- Opowiadanie: marzan - Wyzwanie #44 Jedna scena, dwa różne tempa

Wyzwanie #44 Jedna scena, dwa różne tempa

Tradycyjnie (choć to tradycja krótka) wyzwanie publikujemy zanim skończy się poprzednie – żebyście mieli dwa weekendy na walkę z tematem :)

Bieżące wyzwanie zakończy się w niedzielę 19.04.

Tym razem temat nieco lżejszy, bez łamańców językowych – ale za to wymaga podwójnej pracy!

Obrazek to jedynie inspiracja, niekoniecznie chcemy mieć same sferyczne smoki ziejące ogniem w różnych tempach :) Na zamku Alergiusza równie dobrze może wylądować zagubiony Klapaucjusz albo Trurl!

Oceny

Wyzwanie #44 Jedna scena, dwa różne tempa

 

Trafiasz na dwór Króla Alergiusza, na którym doszło do pewnego incydentu. Nikt nie jest pewny, co dokładnie się wydarzyło, ale wszyscy zgadzają się co do jednego – rozegrało się to bardzo szybko… albo bardzo wolno (w zależności od tego, kogo zapytać).

Władca wzywa Cię do siebie i zleca zadanie.

Najpierw masz sporządzić raport dla posłańca, który musi natychmiast ruszyć w drogę i przekazać wieści dalej. Nie ma czasu na szczegóły, liczy się samo sedno opowieści.

Następnie masz przygotować zapis do kroniki dworskiej, w której każde wydarzenie powinno zostać dokładnie opisane z uwzględnieniem nawet najmniejszych detali.

 

Twoje zadanie – opisz to samo zdarzenie dwa razy:

– raz jako krótki, szybki raport (maksimum treści i minimum słów),

– drugi raz jako rozwlekły, szczegółowy zapis kronikarski (w granicach rozsądku, bo kronikarz spisuje wszystko ręcznie ;))

 

Obie wersje mają dotyczyć dokładnie tej samej sceny, ale różnić się tempem, długością i liczbą szczegółów.

Koniec

Komentarze

Super sprawa. Coś dla mnie

Moje uszanowanie!

 

Bardzo ciekawy pomysł, a zarazem, na pewien sposób, przydatne ćwiczenie. Teksty zamieścić tutaj w komentarzu, tak?

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Robercie, tak, w komentarzu. Chyba że wyobraźnia tak Cię poniesie, że naskrobiesz opowiadanko powyżej 8000 znaków, wtedy komentarz może pęknąć :) Ale zawsze można opublikować otwarcie i dać tutaj link.

Czarna, miło znów Cię widzieć! Staramy się dawać na zmianę wyzwania językowe i wyzwania dla wyobraźni, choć oczywiście nie ma jednego bez drugiego!

– Raptosławie, cóż stało się tej nocy? Tylko składnie, bo kat się spieszy na urodziny babki. A do babki nie warto się spóźniać, prawda, Wyrwizębie?

Kat przerwał dłubanie w zębach sztyletem i demonstracyjnie zadrżał ze strachu.

– Ukradli kiełbasę! I gorzałkę! A Mąciwład wszystkich wybił! Tylko herszta ostawił! – Świadek wskazał skutego w łańcuchy brodatego draba. Ów otworzył usta, lecz wydobył z siebie ledwie bełkot. Zamiast języka miał w ustach kikut, obwiązany pokrwawioną szmatą.

– Zaprotokołować! – zakrzyknął królewski sędzia prosto w ucho przysypiającego skryby. – I miało być składnie, od kiedy astrolog zajmuje się kiełbasą?

Kat uniósł krzaczastą brew i pokiwał głową, a potem, niby od niechcenia, pokazał długą rózgę, tu i wódzie nabijaną ćwiekami.

– No… Obserwowaliśmy niebo, ja i mój brat, a wtem, pod nami, straszliwy rumor! Drzwi od spiżarni pękły! Wylegli zbójcy, cała banda! Dwóch z kiełbasami, pęta takie, że ledwo biegli. A trzech toczyło beczki, hurgot nieziemski, bach, trach, obijały się o ściany! Pędzili jak diabły, już znikali w uliczce, jak ich Mąciwład dopadł. Dobył miecza i rach, ciach, walił, po czym popadnie! Głowy leciały, ręce, flaki, wrzask i jęk okrutny! A jak tylko jeden pozostał, w łeb go huknął i za kudły powlókł, ot i cała historia!

– A zatem, sprawa jest prosta! – Zadowolony sędzia skinął na kata.

– Wysoki Sądzie, czcigodni panowie… – odezwał się nieśmiały głos z kąta sali – …sprawa zaiste jest prosta, należy bowiem uwolnić zbójcę, ściąć Mąciwłada, wojów i magów szykować, a królewskie dzieci jak najdalej od dworu wyprawić…

– Ktoś ty?

– To mój brat, Guzdromir – przyznał zakłopotany astrolog. – On zawsze tak plecie, wybaczcie.

– Był z tobą na wieży tej nocy? A zatem, niech mówi!

– Może lepiej nie? To potrwa wieki! I co z babcią Wyrwizęba?

– Posłać po nią lektykę! – zawyrokował sędzia – Niech też posłucha! A ty, skrybo, obudźże się wreszcie, bo robota czeka!

Ciąg dalszy nastąpi cheeky

Kurtyzana, kiedy ten czas mija?

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

– Kiedy kości poległych w bratobójczej walce tytanów światła i mroku upadły do wszechoceanu… – zaczął Guzdromir.

– Skrybo, ile wieków obejmują zapiski historii naszego królestwa? – przerwał sędzia.

– Hmm, ze dwanaście?

– A to się wydarzyło na długo zanim zaczęto je prowadzić, prawda?

– Zapewne, Wysoki Sędzio!

– Guzdromirze, czy mógłbyś zatem przejść do meritum, czyli dzisiejszej nocy? Obawiam się, że w tym tempie nie tylko nie wydamy wyroku, ale obecna tu dostojna jubilatka może nie doczekać końca opowieści…

Babka Wyrwizęba nie wydawała się zachwycona żartem. Łypnęła na sędziego spode łba, wyjęła zza pazuchy zasuszoną łapę krogulca i wymamrotała coś ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.

– Kiedy to ważne dla dzisiejszych wydarzeń! Bo jak już te kości wpadły do wszechoceanu, to wytworzył się z nich ląd. A nowi bogowie zaczęli go zaludniać zwierzętami podle swej fantazji. Były tam dzikosarny, i szczurowrony, i żukoglizdy, pćmy, murkwie…

– Do rzeczy! – warknął sędzia.

– I Dziad!

– Dziad?

– No, musieli od czegoś zacząć. Więc stworzyli Dziada. Łaził po pralesie, wróblożaby lęgły mu się w brodzie, tu przystrzygł krzaczek, tam zerwał kwiatek, a i jeżostrzębia uwolnił, co się wbił w drzewo przy polowaniu…

Sędzia znacząco chrząknął.

– Przepraszam, jeżoco? – odezwał się skryba.

– Jeżostrzębia! Ale szybko się znudził bogom. Dziad. I jeżostrząb zresztą też. Więc przykuli go do płonącej skały, Dziada znaczy się. Dwa węże wyjadały mu wątrobę, a nad głową rosła jabłoń z wielkim głazem zamiast jabłka.

– Ale dlaczego, przecież nic im nie zrobił? – zaciekawił się skryba, lecz sędzia zgromił go wzrokiem.

– Nieważne, czyż nie miałem przechodzić do sedna? – zirytował się Guzdromir. – Więc potem stworzyli kobietę i mężczyznę, i jakoś poleciało. A o Dziadzie zapomnieli. Ale w końcu węże straciły wzrok i zjadły się nawzajem, jabłoń się przewaliła, bo uschła od gorąca i głaz był za ciężki, a łańcuchy przerdzewiały, też od płomieni. I Dziad powrócił. Wyrył na skale symbole. Tam, za rzeką, w Szumolesie.

– Czy możemy trzymać się historii najnowszej? I co to wszystko ma do rzeczy?

– Kiedy to się wczoraj stało! Ten oto zbójca przyszedł do mnie, bo Dziad był dość hałaśliwy, zbójców pobudził owym kuciem w skale. Herszt myślał, że to jakaś klątwa, i prosił, bym wyjaśnił mu znaczenie tajemniczych znaków. Spojrzałem zatem do starych ksiąg i znak po znaku, z mozołem…

Sędzia westchnął i skinął na kata, który niby przypadkiem zaczął ostrzyć długie nożyce.

– … odcyfrowałem przesłanie. Dziad przyszedł odebrać to, co dziadkowskie.

– I jaki w tym problem? Królestwo pozbędzie się dziadostwa, a ja nadal nie widzę związku z kiełbasą!

– Sędzio, jeśli mogę zauważyć… – odezwał się skryba – … czy dzieci Alergiusza nie noszą czasem imion Dziadumiła i Miłodziad?

– Otóż to! Zbójcy jak to zbójcy, z prawem są na bakier, ale królowi źle nie życzą, bo miewali gorszych. Więc zaczęli dumać, co by można Dziadowi oddać, żeby potomstwa królewskiego poniechał. A że herszt, który tutaj z nami siedzi, jeszcze pamiętał swego dziada, to przypomniał sobie, co ów lubił – kiełbasę i gorzałkę. Tylko że zbójcy już swoje zapasy przejedli i przepili. Uprosili mnie, żebym pogadał z Mąciwładem, co pilnuje spiżarni. Ja i tak na zamek wracać musiałem, bo zmierzch zapadał, więc chętnie się zgodziłem. A i Mąciwład, zdawało mi się wtedy, plan pojął, bo im więcej mówiłem, tym szerzej się uśmiechał. Myślałem – ściszył głos – że z troski o rodzeństwo, bo jego matka królowi służy i chodzą plotki, że…

– Hę? Można głośniej, bo nie zapisałem?

– Tego nie protokołować! – odezwał się sędzia, który nieco poczerwieniał na twarzy.

– Więc, jak zbójcy drzwi rozwarli i wybiegli z zapasami na dziedziniec, to tylko się ucieszyłem, bo wiedziałem, że w słusznej sprawie. I skręcali już do bramy, kiedy Mąciwład zaszedł im drogę. Myślałem, że chce im dać klucze. Wyciągnął coś przed sobą na dłoni, ale kiedy jeden ze zbójców podszedł, rycerz ciął go prosto w szyję.

Zanim się pozostali połapali, jeszcze jednemu wbił klingę prosto w trzewia. Biedaczysko zgiął się wpół, a ten drań zamierzył się jeszcze raz i rozłupał mu czaszkę. Z kolejnym nie poszło mu tak łatwo, bo chłop był na schwał, ale że akurat obwieszony pętami kiełbasy, to i ruszał się wolno. Więc w końcu Mąciwład mu rękę uciął, a potem sieknął w czoło, i tyle zbój powalczył.

Próbowali jeszcze rycerza powalić, tocząc na niego beczkę, lecz Mąciwład w porę uskoczył. Sięgnął za połę płaszcza, wyciągnął coś małego, zbyt ciemno było, by dojrzeć co, lecz musiał to być instrument magiczny, bo wydał z siebie jęk tak przeraźliwy, że nawet nam, na wieży, kolana zmiękły. Zbójcy też się za głowy złapali i na ziemię padli, a rycerz podbiegł do nich i rąbał mieczem, jak prosiaki!

Tylko herszt dał radę zatkać uszy szmatą. Krzyczał coś do Mąciwłada, nawet błagał na klęczkach, usłyszałem tylko imiona królewskich dzieci. Rycerz podniósł pałkę jednego z martwych zbójców i zdzielił go w głowę, a kiedy dowódca już padł, dobył sztyletu i uciął mu język. A zanim go tutaj przywiódł, rozrzucił kiełbasy psom i podziurawił beczki.

Wszyscy patrzyli na Guzdromira w oczekiwaniu na dalsze słowa, lecz ten już skończył opowieść.

– Zatem… cóż mamy czynić… szykować armię, jak mówiłeś? Rekwirować kiełbasy po gospodach? – zapytał sędzia głosem wcale nie sędziowskim.

– Eee tam – odezwała się niespodziewanie babka Wyrwizęba. – Małżonek mój odszedł już dawno, a taki Dziad na stare lata by mi się przydał!

Od razu składam samokrytykę: dużo tutaj biegania wokół tematu i ozdobników, a sam opis w nich ginie, zwłaszcza w pierwszym fragmencie, gdzie zajmuje ledwie akapit i dwie kwestie dialogowe. Forma dialogu również trochę oszukuje zadanie i nie trafia dokładnie w cel.

Przyznam jednak, że dawno nie bawiłem się tak dobrze przy pisaniu, więc wybaczcie te harce. Żeby nie było wątpliwości, nie ja wymyśliłem to wyzwanie – czyli wychodzi, że jednak potrzebuję zewnętrznych bodźców do działania :)

Tekst pisany na szybko, może być trochę zachwaszczony!

P.S. Duża dziura logiczna właśnie usunięta, teraz (chyba) tylko językowe.

 

Tarnino, sferyczne smoki czekają na swoją panią! :P

Gdzie nie ma zasad, tam są kwasy.

Co za ciekawe ćwiczenie! laugh

 

 

Marzan,

 

co do 1#

I miało być składnie, od kiedy astrolog zajmuje się kiełbasą?

cheeky

 

W pierwszym opisie jest trochę “ozdobników”, więc nie jest on absolutnie minimalistyczny, ale w sumie nie sam opis wydarzenia jest rozwleczony, co forma przedstawienia go. 

 

Za to wersja kronikarska, zgodnie z wymogiem, jest rozwlekła i szczegółowa :P przy czym nie jest to lanie wody, ale świadome spowalnianie narracji, o co w zasadzie chodziło w zadaniu ;)

 

 

***

 

PS. Chociaż bawimy się tutaj stylem, także w przedstawianiu wyzwań, nie oznacza to, że taka stylistyka jest wymagana. Macie więc pełną dowolność :)

Those who don't believe in magic will never find it

Podejmę się wyzwania, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że jestem kiepska w tworzeniu stylu dworskiego:

 

 

Raport dla posłańca:

 

Niech to dunder świśnie! Nikt by się nie spodziewał, że Dziadumiła złamie przysięgę małżeńską… I to z Grzmociworem! Przecież tak grzecznie do ołtarza szła, przytrzymywana silną ręką jednego z Moczywojów….

Pakt pokojowy między Alergiuszami i Moczywojami zostaje więc zerwany! Dziadumiła powrócić musi na dwór króla. Nie chcę nawet myśleć, jaka kara ją czeka. Biada niewieście niewiernej, oj, biada…

 

 

Zapis do kronik:

 

Nasz dwór nawiedziło wielkie nieszczęście z powodu niewiasty. Otóż najukochańsza córka Króla Alergiusza, Dziadumiła, dopuściła się zdrady małżeńskiej. Nakryta została przez służbę dworską, która daremnie usiłowała pierzynę wymienić, gdy Dziadumiła nieprzerwanie harce uskuteczniała, wespół z Grzmociworem.

Biada naszemu dworowi! Strach pomyśleć, jak dalekie będzie miał skutki tenże występek. Pokojowy pakt między rodami Alergiuszów i Moczywojów zostanie z pewnością zerwany. Utracimy wiele dobrodziejstw, jak dostęp do jedynej rzeki, z której można było wody naczerpać i nawet nią pragnienie ugasić, bez lęku o częste i bolesne wizyty w latrynie.

Król Alergiusz zamknął się w swojej komnacie i zapewne się z myślami bije. Nikt nie śmie wątpić, że ukaranie ukochanej córki przyjdzie mu z ogromnym trudem, jednakże musi to uczynić, by nie stracić w oczach nie służby jedynie, lecz i wszystkich rodów z nami sąsiadujących.

Niech to będzie przestrogą dla dziewek na przyszłość! Nie warto dla nocy jednej zaprzepaścić tyle dobrodziejstw i udogodnień. Wierność popłaca!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

marzanie,

 

po długości tekstu myślałam, że pierwsza część jest tą dłuższą wersją do kronik :P

 

A do babki nie warto się spóźniać, prawda, Wyrwizębie?

Kat przerwał dłubanie w zębach sztyletem i demonstracyjnie zadrżał ze strachu.

Hahahha, leżę :P

 

Świetne raporty i zapisy! Jedyne, do czego bym się przyczepiła, to do tego, że jest to właściwie przedstawienie scen, a nie stricte zapisy raportów czy w kronikach :)

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Holly, chyba bardzo lubisz Grzmociwora, skoro tak mu się upiekło – jak rozumiem, jego winy w tym nie było żadnej :)

Przypieczętowałaś też wybór Wielkiej Stopy z poprzedniego wyzwania na żonę Miłodziada. Jej żaden sąsiad nie podskoczy :)

 

Nakryta została przez służbę dworską,

Hm, można to było rozwinąć w grę słów nakryta-odkryta, bo mowa o łóżku ;) 

 

W trakcie czytania długiej wersji czułem brak symetrii – skutki były całkiem zgrabnie opisane i tam naprawdę wydłużałaś tekst i rozwodziłaś się nad konsekwencjami, ale czułem niedosyt tego, co doprowadziło do zdrady, albo chociaż zdziwienie, że ledwo weszła w związek małżeński, a już zabawia się z innym (wpadł jej w oko na castingu :) ). Gdybyś na przykład wyszła z biadania w stylu “o tempora, o mores” – Twój kronikarz i tak nie jest obiektywny – to całość miałaby “ząb”, i to jaki!

 

Szkoda, że zużyłem moje wyzwanie, bo kusi mnie ogromnie, żeby napisać Twoją scenkę z perspektywy Dziadumiły w formie dwóch listów – jeden do ojca, drugi do męża, i zgadujemy, który dłuższy :)

 

Jedyne, do czego bym się przyczepiła, to do tego, że jest to właściwie przedstawienie scen, a nie stricte zapisy raportów czy w kronikach :)

Wiem, Holly, wiem. Jak czasem zacznę się bawić tekstem, to trochę zapominam o celu. Muszę nad tym popracować. Dobrze, że na to zwracasz uwagę!

Szkoda, że zużyłem moje wyzwanie, bo kusi mnie ogromnie, żeby napisać Twoją scenkę z perspektywy Dziadumiły w formie dwóch listów – jeden do ojca, drugi do męża, i zgadujemy, który dłuższy :)

A co stoi na przeszkodzie? Przecież to ćwiczenia. Pisz!

 

W trakcie czytania długiej wersji czułem brak symetrii – skutki były całkiem zgrabnie opisane i tam naprawdę wydłużałaś tekst i rozwodziłaś się nad konsekwencjami, ale czułem niedosyt tego, co doprowadziło do zdrady, albo chociaż zdziwienie, że ledwo weszła w związek małżeński, a już zabawia się z innym (wpadł jej w oko na castingu :) ). Gdybyś na przykład wyszła z biadania w stylu “o tempora, o mores” – Twój kronikarz i tak nie jest obiektywny – to całość miałaby “ząb”, i to jaki!

Masz rację, dziękuję za uwagę!

Bez sztuki można przeżyć, ale nie można żyć

Wersja demo:

To chłopiec!

 

Wersja kronikarza:

Królowa powiła syna. Medycy orzekli, że dziecię jest zdrowe. A z pewnością ma zdrowe płuca – od jego wrzasku drżą ściany pałacu. To dorodny chłopiec, waży prawie dziewięć min. 

Trzeba było wezwać nadwornego inżyniera, aby zbudował przybytek stosowny dla malca. Mistrz niezwłocznie przystąpił do pracy i projektowania, zamówiono marmury i inne kamienie odpowiednie dla królewskiego potomka.

Chłopiec kaprysi przy jedzeniu, nie chce ssać piersi. Woli się w nie wgryzać. Wszystkie mamki porzuciły pracę.

Dziecku nadano imię Minotaur. Po ojcach ojcu.

Babska logika rządzi!

Finkla,

 

No i to chodziło. Zwłaszcza wersja demo jest oszczędna w słowach, ale bardzo treściwa laugh

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

Finklo, po pierwsze świetnie sobie poradziłaś z zadaniem, po drugie zadałaś krótką wersją zagadkę, a po trzecie uśmiałem się przy rozwiązaniu, choć już w trakcie czytania domyślałem się, że chodzi o mity!

 

Od tej pory rozwiązania wyzwań mierzymy w Finklach. Przekroczenie jednej Finkli grozi deformacją czasoprzestrzeni!

 

Mam dłuższą wersję tej informacji. Otóż, skoro stałaś się wzorcem, zostaniesz zamknięta pod szklanym kloszem. Będziemy podawać Ci strawę intelektualną w odpowiednich dawkach, żebyś czasem nie schudła, oraz usuwać niestrawione resztki poza klosz (nie, dziura jest za mała, nie przeciśniesz się). Będziemy przewozić Cię (również w kloszu) na procesy tych autorów, którzy będą mieli czelność stwierdzić, że wartość literacka ich rozwiązania przekracza jedną Finklę. Oczywiście będziemy chłodzić klosz w trakcie palenia owych autorów na stosie ich wypocin, żebyś przypadkiem nie rozszerzyła się z gorąca.

Raport rozesłany do wiosek, miast i miasteczek w okolicy:

 

Egzekucja królewskiego posłańca została zaplanowana na samo południe najbliższej niedzieli. Powód: przesadne użycie przymiotników, co wywołało gniew króla Alergiusza.

 

Zapis w kronice:

 

W dniu pochmurnym, acz nad wyraz spokojnym, przed obliczem Króla Alergiusza stanął posłaniec. Był to człowiek niepozorny, chociaż językowo nadmiernie ambitny. W swej przemowie użył takiej liczby przymiotników, że miłościwie nam panujący Władca, znany ze swej alergii na nadmiar ozdobników słownych, aż poczerwieniał ze złości. Królewski policzek począł drgać mu w mało majestatyczny sposób, co niechybnie zapowiadało kłopoty. Pan nasz wydał wyrok szybki, a sala audiencyjna zamarła. Straż przyboczna, przyzwyczajona jednak do królewskich decyzji, wykonała rozkaz bez słowa sprzeciwu, zabierając nieszczęśnika do lochów, gdzie oczekuje teraz na topór katowski. 

Egzekucja królewskiego posłańca została zaplanowana na samo południe najbliższej niedzieli. Spodziewamy się przy tym dobrej pogody, umiarkowanie ciepłej i wystarczająco suchej, aby dziedziniec mógł przyjąć większą liczbę obserwatorów bez nadmiernych utrudnień. Z tego powodu zamkowe kucharki rozpoczęły odpowiednie przygotowania. Wypieki oraz potrawy przewidziane na ten dzień mają charakter prosty, lecz obfity, tak aby nikt z przybyłych gości nie mógł zarzucić dworowi ani przesady, ani niedostatku. Straż zamkowa natomiast przeprowadziła już standardowe oględziny dziedzińca, usuwając zbędne elementy, a pozostawiając wyłącznie te, które uznano za konieczne. 

Those who don't believe in magic will never find it

OldGuard, jeśli kiedyś przyjdzie mi napisać scenkę, w której główny bohater musi mową-trawą odwlec poczynania arcyłotra do momentu przybycia odsieczy, zgłoszę się do Ciebie na konsultacje. Albo jak będę chciał rozwałkować jeden klusek do wielkości pizzy – Twój ostatni akapit jest przecudowny!

Marzanie, to dyplomacja! Chociaż teraz myślę, że nie wykorzystałam tutaj okazji i zamiast planować egzekucję nieszczęsnego posłańca lubującego się w przymiotnikach, mogłam napisać dwie odpowiedzi na pytanie “ile kosztuje chleb” ;)

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

Przekroczenie jednej Finkli grozi deformacją czasoprzestrzeni!

Czyżbyś sugerował, że za dużo ważę i obiekty cięższe ode mnie zakrzywiają czasoprzestrzeń i ocierają się o czarnodziurskość? ;-)

Mam dłuższą wersję tej informacji.

Zapachniało incepcją – wersja dla Finkli i kronikarska. ;-)

Chyba proponujesz życie w złotej klatce. Ale najpierw musiałbyś mnie złapać. ;-p

Babska logika rządzi!

Krótko:

 

Wzywa się natychmiast rycerzy i pogromców smoków na dwór Króla Alergiusza. Do ubicia dorosły osobnik, który spalił jedną z dzielnic stolicy. Szacowany wiek potwora trzydzieści lat, typ złotołuski, uwielbia zwłaszcza barany. Nagroda w srebrze.

 

Długo:

 

Trzeci dzień po przesileniu wiosennym był wyjątkowo pogodny. Królewski meteorolog zapowiadał jasne, pogodne niebo, słońce i brak deszczu.

W Myszogardzie, największej dzielnicy stolicy, na ulicach pojawiły się dziesiątki dzieci okolicznych chłopów i ich rodzice, przygotowujący stragany na doroczny jarmark sera. W tym roku spodziewano się wyjątkowej ilości kmieciów i odwiedzających mieszczan. Ze wszystkich stron do stolicy nadciągały setki wozów. Straż królewska i celnicy musieli wystawić dodatkowe posterunki, problemy z noclegami miały również karczmy. Przewidywano, że część odwiedzających musi spać w wozach.

Przygotowania trwały całą parą, gdy około dwunaste zaczęły bić dzwony od strony południowej. Żołnierze zobaczyli ogromnego, dorosłego smoka złotoustego, który kierował się wprost do stolicy. Wielu z nich mówiło potem, że nie widziało nigdy czegoś takiego. Bestia kierowała się do Myszogardu, a jej smród czuć było już z daleka. Dorosły smok zaatakował wpierw stojących na moście, potem zaczął niszczyć kolejne stragany poczynając od placu rybnego. Chłopi i mieszczanie mieli odciętą drogę ucieczki. Bestia nawróciła kilka razy i odleciała dopiero wtedy, gdy łucznicy królewscy zaczęli do niej trafiać z najwyższej wieży.

Król Alergiusz na wiadomość o tragedii od razu wrócił do stolicy i wyznaczył nagrodę za zabicie potwora. Jego wysokość przyjechał do poddanych w Myszogardzie dnia następnego i odznaczył dwóch łuczników, Zbyszka z Próchnowa i Marka z Zaboic, którzy wykazali się mężną postawą i na pewno trafili potwora.

 

 

To tak na bardzo szybko :D

Tomaszu, witamy w wyzwaniach!

 

Propozycja niczego sobie – zwłaszcza jak na szybkie pisanie. Podobało mi się to, że wiadomość krótka i długa dotyczą tego samego wydarzenia, ale wersja krótka nie jest dosłownie rozwinięciem długiej – ta długa to istotnie zapis kronikarski, krótka to wezwanie do boju.

 

Trafiła się literóweczka – dwunastej.

 

Miałem też wątpliwości natury logicznej – żołnierze rozpoznali gatunek smoka, ale nie widzieli go wcześniej – czyżby smoki były tam pospolite, ale ten był wyjątkowo paskudny?

Na końcu zazgrzytało troszkę:

i na pewno trafili potwora.

Bo ta pewność trafienia dziwnie tu brzmi, nie wiemy, od kogo pochodzi i kto jest pewny – może lepiej byłoby “według świadków zmusili bestię do odwrotu swymi celnymi strzałami” lub coś w tym stylu?

 

Najbardziej podoba mi się wersja Finkli, jeśli mam być szczery. Kapitalna zabawa. Powodzenia wszystkim, którzy biorą w niej udział. :)

tomaszg,

 

miło widzieć nowych uczestników zabawy :D

 

zgadzam się z Marzanem, fajnie podszedłeś do zadania – jest tu i wprowadzenie historii z wersji krótkiej, jak i jej rozwinięcie. Od razu nasuwa się cytat-klasyczek, czyli “smoku, jesteś piękny” 

Those who don't believe in magic will never find it

Macku,

 

dołącz więc do zabawy ;)

Those who don't believe in magic will never find it

OldGuard, ja nie, ja mam teraz inną zabawę, horror o skrzatach miałem pisać, odbić sobie wszystkie braki fantastyki w moich tekstach, już nawet po lasach, odpowiednio gęstych, zacząłem się szwendać – tak na maksa. ;) 

Hej, trochę biorąc przykład z marzan, wplotłem krótką, telegraficzną wersję wydarzeń w dłuższy tekst, żeby tego nie oddzielać. 

 

Z kronik Króla Alergiusza. Dzień Pański 10285.

Dzień niezwykły nam się dzisiaj objawił. Incydent zaiste niespotykany stał się częścią naszej historii. Ja, będący skromną pamięcią wielkiego królestwa Michalandii, od ponad dziesięciu tysięcy dni, jestem zszokowany i niczego nie pominę, aby przyszłe pokolenia mogły nauczyć się na naszych doświadczeniach.

A więc zaczęło się od depeszy, którą do celów kronikarskich zacytuję w całości.

“Czujki donoszą atak ogromnego smoka. STOP. Szykować wojska. STOP. Jednostka doborowa Mastocytów. STOP. Obładować ich trującymi granatami IGE. STOP. Mają być gotowi na wszystko. STOP. Nie bójcie się zginąć. STOP. Po drugiej stronie czeka was wieczna chwała. STOP. Limf OcyBiusz niech wznowi produkcję broni. STOP. Ten smok nie ma z nami szans STOP. Ku chwale Króla Alergiusza. STOP. Mówił Limfocytiusz Teusz. STOP.”

Jakże wyniosłym widokiem było oglądać naszych Mastocytów, szykujących się do walki. Każdy z nich, w lśniącym pancerzu, obładowany Granatami Histaminowymi od góry do dołu. Nasza twierdza rzadko kiedy urządza defilady, ale to było wspanialsze od jakiegokolwiek pochodu.

Aż miło było się przyglądać młodym i starszym, stojącym ramię w ramię i wiwatującym na cześć naszych bohaterów. Dzieci podbiegały do żołnierzy, aby ich dotknąć. Kobiety, z oczami pełnymi łez od wzruszenia, rzucały im pod nogi kwiaty. Wszyscy chcieliśmy, aby naszym żołnierzom się udało.

Również nasz cudowny OcyBiusz wspiął się na wyżyny swojego kunsztu. Razem ze swoimi pracownikami, w mniej niż godzinę od otrzymania depeszy, stworzyli już tyle zapasowych granatów IGE, że pewnie moglibyśmy wysadzić nimi nasz potężny zamek. Bardzo dumnie zaprezentował też linię większych, przewożonych na wózku pocisków ciskanych IGE, specjalnie zaprojektowanych na ogromne smoki.

Nasze wojsko ruszyło, zwarte i gotowe stawić czoła temu przerażającemu wrogowi.

I tu niestety, moi mili, muszę napisać smutną część dla naszego królestwa. Na polu bitwy zdarzyła się tragedia. Ja, sam, osobiście, oglądałem te zdarzenia z pobliskiego wzgórza, tak, aby móc je wam jak najlepiej zrelacjonować. Najpierw, zacytuję depeszę, którą Teusz wysłał do Króla Alergiusza.

“Nienaturalna mgła wszędzie. STOP. Walczymy. STOP. Mastocyci rzucają granatami. STOP. Ponosimy straty. STOP. Smok się przed nami ukrywa. STOP. Podejrzewamy, że potrafi stawać się niewidzialny. STOP. Jest też bardzo szybki. STOP. Histaminiam z pocisków przesłania nam widok jeszcze bardziej. STOP. Przysłać wsparcie. STOP. Pomocy. STOP.“

Tutaj jestem zmuszony niestety trochę wydać naszego dzielnego dowódcę, że mgła wcale nie pojawiła się nienaturalnie. Gdy wszystkie jednostki były już ustawione, jeden z wózków się przewrócił, sprawiając, że zapasowe granaty wybuchły, tworząc chmurę z trucizny. Sami siebie oślepiliśmy. Ale to, co wydarzyło się później, jest już prawdą.

Mastocyci, mimo oślepienia, wyczuli wroga i zaczęli ciskać w niego pociskami. Na szczęście większość z nich nosiła maski przeciwgazowe, ale odłamki często trafiały i w naszych żołnierzy. Wiem, że każdy z nich był gotowy zginąć dla sprawy, bo i ja jestem na to gotów. Oczywiście lepiej, żebym przeżył, bo mam ważną misję zapisywać to wszystko, ale poświęcenie ku chwale Króla Alergiusza byłoby zaszczytem, gdyby sprawa tego wymagała.

Smoka faktycznie ujrzałem tylko jak przez mgłę, kształt, jego odnóża lub ogon, fragmenty. Ale też nigdy tego nie zapomnę. Poniżej szkicuję naszego wroga, aby łatwo go rozpoznać w przyszłości.

W pewnym momencie bitwy przyszła do nas depesza od wielkiego, łaskawie nam panującego Króla Alergiusza.

“Głupcy. STOP. Trucizna do nas dotarła. STOP. Poddani umierają. STOP. Wycofać się. STOP.”

Limfocytiusz Teusz, w akcie ostatecznej odwagi rozkazał szarżę przed siebie wszystkim jednostkom Mastocytów. Ci, cały czas strzelając, pokonali wreszcie smoka!

W dumnym marszu triumfalnym powróciliśmy z wojskami do naszej twierdzy. Uratowaliśmy nasz niesamowity dom, nasze królestwo. Michalandia była bezpieczna.

Spodziewaliśmy się ciepłego przyjęcia, lecz widok, który zastaliśmy, daleki był od naszych oczekiwań. Oto wieśniacy, zamiast nam wiwatować, trzymali się za opuchnięte twarze, załzawione oczy i sączące się nosy. Wszyscy mieli ponure miny. Zrozumieliśmy jednak to przygnębienie. Nasi dzielni Mastocyci ponieśli ciężkie straty, połowa żołnierzy została za nami.

Odczuwaliśmy smutek całej sytuacji i utożsamialiśmy się z nim.

Ale smok został pokonany, to jest najważniejsze.

Jedynie niektórzy szeptali, że ten cały smok był tylko nic nieznaczącym kołtunem. Ale takie osoby szybko ścinaliśmy. Nie możemy pozwolić, aby kłamstwo szerzyło się w królestwie.

Od jutra Limfocytiusz zarządził pobór obowiązkowy do wojska, w celu uzupełnienia brakujących jednostek. OcyBiusz cały czas produkuje nową broń IGE, w tym nowoczesne miny. Musimy być przygotowani na wszystko.

Kończę te słowa na szybko, ponieważ dostaliśmy doniesienie o ponownym ataku smoka. To musi być inna bestia. Skąd się tyle ich wzięło? Ale ruszam za wszystkimi obserwować przebieg bitwy, aby jak zawsze wiernie oddać przebieg wydarzeń.

Wasz uniżony,

Pamiętus Limfobeusz

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

marzanie, zgadzam się z Tobą, że pojechałeś za daleko, krótka wersja nie jest krótka, nie jest relacją, w ogóle nie jest… :D Co nie zmienia faktu, że smakowite to wszystko… 

Holly, ta Dziadumiła to jest… no… podobało mi się podejście do wyzwania!

Finkla, w samo sedno! 

OldGuard, dobre i porządne

tomaszg, dobra robota, o to chodziło, oprócz ostatniego zdania (na pewno trafili…) :D ale kto by się tam przejmował :D

Prestidigitator, o, jaki fajny pomysł na telegramy – już bardziej skrótowej formy chyba wymyślić nie można! 

Wrócę, mam nadzieję, że z własną odsłoną. :) 

Wersja dla posłańca:

Umarł król! Niech żyje król! Uciekajcie!

 

Wersja do kronik:

Dziesiątego dnia po przesileniu wiosennym, syn władcy ogłosił, że papcio jest chory. Wiadomym wszystkim było, że chłopak potajemnie podtruwa rodziciela, by szybciej władzę przejąć, ale, jako że papcio okrutnym królem był i ucisk społeczny stosował, nikt mu specjalnie (królewiczowi znaczy) nie przeszkadzał. Jednakowoż dnia jedenastego p.p.w. okazało się, że zamek najechała banda trolli z pobliskich gór. Władca nasz zbyt chory na decydowanie o losach królestwa nakazał, by wszystkim zajął się ukochany syn, któren to, niczym dziewica przed Kupałą, na niczym się nie znał. Dnia dwunastego p.p.w. trolle były wyciągnęły synalka z najgłębszej piwnicy, króla z łoża śmierci i obu z solą i kminkiem spożyli na kolację. Część z nich, zatruta trucizną, która to wciąż w ciele króla buzowała, zmarła śmiercią trollów, to jest rozpadli się na kawałeczki, niczym kamloty. Największy troll ogłosił się królem dnia trzynastego p.p.w. i z kamlotów zbudował większy tron, bo ludzki był za mały, po czym wydał ucztę. 

Już dwudziestego dnia p.p.w. wiadomym się stało dla mieszkańców kraju, że nowy król lubi ludzi, ale nie tak, jak oni by chcieli i z nakazu kilku żyjących jeszcze osobników rozsyłam posłańcami wiadomość do królestw ościennych, radząc ucieczkę za siódmą górę. Tam ponoć jest spokojniej. 

 

Wersja krótka:

 

 Posłańcze! Spisujże! Primo: Grzmociwór, winny spisku przeciw koronie, został skrócony o głowę. Secundo: Księżniczka Dziadumiła, dla ostudzenia swych wyjątkowo niefortunnych afektów, osadzona w najwyższej wieży. Tertio: Biegła w śledztwie Ragomira podniesiona do godności nadwornej czarodziejki. Quarto: Niżej podpisany, Korniwałd z Korniszowa, z dniem dzisiejszym obejmuje urząd królewskiego namiestnika.

 

Wersja długa:

 

Spisano na Zamku Królewskim w Alledrogowie, w imieniu miłościwie nam panującego Alergiusza, Trzeciego tego imienia.

 

Wszystko wzięło swój początek podczas hucznego balu, wydanego z iście królewskim rozmachem na cześć pretendentów do ręki księżniczki Dziadumiły. Jak to w zwyczaju ma bywać przy nadmiarze buzującej krwi i szlachetnych rodów, już pierwszego wieczoru doszło do incydentu grożącego dyplomatycznym paraliżem – w zamkowych piwnicach po prostu zabrakło wina.

Ja, niżej podpisany uczony Korniwałd z Korniszowa, zmuszony byłem natychmiast załagodzić ów kryzys, sugerując królowi prewencyjną, rzekomo podyktowaną wolą królewską rekwizycję prywatnych antałków rodu Moczywojów, czym nie tylko uratowałem dworskie morale przed całkowitą zapaścią, ale i zaskarbiłem sobie szczerą sympatię miłościwie nam panującego Alergiusza.

Trzeciego dnia owych bachanaliów, wspomniany Grzmociwór uszedł z księżniczką pod osłoną nocy, co siłą rzeczy wymusiło natychmiastowe rozesłanie listów gończych oraz zaangażowanie w pościg wszystkich pozostałych, w dużej mierze nietrzeźwych już adoratorów. To właśnie na tym etapie, wspierany przez nieocenioną i nad wyraz bystrą uzdrowicielkę Ragomirę, przeprowadziłem wnikliwe śledztwo, które zdemaskowało o wiele szerszy spisek, mający w swym zamyśle obalenie monarchy. Owa wielce pragmatyczna niewiasta, w trakcie rutynowej rewizji komnat, wyłuskała z materacy sekretną korespondencję, z której nad wyraz jasno wynikało, iż obłożnie zakochana dziedziczka faworyzowała uciekiniera niemal od zarania. W listach owych – czegóż to w nich, o ironio, nie było! – rychło złapany Grzmociwór z rodu Moczywojów, do winy się nie przyznał, zwalając wszystko na królewską córkę. W wyniku mej inwestygacji doszliśmy do wniosku, że planem było ożenienie młodego Moczywoja dla rychłego przejęcia władzy, zamachu na Miłodziada i obalenia rodu Alergiusza.

Konsekwencje owego żałosnego porywu serca, okazały się w ogólnym rozrachunku nad wyraz owocne dla praworządności królestwa. Dotychczasowa, łasa na polityczne intrygi czarodziejka pożegnała się z głową, gdyż w wyniku procesu, na jaw wyszło, że na usługach Moczywojów była i Dziadomiłę eliksirami miłości truła. W jej miejsce miłościwie panujący Alergiusz wyniósł ową rezolutną Ragomirę do intratnej godności nadwornej czarodziejki, co zresztą poczytuję za jej absolutnie największy atut – zyskujemy wszakże niezachwianą pewność, iż nie potrafiąc ni w ząb czarować, nie wplącze się w żadne napędzane magiczną ontologią spiski. Sama księżniczka osadzona została w najwyższej wieży, by w chłodnej samotności zastanowić się nad rażącymi uchybieniami w swej ucieczkowej logistyce, podczas gdy mnie przypadł w udziale zaszczyt nadzorowania rychłej egzekucji sprawcy zamieszania.

W wyniku nad wyraz prędkiego procesu, Grzmociwór został oskarżony o uczestnictwo w spisku, uprowadzenie królewskiej córki oraz – jak się ku memu oburzeniu okazało – jawną kradzież mienia koronnego, albowiem owo zarekwirowane wino z piwnic Moczywojów bezczelnie nosiło królewskie pieczęcie. Kiedy zaś doszło do samej egzekucji. Katowski topór opadł w zaledwie ułamek sekundy, jakkolwiek mdlejąca wokół szafotu gawiedź roniła łzy za pięknym Grzmociworem. Nie zważając na te jęki, wzniosłem rekę, a miecz katowski opadł na szyi oskarżonego, głowa spadła, a Ragomira orzekła zgon. Ja zaś, za czyn ten wspaniały do urzędu namiestnika Alledrogowa zostałem wyniesiony.

Księżniczki, żem nie pojął, lecz za to zyskał coś więcej.

 

Ale to już… całkiem inna historia ;)

 

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

@OldGuard :) Myślę, że odpowiedziałem tekstem i nie muszę informować, że wątek mnie twój zainspirował do pociągniecia wątku.

Mam nadzieje, że imię kandydatce nadałem godne ;)

 

@Marzan, kurde. szacun za te dialogi bardzo fajne :) Mam nnadzieję, że twoją Dziadumile nic sie stanie w tej wieży :P

 

@Finkla

Dziecku nadano imię Minotaur. Po ojcach ojcu.

 

Ten underline akurat był kluczowy :) Fajne podsumowanie :)

 

@Prestidigitator

 

Zmyślny, fajny opis. Telegram w tym okresie nie wiem czy mi nie psuje immersji, ale mimo wszystko fajnie to opisałeś.

 

@Holly – wybacz, musiałem pociagnąć ten wątek również ukradłem od ciebie Moczywojów. Ale nie mogłem się powstrzymać :)

 

 

 

Resztę skomentuje wieczorem ;)

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Jolko, osiągnęłaś bezpieczne 0.99 Finkli!

(czyli bardzo ładna zagadka w wersji krótkiej, i wywołujące uśmiech rozwiązanie w długiej).

A przy okazji mam wreszcie gdzie posłać trolla z piwnicy, będzie miejsce na graty!

 

Prestidigitatorze, poszedłeś w ślady czarnej owcy (albo barana) – Jolka może się wypowiedzieć :) czyli mojej zwariowanej historii, przez co “regulaminowe” dla wyzwania fragmenty trzeba wyławiać z tekstu… ale podczas czytania miałem przednią zabawę, a Ty podczas pisania chyba również, bo zabawa słowem wybrzmiewa z wierszy i spomiędzy nich. Opis alergii jest świetny!

 

Melendurze, intrygi dworskie godne R.R. Martina, a ponieważ ów twórca ostatnio nieco szwankuje, z taką wyobraźnią obalenie mistrza jest tylko kwestią czasu. A wyzwanie też ładnie spełnione, czytało się z uśmiechem!

Melendurze, intrygi dworskie godne R.R. Martina, a ponieważ ów twórca ostatnio nieco szwankuje, z taką wyobraźnią obalenie mistrza jest tylko kwestią czasu. A wyzwanie też ładnie spełnione, czytało się z uśmiechem!

 

No cóż, pragnę rzecz, że ty dałeś impuls, jam tylko prostym skrybą :)

 

Lecz nie wiem czy zuważyłeś, zrobiliśmy z tego mały RolePlay co mi, jako człowiekowi co RPG kocha, się wypieki robią i nawet bym rzekł, że zaraz się z tych wyzwań zrobi sie mini uniwersum :)

 

 

G.R.M.M – Najpierw nie skończy Rycerza Siedmiu Królestw, bo jak tego nie zrobi, to sie zdenerwuje (znacznie lepsza książka od głównej sagi) i wtedy wydam swoje pamflety.

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Prestidigitator,

 

Podoba mi się ta depesza ze “STOP”. Wymyślając wyzwanie, tak w sumie widziałam tę krótką formę, Ty ją do tego wplotłeś w dłuższą, co fajnie zagrało :)

 

JolkaK,

 

 obu z solą i kminkiem spożyli na kolację.

Z solą rozumiem, ale że z kminkiem, fuj. No, ale to trolle :P. Przyjemny fragment!

 

melendur88,

 

cóż, egoistycznie powiem, że Twój fragment podoba mi się najbardziej, a imię godne. Mam nadzieję, że biegła w śledztwie Ragomira jeszcze się u Ciebie pojawi! laugh Śmiechłam parę razy w trakcie czytania, na pewno sobie jeszcze wrócę do tego fragmentu :D

 

Those who don't believe in magic will never find it

A co stoi na przeszkodzie? Przecież to ćwiczenia. Pisz!

Sama się prosiłaś, Holly :)

 

zrobiliśmy z tego mały RolePlay

A i Ty dorzuciłeś kamyczek, Melendurze, aż uzbierała się mała górka :)

List znaleziony w ruinach wieży zamkowej:

 

“Odchodzę. Adieu, stary niedźwiedziu, głodny wilku, przebiegły lisie i wy, gadatliwe papugi! Żegnam was, lecz przyłóżcie ucho do ziemi i słuchajcie!

 

Dziadumiła”

 

Na odwrocie:

 

“Niedźwiedziu! Ryczałeś tak głośno, że nie słyszałeś moich słów. Zawsze wiedziałeś lepiej, czego potrzebuję – ja, delikatna istota, skryta w potężnym cieniu. Wybierałeś, zanim spytałam, dawałeś, zanim poprosiłam. Budowałeś gawrę z kamienia i żelaza, lecz drżałam w niej z zimna. Wydałeś mnie w obce ramiona, poskąpiwszy swoich, byłeś marmurowym posągiem, kiedy tak pragnęłam ciepłego pluszu.

 

Wilku, tropiłeś moje zmysły, aż padły z wyczerpania. Rzuciłeś się na mnie i pochłonąłeś myśli, wyrwałeś je z piersi i bez wahania pożarłeś. Poszłam za tobą w ciemny las pożądania, lecz biegłeś za szybko. Zostałam tam, sama, drżąca, rozerwana. A ty krążyłeś wokoło, słyszałam szelest twych łap, przeciągłe wycie wewnątrz głowy, gdy się budziłam i gdy zasypiałam. Wracałeś, by uszczknąć kolejny kęs, zawsze drapieżny, zawsze głodny. Uczucia znikały w twym żołądku, aż został tylko szkielet, zimny i twardy.

 

Lisie, wślizgnąłeś się do kurnika, choć cię nie zapraszałam. Nie mnie szeptałeś do ucha, bym cię wpuściła, lecz niedźwiedziowi, nie moje oczy, nozdrza i dłonie cię wybrały. Ukradłeś mnie i oskubałeś z pierza, zaniosłeś do swej brudnej nory, lecz nie starczyło ci sił, by skończyć, coś zaczął. Dałeś mi piękne ubrania, lecz wciąż byłam naga, dałeś słodkie frykasy, lecz czułam w nich robaki. Przyciskałeś mnie do łoża, a ja patrzyłam na ziarenka piasku, przesypujące się w klepsydrze.

 

Aż wypadło ostatnie i nadszedł mój czas.

 

Papugi, zamknęłyście mnie w wieży, bym potulnie czekała na los, który wymyślicie. Bym podrygiwała niczym kukiełka, cierpliwie czekała, aż pociągniecie za sznurki. Żądni wyzwań, głodni zabawy, mocni tylko w piórze.

 

Drapałam szczeliny w kamieniu, aż połamałam paznokcie i zdarłam skórę, do mięsa i do kości. Wreszcie ją wydobyłam – prastarą księgę, ukrytą przez tę, którą tak pochopnie skróciliście o głowę. Nieraz obserwowałam czarodziejkę, widziałam tajemnicze światełko na wieży, które paliło się całą noc, słyszałam szepty dochodzące z małego okienka.

 

Rozłożyłam księgę, narysowałam kredą znaki, wyszeptałam słowa zaklęcia. A kiedy ten, którego przywołałam, rozprostował plecy, pękły mury, a kamienie runęły wodospadem na uśpiony pałac. Wspięłam się na ramiona, złapałam za rogi. Pobiegniemy w mrok, tam, gdzie sama wybieram drogę.

 

Przyłóżcie ucho do ziemi. Poczujcie, jak drży pod kopytami Minotaura. Niedźwiedziu, lisie, papugi, wszyscy jesteście tylko szprychami w kole. Nie zatrzymam koła. Złamię je!”

marzanie, zrobiło się metaforycznie i poważnie – czy to Ty? Wybrzmiewa zemstą okrutną! I wywal tego trolla z piwnicy! :D 

OldGuard – ale bez kminku to nie to samo! :D

@marzan

 

Fajny ten twist z rogatą hybrydą :) Myślę, że jest szansa na kontynuację w wyzwaniu :) Można by było zrobić osobny konkurs / nitkę jak wyzwania pt “Gra o Alledrogo” gdzie perypetie rodu Alergiusza :) Strasznie fajne te wyzwania są :)

 

@OldGuard

 

MIło smiley Dziękuję :) Nie mogłem nie wykorzystać tych dwóch wspaniałych postaci ktore są urodzone by być…geniuszami :P 

 

Co do comebacku Ragomiry:

 

 

 

Taki jest plan :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

melendur,

 

Nie mogłem nie wykorzystać tych dwóch wspaniałych postaci ktore są urodzone by być…geniuszami :P 

laugh

 

Co do comebacku Ragomiry:

Piękna odpowiedź cudnym gifem laugh 

Zatem z niecierpliwością czekam na pojawienie się Ragomiry i Korniwałda

Those who don't believe in magic will never find it

 

Ja również:) 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Nowa Fantastyka