- Opowiadanie: Mehiko - Gnom

Gnom

Krótkie opowiadanie poprzedzające “Paszczaka”; akcja dzieje się w tej samej “nawiedzonej” szkole, w której uczniom i nauczycielom przytrafiają się różne dziwne przygody. Tym razem w ciepłej konwencji (a przynajmniej takie było założenie). 

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Gnom

 

Część 1: Biedronki

Pani Iza zadała dzieciom napisanie bajki. Obowiązkowo z morałem. Jaś nie był zbyt biegły w pisaniu i ogólnie uchodził w klasie za tępego matołka. Wszyscy byli więc ciekawi, jaką bajkę ułożył.

– Jasiu, przeczytaj nam swoją bajkę – poprosiła pani Iza.

– Dobrze, proszę pani – odrzekł Jaś i z kartką w ręku poczłapał na środek klasy. – Dałem tej bajce tytuł „Biedronki”.

– To bardzo ładnie, Jasiu – powiedziała pani Iza – słuchamy więc.

I Jaś zaczął czytać: „Był słoneczny dzień. Na łące zebrały się biedronki, aby policzyć swoje kropki. Wszystkie miały po siedem. Tylko jedna miała sześć. Myślała, że jest wyjątkowa.

– Ha, ha! – wyśmiały ją koleżanki. – Brak ci siódmej kropki! Głupia jesteś, czy co?

I wszystkie bardzo się tym ubawiły. Poczuły się lepsze i miały dobry dzień”.

W klasie na chwilę zapadła cisza, którą przerwała pani Iza:

– Czy to już koniec bajki, Jasiu?

– Tak, proszę pani.

– A jaki z niej morał płynie?

– No, taki, że jak się ma więcej kropek, to znaczy tyle, ile trzeba, to jest fajnie, prawda?

– A co z biedronką o sześciu kropkach? Jak ona się czuła?

– Ona była głupia, proszę pani. Bo miała tylko sześć kropek. To przecież głupie, no nie?

Klasa parsknęła śmiechem. Pani Iza spojrzała na Jasia, pomyślała „Sam jesteś głupi, tępy kretynie” i powiedziała:

– Jasiu, nie mogę ci zaliczyć tej bajki.

– A to dlaczego, proszę pani?

– Bo ona źle się kończy. Napisz inną albo zmień zakończenie w tej. Masz czas do jutra.

I Jaś powlókł się smętnie do swej ławki zachodząc w głowę, co też takiego mogło się pani Izie nie spodobać. Przecież to świetna bajka. I ma morał: trzeba być jak inni, wtedy jest fajnie. A nawet git. Zajebiście, powiedziałby Bartek, ale Jasiowi nie wolno tak mówić, bo jest dopiero w trzeciej klasie. W czwartej jest już zajebiście. W trzeciej co najwyżej fajnie. A Jasiowi było teraz niefajnie. I Gnom mu za to zapłaci.

 

Część 2: Za szafą

– Wyłaź z tej dziury, wredny Gnomie, ale to już!

– Oho, a któż to tak brzydko się odzywa do swego najlepszego przyjaciela? Jedynego nawet!

– Wrobiłeś mnie z tą twoją bajką! Pani się na mnie pogniewała.

– Jak to możliwe?

– A tak to! Kazała mi się zastanowić, jak się czuła biedronka o sześciu kropkach!

– A kogo to obchodzi?

– No właśnie! Nikogo! Oprócz pani Izy! A teraz musi obchodzić mnie. A skoro mnie, to i ciebie.

– Jak to? Do czego zmierzasz?

– Masz mi natychmiast podyktować inną bajkę albo zmienić zakończenie. Inaczej powiem o tobie rodzicom.

Gnom wylazł zza szafy. Był mały, pokraczny i zdaniem Jasia zupełnie do niczego. Jednak, odkąd Jaś wprowadził się z rodzicami do tego domu i znalazł Gnoma w mysiej dziurze za szafą, był zadowolony z jego towarzystwa. Gnom miał zawsze kupę fajnych pomysłów i potrafił wybrnąć z każdej sytuacji. Jaś cenił to sobie. Nie wątpił więc, że i teraz Gnom sobie poradzi.

– To jak, piszemy nową, czy zmieniamy starą?

– Szkoda czasu na nową – odparł Gnom. – Czekaj, zaraz coś wymyślę. Już mi nawet chodzi po głowie. Pisz!

 

Część 3: Bajka – ostateczne rozwiązanie kwestii biedronkowej

– I jak tam Jasiu, masz dla nas nową bajkę? – zagaiła pani Iza na początku lekcji.

– Tak jakby, proszę pani.

– To znaczy?

– Dokończyłem starą. Mogę przeczytać.

– Prosimy – rzekła pani Iza i Jaś wystąpił znów przed klasą.

„Kiedy wszystkie biedronki o siedmiu kropkach świetnie się bawiły, biedronka sześciokropka postanowiła dać im nauczkę. Nie wolno się śmiać z kogoś, kto ma tylko sześć kropek! Poleciała do gospodarza i zaczęła mu się naprzykrzać, latając wokół głowy i szczypiąc w ucho. Wreszcie pan gospodarz się zdenerwował i powiedział, że musi zrobić porządek z tymi biedronkami. Wziął środek owadobójczy i zaczął gonić biedronkę. Ta uciekała mu tak, że naprowadziła go na miejsce, gdzie biesiadowały inne biedronki, co się z niej śmiały.

– O, jest tu więcej tego paskudztwa! – powiedział gospodarz.

I rozpylił środek owadobójczy, zabijając złe biedronki. Sześciokropka siedziała wtedy na drzewie, patrzyła i cieszyła się. Sprawiedliwości stało się zadość. Złe biedronki już nigdy nikogo nie wyśmieją tylko dlatego, że jest inny niż one”.

– To już koniec, proszę pani – rzekł Jaś.

I z dumą czekał na pochwałę.

– To bardzo zła bajka, Jasiu – oceniła surowo pani Iza.

– A dlaczego, proszę pani?

– Bo nie wolno się mścić, a tym bardziej zabijać kogoś tylko dlatego, że się z ciebie śmieje.

– To co miała zrobić ta biedronka o sześciu kropkach?

– Powinna porozmawiać z koleżankami, wyjaśnić im, jak jej przykro i one na pewno by ją przeprosiły i na przyszłość by się poprawiły – orzekła pani Iza. – Takiego zakończenia tej bajki oczekiwałam.

Jaś, choć był tępym matołkiem, gdy popatrzył na kolegów, ujrzał w ich oczach zrozumienie – co za brednie plecie pani Iza! Tylko koleżanki kiwały głowami, jakby zgadzały się z panią. „Pewnie się podlizują” – pomyślał Jaś. “A zresztą, kto by się przejmował dziewczynami! One są jakieś dziwne”.

 

Część 4: Na parapecie.

Gnom popijał lemoniadę, którą Jaś przyniósł mu z kuchni i wyglądał przez okno. Minęła połowa września, ale wciąż było pięknie i ciepło. Tylko Jaś znów wrócił markotny ze szkoły i udawał, że nie widzi swego przyjaciela.

– Widzę, że mnie widzisz – zagaił Gnom.

– Przecież przyniosłem ci lemoniadę, więc widzę – odparł Jaś z urażoną miną.

– To czemu się nie odzywasz?

– Bo dostałem pałę!

– Pałę?

– Lufę! Dwóję! I to przez ciebie!

– Jak to przeze mnie?

– Pani Izie nie spodobało się zakończenie bajki. A kiedy powiedziałem jej, że to, które sama wymyśliła, jest beznadziejne, to koledzy zaczęli się śmiać, dziewczyny płakać, a pani Iza zrobiła się czerwona, potem sina i już myślałem, że wezwie karetkę, by ją zabrali do szpitala jak matkę Bartka z czwartej klasy.

(„Było zajebiście – opowiadał wtedy Bartek – pierwszy raz byłem w karetce, gdy jechaliśmy ze starą i mówię wam, chętnie bym jej jeszcze raz taki numer wykręcił, żeby znów ją nerw chwycił i żebyśmy mogli przejechać się karetką”; Jaś był ciekaw, co to za numer Bartek wykręcił swojej mamie, ale bał się zapytać).

– No i? – zagadnął Gnom, bo Jaś przerwał i jakoś jakby się zawiesił. Gnom zauważył, że coraz częściej zdarza się to Jasiowi i zachodził w głowę, co może być tego przyczyną.

– Postawiła mi pałę i wezwała rodziców na wywiadówkę! – wypalił Jaś.

– No, oni z pewnością wezmą cię w obronę – zauważył Gnom.

– Mama się wkurzy o zakończenie bajki, bo wszystkim dziewczynom się nie podobało, a ona też jest dziewczyną, prawda? – Jaś wolał się upewnić, bo z dziewczynami to nigdy nie wiadomo.

„Bystry chłopak” – pomyślał Gnom i powiedział:

– Przede wszystkim jest twoją mamą i będzie cię bronić, choćbyś był winien jak sam Parzygęba.

– O, a kto to jest? – zaciekawił się Jaś.

– Taki jeden typek. – Gnom spochmurniał na samo jego wspomnienie.

– Opowiedz mi o nim! – poprosił Jaś.

– Kiedy indziej.

– A kiedy?

– W grudniu po południu.

– To aż tak długo mam czekać? – Jaś wydawał się zmartwiony.

– Dobra, w sobotę ci opowiem – zgodził się Gnom.

 

Część 5: Wygnanie.

– Jak długo już się znamy? – zaczął Gnom swoją opowieść, siedząc na krawędzi biurka w pokoju Jasia.

– Odkąd tu mieszkamy! – odrzekł Jaś.

– A wiesz, skąd ja się tu wziąłem?

– Niby skąd? Zawsze byłeś w mysiej dziurze.

– Nie zawsze tak było – odrzekł Gnom. – Kiedyś wiodłem szczęśliwe życie w Skrzacim Lesie.

– Kurde, ale fajna nazwa! – ucieszył się Jaś i pomyślał: „Zajebista!”; ale bał się powiedzieć.

– Pewnie, że fajna. Zajebista – zgodził się Gnom.

– Wiedziałem! – wykrzyknął Jaś.

– Co wiedziałeś?

– No, to drugie. Że to takie megafajne. Turbofajne. No wiesz!

– Zajebiste?

– Tak!

– O-ka, niech ci będzie – zgodził się Gnom. – Mieszkałem więc w zajebistym Skrzacim Lesie i wiodłem tam zajebiste życie. Chcesz posłuchać?

– Aha!

– No to słuchaj.

I Gnom zaczął opowieść. Jaś dowiedział się, że w równoległym świecie – nie wiedział co prawda, co to jest, chyba coś z matmy, ale bał się spytać – nie ma takich wielkoludów jak Jaś i jego rodzice, i wszyscy wokół. Żyją krasnale, zwane skrzatami. Ich siedzibą jest Skrzaci Las. W środku Lasu rośnie drzewo, sięgające korzeniami środka ziemi, a konarami nieba. Na szczycie drzewa żyją dobre duchy i dusze zmarłych krasnali. Drzewo nazywa się Obajt. Jest to wielki dąb, którego żołędzie dają mądrość i krzepę. Raz w roku, w dzień krzywonocy jesiennej, w cieniu konarów Obajta zbiera się wielka rada leśnych drwali i krasnali. Ustala ona, jakie chore i stare drzewa wolno wyciąć drwalom i gdzie nowe sadzonki wolno posadzić krasnalom. To główny temat obrad. Poza tym odbywa się kosztowanie miodu z leśnych barci, po którym wszyscy smacznie śpią i nazajutrz wracają do swoich zajęć.

„Nudna ta opowieść” – pomyślał Jaś, ale bał się przerwać. “Nic dziwnego, że Gnom uciekł stamtąd do mysiej dziury”.

– Pewnego dnia – ciągnął swą opowieść Gnom – siedziałem nad brzegiem strumienia i usłyszałem cichy płacz. Zaciekawiony podszedłem bliżej i zobaczyłem małego, pokurczonego skrzata o ciemnej skórze, jakiegom dotąd w życiu nie widział.

– Kim jesteś? – zapytałem.

– Nikt mnie nie kocha – odpowiedział, nawet nie spoglądając na mnie.

– Kim jesteś? – powtórzyłem.

– Zwą mnie Parzygęba Przeklętnik – odrzekł i odwrócił się do mnie. Zdrętwiałem na ten widok. Był szpetny jak przegniły grzyb, a oczy miał jak ropucha. I w ogóle był wstrętny. Mimowiednie krzyknąłem i odskoczyłem.

– No widzisz! – powiedział Parzygęba – i ty mnie nie cierpisz!

„Ciekawe, co znaczy mimowiednie?” – zastanawiał się tymczasem Jaś. “Muszę zapytać, gdy skończy. Jak nie zapomnę”.

– Widzę, że mnie nie słuchasz – wyrwał go z zadumy głos Gnoma.

– Słucham! – rzekł szybko Jaś, trochę zawstydzony.

– To skup się! – zgromił go Gnom.

Dalej Jaś dowiedział się, że Gnom postanowił zaprzyjaźnić się z Parzygębą, bo mu się go szkoda zrobiło. Umówili się zatem na spotkanie nazajutrz w tym samym miejscu. Im częściej i dłużej się spotykali, tym mniej szpetny wydawał się Parzygęba Gnomowi, a nawet w jakiś sposób interesujący. Wreszcie Gnom ośmielił się zapytać nowego przyjaciela o przyczynę jego smętnego stanu.

– Byłem kiedyś taki jak ty – odrzekł mi Parzygęba – tylko bardziej ciekawski niż inne skrzaty. I wierzyć mi się nie chciało, by nasz święty dąb Obajt sięgał korzeniami środka ziemi, a konarami nieba. Wspiąłem się zatem nań i poznałem, że choć jest wysoki i widać z niego Las, nie sięga do nieba. Chciałem też sprawdzić, jak głęboko zapuszcza korzenie. Zacząłem kopać, ale pochwycili mnie na tym strażnicy dębu. Oddano mnie pod sąd wielkiej rady leśnych drwali i krasnali. Ta zaś obłożyła mnie klątwą i skazała na wieczne wygnanie.

– To jeszcze nie tłumaczy twojego wyglądu – rzekłem mu na to.

– Zakazano mi też jeść żołędzie z tego dębu, które dają zdrowie i urodę. I tak mnie oszpecono. I za co? Że chciałem zgłębić prawdę?

Dalej Gnom opowiadał, jak to żal mu się zrobiło Parzygęby i postanowił przynieść mu nieco żołędzi z dębu Obajta. Zjedli je razem, a wtedy Gnom poczuł się dziwnie źle. Zaczął patrzeć na świat oczami Parzygęby, rozumieć go i czuć niechęć do skrzatów, które go tak skrzywdziły. Parzygęba zaś nabrał otuchy i prosił o więcej żołędzi. Z każdym posiłkiem Gnom upodabniał się w swym sercu do Parzygęby i patrzeć już nie mógł na zarozumiałe i świętoszkowate skrzaty, które zbierały się co rok w dzień krzywonocy jesiennej pod dębem i spożywały złocisty miód.

– Oczywiście – dodał Gnom – im bardziej przyjaźniłem się z Parzygębą, tym bardziej oddalałem się od moich braci. Wreszcie zauważono moją przemianę.

– I co było dalej? – zaciekawił się Jaś.

– Zwołano nadzwyczajne zebranie skrzaciej starszyzny, która postanowiła wygnać mnie z Lasu. Wstawiła się za mną jedynie polna wróżka, skrzydlata Róża Kalina. Obiecała mnie uzdrowić.

Po czym Gnom opowiedział, jak to Róża Kalina odwiedziła go nad strumieniem, gdzie zwykł spotykać się z Parzygębą. Ów na sam widok wróżki czmychnął w zarośla na drugim brzegu strumienia. Gnom zaś wysłuchał dobrych rad Róży Kaliny, która tłumaczyła mu, że Parzygęba nie dlatego cierpi wygnanie i szpetny wygląd, iż ośmielił się podać w wątpliwość świętość Obajta, ale dlatego, że nigdy za to nie przeprosił i trwa w swym uporze.

Po odwiedzinach wróżki Gnom zapytał o to Parzygębę, a ten przyznał, że istotnie, nie przeprosił, bo i nie miał za co. Chciano go tylko upokorzyć i zmusić do życia w kłamstwie. A gdy Gnom wskazywał, że wszak brak żołędzi obajtowych wyraźnie ujemnie wpływa na wygląd Parzygęby, a zatem coś musi być na rzeczy z tą świętością dębu, Parzygęba rozsierdził się i zaczął krzyczeć:

– To już ci się nie podobam? Jestem szpetny, tak? Mówiłem, że nikt mnie nie kocha! A ty okazałeś się fałszywym przyjacielem!

Zaskoczony i speszony Gnom porzucił ten temat i przeprosił Parzygębę. Ten zaś powiedział mu, że gniewa się nań śmiertelnie i jeśli Gnom chce go przeprosić naprawdę, musi zwabić Różę Kalinę do jamy pod jesionem, w której Parzygęba pomieszkuje. Gdy tam ją zamknę – przekonywał Gnoma – rada drwali i krasnali zdejmie ze mnie klątwę. Ja wrócę do grona skrzatów, a ty z Różą Kaliną zrobicie dobry uczynek, przyczyniając się do mego uwolnienia i pojednania z braćmi.

Naiwny Gnom dał się namówić i zwabił wróżkę do jamy Parzygęby. Tam Przeklętnik rzucił się na nią z wściekłością, ale niczego nie mógł wskórać. Była dlań nietykalna. Roześmiała się tylko i ulotniła z jamy. Gnom zaś za tę zdradę został skazany na wygnanie ze Skrzaciego Lasu.

– I tak oto – dokończył – chcąc się przysłużyć temu nikczemnemu Parzygębie, znalazłem się tutaj.

– To smutna historia – zauważył Jaś. – A jak właściwie tu się znalazłeś?

– Wróżka Róża Kalina wstawiła się za mną i uprosiła, by nie okładać mnie klątwą i nie wydawać w ręce Parzygęby. Wyrzucono mnie zatem ze świata skrzatów i przesłano do waszego świata.

– To ładnie z jej strony – rzekł Jaś. – A możesz wrócić do siebie?

– Tak, gdy skończy się czas mego wygnania.

– A kiedy to będzie? – dopytywał Jaś.

– Gdy przejdzie tysiąc krzywonocy jesiennych.

– To strasznie dużo! – zmartwił się Jaś (słyszał już o tysiącu i wiedział, że to więcej niż sto, a nawet dwieście i w ogóle to megawielka liczba). – A nie można tego jakoś skrócić?

– Można, jeśli ktoś weźmie na siebie moją karę. W sumie – Gnom popatrzył na Jasia – ty mógłbyś to zrobić.

– Ja?

– No tak! Przecież moja kara polega na przebywaniu w twoim świecie. Ty i tak w nim jesteś, więc tobie wszystko jedno. A ja wrócę do siebie.

– To kto mi będzie układał bajki na lekcje? – zaniepokoił się Jaś.

– Ostatnio słabo mi to idzie, nie zauważyłeś?

– Fakt.

Po czym Jaś dowiedział się od Gnoma, że muszą wspólnie wymówić tajemną formułę przy pełni księżyca, która wypadnie w równonoc jesienną („Dobrze się składa – powiedział Gnom – że to akurat pojutrze”). Wtedy Gnom wróci do siebie, a Jaś zrobi dobry uczynek.

I Jaś zgodził się. Bo czego nie robi się dla przyjaciela? Jedynego w dodatku?

 

Część 6: Powrót

Pierwszego dnia jesieni Jaś przyszedł do szkoły dziwnie odmieniony. Cały wręcz promieniał.

– Jasiu, masz dla nas nową bajkę? – zapytała pani Iza.

– Tak, złotko.

Nauczycielkę tak zamurowało, że zdołała wykrztusić tylko:

– A o czym?

– O wielkim dębie Obajcie, skrzatach i dobrych wróżkach.

– Słuchamy zatem.

Jaś opowiedział swoją bajkę i wszyscy byli zachwyceni. Oczywiście dostał piątkę. Wzruszona pani Iza orzekła nawet, że słuchając bajki czuła się tak, jakby Jaś opowiadał jej prawdziwą historię.

– Bo tak było, proszę pani – rzekł Jaś.

Tymczasem w Skrzacim Lesie:

– Kim jesteś? – zapytała Róża Kalina.

– To ja, Jaś. Ale tu ładnie!

Niejasno czuł, że miał jakieś lepsze słowo na wyrażenie swego zachwytu, ale nijak nie mógł sobie przypomnieć…

– A ty jesteś pewnie dobrą wróżką? – zapytał.

– Skąd wiesz?

– Gnom opowiedział mi o tobie.

– Gnom? To ciekawe. Dawno go nie widziałam. Co u niego?

– Gdzieś mi się zapodział – powiedział Jaś. „Mam nadzieję, że nie narobi mi kłopotów w szkole” – pomyślał.

 

 

Koniec

Komentarze

Cześć, Mehiko

Przyznam, że czytałem duszkiem. Wciągnąłeś mnie w opowieść. Prawdziwy to gnom, podstępny :-) Czy dobrze zrozumiałem, że tym razem magia okazała się niewystarczająca lub – o, zgrozo! Zadziałała odwrotnie? 

Klik!

Pozdrawiam

Witaj. :)

 

Wątpliwości oraz sugestie co do kwestii językowych (zawsze – tylko do przemyślenia):

Czekaj, zaraz coś wymyślę. Już mi nawet coś chodzi po głowie. – powtórzenie?

Jaś, choć był tępym matołkiem, gdy popatrzył na kolegów (przecinek?) ujrzał w ich oczach zrozumienie – co za brednie plecie pani Iza!

– Pewnie (i tu?) że fajna.

W środku Lasu rośnie drzewo, które korzeniami sięga środka ziemi, a konarami nieba. Na szczycie drzewa żyją dobre duchy i dusze krasnali, którzy już umarli. Drzewo nazywa się Obajt. Jest to wielki dąb, którego żołędzie dają mądrość i krzepę. – powtórzenia?

 

Zaczął patrzeć na świat oczami Parzygęby, rozumieć go i czuć niechęć do skrzatów, które go tak skrzywdziły. Parzygęba zaś nabrał otuchy i prosił o więcej żołędzi. Z każdym posiłkiem Gnom upodabniał się w swym sercu do Parzygęby i patrzeć już nie mógł na zarozumiałych i świętoszkowatych skrzatów, którzy zbierali się co rok w dzień krzywonocy jesiennej pod dębem i spożywali złocisty miód. – tu mam dylemat, pojawiający się przy kilku fragmentach – „skrzaty” raz są jako „one”, a raz – jako „oni” – trzeba to w całym opowiadaniu ujednolicić

 

– Zwołano nadzwyczajne zebranie skrzaciej starszyzny, która postanowiła wygnać mnie z Lasu. Wstawiła się za mną jedynie polna wróżka, skrzydlata Róża Kalina. Obiecała mnie uzdrowić. – powtórzenia? – nie wypisuję reszty, ale powtórzeń (być może celowych?) jest w tekście znacznie więcej i warto im się przyjrzeć oraz część usunąć

 

Fajna baja, taka „familijna i pełna dziecięcego, dobrodusznego humoru”; klikam za jej klimacik. ;)

Pozdrawiam serdecznie. :) 

Pecunia non olet

Cześć. Tekst czyta się samoistnie. Masz ucho do dialogów. Brzmią naturalnie, a zestawienie dziecięcego toku rozumowania z cynicznym Gnomem robi świetną robotę. Satyra na szkołę w punkt. Postać pani Izy, która nie szuka u ucznia kreatywności, a jedynie potwierdzenia własnych schematów myślowych przypomniała mi młode lata. Czytając Gnoma przyszły mi do głowy dawne baśnie braci Grimm, które bywały mroczne i niesprawiedliwe, bo miały uczyć o prawdziwym świecie. W kontrze do współczesnych bajek często są „wykastrowane” z realizmu i brutalności na rzecz wymuszonych, cukierkowych morałów. Pozdrawiam :)

Świetna bajka, wręcz zajebista. Czyta się ją jednym tchem, ale gdy zwolnić, można się w niej doszukać wielu cennych spostrzeżeń, które nie są podane wprost, jak moralizatorskie uwagi pani Frau.

Czytało się milusio. Tekst dla mnie lepszy niż ostatni Paszczak.

Zderzenie Jasia i perspektywy Gnoma dobre, szkoła przedstawiona schematycznie, ale działa. Dialogi najbardziej przypadły mi do gustu tutaj.

 

Myślę, że tekst byłby lepszy gdyby historia gnoma została podana ciekawiej, może niekoniecznie przez dialog z Jasiem (bo tak trochę czuje infodump)

Tymczasowy lakoński król

Drodzy,

dziękuję Wam za przeczytanie tekstu, jego życzliwe przyjęcie, no i wszelkie uwagi i poprawki stylistyczne. Wezmę je pod uwagę i doszlifuję opowieść w tzw. wolnej chwili (hmm…, kiedyż ona przyjdzie?).

Tymczasem gwoli wyjaśnienia – faktycznie, Gnomowi nie udało się skrócić czasu wygnania i dobroduszny Jaś zastąpił go w Skrzacim Lesie, a on sam pod postacią Jasia pozostał w naszym świecie. Nie poszło po ich myśli, ale generalnie żaden nie mógł zbytnio narzekać.

Pozdrawiam!

Serwus,

Świetny kawałek – lekki, z humorem. Miejscami nawet bardziej, bo nie tylko się uśmiechnąłem, ale i szczerze zaśmiałem.

„Pani Iza spojrzała na Jasia i pomyślała: Sam jesteś głupi, tępy kretynie” – okrutne, ale śmieszne. Dobre!

Zastanawia mnie jedynie zakończenie. Być może czegoś nie zrozumiałem. Gnom oszukał Jasia i zamienili się miejscami (światami) i… to wszystko? Sprawia to wrażenie trochę urwanego.

Mimo tego uważam, że to kapitalne opowiadanie.

Czekam na więcej takich dowcipnych kawałków.

 

Pozdrawiam i klikam do biblioteki.

rr

Cześć!

Dzięki za pozytywny komentarz i klik:)

Tak, chłopakom zamiana nie wyszła, mimo dobrych chęci obu. Jaś sądził, że wszystko zostanie po staremu, tylko straci Gnoma, który wróci do siebie. Nie spodziewał się żadnych negatywnych konsekwencji. Gnom z kolei wiedział, że osoba obciążona winą nie może wrócić do Skrzaciego Lasu. Przeniesienie kary wygnania na Jasia wydawało mu się dobrym rozwiązaniem, umożliwiającym powrót do domu. Zaklęcie działało skutecznie: winny zostaje, niewinny wraca. Prostoduszny Jaś nie mógł jednak zostać obciążony winą Gnoma i w efekcie zaklęcie odesłało do Skrzaciego Lasu Jasia, a winnego Gnoma pozostawiło w naszym świecie, dając mu tylko wygląd Jasia. Zyskał tyle, że nie musiał kryć się za szafą i przyjął na siebie rolę Jasia. Poniekąd obaj zyskali, choć nie to i nie tak, jak to sobie wyobrażali.

Pozdrawiam!

Hejka!

Już po pierwszej bajce Jasia miałam nadzieję, że magicznie dzieci zrozumieją, że nawet jeśli ktoś jest inny, to nie ma w tym nic złego. Po drugiej bajce pojawiła się wręcz nadzieja na lekkie przerażenie w oczach dzieci i że przestaną szykanować biednego Jasia. Finalnie jednak bardzo dobrze wyszło z trzecią bajką – domyka całość w ciekawy sposób. Bardzo przyjemne opowiadanie, czytając między wierszami można wiele z niego wynieść ( potwierdzam jako betweenthelines). laugh

Klikam i pozdrawiam!

Nie ma ucieczki od mroku, jeśli to on sam prowadzi twoje kroki.

Betweenthelines,

dzięki za komentarz! Miło mi, że tekst Ci się spodobał.

No tak, szkoła uczy przetrwania…

Pozdrawiam!:)

Zacnie opowiedziana historia-bajka zwieńczona nieoczekiwaną zamiana miejsc i tylko szkoda, że wszystko kończy się tak raptownie. Fajnie, że dobrze wypadł dziecięco-szkolny humor. ;)

 

„Pew­nie się pod­li­zu­ją – po­my­ślał Jaś. – A zresz­tą, kto by się przej­mo­wał dziew­czy­na­mi! One są ja­kieś dziw­ne”. → Brak zamknięcia cudzysłowu po pierwszym myśleniu. Zbędna półpauza przed drugim myśleniem; przed myśleniem nie stawia się półpauzy. Brak otwarcia cudzysłowu przed drugim myśleniem. Winno być:

„Pew­nie się pod­li­zu­ją – po­my­ślał Jaś. A zresz­tą, kto by się przej­mo­wał dziew­czy­na­mi! One są ja­kieś dziw­ne”.

Tu znajdziesz wskazówki, jak można zapisywać myśli bohaterów.

 

„Nudna ta opo­wieść” – po­my­ślał Jaś, ale bał się prze­rwać. Nic dziw­ne­go, że Gnom uciekł stam­tąd do my­siej dziu­ry”. → „Nudna ta opo­wieść – po­my­ślał Jaś, ale bał się prze­rwać. Nic dziw­ne­go, że Gnom uciekł stam­tąd do my­siej dziu­ry”.

 

„Cie­ka­we, co zna­czy mi­mo­wied­nie? – za­sta­na­wiał się tym­cza­sem Jaś. Muszę za­py­tać, gdy skoń­czy. Jak nie za­po­mnę”. → „Cie­ka­we, co zna­czy mi­mo­wied­nie? – za­sta­na­wiał się tym­cza­sem Jaś. Muszę za­py­tać, gdy skoń­czy. Jak nie za­po­mnę”.

 

– Za­ka­za­no mi też jeść żo­łę­dzi z tego dębu→ – Za­ka­za­no mi też jeść żo­łę­dzie z tego dębu… Lub: – Za­ka­za­no mi też jedzenia żo­łę­dzi z tego dębu

 

ośmie­lił się pod­dać w wąt­pli­wość świę­tość Obaj­ta… → …ośmie­lił się po­dać w wąt­pli­wość świę­tość Obaj­ta

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej! Czysto napisane (bez zbędnych ozdobników), wciągnęło mnie od pierwszych linijek. Lubię ten rodzaj humoru. Tekst stawia też kilka trafnych pytań, nad którymi warto się zastanowić. Gdybym był czwartoklasiątą powiedziałbym, że zajebiste. Pozdrawiam!

Regulatorzy,

dzięki za dobre słowo i jak zwykle konkretne wskazówki językowe! Siądę do nich mniej wieczorową porą…

 

Kronos.maximus,

miło mi, że opowieść Ci się spodobała. Dzięki!

Hej. Na początku podszedłem do opowiadania sceptycznie, ale dość szybko udało ci się mnie przekonać. Bardzo ładna i pomysłowa historia. Pozdrawiam!

Kapibara

Dzięki, Kapibaro!:)

Był szpetny jak przegniły grzyb, a oczy miał jak ropucha. I w ogóle był wstrętny.

Niby za dużo “tell”, a za mało “show”, ale ubawiłem sie przy tym opisie, fajne!

 

Bardzo mi sie podobało. Ta sama historia, nie wytyczam błędów, bo czytałem na telefonie, ale warto przejrzeć jeszcze raz. Warto też oddzielić przerwy czasowe dodatkowym enterem.

Super bajka, wciągająca, wesoła. Luźno prowadzona narracja. Gnom jest bardzo fajny, a nawet zajebisty :D

Twist z zakończenia też niczego sobie. 

Zostawiam fantomowego klika i czekam na kolejne przygody z tej dziwnej szkoły. Swoją drogą Jaś to idealne imię dla tego “matołka” :D

Pozdrawiam!

You cannot petition the Lord with prayer!

Nowa Fantastyka