- Opowiadanie: marzan - Wyzwanie #44 Jedna scena, dwa różne tempa
Wyzwanie #44 Jedna scena, dwa różne tempa
Tradycyjnie (choć to tradycja krótka) wyzwanie publikujemy zanim skończy się poprzednie – żebyście mieli dwa weekendy na walkę z tematem :)
Bieżące wyzwanie zakończy się w niedzielę 19.04.
Tym razem temat nieco lżejszy, bez łamańców językowych – ale za to wymaga podwójnej pracy!
Obrazek to jedynie inspiracja, niekoniecznie chcemy mieć same sferyczne smoki ziejące ogniem w różnych tempach :) Na zamku Alergiusza równie dobrze może wylądować zagubiony Klapaucjusz albo Trurl!
Oceny
Wyzwanie #44 Jedna scena, dwa różne tempa
Trafiasz na dwór Króla Alergiusza, na którym doszło do pewnego incydentu. Nikt nie jest pewny, co dokładnie się wydarzyło, ale wszyscy zgadzają się co do jednego – rozegrało się to bardzo szybko… albo bardzo wolno (w zależności od tego, kogo zapytać).
Władca wzywa Cię do siebie i zleca zadanie.
Najpierw masz sporządzić raport dla posłańca, który musi natychmiast ruszyć w drogę i przekazać wieści dalej. Nie ma czasu na szczegóły, liczy się samo sedno opowieści.
Następnie masz przygotować zapis do kroniki dworskiej, w której każde wydarzenie powinno zostać dokładnie opisane z uwzględnieniem nawet najmniejszych detali.
Twoje zadanie – opisz to samo zdarzenie dwa razy:
– raz jako krótki, szybki raport (maksimum treści i minimum słów),
– drugi raz jako rozwlekły, szczegółowy zapis kronikarski (w granicach rozsądku, bo kronikarz spisuje wszystko ręcznie ;))
Obie wersje mają dotyczyć dokładnie tej samej sceny, ale różnić się tempem, długością i liczbą szczegółów.
Koniec
Komentarze
Super sprawa. Coś dla mnie
Moje uszanowanie!
Bardzo ciekawy pomysł, a zarazem, na pewien sposób, przydatne ćwiczenie. Teksty zamieścić tutaj w komentarzu, tak?
Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!
Robercie, tak, w komentarzu. Chyba że wyobraźnia tak Cię poniesie, że naskrobiesz opowiadanko powyżej 8000 znaków, wtedy komentarz może pęknąć :) Ale zawsze można opublikować otwarcie i dać tutaj link.
Czarna, miło znów Cię widzieć! Staramy się dawać na zmianę wyzwania językowe i wyzwania dla wyobraźni, choć oczywiście nie ma jednego bez drugiego!
– Raptosławie, cóż stało się tej nocy? Tylko składnie, bo kat się spieszy na urodziny babki. A do babki nie warto się spóźniać, prawda, Wyrwizębie?
Kat przerwał dłubanie w zębach sztyletem i demonstracyjnie zadrżał ze strachu.
– Ukradli kiełbasę! I gorzałkę! A Mąciwład wszystkich wybił! Tylko herszta ostawił! – Świadek wskazał skutego w łańcuchy brodatego draba. Ów otworzył usta, lecz wydobył z siebie ledwie bełkot. Zamiast języka miał w ustach kikut, obwiązany pokrwawioną szmatą.
– Zaprotokołować! – zakrzyknął królewski sędzia prosto w ucho przysypiającego skryby. – I miało być składnie, od kiedy astrolog zajmuje się kiełbasą?
Kat uniósł krzaczastą brew i pokiwał głową, a potem, niby od niechcenia, pokazał długą rózgę, tu i wódzie nabijaną ćwiekami.
– No… Obserwowaliśmy niebo, ja i mój brat, a wtem, pod nami, straszliwy rumor! Drzwi od spiżarni pękły! Wylegli zbójcy, cała banda! Dwóch z kiełbasami, pęta takie, że ledwo biegli. A trzech toczyło beczki, hurgot nieziemski, bach, trach, obijały się o ściany! Pędzili jak diabły, już znikali w uliczce, jak ich Mąciwład dopadł. Dobył miecza i rach, ciach, walił, po czym popadnie! Głowy leciały, ręce, flaki, wrzask i jęk okrutny! A jak tylko jeden pozostał, w łeb go huknął i za kudły powlókł, ot i cała historia!
– A zatem, sprawa jest prosta! – Zadowolony sędzia skinął na kata.
– Wysoki Sądzie, czcigodni panowie… – odezwał się nieśmiały głos z kąta sali – …sprawa zaiste jest prosta, należy bowiem uwolnić zbójcę, ściąć Mąciwłada, wojów i magów szykować, a królewskie dzieci jak najdalej od dworu wyprawić…
– Ktoś ty?
– To mój brat, Guzdromir – przyznał zakłopotany astrolog. – On zawsze tak plecie, wybaczcie.
– Był z tobą na wieży tej nocy? A zatem, niech mówi!
– Może lepiej nie? To potrwa wieki! I co z babcią Wyrwizęba?
– Posłać po nią lektykę! – zawyrokował sędzia – Niech też posłucha! A ty, skrybo, obudźże się wreszcie, bo robota czeka!