- Opowiadanie: MichaelBullfinch - Nie poprosicie o więcej

Nie poprosicie o więcej

Dark fan­ta­sy o cha­rak­te­rze przy­po­wie­ści. Mam na­dzie­ję, że dacie opo­wia­da­niu szan­sę, po­mi­mo dłu­go­ści.

 

Ko­lej­ny raz bar­dzo dzię­ku­ję za cie­ka­wą dys­ku­sję i celne uwagi bruce i be­eeec­kie­mu.

 

Obraz “Drugi po­czą­tek”, au­tor­stwa Anny Słoncz

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Nie poprosicie o więcej

Desz­czu nie było od wielu ty­go­dni.

Sera prze­sta­ła już wy­pa­try­wać chmur. Na po­cząt­ku wy­cho­dzi­ła przed dom o świ­cie, szu­ka­jąc na ho­ry­zon­cie choć­by smugi sza­ro­ści, ale niebo po­zo­sta­wa­ło puste i wy­su­szo­ne. Zie­mia wokół wio­ski pę­ka­ła coraz głę­biej, a pola, które daw­niej kar­mi­ły ich ro­dzi­ny, stra­szy­ły pust­ką. Za­pa­sy ziar­na w spi­chler­zach top­nia­ły. Głód stał się sta­łym to­wa­rzy­szem – ssał w żo­łąd­ku i spra­wiał, że nikt nie wie­rzył w lep­sze jutro.

Tam­te­go ranka Sera wy­szła przed chatę, by otrze­pać stare koce z wszech­obec­ne­go pyłu. Z tę­sk­no­tą obej­rza­ła się na stud­nię, na któ­rej dnie zo­stał tylko gęsty, ciem­ny muł.

Wtedy go zo­ba­czy­ła.

Obcy stał nie­ru­cho­mo przy cem­bro­wi­nie, jakby wy­rósł z ziemi. Na dro­dze nie było widać śla­dów stóp, choć pył leżał na niej grubą war­stwą od wielu dni. Jego szata, z po­zo­ru pro­sta, lśni­ła czy­sto­ścią w spo­sób, który wy­da­wał się nie­re­al­ny w tym za­ku­rzo­nym świe­cie.

Za­trzy­ma­ła się, mru­żąc oczy od słoń­ca. Nie wy­glą­dał na kogoś z oko­licz­nych wio­sek.

– Nie ma wody – po­wie­dzia­ła, gdy po­de­szła bli­żej. Głos miała za­chryp­nię­ty.

Milczał przez chwilę. Zaj­rzał mię­dzy deski przy­kry­wa­ją­ce stud­nię, jakby nie do­wie­rzał. Do­pie­ro po chwi­li uniósł wzrok na Serę.

– Jest – od­parł spo­koj­nie.

Po­czu­ła nagłe ukłu­cie iry­ta­cji. Głod­ni i spra­gnie­ni lu­dzie nie mieli cier­pli­wo­ści do żar­tów.

– Studnia jest pusta od mie­się­cy – po­wtó­rzy­ła twar­do.

Nie pró­bo­wał jej prze­ko­ny­wać. Pa­trzył z taką pew­no­ścią, że Sera po­czu­ła dziw­ny nie­po­kój. Z domów za­czę­li wy­cho­dzić inni. Naj­pierw po­je­dyn­czo, potem coraz licz­niej, przy­cią­gnię­ci wi­do­kiem ob­ce­go.

Tarin, mąż Sery, prze­pchnął się przez tłum jako pierw­szy. Jak za­wsze, gdy dzia­ło się coś waż­ne­go, wy­pro­sto­wał plecy i uniósł wy­so­ko brodę, przej­mu­jąc do­wo­dze­nie.

– Sza­le­niec – rzu­cił Tarin, mie­rząc przy­by­sza wzro­kiem. – Szuka wody tam, gdzie zo­stał tylko piach. Kim je­steś?

Obcy nawet się nie po­ru­szył. Pa­trzył na zgro­ma­dzo­nych spo­koj­nie, jakby jesz­cze nie wi­dzie­li cze­goś oczy­wi­ste­go.

– Mów, kim je­steś i po co przy­sze­dłeś, albo wynoś się! – pod­niósł głos Tarin, wy­raź­nie znie­cier­pli­wio­ny.

– Zo­sta­nę – po­wie­dział przy­bysz, nie zwra­ca­jąc uwagi na krzyk roz­mów­cy.

– Nie zo­sta­niesz – od­parł Tarin, ro­biąc krok przed żonę. – To nie jest miej­sce dla ob­cych, zwłasz­cza teraz.

Głosy ludzi za­czę­ły się na­kła­dać, sta­jąc się coraz gło­śniej­sze i bar­dziej na­tar­czy­we. Wtedy obcy uniósł rękę, uspo­ka­ja­jąc tłum.

Po­wol­nym ge­stem prze­cią­gnął dłu­gim pa­znok­ciem po skó­rze przed­ra­mie­nia. Sera zmarsz­czy­ła brwi, nie ro­zu­mie­jąc, co chce osią­gnąć. Do­pie­ro, gdy pierw­sza kro­pla krwi spa­dła na zie­mię i za­miast wsiąk­nąć w pył, za­sty­gła w lśnią­cą kulkę, po­czu­ła, jak serce bije jej szyb­ciej.

Ciecz zmie­ni­ła kolor. Stała się błysz­czą­ca i żółta. Potem druga, trze­cia kro­pla. Wszyst­kie prze­obra­zi­ły się w czy­ste złoto.

Nikt w tłu­mie się nie po­ru­szył ani nie ode­zwał. Obcy ukląkł, pod­niósł jedną z kro­pel i ob­ró­cił w pal­cach, po­zwa­la­jąc, by słoń­ce od­bi­ło się od krusz­cu.

– Zło­to­kr­wi­sty… – wy­szep­tał ktoś z lę­kiem.

– Chry­sa­im – ode­zwał się stary Belor. Słowo brzmia­ło obco, jak z daw­nych le­gend, ale nikt go nie pod­wa­żył.

Obcy wy­cią­gnął rękę w stro­nę Sery.

– Weź.

Zanim zdą­ży­ła za­re­ago­wać, Tarin do­padł do dłoni przy­by­sza. Po­chwy­cił złoto i za­ci­snął je w pię­ści tak mocno, jakby od tego za­le­ża­ło jego życie.

– To wy­star­czy na wodę, ziar­no… na su­szo­ne mięso… – za­czął Tarin, ale głosy z tłumu go za­głu­szy­ły.

– Jesz­cze! Daj nam wię­cej! – krzy­cze­li lu­dzie, a w ich oczach strach mie­szał się z nagłą, dziką chci­wo­ścią.

Chry­sa­im, bo tak za­czę­li o nim my­śleć, wy­pro­sto­wał się. Rana wy­da­ła tylko trzy kro­ple krwi i teraz goiła się szyb­ciej niż po­win­na u czło­wie­ka.

– Nie – uciął.

– Mo­żesz. – Tarin zła­pał go za ramię. – Wi­dzie­li­śmy.

– Mogę.

– Więc dawaj!

Chry­sa­im spoj­rzał na niego spo­koj­nie.

– Nie dzi­siaj.

– Dla­cze­go? – za­py­ta­ła Sera.

– Sto­icie przy stud­ni, a wcale nie o wodę wam cho­dzi – od­rzekł obcy.

Sera mil­cza­ła. Nie ro­zu­mia­ła go, ale czuła, że te słowa znaczą nie mniej niż złoto, które trzy­ma­li w rę­kach. 

– Gdy­bym dał wam teraz wię­cej – cią­gnął Chry­sa­im, a jego głos, choć cichy, niósł się po placu z siłą ude­rze­nia dzwo­nu – nie na­sy­ci­ło­by to wa­sze­go głodu.

Omiótł wzro­kiem ze­bra­nych, za­trzy­mu­jąc się na twa­rzach wy­krzy­wio­nych nie­cier­pli­wo­ścią.

– Na­uczy­ło­by was to je­dy­nie pro­sić jesz­cze gło­śniej.

Tłu­mem wstrzą­snął po­mruk nie­za­do­wo­le­nia. Ktoś z tyłu za­klął pod nosem, ktoś inny za­ci­snął pię­ści, aż po­bie­la­ły mu knyk­cie. Po­wie­trze stało się cięż­kie od nie­wy­po­wie­dzia­nych pre­ten­sji. Tylko Tarin zro­bił krok na­przód, a w jego oczach pło­nął gniew czło­wie­ka, który nie ma już nic do stra­ce­nia.

– To po co tu w ogóle przy­sze­dłeś? – za­py­tał ostro, nie­mal wy­plu­wa­jąc słowa. – Żeby stać nad nami i pa­trzeć z góry, jak po­wo­li do­go­ry­wa­my?

Chry­sa­im ob­ser­wo­wał go z nie­wzru­szo­nym spo­ko­jem, który zda­wał się Ta­ri­na ranić bar­dziej niż ja­ka­kol­wiek obe­lga.

– Nie – od­parł krót­ko.

Za­milkł na kilka ude­rzeń serca, jakby ważył na szali nie tylko słowa, ale i losy całej wio­ski.

– Przy­sze­dłem zo­ba­czyć, czy po­tra­fi­cie żyć ina­czej.

Za­pa­dła cisza tak głę­bo­ka, że sły­chać było je­dy­nie świst su­che­go wia­tru mię­dzy do­mo­stwa­mi.

Od­wró­cił się bez po­że­gna­nia i ru­szył w stro­nę opusz­czo­nej chaty na skra­ju osady. Nikt nie ośmie­lił się wy­cią­gnąć ręki, by go za­trzy­mać. Lu­dzie roz­stę­po­wa­li się przed nim od­ru­cho­wo, two­rząc ko­ry­tarz. Do­pie­ro na samym progu, nie­mal zle­wa­jąc się z mro­kiem wnę­trza, przy­sta­nął.

– Przyjdź­cie o świ­cie – rzu­cił, nie od­wra­ca­jąc głowy. – Każ­de­go dnia do­sta­nie­cie swój przy­dział złota, tyle, ile trze­ba, ale mam dwa wa­run­ki. Nie po­pro­si­cie o wię­cej niż do­sta­nie­cie. I bę­dzie­cie słu­chać moich nauk. Po­cho­dzę z miej­sca, któ­re­go wasze umy­sły nie pojmą od razu, lecz bę­dzie­cie słu­chać mimo to.

Drzwi za­mknę­ły się za nim z głu­chym, osta­tecz­nym trza­śnię­ciem, nie zo­sta­wia­jąc prze­strze­ni na ja­kie­kol­wiek py­ta­nia.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Przy­szli jesz­cze przed świ­tem w gę­stym, chłod­nym mroku. Czter­dzie­stu ludzi z jed­nej wio­ski cze­ka­ło ramię w ramię pod chatą ob­ce­go. Tarin zajął miej­sce naj­bli­żej drzwi. Stał sztyw­no, z dłoń­mi sple­cio­ny­mi na pier­si, pil­nu­jąc progu, jakby na­le­żał tylko do niego. Druga była Sera. Belor trzy­mał się kilka kro­ków dalej, opar­ty o ścia­nę. Li­czył obec­nych po­wol­nym ru­chem głowy.

Drzwi ustą­pi­ły z ci­chym skrzyp­nię­ciem. Chry­sa­im wy­szedł na ze­wnątrz i zmie­rzył wzro­kiem cze­ka­ją­cych.

– Po kolei – rzu­cił krót­ko.

Tarin ru­szył na­tych­miast. Pod­szedł do przy­by­sza, zer­ka­jąc przez ramię, czy nikt nie pró­bu­je go wy­prze­dzić. Sera wi­dzia­ła, jak palce jej męża drżą, gdy pod­sta­wiał miskę.

Pa­zno­kieć prze­ciął skórę. Złote kro­ple za­czę­ły ude­rzać o dno na­czy­nia z su­chym, me­ta­licz­nym stu­ko­tem.

Jedna. Piąta. Dzie­sią­ta.

Tarin wpa­try­wał się w dno miski, do­pó­ki Chry­sa­im nie opu­ścił ręki.

– To na­praw­dę…? – wy­chry­piał.

– Twoje.

Męż­czy­zna cof­nął się ostroż­nie, tuląc na­czy­nie do pier­si. Sera po­de­szła na­stęp­na. Nie pa­trzy­ła na złoto, lecz na twarz Chry­sa­ima, szu­ka­jąc w niej ja­kie­go­kol­wiek śladu bólu, gdy pa­znok­ciem po­now­nie otwie­rał ranę. Sie­dem kro­pel ude­rzy­ło o dno jej miski.

Belor za­trzy­mał się przy progu jako trze­ci. Ob­ser­wo­wał przed­ra­mię ob­ce­go z zimną cie­ka­wo­ścią, jakby pró­bo­wał za­pa­mię­tać każdy ruch. Otrzy­mał trzy kro­ple.

Chry­sa­im opu­ścił dłoń. Skóra na jego ręku za­czę­ła się zra­stać na ich oczach, nie zo­sta­wia­jąc nawet śladu krwi.

– To wszyst­ko – po­wie­dział.

W tłu­mie za­pa­no­wa­ła mar­twa cisza. Lu­dzie pa­trzy­li na trzy miski, w któ­rych lśni­ło łącz­nie dwa­dzie­ścia kro­pel. Potem spoj­rze­li na sie­bie.

– A co z nami? – padł głos z tyłu. – Dla nas nie ma?

Chry­sa­im uniósł wzrok.

– To wszyst­ko – po­wtó­rzył ostrzej.

– Po­wie­dzia­łeś, że dasz każ­de­mu! – krzyk­nął ktoś inny. Tłum ru­szył do przo­du. Kilku męż­czyzn chwy­ci­ło ob­ce­go za szatę, osa­cza­jąc go przy samej ścia­nie chaty.

– Nie. Po­wie­dzia­łem, że dam, ile trze­ba – uciął Chry­sa­im. Głos miał cichy, ale lu­dzie od­ru­cho­wo pu­ści­li ma­te­riał i cof­nę­li się o krok.

– Prze­cież mo­żesz. – Belor uniósł swoją miskę, w któ­rej brzę­cza­ły trzy złote ziar­na. – Wi­dzie­li­śmy. Daj im też.

– Po­pro­si­li­ście o wię­cej – od­parł Chry­sa­im, pa­trząc mu pro­sto w oczy.

– Nie o wię­cej. O spra­wie­dli­wość! – wark­nął Belor. – Jedni mają pełne na­czy­nia, inni nic. To nie ma sensu.

– Czyż­by? – za­py­tał obcy.

Chry­sa­im po­wiódł wzro­kiem po trzech mi­skach, a potem po twa­rzach tych, któ­rzy zo­sta­li z pu­sty­mi rę­ka­mi.

Sera po­czu­ła pie­ką­cy skurcz w gar­dle. Pa­trzy­ła na Ta­ri­na, który za­ci­skał palce na swo­ich dzie­się­ciu kro­plach, i na są­sia­dów, któ­rzy za­czy­na­li za­ci­skać pię­ści.

– Jutro – rzu­cił Chry­sa­im i bez słowa wró­cił do chaty.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Drzwi za­mknę­ły się cicho, ale dla wszyst­kich było jasne, że roz­mo­wa do­bie­gła końca. Tarin, Sera i Belor stali z mi­ska­mi w dło­niach, a wzrok trzydzieściorga siedmiorga głod­nych są­sia­dów pa­rzył ich jak żywy ogień.

– To wszyst­ko? – wy­chry­piał ktoś z tłumu. – Da­li­ście się od­pra­wić, a dla nas nic nie zo­sta­ło?

– On ma naj­wię­cej! – krzyk­nął inny, ro­biąc krok w stro­nę Ta­ri­na.

Mąż Sery od­ru­cho­wo osło­nił na­czy­nie ra­mie­niem i ru­szył w stro­nę ich chaty.

– To moje! – od­krzyk­nął wście­kle. – Dał każ­de­mu we­dług jego…

– We­dług czego?! – Belor po­czer­wie­niał na twa­rzy. – Do­sta­łem trzy kro­ple! Trzy! Więk­szość gówno do­sta­ła. A ty nie­siesz pełną miskę. Czym sobie na to za­słu­ży­łeś, Ta­ri­nie?

– To moje! – wark­nął Tarin. – Sa­mi­ście sły­sze­li, co po­wie­dział.

Wtedy jeden z męż­czyzn wy­stą­pił przed nich i splu­nął pro­sto pod nogi Sery. Tarin nie cze­kał. Zanim ślina do­tknę­ła za­ku­rzo­nej ziemi, wy­pro­wa­dził krót­ki, cięż­ki cios, który po­słał tam­te­go na ko­la­na. Tłum drgnął, ktoś krzyk­nął, za­czę­ła się gwał­tow­na szar­pa­ni­na. Lu­dzie na­pie­ra­li, ale szyb­ko za­czę­li ustę­po­wać – każdy w wio­sce czuł re­spekt przed siłą Ta­ri­na i wie­dział, że ten nie za­wa­ha się ude­rzyć znowu.

– Star­czy! – za­wo­ła­ła Sera, wcho­dząc mię­dzy męża a wzbu­rzo­ny tłum. Jej spo­koj­ny, sta­now­czy głos za­dzia­łał szyb­ciej niż pię­ści. – Dość tego.

Prze­ciw­ni­cy Ta­ri­na cof­nę­li się, klnąc pod nosem, ale nikt nie od­wa­żył się za­ata­ko­wać po­now­nie. Trój­ka do­pa­dła do progu i za­trza­snę­ła ry­giel. Zza ścian wciąż do­bie­ga­ły ude­rze­nia i wście­kłe głosy.

– Wyłaź, Tarin! Po­dziel się! – nio­sło się z placu.

– Spró­buj­cie tylko wejść! To moje i ko­niec! – wrza­snął Tarin, aż na­brzmia­ły mu żyły na szyi.

W cha­cie nikt nie za­pa­lił ognia. Sie­dzie­li w mroku, a Belor od­sta­wił swoją miskę na blat z taką furią, że małe kulki pod­sko­czy­ły obi­ja­jąc się o sie­bie. Sera mil­cza­ła, słu­cha­jąc, jak krzy­ki na ze­wnątrz po­wo­li cich­ną, prze­cho­dząc w głu­che po­mru­ki.

Nie mogła spać. Przez całą noc sie­dzia­ła na progu izby, my­śląc. Czuła, że te dwa­dzie­ścia kro­pel to nie dar, ale próba, której właśnie nie podołali.

Nad ranem, gdy niebo ledwo za­czę­ło sza­rzeć, Sera wsta­ła.

– Idzie­my – po­wie­dzia­ła krót­ko do męża i Be­lo­ra, który zo­stał na noc, bojąc się opusz­czać chatę przy­ja­ciół.

– Teraz? Jesz­cze ciem­no – mruk­nął Tarin.

– Teraz. I weź­cie to, co do­sta­li­ście wczo­raj. Wszyst­ko.

Zna­jąc żonę, Tarin nawet nie od­wa­żył się pro­te­sto­wać. Wy­szli przed chatę jako pierw­si, zaj­mu­jąc miej­sce pod drzwia­mi Chry­sa­ima. Gdy wio­ska za­czę­ła się scho­dzić, tłum pa­trzył na nich z nie­chę­cią, rzu­ca­jąc pod nosem uszczy­pli­we uwagi.

– Pa­trz­cie ich, pierw­si w ko­lej­ce – syk­nął ktoś.

– Co, Tarin? Mało ci było wczo­raj? – rzu­cił inny, a przez grupę prze­szły nie­na­wist­ne po­mru­ki.

Nie re­ago­wa­li. Kiedy Chry­sa­im wy­szedł, nie pa­trzył na ni­ko­go. Na­ciął skórę pa­znok­ciem. Dzie­sięć kro­pel ude­rzy­ło o dno miski Sery.

Wzię­ła na­czy­nie i za­miast odejść, od­wró­ci­ła się do tłumu. Za­pa­dła cisza, jakby wszy­scy nagle za­po­mnie­li, jak się od­dy­cha. Sera wy­cią­gnę­ła rękę i po­da­ła pierw­szą kro­plę ko­bie­cie sto­ją­cej naj­bli­żej.

Bez słowa. Potem drugą ko­lej­nej oso­bie. Trze­cią na­stęp­nej.

Tarin drgnął, chciał coś po­wie­dzieć, ale Belor po­ło­żył mu dłoń na ra­mie­niu. Wi­dząc spo­kój żony pod­szedł po swoje złoto. Kiedy Chry­sa­im spu­ścił sie­dem kro­pel do jego miski, mąż Sery za­wa­hał się tylko na jedno bicie serca. Spoj­rzał na wy­cią­gnię­te dło­nie są­sia­dów i za­czął roz­da­wać – szyb­ko, nie­mal gwał­tow­nie, jakby chciał jak naj­szyb­ciej po­zbyć się cię­ża­ru.

Belor zro­bił to samo, kła­dąc każdą ze swo­ich trzech kro­pli na dło­nie są­sia­dów z nie­mal ce­re­mo­nial­ną do­kład­no­ścią.

– Roz­daj­cie też to, co macie z wczo­raj – roz­ka­za­ła.

Tarin za­wa­hał się, za­ci­ska­jąc palce na kie­sze­ni, ale pod su­ro­wym wzro­kiem żony po­wo­li wy­sy­pał kru­szec do miski i roz­dał. Belor też.

Kiedy skoń­czy­li, każdy w wio­sce trzy­mał w dłoni jedno złote ziar­no. Nawet oni sami.

– Od dziś ro­bi­my tak co­dzien­nie – po­wie­dzia­ła Sera, a jej głos roz­szedł się czy­sto w ran­nym po­wie­trzu. – Żeby każdy miał tyle samo.

– A jeśli ktoś za­trzy­ma wszyst­ko dla sie­bie? – rzu­cił ktoś z tłumu, ale już bez wcze­śniej­szej nie­na­wi­ści.

Sera spoj­rza­ła na męża, upew­nia­jąc się, że słu­cha.

– To zna­czy, że nie jest z nami.

Chry­sa­im przy­glą­dał się im przez dłuż­szą chwi­lę, po czym ski­nął głową z nie­mym uzna­niem.

– Jutro – po­wie­dział i za­mknął drzwi.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Przez ko­lej­ne ty­go­dnie wio­ska za­czę­ła od­dy­chać innym ryt­mem.

Co­dzien­nie usta­wia­li się w ko­lej­ce, a złoto krą­ży­ło mię­dzy nimi bez po­śpie­chu. Kro­ple tra­fia­ły tam, gdzie po­win­ny – spra­wie­dli­wie, z rąk do rąk, aż nikt nie zo­sta­wał z pu­sty­mi dłoń­mi. Co drugi dzień każdy otrzy­my­wał kro­plę zło­tej krwi. Nikt nie pro­sił o wię­cej.

Na targ ru­sza­li razem. Nie było już wy­ści­gów o to, kto pierw­szy do­pad­nie do stra­ga­nów, ani za­ja­dłe­go tar­go­wa­nia się o każdy mie­dziak. Ku­po­wa­li z na­my­słem, bio­rąc tyle, ile było im po­trzeb­ne: ziar­no na za­siew, su­szo­ne mięso i wodę w cięż­kich dzba­nach, które daw­niej wy­da­wa­ły się nie­osią­gal­nym luk­su­sem.

Wie­czo­ra­mi wy­peł­nia­li plac przy stud­ni. Sie­dzie­li bli­sko sie­bie, czu­jąc na bar­kach zdro­we zmę­cze­nie, i słu­cha­li Chry­sa­ima. Nie za­wsze ro­zu­mie­li każde zda­nie – nie­któ­re nauki o „życiu po śmier­ci” brzmia­ły obco, inne o „dzie­le­niu brze­mie­nia są­sia­da” wy­da­wa­ły się zbyt pro­ste, by mogły od­mie­nić świat. A jed­nak słu­cha­li.

Sera za­uwa­ży­ła, że głosy ludzi stę­ża­ły i spo­waż­nia­ły. Oszczę­dza­li słowa na rze­czy na­praw­dę ważne. Kłót­nie, daw­niej wy­bu­cha­ją­ce o byle dro­biazg, teraz gasły szyb­ciej, niż się za­czy­na­ły. Lu­dzie mil­kli w pół zda­nia, jakby jakaś nie­wi­dzial­na siła ka­za­ła im ugryźć się w język.

Pierw­szy raz od mie­się­cy nie czuli się jak stado głod­nych wil­ków. Stali się wspól­no­tą, która w końcu po­ję­ła, że nikt nie prze­trwa, jeśli bę­dzie wal­czył wy­łącz­nie o sie­bie.

 

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Za­pa­dał zmierzch. Oj­ciec chłop­ca szedł sztyw­no, ze łzami w oczach, nio­sąc syna tak ostroż­nie, jakby trzy­mał pęk wy­schnię­tej słomy, który lada chwi­la mógł się roz­sy­pać. Skóra dziec­ka miała barwę po­pio­łu, a głowa opa­da­ła bez­wład­nie na ramię męż­czy­zny.

– Kobra – rzu­cił krót­ko.

Słowo prze­cię­ło ciszę i za­wi­sło w chłod­nym po­wie­trzu. Wszy­scy wie­dzie­li, że z chłop­ca ucho­dzi życie i żadna siła nie zdoła go za­trzy­mać

Drzwi chaty otwo­rzy­ły się. Chry­sa­im wy­szedł na próg. Przez chwi­lę pa­trzył tylko na si­na­we usta chłop­ca, po czym uniósł wzrok na ze­bra­nych. 

– Jedno za jedno – po­wie­dział.

Matka dziec­ka, dotąd tłu­mią­ca szloch, za­mar­ła w pół kroku.

– Co to zna­czy? – jej głos był cien­ki, bli­ski pęk­nię­cia.

– Życie za życie – od­parł Chry­sa­im. – Rów­no­wa­ga. Świat do­ma­ga się od­de­chu. Wy de­cy­du­je­cie, czy to dziec­ko jest warte tyle, by za nie za­pła­cić.

Lu­dzie od­ru­cho­wo cof­nę­li się o krok, uni­ka­jąc jego spoj­rze­nia. W tej gę­stej, dusz­nej ciszy z tyłu wy­stą­pił Elor. Naj­star­szy z nich wszyst­kich, ten, który wie­czo­ra­mi naj­uważ­niej słu­chał nauk pod stud­nią. Pod­szedł do Chry­sa­ima i ski­nął głową z kru­chym uśmie­chem.

– Ro­zu­miem – po­wie­dział Elor, a jego głos był za­ska­ku­ją­co pewny. – Mó­wi­łeś nam o tym wczo­raj. Że cza­sem jedno drze­wo musi ob­umrzeć, by star­czy­ło wody dla dru­gie­go.

Sta­rzec spoj­rzał na za­pła­ka­ną matkę, po­gła­dził ją po dłoni i ukląkł przy dziec­ku.

– On ma przed sobą całe pole do za­ora­nia. Ja swoje w życiu już ob­sia­łem – szep­nął. – Chcę to zro­bić. Dla nas.

Chry­sa­im po­ło­żył dłoń na ra­mie­niu Elora.

– To nie ja żądam ofia­ry – po­wie­dział cicho, tak by sły­sze­li go wszy­scy. – Je­stem tylko drogą.

Usie­dli na­prze­ciw sie­bie na twar­dej ziemi, kła­dąc chłop­ca po­mię­dzy sobą. Sera wi­dzia­ła, jak Chry­sa­im za­my­ka oczy. Po­ło­żył dło­nie na ich pier­siach – jedną na mło­dym, dła­wią­cym się sercu, drugą na zmę­czo­nym, które wy­bi­ja­ło swój ostat­ni rytm.

Za­czął mówić. Słowa brzmia­ły jak szum wody w głę­bo­kiej ja­ski­ni, nie­zna­ne, ale ko­ją­ce. Sera po­czu­ła to nie­mal fi­zycz­nie – po­wie­trze zgęst­nia­ło, a od Elora roz­szedł się dziw­ny, mroź­ny chłód. Prze­strzeń mię­dzy nimi za­drża­ła.

Nagle chło­piec wziął gwał­tow­ny, łap­czy­wy wdech. Jego palce za­ci­snę­ły się na pyle, a na po­licz­ki wró­cił nikły róż. W tym samym mo­men­cie Elor ode­tchnął po raz ostat­ni. Bez walki i bez bólu opu­ścił głowę na pierś, jakby po dłu­gim dniu pracy wresz­cie po­zwo­lo­no mu za­snąć.

Gdy dziec­ko za­czę­ło pła­kać, matka rzu­ci­ła się na ko­la­na, przy­cią­ga­jąc syna do sie­bie. Lu­dzie pa­trzy­li na mar­twe­go star­ca w mil­cze­niu.

– On wie­dział – szep­nę­ła Sera do Ta­ri­na. – Przy­go­to­wał nas na to.

– Tak – od­po­wie­dział Chry­sa­im, choć stał zbyt da­le­ko, by ją usły­szeć. – Po­świę­ce­nie to wy­mia­na. Teraz wi­dzi­cie, jak wiele warte jest życie bliź­nie­go.

Spoj­rzał na drżą­ce­go w ra­mio­nach matki chłop­ca.

– Przy­nie­ście mu wody ze stud­ni.

Ko­bie­ta spoj­rza­ła na niego bezradnie.

– Stud­nia jest sucha – po­wie­dzia­ła cicho.

Kilku męż­czyzn ski­nę­ło gło­wa­mi. Chry­sa­im pa­trzył na nich przez chwi­lę, jakby ważył ich wiarę.

– Jest – po­wie­dział spo­koj­nie.

Tarin zmarsz­czył brwi, go­to­wy do kłót­ni.

– Jest pusta od mie­się­cy.

Chry­sa­im nie pod­niósł głosu.

– Kiedy spraw­dza­łeś ostat­ni raz?

Za­pa­dła cisza. Tarin nie od­po­wie­dział. Sera pró­bo­wa­ła sobie przy­po­mnieć, kiedy kto­kol­wiek na­praw­dę za­glą­dał pod deski cem­bro­wi­ny. Nie po­tra­fi­ła.

– Idź­cie – po­wtó­rzył Chry­sa­im. – I zo­bacz­cie.

Tarin za­klął pod nosem i ru­szył pierw­szy, a kilku męż­czyzn nie­pew­nie po­dą­ży­ło za nim. Sera zo­sta­ła na miej­scu, słu­cha­jąc tylko od­da­la­ją­cych się kro­ków. Po chwi­li do­biegł ją krzyk. Tarin wró­cił bie­giem, z twa­rzą, na któ­rej ma­lo­wa­ło się nie­do­wie­rza­nie.

– Jest – wy­du­sił. – Nie­wie­le… ale jest.

Przez tłum prze­biegł szmer. Matka dziec­ka po­de­rwa­ła się i po­bie­gła w stro­nę stud­ni. Chry­sa­im od­wró­cił wzrok.

– Była tam, odkąd się po­ja­wi­łem – rzu­cił cicho. – Tylko prze­sta­li­ście pa­trzeć.

 

Za­bra­li ciało Elora ostroż­nie, nio­sąc je na skraj pola, tam gdzie w pocie czoła, dzię­ki wo­dzie, wy­rwa­li suszy pierw­sze zie­lo­ne pędy. Po­cho­wa­li go w ziemi, która teraz wy­da­wa­ła się świę­ta.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Wieść o mocy uzdra­wia­nia ro­ze­szła się szyb­ko na tar­gach, lu­dzie z róż­nych wio­sek przy­jeż­dża­li bła­gać Chry­sa­ima o pomoc. Jedni ro­zu­mie­li po­świę­ce­nie i rów­no­wa­gę, inni od­cho­dzi­li z kwit­kiem. Tylko o zło­cie wio­ska mil­cza­ła jak grób, dla wła­sne­go bez­pie­czeń­stwa.

Żoł­nierz po­ja­wił się o świ­cie. Sera usły­sza­ła go, zanim zo­ba­czy­ła – cięż­ki, nie­rów­ny rytm kopyt konia, który szedł reszt­ka­mi sił. Zwie­rzę miało łeb nisko spusz­czo­ny. Na jego grzbie­cie le­ża­ło ciało ko­bie­ty. Jej długie włosy zwi­sa­ły z boku, nie­mal szo­ru­jąc o kurz drogi. Żoł­nierz za­trzy­mał się przed chatą Chry­sa­ima. Ze­sko­czył z sio­dła cięż­ko, jakby zbro­ja wa­ży­ła tonę. Ostroż­nie po­ło­żył ko­bie­tę na spie­czo­nej ziemi. Jej pierś uno­si­ła się jesz­cze, ale z tru­dem, a każdy płyt­ki od­dech zda­wał się być tym ostat­nim.

– Gdzie on jest? – wy­chry­piał żoł­nierz, nie pa­trząc na ni­ko­go. Tłum mil­czał. Nawet Tarin nie od­wa­żył się wy­stą­pić.

Chry­sa­im wy­szedł na próg. Pa­trzył bez­na­mięt­nie, wzro­kiem po­zba­wio­nym li­to­ści, któ­rej szu­kał przy­bysz.

– Na targu mó­wi­li, że le­czysz – wy­chry­piał żoł­nierz, pro­stu­jąc zbo­la­łe plecy. – Na­zy­wam się Vo­rian, służę w armii ce­sa­rza. Ura­tuj ją.

Chry­sa­im pod­szedł do ko­bie­ty, zer­k­nął na jej za­si­nio­ne usta i wró­cił wzro­kiem do żoł­nie­rza.

– Jedno za jedno – po­wie­dział krót­ko.

– Mam złoto. – Vo­rian rzu­cił sa­kiew­kę pod nogi ob­ce­go. Worek brzęk­nął głu­cho o zie­mię. – Weź wszyst­ko. Tylko spraw, żeby otwo­rzy­ła oczy.

Chry­sa­im nie drgnął.

– Złoto to tylko pięk­niej­szy ka­mień. Nie na­pra­wisz nim życia. Śmierć nie przyj­mu­je za­pła­ty w krusz­cu.

– Każdy ma swoją cenę! – wark­nął żoł­nierz, a jego dłoń moc­niej za­ci­snę­ła się na mie­czu. – Nie baw się ze mną. Wiem, że mo­żesz ją ule­czyć.

– Nie leczę – od­po­wie­dział Chry­sa­im. – Jeśli ona ma od­dy­chać… ktoś inny musi prze­stać.

Vo­rian ro­zej­rzał się gwał­tow­nie. Jego wzrok padł na mło­de­go chło­pa­ka z wio­ski, który stał za bli­sko. Jed­nym sko­kiem do­padł do niego, zła­pał za koł­nierz i przy­cią­gnął pod ostrze mie­cza. Chło­pak za­stygł, dła­wiąc się wła­snym stra­chem.

– Masz! – wrza­snął Vo­rian, do­ci­ska­jąc stal do gar­dła za­kład­ni­ka. – Weź jego. Jest młody, star­czył­by za dwoje. No już! Rób, co mu­sisz!

Chry­sa­im pod­szedł do nich po­wo­li. Nie pa­trzył na miecz, tylko w oczy chło­pa­ka.

– Chcesz tego? – za­py­tał cicho.

– Nie… bła­gam… – wy­krztu­sił mło­dzie­niec, a po jego po­licz­ku spły­nę­ła łza.

Chry­sa­im spoj­rzał na żoł­nie­rza.

– Sły­sza­łeś. Śmierć musi być do­bro­wol­na, żeby życie mogło wró­cić. Nie mo­żesz ukraść komuś jutra, żeby oddać je in­ne­mu. Mu­sisz ro­zu­mieć po­świę­ce­nie.

Vo­rian ryk­nął z wście­kło­ści. Pchnął chłop­ca na zie­mię, a sam za­mach­nął się mie­czem na Chry­sa­ima. Ostrze dra­snę­ło po­li­czek męż­czy­zny. Cien­ka czer­wo­na linia po­ja­wi­ła się na skó­rze, lecz nim zdą­żył mru­gnąć, krew stę­ża­ła i zmie­ni­ła kolor. Na twa­rzy za­sty­gła lśnią­ca, złota bli­zna. Na­past­nik otwo­rzył usta z nie­do­wie­rza­niem.

– Czym ty je­steś?

– Nie poj­miesz od­po­wie­dzi.

Miecz Vo­ria­na ude­rzył o zie­mię. Żoł­nierz opadł na ko­la­na przy ko­bie­cie, cała jego siła nagle wy­pa­ro­wa­ła, zo­sta­wia­jąc tylko pust­kę.

– Weź mnie – szep­nął, a jego głos się łamał. – Zabij mnie, jeśli o to cho­dzi. Ja się zga­dzam. Oddam wszyst­ko za nią.

Za­pa­dła długa cisza. Chry­sa­im uklęk­nął obok niego.

– Dla­cze­go chcesz to zro­bić, Vo­ria­nie?

– Bo jej po­trze­bu­ję! Bez niej nie mam nic! – wy­krzy­czał żoł­nierz.

– Więc chcesz han­dlo­wać sobą, żeby nie mu­sieć żyć w roz­pa­czy? – Chry­sa­im po­krę­cił głową. – To nie jest po­świę­ce­nie. To uciecz­ka przed bólem.

Ko­bie­ta wy­da­ła z sie­bie ostat­ni, krót­ki świst. Jej ciało zwiot­cza­ło. Vo­rian do­tknął dłoni uko­cha­nej, ale była już chłod­na. Chry­sa­im na­kre­ślił na jej czole znaki, któ­rych nikt wcze­śniej nie wi­dział.

– Nie mo­żesz przy­wró­cić życia, nie od­da­jąc cze­goś rów­nie cen­ne­go – do­koń­czył Chry­sa­im cicho. – Nawet ja nie mam ta­kiej mocy. Twoja żona jest już w innym, pięk­niej­szym miej­scu.

Vo­rian zo­stał w pyle, długo ści­ska­jąc mar­twą dłoń, gdy inni ode­szli w ciszy do chat.

– Po­ża­łu­jesz, głup­cze – wy­ce­dził przez zęby.

Wstał, de­li­kat­nie za­rzu­cił ciało żony na konia i po­pro­wa­dził go ku wyj­ściu z wio­ski.

Bli­zna na twa­rzy Chry­sa­ima świe­ci­ła w słoń­cu. Tego dnia nikt nie przy­szedł po złoto. Wszy­scy wie­dzie­li, co ozna­cza­ło za­drzeć z ce­sar­skim żoł­nie­rzem.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Sera obu­dzi­ła się, zanim jesz­cze wy­brzmiał pierw­szy dźwięk. Przez chwi­lę le­ża­ła nie­ru­cho­mo, na­słu­chu­jąc na­pię­tej ciszy wy­peł­nia­ją­cej chatę – gę­stej i dusz­nej, ni­czym po­wie­trze tuż przed ude­rze­niem burzy.

Do­pie­ro po chwi­li do­tarł do niej ryt­micz­ny stukot kopyt. Wiele koni szło mia­ro­wym, pew­nym kro­kiem. Gdy Sera wy­szła przed dom, żoł­nie­rze wjeż­dża­li już mię­dzy chaty zwar­tą, mil­czą­cą ko­lum­ną. Lu­dzie in­stynk­tow­nie scho­dzi­li im z drogi – nikt nie mu­siał wy­da­wać roz­ka­zów, by za­pa­no­wa­ła pełna grozy ule­głość. Sera zna­la­zła roz­wście­czo­ne spoj­rze­nie Vo­ria­na, który pro­wa­dził or­szak.

Na samym końcu je­chał on. Nie miał na sobie cięż­kiej zbroi, nie po­trze­bo­wał jej. Jego szata była jasna, czy­sta, zu­peł­nie nie­pa­su­ją­ca do kurzu i spę­ka­nej ziemi. Sie­dział pro­sto, spo­koj­nie, jak ktoś, kto nie musi ni­cze­go udo­wad­niać. Kiedy za­trzy­ma­li się na środ­ku placu, zsiadł pierw­szy.

– Ce­sarz Ka­elion… – szep­nął ktoś z tyłu.

Imię ro­ze­szło się mię­dzy ludź­mi ni­czym chłód. Sera po­czu­ła, jak coś ści­ska ją w środ­ku.

Drzwi chaty otwo­rzy­ły się. Chry­sa­im wy­szedł na ze­wnątrz. Sta­nę­li na­prze­ciw sie­bie w mil­cze­niu. Ka­elion przy­glą­dał mu się długo i uważ­nie, jakby chciał wyryć w pa­mię­ci każdy szcze­gół jego twa­rzy.

– Sły­sza­łem o tobie – ode­zwał się w końcu. – O zło­tej krwi i o tym, że przy­wra­casz lu­dziom od­dech.

Za­milkł na ude­rze­nie serca, a jego słowa, choć po­zba­wio­ne cie­pła, za­brzmia­ły nie­mal jak wyraz uzna­nia.

– Rzad­ko zda­rza się, żeby ktoś dawał tak wiele. Po­wiedz mi tylko jedno – dodał ci­szej, a tłum po­ru­szył się nie­spo­koj­nie – ilu ludzi już po­świę­ci­łeś za te od­de­chy?

Nikt nie od­wa­żył się wtrą­cić. Ka­elion, wciąż nie od­ry­wa­jąc wzro­ku od Chry­sa­ima, kon­ty­nu­ował spo­koj­nym, bez­na­mięt­nym tonem:

– Sły­szę o tych, któ­rzy wró­ci­li. O dzie­ciach otwie­ra­ją­cych oczy i lu­dziach wsta­ją­cych z ziemi. – Do­pie­ro teraz od­wró­cił się w stro­nę wio­ski, omia­ta­jąc wzro­kiem pod­da­nych. – Ale o tych dru­gich… o nich jakoś nikt nie mówi gło­śno. Dla­cze­go?

Sera po­czu­ła, jak jej gar­dło ści­ska nagły skurcz, gdy są­sie­dzi za­czę­li ucie­kać wzro­kiem.

– Ilu z was wi­dzia­ło, jak ktoś umie­ra, żeby ktoś inny mógł żyć? – pytał ce­sarz, a od­po­wie­dzią była je­dy­nie głu­cha cisza. Ka­elion ski­nął głową z sa­tys­fak­cją kogoś, kto wła­śnie po­twier­dził swoje przy­pusz­cze­nia. Za­czął po­wo­li prze­cha­dzać się mię­dzy ludź­mi. – Ro­zu­miem. Trud­no na­zwać to, co się dzie­je, po imie­niu, kiedy przy­no­si wam ulgę. Bo jeśli to zro­bi­cie, prze­sta­nie być cudem, a za­cznie być… czym?

Za­trzy­mał się przed jed­nym z męż­czyzn, lecz nie cze­ka­jąc na od­po­wiedź, do­koń­czył sam:

– W na­szym pra­wie na­zy­wa się to za­bój­stwem.

Te słowa nie były wy­rzu­tem, lecz spo­koj­nym stwier­dze­niem faktu, co spra­wi­ło, że ude­rzy­ły w ze­bra­nych z po­dwój­ną siłą.

– Ale tutaj na­zy­wa­cie to uzdro­wie­niem – rzu­cił, roz­glą­da­jąc się do­ko­ła.

– To nie tak – ode­zwa­ła się Sera, ro­biąc krok do przo­du, choć jej głos drżał nie­pew­nie.

Ka­elion spoj­rzał na nią nie­mal ła­god­nie.

– Wiem. Wy tego tak nie wi­dzi­cie, bo to dzie­je się dla was. Gdyby jed­nak ktoś obcy przy­szedł do wa­szej wio­ski i po­wie­dział: „od­daj­cie jed­ne­go, a ura­tu­ję dru­gie­go”, jak by­ście go na­zwa­li?

Nie cze­ka­jąc na re­ak­cję, od­wró­cił się z po­wro­tem do Chry­sa­ima.

– Myślę, że do­brze wie­cie. Ja wiem. Ty też wiesz.

– Oni wy­bie­ra­ją – od­parł Chry­sa­im, nie spusz­cza­jąc wzro­ku. – Ja tylko nie ukry­wam ceny. Twoje prawo nie może za­bu­rzać rów­no­wa­gi świa­ta.

– Mó­wisz, że wy­bie­ra­ją – po­wie­dział Ka­elion spo­koj­nie. – Po­wiedz mi tylko… jak bar­dzo do­bro­wol­na jest de­cy­zja czło­wie­ka, który pa­trzy na umie­ra­ją­ce dziec­ko?

W spoj­rze­niu Ka­elio­na coś na mo­ment drgnę­ło.

– Wła­śnie dla­te­go je­steś nie­bez­piecz­ny – po­wie­dział ce­sarz. – Mó­wisz rze­czy, które brzmią praw­dzi­wie i da­jesz lu­dziom coś, co spra­wia, że prze­sta­ją za­da­wać py­ta­nia. A czło­wiek, który nie pyta, po­dą­ży za tym, który pod­su­wa go­to­we od­po­wie­dzi.

– On dał nam wodę, na­uczył nas, żeby się dzie­lić – wtrą­cił osła­bio­nym gło­sem Tarin.

– Być może – od­parł ce­sarz. – Albo po pro­stu dał wam coś, co w ogóle można było po­dzie­lić. Spró­buj­cie to zro­bić bez złota. Woda to dar od Bogów, nie ku­gla­rza, który was wy­ko­rzy­stał.

Ka­elion wes­tchnął lekko i wy­pro­sto­wał się.

– Nie przy­je­cha­łem tu was karać. Nie in­te­re­su­je mnie złoto, ani jego moc. In­te­re­su­je mnie tylko to, co dzie­je się z ludź­mi, któ­rzy za­czy­na­ją słu­chać mor­der­cy, nie ce­sa­rza. Mar­twię się o dobro mo­je­go ludu.

Wy­po­wie­dzia­ne bez groź­by słowa spra­wi­ły, że Sera po­czu­ła lo­do­wa­ty dreszcz na karku. Ce­sarz raz jesz­cze omiótł wzro­kiem wszyst­kich ze­bra­nych, po czym za­wie­sił głos, bu­du­jąc nie­mal te­atral­ne na­pię­cie.

– Dam wam wybór. Mo­że­cie za­trzy­mać go tutaj, słu­chać dalej i żyć we­dług jego słów, ale zro­bi­cie to bez na­szej ochro­ny, bez na­szych tar­gów i bez prawa, które was strze­że. Albo… – spoj­rzał na nich po­wo­li, za­trzy­mu­jąc wzrok na każ­dej twa­rzy po kolei – albo go od­da­cie i wró­ci­cie do po­rząd­ku, który zna­cie.

Sera spoj­rza­ła na Ta­ri­na, potem na Be­lo­ra i po­zo­sta­łych są­sia­dów. Po raz pierw­szy zo­ba­czy­ła w ich oczach wa­ha­nie. Ka­elion uśmiech­nął się blado z pew­no­ścią, że ziar­no zo­sta­ło za­sia­ne.

– Macie czas. Za­sta­nów­cie się do­brze – rzu­cił przez ramię, ru­sza­jąc w stro­nę swo­ich ludzi. Nie mu­siał się już od­wra­cać.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Ze­bra­li się, gdy słoń­ce wi­sia­ło jesz­cze nisko nad ho­ry­zon­tem, a wy­su­szo­ne po­wie­trze draż­ni­ło gar­dła ni­czym po­piół. In­stynk­tow­nie uni­ka­li placu przy stud­ni, gdzie za­zwy­czaj gro­ma­dzi­li się wokół Chry­sa­ima. Za­miast tego przy­sta­nę­li na samym skra­ju wio­ski, jakby fi­zycz­na od­le­głość od jego chaty mogła uśmie­rzyć ro­dzą­ce się w nich po­czu­cie winy. Stali w kręgu – trzy­dzie­ści dzie­więć twa­rzy, które jesz­cze do wie­czo­ra two­rzy­ły wspól­no­tę, a teraz upar­cie uni­ka­ły wza­jem­ne­go spojrzenia.

– On ma rację – padło w końcu z tyłu. Głos był nie­pew­ny, ale wy­star­czył, by prze­ła­mać tamę mil­cze­nia.

– Ce­sarz ma rację – po­wtó­rzył ktoś inny, tym razem gło­śniej i z więk­szą de­ter­mi­na­cją. – Wi­dzie­li­śmy to prze­cież. Za­wsze jedno życie za dru­gie.

– To nie tak dzia­ła! – prze­rwa­ła Sera, zanim zdą­ży­ła ugryźć się w język. – Nikt ni­ko­go nie zmu­szał. Elor sam pod­jął de­cy­zję…

– Elor nie żyje! – uciął ktoś ostro. – I co z tego, że chciał? Leży mar­twy w ziemi. Za­bi­ty.

Te słowa za­wi­sły mię­dzy nimi, przy­gnia­ta­jąc ostat­nie ślady oporu. Belor zmarsz­czył brwi, pró­bu­jąc ra­to­wać reszt­ki lo­gi­ki.

– Ale chło­piec żyje. Wi­dzia­łeś go dziś rano, bie­gał po ścież­ce.

– Czyli ra­chu­nek się zga­dza – rzu­cił męż­czy­zna z boku. – Jeden za jed­ne­go. Do­kład­nie tak, jak po­wie­dział ce­sarz.

Tarin za­ci­snął szczę­kę tak mocno, że aż po­bie­lał.

– A zanim przy­szedł Chry­sa­im? – wark­nął, omia­ta­jąc krąg wście­kłym spoj­rze­niem. – Ile dzie­ci wam wtedy po­mar­ło, bo bra­ko­wa­ło wody? Ile razy pa­trzy­li­ście bez­na­dziej­nie, jak ktoś ga­śnie, nie mogąc zro­bić kom­plet­nie nic?

Za­pa­dła cisza, ale tym razem nie było w niej po­kor­nej zgody. W po­wie­trzu wi­siał opór pod­szy­ty stra­chem.

– Więc co, teraz to my mamy wy­bie­rać, kto umrze? – padło py­ta­nie z tłumu.

– Nie wy­bie­rać, tylko ro­zu­mieć po­świę­ce­nie – od­po­wie­dzia­ła cicho Sera.

Kilka osób prych­nę­ło po­gar­dli­wie. Sto­ją­ca obok star­sza ko­bie­ta, żona Elora, zmie­rzy­ła ją chłod­nym wzro­kiem.

– Łatwo ci mówić o po­świę­ce­niu, kiedy to nie two­je­go męża po­słał do pia­chu, zwo­dząc mą­dry­mi sło­wa­mi.

Sera otwo­rzy­ła usta, by za­prze­czyć, ale zaraz je za­mknę­ła. Nie było od­po­wie­dzi, która w tej chwi­li nie brzmia­ła­by jak fałsz. Dys­ku­sja za­czę­ła zba­czać na nie­bez­piecz­ne ścieżki – głosy na­ra­sta­ły, a każde zda­nie krą­ży­ło wokół lęku przed po­tę­gą Ka­elio­na. Wie­dzie­li, że ce­sarz nie musi wy­cią­gać mie­cza – wy­star­czy, że za­mknie targi, ode­tnie kup­ców i po­zwo­li, by świat za­po­mniał o ich ist­nie­niu.

– Star­czy! – Belor uniósł rękę, wy­mu­sza­jąc spo­kój. – Tak się nie do­ga­da­my. Gło­suj­my.

Słowo prze­szło przez tłum ni­czym lo­do­wa­ty po­wiew.

– Kto jest prze­ciw­ny wy­da­niu Chry­sa­ima?

Sera unio­sła rękę pierw­sza, nie wa­ha­jąc się ani chwi­li. Zaraz po niej, z wy­raź­nym na­pię­ciem w bar­kach, do­łą­czył Tarin. Na­stęp­nie ura­to­wa­ny chło­pak i jego ro­dzi­ce. Jako ostat­ni dłoń pod­niósł sam Belor.

– Sześć gło­sów – pod­su­mo­wał szep­tem męż­czy­zna, po czym dodał gło­śniej – kto jest za wy­da­niem go ce­sa­rzo­wi?

Przez długą chwi­lę nikt się nie po­ru­szył, aż w końcu w górę po­wę­dro­wa­ła pierw­sza ręka. Potem druga, trze­cia… Sera pa­trzy­ła z na­ra­sta­ją­cym prze­ra­że­niem, jak ko­lej­ne dło­nie uno­szą się po­wo­li, nie­chęt­nie, jakby każda z nich wa­ży­ła wię­cej niż czło­wiek jest w sta­nie udźwi­gnąć. Dzie­sięć, dwa­dzie­ścia, trzy­dzie­ści… Nie­któ­rzy uni­ka­li jej wzro­ku, inni pa­trzy­li wy­zy­wa­ją­co, jesz­cze inni ro­bi­li to po­śpiesz­nie, chcąc mieć ten mo­ment już za sobą.

– Trzy­dzie­ści trzy – do­koń­czył sta­rzec, pa­trząc na las rąk, który wła­śnie wydał wyrok.

Sera ro­zej­rza­ła się po zna­jo­mych twa­rzach i po­czu­ła, jak coś w niej pęka. To byli ci sami lu­dzie, z któ­ry­mi jesz­cze wczo­raj dzie­li­ła chleb i na­dzie­ję. Teraz pa­trzy­li gdzieś w bok, od­cię­ci od sie­bie murem spi­sku ce­sa­rza.

– To błąd – szep­nę­ła, ale nikt jej nie od­po­wie­dział.

Ru­szy­li razem, zwar­tą, mil­czą­cą grupą w stro­nę obo­zo­wi­ska żoł­nie­rzy. Każdy krok wy­da­wał się Serze cięż­szy od po­przed­nie­go. Ka­elion stał do­kład­nie tam, gdzie go zo­sta­wi­li – wy­pro­sto­wa­ny, cier­pli­wy, jakby czas nie miał dla niego zna­cze­nia. Gdy po­de­szli, nie mu­siał o nic pytać – wy­star­czy­ło jedno spoj­rze­nie na ich zgar­bio­ne syl­wet­ki.

Belor wy­stą­pił przed sze­reg. Głos na mo­ment uwiązł mu w gar­dle, ale w końcu wy­du­sił z sie­bie słowa:

– Pod­ję­li­śmy de­cy­zję. Od­da­my go.

Ka­elion po­wo­li ski­nął głową. Przy­glą­dał się im z mie­szan­ką po­li­to­wa­nia i chłod­nej sa­tys­fak­cji, jakby wła­śnie skoń­czył zwy­cię­ską par­tię sza­chów.

– Do­brze – po­wie­dział spo­koj­nie, a jego wzrok jesz­cze raz spo­czął na każ­dym z obec­nych. – Świat trzy­ma się tylko tam, gdzie lu­dzie wie­dzą, za kim po­dą­żać.

Od­wró­cił się zo­sta­wia­jąc ich ze sło­wa­mi, które pa­li­ły moc­niej niż za­cho­dzą­ce słoń­ce.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Plac przed chatą Chry­sa­ima wy­peł­nił się ludź­mi, lecz nie była to już ta wspól­no­ta, którą znała Sera. Po­mię­dzy są­sia­da­mi ziały puste prze­strze­nie – nie­wiel­kie od­stę­py – wy­raź­ne gra­ni­ce stra­chu i wsty­du. Każdy trzy­mał się osob­no, sku­lo­ny w sobie, jakby lęk przed tym, co ma na­dejść, kazał im wy­zna­czyć sfery wła­snej, osob­nej sa­mot­no­ści.

Na ganku, ską­pa­ny w ostrym, po­łu­dnio­wym słoń­cu, stał ce­sarz Ka­elion. Obok niego, trzy­ma­ny przez dwóch ro­słych straż­ni­ków, Chry­sa­im. Nie sta­wiał oporu – jego ra­mio­na zwi­sa­ły luźno, a twarz po­zo­sta­wa­ła nie­ludz­ko spo­koj­na, nie­mal nie­obec­na. Tylko złota bli­zna na po­licz­ku lśni­ła w świe­tle, przy­po­mi­na­jąc wszyst­kim o mocy, którą tak nie­daw­no wiel­bi­li.

– Do­brze wy­bra­li­ście – oznaj­mił Ka­elion, a jego głos niósł się nad pla­cem ni­czym wyrok. – Wró­ci­li­ście na je­dy­ną drogę, jaka wam przy­słu­gu­je. Drogę po­rząd­ku, na któ­rej nikt nie musi dźwi­gać cię­ża­ru zro­zu­mie­nia rze­czy za­ka­za­nych.

Ce­sarz mil­czał przez chwi­lę, po­zwa­la­jąc, by to upo­ko­rze­nie wsią­kło w ich serca. Potem zro­bił krok w stro­nę Chry­sa­ima i na­chy­lił się do jego ucha.

– Moż­li­we, że masz rację – szep­nął Ka­elion tak cicho, że usły­szał to tylko ska­za­niec. – Wi­dzia­łem to w ich oczach.

Na mo­ment za­wie­sił głos, jakby coś na­praw­dę roz­wa­żał.

– Ale to nie wy­star­czy.

Jego spoj­rze­nie prze­su­nę­ło się po tłu­mie i wró­ci­ło do Chry­sa­ima.

– Mó­wisz do ludzi… a ja przemawiam przez ich usta. 

Wy­pro­sto­wał się po­wo­li, a wzrok obu mężczyzn skrzyżował się w ostat­nim, nie­mym po­je­dyn­ku. Ce­sarz za­szedł za plecy ska­zań­ca, dalej szep­cząc.

– Naszą bro­nią są słowa, ale ko­rzy­sta­my z nich ina­czej. Ty li­czysz, że je zro­zu­mie­ją. Ja spra­wiam, że w nie wie­rzą. I to jest róż­ni­ca mię­dzy nami. Prze­gra­łeś, Chry­sa­imie.

Nagle Ka­elion uniósł nogę i kop­nął go w plecy. Chry­sa­im za­chwiał się, stra­cił rów­no­wa­gę i runął z ganku pro­sto w wy­schnię­ty piach placu. Upadł cięż­ko, bez jęku, i po­zo­stał tam, na ziemi, pa­trząc na swo­ich są­sia­dów. W jego oczach nie było wsty­du ani bła­ga­nia o li­tość. Tylko bez­den­na, prze­ra­ża­ją­ca wie­dza o tym, co za chwi­lę się wy­da­rzy.

Ka­elion od­wró­cił się do tłumu, roz­kła­da­jąc ra­mio­na w ge­ście fał­szy­wej łaski.

– Za waszą wier­ność i po­wrót pod moją rękę… od­da­ję go wam. Jego złoto nic dla mnie nie zna­czy. Bierz­cie, co wasze.

Lu­dzie jesz­cze nie ro­zu­mie­li, co ce­sarz miał na myśli. Cisza, która za­pa­dła, była tak gęsta, że Sera nie­mal czuła jej cię­żar w płu­cach. Pierw­szy męż­czy­zna po­ru­szył się nie­pew­nie, sta­wia­jąc stopy tak, jakby stą­pał po kru­chym lo­dzie. Pod­szedł do le­żą­ce­go. Wła­śnie wtedy z roz­cię­cia na skó­rze Chry­sa­ima wy­to­czy­ła się pierw­sza kro­pla krwi. Zanim piach zdo­łał ją po­chło­nąć, za­sty­gła w lśnią­ce, czy­ste złoto. Śmia­łek za­wa­hał się, wy­cią­gnął dłoń, by po chwi­li gwał­tow­nie ją cof­nąć. Spoj­rzał przez ramię na in­nych.

– Bierz, to nasze – szep­nął ktoś z tłumu.

– To praw­da… nasze. Za to, że nas omamił – wy­char­czał męż­czy­zna.

Za­ci­snął palce na ranie Chry­sa­ima, a złoto try­snę­ło gę­stym stru­mie­niem. Ten jeden czyn był jak iskra rzu­co­na na wy­schnię­tą słomę. Wszel­kie reszt­ki przy­zwo­ito­ści i ludz­kie­go od­ru­chu wy­pa­ro­wa­ły, za­stą­pio­ne przez pier­wot­ną, nie­na­sy­co­ną chci­wość. Tłum runął na­przód. Lu­dzie, któ­rzy jesz­cze wczo­raj dzie­li­li się chle­bem, teraz rzu­ci­li się na Chry­sa­ima jak stado wy­głod­nia­łych wil­ków. Ktoś chwy­cił za jego ramię, skóra pękła pod pa­znok­cia­mi, a na zie­mię syp­nął się złoty grad. Krzyk bólu zo­stał na­tych­miast za­głu­szo­ny przez dziki wrzask tłumu, gdy z ży­we­go, od­dy­cha­ją­ce­go ciała wy­rwa­no pierw­szy płat mię­śni.

Plac stał się kłę­bo­wi­skiem hien, ata­ku­ją­cych szpo­na­mi i zę­ba­mi. Wy­bu­chło sza­leń­stwo, któ­re­go nie dało się już za­trzy­mać. Każdy chciał wy­szar­pać, wy­drzeć dla sie­bie choć­by odro­bi­nę błysz­czą­ce­go prze­kleń­stwa. Ciało Chry­sa­ima roz­ry­wa­ło się pod ich dłoń­mi, a krew, która try­ska­ła na twa­rze i ubra­nia, na­tych­miast zmie­nia­ła się w twar­de, złote brył­ki. Sły­chać było suchy, ohyd­ny trzask pę­ka­ją­cych kości, które w świe­tle dnia mie­ni­ły się już nie bielą, a cięż­kim, mar­twym krusz­cem.

– Prze­stań­cie! Bła­gam, prze­stań­cie! – wrzesz­cza­ła Sera, pró­bu­jąc wbić się w zwar­ty mur ple­ców, ale czy­jaś ręka ude­rzy­ła ją w twarz, po­sy­ła­jąc na ko­la­na. Pod­nio­sła się, ośle­pio­na łzami, i znów spró­bo­wa­ła się prze­bić. – To jest czło­wiek!

Nikt jej nie sły­szał. Dla tych ludzi Chry­sa­im prze­stał ist­nieć jako isto­ta – stał się je­dy­nie zło­żem złota, które na­le­ża­ło roz­gra­bić do sa­me­go końca. Sera zo­ba­czy­ła Ta­ri­na. Ten silny, dobry czło­wiek, jej mąż, stał nad szar­pią­cym się tłu­mem z twa­rzą wy­krzy­wio­ną w gry­ma­sie, który był mie­szan­ką czy­stej roz­pa­czy i zwie­rzę­ce­go po­żą­da­nia. Pa­trzył na swe za­krwa­wio­ne, zło­cą­ce się dło­nie i pła­kał. Przez mo­ment wy­glą­dał, jakby miał się cof­nąć, za­trzy­mać ten kosz­mar. Ale potem ktoś ode­pchnął go z boku i wbił ręce w ciało ofia­ry. Tarin za­wa­hał się jesz­cze le­d­wie chwi­lę. I zro­bił to samo. Obok niego Belor, stary i mądry Belor, z obłę­dem w oczach wci­skał do kie­sze­ni ka­wał­ki błysz­czą­cych or­ga­nów, które jesz­cze przed chwi­lą utrzy­my­wa­ły Chry­sa­ima przy życiu.

Sera pa­trzy­ła na to z dła­wią­cym mdło­ścia­mi prze­ra­że­niem. Unio­sła głowę i zo­ba­czy­ła Ka­elio­na. Ce­sarz stał na ubo­czu, trzy­ma­jąc wodze konia, i przy­glą­dał się tej rzezi z lek­kim uśmie­chem ogrod­ni­ka, który ob­ser­wu­je owoce swo­jej pracy. Ich spoj­rze­nia skrzy­żo­wa­ły się na jedną, wiecz­ną chwi­lę. Sera zro­zu­mia­ła, że ce­sarz wy­grał w pod­łej grze, czer­piąc z niej bez­dusz­ną przy­jem­ność.

Ka­elion ski­nął jej głową, po czym zwin­nie wsko­czył na sio­dło. Chwi­lę póź­niej świta ru­szy­ła ga­lo­pem, zo­sta­wia­jąc za sobą wio­skę po­grą­żo­ną w krwa­wym amoku, w któ­rym dźwięk złota ude­rza­ją­ce­go o zie­mię brzmiał jesz­cze długo.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Sera pa­ko­wa­ła się w po­śpie­chu. Choć dło­nie drża­ły, za­ci­ska­ła rze­mie­nie toreb z bez­li­to­sną pew­no­ścią. Ani razu nie obej­rza­ła się za sie­bie. Nie chcia­ła pa­trzeć na Ta­ri­na, który trwał przy wej­ściu do chaty ni­czym cień sa­me­go sie­bie – przy­gar­bio­ny, z pust­ką w oczach i peł­ny­mi kie­sze­nia­mi.

– Nie idź – wy­chry­piał w końcu, a jego głos brzmiał, jakby tonął w pia­chu i pyle.

Sera nie prze­rwa­ła pracy. Za­wi­nę­ła ostat­ni ka­wa­łek gru­be­go płót­na, wsu­nę­ła go głę­bo­ko do sakwy i do­pie­ro wtedy wy­pro­sto­wa­ła się i od­wró­ci­ła do męża.

– Czym ty je­steś? – za­py­ta­ła cicho, a te słowa ude­rzy­ły moc­niej niż ja­ki­kol­wiek krzyk.

Tarin na­tych­miast uciekł wzro­kiem, nie po­tra­fiąc wy­trzy­mać jej spoj­rze­nia.

– Sera… ja…

– Mie­li­śmy nigdy nie pro­sić o wię­cej, to był pierw­szy wa­ru­nek – prze­rwa­ła mu nie­ludz­ko spo­koj­nym, wy­pra­nym z ja­kich­kol­wiek emo­cji gło­sem. – Wszy­scy to ro­zu­mie­li­śmy. Chry­sa­im nie ukry­wał przed nami ceny. A wy, za­miast ją przy­jąć, ro­ze­rwa­li­ście go na strzę­py tylko po to, by na­pchać sobie kie­sze­nie.

Za­rzu­ci­ła torbę na ramię, nie dając mu szan­sy na obro­nę.

– Brzy­dzę się tobą. Brzy­dzę się tym miej­scem. Każ­dym ka­mie­niem, który spla­mi­li­ście.

Za­trzy­ma­ła się na progu, kła­dąc dłoń na małej, skó­rza­nej sa­kiew­ce przy pasie.

– To, co nam dał wcze­śniej… do­bro­wol­na pomoc z jego krwi… to mi wy­star­czy. Resz­tę, wy­szar­pa­ną żyw­cem, weź­cie sobie i na­żryj­cie się do syta.

– Sera, bła­gam… – szlo­chał Tarin, za­kry­wa­jąc twarz dłońmi.

– Cho­ciaż ten ostat­ni raz, nie proś o wię­cej.

Wy­szła w żar po­po­łu­dnia, nie oglą­da­jąc się za sie­bie, zo­sta­wia­jąc Ta­ri­na w mroku chaty, z rę­ka­mi, które wciąż wy­da­wa­ły się ocie­kać zło­tem.

 

─── ☉ ─── ☉ ─── ☉─── 

 

Mie­sią­ce mi­ja­ły, a niebo po­zo­sta­wa­ło bez­na­mięt­nie błę­kit­ne. Deszcz nie nad­szedł. Obie­ca­na przez ce­sa­rza pro­tek­cja oka­za­ła się ułudą – nikt nie przy­jeż­dżał, nikt nie han­dlo­wał, nikt nie dbał o za­po­mnia­ną osadę na skra­ju świa­ta.

Stud­nia, serce wio­ski, wy­schła osta­tecz­nie. Na jej dnie nie było już nawet wil­got­ne­go błota, tylko mar­twa, spę­ka­na zie­mia. Pola, na których wiosną zaczęły nieśmiało kiełkować rośliny, słońce wypaliło do korzeni. Zie­mia pod gó­ra­mi, za­wsze uboga i su­ro­wa, bez wody za­mie­ni­ła się w pył, który wiatr roz­no­sił mię­dzy cha­ta­mi.

Na tar­gach w są­sied­nich mia­stach naj­pierw za­bra­kło mięsa, potem ziar­na, aż w końcu drogi opu­sto­sza­ły zu­peł­nie. Wiel­ka susza tra­wi­ła ce­sar­stwo, a złoto prze­sta­ło mieć ja­kie­kol­wiek zna­cze­nie. Lu­dzie w wio­sce prze­kła­da­li błysz­czą­ce bryły z miej­sca na miej­sce, po­le­ro­wa­li je szma­ta­mi, wa­ży­li w dło­niach, ale nie mogli za nie kupić ani jed­nej miski ryżu, lub dzba­na wody. Kru­szec leżał w do­mach – zimny, bez­u­ży­tecz­ny i mar­twy.

W samym cen­trum placu, do­kład­nie tam, gdzie rzu­ci­li się na Chry­sa­ima i gdzie jego ciało za­mie­ni­ło się w złoto, zie­mia pękła z głu­chym ło­sko­tem. Z tej rany wy­rósł pęd.

Rósł szyb­ko, kar­miąc się gnie­wem i wsty­dem ziemi. Wkrót­ce nad wio­ską gó­ro­wa­ło drze­wo o li­ściach ma­ją­cych cięż­ki, me­ta­licz­ny po­łysk. Miesz­kań­cy wy­szli ob­ser­wu­jąc z nie­do­wie­rza­niem, mo­dląc się o owoce, któ­ry­mi za­spo­ko­ją głod­ne żo­łąd­ki. Gdy wiatr ude­rzał w ko­ro­nę, nie było sły­chać szumu liści, lecz suchy, nie­po­ko­ją­cy brzęk. Za­miast owo­ców, z ga­łę­zi zwi­sa­ły bryły czy­ste­go złota – lśnią­ce, do­sko­na­łe i cał­ko­wi­cie bez­war­to­ścio­we dla ko­na­ją­cych z głodu ludzi.

 

Koniec

Komentarze

Powtarzam z bety (za którą niniejszym raz jeszcze dziękuję smiley):

 

Przejmujący i bardzo gorzki tekst, końcówka nasuwa słynny mit o królu Midasie, ale całość z klimatem, dialogami i imionami bohaterów – oczywiście przypomina Biblię oraz Mękę Chrystusa. :) Bardzo dobrze oddałeś klimat, dialogi, ludzkie charaktery, zło. :) Każdy bohater to inny typ człowieka. :) Tekst daje do myślenia, nie pozwala o sobie zapomnieć, wstrząsa sumieniami. Świetne! :) 

 

Klik podwójny, powodzenia, pozdrawiam serdecznie. :) 

 

Pecunia non olet

Michaelu!

 

A cóż Ci przeszkadzało te nasze prawie 30 komentarzy. Zacząłbyś od razu z wysokiego C, a tekst, który ma więcej komentarzy od razu wydaje się mądrzejszy. Choć Ty akurat na brak komentarzy narzekać nie możesz :)

Oczywiście sobie dworuję, decyzja w pełni zrozumiała.

 

Krótko, bośmy już pogadali sobie.

Tekst jest poruszający, z morałem, wcale nie przedialogowany. Wypowiedzi bohaterów mają taki głęboki wydźwięk, rezonują w przestrzeni odwiecznych zapytań o rząd dusz, wiarę i podążanie.

Zająłem już stanowisko na becie, że zdecydowanie najciekawszy jest tu cesarz, który, mimo tego, że jest po ciemnej stronie, to jednak ma sporo racji. I pokazuje też, że wiara, czy też podążanie za kimś, musi być na tyle głębokie, by być odpornym na krytyczne pytania. W mojej ocenie cesarz tutaj naprawdę wygrał, choć miał też naturalną przewagę. Jednak jego pytania krytyczne trafiły celnie.

Lud wioski to trochę manipulowane cielęta, choć trzeba przyznać, że nadałeś kilku wyraźne cechy, oczywiście z dominacją Sery.

Morał jest nieco moralizatorski, ale jak już ustaliliśmy – taki ma być i wcale nie wypada przez to źle.

 

Śmiało mógłbyś być autorem pism oświeconych. Uważaj, bo może i na Portalu założysz jakiś kult :)

 

Pozdroklik! (lic. Robert Raks)

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Hejka!

Tekst jest bardzo dobrze zbudowany, wszystko rozwija się stopniowo, od nadziei, przez poprawę sytuacji ludzi, aż po coraz większe napięcie. Czytało mi się bardzo płynnie, a jednocześnie czułam, że coś wisi w powietrzu. 

Postać cesarza jest napisana genialnie. Mówi rzeczy, które brzmią bardzo logicznie i właśnie dlatego jest taki niebezpieczny. Łatwo się na tym złapać i zacząć wątpić, pomimo że dla mnie Chrysaim od początku był dobrą postacią. Niczego nie ukrywał, stawiał jasne zasady, a jednak rozumiem dlaczego ludzie zwątpili.Bardzo mocno wybrzmiewa temat ludzkich słabości, to jak szybko wspólnota się buduje, a potem jeszcze szybciej rozpada, jak łatwo przejść od współpracy do egoizmu i jak niewiele trzeba, żeby ludźmi manipulować, zwłaszcza kiedy są przestraszeni. Sceną rozszarpania Chrysaima jest brutalna, ale nieprzesadzona, dobrze oddaje chaos i emocje całej sytuacji (chyba najbardziej mi się podobała :D )

Końcówka jest ciężka, ale bardzo trafna. To nie jest szok dla samego szoku, a konsekwencja wszystkiego, co się wydarzyło wcześniej. Ostatni obraz ze złotem, które nic już nie znaczy bardzo mocny i symboliczny. Ważne pytanie, dokąd wyruszyła Sera hmmm??

Klikam podwójnie i pozdrawiam! 

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

W domu napiszę merytoryczny komentarz, tymczasem – nie uważasz, że zmarnowałeś na internety tekst, który spokojnie mógłby polecieć do papierowego NF-a? ;P

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

tekst, który spokojnie mógłby polecieć do papierowego NF-a? ;P

SNDWLKR, w punkt! yes

 

 

Pecunia non olet

Złoto to tylko piękniejszy kamień.

tylko taki bardziej metalowy…

 

Pomysł życie za życie nie jest nowy ale nie jest wyeksploatowany.

dobrze mi się czytało.

dobra scena u cesarza.

OK, jestem.

Jeśli chodzi o walory literackie tekst jest moim zdaniem bardzo dobry, a przy tym nie wstydzi się tego, że jest fantastyką (bo mamy trochę worldbuildingu). Na czysto dosłownym poziomie przypomniał mi wątek Boga Bez Twarzy ze ,,Spirited Away” i to mogło trochę wypaczyć mi odbiór (to i ,,Diuna” :P).

Największy problem mam z główną myślą. Ja wiem, że przypowieści są po to, żeby przekazać jakąś myśl, a nie zachęcać do interpretacji, ale właśnie to mi najbardziej przeszkadzało. Bo mówię, mam trochę inne podejście, i dziwaczny facet, który nagle pojawia się w wiosce i zaczyna się bawić w guru, a przy tym chyba nie do końca jest człowiekiem, jawi mi się jako dość podejrzane indywiduum. Na końcu ginie rozerwany (umęczony?) przez tłuszczę, a jedyna sprawiedliwa, która od razu mu uwierzyła, odchodzi zniesmaczona.

Cesarz to populista, co o lud się nie troszczy i widzi w złotokrwistym tylko zagrożenie dla swojej władzy, czyli standard – kiedy w fantasy pojawia się cesarz/imperator, można stwierdzić z 90-procentową, że jest zły. W efekcie konflikt jest zupełnie czarno-biały, a czytelnik zostaje na końcu z wbitym do głowy przekonaniem, komu powinien przyznać rację.

Te, powiedzmy, ideologiczne przyczyny powstrzymują mnie przed nominacją (spokojnie, na pewno ktoś jeszcze przyjdzie), ale uważam, że sam pomysł, wykonanie i przemyślana konstrukcja nakazują przynajmniej rozważyć publikację w druku.

P.S. Żona Elora to postać IMO o zmarnowanym potencjale. Nie ma jej w scenie jego śmierci, nie widać, by rozpaczała, i wyskakuje jak królik z kapelusza dopiero w momencie, w którym na gwałt potrzeba powodu, dla którego ktoś opowiada się po stronie takiego buca jak cesarz. :P Skoro on i tak jest zły, ,,prorok” dobry, a ludzie zaślepieni, to po co w ogóle ją wprowadzać?

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

bruce,

Bardzo dziękuję jeszcze raz za wspaniałą betę, to wiele dla mnie znaczy.

Dziękuję też za miłe słowa i podwójnego klika! 

 

beeeecki,

Dzięki, to naprawdę miłe czytać taką opinię. Sporo sobie pogadaliśmy już za bety, więc po prostu -dziękuję. 

Śmiało mógłbyś być autorem pism oświeconych. Uważaj, bo może i na Portalu założysz jakiś kult :)

Prorocy w moich tekstach kończą dość marnie, nie wiem czy chcę się w to bawić :D

Dzięki za klika!

 

betweenthelines,

Tekst jest bardzo dobrze zbudowany, wszystko rozwija się stopniowo, od nadziei, przez poprawę sytuacji ludzi, aż po coraz większe napięcie. Czytało mi się bardzo płynnie, a jednocześnie czułam, że coś wisi w powietrzu. 

Dzięki!

Postać cesarza jest napisana genialnie. Mówi rzeczy, które brzmią bardzo logicznie i właśnie dlatego jest taki niebezpieczny. Łatwo się na tym złapać i zacząć wątpić, pomimo że dla mnie Chrysaim od początku był dobrą postacią.

Bardzo cieszy mnie ta opinia, postać cesarza mi również wydaje się najciekawsza. Dość długo nad nim pracowałem, więc miło mi, że tak uważasz. Zwątpienie w moralność Chrysaima było zamierzone, więc cieszę się, że się udało!

Ważne pytanie, dokąd wyruszyła Sera hmmm??

Jeszcze się muszę zastanowić, czy kiedyś nie poruszę tego wątku w kontynuacji. Póki co nie mam na nią pomysłu, ale coś tam kiełkuje w głowie, więc pozwolę sobie nie zdradzać tajemnicy :D

Dziękuję Ci za miłe słowa i nominację, to naprawdę daje kopa do pracy, gdy czyta się takie wpisy!

 

SNDWLKR,

nie uważasz, że zmarnowałeś na internety tekst, który spokojnie mógłby polecieć do papierowego NF-a? ;P

Ciekawe spostrzeżenie, odbieram jako komplement. Próbowałem już wysłać dwa teksty do redakcji, póki co cisza. Ten nie oceniałem na tyle wysoko, no trudno, wstawiłem już. Miejmy nadzieję, że napiszę jeszcze coś lepszego i wyślę. Ale tak, myślę o tym, żeby wysyłać bezpośrednio do redakcji.

Jeśli chodzi o walory literackie tekst jest moim zdaniem bardzo dobry, a przy tym nie wstydzi się tego, że jest fantastyką (bo mamy trochę worldbuildingu). Na czysto dosłownym poziomie przypomniał mi wątek Boga Bez Twarzy ze ,,Spirited Away” i to mogło trochę wypaczyć mi odbiór (to i ,,Diuna” :P).

Dziękuję Ci bardzo! “Spirited Away” oglądałem laaata temu, ale wspominam bardzo dobrze. To miłe porównanie, chociaż nie wszystko dokładnie pamiętam z tego filmu, chyba sobie obejrzę znowu. Zawsze byłem team “Princess Mononoke” :D

Największy problem mam z główną myślą. Ja wiem, że przypowieści są po to, żeby przekazać jakąś myśl, a nie zachęcać do interpretacji, ale właśnie to mi najbardziej przeszkadzało. Bo mówię, mam trochę inne podejście, i dziwaczny facet, który nagle pojawia się w wiosce i zaczyna się bawić w guru, a przy tym chyba nie do końca jest człowiekiem, jawi mi się jako dość podejrzane indywiduum. Na końcu ginie rozerwany (umęczony?) przez tłuszczę, a jedyna sprawiedliwa, która od razu mu uwierzyła, odchodzi zniesmaczona.

Cesarz to populista, co o lud się nie troszczy i widzi w złotokrwistym tylko zagrożenie dla swojej władzy, czyli standard – kiedy w fantasy pojawia się cesarz/imperator, można stwierdzić z 90-procentową, że jest zły. W efekcie konflikt jest zupełnie czarno-biały, a czytelnik zostaje na końcu z wbitym do głowy przekonaniem, komu powinien przyznać rację.

Jest to ciekawy temat do dyskusji, ale niestety nie mogę się do końca z Tobą zgodzić. Po pierwsze to fakt, że format przypowieści raczej wykłada kawę na ławę, ale jednak pozwoliłem sobie dodać trochę niedopowiedzeń i myśli do interpretacji. O ile te niedopowiedzenia nie są nawet w połowie takie jak w “Utopii” (którą komentowałeś z tego co pamietam dość pozytywnie), bo jednak chciałem dać większą moc samej historii, to jednak tekst trochę odbija pod tym kątem od klasycznej przypowieści. 

Chrysaim celowo jest prowadzony bez wyraźnego charakteru, tajemniczy, tak naprawdę do końca nie wiemy o nim nic, poza kilkoma zasadami, czy specyficzną pomocą. Nawet nauki pozostawiłem w tle, żeby nie wychodziły na wierzch historii. Przez to o ile scena z rozdawaniem złota nie kryje w sobie nic więcej, jest czysto przypowieściowa, to odkąd zaczyna “leczyć” z zasadą jedno za jedno, już mamy odejście od czystej przypowieści. Bo nagle ktoś oddaje życie i nie wiemy do końca jakie słowa z nauk go do tego skłoniły. Możemy zadawać sobie pytania czy słusznie. Potem pojawia się Vorian i Chrysaim mimo wszystko nie ratuje tej kobiety. Ma na to swoje wytłumaczenie, jakąś wielką mądrość, ale czy jest to słuszne zachowanie z punktu widzenia każdego czytelnika? Są pytania. No i potem najważniejsze, czyli cała akcja z cesarzem. Nie zgodzę się, że jeśli cesarz jest zły, a tutaj rzeczywiście jest, ale bardzo chciałem zrobić odwróconą psychologie Piłata (tamten nie chciał zabić Jezusa, ale to zrobił bo lud tego chciał, po czym umył ręce – tutaj cesarz chciał go zabić, ale to on przekonywał lud, po czym wyszło to tak, jakby lud tego chciał sam, troszkę zrzucenie odpowiedzialności na ludzi), to znaczy, że nie może mieć racji. Najgorszy człowiek świata może mieć racje w niektórych dyskusjach. I tutaj dochodzimy do punktu, czy myślałeś o tym, że on może mieć w ogóle rację. Jak nie – zawaliłem, ale po dyskusjach na becie, jak i po komentarzach wiem, że sporo osób to tak odczytało. Mamy tu dość poważny problem moralny, a to, że Sera była zdruzgotana i odeszła nie znaczy, że cesarz nie miał trochę racji w całym swoim byciu złolem. 

Dlatego to, że Chrysaim wydał Ci się podejrzany jest jak najbardziej okej, a tekst nie próbuje tego bronić bezpośrednio. Kolejna rzecz to czemu cesarz nie wjechał i po prostu nie zabił go bez słowa – mógł, tutaj też to prowadzi (mam nadzieję) do jakiś przemyśleń. Zachowanie wioski, ale przede wszystkim Tarina i Belora też dają dużo pola do interpretacji. Zakończenie jest czysto przypowieściowe, ale nie zgodzę się, że rozdziały od pojawienia się Voriana, a przede wszystkim cesarza nie dają pola na interpretacje. Tego bym sobie nie wybaczył.

Te, powiedzmy, ideologiczne przyczyny powstrzymują mnie przed nominacją (spokojnie, na pewno ktoś jeszcze przyjdzie), ale uważam, że sam pomysł, wykonanie i przemyślana konstrukcja nakazują przynajmniej rozważyć publikację w druku.

Jasne, nominacje nominacjami, ale to takie komentarze w których możemy podyskutować i widzę, że ktoś dokładnie przeczytał tekst, są dla mnie bezcenne, więc bardzo Ci dziękuję! Chyba na publikację za późno skoro wstawiłem to tutaj, ale będę się starał wysyłać kolejne teksty dalej, dzięki za wiarę we mnie i mój tekst!

P.S. Żona Elora to postać IMO o zmarnowanym potencjale. Nie ma jej w scenie jego śmierci, nie widać, by rozpaczała, i wyskakuje jak królik z kapelusza dopiero w momencie, w którym na gwałt potrzeba powodu, dla którego ktoś opowiada się po stronie takiego buca jak cesarz. :P Skoro on i tak jest zły, ,,prorok” dobry, a ludzie zaślepieni, to po co w ogóle ją wprowadzać?

A tutaj się muszę zgodzić. Znaczy pomijając fragment, że Chrysaim taki dobry, a cesarz taki zły, bo to tłumaczyłem wcześniej. Potraktowałem ją trochę jak narzędzie, dopiero teraz to widzę. Dobra uwaga.

Dzięki za obszerny komentarz i wybacz za taką litanię w ramach odpowiedzi!

 

TheGuru,

Dzięki za przeczytanie i miły komentarz. Szczególnie szczęśliwy jestem za pochwalenie sceny z cesarzem!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, i ja dziękuję, powodzenia, pozdro! yes

Pecunia non olet

Kiedy zobaczyłam obraz, miałam nadzieję na pogodne opowiadanie, w którym zielone pokona przeciwności i wyrośnie.

Cóż, Twoja wizja pokazała coś zupełnie odmiennego. Zieleń zamieniła się w złoto, które wszystko zdominowało. Pokazałeś przy tym szalenie trudne warunki w wiosce i pewną szansę na odmianę, kiedy pojawił się tam wyjątkowy starzec, szerzący swoiste nauki. Owszem, byt ludzi miejscowych uległ zmianie, ale późniejsze wypadki, przybycie cesarza i jego pogląd na sprawę, podważyły sens nauk starca, a wioskowi, omamieni wizją złota, zgotowali mu straszny los, ale i sami nie uniknęli zguby.

Michaelu, ufam, że poprawisz usterki, bo opowiadanie podobało mi się tak bardzo, że zgłoszę je do Biblioteki i do kwietniowego piórka.

 

a wzrok trzy­dzie­stu sied­miu głod­nych są­sia­dów pa­rzył ich… → Mniemam, że wśród sąsiadów były obie płcie, więc: …a wzrok trzy­dzie­ściorga siedmiorga głod­nych są­sia­dów pa­rzył ich…

 

Czuła, że te dwa­dzie­ścia kro­pel to nie dar, ale test, któ­re­go wła­śnie nie zdali. → Czy test nie brzmi tu zbyt współcześnie?

Proponuję: Czuła, że te dwa­dzie­ścia kro­pel to nie dar, ale próba, któ­re­j wła­śnie nie podołali.

 

Ko­bie­ta spoj­rza­ła na niego z bez­rad­no­ścią. → A może: Ko­bie­ta spoj­rza­ła na niego bez­rad­nie.

 

Za­bra­li ciało Elora ostroż­nie, nio­sąc go na skraj pola… → Piszesz o ciele, więc: Za­bra­li ciało Elora, ostroż­nie nio­sąc je na skraj pola

 

Dys­ku­sja za­czę­ła zba­czać na nie­bez­piecz­ne tory… → Czy w czasach tego opowiadania wiedziano, co to tory?

Proponuję: Dys­ku­sja za­czę­ła zba­czać na nie­bez­piecz­ne ścieżki

 

nie wa­ha­jąc się ani chwi­lę. → …nie wa­ha­jąc się ani chwi­li.

 

nie­wiel­kie od­stę­py wy­raź­ne… → Wystarczy jedna spacja po półpauzie.

 

szlo­chał Tarin, za­kry­wa­jąc twarz w dło­niach. → …szlo­chał Tarin, za­kry­wa­jąc twarz dłońmi. Lub: …szlo­chał Tarin, ­kry­­jąc twarz w dło­niach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Próbowałem już wysłać dwa teksty do redakcji, póki co cisza.

myślałem, że redakcja czyta to forum i wybiera co ciekawsze tekstylaugh

The Guru – niestety, to tak nie działa. Portal jest ogólniedostepny i teksty tu opublikowane są już raczej spalone, jeśli chodzi o druk w miesięczniku. Gdzieś tu był taki poradnik dla autorów chyba… pod zakładką Redakcja. 

Michaelu – kolejny dobry tekst, tylko pogratulować, bo idziesz jak burza. 

Tekst, jak zwykle, starannie opracowany, dobrze się to czyta. Kompozycja bez zarzutu. Warsztat dobry. Najbardziej chyba przeszkadzało mi, że tajemniczy gość był tak podobny do Chrystusa, że nawet elementy fantastyczne nie zatarły tego wrażenia. W związku z tym od początku wiedziałam, czym to się skończy. Podzielenie na wiernych i niewiernych, Herod/Piłat, wszystko inaczej upakowane, ale bardzo wtórne.

Nie jest to wielki zarzut, ale jednak sprawia, że nie ma efektu “wow”. Co nie umniejsza faktu, że opowiadanie stoi na wysokim poziomie. Faktycznie zaczęłabym wysyłać co nieco do redakcji. :) 

Małe spostrzeżenia: 

 

– Dlaczego chcesz to zrobić, Vorianie?

– Bo jej potrzebuję! Bez niej nie mam nic! – wykrzyczał żołnierz.

To nie ma sensu. Chce poświęcić swoje życie, bo potrzebuje tej kobiety? Jak będzie martwy, to jak mu się przyda? Bez niej nie ma nic? A z nią co ma? Coś tu nie zadziałało z logiką, ale to może być moje subiektywne odczucie. 

 

 

– Mówisz, że wybierają – powiedział Kaelion spokojnie. – Powiedz mi tylko… jak bardzo dobrowolna jest decyzja człowieka, który patrzy na umierające dziecko?

W spojrzeniu Kaeliona coś na moment drgnęło.

Czy na pewno w ostatnim zdaniu miało być to imię? 

Pozdrawiam serdecznie i gratuluję dobrego opka! 

 

Cześć,

 

no to jedziemy! 

 

Zatrzymała się, mrużąc oczy od słońca. Nie wyglądał na kogoś z okolicznych wiosek.

Nie ma wody – powiedziała, gdy podeszła bliżej. Głos miała zachrypnięty.

Nie odpowiedział od razu. Zajrzał między deski przykrywające studnię, jakby nie dowierzał. Dopiero po chwili uniósł wzrok na Serę.

– Jest – odparł spokojnie.

Poczuła nagłe ukłucie irytacji. Głodni i spragnieni ludzie nie mieli cierpliwości do żartów.

Nie ma od miesięcy – powtórzyła twardo.

Nie próbował jej przekonywać. Patrzył z taką pewnością, że Sera poczuła dziwny niepokój.

Może uda się usunąć chociaż 1-2, bo sporo tego w dość krótkim fragmencie?

 

– Chrysaim – odezwał się stary Belor. Słowo brzmiało obco, jak z dawnych legend, ale nikt go nie podważył.

W sumie to, że brzmi obco czujemy w samym brzmieniu słowa, więc nie wiem, czy to dopowiedzenie jest konieczne?

 

Sera milczała. Nie rozumiała go, ale czuła, że te słowa ważą nie mniej niż złoto, które trzymali w rękach. 

Jeśli dobrze rozumiem, to są małe krople, więc nie wiem, czy “ważą” jest najodpowiedniejsze. Może znaczą, może są równie cenne, może coś w ten deseń? Szczególnie że niżej (ale dość daleko, aby uznać to za powtórzenie :)), masz jakby ważył na szali nie tylko słowa, ale i losy całej wioski.

 

Odwrócił się bez pożegnania i ruszył w stronę opuszczonej chaty na skraju osady.

Skąd wiedział, gdzie iść? ;)

 

Bezwładna dłoń zwisała z boku, niemal szorując o kurz drogi.

To musiałby być kuc, nie koń w takim razie ;)

 

Pchnął chłopca na ziemię, a sam zamachnął się mieczem na Chrysaima. Ostrze drasnęło policzek mężczyzny. Cienka czerwona linia pojawiła się na skórze, lecz nim zdążył mrugnąć, krew stężała i zmieniła kolor. Na twarzy Chrysaima zastygła lśniąca, złota blizna. Napastnik otworzył usta z niedowierzaniem.

Drugie był wyrzuciła bez szkody dla fragmentu.

 

Blizna na twarzy Chrysaima świeciła w słońcu, przypominając każdemu, kto spojrzał, że prawda bywa tak samo okrutna jak głód.

 

Cały czas jesteśmy na granicy pewnego przesłania i to się sprawdza, ale w tym momencie wydaje mi się, że wykładasz całość za bardzo

 

Dopiero po chwili dotarł do niej rytmiczny tętent. Wiele koni szło miarowym, pewnym krokiem.

Tętent to odgłos biegnących koni.

 

We fragmencie z Cesarzem brakowało mi jeszcze “uwolnić Barabasza” ;)

 

– Mówisz do nich… a ja mówię przez nich. 

Wyprostował się powoli, a ich spojrzenia skrzyżowały się w ostatnim, niemym pojedynku. Cesarz zaszedł za plecy skazańca, dalej szepcząc.

– Naszą bronią są słowa, ale korzystamy z nich inaczej. Ty liczysz, że je zrozumieją. Ja sprawiam, że w nie wierzą. I to jest różnica między nami. Przegrałeś, Chrysaimie.

Coś pewnie można by usunąć :)

 

Za to, co nam wyrządził – wycharczał mężczyzna.

 

Trochę nie kupuję tego tłumu. Dość łatwo się od niego odwrócili i rzucili na człowieka, dzięki któremu ich dotychczas marny byt jakkolwiek się poprawił. Uzasadniasz to oczywiście, ale ten przeskok jest dla mnie dość nagły.

 

złożem złota

 

Zazwyczaj nie czepiam się aliteracji, ale ta tutaj mnie wybiła

 

Ten silny, dobry człowiek, jej mąż, stał nad szarpiącym się tłumem z twarzą wykrzywioną w grymasie, który był mieszanką czystej rozpaczy i zwierzęcego pożądania.

W zasadzie niewiele z wcześniejszych zachowań Tarina świadczyło o tym, że był dobrym człowiekiem. Raczej zarysowywałeś go jako dość chciwego czy szorstkiego.

 

Pola, które wiosną zaczęły nieśmiało kiełkować, słońce wypaliło do korzeni.

Trochę mi tu zgrzyta to zdanie. Pola mogą być miejscem, gdzie coś kiełkuje, ale nie podmiotem tej czynności. Może coś w stylu: Pola, na których wiosną zaczęły nieśmiało kiełkować rośliny, słońce wypaliło do korzeni.

 

Na targach w sąsiednich miastach najpierw zabrakło mięsa, potem ziarna, aż w końcu drogi opustoszały zupełnie.

Właśnie to mnie zastanawiało od początku. Mamy suszę, która musi dotyczyć większego obszaru, nie jednej wioski, gdzie dzieje się akcja, a jednocześnie za złoto kupowali sobie wodę i ziarna, więc ci handlarze mieli do nich dostęp.

 

Mając w pamięci jedną z uwag pod poprzednim opkiem, sprawdziłam coś tutaj:

 

Zapadła cisza tak głęboka, że słychać było jedynie świst suchego wiatru między domostwami.

W tłumie zapanowała martwa cisza. Ludzie patrzyli na trzy miski, w których lśniło łącznie dwadzieścia kropel.

Zapadła cisza, jakby wszyscy nagle zapomnieli, jak się oddycha

Słowo przecięło ciszę i zawisło w chłodnym powietrzu

W tej gęstej, dusznej ciszy z tyłu wystąpił Elor.

Zapadła cisza. Tarin nie odpowiedział. Sera próbowała sobie przypomnieć, kiedy ktokolwiek naprawdę zaglądał pod deski cembrowiny. Nie potrafiła.

Zapadła długa cisza. Chrysaim uklęknął obok niego.

Vorian został w pyle, długo ściskając martwą dłoń, gdy inni odeszli w ciszy do chat.

Przez chwilę leżała nieruchomo, nasłuchując napiętej ciszy wypełniającej chatę – gęstej i dusznej, niczym powietrze tuż przed uderzeniem burzy.

– Rzadko zdarza się, żeby ktoś dawał tak wiele. Powiedz mi tylko jedno – dodał ciszej, a tłum poruszył się niespokojnie – ilu ludzi już poświęciłeś za te oddechy?

pytał cesarz, a odpowiedzią była jedynie głucha cisza

Zapadła cisza, ale tym razem nie było w niej pokornej zgody. W powietrzu wisiał opór podszyty strachem.

W ciszy, która nastąpiła, Kaelion powoli skinął głową.

Cisza, która zapadła, była tak gęsta, że Sera niemal czuła jej ciężar w płucach.

Wydaję mi się, że jest tego całkiem sporo. Cisza robi robotę, ale przesyt takiego środka odbiera jej całą moc. Zwłaszcza, że 6 razy sięgasz stricte po “zapadła cisza”. 

 

Ok, żeby nie było, że się znęcam – wprost przeciwnie, bo ze wszystkich tekstów, które u Ciebie przeczytałam dotychczas, ten podobał mi się najbardziej. Trochę zgrzytało mi to bardzo mocne nawiązanie do Chrystusa, ale też rozumiem konwencję i doceniam konsekwencję ;). Światotwórstwo też na plus i całość bardzo w moich dystopijnych klimatach. 

Solidne, ładnie napisane opko. Klikam do biblio. Nad klikiem do nominowalni będę myśleć do ostatniego dnia miesiąca, bo przyjmuję zasadę 1 nominację na miesiąc.

 

Those who don't believe in magic will never find it

Co do dobrego charakteru Tarina, wydaje mi się, że Michael miał na myśli wspomnienia Sery sprzed lat, kiedy mąż takim właśnie był. Teraz nędza, głód i susza wyzwoliły w nim straszne instynkty, lecz – nawet w takich warunkach – zdarzało mu się jednak słuchać czasem żony i postępować wbrew sobie. :)

 

Przy becie narzekałam Michaelowi na kilka powtórzeń (zazwyczaj pousuwanych), lecz odniosłam wrażenie, że wiele z nich jest użytych celowo, bo dzięki nim tekst ma przybrać formę religijnej przypowieści, stylizowanej na starożytną, co znakomicie się udało. :)

 

Nad klikiem do nominowalni będę myśleć do ostatniego dnia miesiąca, bo przyjmuję zasadę 1 nominację na miesiąc. :) 

Tu mnie, Kochana OldGuard, mocno zaskoczyłaś. :) 

Muszę przemyśleć, czy i ja tak nie powinnam… wink

Nieee, żart, nie umiałabym. laugh

 

Pozdrawiam Was serdecznie. heartkiss

Pecunia non olet

Bruce,

 

Co do dobrego charakteru Tarina, wydaje mi się, że Michael miał na myśli wspomnienia Sery sprzed lat, kiedy mąż takim właśnie był. Teraz nędza, głód i susza wyzwoliły w nim straszne instynkty, lecz – nawet w takich warunkach – zdarzało mu się jednak słuchać czasem żony i postępować wbrew sobie. :)

Bardzo możliwe, tylko odnoszę się do tego, co mamy w tekście, a tam Tarin raczej nie wzbudził sympatii. 

 

Przy becie narzekałam Michaelowi na kilka powtórzeń (zazwyczaj pousuwanych), lecz odniosłam wrażenie, że wiele z nich jest użytych celowo, bo dzięki nim tekst ma przybrać formę religijnej przypowieści, stylizowanej na starożytną, co znakomicie się udało. :)

Hmm, w pewnym stopniu kupuję ten argument, ale zaznaczyłam 2 (no chyba, że odnosisz się do ciszy, to wtedy 3) fragmenty, gdzie rzuciło mi się to w oczy i te “nie” czy zaimki nie odbierałam jako element stylistyczny, ale może się mylę :)

 

Nad klikiem do nominowalni będę myśleć do ostatniego dnia miesiąca, bo przyjmuję zasadę 1 nominację na miesiąc. :) 

Tu mnie, Kochana OldGuard, mocno zaskoczyłaś. :) 

Muszę przemyśleć, czy i ja tak nie powinnam… wink

Nieee, żart, nie umiałabym. laugh

 

Ja ogólnie rzadko nominowałam, ale też przy poprzedniej bytności na forum, byłam mniej aktywna (albo aktywna w inny sposób :P). Pierwszą nominacją jaką kiedykolwiek dałam, była ta z zeszłego miesiąca dla “Damy”.

Jest prawdopodobne, że nagnę tę zasadę, ale chcę wskazywać opka, które naprawdę zrobią na mnie efekt “wow”. To jest pomysł, który zrodził mi się z rozmowy z jednym użytkownikiem forum i zobaczymy, czy przetrwa próbę czasu ;)

A opko MB jest na tyle dobre, że i tak ma już tę nominację, więc będzie uwzględniane przez Lożę w ich głosowaniu :)

Those who don't believe in magic will never find it

Bardzo możliwe, tylko odnoszę się do tego, co mamy w tekście, a tam Tarin raczej nie wzbudził sympatii. 

Faktycznie, OldGuard, on jest taki “niezdecydowany”, jak ja to nazywam: “chorągiewka na wietrze”. :))

 

Hmm, w pewnym stopniu kupuję ten argument, ale zaznaczyłam 2 (no chyba, że odnosisz się do ciszy, to wtedy 3) fragmenty, gdzie rzuciło mi się to w oczy i te “nie” czy zaimki nie odbierałam jako element stylistyczny, ale może się mylę :)

 

Wiesz, pisałam tak ogólnie, o powtórzeniach jako takich, konkretnie tu występujących. :) 

 

(…) chcę wskazywać opka, które naprawdę zrobią na mnie efekt “wow”. To jest pomysł, który zrodził mi się z rozmowy z jednym użytkownikiem forum i zobaczymy, czy przetrwa próbę czasu ;)

 

Jak najbardziej rozumiem. :) Przyznam jednak, że mnie tu zachwyca sporo opek. :) A przecież i tak nie nadążam z czytaniem wszystkich. :) Mamy Wspaniałych Twórców, choćby Ciebie i Twoje niezwykle pomysłowe, świetne opowiadania. :)

 

A opko MB jest na tyle dobre, że i tak ma już tę nominację, więc będzie uwzględniane przez Lożę w ich głosowaniu :)

To prawda. :)

 

Pozdrawiam serdecznie, OldGuardheartkiss

Pecunia non olet

Bruce,

 

Jak najbardziej rozumiem. :) Przyznam jednak, że mnie tu zachwyca sporo opek. :) A przecież i tak nie nadążam z czytaniem wszystkich. :) Mamy Wspaniałych Twórców, choćby Ciebie i Twoje niezwykle pomysłowe, świetne opowiadania. :)

Zarumieniłam się, a mi z czerwienią nie do twarzy blush Łatwiej przyjmować mi krytykę, ale dziękuję bardzo, to niezmiernie miłe heart

Co do czytania, to akurat Twoja norma jest imponująca! A jeszcze masz czas, aby wrzucać te urocze drabble :)

 

 

Those who don't believe in magic will never find it

OldGuard, dzięki, ale nakreślenie kilku słów w oparciu o historię jest w moim wydaniu pójściem na łatwiznę. noblush

Wy – Super Autorzy – tworzycie wszystko sami. Różnorodnie, pomysłowo, zaciekawiając i wciągając Czytelnika. Za to Wam: BRAWA! yesheart (potrzebna emotka: “brawa” smiley). 

Pecunia non olet

reg,

Kiedy zobaczyłam obraz, miałam nadzieję na pogodne opowiadanie, w którym zielone pokona przeciwności i wyrośnie.

Wybacz! Ale też czego się można było po mnie spodziewać? :D

 

Bardzo dziękuję za tak miłe słowa. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tym razem udało mi się sprawić, że tekst do Ciebie trafił! Bałem się po “Utopii”, że nie trafi w Twoje gusta, ale niezmiernie mi miło, że się myliłem!

Michaelu, ufam, że poprawisz usterki, bo podobało mi się tak bardzo, że zgłoszę je do Biblioteki i do kwietniowego piórka.

Usterki poprawione, dziękuję za ich wskazanie i podwójnego klika. Bardzo mi miło!

 

TheGuru,

myślałem, że redakcja czyta to forum i wybiera co ciekawsze teksty

Oj też bym tak chciał :D

 

Jolu,

Bardzo dziękuję, że wpadłaś i za miły komentarz. Niezmiernie mi miło czytać takie wpisy!

Najbardziej chyba przeszkadzało mi, że tajemniczy gość był tak podobny do Chrystusa, że nawet elementy fantastyczne nie zatarły tego wrażenia. W związku z tym od początku wiedziałam, czym to się skończy. Podzielenie na wiernych i niewiernych, Herod/Piłat, wszystko inaczej upakowane, ale bardzo wtórne.

Tak i nie. Podobieństwo do Chrystusa było oczywiście celowe, ale jego różnice również. Inspiracją byy wierzenia wielu ludzi, że Jezusów było wiele, ale tylko jednemu udało się spełnić plan Boga, albo że najpierw było kilka prób nieudanych. Natomiast podejście do pewnych spraw, sposób działania, “moce”, to wszystko było celowo zmienione i, mam nadzieję, ma to sens jakie są to zmiany i dlaczego. To samo cesarz, a Piłat. Tutaj mamy kogoś kto decyduje, tak jak w historii Chrystusa, ale starałem się zrobić odwróconą psychologię, żeby uderzyć w troszkę inne rzeczy. Bo tak naprawdę cesarz jest zupełną odwrotnością Piłata – nie przekonany przez lud i umywający ręce, a przekonujący lud (mimo że wcale nie musi, wystarczyło wjechać, zabić Chrysaima, a nikt nie powiedziałby słowa), było to wszystko celowe i miało coś znaczyć. Czy znaczy? To już zostawiam czytelnikom, bo tekst powinien się bronić sam.

Ale całkowicie rozumiem, Chrysaim miał być podobny do Chrystusa, ale też zupełnie inny. Nie wyprę się inspiracji prawdziwym Jezusem haha!

To nie ma sensu. Chce poświęcić swoje życie, bo potrzebuje tej kobiety? Jak będzie martwy, to jak mu się przyda? Bez niej nie ma nic? A z nią co ma? Coś tu nie zadziałało z logiką, ale to może być moje subiektywne odczucie. 

To ma sens względem tego co się dzieje. Vorian nie widzi swojego życia bez żony. Bez niej nie ma nic, czyli będzie musiał żyć w ciągłym bólu. Woli umrzeć niż żyć bez niej. Więc jak ona przeżyje to nawet jak umrze, nie będzie musiał żyć w bólu. Nie wiem czy dobrze tłumaczę :D

Nie jest to wielki zarzut, ale jednak sprawia, że nie ma efektu “wow”. Co nie umniejsza faktu, że opowiadanie stoi na wysokim poziomie. Faktycznie zaczęłabym wysyłać co nieco do redakcji. :) 

Całkowicie rozumiem i dziękuję za tak miły komentarz i klika, nawet jak nie było efektu “wow”!

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

niestety, to tak nie działa. Portal jest ogólniedostepny i teksty tu opublikowane są już raczej spalone, jeśli chodzi o druk w miesięczniku.

…że wszyscy czytelnicy NF i tak czytają ten portal?

gdyby mi cos przypadło do gustu to chciałbym mieć to na papierze… ale ja jestem analogowy.

OldGuard,

Może uda się usunąć chociaż 1-2, bo sporo tego w dość krótkim fragmencie?

Racja, tak też uczynię.

W sumie to, że brzmi obco czujemy w samym brzmieniu słowa, więc nie wiem, czy to dopowiedzenie jest konieczne?

Brzmi obco dla nas, czytelników. Ale skąd pewność, że brzmiało dla wioski, skoro rzecz dzieje się w starożytności?

Jeśli dobrze rozumiem, to są małe krople, więc nie wiem, czy “ważą” jest najodpowiedniejsze

To metafora, ale zmienię na “znaczą”, żeby było bardziej czytelne.

Skąd wiedział, gdzie iść? ;)

A skąd wiedział wszystko inne? :D

To musiałby być kuc, nie koń w takim razie ;)

Hah, racja. Zmienię to, wydawało mi się takie filmowe, ale rzeczywiście brak logiki. :D

Cały czas jesteśmy na granicy pewnego przesłania i to się sprawdza, ale w tym momencie wydaje mi się, że wykładasz całość za bardzo

Może racja. Usunę drugą część zdania.

We fragmencie z Cesarzem brakowało mi jeszcze “uwolnić Barabasza” ;)

Hah, i właśnie dlatego, że cesarz ma trochę odwróconą psychologie do Piłata, to by zepsuło całe przesłanie i sens jego postaci w moim tekście :D Ale nie powiem, korciło XD

Trochę nie kupuję tego tłumu. Dość łatwo się od niego odwrócili i rzucili na człowieka, dzięki któremu ich dotychczas marny byt jakkolwiek się poprawił. Uzasadniasz to oczywiście, ale ten przeskok jest dla mnie dość nagły.

Może racja, ale tu mamy duzy problem moralny. Od wybawcy do mordercy. Do tego opowiadanie jest bardzo długie, nie wiem czy dopowiadanie wyszłoby na dobre. Ale możesz mieć trochę racji.

EDIT: Po przemyśleniach zmieniłem na “Za to, że nas omamił”. Bo w sumie to jest sedno całej sprawy. Pewnie nie zmienia to za dużo w Twoim odbiorze, ale w tym co chcę powiedzieć już tak.

W zasadzie niewiele z wcześniejszych zachowań Tarina świadczyło o tym, że był dobrym człowiekiem. Raczej zarysowywałeś go jako dość chciwego czy szorstkiego.

No chciwy, szorstki tak. Ale jednak nie był zły. Po prostu ludzki. A jednak przeszedł dużą przemianę od pojawienia się Chrysaima. Zresztą jego uległość wobec żony i miły stosunek do niej, w tamtych czasach przede wszystkim, już raczej świadczył o posiadaniu emocji haha. A, że czasem dał komuś w gębę? No w sumie też w obronie żony, więc… :D

Może coś w stylu: Pola, na których wiosną zaczęły nieśmiało kiełkować rośliny, słońce wypaliło do korzeni.

Racja.

Właśnie to mnie zastanawiało od początku. Mamy suszę, która musi dotyczyć większego obszaru, nie jednej wioski, gdzie dzieje się akcja, a jednocześnie za złoto kupowali sobie wodę i ziarna, więc ci handlarze mieli do nich dostęp.

Handlarze to zawsze coś znajdą, żeby handlować :D A tak serio to ludzi w wiosce było zaledwie czterdzieści, susza suszą, ale suszone mięso (fajna aliteracja wyszła), woda, czy ziarno do pewnego momentu jeszcze starczało, żeby sprzedać. Nie wiemy jak wielkie było cesarstwo ani z jak daleka przyjeżdzali kupcy, niektóre rzeczy specjalnie są niedopowiedziane, żeby nie zaburzać logiki.

Wydaję mi się, że jest tego całkiem sporo. Cisza robi robotę, ale przesyt takiego środka odbiera jej całą moc. Zwłaszcza, że 6 razy sięgasz stricte po “zapadła cisza”. 

A wiesz, że miałem to w głowie i usunąłem z trzy, czy cztery przed wstawieniem? Mam ewidentne ciągotki do ciszy. Wiadomo, tekst jest bardzo długi, więc też łatwiej o takie eksploatowanie jednego słowa, bo jest to wtedy mniej zauważalne, ale fakt, może uda się coś jeszcze usunąć.

EDIT: Udało się usunąć ze dwie, ale jeszcze na spokojnie to przejrzę, jak znajdę chwilę.

Ok, żeby nie było, że się znęcam – wprost przeciwnie, bo ze wszystkich tekstów, które u Ciebie przeczytałam dotychczas, ten podobał mi się najbardziej. Trochę zgrzytało mi to bardzo mocne nawiązanie do Chrystusa, ale też rozumiem konwencję i doceniam konsekwencję ;). Światotwórstwo też na plus i całość bardzo w moich dystopijnych klimatach. 

Dziękuję bardzo, odnośnie podobieństwa do Chrystusa wypowiedziałem się w komentarzu do Joli, jeśli masz ochotę zerknąć. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało.

Solidne, ładnie napisane opko. Klikam do biblio. Nad klikiem do nominowalni będę myśleć do ostatniego dnia miesiąca, bo przyjmuję zasadę 1 nominację na miesiąc.

Dziękuję bardzo za miłe słowa, klika i poprawki. Jeśli rzeczywiście chcesz nominować tylko jedno miesięcznie to może zachowaj go dla kogoś innego, los się do mnie uśmiechnął i opowiadanie jest już nominowane, a może akurat komuś zabraknie jednego głosu i uda Ci się mu pomóc, jeśli stwierdzisz, że jego tekst będzie na tyle dobry! Samo to, że zastanawiasz się nad nominacją jest dla mnie wystarczającą nagrodą, bardzo mi miło.

 

bruce,

Dziękuję za wzięcie Tarina w obronę! Mimo wszystko fajny gość z niego. Tylko trochę wampir, i to wybredny, bo tylko złota krew go interesuje :D

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

gdyby mi cos przypadło do gustu to chciałbym mieć to na papierze… ale ja jestem analogowy.

 

Nie, nie, TheGuru, masz rację, dlatego też nasze portalowe Piórka są od pewnego czasu wydawane. ;) 

 

Michaelu, o Tarinie jako wampirze nie pomyślałam, ha, ha, ha! laugh

 

Pozdrawiam Was serdecznie. heart

Pecunia non olet

TheGuru,

…że wszyscy czytelnicy NF i tak czytają ten portal?

gdyby mi cos przypadło do gustu to chciałbym mieć to na papierze… ale ja jestem analogowy.

No ja uważam tak samo, ogólnie mam wrażenie, że potencjał portalu jest marnowany przez redakcję, ale co tam, ważne, że tworzymy społeczność. To się ceni. 

 

bruce,

Michaelu, o Tarinie jako wampirze nie pomyślałam, ha, ha, ha! laugh

Trzeba uważać, żeby nie zrobić literówki, bo jeszcze niesłusznie Tarnine oskarżymy! :D

You cannot petition the Lord with prayer!

Trzeba uważać, żeby nie zrobić literówki, bo jeszcze niesłusznie Tarnine oskarżymy! :D

 

O, tak. laugh

Pecunia non olet

 (potrzebna emotka: “brawa” smiley). 

O tak, też mi jej brakuje czasami. Może nowe forum ją przyniesie :P

 

MB,

 

EDIT: Po przemyśleniach zmieniłem na “Za to, że nas omamił”. Bo w sumie to jest sedno całej sprawy. Pewnie nie zmienia to za dużo w Twoim odbiorze, ale w tym co chcę powiedzieć już tak.

Trochę zmienia i uwiarygadnia całość bardziej

 

Mam ewidentne ciągotki do ciszy. Wiadomo, tekst jest bardzo długi, więc też łatwiej o takie eksploatowanie jednego słowa, bo jest to wtedy mniej zauważalne, ale fakt, może uda się coś jeszcze usunąć.

EDIT: Udało się usunąć ze dwie, ale jeszcze na spokojnie to przejrzę, jak znajdę chwilę.

Miałam nawet Ci pisać, że ta cisza ewidentnie Cię kręci :P Tak, tekst jest długi i brałam to pod uwagę, na tyle, żeby wyrywkowo sprawdzić sobie częstotliwość ciszy w różnych innych tekstach od kilkunastu do kilkudziesięciu tys znaków. Zazwyczaj tak do 4-5 razy, więc różnica jest zauważalna. I tak, cisza jest wdzięcznym słowem. Ale zapaść może też milczenie, zamiast ciszy może być słychać tylko ciężkie oddechy, żaden dźwięk nie zakłócił chwili itd. Określeń jest multum, więc nie zawsze trzeba usuwać, czasem wystarczy zmienić słowo :)

 

Dziękuję bardzo, odnośnie podobieństwa do Chrystusa wypowiedziałem się w komentarzu do Joli, jeśli masz ochotę zerknąć. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało.

Rzuciłam okiem :)

 

BTW. Wiem, że rozpisuję się w tych komentarzach, być może czepiam, ale w to dobrej (nomen omen) wierze ;) Poza tym, jak już kiedyś pisałam pod swoim opkiem, w cudzych tekstach łatwiej zauważyć jakieś kwestie niż u siebie. W każdym razie ja tak mam. 

Those who don't believe in magic will never find it

Hej, Michaelu, jeszcze wracam, doprecyzować nieco:

 

To nie ma sensu. Chce poświęcić swoje życie, bo potrzebuje tej kobiety? Jak będzie martwy, to jak mu się przyda? Bez niej nie ma nic? A z nią co ma? Coś tu nie zadziałało z logiką, ale to może być moje subiektywne odczucie. 

To ma sens względem tego co się dzieje. Vorian nie widzi swojego życia bez żony. Bez niej nie ma nic, czyli będzie musiał żyć w ciągłym bólu. Woli umrzeć niż żyć bez niej. Więc jak ona przeżyje to nawet jak umrze, nie będzie musiał żyć w bólu. Nie wiem czy dobrze tłumaczę :D

Chodziło mi tylko o to, że potrzebujemy kogoś do życia z nim, a nie odwrotnie. Nie widzi swojego życia bez żony? Ale i tak nie widzi, skoro chce umrzeć… To mi się nie zgadza. On nie woli umrzeć niż żyć bez niej. On woli umrzeć, by ona żyła. A to zupełnie co innego. Potrzeba bycia z kimś nie ma z tym nic wspólnego. Bo przecież jeśli umrze, to z nią nie będzie.  

Ale to już bardzo podchodzi pod czepialstwo, więc, oczywiście, jeśli Tobie tak pasuje, to to jest najważniejsze. Po prostu mnie to zatrzymało. 

 

The Guru, można, teoretycznie, wysłać tekst do redakcji, odczekać trzy miesiące i wobec braku reakcji z tejże, opublikować tu. Tylko mnie się zazwyczaj nie chce czekać… :D

 

Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tym razem udało mi się sprawić, że tekst do Ciebie trafił!

Michaelu, to nie jest tak, że akurat udało Ci się trafić w mój gust, albowiem piszesz tak, że wszystko do mnie trafia, choć może czasem coś wywołuje nieco mniejszy entuzjazm. 

Cieszę się, że mogłam się przydać i pozostaję z nadzieją na jeszcze wiele Twoich świetnych opowiadań. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

odczekać trzy miesiące i wobec braku reakcji z tejże, opublikować tu. Tylko mnie się zazwyczaj nie chce czekać

 

Zaskoczone Emoji Szoku Z Wybuchową Chmurą, Emotikon, Wstrząśnięty, Chmura Wybuchu Obraz PNG i kliparty do pobrania za darmo

Ale zapaść może też milczenie, zamiast ciszy może być słychać tylko ciężkie oddechy, żaden dźwięk nie zakłócił chwili itd. Określeń jest multum, więc nie zawsze trzeba usuwać, czasem wystarczy zmienić słowo :)

Tak, tak OldGuard. Popatrzę na to jeszcze późnym wieczorkiem, bo już wczoraj nie miałem siły. 

BTW. Wiem, że rozpisuję się w tych komentarzach, być może czepiam, ale w to dobrej (nomen omen) wierze ;) Poza tym, jak już kiedyś pisałam pod swoim opkiem, w cudzych tekstach łatwiej zauważyć jakieś kwestie niż u siebie. W każdym razie ja tak mam. 

Ale bardzo dobrze, że się rozpisujesz. Ja w odpowiedziach też. Przecież samo wypisanie nie boli, jak się z czymś nie zgadzam, to nie zmieniam i po krzyku. 

Chodziło mi tylko o to, że potrzebujemy kogoś do życia z nim, a nie odwrotnie. Nie widzi swojego życia bez żony? Ale i tak nie widzi, skoro chce umrzeć… To mi się nie zgadza.

Bardziej mi chodziło, Jolu, że jego życie bez żony to śmierć emocjonalna, będzie wrakiem. Czyli zabicie jego, a uratowanie żony, jest ucieczką od bólu. To zdanie bezpośrednio spowodowało, że Chrysaim nie uratował kobiety, bo widział w tym samolubny cel Voriana. Nie chęć poświęcenia, a skupianie się na tym, że boi się żyć w bólu. Ma to sens, co piszę? Spojrzę na to jeszcze wieczorkiem, może mi coś wpadnie do głowy jak to zmienić.

Ale to już bardzo podchodzi pod czepialstwo, więc, oczywiście, jeśli Tobie tak pasuje, to to jest najważniejsze. Po prostu mnie to zatrzymało. 

Spokojnie, nad każdą kwestią warto się zastanowić. Biorę pod uwagę, że mogę czegoś po prostu nie widzieć na ten moment.

A odnośnie odpowiedzi o podobieństwie do Chrystusa wyjaśniłem Ci chociaż trochę? Wiadomo, podobieństwo będzie, i to celowe, ale bardzo długo pracowałem nad symbolami i wytyczaniem różnic, które miały uderzać w inne rzeczy, niż prawdziwy Chrystus. Dlatego z racji, że zakładam, że nie wszystko musiało wyjść, to jestem ciekawy, czy udało mi się to jakoś rozjaśnić i czy ma sens co piszę. :D

The Guru, można, teoretycznie, wysłać tekst do redakcji, odczekać trzy miesiące i wobec braku reakcji z tejże, opublikować tu. Tylko mnie się zazwyczaj nie chce czekać… :D

O właśnie!

 

reg,

Michaelu, to nie jest tak, że akurat udało Ci się trafić w mój gust, albowiem piszesz tak, że wszystko do mnie trafia, choć może czasem coś wywołuje nieco mniejszy entuzjazm. 

Cieszę się, że mogłam się przydać i pozostaję z nadzieją na jeszcze wiele Twoich świetnych opowiadań. :)

Dziękuję bardzo za miłe słowa. Zawsze czekam na Twój komentarz, więc tym bardziej się cieszę, że tak podchodzisz do moich tekstów.

Też mam nadzieję, że jeszcze uda się wiele napisać! :D

You cannot petition the Lord with prayer!

Serwus Michael,

Kolejny bardzo dobry kawałek w Twoim wykonaniu. Gratuluję – tekst jest dobrze napisany, wciągający i czyta się go bardzo płynnie. Wszystko tu odpowiednio wybrzmiewa. Piszesz naprawdę solidne rzeczy.

Ale… podczas lektury cały czas miałem wrażenie, że obcuję ze zmodyfikowaną wersją wątków biblijnych. Zresztą sam tego specjalnie nie ukrywasz – imiona postaci, jak Chrysaim czy Sera, mają wyraźnie okołobiblijne brzmienie, podobnie jak choćby liczba podniesionych rąk skazujących Chrysaima na wydanie – 33. To nie jest zarzut, który miałby umniejszać tekstowi, raczej obserwacja. Przez to pojawia się przewidywalność fabuły.

Jest jeszcze jeden drobiazg, który nieco burzył odbiór – postać Cesarza. Sama w sobie jest napisana bardzo dobrze, ale zastanawiam się, czy nie lepiej sprawdziłby się ktoś niższej rangi. Namiestnik, prefekt, ktoś tego typu. Czy sam cesarz faktycznie fatygowałby się do takiej sprawy, czy raczej kazałby przyprowadzić oskarżonego do siebie?

Te uwagi nie zmieniają ogólnego obrazu – opowiadanie jest naprawdę dobre. To raczej kosmetyka i kwestia własnych preferencji. Przy tak solidnym kawałku nie ma to wielkiego znaczenia.

Pozdrawiam i podwójnie klikam,

rr

Podoba mi się przypowieść, zwłaszcza symbolika złota/bogactwa, które na koniec dnia jest bezwartościowe, jeżeli nie ma drugiej strony transakcji. W trakcie wojen ludzie często oddają całe swoje zapasy złota za wodę czy jedzenie.

 

Bawi mnie myśl, że ludzie w wiosce mają żołądek, serce, twarz człowieka, który tyle dla nich zrobił. Każdy po trochu. I każdy będzie mógł się przyglądać części Chrysaima w momencie własnej śmierci, rozmyślając co by było, gdyby posłuchali nauk mistycznej postaci, która z jakiegoś powodu postanowiła im pomóc.

 

Trzeba też postawić sobie pytanie, nieuniknione w przypowieściach, jak ja bym się zachował w takiej sytuacji? Czy stałbym ponad to? Czy jednak mimo bólu pogrążyłbym się w szale kradzieży mojego byłego mentora. Sądzę, że zachowałbym się jak Belor, głosowałbym przeciwko egzekucji, ale nie stałbym z boku ryzykując głód, tylko w imię zasad. Dlatego nie potrafię kibicować głównej bohaterce, nawet jeżeli moralnie ma nade mną wyższość i rację.

 

I teraz rzecz bardziej merytoryczna, od amatora. Akurat uczę się o stylach narracji i jestem skonfundowany strukturą w tej przypowieści. Chyba już gdzieś to w komentarzach padło, ale główna bohaterka służy jako narzędzie do popchnięcia fabuły, nie jako realna protagonistka. Raz widzimy świat jej oczami, by zaraz wcielić się we wszechwiedzącego narratora, który wie więcej, niż człowiek jest w stanie dostrzec. Pewnie taka konwencja, eksperyment ze stylem, który przychodzi wraz z doświadczeniem, ale to zgrzytało u mnie akurat z lekcjami, które w tej chwili próbuję sobie przyswoić, pewnie tylko dlatego zauważyłem.

 

A generalnie super, nie mogę się doczekać następnych! 

 

Prestidigitator ukłonił się w pas, rzucił coś drobnego na ziemię i w kłębach dymu zniknął. W powietrzu zostało tylko wibrujące lekko uczucie: wdzięczność. Podziękowanie, że mógł tu być z Tobą.

Michaelu, tak, myślę, że nawet bez Twoich wyjaśnień, te różnice zauważałam, niektóre oczywiste, niektóre polegające jedynie na innym rozłożeniu akcentów. Jednak, jak sam przyznałeś, główny ton pozostaje i nieco przyćmiewa Twoje ciekawe próby stworzenia innej, nowej postaci. Dla mnie zbyt wiele się pokrywa z pierwowzorem, by to, co jest inne wybrzmiało porządnie. Ale to tylko moje spojrzenie, myślę, że wiele osób nie będzie tak na to patrzyło. Bo to dobre opko!

Pozdrawiam serdecznie! :) 

Mocny, głęboki tekst.

Poruszasz ważne i ciekawe tematy – podstawy religii, rozróżnienie między wspólnotą a tłumem, uzdrawianie kosztem innego życia…

Oczywiście skojarzenia z jedną religią narzucają się same.

Postacie w porządku, mają swoje cele. Szczególnie dobrze wypadają Sera, Chrysaim i cesarz, ale i poboczne ładnie naszkicowałeś.

Zastanawiam się, jaki wpływ na rynek miałoby “karmienie” jednej wioski złotem w ilościach kilkudziesięciu gramów dziennie. Inflacja pewnie gwarantowana. A i tak woda okazuje się być o wiele ważniejsza.

No, dobrze się czyta i chętnie potem myśli.

Technicznie też dobrze, nic mi się w oczy nie rzuciło.

Będę na TAK, czyli.

Babska logika rządzi!

Musiałem sobie skopiować cały komentarz do analizy. :P

Ale tak, myślę o tym, żeby wysyłać bezpośrednio do redakcji.

Powodzenia! 

Zawsze byłem team “Princess Mononoke” :D

 Dwa razy próbowałem to obejrzeć i ani razu nie dokończyłem. XD Wynudziłem się, co trochę zaskakujące, bo to chyba najbardziej typowe fantasy w dorobku Miyazakiego, więc powinno mi się podobać. Ot, zagadka. Natiomiast ,,Spirited Away” oglądam minimum raz do roku. ;)

… chciałem dać większą moc samej historii, to jednak tekst trochę odbija pod tym kątem od klasycznej przypowieści.

Tak, za dużo szczegółów jak na przypowieść.

Chrysaim celowo jest prowadzony bez wyraźnego charakteru, tajemniczy, tak naprawdę do końca nie wiemy o nim nic, poza kilkoma zasadami, czy specyficzną pomocą. Nawet nauki pozostawiłem w tle, żeby nie wychodziły na wierzch historii. (…) nagle ktoś oddaje życie i nie wiemy do końca jakie słowa z nauk go do tego skłoniły. Możemy zadawać sobie pytania czy słusznie.

Hm, może znowu mnie poniosło z interpretacją, bo w ,,Utopii” też się dopatrywałem różnych rzeczy, których tam wcale nie było (z wykształcenia jestem literaturoznawcą, tak w ogóle XD). Ale teraz lepiej rozumiem zamysł. 

Potem pojawia się Vorian i Chrysaim mimo wszystko nie ratuje tej kobiety. Ma na to swoje wytłumaczenie, jakąś wielką mądrość, ale czy jest to słuszne zachowanie z punktu widzenia każdego czytelnika?

No właśnie w tym momencie ,,prorok” (kurczę, przepraszam, że tak się uczepiłem tego słowa, ale mam fatalną pamięć do imion i przez większość czasu tak o nim myślałem) zaczął mnie wkurzać, bo o ile akcję z dzieciakiem jeszcze zrozumiałem, to odrzucenie ofiary żołnierza jawi mi się już w kategoriach ,,nie, bo nie”.

Nie zgodzę się, że jeśli cesarz jest zły, a tutaj rzeczywiście jest, ale bardzo chciałem zrobić odwróconą psychologie Piłata (tamten nie chciał zabić Jezusa, ale to zrobił bo lud tego chciał, po czym umył ręce – tutaj cesarz chciał go zabić, ale to on przekonywał lud, po czym wyszło to tak, jakby lud tego chciał sam, troszkę zrzucenie odpowiedzialności na ludzi), to znaczy, że nie może mieć racji. Najgorszy człowiek świata może mieć racje w niektórych dyskusjach. I tutaj dochodzimy do punktu, czy myślałeś o tym, że on może mieć w ogóle rację. Jak nie – zawaliłem, ale po dyskusjach na becie, jak i po komentarzach wiem, że sporo osób to tak odczytało. Mamy tu dość poważny problem moralny, a to, że Sera była zdruzgotana i odeszła nie znaczy, że cesarz nie miał trochę racji w całym swoim byciu złolem. 

Troszkę nie rozumiem. Bo zobacz:

– Dobrze wybraliście – oznajmił Kaelion, a jego głos niósł się nad placem niczym wyrok. – Wróciliście na jedyną drogę, jaka wam przysługuje. Drogę porządku, na której nikt nie musi dźwigać ciężaru zrozumienia rzeczy zakazanych.

Cesarz milczał przez chwilę, pozwalając, by to upokorzenie wsiąkło w ich serca. Potem zrobił pół kroku w stronę Chrysaima i nachylił się do jego ucha.

– Możliwe, że masz rację – szepnął Kaelion tak cicho, że usłyszał to tylko skazaniec. – Widziałem to w ich oczach.

Ja ten moment zrozumiałem tak – cesarz zna nauki Chrysaima, wie, że będą zagrożeniem dla jego władzy, więc manipuluje ludźmi, żeby sami przestali wierzyć ,,prorokowi”. Może to kwestia tego, że nie znam szczegółów jego doktryny, ale podświadomie założyłem, że głosi to, co każdy prorok (kochajcie się, troszcie się o siebie nawzajem, bla bla bla) – i tak wpadłem w pułapkę tropów zakorzenionych w naszej kulturze, bo wiadomo, że guru-hipis musi być dobry, a cesarz, przedstawiciel grzesznej ziemskiej władzy – zły. Ciekawa sytuacja.

Ewentualnie, okopując się na mojej pierwotnej interpretacji postaci Chrysaima, obaj są źli i obaj manipulują.

Zachowanie wioski, ale przede wszystkim Tarina i Belora też dają dużo pola do interpretacji. 

(Boziu, ile razy ja przeczytałem ,,Tarnina” zamiast ,,Tarina”… XDDD)

Wcześniej jakoś nie zwróciłem na to uwagi, ale właśnie teraz, przy ponownym przeglądaniu tekstu, się zastanawiam, dlaczego wieśniacy tak szybko przeszli od bycia gorliwymi zwolennikami ,,proroka” do rozrywania na strzępy. Cesarz jest aż taki złotousty (jakkolwiek niefortunnie to nie zabrzmi w tym kontekście), że przekonał wszystkich? Bo jego wypowiedzi nie są jakoś szczególnie sugestywnie, przynajmniej dla mnie.

Dzięki za obszerny komentarz i wybacz za taką litanię w ramach odpowiedzi!

Nie ma za co i nic się nie stało – też sobie lubię pogadać. :) 

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

Robercie,

Kolejny bardzo dobry kawałek w Twoim wykonaniu. Gratuluję – tekst jest dobrze napisany, wciągający i czyta się go bardzo płynnie. Wszystko tu odpowiednio wybrzmiewa. Piszesz naprawdę solidne rzeczy.

Bardzo dziękuję, miło mi!

Ale… podczas lektury cały czas miałem wrażenie, że obcuję ze zmodyfikowaną wersją wątków biblijnych. Zresztą sam tego specjalnie nie ukrywasz – imiona postaci, jak Chrysaim czy Sera, mają wyraźnie okołobiblijne brzmienie, podobnie jak choćby liczba podniesionych rąk skazujących Chrysaima na wydanie – 33. To nie jest zarzut, który miałby umniejszać tekstowi, raczej obserwacja. Przez to pojawia się przewidywalność fabuły.

Rozumiem, tak, nie kryję nawiązań do Biblii, bo też była mocną inspiracją. Cała fabuła była oparta na opowiedzeniu czegoś podobnego, ale jednak troszkę od innej strony, poruszającego inne problemy. Akurat Chrysaim nie pochodzi od Chrystusa, a w wolnym tłumaczeniu znaczy to “złotokrwisty”. Nie chciałem, żeby fabuła była przewidywalna, ale też rozumiem, że niektóre sytuacje są podobne, bo też były na Biblii bazowane.

Jest jeszcze jeden drobiazg, który nieco burzył odbiór – postać Cesarza. Sama w sobie jest napisana bardzo dobrze, ale zastanawiam się, czy nie lepiej sprawdziłby się ktoś niższej rangi. Namiestnik, prefekt, ktoś tego typu. Czy sam cesarz faktycznie fatygowałby się do takiej sprawy, czy raczej kazałby przyprowadzić oskarżonego do siebie?

A i widzisz. Zauważyłem lekki paradoks. Jest podnoszone, że podobieństwo do losów Chrystusa czasem lekko przeszkadza, a jednak czytelnik chce, żeby działo się to dalej, i widzi cesarza bardziej jako namiestnika. Celowo zmieniłem psychologię cesarza, żeby była odwrotna do Piłata. Całkowicie. Czy cesarz by się fatygował? Tak, bo właśnie jego celem była gra. Udowodnienie, że potrafi tak samo – mówić i tym załatwić sprawę. Dokładnie jak Chrysaim. Więc gdyby rzecz działa się na jego placu, wśród jego tłumu, to nie miałby satysfakcji. A tak, udało mu się przekonać ludzi Chrysaima. To wszystko była gra. 

Te uwagi nie zmieniają ogólnego obrazu – opowiadanie jest naprawdę dobre. To raczej kosmetyka i kwestia własnych preferencji. Przy tak solidnym kawałku nie ma to wielkiego znaczenia.

Pozdrawiam i podwójnie klikam,

Jasne, bardzo się cieszę, że opowiadanie tak bardzo Ci się spodobało. Dziękuję za tak pozytywną opinię i nominację, to bardzo miłe!

 

Prestidigitatorze,

Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało!

Bawi mnie myśl, że ludzie w wiosce mają żołądek, serce, twarz człowieka, który tyle dla nich zrobił. Każdy po trochu. I każdy będzie mógł się przyglądać części Chrysaima w momencie własnej śmierci, rozmyślając co by było, gdyby posłuchali nauk mistycznej postaci, która z jakiegoś powodu postanowiła im pomóc.

Fakt, ciekawa obserwacja! 

Trzeba też postawić sobie pytanie, nieuniknione w przypowieściach, jak ja bym się zachował w takiej sytuacji? Czy stałbym ponad to? Czy jednak mimo bólu pogrążyłbym się w szale kradzieży mojego byłego mentora. Sądzę, że zachowałbym się jak Belor, głosowałbym przeciwko egzekucji, ale nie stałbym z boku ryzykując głód, tylko w imię zasad. Dlatego nie potrafię kibicować głównej bohaterce, nawet jeżeli moralnie ma nade mną wyższość i rację.

Bardzo ważne pytania, które chciałem zadać i cieszę się, że opowiadanie Cię do nich skłoniło. Do tego bardzo mądry, uczciwy wniosek. Bardzo ucieszyła mnie ta część Twojego komentarza!

Chyba już gdzieś to w komentarzach padło, ale główna bohaterka służy jako narzędzie do popchnięcia fabuły, nie jako realna protagonistka.

Nie do końca, bo Sera nie pcha fabuły do przodu, a rzeczy które się obok niej dzieją. Bez jej uczestnictwa (może poza podzieleniem się złotem) nic nie zmieniłoby toku zdarzeń. Ona jest czynną obserwatorką. 

Raz widzimy świat jej oczami, by zaraz wcielić się we wszechwiedzącego narratora, który wie więcej, niż człowiek jest w stanie dostrzec. Pewnie taka konwencja, eksperyment ze stylem, który przychodzi wraz z doświadczeniem, ale to zgrzytało u mnie akurat z lekcjami, które w tej chwili próbuję sobie przyswoić, pewnie tylko dlatego zauważyłem

Nie bierz lekcji z konstrukcji przypowieści, bo jest ona zupełnie inna niż klasycznych tekstów. Mamy narratora wszechwiedzącego, ale obserwujemy wydarzenia w większości zza pleców Sery. To jest narracja trzecioosobowa skierowana na jednego bohatera, który jest dla nas oczami. Trochę odbiega od klasycznej, ale jest ciekawe. Sam testowałem to pierwszy raz, więc nie mam pewności, że wyszło bardzo dobrze. Ale zamiar był taki jak piszę.

A generalnie super, nie mogę się doczekać następnych! 

Dzięki wielkie!

 

Jolu,

Dla mnie zbyt wiele się pokrywa z pierwowzorem, by to, co jest inne wybrzmiało porządnie. Ale to tylko moje spojrzenie, myślę, że wiele osób nie będzie tak na to patrzyło. Bo to dobre opko!

Jasne, całkowicie rozumiem. Dopytałem dla pewności! Dzięki!

 

Finklo,

Na szczęście tym razem wypadło, że musi Ci się podobać! :D

Mocny, głęboki tekst.

Poruszasz ważne i ciekawe tematy – podstawy religii, rozróżnienie między wspólnotą a tłumem, uzdrawianie kosztem innego życia…

Tak, tak! Bardzo fajne wnioski, dość rzucające się w oczy w tekście, przynajmniej miałem takie wrażenie, ale jednak nie każdy tak to wszystko odbiera. Cieszę się, że to widzisz, jest to dla mnie potwierdzenie, że da się te problemy w tekście znaleźć.

Oczywiście skojarzenia z jedną religią narzucają się same.

Nie mam zamiaru nawet tego ukrywać! Zainteresowania i inspiracje ludzie mają różne, ja trafiłem na dość specyficzne! :D

Postacie w porządku, mają swoje cele. Szczególnie dobrze wypadają Sera, Chrysaim i cesarz, ale i poboczne ładnie naszkicowałeś.

Cieszę się!

Zastanawiam się, jaki wpływ na rynek miałoby “karmienie” jednej wioski złotem w ilościach kilkudziesięciu gramów dziennie. Inflacja pewnie gwarantowana. A i tak woda okazuje się być o wiele ważniejsza.

Racja, może cesarz tak naprawdę miał czysto ekonomiczne motywacje :D

No, dobrze się czyta i chętnie potem myśli.

Technicznie też dobrze, nic mi się w oczy nie rzuciło.

Będę na TAK, czyli.

Bardzo mnie to cieszy, dziękuję za miły komentarz i TAKA! :D

 

Pozdrawiam wszystkich!

You cannot petition the Lord with prayer!

SNDWLKR,

Powodzenia! 

Dzięki!

 Dwa razy próbowałem to obejrzeć i ani razu nie dokończyłem. XD Wynudziłem się, co trochę zaskakujące, bo to chyba najbardziej typowe fantasy w dorobku Miyazakiego, więc powinno mi się podobać. Ot, zagadka.

O nie! Koniecznie musisz dokończyć!

(z wykształcenia jestem literaturoznawcą, tak w ogóle XD). Ale teraz lepiej rozumiem zamysł. 

Wow, no to ciekawy kierunek. Szacun.

Cieszę się, że udało mi się rozjaśnić.

aczął mnie wkurzać, bo o ile akcję z dzieciakiem jeszcze zrozumiałem, to odrzucenie ofiary żołnierza jawi mi się już w kategoriach ,,nie, bo nie”.

I słusznie. On miał zastanawiać, jego wybory też. Dlatego chciałem, żeby scena z cesarzem mocno uderzyła, bo czytelnik wcale nie musi w pełni popierać Chrysaima, chciałem wręcz doprowadzić do tego, żeby był troszkę pomiędzy.

Ja ten moment zrozumiałem tak – cesarz zna nauki Chrysaima, wie, że będą zagrożeniem dla jego władzy, więc manipuluje ludźmi, żeby sami przestali wierzyć ,,prorokowi”.

Rozumiem dlaczego tak to odebrałeś, ale założenie miałem inne. Cesarz nie znał jego nauk, wiedział o złotej krwi, uzdrawianiu i o tym, że zaczyna stanowić zagrożenie, bo ludzie zaczynają go słuchać. Pewnie lepiej by wybrzmiało, gdybym zostawił rozdział z przychodzącymi ludźmi z innych wiosek i dołączającymi do wioski Chrysaima, ucząc się zasad i słuchając jego nauk. Ale wierz mi, wyszedł mi ten rozdział tak nudny, że sam się nudziłem jak poprawiałem i stwierdziłem, że dla dobra Was wszystkich muszę go usunąć XD A innej koncepcji już nie miałem.

ale podświadomie założyłem, że głosi to, co każdy prorok (kochajcie się, troszcie się o siebie nawzajem, bla bla bla)

Nie tylko, dużo było o życiu po życiu, czego nie rozumieli do końca. To akurat było zaznaczone w tekście.

i tak wpadłem w pułapkę tropów zakorzenionych w naszej kulturze, bo wiadomo, że guru-hipis musi być dobry, a cesarz, przedstawiciel grzesznej ziemskiej władzy – zły. Ciekawa sytuacja.

Haha, całkowicie rozumiem proces jaki zaistniał. Nie chciałem, żeby tak wyszło, ale biorąc inspirację z Biblii, ciężko, żeby ktoś tak tego nie odczytał.

Ewentualnie, okopując się na mojej pierwotnej interpretacji postaci Chrysaima, obaj są źli i obaj manipulują.

Może Chrysaim nie jest zły, ale z pewnością jego metody są wątpliwe, a duża tajemniczość nie pozwala w pełni określić jaki jest. Co było celowe.

(Boziu, ile razy ja przeczytałem ,,Tarnina” zamiast ,,Tarina”… XDDD)

Haha, a wiesz, że nawet myślałem o tym, że pewnie sporo osób to podniesie w komentarzach? XD

Cesarz jest aż taki złotousty (jakkolwiek niefortunnie to nie zabrzmi w tym kontekście), że przekonał wszystkich? Bo jego wypowiedzi nie są jakoś szczególnie sugestywnie, przynajmniej dla mnie.

Myślę, że tutaj mamy problem na polu moralności. Jeśli widzisz w kimś guru, a przychodzi ktoś tak samo mądry, z jeszcze wyższym statusem i podważa jego słowa, mówiąc, że to zwykłe morderstwo, możesz doznać nagłego olśnienia i czujesz się wręcz drastycznie oszukany. Pomijając już fakt, że jednak to cesarz, wiadomo, że się go po prostu bali, jego siła była dość sporym argumentem w wydaniu Chrysaima, co też zanzaczyłem w tekście podczas głosowania. No, a rozszarpanie to już uderzenie w “łapanie się brzytwy”, czyli skoro już wszystko padło, to chociaż weźmy coś z tego dla siebie. To jak bogacenie się ludzi na wojnie, dotyka to podobnego problemu, przynajmniej taki miałem zamiar.

Nie ma za co i nic się nie stało – też sobie lubię pogadać. :) 

Cieszę się! Dzięki za obszerną odpowiedź, to co mnie najbardziej cieszy, to zawsze dyskusje, bo to znaczy, że opowiadanie coś za sobą zostawia do przemyślenia!

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Na szczęście tym razem wypadło, że musi Ci się podobać! :D

Kiedyś ten wzór musi się rozwalić, poczekaj tylko…

Babska logika rządzi!

Oby w tę dobrą stronę :D

You cannot petition the Lord with prayer!

Serwus ponownie, Michael

 

„A i widzisz. Zauważyłem lekki paradoks. Jest podnoszone, że podobieństwo do losów Chrystusa czasem lekko przeszkadza, a jednak czytelnik chce, żeby działo się to dalej, i widzi cesarza bardziej jako namiestnika„ – zastanawiam się, co dokładnie masz na myśli, pisząc, że czytelnik „chce, żeby działo się to dalej”? Osobiście nie odczuwałem takiej potrzeby w kontekście skojarzeń z Chrystusem. Raczej wolałbym odbierać Chrysaima jako postać bardziej odrębną, autorską. Może inaczej: sama postać jest wyraźna i autorska, natomiast jej losy wydają się zbliżone (czytaj: przewidywalne, bo oparte na znanych schematach) do Chrystusowych, przez co stają się nieco przewidywalne.

 

„Celowo zmieniłem psychologię cesarza, żeby była odwrotna do Piłata. Całkowicie. Czy cesarz by się fatygował? Tak, bo właśnie jego celem była gra. Udowodnienie, że potrafi tak samo – mówić i tym załatwić sprawę. Dokładnie jak Chrysaim. Więc gdyby rzecz działa się na jego placu, wśród jego tłumu, to nie miałby satysfakcji. A tak, udało mu się przekonać ludzi Chrysaima. To wszystko była gra.” – nie dostrzegłem tu tej subtelnej celowości w działaniach i odwrotnej psychologii. Być może z powodu mojej zbyt małej spostrzegawczości albo zbyt płytkiego zagłębienia się w strukturę tekstu. Dostrzegałem w postaci cesarza Piłata, ale Piłat był jednak namiestnikiem Judei, „zwykłym” urzędnikiem, a nie cesarzem.

 

Przy okazji nasuwa mi się bardziej ogólna refleksja (nie odnoszę się do Twojego tekstu tylko tak ogólnie do wszystkich opowiadań, w których istotną rolę odgrywają złożone charaktery i motywacje). Zastanawiam się, na ile w tak stosunkowo krótkiej formie da się wiarygodnie pokazać tak złożone motywacje i konstrukcje psychologiczne postaci. Im dłuższy tekst, tym więcej przestrzeni na rozwinięcie, ale też potencjalnie mniej czytelników. Z kolei w krótszej formie trudniej (o ile w ogóle to możliwe) uchwycić pełną głębię.

Twoje opowiadanie jest dość złożone, z ciekawymi postaciami i relacjami między nimi, więc miałeś niełatwe zadanie, żeby „zjeść ciastko i mieć ciastko”, i wyszedłeś z tego bardzo dobrze. Co by nie mówić, niezależnie od poziomu zagłębienia w opowiadanie, napisałeś bardzo dobry tekst. Moje uwagi nie są zarzutami ani wytkaniem nieistniejących błędów, tylko próbą dyskusji nad tekstem. Doceniam, że piszesz solidne, „mające ciężar” opowiadania. Jeszcze raz gratuluję.

Pozdrawiam 

rr

Najpierw techniczne sprawy:

 

Kiedy Chrysaim spuścił siedem kropel do jego miski, mąż Sery zawahał się tylko jedno bicie serca.

Nie bardzo wiem, jakiej formy chciałeś użyć. Czy może: zawahał się na jedno bicie serca?

 

Podszedł do Chrysaima i skinął mu głową z kruchym uśmiechem. ---> mam wątpliwość czy zaimek jest tutaj konieczny. 

 

Śmierć nie przyjmuje zapłaty w kruszcu. ---> Jakże trafne zdanie!

 

Twoja żona jest już w innym, piękniejszym miejscu, nie lękaj się. ---> rozumiem nawiązanie do Biblii, ale to jakoś mi nie pasuje, jest wyjątkowo ckliwe. 

 

Mówisz rzeczy, które brzmią prawdziwie i dajesz ludziom coś, co sprawia, że przestają zadawać pytania. A człowiek, który nie pyta, podąży za tym, który podsuwa gotowe odpowiedzi. ---> Prawda.

 

a teraz uparcie unikały wzajemnego wzroku. ---> tutaj proponowałbym zamianę na: spojrzenia.

 

Potem zrobił pół kroku w stronę Chrysaima i nachylił się do jego ucha. ---> co to znaczy pół kroku? Krok jest krokiem :-) 

 

– Naszą bronią są słowa, ale korzystamy z nich inaczej. Ty liczysz, że je zrozumieją. Ja sprawiam, że w nie wierzą. I to jest różnica między nami. Przegrałeś, Chrysaimie. ---> niczym słowa Złego, który jest ojcem kłamstwa. 

 

Podniosła się, oślepiona łzami, i znów spróbowała się przebić. – To jest człowiek! ---> Ecce homo

 

 Bardzo dobre opowiadanie. Widać silną inspirację historią biblijną. Jak dla mnie szkoda, że nie poświęciłeś więcej miejsca dla postaci Chrysaima. Opowieść na tym nie traci, to tylko kwestia mojego upodobania. Widać konsekwencję w prowadzeniu fabuły, nie wyczuwa się przypadkowości. Końcowa scena przypomina Pachnidło.

Nominuję do piórka!

Pozdrawiam

 

Robercie,

zastanawiam się, co dokładnie masz na myśli, pisząc, że czytelnik „chce, żeby działo się to dalej”? Osobiście nie odczuwałem takiej potrzeby w kontekście skojarzeń z Chrystusem. Raczej wolałbym odbierać Chrysaima jako postać bardziej odrębną, autorską. Może inaczej: sama postać jest wyraźna i autorska, natomiast jej losy wydają się zbliżone (czytaj: przewidywalne, bo oparte na znanych schematach) do Chrystusowych, przez co stają się nieco przewidywalne.

Żartowałem, spokojnie. Po prostu beeeecki też podnosił, że fajnie by wyszło, jakbym nadał mu więcej cech Piłata. Ja nie wypieram się, że Chrystus był tutaj dużą inspiracją, ale też nie uważam, że to źle. Wziąłem z niego tyle ile potrzebowałem, ale też dodałem i pozmieniałem co trzeba, aby historia poruszała też inne problemy, zadawała inne pytania i wybrzmiała w tym, co osobiście chciałem przekazać. Natomiast całkowicie rozumiem opinie takie jak Twoja i je przyjmuję, szczególnie, że zaznaczyłeś, że nie zepsuło Ci to odbioru, a nawet nominowałeś. Tym bardziej się cieszę.

Dostrzegałem w postaci cesarza Piłata, ale Piłat był jednak namiestnikiem Judei, „zwykłym” urzędnikiem, a nie cesarzem.

A ja właśnie nie dostrzegam w nim Piłata i starałem się, żeby jednak czytelnicy widzieli różnicę. I nie tylko na zasadzie, że Piłat był jedynie namiestnikiem, a też za sprawą zupełnie innych motywacji, czy samej psychologii bohatera. Czy się to udało? Zostawiam to Wam.

Zastanawiam się, na ile w tak stosunkowo krótkiej formie da się wiarygodnie pokazać tak złożone motywacje i konstrukcje psychologiczne postaci. Im dłuższy tekst, tym więcej przestrzeni na rozwinięcie, ale też potencjalnie mniej czytelników. Z kolei w krótszej formie trudniej (o ile w ogóle to możliwe) uchwycić pełną głębię.

Całkowicie się zgadzam, ogólnie w opowiadaniach to trudne, a co dopiero krótkich. Wydaje mi się, że nawet te 40k znaków to nie jest wystarczająca ilość, o ile nie poświęcamy fabuły dla rozwoju postaci. A przecież są jeszcze inni bohaterowie, którzy chcą być widoczni. Nie mówię, że to niemożliwe, ale z pewnością masz wiele racji, że niesamowicie ciężkie. Do tego tak, im więcej znaków – tym mniej czytelników.

Twoje opowiadanie jest dość złożone, z ciekawymi postaciami i relacjami między nimi, więc miałeś niełatwe zadanie, żeby „zjeść ciastko i mieć ciastko”, i wyszedłeś z tego bardzo dobrze. Co by nie mówić, niezależnie od poziomu zagłębienia w opowiadanie, napisałeś bardzo dobry tekst. Moje uwagi nie są zarzutami ani wytkaniem nieistniejących błędów, tylko próbą dyskusji nad tekstem. Doceniam, że piszesz solidne, „mające ciężar” opowiadania. Jeszcze raz gratuluję.

Jasne, zupełnie nie odbieram jak zarzuty, to ciekawe kwestie. Chodziły mi po głowie pisząc. Dziękuję za miłe słowa! 

Pozdrawiam!

 

Heskecie,

Nad poprawkami usiądę w nocy, bo niestety teraz nie mam jak, ale dziękuję za nie.

Widać silną inspirację historią biblijną. Jak dla mnie szkoda, że nie poświęciłeś więcej miejsca dla postaci Chrysaima.

Tak, inspiracja jest, mam nadzieję jednak, że udało się pokazać coś nowego i, że historia skłania do refleksji nad trochę innymi sprawami niż prawdziwe losy Chrystusa. Chciałbym więcej czasu poświęcić Chrysaimowi, ale wierz mi, opowiadanie było przepisywane kilkukrotnie i ta wersja wydała mi się najlepsza, inne rozwiązania fabularne się w mojej opinii nie sprawdzały, odbierały mocy postaci. Ciężki to był orzech do zgryzienia, nie wiedziałem już w pewnym momencie co z tym zrobić.

Widać konsekwencję w prowadzeniu fabuły, nie wyczuwa się przypadkowości. Końcowa scena przypomina Pachnidło.

Dzięki! A to bardzo ciekawe porównanie, takiego bym się nie spodziewał.

 

Dziękuję bardzo za miłe słowo i nominację, to niesamowicie miłe!

Pozdrawiam!

 

You cannot petition the Lord with prayer!

No i jestem i ja. Przerpaszam, że tak późno, ale lektura była długa a i musiałem mieć spokój i klimat. tak okolo 30 minut na przeczytanie i 30 minut na rzeczowy komentarz ;)

 

Najpierw plusy.

 

Opowiadanie jest klimatyczne, historia – znowu dla mnie znana, bo od razu wychwyciłem, co wspomniali przedmówcy. Bardzo fajnie mimo wszystko to połączyłeś. Chrystus owszem to oczywiśćie znane nawiązanie i tak naprawdę szkielet tego opowiadania. Klimatycznie było. Bardzo mi przypominalo świat Dragon Age i Westeros Z większym naciskiem na świat Dragon Age’a. Być może wynikało to z imienia Sera i Belora :) (w GoT było kilku Baleorów a Sera to postać z DA:Inkwizycja ). 

Dokonaleś syntezy w sposób pomysłowy. Najciekawsze było to zamiana krwii w złoto. 

Pomysł prosty, a fajny.

Złote a skromne, można by powiedzieć.

Wykreowany świat – chyba najlepiej ci to wyszło i tutaj czuje niedosyt. Skupileś się na sensoryce i emocjach, przez co cierpi fabuła. No ale nie da się jednego i drugiego. Mimo to pomysł kupilem. 

Nie mniej , zachęcam do pisania w tym uniwersum, bo wydaje się bardzo interesujące.

 

Liczyłem jednak, że się zaskoczę, że jednak Chrysaim preżyje :)

Niestety pacjent zmarł :] Myślałęm, że chociaż raz będzie happy end u ciebie :) Ale może i dobrze, bo dzięki temu było ciekawiej.

 

Na plus również dialogi i klimat. Niektóre opisy moim zdaniem były zbyt dosadane, jak to:

 

Rósł szybko, karmiąc się gniewem i wstydem ziemi. Wkrótce nad wioską górowało drzewo o liściach mających ciężki, metaliczny połysk. Mieszkańcy wyszli obserwując z niedowierzaniem, modląc się o owoce, którymi zaspokoją głodne żołądki. Gdy wiatr uderzał w koronę, nie było słychać szumu liści, lecz suchy, niepokojący brzęk. Zamiast owoców, z gałęzi zwisały bryły czystego złota – lśniące, doskonałe i całkowicie bezwartościowe dla konających z głodu ludzi.

Pierwsze zdanie to angielskie : it grew fast, feeding on the anger and shame of the land. Pracuję na codzień z jednym nejtiwem , czytam angielską dokumentację w it (wiem, ze to nie jest jak czytanie Szekspira czy GoT po angielsku – co też swego czasu próbowałem czynić i zarzuciłem, bo nie byłem w stanie przebrnąć całej, ale potem słuchałem audiobooka po angielsku), a jeszcze Tarnina ostatnio zauważyła, że sporo przemycamy takich kalk mimowolnie. Nie da się tego w stuprocentach wyeliminować, ale warto się starać to robić.

Zatrzymałem się też przy “którymi zaspokoją głodne żołądki”. Jakoś…mi to zgrzyta. Ale pamiętaj, że to tylko moje zdanie.

 

Z fabularnych rzeczy:

 

Trochę nielogicznie wypada dla mnie wątek, że nagle przyjeżdza sam Cesarz(sic!) do jakiejś zapyziałej dziury żeby wymierzyć sprawiedliwość na proroku. Nawet Chrystusa nie karał sam władca z oliwkami na skroniach, a miejscowy prefekt (namiestnik), czyli Pontius Pilatus(nie lubie wersji polskiej tego imienia :P). To mi lore’owo bardzo zgrzytło.

 

Opko jest ogółem bardzo pomysłowe. Przyznaję, że zastanawiałbym się nawet nad nominacją, ale że tak ujmę, też rozmawialem z pewną…użytkowniczką i też uznałem, że będzie jedna nominacja z mojej strony co miesiąc i już jedną nominowałem. Nie mniej napisałeś dobre, pomyslowe opowiadanie i szacun za to. 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

melendurze,

Przerpaszam, że tak późno, ale lektura była długa a i musiałem mieć spokój i klimat

Daj spokój, ja to mam kilka opowiadań w kolejce, które koniecznie chce przeczytać, a czasu ciągle brak, nie ma za co przepraszać, super, że wpadłeś!

 

Opowiadanie jest klimatyczne, historia – znowu dla mnie znana, bo od razu wychwyciłem, co wspomniali przedmówcy.

To mnie od początku zastanawia. Nawiązanie do Chrystusa jest celowe, ale wszystkie różnice i poprowadzenie historii inaczej – też celowe. Bo opowiadanie porusza inne problemy niż prawdziwa hustoria Chrystusa. Więc znana? No pomagał, głosił słowo i umarł – ok. Ale to raczej tyle.

Bardzo mi przypominalo świat Dragon Age i Westeros Z większym naciskiem na świat Dragon Age’a. Być może wynikało to z imienia Sera i Belora :) (w GoT było kilku Baleorów a Sera to postać z DA:Inkwizycja ). 

Zaskoczę, nie jestem wielkim graczem, w DA nie grałem, Westeros też. Zatrzymałem się na Wiedźminach i Gothicu, do których wracam notorycznie :D GoT w końcu też nie pooglądałem i nie czytałem, bo był taki hype, że mnie to irytowało. Więc zbieżność osób i nazwisk przypadkowa!:D

Wykreowany świat – chyba najlepiej ci to wyszło i tutaj czuje niedosyt. Skupileś się na sensoryce i emocjach, przez co cierpi fabuła. No ale nie da się jednego i drugiego. Mimo to pomysł kupilem. 

Nie mniej , zachęcam do pisania w tym uniwersum, bo wydaje się bardzo interesujące.

Hmm, czy aż tak ucierpiała? Myślę, że jednak fabuła to nadal mocna strona tego opowiadania, jak i konstrukcja. Nie mówię, że jakaś wybitna, ale jednak w porównaniu do Utopii, gdzie postawiłem ściśle na konstrukcję i symbolikę, a poświęciłem fabułę, tutaj jednak kilka interesujących zabiegów fabularnych jest, rozbudowa postaci też. Nie żebym jakoś bardzo bronił, może masz troszkę racji, ale nie wiem czy jest to rzeczywiście duży problem tego opowiadania.

Myślałęm, że chociaż raz będzie happy end u ciebie :)

No wiem, wiem haha. Ale trzeba być szczerym z samym sobą, piszę tak, jak czuję. Jak w końcu najdzie mnie happy end – obiecuję, że skorzystam. Ale nie spodziewałbym się szybko :D

Na plus również dialogi i klimat.

Cieszę się, bo nawet w becie prosiłem o ocenę dialogów, bo nie czuję się w nich dobry. To opko to trochę szkolenie dialogów właśnie.

Niektóre opisy moim zdaniem były zbyt dosadane, jak to:

Rozumiem, ale tutaj musisz wiedzieć, że to przypowieść, która oczekuje czasem czegoś takiego. Przynajmniej ja tak uważam.

Nie da się tego w stuprocentach wyeliminować, ale warto się starać to robić.

Możesz mieć rację, swojego czasu Tarnina ciągle mi anglicyzmy wypisywała, ale na codzień, w pracy, gadam po angielsku, więc może się coś czasem przemycić :<

Trochę nielogicznie wypada dla mnie wątek, że nagle przyjeżdza sam Cesarz(sic!) do jakiejś zapyziałej dziury żeby wymierzyć sprawiedliwość na proroku.

Niby tak, ale jednak nakablował mu cesarski żołnierz. Do tego masz człowieka, który zamienia krew w złoto, leczy i podburza lud (w interpretacji cesarza). Kolejna sprawa, cesarz ma konkretny charakter, widać, że bawi się wspaniale, wygrywając takie pojedynki w grze, którą tworzy. To była dla niego czysta przyjemność, wybrał się, bo po prostu chciał go upodlić. Historia Chrystusa była jakąś inspiracją, ale odnoszenie się do niej, że tam było tak, a nie inaczej, jest błędem. Bo inspiracja to jedno, ale własny pomysł nie musi iść tą samą drogą, wręcz nie powinien.

Opko jest ogółem bardzo pomysłowe. Przyznaję, że zastanawiałbym się nawet nad nominacją, ale że tak ujmę, też rozmawialem z pewną…użytkowniczką i też uznałem, że będzie jedna nominacja z mojej strony co miesiąc i już jedną nominowałem. Nie mniej napisałeś dobre, pomyslowe opowiadanie i szacun za to. 

Bardzo dziękuję za tyle miłych słów, uwagi i obszerny komentarz. To znaczy wiele więcej niż nominacja. 

Ale tak na marginesie, nominowanie opowiadań nie jest wyborem na najlepsze opowiadanie miesiąca, a na najlepsze opowiadaniA miesiąca. Nie każdy miesiąc jest równy, raz może nie być żadnego wartego nominacji, raz trzy, albo i cztery, więc ja bym się zastanowił jeszcze nad zasadą, bo przy obecnych zasadach funkcjonowania portalu jest lekko naciągnięta moim zdaniem. Ale to tam luźna uwaga, ja tam podążam za intuicją i tyle, a nie sztywnymi zasadami co do ilości.

Pozdrawiam i jeszcze raz wielkie dzięki za odwiedziny!

Pozdrawiam.

You cannot petition the Lord with prayer!

Możesz mieć rację, swojego czasu Tarnina ciągle mi anglicyzmy wypisywała, ale na codzień, w pracy, gadam po angielsku, więc może się coś czasem przemycić :<

W pełni zrozumiałe. Mam podobnie. Ale widzę, że jak staram się stosować te sugestie Tarniny, tekst zdaje się mi lepszy. Na początku nie rozumiałem tego zarzutu, ale im znowu wróciłem do pisania, bardziej to doceniam. Pewnie też bierzemy to z przekładów anglosaskiej literatury które z natury są kalkami :)

Niby tak, ale jednak nakablował mu cesarski żołnierz. Do tego masz człowieka, który zamienia krew w złoto, leczy i podburza lud (w interpretacji cesarza). Kolejna sprawa, cesarz ma konkretny charakter, widać, że bawi się wspaniale, wygrywając takie pojedynki w grze, którą tworzy. To była dla niego czysta przyjemność, wybrał się, bo po prostu chciał go upodlić. Historia Chrystusa była jakąś inspiracją, ale odnoszenie się do niej, że tam było tak, a nie inaczej, jest błędem. Bo inspiracja to jedno, ale własny pomysł nie musi iść tą samą drogą, wręcz nie powinien.

Ok :) Twoje opko, rób jak uważasz. Ale z logicznego punktu widzenia, historycznego władca Cestarstwa, z natury będącego często Imperium, krajem wielkim, ciężko uwierzyć, żeby się sam pofatygował. Raczej miałby do tego ludzi. Prefekta, namiestnika, barona, udzielnego księcia, lennika. Innymi słowy – kogoś na miejscu. Komuś innemu zgrzytnie, komuś nie. Nawet nie chodzi o Chrystusa. Tylko o przepływ informacji w “tych czasach”. To fantasy, więc jest pewnego rodzaju quasi-średniowiecze/quasi-antyk albo quasi-nowożytność. Nevertheless, w tych trzech wymienionych i tak informacja szła długo. Imho logiczniej by było gdyby to jakiś patrycjusz lokalny to wykonał, po co miałby się fatygować sam cesarz. To tak jakby wysyłać do J.E Nawrockiego to robienia porządków na dyskotece. Chociaż wróć – on jest skłonny to zrobić dzisiaj :P Natomiast nie znam żadnego przypadku z historii Before Nowożytność, kiedy bł taki przypadek. To że się czepiam, wynika z tego, że zrobiłeś bardzo interesujący świat który liczę ze rozwiniesz, bo czyta się ciebie interesująco. Rozumiem, że fantasy, ale mi zgrzytło. Ale pamiętaj – to tylko moja opinia :) Nie musisz jej brać do siebie. Piszesz dobrze, piórka nie wzięły się same z siebie. 

 

Ale tak na marginesie, nominowanie opowiadań nie jest wyborem na najlepsze opowiadanie miesiąca, a na najlepsze opowiadaniA miesiąca. Nie każdy miesiąc jest równy, raz może nie być żadnego wartego nominacji, raz trzy, albo i cztery, więc ja bym się zastanowił jeszcze nad zasadą, bo przy obecnych zasadach funkcjonowania portalu jest lekko naciągnięta moim zdaniem. Ale to tam luźna uwaga, ja tam podążam za intuicją i tyle, a nie sztywnymi zasadami co do ilości.

Wiem. Ale czuje się lepiej, gdy wybieram jedno, najlepsze :) Może kiedyś przemyślę i zmienię zdanie. Ale na tą chwilę się czuję lepiej, gdy tak jest. To też forma pewnej wyjątkowości :) Doceniam jednak twój głos w tej kwestii. 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Wybacz, melendur, zgubił mi się gdzieś Twój komentarz, już spieszę z odpowiedzią!

W pełni zrozumiałe. Mam podobnie. Ale widzę, że jak staram się stosować te sugestie Tarniny, tekst zdaje się mi lepszy.

Ależ oczywiście, zawsze staram się kierować wskazówkami, zresztą nie tylko Tarniny. Chociaż ten konkretny problem wymaga jeszcze wiele pracy.

Ale z logicznego punktu widzenia, historycznego władca Cestarstwa, z natury będącego często Imperium, krajem wielkim, ciężko uwierzyć, żeby się sam pofatygował.

Jesteś pewien? :D

To teraz tak, załóżmy, że w Biblii Jezusa sądzi cesarz. Wtedy jestem święcie przekonany, że usłyszałbym argument, że do proroka namiestnik się nie nadaje (gdybym postawił na namiestnika). Mam wrażenie, że ten argument wychodzi właśnie z tego, że jakaś część tego tekstu była inspirowana Biblią. Ale jakaś część, nie całość. Nie podążałem wedle wydarzeń biblijnych.

Z logicznego punktu widzenia, gdyby chłop zamieniał własną krew w złoto, rozdawał ją wiosce, uzdrawiał ludzi (zabijając przy tym innych) i głosił dziwne poglądy, przez co ludzie zaczynają go słuchać – byłbym w stanie uwierzyć, że cesarz udał się tam osobiście. Bo to nie jest sytuacja normalna, nawet w stworzonym przeze mnie świecie. Nie wiemy też jak daleko miał cesarz do tej wioski. Może się akurat złożyło, że przebywał dość blisko, a skoro znalazł się obok cesarski żołnierz, można śmiało stwierdzić, że jest taka ewentualność.

No i ostatnia sprawa, cesarz ma określony charakter w tym opowiadaniu. Lubi takie gry, nie chce wyręczać się mieczem, tylko załatwiać sprawy słowem, manipulować, upadlać. Ten określony charakter sprzyja wizji, że pojawia się osobiście. Zastraszanie i usunięcie kogos w tak brutalny sposób, z pewnością rozniosło się po całym imperium. Czasem warto się pojawić gdzieś raz i zrobić to pokazowo, żeby zrozumiało kolejne sto wiosek. Argument stary jak świat.

Nevertheless, w tych trzech wymienionych i tak informacja szła długo.

Vorian poleciał prosto do cesarza, bo tak zabolała go ta sytuacja, po czym poprowadził orszak prosto do wioski. Można zakładać, że był dość ważnym żołnierzem.

To tak jakby wysyłać do J.E Nawrockiego to robienia porządków na dyskotece. Chociaż wróć – on jest skłonny to zrobić dzisiaj :P

XD

Myślę, że każdy polski prezydent udałby się do takiego proroka, jakby czyny były potwierdzone. Nie wyręczałby się wojewodą, czy burmistrzem. A obecny to by stał w drzwiach Chrysaima minutę po ogłoszeniu wieści, żeby prosić o złoty hantelek :D

Natomiast nie znam żadnego przypadku z historii Before Nowożytność, kiedy bł taki przypadek.

No widzisz. Bo to jest błędne założenie, że władca to tylko siedzi na tronie i kiwa palcem. Już pomijając, że cesarz chciał go ukarać w konkretny sposób, pokazać, że władza cesarska to coś więcej, że cesarzowi nikt się nie sprzeciwi, dać nauczkę.

Ale kiedyś czytałem o cesarzach rzymskich, aż sprawdziłem dla pewności w necie na szybko. Przecież Juliusz Cezar, czy August jeździli po imperium. Hadrian to przecież był z tego nawet znany.

Niektórzy polscy królowie jeździli, żeby pokazać władzę lokalnie. Aleksander Wielki pojawiał się w wielu miejscach osobiście. Oczywiście, że do większości spraw delegowali innych. Ale tutaj mamy sytuację dość mocną, zaufany cesarski żołnierz mówi co się stało, cesarz ma gdzieś jego żonę, ale widzi w Chrysaimie bezpośrednie zagrożenie, które trzeba zniszczyć w zarodku. A skoro był wystarczająco blisko i zmotywowany, żeby z nim zagrać i pokazać, co cesarz potrafi – jest to całkowicie logiczne.

Podsumowując, ja całkowicie rozumiem, że coś Ci nie zagrało, że widzisz to inaczej. Ale odbieram to bardziej jako Twoją wizję, nie chciałbym, żeby ktoś się kierował takim komentarzem, bo odbieranie logiki temu, że pojawił się cesarz, nie namiestnik, jest moim zdaniem całkowicie pozbawione logiki haha :D

Ale pamiętaj – to tylko moja opinia :) Nie musisz jej brać do siebie. Piszesz dobrze, piórka nie wzięły się same z siebie. 

Całkowicie rozumiem, masz do niej prawo i fajnie, że się nią podzieliłeś, bo możemy sobie podyskutować, a to fajne. Do tego bardzo dziękuję za miłe słowa.

Ale na tą chwilę się czuję lepiej, gdy tak jest. To też forma pewnej wyjątkowości :) Doceniam jednak twój głos w tej kwestii. 

Jak najbardziej, rób tak, żeby Tobie pasowało!

Dzięki za rozwinięcie myśli i dyskusję!

You cannot petition the Lord with prayer!

Michaelu, Melendurze,

jeśli się mogę wtrącić w Waszą rozmowę, to choć nikt nie pytał, powiem, co myślę.

Jako użytkownik, stwierdziłbym, że model jedna nominacja na miesiąc jest dobry i sensowny.

Dla dyżurnego, powiedziałbym, że nie, bo funkcją dyżurnego jest wyłapywać opowiadania, które dobrze, aby Loża oceniła. Moim zdaniem dobrą robotę tu robi bruce, która często pisze, że nominuje po to, by Loża popatrzyła i przeczytała. Dzięki niej sporo autorów dostało nominację i dodatkowe komentarze.

Też tak jest, że teksty nie raz dostają nominacje kaskadowo – patrzymy w wątek nominacyjny i czytamy to, co nominowali inni. Przez to czasami perełki albo po prostu dobre teksty przepadają. Więc stąd, moje zdanie, dyżurny śmiało może i warto, aby nominował więcej niż jeden tekst. Nie z założeniem, że jest najlepszy, ale z założeniem, aby zwrócić uwagę na coś niezłego.

Acz sam biję się w pierś, że nominacji dyżurnych nie daję tak wiele, a w ogóle bardzo rzadko jestem pierwszym, który nominuje dany tekst.

Ale to subiektywne, więc nie krytykuję podejścia, zwłaszcza, że z dyżurnymi nie jest już tak krytycznie, fajnie zresztą, że się pozgłaszaliście ostatnio.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

No w sumie zgadzam się, więc nie rozwijam nawet myśli. Może też patrzę z punktu widzenia dyżurnego, bo zdażyło się już, że jakiś tekst przepadł w natłoku innych, nawet nie trafiając do biblioteki, a po mojej nominacji nagle zjawiło się kilka osób. Wolę nominować więcej, a niech już Loża się przyjrzy i zdecyduje niż, żeby jakiś tekst zaginął. Ale równocześnie jak zaznaczyłem, jeśli ktoś chce nominować jeden miesięcznie – jego prawo, nie jest to wcale jakieś głupie podejście. Po prostu czasem na Portalu zapominamy, że to nie wybór na najlepsze opowiadanie miesiąca, a na najlepsze teksty portalowe.

No i masz Ci los, rozwinąłem myśl XD

You cannot petition the Lord with prayer!

Dziękuje wam za chęć przekonania i dyskusje, bardzo je lubię. Na ten moment, patrząc że dzielnie sobie radzi @bruce, są też inni dyżurni na ten moment, jednak wolę wytrwać w tym przekonaniu. Dodam, że w dobie AI , nie wiemy co jest pracą twórczą, czy nie. Też warto moim zdaniem w tej kwestii zaostrzyć pewne rzeczy, żeby ludzie się bardziej postarali.

Sam uważam, że piórka to zaszczyt i sama nominacja jest już nobilitacją.

Ale daliście cię mi do myślenia, może czasem nagnę swoją zasadę :) Albo zmienię? Dość często zmieniam zdanie. Ale zobaczymy czy ta formuła się sprawdzi. 

Cytując Adama Nawałkę, czasem formuła się wyczerpuje :)

 

@MichaelBullfinch zaraz z tych komentarzy wyjdzie nam praca doktorska pt “Wizyty gospodarskie władców Cesarstwa Rzymskiego na przestrzeni dziejów “ :)

 

Ale wracając do sprawy.

Ok, rozumiem Twoją argumentację i nie będę tego dalej ciągnął, bo chyba po prostu inaczej ustawiamy próg wiarygodności tej sceny.

Dla mnie problemem nie jest to, że cesarz w ogóle mógł podróżować po imperium. Oczywiście, że mógł. Hadrian czy August są dobrymi przykładami władców objeżdżających prowincje, kontrolujących wojsko, administrację i sytuację polityczną. Tu się z Tobą nie spieram. 

Mój zgrzyt jest gdzie indziej. Sam fakt, że władcy podróżowali, nie oznacza jeszcze, że naturalnie brzmi scena, w której cesarz osobiście jedzie do zapadłej wioski rozliczać jednego proroka. W realiach rzymskich czy quasi-rzymskich od takich rzeczy byłby raczej namiestnik, prefekt, lokalny urzędnik, dowódca albo ktoś z aparatu prowincjonalnego. Cesarz mógłby dostać raport, wydać rozkaz, zatwierdzić decyzję, zrobić z tego sprawę polityczną, ale osobisty przyjazd wymagałby dla mnie mocniejszego uzasadnienia w samym tekście.

I tu nie chodzi o to, że „w Biblii było inaczej”, tylko o mechanikę władzy w dużym państwie. Jeżeli cesarz miałby być blisko, traktować Chrysaima jako realne zagrożenie dla imperium, mieć potrzebę pokazowej demonstracji siły albo po prostu taki teatralny, okrutny charakter, to good, da się to obronić. Tylko ja podczas lektury nie poczułem tego wystarczająco mocno, dlatego mi zgrzytnęło.

Ale to jest już kwestia mojego odbioru, nie wyrok. Ty masz prawo widzieć to inaczej jako autor. Dla mnie scena nadal nie jest w pełni przekonująca logistycznie i politycznie, ale rozumiem, co chciałeś nią osiągnąć. Na tym bym zakończył temat, bo chyba obaj już dość jasno pokazaliśmy swoje stanowiska.

Niezależnie od tego: opowiadanie nadal uważam za dobre i pomysłowe. Gdybym nie widział w tym świecie potencjału, to bym się o ten szczegół nawet nie czepiał. Szkoda ;) 

Natomiast też najważniejsze i najpiękniejsze w pisaniu jest to, żebyś ty miał z tego radość. 

Jeżeli nie potrzebujesz rozwijać tego uniwersum, trudno. Ale pamiętaj, że to trochę jak z Sapkowskim. Stworzył świat, który potem miał w rzyci :] Bo liczyło się coś innego, a potem przeczył sobie. A się okazuje, że świat co wyszło mu całkowicie przypadkiem, a okazał się największą wartością dodaną jego prozy. I to nie tylko moja opinia.

Twój świat zasługuje na kontynuuację. Ale zrobisz co zechcesz ;)

 

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Ja się jeszcze wtrącę odnośnie cesarza. Ale się wtrącający zrobiłem.

 

Dodam, że w dobie AI , nie wiemy co jest pracą twórczą, czy nie. Też warto moim zdaniem w tej kwestii zaostrzyć pewne rzeczy, żeby ludzie się bardziej postarali.

Sam uważam, że piórka to zaszczyt i sama nominacja jest już nobilitacją.

O tym już rozmawialiśmy. W mojej ocenie w dalszym ciągu, przy naszej skali, lepiej dać piórko utworowi mocno ejajizowanemu niż nie dać świetnemu ludzkiemu. Nie ma właściwie żadnego ryzyka w realiach portalu związanego z AI, poza naruszeniem dobrego smaku – a jak ktoś jest burak i przypisuje sobie autorstwo generacjom AI, no to jego problem.

Ja to zrozumiałem inaczej – bo odnośnie wiarygodności takiego rex ambulans to pełna zgoda z melendurem, dla mnie też by to zgrzytało.

Tylko ja zinterpretowałem tę scenę inaczej – przyjechała osoba tytułująca się “cesarzem”, ale właściwie nie wiemy jakim imperium rządząca. W historii przypadków “cesarzy”, którzy rządzili niewielkimi państwami było sporo (końcówka Bizancjum, jeszcze bardziej Komneński Trapezunt, wielokrotne przypadki w Chinach, Haiti, Bułgaria). Więc tu dla mnie cesarz był właśnie kimś takim – tytuł ma, ale niekoniecznie imperium na cały kontynent. A w skali jego państwa mała osada z prorokiem uzdrowicielem to jednak sensacja godna władcy “Cesarza zachodniego skrawka pustyni”.

A na to nałożona kalka z przypowieści, gdzie rozmiar państw nie ma aż takiego znaczenia, bo liczy się symbol.

Ale to tak w ramach dyskusji, nawet nie “niezgadzania się”.

I rzekł Pan: umieścisz cztery “e” w “beeeecki”. Ani mniej ani więcej. Nie umieścisz trzech “e” ani “pięciu “e”. Dwa są wykluczone. I Pan uśmiechnął się, a lud spożywał owce i leniwce, karpie i sardele, orangutany i płatki śniadaniowe i nietoperze...

Trochę nielogicznie wypada dla mnie wątek, że nagle przyjeżdza sam Cesarz(sic!) do jakiejś zapyziałej dziury żeby wymierzyć sprawiedliwość na proroku. Nawet Chrystusa nie karał sam władca z oliwkami na skroniach, a miejscowy prefekt (namiestnik), czyli Pontius Pilatus(nie lubie wersji polskiej tego imienia :P). To mi lore’owo bardzo zgrzytło.

Nie chcę się wtrącać w dyskusję, ale jakie to ma znaczenie? Równie dobrze można stwierdzić, że książę próbujący znaleźć miłość życia na podstawie zgubionego pantofla jest nierealistyczny. W przypowieści, jak w baśni, ważniejsza od wiarygodności jest rola postaci w historii. W sumie nietrudno sobie wyobrazić, że hipotetyczni późniejsi wyznawcy złotokrwistego opowiadają taką właśnie, podkoloryzowaną wersję jego żywota – z cesarzem zamiast jakiegoś lokalnego biurokraty. ;)

Show us what you've got when the motherf...cking beat drops...

melendurze,

Dodam, że w dobie AI , nie wiemy co jest pracą twórczą, czy nie. Też warto moim zdaniem w tej kwestii zaostrzyć pewne rzeczy, żeby ludzie się bardziej postarali.

No tego nie przeskoczysz. Czasem odpuszczam czytanie jakiegoś tekstu, jak widzę ewidentne przeklejanie z AI, ale też jestem ostrożny z zarzucaniem tego komuś, bo nigdy nie mamy pewności i nie chciałbym kogoś tym skrzywdzić.

Sam uważam, że piórka to zaszczyt i sama nominacja jest już nobilitacją.

Oczywiście, dlatego też nie krytykuję za Twoją metodę nominacji, ma ona sens. Raczej głośno się zastanawiam, który sposób jest uczciwszy. Pewnie ani jeden, ani drugi.

@MichaelBullfinch zaraz z tych komentarzy wyjdzie nam praca doktorska pt “Wizyty gospodarskie władców Cesarstwa Rzymskiego na przestrzeni dziejów “ :)

:D!

I tu nie chodzi o to, że „w Biblii było inaczej”, tylko o mechanikę władzy w dużym państwie. Jeżeli cesarz miałby być blisko, traktować Chrysaima jako realne zagrożenie dla imperium, mieć potrzebę pokazowej demonstracji siły albo po prostu taki teatralny, okrutny charakter, to good, da się to obronić. Tylko ja podczas lektury nie poczułem tego wystarczająco mocno, dlatego mi zgrzytnęło.

Aaa, czyli uważasz, że Chrysaim po prostu nie był wystarczającym zagrożeniem. Okej, rozumiem. Wiadomo, że mam inne zdanie, co chciałem przedstawić w tekście, ale przyjmuję, że mogłeś tego nie odczuć wystarczająco, wtedy to moja wina. Kwestia subiektywna chyba. Ale rozumiem Twój punkt widzenia.

Weź tylko pod uwagę, że np. w Biblii Jezus był sądzony tak naprawdę za uznawanie się królem żydowskim, nie widziano w nim magii, nie brano ich pod uwagę w “procesie”. Tutaj mamy pomieszanie polityki z rzeczami nadprzyrodzonymi, w które Kaelion wierzył, więc w świecie, gdzie magia nie występuje, jest to coś wielkiego, dlatego uznałem, że pojawienie się cesarza jest jak najbardziej uzasadnione.

Ale to jest już kwestia mojego odbioru, nie wyrok. Ty masz prawo widzieć to inaczej jako autor. Dla mnie scena nadal nie jest w pełni przekonująca logistycznie i politycznie, ale rozumiem, co chciałeś nią osiągnąć. Na tym bym zakończył temat, bo chyba obaj już dość jasno pokazaliśmy swoje stanowiska.

Jasne, masz prawo tak uważać, szczególnie, że fajnie wyjaśniłeś o co Ci chodzi i powstała dyskusja. 

Jeżeli nie potrzebujesz rozwijać tego uniwersum, trudno. Ale pamiętaj, że to trochę jak z Sapkowskim. Stworzył świat, który potem miał w rzyci :] Bo liczyło się coś innego, a potem przeczył sobie. A się okazuje, że świat co wyszło mu całkowicie przypadkiem, a okazał się największą wartością dodaną jego prozy. I to nie tylko moja opinia.

Twój świat zasługuje na kontynuuację. Ale zrobisz co zechcesz ;)

Ale spokojnie, ignorowałem zapytania o kontynuację specjalnie, wcale nie mówię, że nie będzie. Chociaż nie wiem, czy mój pomysł na pociągnięcie tej historii nie jest hmm… kontrowersyjny. 

 

beeeecki,

Tylko ja zinterpretowałem tę scenę inaczej – przyjechała osoba tytułująca się “cesarzem”, ale właściwie nie wiemy jakim imperium rządząca. W historii przypadków “cesarzy”, którzy rządzili niewielkimi państwami było sporo (końcówka Bizancjum, jeszcze bardziej Komneński Trapezunt, wielokrotne przypadki w Chinach, Haiti, Bułgaria). Więc tu dla mnie cesarz był właśnie kimś takim – tytuł ma, ale niekoniecznie imperium na cały kontynent. A w skali jego państwa mała osada z prorokiem uzdrowicielem to jednak sensacja godna władcy “Cesarza zachodniego skrawka pustyni”.

Otóż to.

 

A na to nałożona kalka z przypowieści, gdzie rozmiar państw nie ma aż takiego znaczenia, bo liczy się symbol.

No to też właśnie, szczerze to nie myślałem nad tym za dużo, dopiero melendur wbił mi klina do głowy. Ja też postrzegałem to bardziej taktyką przypowieściową, a cesarz do mojej historii aż się prosił o uczestnictwo, bo to nadało akurat dość wiele symbolice.

 

SNDWLKR,

Nie chcę się wtrącać w dyskusję, ale jakie to ma znaczenie? Równie dobrze można stwierdzić, że książę próbujący znaleźć miłość życia na podstawie zgubionego pantofla jest nierealistyczny. W przypowieści, jak w baśni, ważniejsza od wiarygodności jest rola postaci w historii. W sumie nietrudno sobie wyobrazić, że hipotetyczni późniejsi wyznawcy złotokrwistego opowiadają taką właśnie, podkoloryzowaną wersję jego żywota – z cesarzem zamiast jakiegoś lokalnego biurokraty. ;)

O, jeszcze lepiej ubrałeś w słowa moje myśli niż sam bym potrafił. Dzięki!

 

Dzięki Panowie za dyskusję, nie spodziewałem się, że akurat to będzie głównym jej tematem, ale ciekawa kwestia!

You cannot petition the Lord with prayer!

Ogółem to:

 

Uwielbiam takie dyskusje ale formuła tego portalu jest mocno irytująca pod tym kątem bo przypomina mi sceny z Marsjanina gdzie na odpowiedź czeka się długo. Tutaj trzeba walić elaboratami na zadane zagadnienia, niźli się spotkac na komunikatorze i pisać :) A generuje to dużo czasu.

Co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że pewnego dnia zrobię discorda dla wszystkich, a nie dla wybranych dla całego portalu :]

@SNDWLKR , @beecki, @MichaelBullfinch

 

Spodziewałem się tej argumentacji i rozumiem ją. Gdzie tekst, tam czytelnicy, a gdzie czytelnicy, tam różne interpretacje. Mi zgrzytło, komuś innemu nie zgrzytnie, bo uzna to za mało istotne wobec baśniowo-przypowieściowej konstrukcji. I to jest okej.

Argument beeeeckiego o małym jest cesarstwie jest najbardziej sensowny. Bywały w historii państwa z tytułem cesarskim, które nie były imperiami na pół kontynentu. Nawet Cesarstwo Środkowoafrykańskie jest tu zabawnym, ale dobrym przykładem. Gdybym od początku mocniej poczuł, że Kaelion jest raczej takim „cesarzem zachodniego skrawka pustyni”, lokalnym władcą o wielkim tytule, pewnie łatwiej bym to kupił.

Tylko że ja podczas lektury odebrałem to inaczej. Przez wojsko, prawo, targi, ochronę i całą retorykę Kaeliona zobaczyłem raczej większy aparat władzy, coś bliższego klasycznemu imperium albo przynajmniej sprawnemu państwu z administracją. A wtedy mój historyczno-lore’owy odruch mówi: od takich spraw zwykle jest namiestnik, prefekt, lokalny dowódca, ktoś na miejscu. Nie dlatego, że „w Biblii było inaczej”, tylko dlatego, że tak działa większa struktura władzy.

Ale podkreślę: to był dla mnie zgrzyt, nie zarzut obalający opowiadanie. Ktoś czyta to jako przypowieść i symbol, ktoś jako baśń, ktoś jako świat fantasy z własną logiką polityczną. Ja mocniej zahaczam o ten trzeci tryb, więc zwracam uwagę na lore i mechanikę świata przedstawionego. SNDWLKR ma rację, że w przypowieści ważniejsza bywa rola postaci niż realizm. Ja po prostu mam tu inną wrażliwość czytelniczą i tutaj też zamierzam jej w jakiś sposób bronić.

I właśnie dlatego się czepiam: bo świat który stworzyłeś jest ciekawy. Gdyby był obojętny, nie miałbym potrzeby rozbierać jednego cesarza na części pierwsze. Scena Kaeliona sama w sobie działa bardzo dobrze, symbolicznie. On przyjedża rozbić wspólnotę, odzyskać język, władzę i interpretację wydarzeń. To jest mocny motyw. Mnie tylko zabrakło jednego, dwóch zdań wcześniej, które mocniej ustawiłyby skalę państwa albo osobistą motywację cesarza, żebym bez oporu przyjął jego przyjazd. Tymczasem tego nie uświadczyłem. 

Tak że z mojej strony temat cesarza domykam. Nie spamujmy już pod twoim fajnym opowiadaniem :) Ale trzeba zrobić znacznie wygodniejsza przestrzeń pod takie dyskusje. 

Dzięki Panowie za dyskusję, nie spodziewałem się, że akurat to będzie głównym jej tematem, ale ciekawa kwestia!

Dla mnie też, bo w dyskusjach uważam, liczą się wnioski, super że fajnie dyskutowałeś i broniłeś swoich argumentów. W dyskusji nie jest ważne, kto wygra, ważne jest to co z tego wyjdzie i jakie wnioski zostaną z niej wyciągnięte.

 

 

Dla mnie kontrowersyjna była tylko jedna opka, maćka gdzie szort był poprowadzony z poziomu pedofila :) Jak dla mnie próbuj z tym, bo to może być bardzo ciekawe :) Ja czytnę napewno i nie poczuje się obrażony :)

Koenrad zmruczył oczy. → Co zrobił??? Wiem, że miał kocie oczy, ale chyba nimi nie mruczał. :) // możecie pisać "Melendur"

Co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że pewnego dnia zrobię discorda dla wszystkich, a nie dla wybranych dla całego portalu :]

W sumie to dobry pomysł.

Dla mnie też, bo w dyskusjach uważam, liczą się wnioski, super że fajnie dyskutowałeś i broniłeś swoich argumentów. W dyskusji nie jest ważne, kto wygra, ważne jest to co z tego wyjdzie i jakie wnioski zostaną z niej wyciągnięte.

Amen. 

Dla mnie kontrowersyjna była tylko jedna opka, maćka gdzie szort był poprowadzony z poziomu pedofila :) Jak dla mnie próbuj z tym, bo to może być bardzo ciekawe :) Ja czytnę napewno i nie poczuje się obrażony :)

W takie tematy chyba nie chcę wchodzić XD

Pozdro, melendur, dzięki za fajną rozmowę! :D

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka