- Opowiadanie: Lunapark11 - Ucieczka Jacka

Ucieczka Jacka

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Biblioteka:

Użytkownicy

Oceny

Ucieczka Jacka

Jack musiał stąd uciec. To miejsce już od dłuższego czasu nie było dla niego i jemu podobnych – niepokornych – zbyt przychylne, a w ostatnim czasie każdy dzień– ba, każda godzina – spędzone w tym podziemnym „więzieniu” stawały się walką o przetrwanie. Jemu osobiście najbardziej przeszkadzały coraz bardziej dające się we znaki zimno – temperatura w dzień, przy na wpół rozkręconych pompach grzewczych oscylowała w granicach -15 -20 stopni Celsjusza – w nocy było jeszcze gorzej. Pompy pracowały niby na pełnych obrotach, niedawno wszystkie brygady otrzymały nowocześniejsze kombinezony, jednak to zimno… zwłaszcza w nocy było nie do wytrzymania. Ponadto zarząd Pierścienia wprowadził ostatnio całkowity – całkowity, a więc tyczył się także chorych oraz matek z małymi dziećmi – zakaz używania w Celach dodatkowych piecyków elektrycznych. Powodem był zbyt duży pobór mocy owych piecyków. Pierścień potrzebował przede wszystkim energii elektrycznej w tym trudnym okresie, jakim była zima. A zima trwała tu już prawie dwa lata i nie zanosiło się na to, by szybko miałaby się skończyć.

Jack musiał coś wymyślić. Nie siedział tu tak długo jak inni, no chociażby Stary Joel, Kapitan czy Lekkoduch – oni w jego mniemaniu byli tu od zawsze, lecz tych kilka lat spędzonych w Pierścieniu wystarczyło mu, by codziennie budził się z nieodpartym imperatywem jak najszybszego opuszczenia tego miejsca.

W Celi siedział sam, nie przysługiwał mu żaden towarzysz, przede wszystkim z racji tego, że na swoim kombinezonie miał naszyty różowy romb – co oznaczało, że ma przechlapane. Był Niepokornym, w hierarchii Pierścienia praktycznie na końcu łańcucha pokarmowego. A to oznaczało mało jedzenia, zero towarzyszy oraz dużo, naprawdę dużo pracy i zero przydziału na choćby niewielką lampkę elektryczną, choćby trochę rozświetlającą mroki jego Celi w nocy. W dzień jego Cela, jak i pozostałe, były oświetlone, taki na szczęście był przywilej wszystkich, wszystkich oprócz Hien – nieszczęśników znajdujących się najniżej w hierarchii Pierścienia. Pierścień bardzo dbał o swoją hierarchię, która była bardzo rozbudowana. Im bardziej rozbudowana i szczelna hierarchia, tym większa kontrola słabszych nad silniejszymi

(z wyjątkiem rzecz jasna Hien). W Pierścieniu każdy był i tym słabszym, i tym silniejszym. Każdy musiał się pilnować.

Ciekawe, czy podobne przemyślenia na temat Pierścienia i swojej sytuacji mieli Stary Joel, Kapitan czy Lekkoduch? A może… Nie mieli już żadnych przemyśleń, żadnych własnych przemyśleń, może ich mózgi zostały już dawno doszczętnie wyprane?!

Nie pamiętał, jak znalazł się w Pierścieniu. Twierdził, że pewnego dnia po prostu się w nim znalazł. Nie wiedział też, dlaczego przyszyto mu naszywkę z tym różowym rombem, klasyfikującym go jako Niepokornego. Może coś przeskrobał w swoim życiu poza Pierścieniem, bo to, że miał inne życie poza Pierścieniem, nie wątpił. Każdy z tych, którzy się tu znaleźli, kiedyś miał swoje życie poza Pierścieniem. Przecież to było oczywiste, jak to, że wiele lat temu na jego planetę spadła ogromna kometa, która doprowadziła do potwornych anomalii, między innymi do nagłego spadku temperatury… a co za tym idzie powolnego wymierania fauny i flory. Na powierzchni planety nie dało się żyć, dlatego powstał Pierścień. Przeczytał o tym w obowiązkowym podręczniku do historii zatytułowanym „Jedyna i Najprawdziwsza historia naszej planety oraz nas wszystkich” Maksyma Gołkowa.

Uśmiechnął się teraz do siebie. Zaraz po tym, jak tu trafił, musiał wkuć na pamięć całą zawartość tego Jedynego i Słusznego podręcznika do historii. Miał na to 9 dni. 9 dni na opanowanie materiału zawartego na 890 stronach! Prawie 90 stron na dzień. Ale dał radę. Odpowiedział poprawnie na 120 z 200 pytań. To wystarczyło. Ledwo. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, co on. Ci, którzy prania mózgu nie przeszli, dostali pomarańczowe ostrzegawcze naszywki oznaczające Niepewni. Niepewni zostali zakwaterowani w zbiorczej Celi. Pozostawieni bez jedzenia przez dwa tygodnie. Dwa tygodnie! Przez ten czas byli permanentnie obserwowani, każde ich słowo, każdy ich gest były poddawane analizie. Na podstawie tej analizy przepadali. Nie wszyscy, tylko ci, którzy nie przeszli weryfikacji. Nieszczęśnicy ci, zostali za karę rzuceni do najgorszej i najcięższej roboty w Pierścieniu. Do pracy przy odpadach na jego dnie. Do ohydnej i ciemnej śmierdzącej kloaki, gdzie gromadziły się toksyny, chemikalia oraz wszelkie śmieci pochodzące z procesów metabolicznych wszystkiego, co żyło w Pierścieniu.

W tej kloace żyły i pracowały właśnie Hieny – ci, którzy mieli wszystkich nad sobą, a nikogo pod sobą. Należeli do wszystkich, nie mieli nic – oprócz codziennej, niekończącej się udręki. Żywe trupy…

Przekręcił się na lewy bok. Nie mógł spać. Nocny kombinezon uwierał go w szyję, uciskał uda, utrudniał oddychanie, a poza tym było tak zimno, tak zimno… Kaltt! Kaltt! Kaltt! Szepnął

w swoim naturalnym języku, jakby licząc na to, że to nikłe zaakcentowanie regionu, z którego pochodził, sprawi, że zrobi mu się cieplej.

– Niech to szlag! Zaklął. Te nowe kombinezony nocne były do kitu. Były nie tylko mniej wygodne od starych, to jeszcze nie chroniły tak dobrze przed zimnem. A może… To nie kwestia kombinezonów, może było po prostu zimniej… Może, w nocy, pompy po prostu coraz gorzej radziły sobie z utrzymywaniem znośnej temperatury wewnątrz Pierścienia?! Czyżby akumulatory…

– Kurwa! Zaklął nagle, zwijając się raptownie w kłębek. Wysoko amperowa dawka elektryczności przeszyła jego ciało niczym błyskawica, porażając chyba każdy nerw. Wiedział, co to oznacza. To było ostrzeżenie. Drugiego nie będzie. Jeśli nie przestanie, stanie się Hieną.

Hieną… Nie mieściło mu się to w głowie.

Każdy z nich – Niepokornych – był poddany nieustannemu podsłuchowi. Niewielki – wielkości połowy paznokcia małego palca – czarny chip wszyto mu bezceremonialnie w małżowinę uszną, po tym jak otrzymał ten nieszczęsny różowy emblemat. Od tego momentu musiał uważać na każde słowo. A także – co dużo gorsze – na każdą myśl… Każdą, najmniejszą myśl, która nie podobała się Pierścieniowi. Na dłuższą metę nie było to możliwe. Nikt nie był w stanie całkowicie kontrolować swoich myśli. Nawet ci starzy wyjadacze – Stary Joel, Kapitan czy Lekkoduch.

Ale on miał zagłuszacz. Zagłuszacz. To wielka rzecz w Pierścieniu. Ale i bardzo niebezpieczna. Za jego posiadanie był tylko jeden wyrok – wyrok zesłania do najciemniejszego i najniższego poziomu Pierścienia, jego kloaki, ścieku, i zostanie Hieną.

Ostatnio jednak zagłuszacz nie pracował równo. Nie gubił sygnału jak należy. Pracował

z przerwami. To stąd te ostatnie ostrzeżenia. Pewnie przyczyn nierównej pracy urządzenia należałoby się doszukiwać w coraz niższych temperaturach panujących we wnętrzu Pierścienia oraz zużycia się izolacji. Na to pierwsze nie mógł nic poradzić, na to drugie też nie za bardzo. Musiałby mieć dojście do polichlorka winylu. Istniała jednak szansa, że ktoś ze starych wyjadaczy jest w posiadaniu tego materiału. A może kawałek taśmy izolacyjnej by wystarczył?

Wstał powoli z lóżka. Starał się nie hałasować. Schylił się. Przez chwilę macał ręką ciemność pod łóżkiem. Po chwili wyciągnął spod niego skórzany, mocno już sfatygowany trep roboczy. Zanurzył w nim rękę. Wyciągnął grubą gąbkę.

– Jesteś… Szepnął do niewielkiego czarnego prostokąta, na środku którego migała czerwona lampka. Pod lampką znajdował się przykryty plastikową szybką potencjometr. Wskazówka potencjometru drgała. – Niedobrze – pomyślał. Czerwona diodka nie powinna migać, wskazówka potencjometru nie powinna drgać. Przyjrzał się uważnie urządzeniu. Odczytał maleńkie cyferki oznaczające napięcie, które wytwarzało – 0,6/1 kv.

– Wychodzi na to, że kawałek dobrej taśmy izolacyjnej powinien wystarczyć. – Stwierdził.

Zmarszczył czoło. Przez chwilę zastanawiał się, skąd mógłby taki materiał zdobyć. Jedynym ratunkiem byli starzy wyjadacze: Stary Joel, Kapitan, Lekkoduch… Może nawet Siwus…

Ale… Nie widział już ich od kilkunastu dobrych miesięcy.

– Kurewsko zimno… Zaklął pod nosem i otrzepał powierzchnię nocnego kombinezonu ze szronu. – Pewnie pompy grzewcze znowu działają na zbyt niskich obrotach. Akumulatory niedługo przestaną działać, jeśli nic z tym nie zrobią. Przeklęty Pierścień! Zginiemy tu, zginiemy tu wszyscy… Zamarzniemy na kość… Pomyślał. – Muszę się stąd wyrwać! Po prostu muszę..! – Krzyknął prawie, zagryzając pięść i przypomniał sobie, że po ostatniej nocy znowu wynieśli kilkoro zamarzniętych dzieci i kilku starców. Przypomniał sobie też, że jedną z matek, która wpadła w szał po śmierci swojego dziecka – i nie mogła się uspokoić, rzucając obelgi w stronę Pierścienia – zapięli w skafander, załadowali do windy, która jeździła tylko na najniższe piętro… Hiena… taki jej los… Stwierdził gorzko.

Muszę stąd uciec… Muszę…

Na chwilę stracił kontrolę. Kiedy to sobie uświadomił, było już za późno.

Czerwona diodka na zagłuszaczu przestała świecić. Wskazówka potencjometru spadła prawie do zera.

Przełknął ślinę. Może jednak zagłuszacz dał radę zgubić sygnał… Poczuł jak, mimo przeraźliwego zimna, całe jego ciało zaczyna się pocić. Ale to był zimny pot. Pot strachu.

Nie czekał długo. Może dosłownie pół minuty.

Wpadli do jego Celi we czterech. W bojowych szarych skafandrach z czerwonymi naszywkami na piersi w kształcie pierścienia. Uzbrojeni w karabinki automatyczne typu AK– 74. Na głowach mieli założone czerwone hełmy, twarze przysłonięte czarnymi osłonami. Z ich skafandrów wydobywała się para, ciężko dyszeli. Wyglądali jak przyczajone do ataku wielkie buldogi.

– Niepokorny – powiedział ten znajdujący się najbliżej – idziesz z nami. Złamałeś regulamin. Decyzją Rady Pierścienia zostajesz przetransportowany na najniższy poziom i przydzielony do pracy przy odpadach. Od teraz stajesz się Hieną i nie przysługują ci żadne prawa!

Jack patrzył na nich spokojnie.

– Niepokorny! – Zaczął po chwili ten sam z brygady bojowej. – Odwróć się powoli. Ręce za głowę!

Zrobił to, co od niego wymagali. Powoli się odwrócił. Lecz zanim założył ręce za głowę, zdążył jeszcze zamknąć w dłoni garść kilkumilimetrowych ostrych jak brzytwa opiłków, pociętych w kształt rombów – które wcześniej wyjął ze skórzanego trepa.

– Pora się stąd wydostać… Jack… W drogę…Już czas… Powiedział szeptem i błyskawicznym ruchem wpakował sobie całą zawartość dłoni do gardła.

– Jeszcze tylko chwila… Jack… I stąd wyjdziesz… Pomyślał jeszcze, powoli odpływając i poczuł jak po raz pierwszy od kilku lat jego całe ciało ogarnia ciepło. 

 

 

 

Koniec

Komentarze

Cześć Lunapark11

 

Ależ mi się to opowiadanie podobało. Daję klik a jakbym mógł dałbym nawet kilka klików.

 

Świetne. Czytało się super. Masz smykałkę, naprawdę.

 

Pozdrawiam!!!

Jestem niepełnosprawny...

Dziękuję bardzo za przychylną opinię. Również pozdrawiam.

Ależ mi się to opowiadanie nie podobało. W zastraszającym tempie rośnie liczba "esefów" wyrażających skrywaną fascynację totalitaryzmem … Może dlatego, że szczęśliwie wyrosły pokolenia nie mające pojęcia o tym jak straszny jest totalitaryzm. A nieznane fascynuje. Brrrr…

Proszę Pana, Z całym szacunkiem, nie fascynuje mnie totalitaryzm ani żadna jego forma. W tym opowiadaniu nie chodziło mi o pokazanie fascynacji tym systemem tylko opisanie pewnej wykrojonej sytuacji w świecie, który może jeszcze nadejść. Jak wyglądał bunt Kostylewa przeciw systemowi totalitarnemu w jego książce " Inny świat" ?

Proszę Pana, Z całym szacunkiem, nie fascynuje mnie totalitaryzm ani żadna jego forma. W tym opowiadaniu nie chodziło mi o pokazanie fascynacji tym systemem tylko opisanie pewnej wykrojonej sytuacji w świecie, który może jeszcze nadejść. Jak wyglądał bunt Kostylewa przeciw systemowi totalitarnemu w jego książce " Inny świat" ?

Ponure, po prostu ponure to opowiadanie. Kastowość, wszechobecna hierarchia, przemoc. Brrr…

Jak często się zdarza, dziwi mnie ogromna rozbieżność między potencjałem technologicznym danej cywilizacji, zdolnej do budowy Pierścienia, a brakiem wykorzystania tegoż potencjału w celu uwolnienia ludzi od ciężkich i niebezpiecznych, wręcz zabójczych prac.

Podobnie było, gdy garstka dobrze ubranych, " wypasionych" esesmanów całkowicie podporządkowywała sobie tysiące więźniów.

@Lunapark11. Ja opisałem pewne postępujące zjawisko. Ta fascynacja może nie być uświadomiona, natomiast fakt roznącej liczby tekstów o totalitaryżmie niepokoi. Ja go przeżyłem i wolałbym nie wspominać. P.S. Od kiedy na tym portalu są panowie ????

Cześć. Rozumiem Cię po części. Nie chciałem tym opowiadaniem wywoływać w Tobie dawnych ran. Na prawdę…

Moje uszanowanie!

 

– zakaz używania w Celach dodatkowych piecyków elektrycznych. Powodem był zbyt duży pobór mocy owych piecyków.

Powtórzenie, sugeruję zmienić te drugie “piecyków” na “urządzeń”. 

 

Pierścień bardzo dbał o swoją hierarchię, która była bardzo rozbudowana. Im bardziej rozbudowana i szczelna hierarchia, tym większa kontrola słabszych nad silniejszymi

Kolejne powtórzenia. Czy to celowy zabieg? 

 

– Niech to szlag! Zaklął.

Wszędzie brak pauz na zakończeniach kwestii. 

 

Bardzo, bardzo dobry tekst, podoba mi się Twój styl. Warsztatowo bardzo dobrze, aczkolwiek na Twoim miejscu tekst bym jeszcze trochę przejrzał. Pod kątem powtórzeń i płynności przede wszystkim. 

Sposób narracji i przedstawione wydarzenia bardzo przypominają mi pierwsze strony “Wyjścia z cienia” Janusza Zajdla, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Jeśli chodzi o oś fabuły, to pomimo krótkości, ma ona solidne ramy. Na pewno wpływa na to śmierć bohatera, która nie dość że historię jego życia przed nami domyka, to jeszcze jawi się w tym wszystkim jako happy end.

 

Zwięzły, zgrabny, mocny tekst. Chyba rozumiem wizję.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Dzięki za przychylną opinię oraz cenne uwagi. Zajdla czytałem, lecz dawno. Muszę przypomnieć sobie jego " Wyjście z cienia". Ostatnio zagłębiłem się trochę w świecie wczesnych opowiadań Grzędowicza. Pozdrawiam

Może też po niego w końcu sięgnę… Polecasz coś?

 

 

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

"Szczurołap" – chyba taki tytuł. Krótkie opowiadanie, zapadło mi w pamięć.

Oj, będzie ciężko znaleźć, ale spróbuję. Dziękuję!

Kwestia wizji. CHRZANIĆ MATERIĘ, IDEA - TO JEST FIRMA!!!

Szalenie przygnębiająca scenka pokazująca fatalne położenie bohatera.

Czyta się bardzo źle, albowiem wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia. Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawsze i zdecydowanie lepiej napisane.

 

w ostat­nim cza­sie każdy dzieńba… → Brak spacji przed półpauzą.

 

oscy­lo­wa­ła w gra­ni­cach -15 -20 stop­ni Cel­sju­sza… → …oscy­lo­wa­ła w gra­ni­cach minus piętnaście, minus dwadzieścia stop­ni Cel­sju­sza…

Liczebniki zapisujemy słownie. https://bookowska.pl/jak-zapisywac-liczby-w-tekstach/

 

zakaz uży­wa­nia w Ce­lach do­dat­ko­wych pie­cy­ków elek­trycz­nych. → Dlaczego wielka litera?

 

nie za­no­si­ło się na to, by szyb­ko mia­ła­by się skoń­czyć. → Raczej: …nie za­no­si­ło się, by szyb­ko mia­ła­ się skoń­czyć.

 

że na swoim kom­bi­ne­zo­nie miał na­szy­ty ró­żo­wy romb… → Zbędny zaimek – czy dotyczyłby go romb na cudzym kombinezonie?

 

nie­szczę­śni­ków znaj­du­ją­cych się naj­ni­żej w hie­rar­chii Pier­ście­nia. Pier­ścień bar­dzo dbał o swoją hie­rar­chię, która była bar­dzo roz­bu­do­wa­na. Im bar­dziej roz­bu­do­wa­na i szczel­na hie­rar­chia… → Czy to celowe powtórzenia?

 

tym większa kontrola słabszych nad silniejszymi

(z wyjątkiem rzecz jasna Hien). → Zbędny enter.

 

dla­cze­go przy­szy­to mu na­szyw­kę z tym ró­żo­wym rom­bem… → Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …dla­cze­go oznaczono go ró­żo­wym rom­bem

 

 „Je­dy­na i Naj­praw­dziw­sza hi­sto­ria na­szej pla­ne­ty oraz nas wszyst­kich” Mak­sy­ma Goł­ko­wa. „Je­dy­na i naj­praw­dziw­sza hi­sto­ria na­szej pla­ne­ty oraz nas wszyst­kich” Mak­sy­ma Goł­ko­wa.

 

Miał na to 9 dni. 9 dni na opa­no­wa­nie ma­te­ria­łu za­war­te­go na 890 stro­nach! Pra­wie 90 stron na dzień. Ale dał radę. Od­po­wie­dział po­praw­nie na 120200 pytań. → Miał na to dziewięć dni. Dziewięć dni na opa­no­wa­nie ma­te­ria­łu za­war­te­go na ośmiuset dziewięćdziesięciu stro­nach! Pra­wie dziewięćdziesiąt stron na dzień. Ale dał radę. Od­po­wie­dział po­praw­nie na sto dwadzieściadwustu pytań.

 

Kaltt! Kaltt! Kaltt! Szep­nął

w swoim na­tu­ral­nym ję­zy­ku… → Zbędny enter. Źle zapisana wypowiedź dialogowa. Skoro szepnął, to wykrzykniki są zbędne. Didaskalia małą literą. Winno być:

Kaltt, kaltt, kaltt szep­nął w swoim na­tu­ral­nym ję­zy­ku

Tu znajdziesz wskazówki jak zapisywać dialogi.

 

– Niech to szlag! Za­klął. Te nowe kom­bi­ne­zo­ny nocne były do kitu… → Brak półpauzy po wypowiedzi. Didaskalia małą literą. Narracji nie zapisujemy z didaskaliami. Winno być:

– Niech to szlag! – za­klął.

Te nowe kom­bi­ne­zo­ny nocne były do kitu

 

kom­bi­ne­zo­ny nocne były do kitu. Były nie tylko mniej wy­god­ne od sta­rych, to jesz­cze nie chro­ni­ły tak do­brze przed zim­nem. A może… To nie kwe­stia kom­bi­ne­zo­nów, może było po pro­stu zim­niej… ->Lekka byłoza.

 

– Kurwa! Za­klął nagle, zwi­ja­jąc się rap­tow­nie w kłę­bek. → – Kurwa! – za­klął nagle, zwi­ja­jąc się rap­tow­nie w kłę­bek.

 

Wy­so­ko am­pe­ro­wa dawka elek­trycz­no­ści… → Wy­so­koam­pe­ro­wa dawka elek­trycz­no­ści

 

Nie gubił sy­gna­łu jak na­le­ży. Pra­co­wał

z prze­rwa­mi. → Zbędny enter.

 

Mu­siał­by mieć doj­ście do po­li­chlor­ka wi­ny­lu. → Mu­siał­by mieć doj­ście do po­li­chlor­ku wi­ny­lu.

 

– Je­steś… Szep­nął do nie­wiel­kie­go… → – Je­steś… – szep­nął do nie­wiel­kie­go

 

Nie­do­brze – po­my­ślał. → Zbędna półpauza przed myśleniem. Przed myśleniem nie stawia się półpauzy.

Proponuję: Nie­do­brze – po­my­ślał.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.

 

na­pię­cie, które wy­twa­rza­ło – 0,6/1 kv. → Czy tu aby nie miało być: …na­pię­cie, które wy­twa­rza­ło – 0,6/1 kV.

 

– Wy­cho­dzi na to, że ka­wa­łek do­brej taśmy izo­la­cyj­nej po­wi­nien wy­star­czyć. Stwier­dził. → – Wy­cho­dzi na to, że ka­wa­łek do­brej taśmy izo­la­cyj­nej po­wi­nien wy­star­czyć – stwier­dził.

 

– Ku­rew­sko zimno… Za­klął pod nosem… → – Ku­rew­sko zimno… – za­klął pod nosem

 

Pew­nie pompy grzew­cze znowu dzia­ła­ją na zbyt ni­skich ob­ro­tach. Aku­mu­la­to­ry nie­dłu­go prze­sta­ną dzia­łać, jeśli nic z tym nie zro­bią. Prze­klę­ty Pier­ścień! Zgi­nie­my tu, zgi­nie­my tu wszy­scy… Za­mar­z­nie­my na kość… Po­my­ślał. → Zbędna półpauza przed myśleniem. Brak półpauzy przed didaskaliami. Didaskalia mała kiterą.

 

– Muszę się stąd wy­rwać! Po pro­stu muszę..!Krzyk­nął pra­wie… → Wielokropkowi brakuje jednej kropki. Wielokropek ma zawsze trzy kropki. Didaskalia małą literą. Winno być: – Muszę się stąd wy­rwać! Po pro­stu muszę! – krzyk­nął pra­wie

 

Uzbro­je­ni w ka­ra­bin­ki au­to­ma­tycz­ne typu AK– 74. → Uzbro­je­ni w ka­ra­bin­ki au­to­ma­tycz­ne typu AK-74.

W tego tupu połączeniach używamy dywizu, nie półpauzy. Bez spacji.

 

Na gło­wach mieli za­ło­żo­ne czer­wo­ne hełmy, twa­rze przy­sło­nię­te czar­ny­mi osło­na­mi. → Czy dookreślenie jest konieczne? Czy mogli mieć hełmy założone gdzie indziej, nie na głowach?

 

– Nie­po­kor­ny! – Za­czął po chwi­li ten sam z bry­ga­dy bo­jo­wej. → Didaskalia małą literą.

 

Zro­bił to, co od niego wy­ma­ga­li. -> Zro­bił to, czego od niego wy­ma­ga­li.

 

– Pora się stąd wy­do­stać… Jack… W drogęJuż czas… Po­wie­dział szep­tem… → Brak spacji po trzecim wielokropku. Brak półpauzy przed didaskaliami. Didaskalia małą literą.

 

Jesz­cze tylko chwi­la… Jack… I stąd wyj­dziesz… Po­my­ślał jesz­cze… → Zbędna półpauza przed myśleniem. Brak półpauzy przed didaskaliami. Didaskalia małą literą.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałem z zainteresowaniem, ponieważ wymyśliłeś dość ciekawą dystopię – los bohatera nie pozostawiał obojętnym. Szkoda, że historia okazała się dość prosta z mocno standardowym zakończeniem. No i bardzo dużo błędów – z zapisem dialogów na czele.

Hej, 

myślałam, że to będzie opowieść o naszym swojskim Jacku, a tu bohaterem jest Jack! :D 

Tytuł jest nieco mylący i początkowo uznałam go za mało intrygujący, ale końcówka opowiadania kompletnie zmienia jego znaczenie. 

 

Pojawia się u Ciebie sporo powtórzeń, np: 

Ci, którzy prania mózgu nie przeszli, dostali pomarańczowe ostrzegawcze naszywki oznaczające Niepewni. Niepewni zostali zakwaterowani w zbiorczej Celi. Pozostawieni bez jedzenia przez dwa tygodnie. Dwa tygodnie! 

Wiem, że to zamierzone, ale ich wydają mi się wrzucane zbyt gęsto. 

Używasz też sporo myślników. Może to tylko ja, ale myślniki często zmuszają mnie do cofania się, żeby wyłapać sens zdania. U Ciebie też często musiałam wracać. 

 

Sama historia była ciekawa i stworzony przez Ciebie świat również! To więzienie, Niepokorni, wszechobecne zimno i dziwne zarządzenia, np zakaz użwania piecyków elektrycznych, tworzyły spójny klimat jakiegoś totalitarnego systemu. 

Warszat jest jeszcze trochę w nieładzie, ale nad tym da się popracować. Trzymam kciuki za Twoje dalsze pisanie. :)

 

Pozdrawiam!

Podążaj za białym królikiem.

Dzięki za pochlebny komentarz. Szczerze mówiąc, trochę zwątpiłem w sens mojego pisania po kilku negatywnych opiniach. Tym bardziej jest mi miło i może jeszcze coś w niedługim czasie napiszę. Wiem, że muszę popracować nad warsztatem oraz stylem. Pozdrawiam

Nowa Fantastyka