- Opowiadanie: Prestidigitator - Opowieści z Verdis: Hivemind

Opowieści z Verdis: Hivemind

Mia­łem w tym mie­sią­cu opu­bli­ko­wać coś in­ne­go, ale to opo­wia­da­nie przy­szło do mnie we śnie. Czuję, że Ver­dis chce mieć swo­je­go przed­sta­wi­cie­la i nie mogę się do­cze­kać, gdy mój warsz­tat do­rów­na ocze­ki­wa­niom sta­wia­nym przez ten świat.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy, Użytkownicy III, Użytkownicy V, MichaelBullfinch

Oceny

Opowieści z Verdis: Hivemind

Fex wstał ze swojego miejsca na widowni i zaczął przedzierać się do drzwi, kręcąc przy tym głową. Na scenie ktoś właśnie umierał, melodramatycznie. 

– Koniec jest bliski, moja najdroższa, czemu tym wszystkim przejmuję się?

– Zawsze twe ramiona dawały mi wsparcie, lecz dziś nic poradzić tu nie potrafię.

Ludzie siedzieli, nie odrywając się od dwójki młodych aktorów, jakby widzieli co najmniej samego Multimena, czy innego superbohatera. Ledwie przesuwali nogi, żeby przepuścić wychodzącego, czasem musieli być wręcz szturchnięci, żeby go zauważyć.

Z kwaśną miną mężczyzna dotarł w końcu do wyjścia, gdzie drogę zagrodził mu ogromny, oczywiście łysy, byczek w granatowym stroju. 

– Siadaj, nie przeszkadzaj – warknął szeptem osiłek. 

– Muszę do łazienki, mam to zrobić na fotel? – W dawnych czasach dałby się zastraszyć, ale jego ostatnia diagnoza… Nie miał już nic do stracenia. Był wolny.

Policjant, czy tam inny agent, bo w tym granacie mógł być kimkolwiek, spojrzał na niego spode łba. 

– Dobra, ale nie możesz już wrócić i przerywać – burknął, po czym uchylił mu drzwi.

Fex wyślizgnął się z pomieszczenia i wciągnął powietrze z korytarza. Przynajmniej nie było tu zapachu spoconych ciał. Teatr był dla wszystkich, prawie za darmo. A więc ściągał różnych ludzi szukających rozrywki. Bardzo różnych. 

Mężczyzna podrapał się po głowie i ruszył w stronę wyjścia. 

„Co robić, co robić?”, pomyślał. 

Nie stać go było na ekstrawaganckie spędzenie czasu. Musiał wymyślać rzeczy raczej tanie lub darmowe. Tylko ile można spacerować po mieście, które jest praktycznie całe zalane betonem. Już mu się znudziło, widział wszystko, co było warto zobaczyć. Slumsy znał na pamięć, dzielnica robotnicza była szara i nijaka, jak jej mieszkańcy. To porównanie sprawiło, że zachichotał.

A do dzielnicy bogaczy go nawet nie wpuszczą. 

Chyba że…

„Mogę spróbować ukraść odpowiednie ubranie!”.

Natychmiast ruszył szybkim krokiem, nucąc ulubioną piosenkę. Mijane osoby dziwnie na niego patrzyły. Zdawał sobie sprawę, że w slumsach taka wesołość nie jest raczej powszechna. 

Prawie wbiegł na schody prowadzące do wyższych partii miasta i musiał przystanąć. Oparł się pięściami o kolana i ledwie mógł złapać oddech. Zrobiło mu się duszno, a w głowie zakręciło. Klapnął na tyłek. Tam, gdzie stał. Ludzie, jak gdyby nigdy nic, zaczęli go wymijać, niczym nurt rzeki omijający skałę. Kładąc się ryzykowałby stratowaniem, podpowiedział mu umysł, gdy przed oczami zaczęła narastać ciemność.

Plask. Jeden. Drugi. Ból. Lekki, na policzku. Otworzył powieki. Przed nim kobieta. A raczej sylwetka płci pięknej. W pomarańczowym uniformie. Tyle widział. 

Próbował się zerwać z miejsca, ale nogi odmówiły posłuszeństwa. Z zewnątrz pewnie wyglądał jak złowiona ryba w desperackiej próbie wskoczenia do wody.

– Prrr, spokojnie, straciłeś przytomność – powiedziała głosem sugerującym lekką pretensję. – Ściągnęłam cię z chodnika. Masz, pij.

Nie widział jeszcze zbyt dokładnie, a wszystko dookoła wirowało. Poczuł, że przyłożyła mu plastikową butelkę. Pociągnął łyk i westchnął cicho. 

Świat zaczął powoli do niego wracać. Kobieta przed nim była młoda, może w jego wieku. Błękitne oczy wpatrywały się w niego uważnie, a gładkie, lekko zmarszczone czoło, nadawało twarzy słodki wyraz zmartwienia. Przyjrzał się jej ustom. Pełnym. Czerwonym. Tak zmysłowym. Czy powinien je pocałować? 

Cały się zarumienił. Dziewczyna rozpogodziła się na ten widok, a to sprawiło, że uśmiech sam wypłynął też jemu na twarz, wymykając się całkowicie spod kontroli.

– Jestem Resa – przedstawiła się, kucając obok niego. Skrzyżowała z nim wzrok, a on szybko odwrócił głowę. 

– Fex – skrzeknął i skrzywił się na dźwięk swojego głosu. Odchrząknął i pewniej powtórzył: – Fex.

– Witaj Fex Fex, powiesz mi, co się stało? – zapytała, unosząc wesoło kącik cudownych warg.

– Nie wiem. – Wzruszył ramionami i podniósł się z ziemi. Był dalej na środku chodnika. Mógł sobie przysiąc, że mówiła coś o ściągnięciu go na bok? – Wbiegłem po schodach i nagle bach, nie pamiętam.

Wstała razem z nim, podpierając go pod łokciem. Jej dotyk… Barki mu się rozluźniły, a na karku pojawiła się gęsia skórka. Żałował, że ma na sobie ten szary, okropny sweter. 

– Pójdziemy razem na kolację? – zapytał, czym zaskoczył zarówno ją, jak i siebie. Nie stać go było na takie ekscesy. A jednak bardzo nie chciał kończyć tej znajomości. Była jakby żywcem wyjęta z jego snów. 

„… żywcem wyjęta z moich snów”, podświadoma myśl dotarła do płata czołowego i uderzyła niczym taran. Zachwiał się. 

– Cholera, jesteś wytworem mojej wyobraźni – wyszeptał i zacisnął mocno powieki. – Cholera, cholera, cholera.

Kobieta stała jak wryta, tłum lawirował wokół, idąc w swoich kierunkach. Ale czy na pewno omijali ją, czy może tylko jego? Podszedł i złapał mocno rękę dziewczyny. Ściągnął brwi, bo mózg podpowiadał, że faktycznie coś trzyma, chociaż uczucie było dziwne, jakby ściskał lekko wibrującą, ciepłą rurę, a nie ludzką dłoń. Potrząsnął głową.

Jego diagnoza…

– Coś ci odbiło, Fex Fex, musiałeś uderzyć się mocno w głowę – zakpiła. Zmarszczyła delikatnie nosek i jęknęła: – Puść, to boli!

O dziwo, słowa sprawiły, że mijający ich ludzie oglądali się. 

– Nie wiem, co jest prawdziwe – wymamrotał i zostawił dziewczynę tam, gdzie stała, samemu idąc w stronę pobliskiej kawiarni. 

Usiadł przy wolnym stoliku i wziął do rąk menu. Nie zamierzał nic zamawiać, ale potrzebował spokoju, potrzebował uporządkować myśli. Co się właśnie wydarzyło? Czy to była jego imaginacja, czy prawdziwa kobieta? Jeżeli prawdziwa, to nie podziękował za pomoc. Jednak była zbyt doskonała, żeby…

– Co się dzieje, mów do mnie. – Resa usiadła naprzeciw niego. Podniosła rękę, łapiąc uwagę kogoś z obsługi, i zamówiła dwie kawy z ciastkami.

– Nie stać mnie na kawę – rzucił Fex odruchowo, czym ściągnął na siebie nieprzychylne zerknięcie kelnera.

– Typowy facet, zaprasza i go nie stać. Ja zapłacę – zapewniła żartobliwie kobieta. Kelner skinął głową i odszedł od nich. – Czy potrzebujesz iść do szpitala? Zaprowadzić cię?

– Jeżeli nie byłabyś wytworem mojej łepetyny, to dlaczego byś się o mnie tak troszczyła? Zaatakowałem cię!

– Coś ty się tak uparł z tym wytworem – zaśmiała się, co spowodowało, że jego twarz też się rozjaśniła. 

Może była dziełem jego skołatanej głowy, ale za to bardzo przyjemnym. 

– Mam… diagnozę. Umieram. Nie mogę ufać niczemu i nic mi już nie zostało – wypalił, obserwując reakcję. Uniosła brwi i na chwilę panowała między nimi cisza. 

– To wyjaśnia twoje dziwne zachowanie – stwierdziła w końcu. – Ale nie wyjaśnia, dlaczego miałabym być tylko w twojej, jak to ująłeś poetycko, łepetynie. 

– Jesteś zbyt piękna, żeby być prawdziwa. Pojawiłaś się znikąd, pomagasz mi, chcesz ze mną przebywać, mimo iż cię zaatakowałem i nie okazuję wdzięczności. – Złapał się za włosy. – To takie dziwne, wydajesz się taka realna.

Zawahał się, gdy zauważył rumieniec na policzkach dziewczyny.

– Cieszę się, że kolor mojego stroju nie przeszkadza ci w uznawaniu mnie za piękną. Ale o ile mi wiadomo, to istnieję. – Zamilkła, po czym dodała: – A pomagam, bo jako pomarańczowej, mnie nikt by nie pomógł.

– Oczywiście, że będziesz tak uważać. A w pomarańczu ci do twarzy. Moja głowa wie, jak dobrać kolory. 

Resa przewróciła oczami. Na chwilę przerwali rozmowę, gdy kelner przyniósł zamówienie.

– Szedłem właśnie kraść ciuchy bogaczom, żeby zwiedzić dzielnicę. Idziesz też? – zapytał Fex nagle, gdy zostali sami. – Wiem, że się zgodzisz, bo nie istniejesz beze mnie.

– Dobra, przestajesz być słodki, zaczynasz sobie grabić – zniecierpliwiła się, aż ścisnęło mu żołądek. – Nie będę za tobą chodzić, bo coś ci się ubzdurało. Zostaniemy tutaj. I opowiesz mi o tej swojej chorobie.

Patrzył na nią szeroko otwartymi oczami. To jego słowa? Czy kradzież była głupim pomysłem i jego podświadomość dawała mu znaki? Czy też ona była prawdziwa? Jak to w ogóle sprawdzić?

– W sumie, czemu nie – westchnął w końcu. – Spędzę ostatnie chwile, rozmawiając sam ze sobą, nieźle.

– Czemu umierasz? – Zignorowała jego narzekanie. – Co ci powiedzieli?

– Aktywowała się wreszcie moja moc, mikroboty zaczęły przebudowywać mój mózg.

– Przebudowywać? Teraz? W tym wieku? – zapytała z niedowierzaniem. 

– Z tego, co mi tłumaczyli, to moje biosygnały zostały wzmocnione. Przez to podświadomie steruję botami – tłumaczył, przyglądając się jej uważnie znad kubka kawy.

– I co w tym złego? – Wzruszyła ramionami. – To brzmi wręcz, jakbyś mógł zostać jednym z superbohaterów.

– Każda wymiana komórek w moim ciele to sygnał.

Uniosła brwi i pokiwała wolno głową.

– To oznacza…

– To oznacza, że dosłownie przepisują mi mózg. W czasie rzeczywistym. Nie pomogły żadne tabletki, żadne kuracje. Umrę. Może za rok, może za minutę.

– Przykro mi, Fex Fex, nie jestem halucynacją. Czujesz? – Położyła dłoń na jego ręce, aż poczuł ciarki na plecach.

Świat się rozmył, a jego oddech przyspieszył. Zamknął oczy. Palce kobiety jakby się rozpłynęły, przestał czuć jej ciepło. Gwałtownie zamrugał powiekami.

– Nawet jeżeli to iluzja, cieszę się, że tu jesteś – wymamrotał.

Rozmowy tłumu ludzi dookoła niego powoli cichły, łącząc się do jednostajnego szumu, a potem stopniowo zanikając. Przyglądał się pięknej istocie przed nim. Nic nie mówiła, wpatrywała się w niego tymi głębokimi, uważnymi oczami. Tracił jej detale. Najpierw włosy zlały się w jedną plamę. Strój. Sylwetka. Wszystko znikało. 

Na koniec tylko te czerwone, wspaniałe usta. 

 

***

 

Kawiarnia i ludzie. Widział siebie. Własną twarz, własne ubranie. Z zewnątrz. Trzymał swoją dłoń. Ale nie swoimi rękami.

Poderwał się z krzesła. Miał pomarańczowe rękawy. Cały był na pomarańczowo!

Cholera.

Zrobił długi krok w stronę swojego dawnego ciała i klepnął je w policzek. Widział, jak głowa opada. Oczy stawały się puste. Jeszcze żył. Tylko gasł. Jak wrócić?

Nie wyczuł pulsu.

Zaraz, nie czuł niczego w tej powłoce.

Skierował wzrok na nową dłoń. Zaczęła tracić kontury. 

Znikał, od palców w górę ciała, dematerializował się jak dym z fajki, rozwiewany na wietrze. 

„Czyli jednak byłaś wytworem mojej wyobraźni”.

Dotknął lewą ręką znikającego miejsca i zauważył, że jego palce uzupełniły część prawej ręki.

Mikroboty.

Teraz rozpływał się coraz szybciej. Próbował się skupić, utrzymać formę. Nic to nie dawało.

Zaraz, po co miał się skupić?

Spojrzał w dół i parsknął śmiechem. Wyglądał, jakby parował.

Dlaczego było mu wesoło?

Gdzie on się znajduje?

Co on miał zrobić?

Jak ma na imię? 

Co robi?

Jak.

Koniec

Komentarze

Witaj. :)

W tekście zwróciłam uwagę na powtórzenia, szczególnie zaimków, być może celowe (?), np.:

Gdyby się położył, pewnie by go stratowali, ostatnia myśl przemknęła mu przez głowę, gdy pociemniało mu przed oczami. (…)

Jej błękitne oczy wpatrywały się w niego uważnie, a gładkie czoło miała lekko zmarszczone, co nadawało jej słodki wyraz zmartwienia. Przyjrzał się jej ustom. (…)

Ona była jakby żywcem wyjęta z jego snów. 

“… żywcem wyjęta z moich snów”, jego podświadoma myśl dotarła do płata czołowego i uderzyła niczym taran. (…)

Ale czy na pewno omijali , czy może tylko jego? Podszedł do niej i złapał mocno za rękę. Ściągnął brwi, bo jego mózg mówił mu, że faktycznie coś trzyma, chociaż miał dziwne uczucie, jakby to była lekko wibrująca, ciepła rura, a nie ludzka dłoń. Potrząsnął głową.

Jego diagnoza… (…)

Położyła mu dłoń na ręce, aż ciarki przeszły mu po plecach.

 

 

Inne sugestie i wątpliwości co do spraw językowych (zawsze – tylko do przemyślenia):

– Witaj Fex Fex, powiesz mi, co się stało? – zapytała, unosząc wesoło kącik swoich cudownych warg. – przecinek przy Wołaczu?

– Coś ci odbiło Fex Fex, musiałeś uderzyć się mocno w głowę – zakpiła. – i tu?

– Cieszę się, że kolor mojego stroju nie przeszkadza ci, w uznawaniu mnie za piękną. – zbędny ostatni przecinek?

Najpierw włosy, zlały się w jedną plamę. – i ten?

– W sumie (przecinek?) czemu nie – westchnął w końcu.

 

 

Ciekawe, zagadkowe, niejednoznaczne; do pewnego momentu – nawet zbyt realistyczne, ale potem dodałeś więcej fantastyki, na plus. :)

Klikam za pomysł, pozdrawiam serdecznie. ;) 

Pecunia non olet

bruce

Dziękuję Ci za przeczytanie i komentarze! Zaimki sprawiają mi jeszcze trudność, zwłaszcza, że ciężko je wyłapać przy trzydziestym czytaniu, bo oczy już same przeskakują. Czytanie na głos też nie pomogło najwidoczniej :/

Dziękuję za zwrócenie mi na nie uwagi, dopisuję sobie do checklisty rzeczy do sprawdzenia przed opublikowaniem! coollaugh

 

 

Co do przecinków przed wołaczem, strasznie mi one nie pasują, zwłaszcza przy powitaniach. Czuje się wręcz fizycznie niekomfortowo, jak po “witaj/cześć” muszę dać przecinek, czy tylko ja tak mam? Myślisz, że lepiej pozostać zgodnym z zasadami pisowni?

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Myślisz, że lepiej pozostać zgodnym z zasadami pisowni?

Nie, Prestidigitatorze, uważam, że lepiej pozostać w zgodzie ze sobą – jeśli czujesz, że tak jest ok – pozostaw. :) Każda moja sugestia jest tylko “na czuja”, pewności niestety nie posiadam żadnej. :)

A do zaimków – wszyscy się z nimi zmagamy w naszych tekstach – ja też tak mam, zapewniam. :) 

 

Pozdrawiam serdecznie i również dziękuję. :)

Zdrów! :) 

Pecunia non olet

Cześć,

ciekawe opowiadanie – a w zasadzie bardziej scenka. Mogłoby być częścią czegoś większego. Czytało się całkiem spoko.

Pozdroklik.

bruce

To niestety smutna wiadomość, że zmaganie z zaimkami zostanie na zawsze :(

 

Robert Raks

Dzięki za komentarz! Tak, Verdis jest całym wszechświatem, który chciałbym opisać, na razie jednak szkolę się na pojedynczych historiach takich jak ta.

 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

bruce

To niestety smutna wiadomość, że zmaganie z zaimkami zostanie na zawsze :(

Wiem, Prestidigitatorze, znam ten ból… :)

Pecunia non olet

Interesujace opko, nie ma infodumpu a zainteresowałeś światem. To na plus.

 

Z zaimkozą walczy każdy, ja też mam takie zdanie, że czasem są isotne (stylizacja) czasem, jak w twojego typu narracji, pisane współczesną polszczyzną, niepotrzebne.

 

Również klikam.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

melendur88

Dzięki za komentarz i słowa wsparcia w walce z zaimkami!

 

 

Może trzeba utworzyć jakąś grupę wsparcia dla pisarzy? angel

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

“Co robić, co robić?”, pomyślał. 

Polski cudzysłów wygląda inaczej, ten błąd pojawia się w dalszych częściach tekstu.

Natychmiast ruszył szybkim spacerem

Szybkim krokiem?

Kładąc się ryzykowałby stratowanie

Stratowaniem.

i nagle bah, nie pamiętam.

i nagle, bach, nie pamiętam.

– Mam… Diagnozę.

Diagnoza chyba lepiej z małej, bo to urwana część wypowiedzi.

Najpierw włosy, zlały się w jedną plamę.

Zbędny przecinek.

 

Dość emocjonalne, ciekawe. Podobało mi się. Wiele zdań można ulepszyć, ale rozumiem, że zaczynasz, dobra droga. Warsztatu się nauczysz, z wyobraźnią gorzej, a tu naprawdę jest pomysł. Szkoda, że takie krótkie, miało potencjał na rozwinięcie. Ale kto wie, może przedłużanie zniszczyłoby klimat. W każdym razie kliknę.

Z zaimkozą walczy każdy, spokojnie, tak to już jest.

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

MichaelBullfinch

Dzięki za komentarz i wyłapane błędy! Oprócz “” poprawiłem.

 

Zastanawia mnie, co odróżnia początkującego pisarza od zaawansowanego? Jak różni się warsztat? Nie potrafię tego uchwycić, ale czytając na przykład Twoją ostatnią przypowieść, czuję różnicę. Ale nie potrafię jej dostrzec. 

 

Może ktokolwiek z Was będzie potrafił to skwantyfikować, co oznacza, że pisanie stało się dojrzałe, a nie początkujące? 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Oprócz “” poprawiłem.

A czemu tego nie? To akurat jest bezdyskusyjnym błędem.

Zastanawia mnie, co odróżnia początkującego pisarza od zaawansowanego? Jak różni się warsztat? Nie potrafię tego uchwycić, ale czytając na przykład Twoją ostatnią przypowieść, czuję różnicę. Ale nie potrafię jej dostrzec. 

Oj, nie chciałem w moim komentarzu Ci czegokolwiek wytknąć. Sam siebie również uważam za początkującego. Pisałem raczej na zasadzie, że niedawno się przywitałeś na wątku dla nowych osób. Nie umiem Ci powiedzieć jak różni się warsztat, za dużo tego, ale z biegiem czasu sam to zauważysz. Sama ilość zaimków, to, że niektóre zdania po prostu da się zapisać lepiej. Im więcej będziesz pisał, ale i przede wszystkim czytał, tym szybciej sam zauważysz.

Ale konstrukcyjnie to jest naprawdę spoko opowiadanie, uważam, że napisane dość sprawnie. Dlatego też kliknąłem do biblioteki, więc w żadnym wypadku nie chciałem Cię urazić, czy postawić pod innymi.

You cannot petition the Lord with prayer!

MichaelBullfinch

To teraz ja sprostuję, absolutnie nie poczułem się urażony! To szczere pytanie, wynikające z chęci zostania jak najlepszym pisarzem, a nie przez zranioną dumę! Ale teraz widzę, dlaczego tak mogło zabrzmieć. Liczyłem, że to się da się to nazwać i naprawić.

Dzięki, że doprecyzowałeś, szkoda, że niestety nie ma takiej łatwej rzeczy typu zrób x, y i z a będziesz 10% lepszym pisarzem laugh 

 

A co do “”, wiem, że bezdyskusyjny błąd, ale mam jakieś opory, to mi będzie utrudniać pisanie kolejnych tekstów, a nie wnosi nic do samego odbioru. Piszę w notion, tam mi tego nie poprawia automatycznie, musiałbym każdorazowo Alt+0132, żeby zacząć. 

Literówki, zaimki, interpunkcja, powtórzenia – to wszystko jest mega istotne. Ale konwencja “ w j.p. jest po prostu niewygodna! 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

To teraz ja sprostuję, absolutnie nie poczułem się urażony!

A to dobrze, odetchnąłem.

Dzięki, że doprecyzowałeś, szkoda, że niestety nie ma takiej łatwej rzeczy typu zrób x, y i z a będziesz 10% lepszym pisarzem laugh 

No niestety, to nie takie łatwe. Jest to tak wiele rzeczy, że nie da się w krótkim komentarzu ich napisać. Ale pisząc i czytając, zaczyna się samemu zwracać uwagę na istotne kwestie, jak już zaczynają nas interesować. A widzę, że Ciebie interesują.

Piszę w notion, tam mi tego nie poprawia automatycznie, musiałbym każdorazowo Alt+0132, żeby zacząć. 

Literówki, zaimki, interpunkcja, powtórzenia – to wszystko jest mega istotne. Ale konwencja “ w j.p. jest po prostu niewygodna! 

To powiem tak, jeśli ma dać jedną radę, żeby być lepszym, niektóre zasady trzeba przyjąć bezdyskusyjnie, nawet jak się nie podobają. Ja mam problem z niektórymi słowami w dopełniaczu, brzmią dla mnie komicznie. Ale tak już jest. 

Też jak piszę używam “, bo na mojej klawiaturze nie mam nawet polskiego, ale potem, przed wrzuceniem, mam stały rytuał edycji wszystkich cudzysłowów. Kopiuje poprawny i wklejam w każde miejsce, gdzie jest zły. Brzmi głupio, ale ze mną działa. :D

Pozdrawiam i powodzenia w pisaniu!

You cannot petition the Lord with prayer!

MichaelBullfinch masz rację, że robiąc „ na koniec można trochę oszczędzić czasu, dzięki! Aczkolwiek jeżeli kiedyś będę mieć jakikolwiek głos w sprawach polskiej konwencji, to będę głosować przeciwko „” laugh

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Cześć

 

Mijane osoby dziwnie się na niego patrzyły

 

Rozmowy tłumu ludzi dookoła niego powoli cichły

wiadomo, że ludzi ;)

 

Jednocześnie mi się podobało i nie podobało :P Podobał mi się pomysł, jest tu zalążek jakiejś ciekawej opowieści, chociaż nie do końca wybrzmiał w tej krótkiej scenie. Warsztatowo do doszlifowania, ale to akurat do zrobienia i przyjdzie z czasem, więc jestem ciekawa, co zaserwujesz następnym razem.

 

Those who don't believe in magic will never find it

Dzięki OldGuard za komentarz!

 

Zastanowiłem się nad twoimi słowami i dzięki nim zauważyłem jeden duży mankament mojego opowiadania: mało w nim wyborów. 

Wszystkie decyzje Fexa nie mają znaczenia fabularnego, bo rzeczy, te same, przydarzyłyby się gdziekolwiek indziej. Mógł zostać w teatrze i Resa, albo ktoś inny, też by powstała. 

 

Muszę dawać postaciom więcej swobody w przyszłych opowieściach.

 

Nie wiem, czy to jest ta część, która mogła Ci się nie podobać? 

Tak czy tak, dziękuję za ten komentarz, bo dał mi do myślenia! 

 

 

 

 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Prestidigitatorze, przeczytałam, jednak nie mogę powiedzieć, że wiem o co tu chodzi, ale mogę powiedzieć, że czytało się to całkiem nieźle, choć wykonanie pozostawia nieco do życzenia. :)

 

ru­szył szyb­kim kro­kiem, nucąc swoją ulu­bio­ną pio­sen­kę. → Zbędny zaimek.

 

Oparł się pię­ścia­mi na ko­la­nach i le­d­wie mógł zła­pać od­dech. → Oparł się pię­ścia­mi o kolana i le­d­wie mógł zła­pać od­dech. Lub: Oparł pię­ści na ko­la­nach i le­d­wie mógł zła­pać od­dech.

Opieramy się o coś, nie na coś.

 

ale nogi od­mó­wi­ły mu po­słu­szeń­stwa. → Zbędny zaimek.

 

za­py­ta­ła, uno­sząc we­so­ło kącik swo­ich cu­dow­nych warg. → Zbędny zaimek.

 

Wsta­ła razem z nim, pod­pie­ra­jąc go za ło­kieć. → Wsta­ła razem z nim, podtrzymując go za ło­kieć.

Podpieramy się czymś, np. laską, nie za coś.

 

Pod­szedł i zła­pał mocno za rękę dziew­czy­ny. → Pod­szedł i zła­pał mocno rękę dziew­czy­ny. Lub: Pod­szedł i mocno zła­pał dziewczynę za rękę.

 

Zmarsz­czy­ła de­li­kat­nie swój nosek i jęk­nę­ła: → Zbędny zaimek.

 

Kel­ner ski­nął głową i od nich od­szedł. → Kel­ner ski­nął głową i odszedł od nich.

 

– A po­ma­gam, bo jako po­ma­rań­czo­wej, mi nikt by nie po­mógł. -> – A po­ma­gam, bo jako po­ma­rań­czo­wej, mnie nikt by nie po­mógł.

mnie czy mi? tobie czy ci? – Słownik języka polskiego PWN

 

Pa­trzył na nią sze­ro­ko otwar­ty­mi ocza­mi. → Pa­trzył na nią sze­ro­ko otwar­ty­mi ocza­mi.

Patrzył sam, nie z oczami.

 

wpa­try­wa­ła się w niego tymi głę­bo­ki­mi, uważ­ny­mi ocza­mi. → Zbędny zaimek.

 

Wła­sną twarz, wła­sne ubra­nia. → Wła­sną twarz, wła­sne ubra­nie.

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą mamy na sobie to ubranie.

 

„Czyli jed­nak byłaś wy­two­rem mojej wy­obraź­ni.” → „Czyli jed­nak byłaś wy­two­rem mojej wy­obraź­ni”.

Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję regulatorzy za Twoje rady, naprawdę je doceniam, zwłaszcza, że wyłapujesz już takie rzeczy, których mój mózg w życiu by nie uznał za błędy! 

Mam wrażenie, że ten mój draft już był o niebo lepszy niż pierwsza wersja “Lombard”, właśnie dzięki komentarzom między innymi Twoim, w_baskerville, bruce. A czuję i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. 

 

Wiem, że może przeginam z prośbami, ale i tak zapytam, jeżeli znalazłabyś dla mnie czas :) Czy byłabyś w stanie powiedzieć, chociażby górnolotnie, co rozumiesz przez:

choć wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

Czy to kwestia między innymi błędów technicznych, które mi wypisałaś, całokształtu, historii, może tempa?

 

Nie biorę tego personalnie, po prostu chcę się stawać coraz lepszy, a wiem, że mogę się jeszcze nauczyć mnóstwa rzeczy! 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Prestidigitatorze, jest mi niezmiernie miło, że uznałeś uwagi za przydatne. Cieszę się też, że uwagi, także w_ba­ske­rvil­le i bruce, sprawiają, że piszesz lepiej.

 

Wiem, że może prze­gi­nam z proś­ba­mi, ale i tak za­py­tam, je­że­li zna­la­zła­byś dla mnie czas :) Czy by­ła­byś w sta­nie po­wie­dzieć, cho­ciaż­by gór­no­lot­nie, co ro­zu­miesz przez:

choć wy­ko­na­nie po­zo­sta­wia nieco do ży­cze­nia.

Nie przeginasz, Prestidigitatorze, żadną miarą nie przeginasz, a poza tym zawsze warto zadać pytanie, niż trwać w niewiedzy, co też piszący/ mówiący miał na myśli.

Uwaga, że wykonanie pozostawia nieco do życzenia odnosi się do wyłapanych usterek, albowiem każda dostrzeżona sprawia, że przerywam lekturę, wpisuję zdanie do łapanki, czasem grzebię w słownikach, a to, niestety wybija mnie z rytmu czytania.

 

Nie biorę tego personalnie, po prostu chcę się stawać coraz lepszy, a wiem, że mogę się jeszcze nauczyć mnóstwa rzeczy! 

To wyznanie jest szalenie budujące i sprawia, że Twoją twórczą przyszłość widzę w pięknych barwach.

Powodzenia!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ciekawy tekst. I rzeczywiscie mógłby być częścią czegoś większego. Pozdrawiam i daję 5*

reulatorzy – Dzięki za doprecyzowanie i miłe słowa! :) 

 

Grzesiek_W – dzięki! Verdis będzie kiedyś w księgarniach, obiecuję! :D Po prostu jeszcze czuję, że brakuje mi warsztatu, aby napisać coś dłuższego.

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Nowa Fantastyka