów i każdy jest poprawny.
Ze skojarzeniami i tym rozbieranym planem różnie bywa. U mnie bohater w pierwszym zdaniu zanurzył drąg w wodzie i też się kojarzyło czytelnikom – ale nie dałem rady tego obejść, bo było potrzebne do reszty opisu, więc zostało :D
„A może Chwilę uniesienia…” – w sumie „uniesienia” zamiast „tę” brzmi lepiej. Masz rację, dzięki – zmieniam
Fotel, holotelewizor i seriale – koszmarna wizja kosmicznych gdzieindziejów.
Czytało się dobrze i było zabawnie. :)
…wirująca Droga Mleczna na ogromnych ekranach LED Zdawała się zwalniać swój obrót. → Dlaczego wielka litera?
Moim i Państwa gościem był profesor Adam Wiśniewski. -> Moim i państwa gościem był profesor Adam Wiśniewski.
Formy grzecznościowe piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.
– …Gdy podczas misji Apollo 11… – próbował dokończyć Wiśniewski. → – …gdy podczas misji Apollo 11…
Wielokropek sygnalizuje kontynuację wypowiedzi, więc wielka litera jest zbędna.
– No właśnie – przytaknęła Kirk, – wszyscy będą o tym gadać. → Zbędny przecinek; przed półpauzą nie stawia się przecinka.
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
Anonimie, Marzanie.
Niegębowe wtrącenie pisane od małej litery jest wątpliwym rozwiązaniem. Nieortodoksyjnym, powiedzmy. Patrzcie tutaj:
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/narracja-w-dialogu;16941.html
A podlinkowany wcześniej przypadek z “usłyszał” to inne zagadnienie. “Zamyślił się, patrząc w sufit” dzieje się po wypowiadanych słowach, a nie synchronicznie/równolegle do nich.
Wróćcie może za… – Zamyślił się, patrząc w sufit. – Za pięćset lat.
Taki zapis nie budzi wątpliwości, a nie zmienia dynamiki IMO.
Total recognition is cliché; total surprise is alienating.
Witam,
Regulatorzy, dziękuję za korektę i wyłapanie błędów.
Jeroh,
dziękuję za komentarz, ale wytłumacz proszę, dlaczego uważasz, że: „Zamyślił się, patrząc w sufit” dzieje się po wypowiadanych słowach, a nie synchronicznie/równolegle do nich”?
Wydaje mi się, że „zamyślił się, patrząc w sufit” dzieje się dokładnie w momencie mówienia. To didaskalia wtrącone w środek wypowiedzi i jest to część tego samego, ciągłego zdania. Dialog zostaje przerwany, ale nie jest zakończony. Po wtrąceniu mowa jest kontynuowana.
Czy słowa dr hab. Adam Wolański z mojego podlinkowania nie są dokładnie tym, czym jest moje zdanie: „Jeśli ten szyk jest typowy dla czasowników mówienia – tzn. orzeczenie + podmiot (domyślny) – to pod względem wielkości liter postępujemy tak samo jak w wypadku verba dicendi, czyli zapisujemy czasownik od małej litery” – orzeczenie: zamyślił się, podmiot domyślny: (on).
Z ciekawości, żeby sprawdzić, jak to jest zapisywane w wydanych „oficjalnie” książkach, sprawdziłem kilka pozycji, których mam wydania e-book, i znalazłem takie przykłady. Wszystkie z małej litery.
„Gniazdo Światów” – Marek S. Huberath (wydanie Supernowa 2000)
„… a może ta cała sprawa została uzgodniona – zamyślił się Gavien”
„Mistrz i Małgorzata” – Michał Bułhakow
„Hm… – zamyślił się artysta – wtedy niech pan znowu do nas przyjdzie.”
„Upadek Hyperiona” – Dan Simmons (MAG 2015)
„Myślicie, że po śmierci Dure Hoyt automatycznie zostanie papieżem? – zamyślił się konsul.
Oczywiście mogę czegoś nie dostrzegać albo coś mi umyka. Rozwiń proszę swoją myśl. Przyznam, że gubię się w tych zasadach, a fajnie byłoby to opanować.
(Czasem mam wrażenie, że spora część reguł jest różna u różnych pisarzy lub wydawnictw).
Bardzo proszę, Anonimie. Miło mi, że mogłam się przydać. :)
Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.
We wszystkich przytoczonych przykładach masz inwersję, która wskazuje, że autor/tłumacz traktuje “zamyślił się” jako czasownik mówienia. Inna sprawa, czy słusznie. Zróbmy test – odwróćmy kolejność składowych w wypowiedzeniu:
Konsul zamyślił się: “Myślicie, że po śmierci Dure Hoyt automatycznie zostanie papieżem?”
Czy to dobrze wygląda (abstrahując od powtórzenia)? Lepiej by było “zamyślił się głośno”, ale załóżmy, że to taki skrót.
Jeżeli w swoim fragmencie potraktowałeś myślenie w ten sposób, czyli jako myślenie-mówienie, wtedy OK. Po prostu sądziłem, że miała to być czynność następująca po wypowiedzi. Omawiany ciąg słów i wątpliwy status “zamyślił” jako czasownika gębowego sprawiają, że taka właśnie interpretacja się narzuca (mnie w każdym razie). Jednak i Twojej można bronić.
Total recognition is cliché; total surprise is alienating.
Ok, dzięki za poświęcony czas – trochę mi to rozjaśnia. Czyli w gruncie rzeczy chodzi o interpretację tego, co autor miał na myśli. Ja miałem na myśli czynność jednoczesną z mówieniem.
Mimo to wydaje mi się, że zdań:
„Konsul zamyślił się: “Myślicie, że po śmierci Dure Hoyt automatycznie zostanie papieżem?”
oraz
„Myślicie, że po śmierci Dure Hoyt automatycznie zostanie papieżem? – zamyślił się konsul.”
nie można traktować równoważnie. W pierwszym zdaniu „Konsul zamyślił się” jest zwykłym zdaniem narracyjnym wprowadzającym wypowiedź, więc zarówno ono, jak i „Myślicie…” słusznie zaczynają się wielką literą (osobiście „Myślicie, że…” zapisałbym od nowej linijki). Natomiast w drugim zdaniu „– zamyślił się konsul” stanowi wtrącenie narratora w obrębie wypowiedzi dialogowej, stąd mała litera.
(Mogłyby te zasady być prostsze.)
wydaje mi się, że zdań: (…) nie można traktować równoważnie
To weźmy coś prostszego.
Konsul się ucieszył: “jest dobrze”.
– Jest dobrze – ucieszył się konsul.
Pierwszy komunikat można zapisać inaczej, z dużą literą w środku, a nawet – tak jak wspomniałeś – w dwóch wierszach i z pauzą dialogową, ale to nieważne. Z punktu widzenia syntaksy oba wypowiedzenia są zdaniami złożonymi, w drugim składowe zamieniono miejscami. Mniejsza o to, co tu jest narracją, a co wypowiedzią. Kolejność słów wynika po prostu z reguł składni i zależy też od tego, czy zdanie złożone rozbijemy czy nie.
Rozbijam:
– Jest dobrze. – Konsul się ucieszył.
To również poprawny zapis, tylko znaczenie nieco się przesunęło i – ponieważ drugie zdanie jest teraz izolowane – zmienił się szyk.
U podstaw całego tego cyrku leżą reguły składni, które wszyscy intuicyjnie ogarniamy. Przynajmniej te najważniejsze.
Coś w tym jest, prawda?
OK, chyba wystarczy, nie chcę tu brnąć za głęboko w las gramatyki. Jeszcze zabłądzę. W razie czego mamy odpowiednie wątki w HP.
Total recognition is cliché; total surprise is alienating.
Hejka!
Ciekawe i oryginalne. Czytałam z coraz większym zdziwieniem, bo co chwilę tekst zmieniał ton – raz poważna nauka o kosmosie, a za moment totalny absurd i humor. Najbardziej spodobało mi się to, że mimo żartów zostaje w tym jakaś niepokojąca myśl, może faktycznie wszyscy tylko coś oglądamy zamiast żyć.
Klikam i pozdrawiam!
Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.
Witaj. :)
Kwestie techniczne i sugestie oraz wątpliwości do przemyślenia:
– Do rzeczy – powiedział Galaktus, tonem budyniu, który zaraz coś sprzeda. – zbędny pierwszy przecinek?
Atlantyk już prawie skończony, ale Spokojny to jeszcze ho (przecinek?) ho.
Znakomity humor i wyjątkowo trafne pokazanie mentalności bohaterów/typów ludzkich oraz strachu przed ujawnieniem czegokolwiek nowatorskiego i nietypowego. :)
Klikam, pozdrawiam serdecznie. ;)
Pecunia non olet
Wszechświat jako kanapa? Niezłe, niezłe… Czytało się przyjemnie, bo sporo humoru zawarłeś. Kosmonauci ładnie wybrnęli. No, wymieniamy wodę w oceanach i chwilkę nam to zajmie. Fajne, fajne. :-)
Babska logika rządzi!
Witam, drogie Panie,
dziękuję za zainteresowanie, dobre słowa i kliknięcia.
Betweenthelines – „spodobało mi się to, że mimo żartów zostaje w tym jakaś niepokojąca myśl, może faktycznie wszyscy tylko coś oglądamy zamiast żyć.”
To celne spostrzeżenie. Nie oceniam żadnej postawy, tylko w krzywym zwierciadle chciałem pokazać, jak jest (albo bywa). Interpretacja i odbiór należą do czytelnika.
Bruce – „…oraz strachu przed ujawnieniem czegokolwiek nowatorskiego i nietypowego.”
To również ciekawa interpretacja. Strach przed nowością. Gratuluję, dostrzegłaś w tekście nową warstwę.
Finkla – „Niezłe, niezłe… Fajne, fajne.” – To bardzo miła recenzja, dięki 
Pozdrawiam
rr
I ja dziękuję, pozdro! :)
Pecunia non olet
Cześć,
ciekawe, pierwsze opko, jakie opublikowałam parę lat temu na tym portalu, w pewien sposób ogrywa właśnie Paradoks Fermiego.
– Półtorej – odezwał się głos w słuchawce.
– Trzydzieści sekund – przypomniał realizator.
Wydaje mi się, że by się nie zmieścil w tym czasie z całym tym wytłumaczeniem. Przeczytałam to sobie nawet na głos ze stoperem. Musiałby mówić jednym ciągiem, aby się w tej minucie zmieścić, a w międzyczasie dajesz info Pozwolił, by to stwierdzenie zawisło w powietrzu, dając słuchaczom czas na oswojenie się z wizją. co kradnie kilka-kilkanaście kolejnych sekund.
Po pierwszej części spodziewałam się czegoś innego. Zaskoczyłeś, chociaż ten żart z części numer dwa wydawał mi się trochę przeciągnięty.
Współcześnie oceany wymagają chyba jeszcze więcej pracy niż w latach 60. więc sporo pracy przed nami,
Those who don't believe in magic will never find it
Witam OldGuard
Fajnie, że wpadłaś przeczytać. Dzięki za wizytę i komentarz.
„Wydaje mi się, że by się nie zmieścił w tym czasie z całym tym wytłumaczeniem.” – Szczerze mówiąc, sprawdzałem to przed publikacją, bo w pierwszej wersji tekstu czasu było o pół minuty mniej. Dodałem trzydzieści sekund (do półtorej minuty), ponieważ mniej więcej tyle zajął odczyt tekstu w Wordzie (funkcja „Czytaj na głos” – po usunięciu wtrąceń narracyjnych i pozostawieniu samego dialogu). Oczywiście pewnie zależy to od prędkości czytania czy mówienia. Ale tak po prawdzie – czy to naprawdę ma znaczenie, czy trwałoby to kilka–kilkanaście sekund dłużej albo krócej? Programy w TV chyba mają jakieś widełki czasowe.
„Po pierwszej części spodziewałam się czegoś innego. Zaskoczyłeś…” – Cieszę się, że pojawił się moment zaskoczenia.
Dzięki serdeczne i pozdrawiam
rr
Ale tak po prawdzie – czy to naprawdę ma znaczenie, czy trwałoby to kilka–kilkanaście sekund dłużej albo krócej?
I tak, i nie :) Skoro jest taka wstawka, to pewnie nie tylko jako ozdobnik. Ale też fakt, że nie każdy będzie to analizować. Piszę m.in. teksty do podcastów, więc rzuciło mi się to w oczy, bo sobie często przeliczam słowa na minuty czytania, więc spokojnie akurat ten fragment możemy zrzucić na moje czepialstwo/zboczenie zawodowe :)
Those who don't believe in magic will never find it
Robert, wczoraj napisałem komentarz, ale nie kliknął mi się po północy i wyparował. To już drugi:D Ale zbierałem się z tym długo bo mam do ciebie ogromny sentyment ;) I z bólem serca piszę ten komentarz.
Opka jest z pewnością biblioteczna. Więc masz wirtualnego klika. Bo fundament historii był dobry i pomysł naprawdę fajny a to moim zdaniem też jest ważne.
Ale nie była tak spuentowana czy twistowa jak Malarz czy ten o nowoczesnej rodzinie :), a nie wspomnę już o niedocenianym wiedźminie :)
Dlaczego?
Być może, za bardzo skupiłeś się na tym co pisał marzan:
Zbudowanie komizmu na różnicy między latami sześćdziesiątymi a obecnymi było dość naciągane – jakby cały rozwój cywilizacyjny zatrzymał się właśnie teraz, a dalej już było tylko “więcej” i “mocniej”. Cóż, może taka miała być wymowa tekstu.
Mi to nie zgrzytło jakoś strasznie, ale zastanawia mnie skąd Aldrin i cała reszta mogła tak sypać aluzjami na ten ten temat. Do tych nowości Galaktura się odnoszą, że tego nie potrzebują i dość nienatularnie się zachowują. Być moze to kwestia gustu. Albo do mnie ten humor nie trafił.
Ja bym dodał, że jako historyk z wykształcenia zawsze sie czepiam takich rzeczy, ale to twój świat i twoje opko, wiec robisz jak zechcesz :)
– Mike… powiedz, że ty też to widzisz – rzucił Armstrong.
Collins zmrużył oczy.
– Widzę.
– Dobrze… – mruknął Neil. – Myślałem, że tylko ja.
– Może to sowieckie – rzucił Aldrin bez przekonania.
– Sowiecka miska? – Collins uniósł brew.
– Mieli dziwniejsze rzeczy.
– Buzz, ona świeci na zielono.
– Wiem.
– Co z tym robimy? – dopytał Collins.
Trochę…przegadane do miałeś.
To jest fajny szort, który czyta się z uśmiechem gdzie nie gdzie, ale cierpi na rozdwojenie jaźni. Fundament jest solidny, ale musisz zdecydować: czy piszesz rasową komedię absurdalną, czy opowiadanie z nutą refleksji. Bo ta wstawka z profesorem to troszke burzy.
Inna rzecz, że wstęp profesorski też mógłby być krótszy. Być może, gdybyś wątek Aldrina, Buzza i napisałby w tym klimacie to byłoby łatwiej. A problem w tym, że ja to odebrałem, że raz poważnie, raz z jajem. A w tak krótkim tekście to trudno złapać.
Ale – fajny pomysł z tym pomieszaniem różnych uniwersów. Bardzo mi się to podoba, to dobry kierunek. W Multiwersa sam chciałbym iść, to też ci kibicuję :)
Czekam na resztę z tego, ale zdecydowanie wolałbym, żebyś np. Pokazał przygody Galaktusa, Roota i spółki.
Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"
Witam szanownego kolegę,
Dzięki za tak obszerną analizę – to się przydaje, bo pozwala zobaczyć, jak tekst działa (albo nie działa) u innych. Pokrywa się to w stu procentach z maksymą, którą na tym portalu już kilka razy przywoływałem (nie mojego autorstwa, ale trafną aż do bólu): to, co chcesz napisać, to, co napisałeś, i to, co inni przeczytają – to trzy różne rzeczy.
Plan był prosty: w krzywym zwierciadle pokazać „naszą dzisiejszą kondycję”, która często wyraża się nadmiernym siedzeniem na kanapie przy serialu, i dorzucić do tego pomysł, że kosmici z dokładnie tego samego powodu od lat nie nawiązują kontaktu – bo też siedzą na swoich kosmokanapach. W mojej głowie to się ładnie spinało. W głowie czytelnika, jak widać, już mniej. Moje nikłe doświadczenie w pisaniu i braki warsztatowe tylko tę przepaść pogłębiają, więc różnica między punktem pierwszym a trzecim maksymy jest… zauważalna.
„musisz zdecydować: czy piszesz rasową komedię absurdalną, czy opowiadanie z nutą refleksji. Bo ta wstawka z profesorem to troszke burzy.” – Jaki miał to być rodzaj opowiadania, podeprę się słowami betweenthelines: „Najbardziej spodobało mi się to, że mimo żartów zostaje w tym jakaś niepokojąca myśl, może faktycznie wszyscy tylko coś oglądamy zamiast żyć.” Opowiadanie miało być zabawne, ale pozostawić czytelnika z nutką refleksji: czy aby „ja też za dużo czasu spędzam przed serialami”.
Zdarzały się w literaturze takie połączenia komedii z refleksją na końcu, jak choćby „Paragraf 22” Josepha Hellera, „Don Kichot”, „Kandyd” Voltaire’a czy nasza rodzima „Kariera Nikodema Dyzmy” Dołęgi-Mostowicza. Więc stąd wziął się u mnie pomysł, że można łączyć oba gatunki. Oczywiście u mnie to mikro, a wręcz nanominiatura, ale te rzeczy leżały u podstaw pomysłu. Cóż – wyszło jak wyszło.
Zapewne masz rację, niepotrzebnie zasugerowałem się tym, że bywają książki śmieszne i refleksyjne zarazem. To trudna rzecz łączyć tak dwa skrajne gatunki i niepotrzebnie porwałem się z motyką na słońce. Niewykluczone, że tekst napisany w jednej konwencji byłby łatwiejszy dla mnie i łatwiejszy dla czytelnika (przeszarżowałem z poziomem trudności).
Jeżeli pojawiły się u ciebie takie wątpliwości typu „zastanawia mnie skąd Aldrin i cała reszta mogła tak sypać aluzjami na ten ten temat. Do tych nowości Galaktura się odnoszą, że tego nie potrzebują i dość nienatularnie się zachowują… jako historyk z wykształcenia zawsze sie czepiam takich rzeczy” – to zapewne z tego samego powodu co wyżej: chciałem inaczej, wyszło inaczej, zbyt nieumiejętnie opisałem swoją wizję. Tłumaczenie po fakcie nie ma już większego sensu, bo tekst albo mówi sam za siebie, albo nie, ale dla jasności wytłumaczę, co miało być (choć nie jest). Aldrin i załoga kompletnie nie rozumieli, co Galaktus do nich mówił. Zachowywali się tak, bo nie rozumieli słów typu streaming, internet czy w ogóle idei ciągłego oglądania seriali. Oczywiście z historycznego punktu widzenia masz rację i słusznie widzisz nieścisłość – przecież teoretycznie mogli kojarzyć monolit, bo ten pojawił się w 1968 roku, (Choć tam był elementem inicjującym podniesienie inteligencji, a tu raczej działa w przeciwną stronę – otępiająco), ale pozostałe rzeczy to już dużo później. Dla nich najważniejsze było to, do czego przygotowywali się od lat, czyli lądowanie na Księżycu, a nie jakieś abstrakcyjne wizje „telewizji na żądanie”. Stąd spławili kosmitę na pięćset lat.
„Czekam na resztę z tego, ale zdecydowanie wolałbym, żebyś np. Pokazał przygody Galaktusa, Roota i spółki.” – To zdecydowanie (na 99,99%, bo nigdy nie mów nigdy) nie jest część czegoś większego. To jednorazowe postacie, które raczej już się nie pojawią.
Dzięki za miłe słowa: „Ale nie była tak spuentowana czy twistowa jak Malarz czy ten o nowoczesnej rodzinie :), a nie już wspomnę o niedocenianym wiedźminie :)” Cieszę się, że przypadły ci tamte kawałki.
Dzięki za przeczytanie i wirtualnego klika.
Pozdrawiam
rr
Cześć,
Przedpiśćcy solidnie skomentowali, więc pozostaje mi tylko pogratulować :D. Paradoks Fermiego na plus, Apollo 11 również, budyń na początku wywołał u mnie WTF, ale po chwili: a właściwie, to czemu nie?
Całość kojarzyła mi się z Autostopem przez galaktykę, potem trochę z szortem netflixa z serii Miłość, śmierć i roboty / Gdy zapanował jogurt, a przy scenie, gdy Armstrong, Buzz i Colins przelatują na ciemną stronę miałem nadzieję na trochę Iron sky, ale w sumie dobrze, że tego ostatniego nie było.
Warsztatowo jest ogarnięte. Widać, że Reg była, ale chyba się dużo nie napracowała :D. Z detali lekko zgrzytnął mi tylko otwierający dialog :
– Bardzo dziękuję, panie profesorze, za ten fascynujący wykład o architekturze wszechświata. – Ewa spojrzała w kamerę numer jeden, posyłając widzom wyćwiczony uśmiech.
W słuchawce zabrzmiał głos realizatora:
– Kończ to, Ewka. Dwie minuty do zejścia.
Ja bym napisał bez inwersji:
– Panie profesorze, dziękuję bardzo za ten…
– Ewka, kończ to…
Imho brzmi naturalniej, ale to subiektywne :D.
Poza tym fajny pomysł na historię i bardzo sprawne wykonanie. Przeczytałem z przyjemnością :D.
pozdro
M.
Jestem bandzior! Świr! Sadysta! Niepoprawny optymista!
Serwus, Morderco,
„Autostopem przez galaktykę”, „Miłość, śmierć i roboty”, „Iron Sky” – niezłe skojarzenia miałeś podczas czytania. Szczerze mówiąc, nie miałem przed oczami żadnego z tych dzieł (a wszystkie wymienione lubię), ale jak teraz na to patrzę, to w sumie masz rację – można tam dojrzeć coś z każdego z nich.
Reg była i na szczęście korektę zrobiła . Inni też się dorzucili, więc wspólnymi siłami chyba udało się pozbyć potknięć – za co jestem wdzięczny.
Dzięki za przeczytanie i zostawienie komentarza. Cieszę się, że tekst przypadł do gustu.
„Poza tym fajny pomysł na historię i bardzo sprawne wykonanie. Przeczytałem z przyjemnością” – to bardzo miła dla oka recenzja. Dzięki.
Pozdrawiam
rr
Jedno z lepszych opowiadań jakie tutaj przeczytałem.
Dobre wprowadzenie.
Rozwinięcie z kontrapunktem.
Zabawne zakończenie.
![]()
Cześć, Guru,
„Jedno z lepszych opowiadań, jakie tutaj przeczytałem.” – To ogromnie miłe i budujące słowa. Jeden z możliwie największych komplementów.
Dzięki za przeczytanie i za tak dużą pochwałę. Jestem wielce rad.
Pozdrawiam
rr

Atmosfera zgęstniała.
Hmm.
wirująca Droga Mleczna na ogromnych ekranach LED zdawała się zwalniać swój obrót
Może tak: a Droga Mleczna na ogromnych ekranach LED jakby spowolniła obrót.
przesunął się o krok, szukając lepszego kadru
Lepiej: w poszukiwaniu lepszego kadru.
złapał ostrość na twarzy
Na pewno nie: na twarz?
którego brakowało mu przez całą godzinę emisji
Hmmm.
Skoro statystyka mówi „tak”
Statystyka niczego takiego nie mówi, ale raz, że to dłuższe zagadnienie, a dwa, że mamy do czynienia z wywiadem dla telewizji, więc niech tam.
W świecie nauki dominuje obecnie kilka hipotez próbujących rozwikłać tę zagadkę.
Hipoteza niczego nie próbuje. Nie jest zdolna do działania: W świecie nauki rozważa się obecnie kilka odpowiedzi.
biologicznym przypadkiem
Biologia to nauka o życiu, więc trudno mówić o przypadku biologicznym, kiedy chodzi o powstanie życia. Inteligentnego życia może tak, ale nie życia w ogóle. A reszta wypowiedzi wskazuje na życie w ogóle.
zanim zdoła ogłosić swoje istnienie
…? Ogłosić?
Pozwolił, by to stwierdzenie zawisło w powietrzu, dając słuchaczom czas na oswojenie się z wizją.
Trochę masło maślane, chociaż wyraźnie ma być patos.
– Dokładnie. – Skinął.
– Właśnie. – Skinął głową.

Ewolucja bywa ślepym zaułkiem.
Ale to nijak nie wynika z poprzedniej wypowiedzi. Co to znaczy, ślepym zaułkiem? Do czego dąży (… kto właściwie?) i komu ewolucja to uniemożliwia?
Prawa fizyki mogą być granicą nie do przebicia
Mieszana metafora. Granicę się przekracza, nie przebija.
eksploracji
Badań?
nasłuch prowadzimy w sposób, który ma sens tylko dla nas
Co to znaczy?
Samotność z wyboru i z konieczności.
Oksymoron. Poza tym – można by tu pofilozofować, ale naprawdę potrzebujemy kosmitów, żeby nie być sami we wszechświecie? (Wiem, wiem, metafory. Ech).
przerwała Ewa z wyćwiczonym uśmiechem, odwracając się do głównej kamery
Obsunął się przecinek: przerwała Ewa, z wyćwiczonym uśmiechem odwracając się do głównej kamery.
Jej głos był już kojący i bezpieczny
A głos może być niebezpieczny?
Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie
Hmm.
Obraz galaktyki przeszedł w czerń.
No, nie wiem.
W studiu podniósł się hałas – głosy techników, zgrzyt przesuwanych statywów, szelest zwijanych kabli, tupot publiczności opuszczającej antresolę.
Może lepiej wyglądałby dwukropek?
Stał na środku rozbieranego planu, powtarzając te słowa wyłącznie do siebie.
Podmiot domyślny trochę niejasny.
odpowiedział operator komunikacji z Ziemi
Hmm.
martwy, srebrzysty krajobraz pyłu i skał, który nigdy nie zaznał dotyku życia
Nie wydaje mi się, żeby krajobraz mógł być jakichś swoich elementów.
Obok modułu obiekt, przypominający gigantyczną fluorescencyjną salaterkę, wyrównał lot z chirurgiczną precyzją.
To nie wtrącenie, nie potrzeba przecinków. Ponadto – nie ma to jak efekt zaskoczenia :D
wydobywały się dźwięki bulgotania, syczenia, gwizdów i skrzeków
Wszystko to są dźwięki, więc: wydobywały się bulgotania, syki, gwizdy i skrzeki.
z powierzchni istoty wysunęła się galaretowata macka
Nie wiem, czy z powierzchni.
Gdy zaczęła nim kręcić, dźwięki zmieniały się, przechodząc przez kolejne rejestry.
Hmmmm. Wiem, o co chodzi, ale jak to opisać…
odezwał się budyń płynną (a jakże) angielszczyzną
https://instantrimshot.com/index.php?sound=rimshot&play=true
Przepraszam za poprzednie.
Może raczej: Przepraszam za tamto. Albo po prostu: Przepraszam.
Astronauci wbili wzrok w gadającą masę.
Może: Astronauci gapili się na gadającą masę.
Obcy zakołysał się entuzjastycznie.
A po czym to poznać?
przerwał mu budyń z uprzejmością kogoś, kto ma zarezerwowany czas i zamierza go szanować
Cokolwiek angielskawe.
Reprezentuję Nebula-Plex StreamCorp – globalnego, a w zasadzie międzygalaktycznego lidera rozrywki domowej.
Mogło być gorzej, mogła być Korporacja Syriusza… :D
notując coś w świetlnym notesie
Tak trochę powtórzenie.
tonem budyniu, który zaraz coś sprzeda
XD
powiedział powoli Galaktus, jakby tłumaczył coś oczywistego
Aliteracja: powiedział Galaktus powoli, jakby tłumaczył coś oczywistego.
– Dokładnie – potwierdził budyń.
To budyń-sprzedawca, więc jak raz odpuszczę :D
Duży, czarny, monolit.
I tu zaczynam się chichrać… XD A byłam poważnie zdołowana, więc dzięki ^^
chcę to zrobić bardziej niż cokolwiek innego
Angielskawe.
Spojrzeli w twarz budyniowi.
XD
cała infrastruktura jest teraz zajęta. Rury, kable, satelity – wszystko zaangażowane w pompowanie.
Lepiej dać dwukropek albo i przecinek: cała infrastruktura jest teraz zajęta. Rury, kable, satelity, wszystkie moce przerobowe idą w pompowanie.
Przecież nikogo nie było.

A może byśmy gdzieś polecieli?
Dokądś.
Odrobinę życia, poza tym salonem
Na pewno potrzebujesz tego przecinka?
zrobiliśmy piknik na skraju drogi
![]()
Podobno dorzucili podgląd z ich urządzeń osobistych.
Aha!
Po chwili w pomieszczeniu rozszedł się delikatny zapach świeżo zsyntetyzowanego białka algowego.
Hmmm… lekki, łagodny, apetyczny?
Za jego plecami cichły odgłosy ekipy zmieniającej scenografię pod kolejne nagranie.
Nie ekipy, tylko procesu zmieniania. Może: Za jego plecami cichły odgłosy zmiany scenografii pod kolejne nagranie.
pan naprawdę uważa, że kosmos to takie straszne miejsce?
Żebyś, kurczę, młody, wiedział! XD
Jest gigantyczną kanapą, z której nikomu nie chce się wstać.
Prorok czy co?

Świetny kawałek – zaczyna się trochę blado, ale dalej to Cię chyba duch Douglasa Adamsa nawiedził :) Chłopaki z Apolla 11 ocalili świat! Chwilowo.
jakby cały rozwój cywilizacyjny zatrzymał się właśnie teraz, a dalej już było tylko “więcej” i “mocniej”. Cóż, może taka miała być wymowa tekstu.
No, właśnie to już nie jest rozwój… i podejrzewam, że miała.
Opowiadanie jest satyrą przejaskrawiającą obecne trendy, a nie próbą przewidywania przyszłości.
Jako klasyczna satyra SF.
jak podświadomie czujni jesteśmy na krytykę, nawet jeśli jej nie ma :)
Fakt…
Gdybym rozpisał się o innych rzeczach, przekaz by się rozwodnił.
Ano.
To rodzaj zdania, przy którym Tarnina pisała hmmmmm, czyli niby poprawne, ale mi nie brzmi, ale nie mam pomysłu, jak to zmienić. Dwoma słowami: rzecz gustu :)
No, hmmm :D (Niekoniecznie gustu).
Tak jak piszesz, zawsze można coś poprawić albo przynajmniej podyskutować, czy to faktycznie błędy.
I o to chodzi.
Hmm, nie jestem w stu procentach pewien, ale według mnie wahanie się nie jest czynnością „gębową”, ani w tym wtrąceniu nie ma użytego słowa opisującego mowę, więc chyba powinno zostać tak, jak jest, czyli zapisane dużą literą.
W sumie o wahaniu świadczy przerwa w mówieniu, a nie jest ono samym mówieniem, więc zostawiłabym dużą literę.
A problem w tym, że ja to odebrałem, że raz poważnie, raz z jajem. A w tak krótkim tekście to trudno złapać.
Trochę tak, chociaż daje to kontrast… poza tym komedia też może służyć pobudzaniu refleksji.
To trudna rzecz łączyć tak dwa skrajne gatunki i niepotrzebnie porwałem się z motyką na słońce.
Aż takie skrajnie różne nie są… moim zdaniem wyszło nieźle.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
– Ciemny las – powiedział wolno.
Ah, ten Bard i jego seria – niszczą możliwości odkrycia cywilizacji! :D
– W remoncie? – powtórzył Galaktus.
– Wymieniamy wodę w oceanach – dodał Aldrin. – Wszystkich pięciu naraz. Ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Atlantyk już prawie skończony, ale Spokojny to jeszcze ho, ho.
Hah, to mnie bardzo kupiło!
i zdematerializował się z powrotem tam, skąd przybył.
A to nie jest tak, że zdematerializował się z rakiety, a zmaterializował w miejscu skąd przybył?
Na początku nie kupiłem tego humoru, może za sprawą, że zainteresował mnie początek, ale tak na poważnie zainteresował, nie na śmiesznie. Więc byłem lekko zawiedziony zmaterializowaniem się budyniu/Pana budynia XD. Ale po chwili coś kliknęło, odkąd “spojrzeli w twarz budyniowi” (XD), zacząłem się śmiać i czytałem z przyjemnością. A jak wyszli z improwizowaną wymówką, że wymieniają wodę w oceanach, to już byłem zupełnie kupiony. Super humor, luźny, przyjemny, ciekawy tekst. Twist opowiadania jest w drugim rozdziale, co stanowi trochę odejście od klasycznych twistów w końcówce – fajny zabieg.
Językowo się nie wypowiadam, po przyjściu Tarniny lepiej pozostać w milczeniu, ale czytało się płynnie, nie zatrzymywałem się.
Tak naprawdę mogłeś już skończyć po odejściu budyniu, wybrzmiałoby jako komedia, ale warto było w sumie doczytać kolejne dwa rozdzialiki, bo wplotłeś ciekawe scenki.
ale musisz zdecydować: czy piszesz rasową komedię absurdalną, czy opowiadanie z nutą refleksji.
Dlaczego?
Opowiadanie miało być zabawne, ale pozostawić czytelnika z nutką refleksji: czy aby „ja też za dużo czasu spędzam przed serialami”.
Może z taką refleksją mnie nie zostawiło, ale jednak faktycznie wyczułem, że poza humorem jest tu coś więcej. Myślę, że wyszło fajnie.
Szkoda, że nie zdążyłem kliknąć. Spędziłem przyjemny czas czytając, gratuluję udanego tekstu!
Pozdrawiam!
You cannot petition the Lord with prayer!
Ah, ten Bard i jego seria – niszczą możliwości odkrycia cywilizacji! :D
XD
A to nie jest tak, że zdematerializował się z rakiety, a zmaterializował w miejscu skąd przybył?
W sumie…
po przyjściu Tarniny lepiej pozostać w milczeniu
A, weź :D
Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Serwus
(apropos „serwus” i angielskich wtrąceń w opowiadaniu – czy pamięta ktoś serię tych reklam: https://www.youtube.com/watch?v=Jr8iCzcjbsg ) – były w klawe i w dechę.
Tarnina, dziękuję za poświęcony czas i tak szczegółową analizę. Solidnie przemyślę wszystkie Twoje sugestie i naniosę poprawki.
Dziękuję też za miłe słowa (aż je sobie zacytuję): „Świetny kawałek – zaczyna się trochę blado, ale dalej to Cię chyba duch Douglasa Adamsa nawiedził :) Chłopaki z Apolla 11 ocalili świat! Chwilowo.” –Cieszę się, że pozytywnie odbierasz tekst.
Podziękowania również za odniesienie się do dylematu z wtrąceniem „Zawahał się na moment.” – to trochę rozjaśnia sprawę.
Michael, cieszę się, że zajrzałeś. Jak zwykle można na Ciebie liczyć.
„A to nie jest tak, że zdematerializował się z rakiety, a zmaterializował w miejscu skąd przybył?” – tak, masz rację, technicznie rzecz biorąc zniknął tu i pojawił się tam, ale takie zdanie byłoby trochę rozwlekłe, a sens i tak jest czytelny. Założyłem, że „z powrotem tam, skąd przybył” dookreśla, a właściwie implikuje pojawienie się po drugiej stronie.
„Szkoda, że nie zdążyłem kliknąć.” – grunt, że wpadłeś. Jak się mówi: „Lepiej późno niż wcale, jak powiedział stary Żyd, spóźniając się na pociąg” 
Moja kolejka opowiadań do przeczytania „na później” też zmienia się w stosik wstydu, a właściwie: „Mój stosik wstydu powoli robi się kopcem”.
Dzięki za przeczytanie i miło mi, że tekst się spodobał.

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.
Cześć!
Niegłupia koncepcja podana z humorem. Konkulzja przypomina mi trochę “Nowy Wspaniały Świat” Huxleya, gdzie ludzkość jest kontrolowana przez przedawkowanie przyjemności raczej niż przez terror (bo to pierwsze okazuje się bardziej efektywne). Ogólnie dobrze się czytało, byłem ciekaw końcówki. Lubię też opowiadania zaczynające się od wykładu profesora, który rozważa jakiś paradoks, czy wskazuje na tajemnicę.
Jedyne drobne zastrzeżenie – w dialogach, w odpowiedzi jest czasem powtórzenie części pytania. Moim zdaniem ten zabieg jest lekko nadużyty, choć do pewnego stopnia wzmacnia to komizmiczny charakter scen.
– Streaming – powiedział powoli Galaktus, jakby tłumaczył coś oczywistego. – Dostęp na żądanie przez sieć podprzestrzenną. (…)
– Sieć podprzestrzenną? – zapytał Armstrong.
(…)
– Jesteśmy w remoncie – powiedział Armstrong.
– W remoncie? – powtórzył Galaktus.
– Wymieniamy wodę w oceanach (…)
– Wymieniacie… wodę?